Reklama

De Laurentiis bardzo nie lubi Michała Probierza

Bartek Wylęgała

Autor:Bartek Wylęgała

02 lutego 2024, 21:30 • 4 min czytania 11 komentarzy

Już za miesiąc reprezentację Michała Probierza czekają mecze barażowe o awans na Euro. Atmosfera wokół kadry obecnie pozostaje niezbyt przyjazna, więc nie chcemy nawet zgadywać jaką presję musi czuć obecny selekcjoner przed barażami. Jeżeli awansuje, pojedzie na Euro, gdzie ponownie cała Polska będzie spoglądała na niego mało przychylnym okiem. Już teraz sytuacja jest beznadziejna. Na domiar złego najlepszy zawodnik kadry trafił do Klubu Kokosa.

De Laurentiis bardzo nie lubi Michała Probierza

Piotr Zieliński w tym momencie to fundament reprezentacji. Kropka.

Bardzo długo toczyła się wokół niego dyskusja, czy pokazuje w kadrze swój potencjał i co moglibyśmy zobaczyć, gdyby któregoś dnia „coś mu w głowie przeskoczyło”. Ale od dłuższego czasu rozwiewa wszelkie wątpliwości.

Stał się liderem. Liderem w każdym tego słowa znaczeniu, bo bryluje i z piłką przy nodze – a przynajmniej nie schodzi poniżej pewnego poziomu przyzwoitości – i przed kamerami, gdy często jako jedyny ze swoich kolegów był w stanie wyjść do dziennikarzy. Michał Probierz nie mógł więc mieć wątpliwości: jeżeli chciał zbudować na najbliższy turniej drużynę narodową, to w jej samym środku musiał znaleźć się 29-letni pomocnik.

Probierz po prostu zaufał Zielińsiemu, dając mu choćby opaskę kapitańską. I taka strategia miała pełnię sensu, bo oprócz tego, że ani z tyłu, ani z przodu nie mamy żadnej alternatywy dla gracza w koszulce z numerem 20, to w podobnej roli świetnie się sprawdzał w Napoli. „Azzurri” z kolei mogą mieć w tym roku swoje kłopoty, ale jednak mistrza w ubiegłym sezonie nikt im nie przyznał za piękny uśmiech właściciela. Chyba.

Reklama

Nie mogło tak być, skoro Aurelio De Laurentiis zaczął się uśmiechać dopiero wtedy, kiedy prezentowano transfery Leandera Dendonckera oraz Hameda Juniora Traore. Wcale nie dlatego, że to niezłe wzmocnienia – nawet jeśli naprawdę nimi są. Chodzi o to, że to kolejna okazja, by piłkarzom ze swojej stajni coś udowodnić: z jego klubu się nie odchodzi na własnych warunkach, a każdego z podopiecznych – w tym Zielińskiego – da się błyskawicznie zastąpić.

Podjęcie decyzji o odejściu oznacza w Napoli skazanie się na gehennę, która zakończy się jedynie w momencie wygaśnięcia kontraktu. Do tego czasu upatrzony zawodnik może żegnać się z grą, nieważne kim by był i jakim statusem cieszyłby się w oczach fanów i samego De Laurentiisa. Zasady są jedne dla wszystkich – Milika, Mertensa i teraz „Zielka”.

Obecny lider swojej drużyny bowiem jest spychany na margines zupełnie jawnie. W Neapolu działacze nie pokusili się nawet o zgłoszenie Polaka do meczów Ligi Mistrzów. To nic, że te najbliższe będą rozgrywane z Barceloną i Napoli skorzystałoby na obecności tak doświadczonego zawodnika. Jeżeli trzeba udowodnić swój punkt widzenia, to nie ma żadnych chwytów niedozwolonych, choćby i szkodziły stronie, która po nie sięga. Z pozytywów, Zieliński wyszedł w wyjściowej jedenastce w ostatnim spotkaniu swojej drużyny. Z minusów? Chyba tylko dlatego, że Traore i Dendoncker jeszcze nie zdążyli się porządnie rozpakować.

Zieliński a sprawa polska

W tym konflikcie najbardziej cierpi polska piłka. Piotr Zieliński do wakacji zardzewieje. Do marca straci rytm meczowy. Już teraz środek pola Michał Probierz musi lepić z błota i pyłu. Jest źle, a tu do selekcjonera przyszedł De Laurentiis i wywrócił mu jego małe wiadereczko z mętną wodą, którą trener starał się wyklarować.

Realistycznie, w pomocy mamy teraz krater. Przed laty mogliśmy się zachwycać opcjami w tym sektorze gry, ale to był czas, zanim Jakub Moder stracił ponad rok kariery, a Sebastian Szymański dawał wszelkie powody, by wierzyć, że któregoś dnia w kadrze odpali. Minął już szmat czasu, a dziś pierwszy próbuje nieśmiało odbudować swoją pozycję w Brighton, a drugiemu oficjalnie udało stać się drugim Piotrkiem Zielińskim – o fenomenie Fenerbahce mówimy w kontekście tego, co się stanie jeżeli „coś mu w głowie przeskoczy”, a na ten moment widzimy snujący się po boisku cień.

Opcje rezerwowe? W zasadzie z przodu, oprócz wspomnianego Szymańskiego, brak. Z tyłu? Chyba nawet jeszcze gorzej, bo o ile przecinaków u nas pod dostatkiem, tak żaden zbytnio nie potrafi zachwycić jakimkolwiek przemyślanym podaniem, które w zamiarze nie było lagą. Grający Zieliński jest jedynym wyraźnym plusem w swojej formacji.

Reklama

Polacy w modlitwach powinni błagać o to, by włoski magnat filmowy obudził się innym człowiekiem, który na nowo dopuści klubową legendę do składu, a Michał Probierz powinien pod Wezuwiusza wysłać delegację z bukietami najpiękniejszych róż i najdroższymi szampanami. W przeciwnym razie będzie musiał znaleźć w sobie naprawdę cudotwórcze zdolności.

WIĘCEJ O POLSKIEJ KADRZE:

Fot. Newspix

Nie Real, nie Barcelona, a Jordan-Sum Zakliczyn. Szczerze wierzy, że na około stumiejscowy stadion z atrakcyjnym dojazdem zawita jeszcze kiedyś Puchar Mistrzów. Do tego czasu pozostaje mu oglądanie hiszpańskiej i portugalskiej piłki. Czasem lubi także dietę wzbogacić o sporty walki, a numerowane gale UFC są dla niego świętem porównywalnym z Wielkanocą. Gdyby mógł, to powiesiłby nad łóżkiem plakat Seana Stricklanda, ale najpierw musi wymyśleć jak wytłumaczy się z tego znajomym.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

11 komentarzy

Loading...