Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W końcu nie trzeba gdybać. Raków wygrał ze Sturmem i dał sobie szansę

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

30 listopada 2023, 21:19 • 4 min czytania 9 komentarzy

Długo wydawało się, że to będzie kolejny mecz Rakowa typu „a gdyby”. A gdyby zaatakował szybciej, a gdyby był skuteczniejszy, a gdyby pokazał większą odpowiedzialność… Wtedy – może, może, udałoby się sięgnąć po trzy punkty. Na szczęście dziś to nie ten przypadek, bo Sturm został pokonany. Niemniej do gdybania jeszcze będzie można wrócić przy okazji następnej kolejki, ponieważ Austriacy dostali różnicą jednej bramki i obecnie wciąż są z przodu.

W końcu nie trzeba gdybać. Raków wygrał ze Sturmem i dał sobie szansę

W połowie grudnia Raków podejmuje Atalantę, a Sturm jedzie na Sporting. Obecnie obie ekipy mają tyle samo punktów, w meczach bezpośrednich wyklepały się wzajemnie po 1:0. W dalszej kolejności decyduje więc bilans bramek ogółem i tutaj Sturm ma przewagę, bo legitymuje się bilansem -2, a Raków -3. Zatem trzeba spoglądać – niezależnie nawet od wygranej z Atalantą! – co zrobi Sturm.

Można oczywiście przegrać odpowiednio niżej niż przeciwnicy, polska piłka bywa w tym sprawna, jak na ostatnim mundialu, ale nie zawsze rywale będą równie sympatyczni. Można było mieć wszystko w swoich rękach, lecz tak się nie stało. Szkoda.

Ale!

To chyba nie jest ten czas, kiedy należałoby narzekać. Do ostatecznych wyliczeń i gdybań jeszcze dojdziemy, a teraz zajmijmy się tym, co zobaczyliśmy przed chwilą na boisku. A zobaczyliśmy zwycięstwo nad solidnym austriackim zespołem. To nie są leszcze, Stefan, tylko ekipa, która w lidze ma tyle samo punktów co Salzburg i razem z nim walczy o mistrzostwo kraju. Tymczasem została pokonana na własnym boisku – w Austrii udało się to w tym sezonie tylko jednej drużynie, a w Lidze Europy nie podołała Atalanta. Jest więc za co bić brawo.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Czy było w tym trochę szczęścia? Oczywiście, że tak. Gdyby Sturm był skuteczniejszy, na pewno by coś wcisnął, przecież Vladan Kovacević musiał bronić chociażby uderzenie z piątego metra. Takie miejsce, tyle przestrzeni wokół – musi być bramka. Ale po pierwsze – Kovacević to fachowiec, a po drugie, tu właśnie sprzyjało szczęście, uderzenie było mimo wszystko marne.

Poza tym Raków szukał na siebie bata, kiedy rozgrywał – delikatnie mówiąc – nieodpowiedzialnie. Więcej szczęścia (znów) po stronie rywali, więcej zdecydowania i mogły być bramki. Jednak nie wpadały.

Ale dobra, bo de facto znów nie chwalimy, natomiast Raków tego zwycięstwa nie wybłagał i nie wyżebrał, tylko po meczu może powiedzieć: żadna to niesprawiedliwość, że Sturm przegrał. Przede wszystkim częstochowianie zagrali z jajem. Brzmi jak populizm, mądrość wygłaszana przez typowego Janusza w kapciach, ale to fakt – w poprzednich spotkaniach ekipa Dawida Szwargi naprawdę długo była przestraszona. A dziś, kiedy musiała zaatakować, to bez kompleksów to zrobiła.

I owszem, pierwsza połowa po raz kolejny bez celnego strzału boli, ale to była już inna połowa bez celnego strzału. Mogły paść przecież dwie bramki – Ante Crnac i Marcin Cebula mylili się minimalnie, lepiej stwarzać takie zagrożenie niż słynny już “chyba strzał” Fabiana Piaseckiego z Kopenhagą.

Po przerwie Raków wciąż szukał swoich szans, w końcu zaczął trafiać w światło, ale bronił Kjell Scherpen. Lecz w końcu i on nie dał rady – Jean Carlos świetnie uciekł z boku pola karnego, dograł do Johna Yeboaha, a ten załatwił sprawę. Oj, zdecydowanie lepiej jest mieć obu panów do gry, a przecież obaj na zdrowie w tym sezonie mają prawo narzekać.

Co będzie dalej, jakkolwiek to banalnie zabrzmi, po prostu zobaczymy. Da się urwać punkty Atalancie, tym bardziej że ona będzie mieć ten mecz w pompie – za Sporting już nie spadnie. No, ale skoro Sporting przed Atalantę nie wskoczy, to w pompie będzie mieć Austriaków. I tak można mnożyć scenariusze, a na końcu właśnie: zobaczymy.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dziś należy się cieszyć z debiutanckiej wygranej Rakowa i kolejnych punktów do rankingu. Późno? Późno. Ale stało się.

I wciąż nie na otarcie łez.

STURM GRAZ – RAKÓW CZĘSTOCHOWA 0:1

81′ Yeboah

WIĘCEJ O RAKOWIE:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Europy

Komentarze

9 komentarzy

Loading...