Reklama

Legia wyszła na „tlenówkę”, Jaga chciała grać i wygrała

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

01 października 2023, 23:21 • 4 min czytania 88 komentarzy

Ten mecz pokazał, że rotacja nie jest prosta. Mówienie, że Legia ma po dwóch równorzędnych piłkarzy na każdą pozycję, to srogie nadużycie. Kosta Runjaić dał dziś odpocząć Josue, Sliszowi (obaj pojawili się dopiero w 62. minucie) i Ribeiro (przesiedział mecz na ławce). Dodatkowo przeziębienie zmogło Wszołka i był to przepis na pierwszą porażkę stołecznego zespołu w obecnym sezonie w lidze. Jagiellonii trzeba oddać, że obie bramki strzeliła po kozackich akcjach. W obu główną rolę odegrał Jesus Imaz, który najpierw zaliczył asystę, a później zdobył bramkę.

Legia wyszła na „tlenówkę”, Jaga chciała grać i wygrała

Legia ma teraz natłok spotkań. Od środowego starcia z Pogonią (4:3) do kolejnej niedzieli zagra w sumie cztery mecze w 11 dni (kolejne 5.10 z AZ Almaar i 8.10 z Rakowem). Nic więc dziwnego, że trener Runjaić uznał, że musi zamieszać w składzie, żeby odpowiednio wyważyć obciążenie meczowe poszczególnych piłkarzy. Dodatkowo doszły do tego przymusowe absencje: Jędrzejczyka (czerwona kartka), Augustyniaka (kontuzja) i Wszołka (choroba, o której pisaliśmy). W efekcie w obronie wicemistrzów Polski pierwszy zagrali ze sobą od początku: Marco Burch, Steve Kapuadi i Radovan Pankov. To nie mogło się dobrze skończyć i Jagiellonia świetnie to wykorzystała.

Jagiellonia – Legia 2:0. Kapitalna domowa passa

Za graczami „Dumy Podlasia” świetny początek sezonu. Jaga jednak nie pokonywała do tej pory możnych naszej ligi. Ogrywała średniaków i beniaminków, bo tak trzeba nazwać triumfy z Puszczą (4:1), Widzewem (2:1), Ruchem (1:0), Górnikiem (4:1) czy Radomiakiem (3:2). Był jeszcze remis z ŁKS-em (2:2) i dwa razy bęcki – od Rakowa (0:3) i rozpędzającego się obecnego lidera – Śląska (1:2). Jak już więc naprzeciwko ekipy Adriana Siemieńca wychodził ktoś z czołówki, to kończyło się porażką.

Dziś było zgoła inaczej. OK, goście ze stolicy zagrali w eksperymentalnym składzie, ale Legia to zawsze Legia. Zwłaszcza na Podlasiu. Na trybunach blisko 20 tysięcy widzów, atmosfera święta i oczekiwanie na trzy punkty. Jagiellonia właśnie wygrała piąte spotkanie z rzędu na własnym stadionie i ma też domową serię 11 meczów bez porażki (8 triumfów i 3 remisy).

Jedni potwierdzili klasę, drudzy nie byli sobą

Piłkarze Jagi pokazali to czym imponowali we wspomnianych starciach ze średniakami. Dominik Marczuk kręcił swoimi zamachami i zakosami, Pulu przepychał dwa razy wyższych obrońców, Imaz potrafił błysnąć niespodziewanym podaniem i sprytnym golem głową, a swoje zrobił też Jose Narajno, który otworzył wynik meczu. Dwie asysty drugiego stopnia dorzucił także Bartłomiej Wdowik. Wszyscy gracze zagrali na swoim wysokim poziomie z ostatnich tygodni. No może poza Pululu, który nie grzeszył skutecznością, ale i tak swoją siłą oraz dynamiką napsuł krwi całej defensywie przyjezdnych.

Reklama

Za to w Legii na swoim normalnym poziomie zagrał w zasadzie Patryk Kun, który kręcił swoje osobliwe krótkie dryblingi i starał się dośrodkowywać. Sobą nie byli za to Ernest Muci, Tomas Pekkhart i Marc Gual. Pierwszemu piłka za bardzo odskakiwała, drugi nie potrafił znaleźć sobie miejsca w polu karnym, a trzeciemu nic nie wychodziło. Na pewno mocno się starał, bo przecież grał przeciwko byłemu klubowi (o czym przypominały mu gwizdy kibiców). Spory wpływ na słabą grę Legii miała nieobecność w wyjściowym składzie Josue, Slisza i Wszołka. Raził zwłaszcza brak tego ostatniego, bo zastępujący go Makana Baku albo potykał się o piłkę, albo dokonywał złych wyborów, albo potrafił zmarnować świetną okazję (obił słupek). O tym jak bardzo trener Runjaić musiał kombinować niech świadczy fakt, że ostatnie 20 minut na prawym wahadle grał Maciej Rosołek, który jest nominalnym napastnikiem.

Słabo wypadł też debiut w podstawowym składzie Burcha. Szwajcar niby nieźle wyglądał, kiedy wyprowadzał piłkę z własnej połowy, ale problem pojawiał się, kiedy powinien bronić. A że jest obrońcą, to były ciężary. Dodatkowo złapał dwie żółte kartki i Legia kończyła mecz, grając w osłabieniu.

Pojedynek topowych dyrektorów

Oczywiście Jagiellonia potrafiła wykorzystać słabości legionistów i trzeba za to bić brawo. Widać, że na Podlasiu rodzi się naprawdę ciekawy zespół, który potrafi zaskoczyć szybką kombinacyjną akcją w polu karnym przeciwnika. Z pewnością duża w tym zasługa dyrektora sportowego Łukasza Masłowskiego. Kto wie czy dziś naprzeciwko siebie nie stanęło dwóch obecnie najlepszych specjalistów na tym stanowisku, bo przecież niezłe okno transferowe ma za sobą też Jacek Zieliński z Legii. Swoją drogą ciekawe jakich piłkarzy do topowego klubu potrafiłby sprowadzić Masłowski, który do tej pory pracował w Wiśle Płock, Widzewie i teraz Jagiellonii. To nie są wielkie marki i nie ma tam dużych budżetów. Mimo to Adrian Dieguez, Marczuk, Naranjo czy Pululu dają radę w Ekstraklasie, a są to wynalazki Masłowskiego z ostatniego lata. Widać, że dyrektor Jagi ma „oko do piłkarzy”. Dziś wygrał korespondencyjne starcie z Zielińskim.

Pytanie jak zespół trenera Adriana Siemieńca będzie się spisywał w dłuższej perspektywie. Na dziś Jagiellonia zasłużenie jest w czołówce i na pewno ma potencjał, żeby namieszać.

Dziś na Podlasiu mają powód do świętowania. Dopiero dwunasty raz w historii Jagiellonia pokonała Legię. To też siódmy domowy triumf z tym rywalem. Kibice Jagiellonii mogą dziś śmiało przechylić kilka szklaneczek „Ducha Puszczy”. A trener Runjaić musi dalej szukać złotego środka na idealną rotację.

Reklama

 

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

 

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Debiutant mistrzem kraju, drugoligowiec zdobywcą pucharu. Czy to się może dobrze skończyć?

AbsurDB
11
Debiutant mistrzem kraju, drugoligowiec zdobywcą pucharu. Czy to się może dobrze skończyć?
Ekstraklasa

Trudne zadanie Stali. Utrzymać się w dobie kryzysu i to raczej nie finansowego

Patryk Fabisiak
1
Trudne zadanie Stali. Utrzymać się w dobie kryzysu i to raczej nie finansowego

Komentarze

88 komentarzy

Loading...