Reklama

Miał być Bellingham, jest Wataru Endo. Co poszło nie tak w Liverpoolu?

Patryk Fabisiak

Autor:Patryk Fabisiak

19 sierpnia 2023, 15:44 • 8 min czytania 6 komentarzy

Wydawało się już, że Liverpool może być królem polowania w tym oknie transferowym. Klubem, który być może nawet wyda na nowych najwięcej spośród wszystkich europejskich gigantów. W końcu zaliczył największy zjazd spośród nich, tuż obok Chelsea. Spodziewano się wielkiej rewolucji, wymiany połowy składu i rozpoczynania wszystkiego niemal od nowa. Dziś wiemy już, że nic takiego się nie wydarzyło. O ile The Blues faktycznie wykupili niemal wszystkich zawodników dostępnych na rynku za setki milionów euro, to The Reds za wiele nie zdziałali. Więcej zawodników pożegnali, niż przywitali. Przede wszystkim nie przywitali Jude’a Bellinghama, który już od dawna był ich celem numer jeden. Zamiast Anglika zakontraktowali za to na przykład… Wataru Endo. Jak do tego doszło?

Miał być Bellingham, jest Wataru Endo. Co poszło nie tak w Liverpoolu?

Poprzedni sezon był dla Liverpoolu wyjątkowo nieudany. Zajęcie dopiero piątego miejsca w Premier League to wielki zawód dla całej społeczności The Reds, która była w ostatnich latach przyzwyczajona do wielkich sukcesów. W ciągu roku sytuacja na Anfield zmieniła się o 180 stopni. Drużyna Juergena Kloppa zjechała od finału Ligi Mistrzów do gry zaledwie w Lidze Europy. Ale trudno powiedzieć, żeby to nie było do przewidzenia. Przecież już od dłuższego czasu chyba wszyscy zdawali sobie sprawę, że potrzebne będą zmiany w środku pola i obronie. Nawet w tamtym sezonie, kiedy Liverpool grał o triumf do końca we wszystkich rozgrywkach, często było widać luki, ale jeszcze wtedy udawało się je jakoś skutecznie łatać.

Jednak Klopp powtarzał jak mantrę, że rynek transferowy oszalał i że Liverpool po prostu nie ma pieniędzy, żeby sprowadzać tych najlepszych zawodników. Z pewnością jest w tym trochę prawdy, ale widząc teraz, jak The Reds próbowali postawić ponad 100 baniek na Moisesa Caicedo, można dojść do wniosku, że jednak się da. Szkoda, że dopiero w sytuacji podbramkowej. Na Anfield nie mieli też przecież problemu z wydaniem 70 milionów na Darwina Nuneza, który, umówmy się, nie był im aż tak potrzebny, jak poważny środkowy pomocnik.

Na jedną kartę

Od czego w ogóle zaczął się problem Liverpoolu? Wydaje się, że od postawienia wszystkiego na transfer Jude’a Bellinghama. Powszechnie wiadome jest, że The Reds negocjowali z Anglikiem jeszcze przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu. W trakcie mundialu do takiego ruchu przekonywali go Jordan Henderson i Trent Alexander-Arnold, a 20-latek był już niemal zdecydowany. Problemy zaczęły się jednak w momencie, kiedy drużyna Juergena Kloppa zaczęła zawodzić i wszystko wskazywało na to, że nie zagra w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. W takich okolicznościach zawodnik zdecydował się ostatecznie, że wybierze ofertę Florentino Pereza.

Walka trwała jednak do samego końca, bo do samego końca Liverpool zachowywał jakieś szanse na Top 4. Ostatecznie się nie udało, więc sprawa była przesądzona, Bellingham przeniósł się do Realu. I tutaj pojawił się problem. The Reds nie miali żadnego planu B, ponieważ sami nie przewidywali takiej klęski, jaką jest gra w Lidze Europy. Ich pozycja negocjacyjna spadła wówczas na samo dno, a w przypadku ograniczonych zasobów finansowych jest to prawdziwa katastrofa. Widać to choćby po ostatnich wydarzeniach z Caicedo i Romeo Lavią. Obaj woleli iść do Chelsea, która w ogóle nie gra w pucharach, ale przynajmniej Todd Boehly sypnie groszem.

Reklama

Do Liverpoolu na początku okna dołączyło dwóch fantastycznych zawodników – Alexis MacAllister i Dominik Szoboszlai, ale to były transfery, które prawdopodobnie były planowane także w przypadku udanych negocjacji z Bellinghamem. Obaj trafili do Liverpoolu głównie po to, żeby grać w środku pola, ale obaj nie są typowymi defensywnymi pomocnikami, szóstkami, których Liverpool potrzebuje najbardziej. Widać to było doskonale w pierwszym meczu Premier League z Chelsea, w którym to MacAllister został ustawiony na tej pozycji i miał spore problemy, a na dodatek ograniczono mu w ten sposób działania w ofensywie, w czym przecież radzi sobie najlepiej. Zgrywający się dopiero ze sobą zespół The Blues wygrał walkę o środek pola, problemy miał tylko na samym początku spotkania.

Niespodziewany obrót wydarzeń

Kolejnym błędem władz Liverpoolu i Juergena Kloppa było to, że nie przewidzieli ruchów Hendersona i Fabinho. O ile z Jamesem Milnerem chcieli się pożegnać i było to już wiadome od dłuższego czasu, to tamci dwaj raczej nie byli przygotowywani do sprzedaży. Na Anfield planowano przede wszystkim wzmocnić środek pola, a nie go całkowicie wymienić. W pewien sposób można to zrozumieć, bo wcześniej żaden europejski klub nie wykazywał zainteresowania środkowymi pomocnikami The Reds, ale przecież na rynku nagle pojawili się Saudyjczycy z nieograniczonymi możliwościami finansowymi. Sypnęli kasą, zawodnicy chcieli odejść, więc nie było innego wyjścia. Zespół Kloppa opuściło więc dwóch, a licząc jeszcze Milnera to trzech defensywnych pomocników, a nie przyszedł za nich choćby jeden zawodnik o podobnym profilu.

Nie przyszedł aż do teraz.

W piątek niespodziewanie Liverpool ogłosił, że ich nowym zawodnikiem został Wataru Endo. W momencie ogłoszenia zapewne większość kibiców Liverpoolu nie do końca zdawała sobie sprawę, o kim w ogóle mowa, a gdy wpisali to nazwisko w Google, mogły się pojawić tylko wątpliwości. 30-leni Japończyk z jednej z najsłabszych drużyn Bundesligi sprowadzony za 18 milionów euro? Po tym, jak The Reds próbowali przeprowadzić szturm na Caicedo za rekordową kasę to brzmiało trochę, jak żart.

Zaczęło się od Bellinghama, póżniej był Caicedo, następnie Lavia, a kończy się na Endo.

Reklama

Desperacki ruch

Jakkolwiek jesteśmy w stanie sobie tłumaczyć takie posunięcie Liverpoolu, to jest to jednak wyraz absolutniej desperacji. The Reds zostali w ostatnich tygodniach całkowicie skompromitowani przez Chelsea, która wyciągnęła im dwóch zawodników sprzed nosa, więc musieli wybrać jakąś opcję awaryjną. Odeszli od zasad, którymi się kierowali w ostatnich sezonach, sprowadzając zawodnika, który przekroczył 30. rok życia. Przeprowadzili transfer, którego nie spodziewał się absolutnie nikt.

Pomimo wszystko ten transfer da się logicznie wyjaśnić i nie da się z góry stwierdzić, że to nie wyjdzie. Po pierwsze dyrektorem sportowym Liverpoolu jest od niedawna Joerg Schamdtke, który ostatnio pełnił tę samą funkcję w Wolfsburgu. Zna więc niemiecki rynek na wylot, wypadałoby mu zaufać. Wie doskonale czego się spodziewać po Endo. Po drugie Japończyk jest dokładnie takim piłkarzem, jakiego potrzebuje Klopp, tyle że niesprawdzonym na tym najwyższym poziomie.

W Anglii dziennikarze już porównują go do Jamesa Milnera. Endo jest bowiem zawodnikiem pracowitym, zdyscyplinowanym i walecznym. W VfB Stuttgart miał niepodważalną pozycję, w ostatnim czasie był kapitanem drużyny, jej liderem i wielokrotnie niósł ją na swoich plecach. Trener Pellegrino Matarazzo nazywał go „ochroniarzem” drużyny i dlatego zdecydował się dać opaskę właśnie jemu. Niekoniecznie przez jego działalność w szatni, ponieważ Japończyk nie jest specjalnie wylewny, ale właśnie poprzez jego niezłomną postawę na boisku.

Jakość Endo można też zobaczyć w statystykach, które faktycznie robią wrażenie. Japończyk jest zawodnikiem, który brał udział w największej liczbie pojedynków w Bundeslidze od trzech sezonów, czyli od momentu, kiedy się tam pojawił (1274 – z czego 54,6 % wygranych), a także rozegrał najwięcej minut spośród wszystkich pomocników (aż 8783). Jest także drugim najlepszym zawodnikiem pod względem liczby wykonanych wślizgów (207 – z czego 58,5 % wygranych). Ma także świetne statystyki, jeżeli chodzi o pojedynki główkowe, w czym zawodnicy Liverpoolu nie są najmocniejsi.

Endo nie jest jednak zawodnikiem, który potrafi działać tylko w destrukcji. Japończyk rządził w Stuttgarcie jeżeli chodzi o rozpoczynanie ataków. Przez trzy ostatnie sezony, tylko Joshua Kimmich był lepszy pod tym względem. Wątpliwości może budzić jedynie średnia celność podań na poziomie 79,7%, ale wynika ona głównie z tego, że ponad 30% z nich, to były podania do przodu. Zresztą są to podobne wartości do, chociażby Bellinghama, który mógł się pochwalić celnością na poziomie 83%.

To nie wszystko

Sprowadzenie Endo, to typowy ruch na tu i teraz, prawdopodobnie krótkoterminowy. Klopp dostaje kolejnego zawodnika, po którym nikt zbyt wiele się nie spodziewa i ma za zadanie zrobić z niego kogoś wielkiego. I w zasadzie, kto ma to zrobić jeśli nie Niemiec? Zrobił to już właśnie choćby z Hendersona, Milnera czy Robertsona. Tym razem dostaje zawodnika wszechstronnego, który może zagrać w środku pomocy, ale także w środku obrony. Jest świetny w destrukcji, ale nie ma też problemu z przeprowadzeniem akcji ofensywnej i potrafi strzelić bramkę (sześć w poprzednim sezonie). W dodatku ma spore doświadczenie, także na poziomie reprezentacji, w której robił furorę na ostatnim mundialu w Katarze. Jest to ruch, który może się udać, ale nie musi. Japończyk może zostać albo drugim Fabinho z tych najlepszych lat, albo Arthurem Melo, szanse zdają się być takie same.

Jednak nawet jeżeli ten ruch wypali, to wciąż jest tylko początek potrzeb. Wszyscy zafiksowali się na środku pola Liverpoolu, a przecież nie mniejszy problem jest tam w defensywie, która przecieka od dawna. Van Dijk nie jest już tym samym van Dijkiem sprzed kilku sezonów, Konate wciąż przeplata dobre występy z tymi katastrofalnymi, a o zmiennikach pokroju Gomeza nie ma nawet co wspominać. W dodatku wszyscy są podatni na kontuzje i tylko kwestią czasu wydaje się być to, kiedy zaczną po kolei wypadać z gry. Kadra The Reds zrobiła się niezwykle wąska, a nikt nie był tam na to przygotowany. Ławka rezerwowych w meczu z Chelsea mogłaby być dobrze ławką rezerwowych drużyny z dolnej części tabeli.

The Reds znów mają niezwykłą moc w ofensywie, jeżeli formę znajdzie w końcu jeszcze Darwin, to naprawdę Liverpool będzie maszynką do zdobywania bramek. Ale co z tego? Nie od dziś wiadomo, że samą ofensywą za wiele się nie zdziała. Drużyna z Anfield zmaga się dziś z konsekwencjami błędów popełnionych już jakiś czas temu. Prędzej czy później musiało się to rozpaść i tak się stało w poprzednim sezonie. Niestety patrząc na to, że wciąż niewiele się zmieniło, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że w tym kolejnym nie będzie gorzej. Szczególnie jeżeli na Endo zakończą się transfery w tym okienku.

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE:

Fot. Newspix

Urodzony w 1998 roku. Warszawiak z wyboru i zamiłowania, kaliszanin z urodzenia. Wierny kibic potężnego KKS-u Kalisz, który w niedalekiej przyszłości zagra w Ekstraklasie. Brytyjska dusza i fanatyk wyspiarskiego futbolu na każdym poziomie. Nieśmiało spogląda w kierunku polskiej piłki, ale to jednak nie to samo, co chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Nie ogranicza się jednak tylko do futbolu. Charakteryzuje go nieograniczona miłość do boksu i żużla. Sporo podróżuje, a przynajmniej bardzo by chciał. Poza sportem interesuje się w zasadzie wszystkim. Polityka go irytuje, ale i tak wciąż się jej przygląda. Fascynuje go… Polska. Kocha polskie kino, polską literaturę i polską muzykę. Kiedyś napisze powieść – długą, ale nie nudną. I oczywiście z fabułą osadzoną w polskich realiach.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

MICHNIEWICZ, STANOWSKI, PEŁKA, RUDZKI: STUDIO PO MECZU OTWARCIA EURO 2024

redakcja
0
MICHNIEWICZ, STANOWSKI, PEŁKA, RUDZKI: STUDIO PO MECZU OTWARCIA EURO 2024
EURO 2024

Szkoci przejęli ulice miasta, Niemcy boisko. Świetna inauguracja Euro gospodarzy

Szymon Piórek
7
Szkoci przejęli ulice miasta, Niemcy boisko. Świetna inauguracja Euro gospodarzy

Anglia

EURO 2024

MICHNIEWICZ, STANOWSKI, PEŁKA, RUDZKI: STUDIO PO MECZU OTWARCIA EURO 2024

redakcja
0
MICHNIEWICZ, STANOWSKI, PEŁKA, RUDZKI: STUDIO PO MECZU OTWARCIA EURO 2024
EURO 2024

Szkoci przejęli ulice miasta, Niemcy boisko. Świetna inauguracja Euro gospodarzy

Szymon Piórek
7
Szkoci przejęli ulice miasta, Niemcy boisko. Świetna inauguracja Euro gospodarzy

Komentarze

6 komentarzy

Loading...