Rewelacyjni Australijczycy ograli Zielińskiego i Nysa w finale w Melbourne

Kamil Gapiński

28 stycznia 2023, 16:02 • 4 min czytania

Reklama
Rewelacyjni Australijczycy ograli Zielińskiego i Nysa w finale w Melbourne

Jan Zieliński, przynajmniej na razie,  nie dołączy do Wojciecha Fibaka i Łukasza Kubota, którzy w przeszłości wygrywali deblowe Australian Open. Polak i jego partner Hugo Nys przegrali 4:6, 6:7 (4) w Rod Laver Arenie z rewelacyjnymi przedstawicielami gospodarzy: Rinkym Hijikatą i Jasonem Kublerem. Uwierzcie, użycie tego przymiotnika nie jest przesadą – Australijczycy wystartowali w końcu w tym turnieju z dziką kartą!

Rok temu cały kraj dopingował w deblowym turnieju duet Special K’s. W jego skład wchodzili enfant terrible światowego tenisa Nick Kyrgios i oraz Thanasi Kokkinakis, przyjaźniący się z nim od lat. Ten iście rockowy duet sprostał oczekiwaniom – wygrali całe AO, a teraz mieli zamiar powtórzyć sukces. Nie udało się bo Kyrgios doznał kontuzji kolana, która wyeliminowała go z turnieju, ale nie zniechęciła do… jazdy elektryczną hulajnogą po Melbourne. Natomiast to już temat na inne opowiadanie.

Pod ich nieobecność mało kto w Australii spodziewał się, że debel z tego kraju znów powalczy o największe laury. Hijikata i Kubler przebyli jednak fantastyczną drogę, ku uciesze miejscowych fanów tenisa. My liczyliśmy, że ich piękna historia zakończy się na finale. Niestety, stało się inaczej. 

Reklama

O tym, że będzie ciężko wygrać szlema, przekonaliśmy się już w trzecim gemie pierwszego seta, w którym serwował Zieliński. Polsko-monakijski debel przegrał go do zera, co dało rywalom prowadzenie 2:1. I jednocześnie jedyne przełamanie jakie miało miejsce w tym spotkaniu! Zieliński i Nys nawet się o nie nie otarli – w całym meczu nie mieli choćby jednego break pointa… Już samo to pokazuje, w jak znakomitej formie byli ich rywale. Po tytuł sięgnęli jak najbardziej zasłużenie ku wielkiej radości miejscowych kibiców, dopingujących w charakterystyczny sposób – śpiewając „Aussie, Aussie, Aussie – oi, oi oi!”. 

Fanów na trybunach było na tym spotkaniu o jakieś 60 procent mniej niż podczas finału kobiet. Zważywszy na to, że grali Australijczycy, może to trochę dziwić. Z drugiej strony ten mecz rozpoczął się dopiero o 23 lokalnego czasu, więc nie wszystkim musiało się chcieć oglądać tenisistów o tak później porze, choć jak dobrze wiemy kibice na AO przywykli do dużo dłuższego grania, do 3-4 nad ranem. Ale cóż, nie od dziś wiadomo, że singiel > debel. 

Z perspektywy dziennikarza obecnego na turnieju trochę dziwi fakt, że organizatorzy nie planują debla przed decydującym meczem pań, nieco wcześniej, powiedzmy o 17. Wydaje się, że wtedy mogłoby się pojawić na takim spotkaniu zdecydowanie więcej kibiców.

O mniejszej randze debla świadczy też fakt, że dla finalistów nie postawiono nawet podium, które miały wcześniej Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka. Niezależnie od tego, ceremonia wręczenia nagród była bardzo ciekawa, po pierwsze dlatego, że przekazywali je najlepsi debliści w historii, bracia Bryanowie. Po drugie, bo show dał Janek Zieliński.

Reklama

– Składam najlepsze życzenia urodzinowe mojej narzeczonej, Klaudii. Żałuję, że nie udało się wygrać tego meczu dla ciebie – powiedział Polak, a publiczność… zaśpiewała jego partnerce „happy birthday”! To się nazywa pamiątka na całe życie, prawda? 

– Ta porażka teraz boli. Chciałem pogratulować chłopakom świetnego występu. Grać w Australii dla Australijczyków to nigdy nie jest łatwe. Niesamowita historia! – dodał Zieliński. A Nys rozpłakał się ze wzruszenia, gdy wspominał swojego dziadka.

– Był tenisistą w latach 50. Zmarł w 2017 roku. Chciałem wygrać ten puchar dla niego. Nie udało się, mam nadzieję, że następnym razem dam radę to zrobić.

https://twitter.com/MagdaLinette/status/1619327870836572161

Reklama

– Rok temu to właśnie w Melbourne mieliśmy pierwszy wspólny trening. Uznaliśmy po nim, że coś z tego może być – dodał Monakijczyk. A Polak wspominał wcześniej, że to dopiero ich trzeci wspólny wielkoszlemowy występ.

– We Francji dotarliśmy do III rundy, w US Open do ćwierćfinału, a teraz mamy finał. Dobrze to wygląda, a liczę, że przed nami jeszcze sporo wspólnej gry!

To bardzo prawdopodobne, bo Janek i Hugo doskonale rozumieją się nie tylko na korcie, ale i poza nim. Dzień przed finałem spotkałem się z Zielińskim na dłuższą rozmowę, którą niebawem będziecie mogli przeczytać. Polak wspominał w niej, że naprawdę zakumplował się z Monakijczykiem, którego swoją drogą nasi fani dopingują już jak swojego, krzycząc w trakcie ich meczów „Zielu, Nysu!”

– Można powiedzieć, że trochę go adoptowaliśmy – śmiał się Janek. I dodawał, że panowie bardzo rozsądnie podchodzą do wspólnej współpracy, robiąc wiele, aby za szybko się sobą nie zmęczyć. – W Melbourne… mieszkamy nawet w innych hotelach. Oczywiście spędzamy razem dużo czasu, chociażby po wygranym półfinale poszliśmy na bilard. Ale staramy się we wszystkim zachować równowagę.

Reklama

Wydaje się, że ten duet jest skazany na sukces, a porażka w finale Australian Open zupełnie tego nie zmienia. Wręcz przeciwnie, może tylko zmotywować ich do jeszcze cięższej pracy. A zatem optymistyczne pytanie na koniec tego tekstu brzmi: nie czy, ale kiedy Zieliński i Nys sięgną po wielkoszlemowy tytuł?

KAMIL GAPIŃSKI Z MELBOURNE

Fot. Newspix.pl

Kamil Gapiński

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Papszun o Urbańskim: Jeśli chce wrócić na swój poziom, musi ciężko pracować

Wojciech Piela
3
Papszun o Urbańskim: Jeśli chce wrócić na swój poziom, musi ciężko pracować

Inne sporty