Reklama

Barcelona wreszcie wygrywa, ale dalej irytuje

Paweł Wojciechowski

Autor:Paweł Wojciechowski

20 grudnia 2023, 22:08 • 4 min czytania 4 komentarze

Kiedy gra aktualny mistrz i jednocześnie trzecia drużyna w tabeli z czerwoną latarnią ligi, faworyt może tylko jeden. Nawet jeśli ma problemy z własną motywacją lub z jej nadmiarem u przeciwników, to i tak zwykle wygrywa, nawet jeśli musi wepchnąć bramkę w ostatniej minucie. I tak też było w tym meczu. Zawodnicy Barcelony wygrali 3:2 z Almerią. Znowu byli irytująco nieskuteczni i irytująco beztroscy w defensywie. Ten mecz był taki sam, jak cała jesień w wykonaniu Barcy. Żadnego zaskoczenia.

Barcelona wreszcie wygrywa, ale dalej irytuje

Na ostatni mecz w tym roku kalendarzowym drużyna z Katalonii otrzymała od twórców ligowego terminarza idealny prezent pod choinkę – ostatnią w tabeli Almerię, niepotrafiącą w siedemnastu spotkaniach tego sezonu pokonać przeciwnika, a w Pucharze Króla odpadającą z czwartoligowym Barbastro. Lepszej okazji na zakończenie passy trzech meczów bez zwycięstwa być nie mogło. Jednak żeby wykorzystać taką okazję, żeby wreszcie ucieszyć kibiców, żeby zakończyć rok z przytupem, trzeba strzelać jak w sylwestra przed północą. Kibice Blaugrany chcieli fajerwerków, a dostali kilka kapiszonów i dwa korsarze od Sergiego Roberto.

Drużyna Xaviego bardzo chciała zmazać plamę z ostatnich nieudanych meczów, ale nie była w stanie pozbyć się własnych demonów. Jak już wychodziła na prowadzenie, to za chwilę we frajerski sposób je traciła. Jak nie irytowała nieskutecznością, to akurat kompromitowała się w obronie. Ani nie zaskoczyła, ani nie zawiodła. Zobaczyliśmy więc dziś typową Barcę z sezonu 23/24. Zero zaskoczeń.

Bo czy zaskoczeniem jest, że Barcelona potrzebuje dwunastu strzałów na bramkę, żeby wcisnąć pierwszego gola? Nie, bo Xavi sam mówił w tygodniu w jednym z wywiadów, że jego drużyna „jest chyba najgorsza w Europie pod względem skuteczności”. Trzydzieści strzałów, jedenaście celnych, trzy gole – to bilans całego meczu w wykonaniu zawodników z Katalonii. Indolencja strzelecka level hard.

Czy zaskoczeniem jest, że Almeria strzela gola wyrównując na 1:1 i na 2:2? Nie, bo do tej pory nawet gdy schodziła pokonana, najczęściej strzelała gola. Tak się stało w dwunastu z siedemnastu meczów ligowych w tym sezonie. To, że obie drużyny strzelą tu gola, było bardzo prawdopodobne. Tylko obrońcy Barcelony o tym nie wiedzieli i wykładali napastnikom rywala piłki na sam na sam.

Reklama

Czy zaskoczeniem jest, że Lewandowski strzela, strzela i strzela, potem znów strzela, a na koniec meczu na koncie dalej zero. Nie, bo od kilku, jeśli nie kilkunastu miesięcy, zaczynamy przyzwyczajać się do tego, że Lewandowski z Bayernu śrubujący rekordy strzeleckie już nie istnieje. Jest nowy Robert, który strzela dużo, a trafia mało, który częściej irytuje, niż czaruje. Czasami potrafi błysnąć magiczną asystą, jak choćby przy bramce na 3:2, ale częściej pomaga zdobyć nagrodę Man Of The Match bramkarzowi rywali, uparcie go obijając tak jak dziś Luisa Maximiano.

Czy zaskoczeniem jest, że defensywa Barcelony daje strzelić dwa gole najgorszej drużynie w lidze? Nie, bo od początku rundy jest dziurawa jak szwajcarski Radamer. Po osiemnastu kolejkach tego sezonu ma więcej straconych goli niż w całym poprzednim. Jak się ktoś nie potknie przed polem karnym, to się na pewno z kimś zderzy. Dziś padło na Araujo i Penę, którzy do spółki „asystowali” przy golu Edgara na 2:2.

Czy zaskoczeniem jest, że Sergi Roberto okazuje się bohaterem? To jest chłopak, który jest w Barcelonie od zawsze. I zawsze za słaby na pierwszy skład, ale zbyt dobry i lojalny, żeby się go pozbyć. A bohaterem już bywał, i to w dużo ważniejszych meczach. I w El Clasico i w Lidze Mistrzów – w dodatku w legendarnym 6:1 z PSG, strzelając decydującego szóstego gola. A dziś, kiedy nikt się nie wychylał, postanowił znów zabawić się w Supermana, zdjął okulary, ubrał pelerynę i skończył z dubletem, a mało brakowało, żeby miał hat-tricka.

Żadnych zaskoczeń.

Reklama

Trzy punkty Barcelony, choć nie są powodem do niezadowolenia, to na pewno nie przegoniły wszystkich czarnych chmur. Absencja trójki podstawowych pomocników (de Jong, Gavi , Pedri) obciążonych w tym sezonie notorycznymi problemami zdrowotnymi i bramkarza numer jeden – Marca-Andre Ter Stegena, ma niebagatelny wpływ na grę. Kołdra wydaje się jednak trochę za krótka, tym bardziej że odwieczny rywal z Madrytu ma u siebie szpital jeszcze większy, a pomimo tego we wszystkich rozgrywkach radzi sobie dużo lepiej.

Blaugrana kończy rok w minorowych nastrojach, a przed kluczowym etapem sezonu ma mnóstwo problemów do rozwikłania. Rozwiązaniem ich na pewno nie będzie Vitor Roque, którego nazwisko jest odmieniane ostatnio przez wszystkie przypadki, a który ma być najważniejszym zimowym wzmocnieniem Barcy.  To Xavi musi znaleźć balans między defensywą i ofensywą. No i może jeszcze wprowadzić jakieś zmiany w treningach strzeleckich, bo te, które ma do tej pory, ewidentnie nie działają.

FC BARCELONA – ALMERIA 3:2 (1:1)

Raphinha 33′, Roberto 60′, 83′ – Baptistao 41′, Gonzalez 71′

WIĘCEJ O FC BARCELONA:

Fot. Newspix

Kibic FC Barcelony od kiedy Koeman strzelał gola w finale Pucharu Mistrzów, a rodzice większości ekipy Weszło jeszcze się nawet nie znali. Fan Kobe Bryanta i grubego Ronaldo. W piłce jak i w pozostałych dziedzinach kocha lata 90. (Francja'98 na zawsze w serduszku). Ma urodziny tego dnia co Winston Bogarde, a to, że o tym wspomina, potwierdza słabość do Barcelony i lat 90. Ma też urodziny tego dnia co Deontay Wilder, co nie świadczy o niczym.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Hiszpania

Jose Mourinho pogratulował Luisowi de la Fuente i… samemu sobie

Patryk Stec
6
Jose Mourinho pogratulował Luisowi de la Fuente i… samemu sobie

Komentarze

4 komentarze

Loading...