Porto odpadło z LE na własne życzenie. Katastrofa Jana Bednarka

Braian Wilma

Autor:Braian Wilma

16 kwietnia 2026, 23:09 • 4 min czytania 11

Reklama
Porto odpadło z LE na własne życzenie. Katastrofa Jana Bednarka

Ogromną złość muszą czuć kibice FC Porto, które powinno wygrać tydzień temu z Nottingham Forest kilkoma golami, tymczasem zremisowało 1:1, w dodatku po kuriozalnym samobóju. Tak samo kuriozalne było brutalne wejście Jana Bednarka w kolano Chrisa Wooda na samym początku rewanżu. Polak już w ósmej minucie obejrzał czerwoną kartkę i znacząco utrudnił zadanie swojej drużynie, która ostatecznie przegrała 0:1 i zakończyła udział w Lidze Europy na ćwierćfinale.

Reklama

Poprzedni mecz na City Ground zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:0 – obie ekipy zmierzyły się jesienią w fazie ligowej. Nottingham strzeliło dwa gole po rzutach karnych, a pierwszy z nich został podyktowany za zagranie ręką Jana Bednarka. Później Polak sam strzelił gola, ale nie został on uznany. Jakoś te wizyty w Anglii nie służą naszemu środkowemu obrońcy. Tym razem już po kilku minutach wszedł wyprostowaną nogą w kolana Chrisa Wooda i po analizie VAR został wyrzucony z boiska.

Czerwona kartka dla Bednarka, a po chwili gol dla Nottingham

Podobnie jak w meczu w Portugalii, zaczęło się od świetnej okazji Terema Moffiego, który już w pierwszej minucie znalazł się sam na sam ze Stefanem Ortegą po podaniu Alberto Costy. Napastnik znów nie wykorzystał szansy na szybkie otwarcie wyniku, podcinając piłkę wprost w ręce bramkarza Forest. Chwilę później czerwoną kartkę zobaczył Jan Bednarek – Fracensco Farioli zdecydował się wprowadzić w jego miejsce Jakuba Kiwiora dopiero w przerwie.

Reklama

Od przewinienia Polaka nie minęło dużo czasu, a Porto przegrywało już 0:1. W 12. minucie stratę na swojej połowie zanotował Alberto Costa. Piłkę przejął Morgan Gibbs-White, który pomknął w stronę pola karnego i huknął na bramkę. Po drodze futbolówka odbiła się od nóg cofniętego w miejsce Bednarka Rosario i zmyliła Diogo Costę. Podczas celebracji piłkarz Nottingham wzniósł w górę koszulkę Elliota Andersona, który nie mógł zagrać w tym meczu – wcześniej dowiedział się o śmierci mamy.

Porto zaliczyło dobry start, ale po czerwonej kartce Bednarka drużyna się posypała. Proste błędy zaczęli popełniać kolejni zawodnicy. W następnych minutach mnożyły się akcje ofensywne angielskiej drużyny, ale podopieczni Vitora Pereiry nie potrafili ich wykorzystać, podobnie jak tydzień temu piłkarze Porto. W rolę Moffiego wcielił się Igor Jesus wprowadzony w miejsce Wooda, który nie był w stanie kontynuować gry po wejściu Polaka. Oby ten uraz nie wykluczył go z mundialu. Wracając do meczu, brazylijski napastnik jeszcze w pierwszej połowie miał trzy okazje na strzelenie gola głową, ale za każdym razem czegoś brakowało.

Reklama

Tak jak centymetrów zabrakło, by Murillo podwyższył prowadzenie po strzale ze skraju pola karnego. Tuż przed przerwą bramkę po uderzeniu głową powinien zdobyć jeszcze Nicolas Dominguez, ale chybił. Mimo prowadzenia, gospodarze schodzili na przerwę z niedosytem, tak jak w pierwszym meczu piłkarze Porto, którzy mogli i powinni strzelić na swoim stadionie o kilka goli więcej.

Porto próbowało, ale zabrakło szczęścia. Zemściły się niewykorzystane sytuacje z pierwszego meczu

Skoro Porto straciło tylko jedną bramkę, to wciąż pozostawało w grze. Z takim nastawieniem Smoki wyszły na drugą połowę i już w pierwszej akcji wywalczyły rzut wolny tuż sprzed linii pola karnego. Do piłki podszedł William Gomes, ale uderzył w… nieszczęsnego Moffiego. Przebieg gry całkowicie różnił się jednak od tego, który widzieliśmy przed przerwą. Nottingham wciąż dochodziło do sytuacji strzeleckich, ale odważniejsze było też Porto. Dowodem tego była akcja z 57. minuty, kiedy Seko Fofana świetnie dośrodkował do Gomesa, a ten powinien był wyrównać, ale uderzył z kilku metrów w poprzeczkę.

Czas płynął, Nottingham prowadziło, ale kibice na trybunach obgryzali paznokcie z nerwów. To wciąż była tylko bramka przewagi, a Porto pokazało, że potrafi zagrozić. Tak jak w 83. minucie, kiedy Gibbs-White zanotował stratę, a piłka znów odbiła się od poprzeczki bramki Ortegi, tym razem po strzale Alana Vareli. To była jednak ostatnia szansa Portugalczyków.

W doliczonym czasie gry po szybkiej kontrze próbował jeszcze Igor Jesus z Nottingham, któremu ewidentnie brakowało szczęścia. Tym razem jego strzał został zablokowany i wylądował na poprzeczce. Jego drużyna zyskała jednak czas i nie oddała piłki do samego końca.

Reklama

Nottingham – FC Porto 1:0 (1:0), w dwumeczu 2:1

  • 1:0 – Morgan Gibbs-White 12′

WIĘCEJ O EUROPEJSKICH PUCHARACH NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

11 komentarzy
Braian Wilma

Miłośnik piłki w każdej postaci. Dziennikarskie szlify zbierał w portalu Futbol News. Od dziecka śledził rozgrywki Premier League, jednak z wiekiem dorósł do prawdziwego futbolu rodem z Ekstraklasy. Jako, że lepiej mu w niebieskim, to szczególnie obserwuje poczynania Lecha i Chelsea.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama