Reklama

Jak Bodø/Glimt przedarło się na salony?

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

07 lipca 2021, 09:58 • 13 min czytania 54 komentarzy

Prawie dwadzieścia punktów przewagi nad wicemistrzem kraju. Ponad 100 goli zdobytych w trzydziestu ligowych spotkaniach. Młody gwiazdor sprzedany do Milanu za 5 milionów euro. Ekipa Bodø/Glimt w 2020 roku sięgnęła po mistrzostwo Norwegii – pierwsze w przeszło stuletnich dziejach klubu – w naprawdę spektakularnym stylu. Jak to się jednak stało, że drużyna, która ledwie trzy lata wcześniej walczyła o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, zdołała z tak imponującym rozmachem porozstawiać po kątach konkurencję? I czy obecnie zespół z Aspmyra Stadion jest równie silny, jak jeszcze kilka(naście) miesięcy temu?

Jak Bodø/Glimt przedarło się na salony?

24 września 2020 roku. Tego właśnie dnia piłkarska Europa po raz pierwszy miała okazję, by przekonać się na własne oczy, że w dalekim Bodo – norweskim mieście portowym położonym za kołem podbiegunowym – narodziła się naprawdę interesująca i ambitna drużyna, która w niedalekiej przyszłości może zapracować na status stałego bywalca faz grupowych europejskich pucharów. Wprawdzie sezon nie zdążył się jeszcze zakończyć, ponieważ w Norwegii rozgrywki piłkarskie toczone są systemem wiosna-jesień, więc Glimt formalnie nie miało na koncie premierowego mistrzostwa kraju, jednak eliminacje do Ligi Europy wystarczyły podopiecznym Kjetila Knutsena, by pięknie się przedstawić szerokiej publiczności. W trzeciej rundzie rywalizacji o udział w LE norwescy piłkarze starli się bowiem na San Siro z Milanem. Choć finalnie polegli 2:3, to nie okazali się łatwym łupem dla Rossonerich.

Goście wyszli na prowadzenie po kwadransie za sprawą Kaspra Junkera. Potem na jakiś czas dali się zdominować i przyjęli od mediolańczyków trzy sztuki, lecz zdołali odpowiedzieć kontaktowym trafieniem. I naprawdę niewiele brakowało, a w końcówce doprowadziliby do wyrównania i dogrywki. Choć przecież Milan jesienią 2020 roku był w naprawdę świetnej formie. Tutaj podopieczni Stefano Piolego mogli się tylko cieszyć, że nie czeka ich wyjazd na rewanż do Norwegii. Zwycięstwo 3:2 na własnym obiekcie wcale nie ustawiłoby Rossonerich w roli murowanych faworytów do awansu, gdyby rozegrano wtedy dwumecz.

AC Milan 3:2 Bodo/Glimt (3. runda eliminacji do Ligi Europy 2020/21)
Reklama

Jens Petter Hauge, który w starciu z Milanem zapisał na swoim koncie gola oraz asystę, już tydzień później związał się z włoskim klubem pięcioletnią umową. Glimt za sprzedaż uzdolnionego 21-latka otrzymało około pięciu milionów euro i obietnicę dalszych zarobków, jeżeli wypełnione zostaną konkretne klauzule zawarte w umowie. – Po to właśnie grasz w piłkę nożną! – cieszył się piłkarz. – Jeżeli sięga po ciebie tak wielki klub jak AC Milan, to znaczy, że dobrze wykonujesz swoją robotę. Takich propozycji nie można odrzucać.

Z kolei Aasmund Bjorkan, członek pionu sportowego Bodo/Glimt, opowiadał w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”:– On w piłkę grał w zasadzie cały czas. W Bodo wszyscy się znają, więc słyszałem o nim już dawno. Ale pierwszy raz zobaczyłem go na turnieju halowym, który organizował jego tata. Na tle najlepszych klubów w regionie Jens wypadł kosmicznie.

Skrzydłowy przebił się do pierwszej drużyny Glimt już w 2016 roku. Miał wtedy zaledwie 17 lat. Seniorski futbol powitał go jednak w dość przykry sposób – spadkiem do 2. ligi norweskiej. Dopiero potem sprawy nabrały zdecydowanie jaśniejszych kolorów. I dla Haugego, i dla klubu.

  • sezon 2017 – awans do Eliteserien
  • 2018 – 11. miejsce w Eliteserien
  • 2019 – 2. miejsce w Eliteserien
  • 2020 – mistrzostwo Norwegii

Skąd ten nagły rozwój Bodo/Glimt? Poszukajmy odpowiedzi na to pytanie.

BODO/GLIMT – JAK RYWALE LEGII WARSZAWA ZOSTALI NAJLEPSZYM KLUBEM W NORWEGII?

Zarejestruj się na Fuksiarz.pl

Graj mecze EARLY PAYOUT. Drużyna prowadzi 2:0 w dowolnym momencie, wygrywasz zakład

Reklama

Bodo/Glimt. Futbol na „końcu świata”

Samo miasto Bodo w przekazach zagranicznej prasy często nazywane jest na wyrost „końcem Norwegii”, czy nawet – już z olbrzymią dozą przesady – „końcem świata”. Tkwi jednak w tych stwierdzeniach drobne ziarenko prawdy. Mówimy bowiem o miejscowości, gdzie ulokowana została wysunięta najdalej na północ stacja linii kolejowej Nordlandsbanen, która zaczyna swój bieg w Trondheim. Jeżeli ktoś chce kontynuować swoją podróż na północ, musi polegać na transporcie powietrznym albo samochodowym, a drogi bywają tam niekiedy całkowicie nieprzejezdne. Nieopodal Bodo położony jest port lotniczy, bardzo istotny dla Norwegii zwłaszcza z militarnego punktu widzenia. Regularnie odbywają się tam manewry z udziałem sił powietrznych Sojuszu Północnoatlantyckiego.

REMIS W MECZU BODO/GLIMT – LEGIA? KURS: 3,45 W FUKSIARZU!

Bodo generalnie nie jest dużym miastem, lecz w ostatnich latach systematycznie się rozrasta, jeżeli chodzi o liczbę mieszkańców. W tej chwili szacuje się, iż żyje tam około 50 tysięcy osób. Co stawia miasto w okolicach 15. miejsca na liście największych w Norwegii. Naturalnie daleko w tyle za ścisłą czołówką, jaką stanowią Trondheim (180 tysięcy), Stavanger i Sandnes (220 tysięcy), Bergen (420 tysięcy) i oczywiście gigantyczne Oslo (około  miliona).

zespoły występujące w Eliteserien w 2021 roku – jak widać, obecnie Bodo nie jest wcale miastem położonym najdalej na północy kraju, które ma swojego przedstawiciela na poziomie piłkarskiej ekstraklasy

Jeżeli zaś chodzi o piłkarską mapę Norwegii, ekipa Bodo/Glimt stała się jej ważnym punktem dopiero w 1993 roku.

Wcześniej drużyna z regionu Nordland miała udany epizod w najwyższej klasie rozgrywkowej w latach 70., lecz nie potrwał on zbyt długo. Natomiast 28 lat temu Glimt wdarło się do norweskiej ekstraklasy na wiele lat i to z niezwykłym przytupem. Drużyna już jako beniaminek zajęła bowiem drugie miejsce w lidze, minimalnie przegrywając wyścig o mistrzostwo z Rosenborgiem. Jeszcze lepiej było w Pucharze Norwegii. 24 października 1993 roku Bodo/Glimt na stadionie Ullevaal w Oslo pokonało 2:0 Stromsgodset i zgarnęło drugie trofeum w swych dziejach, nie wliczając sukcesów odnoszonych w rozgrywkach regionalnych, gdy kluby z północnej części kraju nie były jeszcze dopuszczane do ligowych zmagań wraz z południowcami. Wydawało się wówczas, że właśnie na północy może wyrosnąć Rosenborgowi poważny konkurent w walce o krajowe laury. Glimt po efektownych początkach dość szybko popadło jednak w przeciętność i zaczęło sezony udane przeplatać bardzo kiepskimi. W XXI wieku klub szwendał się już głównie między ekstraklasą a jej zapleczem.

Architektem sukcesów odniesionych w 1993 roku był trener Trond Sollied, swego czasu niewątpliwie jeden z najlepszych norweskich szkoleniowców. Dość powiedzieć, że wygrywał on trofea z pięcioma różnymi klubami w czterech krajach.

  • Puchar Norwegii z Bodo/Glimt (1993) i mistrzostwo Norwegii z Rosenborgiem (1998)
  • mistrzostwo (2003, 2005) i Puchar Belgii (2004) z Clubem Brugge
  • mistrzostwo i Puchar Grecji z Olympiakosem (2006)
  • Puchar Holandii z SC Heerenveen (2009)

Drużyna dowodzona przez Sollieda zaszokowała Norwegię swoją dzielną postawą w starciach ze znacznie słynniejszymi, zamożniejszymi i lepiej zorganizowanymi rywalami. Z Glimt trochę sobie nawet pokpiwano, głównie z uwagi na paskudne stroje, jakie dla klubu przygotował Adidas. Piłkarze z Bodo wyglądali pozornie na ubogich kuzynów, jeśli zestawiło się ich z graczami Rosenborga czy Lillestrom. Ale na boisku te różnice się zacierały.

zawodnicy Glimt celebrują triumf w Pucharze Norwegii (fot. Morten Holm/NTB Scanpix)

Byliśmy zespołem opartym na zawodnikach z regionu – opowiadał Tom Kare Staurvik, jeden z liderów rewelacyjnego beniaminka, w rozmowie z „Aftenposten”. – Trenowaliśmy razem od wielu lat, świetnie się znaliśmy. Szkoleniowiec dobrał styl, który bardzo nam odpowiadał. Eksponował główne atuty naszego zespołu. Aasmund Bjorkan i Harald Brattbakk zapewniali nam przewagę w starciach jeden na jednego z rywalami. Przeciwnicy musieli ich podwajać, a to tworzyło przestrzeń dla pozostałych zawodników. Dlatego sporo goli zdobywali dla nas wtedy skrzydłowi. Jeżeli spojrzy się na nagrania z naszych występów, widać od razu, jak odważnie graliśmy. Atakowaliśmy rywali falami, starając się tworzyć przewagę liczebną. To nie jest tak, że mieliśmy po prostu trochę szczęścia i byliśmy skuteczni. My sobie tworzyliśmy mnóstwo bramkowych okazji w każdym meczu.

– Początkowo sami nie wiedzieliśmy, jak mocni w rzeczywistości jesteśmy. Tylko trener Sollied w nas naprawdę wierzył. Powtarzał nam jeszcze przed awansem do najwyższej ligi: „Grajcie tak dalej, a zajdziecie na szczyt” – dodał Staurvik. – Jak się okazało, dobrze ocenił nasz potencjał.

„Mówiono o nas wtedy, że gramy w stylu Rosenborga bardziej niż sam Rosenborg”

Tom Kare Staurvik

Triumf w Pucharze Norwegii z 1993 roku sprawił, że mieszkańcy Bodo wspominając sukcesy lokalnej drużyny wreszcie nie musieli odwoływać się do zamierzchłych lat 70. Z kolei mistrzostwo kraju wywalczone przez rokiem pozwoliło stworzyć kolejny punkt odniesienia i przyćmiło wyczyny sprzed niespełna trzech dekad. Jest jednak aż niewiarygodne, jak wiele punktów wspólnych można znaleźć między wicemistrzami z 1993, a mistrzami z 2020 roku.

Bodo/Glimt. Powrót na nowych-starych zasadach

Oparcie drużyny o lokalne talenty oraz zawodników po przejściach, niechcianych w silniejszych klubach? Zgadza się, to niewątpliwie łączy Glimt z 1993 i 2020 roku. Ofensywny, niekiedy wręcz wariacki styl gry? Odhaczony. Status ligowego kopciuszka, który regularnie szokuje bogatszych oponentów? Również. Popisy strzeleckie nie tylko napastników, ale i skrzydłowych? Kolejny wspólny element. Podobnie jak kluczowa rola motywacyjnych zabiegów sztabu szkoleniowego.

Mamy tu więc swoisty przepis na sukces à la Bodo/Glimt.

BODO/GLIMT POKONA LEGIĘ? KURS: 2,17 W FUKSIARZU!

Jednak nawet znając przepis nie tak łatwo jest upichcić na jego podstawie sportowy triumf. Gdyby było inaczej, Glimt nie czekałoby na kolejne trofea kilkadziesiąt lat. A prawda jest taka, że dla ekipy z Aspmyra Stadion lata 2010-2016 były już naprawdę cieniutkie. Klub albo rozpaczliwie walczył o utrzymanie w norweskiej ekstraklasie, albo jeszcze bardziej desperacko bił się – zresztą nie zawsze z oczekiwanym skutkiem – o powrót do tejże. Wyglądało na to, że drużyna utknęła w potrzasku. Swoistej pułapce przeciętności. Bez perspektyw na coś więcej niż nieustanny bój o przetrwanie. Zmieniło się to dopiero zimą 2018 roku, gdy stanowisko szkoleniowca pierwszej drużyny Glimt objął Kjetil Knutsen. Mężczyzna wcześniej przygotowywał się do tej roli jako asystent Aasmunda Bjorkana. Tego samego, który w 1993 roku świętował z klubem zdobycie Pucharu Norwegii jako zawodnik. O, jeszcze jeden wspólny punkt.

Aasmund Bjorkan

Jestem związany z klubem od dzieciństwa, zacząłem tu trenować jako pięciolatek – opowiadał w 2019 roku Bjorkan w wywiadzie dla Nordic Football Podcast. Obecnie Norweg pełni w Glimt funkcję dyrektora. – Zajmuję się logistyką, choć wciąż działam też jako członek sztabu trenerskiego. […] Oczywiście nikt się nie spodziewał, że możemy włączyć się do walki o tytuł. My jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że mamy w klubie grupę bardzo zdolnych piłkarzy, w dużej mierze wychowanków naszej własnej akademii. Widzieliśmy, jak ci gracze pracują na treningach. Widzieliśmy wyniki meczów sparingowych przed startem rozgrywek. Największym zaskoczeniem jest dla mnie zatem to, że ci młodzi piłkarze byli w stanie podtrzymać dobrą formę na przestrzeni całego sezonu. Ostatecznie większość z nich nie miała praktycznie żadnego doświadczenia w grze na najwyższym poziomie ligowym.

Bjorkan wskazuje na trzy fundamenty, na jakich oparł się klub, co zaowocowało powrotem na najwyższy szczebel w 2017 roku, a potem umożliwiło zanotowanie niezwykle dynamicznego progresu:

  • Kadra trenerska. Ciężko pracująca, wytyczająca zawodnikom ścieżkę rozwoju od roczników dziecięcych po pierwszy zespół.
  • Ciągłość filozofii. Pion sportowy klubu wyznacza ramy, w jakich poruszają się trenerzy, niezależnie od zmian personalnych w sztabie.
  • Styl gry. Myślą przewodnią wszystkich szkoleniowców w Bodo/Glimt – na czele naturalnie ze wspomnianym Knutsenem – jest dominowanie podczas meczów. Nawet jeżeli na najwyższym poziomie takie zapędy bywają kosztowne na krótszą metę.

„Nauczyliśmy się dominować. To oczywiście zasługa pracy nad detalami taktycznymi, ale również poprawiliśmy naszą mentalność. Pracujemy nad tym, żeby każdy zawodnik pokazywał na boisku pełnię swojego potencjału. Wyszukiwanie odpowiednich zawodników do naszego stylu jest o tyle łatwiejsze, że nie zmieniamy tego stylu co tydzień. To niezwykle istotne przy doborze piłkarzy”

Aasmund Bjorkan

Mamy do czynienia z oczywistym nawiązaniem do najlepszych tradycji Glimt, które Bjorkan na pewno pamięta jeszcze z boiska. No i, jak się okazało, powrót do sprawdzonych przed laty rozwiązań – ale nie na zasadzie pospolitego ruszenia, tylko poprzez wdrożenie systemowych reform w klubie – pozwolił podopiecznym Knutsena na osiągnięcie niebagatelnych sukcesów. W 2018 roku drużyna z Bodo walczyła jeszcze o uniknięcie spadku, ale już w kolejnym sezonie uplasowała się na drugim miejscu w tabeli. A potem przyszło mistrzostwo. Glimt podczas swojego marszu po tytuł w 2020 roku ustanowiło lub wyrównało szereg rekordów.

  • najwięcej punktów w sezonie – 81
  • najwięcej zwycięstw w sezonie – 26
  • najmniej porażek u siebie – 0
  • najwięcej zdobytych goli w sezonie – 103
  • najlepsza różnica goli strzelonych i straconych – 71

Patrick Berg (Bodo/Glimt) w starciu z Rade Kruniciem (AC Milan)

Warto się też na moment pochylić nad kwestią przygotowania mentalnego, którą bardzo często w swoich wypowiedziach akcentuje Bjorkan, stawiając ją niemal na równi z zagadnieniami taktycznymi czy szkoleniowymi. Kilka lat temu działacze Bodo/Glimt zwrócili się o pomoc do cenionego w Norwegii trenera mentalnego – Bjorna Mannsverka. I w dużej mierze jego zasługą jest odblokowanie pełni potencjału u poszczególnych zawodników klubu.

Mannsverk samego siebie reklamuje jako doradcę do spraw bezpieczeństwa i specjalistę w dziedzinie rozpoznawania liderów w grupach. Ma przeszło trzydziestoletnie doświadczenie w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. W młodości został nawet przeszkolony jako pilot myśliwca, ale dla NATO oraz norweskich sił zbrojnych pracował przede wszystkim jako analityk, rozwiązujący rozmaite wewnętrzne problemy w relacjach międzyludzkich. Było więc w sumie dość niekonwencjonalnym pomysłem, by gościa przyzwyczajonego do poruszania się wśród żołnierzy i polityków poprosić o pomoc w budowie zwycięskiej drużyny piłkarskiej. Jak się jednak okazało, idea okazała się słuszna, bowiem Mannsverk rzeczywiście zdołał zauważalnie wpłynąć na zawodników Glimt.

Dowiedziałem się, że w świecie sportu temat odpowiedniego przygotowania mentalnego pozostaje niedoceniany – komentował Mannsverk w rozmowie z norweską telewizją, która zresztą często prosi go o opinię na rozmaite tematy. To taki trochę psycholog-celebryta. – Sądziłem, iż to już dla każdego oczywiste, że odpowiednie nastawienie jest kluczowe. Nie tylko z punktu widzenia indywidualnego piłkarza, ale również całej grupy zawodników.

„Bez rozmów z Bjornem nie uwierzylibyśmy, że sukces jest w ogóle możliwy”

Ulrik Saltnes, pomocnik Bodo/Glimt

W efekcie w 2020 roku wielu piłkarzy Glimt zagrało swoją życiówkę. Nie tylko młodziutcy gracze, tacy jak Jens Petter Hauge. W tym nie byłoby nic dziwnego. Ale również piłkarze mający 24, 25, 26 lat. Z pozoru ukształtowani, a jednak posiadający nieuwolnione wcześniej rezerwy.

Bodo/Glimt. Dotkliwa w skutkach wyprzedaż

Utrapieniem ekipy dowodzonej przez Kjetila Knutsena jest jednak to, co dręczy wszystkie małe kluby osiągające historyczne sukcesy. Niemożność utrzymania najlepszych zawodników w drużynie na dłużej. Oczywiście szkoleniowiec nie narzeka. Dobrze wie, że drużyny takie jak Bodo/Glimt wyżej pewnego poziomu nie podskoczą. Muszą znać swoje miejsce w futbolowym łańcuchu pokarmowym. Ale i tak trener pozwolił sobie na kilka niby-żartobliwych uwag, po których dało się wyczuć delikatną frustrację. – Gdyby to ode mnie zależało, każdemu z tych chłopaków wpisałbym do kontraktu astronomiczną kwotę odstępnego. Powiedziałem im to! Niech się cieszą, że o transferach w klubie decydują inni – dowcipkował Knutsen przed paroma miesiącami.

Spójrzmy na kluczowych zawodników Glimt w sezonie 2020:

  • Kasper Junker (rocznik 1994) – 28 goli, 8 asyst (król strzelców Eliteserien)
  • Philip Zinckernagel (1994) – 19 goli, 18 asyst (król asystentów)
  • Jens Petter Hauge (1999) – 14 goli, 10 asyst
  • Ulrik Saltnes (1992) – 12 goli, 13 asyst (najwięcej minut dla klubu w sezonie)
  • Victor Boniface (2000) – 6 goli, 2 asysty (tylko 820 minut)
  • Sondre Brunstad Fet (1997) – 5 goli, 3 asysty
  • Patrick Berg (1997) – 4 gole (najwięcej przechwytów w zespole)
  • Ola Solbakken (1998) – 3 gole, 5 asyst (joker z ławki)
  • Alfons Sampsted (1998) – 3 asysty
  • Fredrik Andre Bjorkan (1998) – 1 gol, 4 asysty

W klubie udało się utrzymać Berga, Bjorkana, Saltnesa, Solbakkena czy Sampsteda. Generalnie – druga linia i defensywa pozostały bez większych uszczerbków. Ale już linia ataku została całkowicie rozmontowana. Hauge wylądował w Milanie, Zinckernagel trafił do Watfordu. Junker nabija kieszeń w Japonii. A ich następcy aż tak nie imponują. Dlatego jak na razie Bodo/Glimt nie prowadzi w bieżącej odsłonie Eliteserien. Ekipa Knutsena po trzynastu ligowych kolejkach plasuje się na drugim miejscu w ligowej tabeli i nie może się nawet pochwalić największą liczbą strzelonych goli w stawce. Lepsze jest Molde.

aktualna tabela norweskiej Eliteserien

Siłą Bodo/Glimt – pomimo osłabień i licznych kontuzji, trapiących zespół w ostatnim czasie – pozostaje zgranie. Odpowiednie nastawienie, a także bardzo przyjacielska, czy może nawet rodzinna atmosfera wewnątrz klubu. Czysto piłkarskich argumentów ekipa z północy Norwegii ma jednak obecnie o wiele mniej niż jesienią 2020 roku, gdy pokazała się z tak dobrej strony przeciwko Milanowi. To na pewno pocieszające z perspektywy kibiców Legii Warszawa. Choć z drugiej strony – kiedy sympatycy Glimt obserwują kadrową sytuację „Wojskowych”, pewnie dochodzą do równie optymistycznych wniosków.

LEGIA WYGRA Z BODO/GLIMT? KURS: 3,25 W FUKSIARZU!

– Czuję pewne możliwości, ponieważ za Legią okres przygotowawczy. Warszawiacy grają na naturalnej murawie, a to coś innego. To zespół, który atakuje, chce utrzymywać się przy piłce, dominować – tak, jak my. Dla nas bardzo ważne będzie to, żeby zachować intensywność, umiejętnie przechodzić z defensywy do ofensywy. Mam nadzieję, że po 90 minutach będziemy mieć zaliczkę przed drugim meczem – powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej trener Knutsen. – Legia gra czasami w systemie z trójką i piątką obrońców, to zależy. Wierzymy, że przeprowadzimy trochę kontrataków i będziemy atakować wieloma piłkarzami. Jeśli otrzymamy możliwość przechwycenia piłki, to pojawią się szanse na kreowanie akcji i strzelanie goli.

Dwumecz Legii z Glimt zapowiada się zatem jako starcie drużyn z ambicjami, ale i z problemami. Zobaczymy, który ze szkoleniowców zdoła lepiej zatuszować kadrowe kłopoty poprzez odpowiednie przygotowani do meczu i właściwie dobraną taktykę.

fot. NewsPix.pl / WikiMedia / Alchetron

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Schorowany trener i asystent-skandalista. Pierwsza złota era Manchesteru City

Michał Kołkowski
0
Schorowany trener i asystent-skandalista. Pierwsza złota era Manchesteru City

Komentarze

54 komentarzy

Loading...