Reklama

Pogoń przypomniała sobie, jak się strzela bramki

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

16 września 2023, 17:58 • 4 min czytania 32 komentarzy

Na początku wydawało się, że ten mecz będzie kontynuacją słabych występów Pogoni z zerową zdobyczą punktową. Że przerwa reprezentacyjna nie dała nic w kontekście poprawy i trener Gustafsson będzie miał gorące krzesło. Najpierw takie myśli podsunął gol Nono z rzutu karnego, a później trafienie Godinho, które jednak nie zostało uznane. Ale czas pokazał, że to były tylko miłego złe początki. Pogoń nie tylko wygrała, ale pokazała też mocny mental. To było niezbędne do zwycięstwa nawet mimo faktu, że zmierzyła się z ostatnim zespołem w tabeli.

Pogoń przypomniała sobie, jak się strzela bramki

Zaczęło się źle dla Pogoni, bo Dalmau trafił do siatki z normalnej akcji, choć VAR ją zakwestionował. Okazało się, że zanim Hiszpan wpakował piłkę do siatki, w polu karnym miał miejsce faul Biczachczjana na Nono. Gdyby nie to wydarzenie, gol Dalmau i tak nie mógłby zostać uznany przez uderzenie łokciem w głowę Malca albo zagranie ręką (trudno jednoznacznie stwierdzić, co ostatecznie zadecydowało). Tak czy siak, można mieć wątpliwości, czy to rzeczywiście Nono był poszkodowany w stykowej sytuacji, w której jedna stopklatka przeważy na jedną stronę, a inna na drugą.

Korona z dobrym startem, ale smutnym finałem

Zresztą macie przykład stopklatki, na podstawie której ktoś mógłby stwierdzić, że Nono pierwszy dotknął nogi Biczachczjana, nie na odwrót. Świadczyć może o tym nienaturalnie zgięta stopa Ormianina pod naporem stopy rywala:

Kontrowersja? Być może. Na pewno jednak Korona zrobiła wystarczająco wiele, żeby ukłuć Pogoń. Ba, po 45 minucie mogło być nawet 2:0, ale VAR znów musiał interweniować, tym razem przy anulacji gola Godinho. Końcówka pierwszej połowy generalnie była szalona, ale w tym szaleństwie świetnie potrafiła odnaleźć się drużyna Jensa Gustafssona. Zamiast zwieszonych głów w drodze do szatni, była bramka Biczachczjana po naprawdę ładnej asyście Rafała Kurzawy. Jak okazało się później, kluczowa dla przebiegu całego spotkania.

Reklama

No i musimy uczciwie przyznać, że Kurzawa rozegrał dzisiaj dobre zawody. Ostatnio słusznie zasługiwał na krytykę, ale nie teraz. Notował kluczowe odbiory, przyśpieszał akcje przed polem karnym przeciwnika małą liczbą kontaktów z piłką, mądrze się ustawiał. A ten przerzut za linię obrony kielczan na wagę gola – palce lizać. Można było odnieść wrażenie, że polski pomocnik po prostu lepiej czuje się u boku Ulvestada, który w mądry sposób zabezpieczał tyły. Lepiej niż wcześniej na boisku z Gamboą.

Bramek mogło być więcej, ale w Szczecinie nie mogą narzekać

Im dłużej trwało to spotkanie, tym bardziej można było odnieść wrażenie, że to jest „ten moment”. Dzień, w którym Pogoń się przełamie i nie tylko strzeli bramkę, ale też wreszcie zdobędzie trzy punkty. Akcje bramkowe – były. Dziekoński – zarobiony po uszy. Owszem, Korona tanio skóry nie sprzedała i miała jakieś argumenty, ale na tle tego, co zaproponowała Pogoń, nie miało to wielkiego znaczenia. Tym bardziej że defensywa „Scyzorów” przeciekała do tego stopnia, że gospodarze mogli ją rozklepać jak na treningu. Patrz: gol Gorgona po pięknej akcji zespołowej. Albo rajdy Grosickiego, który Malarczykowi, Podgórskiemu czy Zatorowi będzie śnił się po nocach. „Grosik” co prawda nie dołożył liczb, choć raz obił słupek po solowej akcji oraz wypracował kilka okazji kolegom.

Fajne było to, że nawet gdy Pogoń wygrywała 2:1, nie pojawił się sygnał na bezpieczniejsze granie. Dalej widzieliśmy ochotę na kolejne bramki, nawet jeśli jakość wykonania trochę uległa pogorszeniu. Szkoda, bo był jeszcze potencjał na dwa-trzy trafienia więcej, ale nikt w Szczecinie narzekać nie będzie, bo tam przecież czekano na gola od prawie miesiąca. Znowu raziła nieskuteczność (np. strzał głową Gorgona z bliskiej odległości), lecz jutro nikt o tym pamiętać nie będzie, a my się do tego przyzwyczailiśmy. Typowa Pogoń.

Ale są trzy sztuki, są trzy punkty, jest pozytywnie. Co więcej, swojego debiutu nie zepsuł ani Cojocaru między słupkami (wybronił kilka strzałów, ale miał też kilka momentów niepewności, które mogły skończyć się źle), ani Ulvestad w środku pola. Są zatem powody, żeby patrzeć w najbliższą przyszłość z większym optymizmem niż dotychczas. Pogoń odbiła się od dna w fajnym stylu.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

Reklama

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Sebastian Warzecha
0
Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Ekstraklasa

Komentarze

32 komentarzy

Loading...