Reklama

Kupować czy odpuszczać? Zimowe transfery w 1. lidze a kwestia awansu do Ekstraklasy

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

16 stycznia 2024, 15:33 • 8 min czytania 4 komentarze

Między jesienią a wiosną trwa okres, który wyjątkowo przyciąga uwagę kibiców — okno transferowe. Pierwszoligowcy jeszcze się nie rozkręcili i wcale nie jest powiedziane, że się rozkręcą. Zerknęliśmy na poprzednie lata w wykonaniu drużyn walczących o Ekstraklasę pod kątem oceny tego, jaki wpływ na kwestię awansu do Ekstraklasy miały w przeszłości zimowe okienka transferowe. Wnioski mogą zaskoczyć.

Kupować czy odpuszczać? Zimowe transfery w 1. lidze a kwestia awansu do Ekstraklasy

Pierwszego lutego 2022 roku serca kibiców Widzewa Łódź biły szybciej. Wicelider pierwszej ligi ogłaszał właśnie powrót Bartłomieja Pawłowskiego, który lata wcześniej wyruszył z Miasta Włókniarzy do Hiszpanii, a potem, gdy Widzew mozolnie się odbudowywał, zaliczył blisko dwieście gier w Ekstraklasie.

Zapowiadaliśmy, że chcemy pozyskać zimą zawodników, którzy od razu podniosą poziom zespołu i pomogą mu osiągnąć oczekiwany cel sportowy — mówił ówczesny prezes Mateusz Dróżdż.

Razem z Pawłowskim do Widzewa przyszło wówczas pięciu innych piłkarzy. Żaden z nich nie miał jednak tak wielkiego wkładu w to, że łodzianie wywalczyli upragnioną promocję. Napastnik wypracował wówczas osiem bramek i mimo że drużyna Janusza Niedźwiedzia wiosną zwolniła tempo (jesień: 1,95 punktu/mecz; wiosna: 1,64 punktu/mecz) zdołała zakończyć sezon przed goniącą ją Arką Gdynia.

Widzewskie zimowe okno transferowe było wówczas wyjątkowo udane. Do zespołu sprowadzono Kristoffera Hansena, Martina Kreuzrieglera, Ernesta Terpiłowskiego, Henricha Ravasa, Patryka Lipskiego oraz wspomnianego Pawłowskiego. Każdy z nich obronił się minutami, grając wiosną regularnie. Tylko Lipski nie kontynuował tego w Ekstraklasie.

Reklama

Nie zawsze jednak kluby walczące o awans mogły pochwalić się podobną skutecznością w przerwie między rundami. Ba, zwykle było dokładnie odwrotnie.

1. liga. Czy zimowe transfery pomagają w walce o awans do Ekstraklasy?

Weźmy sezon 2021/2022, w którym Widzew Łódź dostał się do Ekstraklasy. Awans wywalczyły wówczas także Miedź Legnica i Korona Kielce. Ci pierwsi wyszli z osobliwego podejścia i zimą dokonali tylko jednego ruchu do klubu. Jens Martin Gammelby dał Miedziance jakość i zaliczył dziesięć występów w pełnym wymiarze czasowym. Duńczyk zanotował w tym czasie dwie asysty i został czołowym prawym obrońcą ligi.

W barażach najlepsza okazała się Korona Kielce, która zimą nie była już tak skuteczna. Z pięciu nowych zawodników najczęściej grali:

  • Jewgienij Szykawka (napastnik)
  • Roberto Corral (lewy obrońca)

Pierwszy miał udział przy pięciu golach, mocno przyczyniając się do zdobycia przez Koronę punktów w czterech meczach. Drugi też prezentował się solidnie, ale w przeciwieństwie do Białorusina, w Ekstraklasie już nie zaistniał.

Luka Zarandia był kompletnym niewypałem. Zbyt gruby, zbyt wolny, na zakręcie kariery, która chwilę potem gwałtownie wyhamowała. Artur Amroziński pozostaje anonimem. Dalibor Takac w Koronie zaczął nieźle, jednak oferował zbyt mało walki w drużynie Leszka Ojrzyńskiego. Posłużyła mu zmiana trenera, więc wciąż jest w Koronie.

Niemniej jednak na tle drużyn, które w ostatnich latach dotarły do Ekstraklasy po barażach, Korona i tak wypada dobrze. Warta, która jako pierwsza przetarła szlak play-offs w sezonie 2019/2020, zimę zawaliła. Lider po jesieni spadł na trzecie miejsce, a transfery dokonane w środku rundy nie wniosły jakości.

Reklama
  • Mateusz Szczepaniak zagrał mniej niż 300 minut, dorzucił gola i dwie asysty; zakończył karierę trapiony kontuzjami
  • Patryk Stępiński na początku był starterem, jednak finisz sezonu przesiedział na ławce rezerwowych
  • Krzysztof Danielewicz zagrał mniej więcej jedną trzecią możliwych minut, po awansie odszedł z zespołu
  • Jakub Apolinarski grał, bo był młodzieżowcem, jednak po awansie nie został w Poznaniu

Rok później podobnie wyglądało to w Górniku Łęczna. Kamil Kiereś zimą ściągnął Aleksandra Jagiełłę, Gabriela Matei oraz Michała Maka. Tylko ten ostatni regularnie pojawiał się na boisku, w dodatku odegrał kluczową rolę w barażach. Klub z Lubelszczyzny był już jedną nogą za burtą play-offs, gdy Mak wyrównał stan gry z GKS-em Tychy. Kilka dni później to on obsłużył Serhija Krykuna, który zdobył jedyną bramkę w finale z Łódzkim Klubem Sportowym.

Dwa gole i pięć asyst w trakcie jednej rundy to bilans, który stawia go w gronie najlepszych zimowych nabytków walczących o awans pierwszoligowców. Mak jako jedyny z tamtego narybku grał w Górniku już po tym, jak zespół wskoczył na wyższy poziom.

Jeśli chodzi o zwycięzców barażów, w nieco inną stronę poszła Puszcza Niepołomice. Jej najlepszym transferem w przerwie między rundami było ściągnięcie obrońcy Romana Jakuby. Rosły Ukrainiec dopiero co świętował mistrzostwo Łotwy z Valmierą, więc jego przenosiny do małego miasta w Małopolsce były niespodzianką.

Jakuba kończył sezon z ponad sześćdziesięcioprocentową skutecznością pojedynków w defensywie i w powietrzu. W meczu z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza zanotował siedemnaście przejęć, zamiatając pod tym względem konkurencję. Żubry zrobiły doskonały interes, zwłaszcza że udało się utrzymać go w składzie także po awansie.

Na „już” okienko Puszczy nie rzucało na kolana, jednak po czasie widać więcej plusów:

  • Kamil Zapolnik w 1. lidze strzelił 2 gole i zaliczył asystę. W Ekstraklasie ma już gola, trzy asysty i trzy asysty drugiego stopnia
  • Thiago zagrał w czterech spotkaniach i doznał urazu, wrócił do Cracovii. Puszcza zdecydowała się jednak ściągnąć go ponownie
  • Jakub Stec to inwestycja, młody zawodnik, który dostał już szansę w Ekstraklasie

Więcej nietrafionych ruchów niż wzmocnień?

Jeśli jednak chodzi o wzmocnienia defensywy, które całkowicie zmieniły oblicze drużyny, równych nie ma sobie idący w 2021 roku po Ekstraklasę Radomiak Radom, który jeszcze na jej zapleczu zakontraktował Raphaela Rossiego. Także w ramach wypożyczenia, tyle że z FC Sion. Także z sukcesem w postaci późniejszego transferu definitywnego. Jesienią rywale Radomiaka wykręcili w meczach z tą drużyną xG na poziomie 1,02. Po transferze Brazylijczyka z włoskim paszportem wynik spadł do 0,68 w rundzie wiosennej. Poprawa była więc widoczna gołym okiem.

Radomiak przeprowadził wówczas skuteczny szturm z pozycji czwartej na fotel lidera. Odrobił dwanaście punktów straty do Bruk-Bet Termaliki Nieciecza i wygrał ligę. Ciekawe jest jednak to, że poza Rossim zimą sprowadzono tylko jednego startera, który momentalnie odznaczył się jakością. Mowa o powrotnym transferze Dawida Abramowicza, który po krótkim okresie w Wiśle Kraków znów zawitał do Radomia i zagrał we wszystkich siedemnastu wiosennych meczach.

Z zimowych nabytków po czasie obronili się jeszcze Filipe Nascimento i Filip Majchrowicz, którzy poradzili sobie w Ekstraklasie. Reszta?

  • Amancio Fortes (90 minut z hakiem)
  • Jan Szpaderski (trzeci bramkarz)
  • Dominik Banach (bez debiutu)
  • Rok Sirk (około 60 minut)
  • Muhammad Cande (bez debiutu)

Mamy tu nie tyle rozczarowania, ile spektakularne wtopy. Sirk był tak słaby, że w połowie rundy odesłano go z wypożyczenia do domu. Tak po prostu, wrócił do Słowenii, bo i tak nie byłoby z niego żadnego pożytku. Cande jeszcze przed startem rundy rozwalił bark i tyle go w Radomiu widzieli.

Nieudane ruchy odnotowali wówczas także działacze Bruk-Bet Termaliki. Ani Marcel Vasil, ani Kacper Janiak nie zaistnieli na boisku. Wiktor Biedrzycki był jedynym zawodnikiem, który grał regularnie. Sebastian Bonecki zaliczył już dwukrotnie mniej minut, rzadziej grał też w Ekstraklasie.

Kompletnymi niewypałami po awansie okazali się jednak piłkarze, których minionej zimy ściągał Ruch Chorzów. Paweł Baranowski i Jan Sedlak grali sporo, ale już ich w klubie nie ma. Ostał się Michał Feliks, jednak gra już znacznie mniej. Szymon Kobusiński w Chorzowie nie został, Przemysław Maj i Kacper Skwierczyński zaliczyli jedynie epizody. Nic dziwnego, że Niebiescy znajdują się w strefie spadkowej.

Wielkiego pożytku z zimowych nabytków nie miał także Łódzki Klub Sportowy, który wywalczył awans razem z Ruchem. W zespole ostał się jedynie Michał Mokrzycki, Milan Spremo — mimo regularnej gry na zapleczu wiosną — zespół opuścił. Maciej Śliwa jak niewiele grał w pierwszej lidze, tak niewiele gra w Ekstraklasie.

Najlepsze zimowe transfery czołówki 1. ligi w ostatnich latach

Awans do Ekstraklasy da się więc wywalczyć bez spektakularnych wzmocnień między rundami. Oczywiście może być ciut łatwiej, jeśli tak jak Stal Mielec, ściągnie się w jednym momencie:

  • Michała Żyrę (6 goli, 4 asysty)
  • Macieja Domańskiego (3 gole, asysta)
  • Jakuba Wrąbla (4 czyste konta)

Gdzieś w tle mając jeszcze Roberta Dadoka, Jakuba Bartosza i Kacpra Sadłochę. Kadra była szeroka, sam Żyro zapewniał punkty w minimum trzech spotkaniach. Domański znalazł się w czołówce zawodników na swojej pozycji pod względem podań w pole karne. Stal była więc wyjątkowo silna, ale mimo to do samego końca po piętach deptało jej Podbeskidzie Bielsko-Biała, które zimą sięgnęło jedynie po Kamila Bilińskiego oraz Mateusza Marca, przy czym obaj nie odegrali większej roli w walce o awans.

Na przestrzeni lat nie było jednak wielu przykładów zawodników, którzy zimą wchodzili do czołowej drużyny i z miejsca robili różnicę. Nawet Henrich Ravas, na którym niedawno Widzew zarobił ponad milion euro, w pierwszej rundzie w roli zastępcy Jakuba Wrąbla nie wypadł fenomenalnie (Wrąbel: 0,15 uratowanych bramek/90 minut; Ravas: -0,04). Układając to, zupełnie subiektywnie, w formie rankingu:

Najlepsze zimowe transfery czołowych pierwszoligowców:

  1. Bartłomiej Pawłowski (Widzew Łódź)
  2. Raphael Rossi (Radomiak Radom)
  3. Michał Żyro (Stal Mielec)
  4. Michał Mokrzycki (ŁKS)
  5. Michał Mak (Górnik Łęczna)

Szybko zdajemy sobie sprawę, że najlepiej kupować Michałów większość z tych zawodników nie obroniła się później w Ekstraklasie. W zasadzie zrobiła to tylko pierwsza dwójka. Spośród pozostałych, o których wspomnieliśmy, w najwyższej lidze na poważnie zaistnieli jeszcze Kamil Biliński, Maciej Domański, Dawid Abramowicz, Filipe Nascimento i — trochę naciągając — Ernest Terpiłowski czy Kristoffer Hansen, w tym przypadku już po odejściu z Widzewa Łódź.

Nie dziwi więc, że w pierwszych tygodniach zimowego okna transferowego pierwszoligowcy wcale nie rzucili się na zakupy. Liderująca Arka wzmocniła ofensywę Tornike Gaprindaszwilim i Hubertem Turskim. Jeśli ktoś z nich przebije się do składu, to raczej tylko ten pierwszy. GKS Tychy uzupełnił kadrę dwoma młodymi zawodnikami (Teo Kurtaran, Maksymilian Stangret). W mocne transfery celuje Motor Lublin, jednak i tam do tej pory ogłoszono tylko dwa nazwiska — Kamila Kruka oraz Pawła Stolarskiego.

Trójka znajdująca się za podium: Lechia Gdańsk, Odra Opole i Wisła Kraków, nie ogłosiła jeszcze żadnego transferu i nie spodziewamy się radykalnych zmian w tym zakresie. O ambitnych planach na zimowe okno nie słychać ani w Niecieczy, ani w Legnicy, czyli tuż za strefą barażową. Tylko w Płocku chcą podgonić konkurentów, sięgając po nowych piłkarzy.

Z perspektywy kibica: nuda. Ale może właśnie w braku szaleństwa jest metoda?

WIĘCEJ O 1. LIDZE:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

4 komentarze

Loading...