Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

To już ten czas, by budować reprezentację wokół Piotra Zielińskiego

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

05 grudnia 2022, 15:21 • 6 min czytania 67 komentarzy

Od wielu lat reprezentacja Polski zazwyczaj jest nastawiona na to, by Robertowi Lewandowskiemu było w niej wygodnie. No i oczywiście trudno się dziwić, że każdy chce widzieć topowego napastnika świata przekładającego swoje umiejętności z klubu na kadrę w skali jeden do jednego, a nie gubiącego potencjał i umiejętności gdzieś po drodze. To na finiszu jego reprezentacyjnej kariery nie powinno się zmieniać, ale chyba należy się zastanowić, czy na jego półkę komfortu i uwagi nie powinien wskoczyć drugi piłkarz – Piotr Zieliński.

To już ten czas, by budować reprezentację wokół Piotra Zielińskiego

Robert Lewandowski – oczywiste oczko w głowie

Do tej pory było tak, że nowy selekcjoner za każdym razem miał wiele zadań, ale podstawowe właściwie dwa – osiągać dobre wyniki i znaleźć klucz do Lewandowskiego. Właściwie: jedno z drugim wydawało nam się tak naturalnie powiązane, że wręcz nie mogło stanowić osobnych tworów. No i Waldemar Fornalik z Jerzym Brzęczkiem byli ganieni za to, że z potencjałem Lewandowskiego sobie nie poradzili, ale już Adama Nawałkę i Paulo Sousę trzeba było za dotarcie do kapitana chwalić.

Zresztą to ten pierwszy wręczył napastnikowi kapitańską opaskę, co miało być punktem zwrotnym dla Lewandowskiego w kadrze, bo również dzięki większemu zaufaniu i bardziej wystawnej roli w zespole, zaczął strzelać jak na zawołanie. Potem każdy selekcjoner był w tej kwestii porównywany i albo z Lewandowskim było „tak dobrze jak za Nawałki”, albo jednak „gorzej niż za Nawałki”.

Nawet Czesław Michniewicz, który poświęcił Lewandowskiego w grupie na rzecz gry z pogranicza pragmatyzmu i prymitywizmu, musiał swoje u kapitana wychodzić. Nie chciał bowiem popełnić błędu Brzęczka – ten do swojego pomysłu Lewandowskiego nie przekonał, a więc był już na przegranej pozycji. Michniewicz z napastnikiem rozmawiał, potem w wywiadach wielokrotnie podkreślał, że z Lewandowskim jest w stałym kontakcie i może nie konsultuje swoich decyzji, ale jednak o nich opowiada. Wszystko, by kapitan był zadowolony.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Czy można być zdziwionym? Nie, bo Lewandowski potrafi wywołać trzęsienie ziemi nawet gdy milczy osiem sekund, o czym przekonał się Brzęczek.

I teraz, żeby być dobrze zrozumianym – to, że kolejni selekcjonerzy skaczą nad Robertem, jest po prostu naturalne. Gdyby nie on, nasza kadra byłaby w skali europejskiej gorzej niż przeciętna i nie zaliczałaby serii czterech dużych turniejów z rzędu. Lewandowski ładował przecież jak na zawołanie w eliminacjach do Euro 2016, kwalifikacjach do mundialu 2018, a gdy w eliminacjach do Euro 2020 nieco odpuścił pola na rzecz choćby Piątka, to potem właściwie w pojedynkę utrzymywał nas chwilę dłużej w samym turnieju.

78 bramek w 138 meczach. Pewnie tego nie trzeba przypominać, ale u nas łatwo burzyć pomniki, więc może jednak lepiej tak.

Niemniej czas płynie szybko, w przyszłym roku Lewandowski skończy 35 lat i choć z jego wybitnym podejściem do zawodu zapewne będzie się starzeć pięknie, to na ile jeszcze możemy liczyć? Jeden turniej, dwa? Ale czy na mistrzostwach świata w 2026 będzie wciąż zawodnikiem z topu czy już „tylko” piłkarzem z szeroko rozumianej czołówki? Cholera wie, dlatego nie można zaniedbać innej gwiazdy, a może już trzeba mówić “lidera”. Piotra Zielińskiego.

Piotr Zieliński – zbyt długo drugoplanowa postać

O ile Lewandowski jest całkiem znany ze zdecydowanych sądów, o tyle Zieliński wczoraj zaskoczył. Powiedział: – Tak jak dzisiaj graliśmy, tak powinniśmy cały czas grać, bo nie mamy się czego wstydzić, nie mamy się czego bać, bo mamy zawodników na tyle dobrych, żeby używać ich umiejętności, czy to moich, czy Lewego, czy Milika. Mamy bocznych, którzy mają gaz. Mamy dobre jeden na jeden. Trzeba z tego korzystać cały czas. Mamy obrońców, którzy potrafią długą piłkę rzucić, ale czasami też trzeba pograć po ziemi i to dzisiaj było widać.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Trudno sobie bowiem przypomnieć, by Zieliński wcześniej wypowiadał się tak kategorycznie i jednocześnie wstawiał siebie do pierwszej linii, mówiąc tak właściwie, że kadrę trzeba budować również wokół niego.

Jeśli dodać do tego fakty boiskowe, to znaczy jego kapitalną grę w Napoli, z którym rządzi w Serie A i rozpycha się w Lidze Mistrzów, nie trudno o wniosek, że Zieliński dojrzał. I zasługuje na więcej uwagi w kadrze, niż otrzymywał do tej pory.

No bo jak z nim było? Tak jak Lewandowski zawsze był oczkiem w głowie kolejnych selekcjonerów, tak nie można tego powiedzieć o Zielińskim. Jedni dawali go bliżej bramki przeciwnika, drudzy dalej, inni na skrzydle, rzadko można było mówić o jakimś konkretnym pomyśle. Zieliński to Zieliński, dobry technicznie, więc sobie poradzi wszędzie, byle dostarczył piłkę Lewandowskiemu, to najważniejsze. A gdy nawet zaliczał świetny czas – sześć asyst w eliminacjach do mundialu 2018 – bywało to ignorowane.

Wiadomo, że on sam sobie często też nie pomagał, bo na boisku często jakby nie walczył o swoje, tylko znikał, unikając odpowiedzialności. Były śmiechy, że musi grać na pozycji 8 i ¾, przesunięty o 20 centymetrów w lewo, żeby pokazać swój potencjał. Często zasługiwał na szyderę, to też prawda.

Niemniej teraz trzeba powiedzieć, że ten czas już minął.

Piotr Zieliński – czas lidera

Mecz z Francją pokazał, że Michniewicz swoją taktyką zignorował potencjał Zielińskiego w fazie grupowej. Piłka latała mu nad głową w czasie naszych potyczek w dwa ognie, bo przecież nie w futbol, nie miał jak zaprezentować swojej jakości. A gdy w 1/8 finału wreszcie zaczęliśmy grać w piłkę, to Zieliński czarował i kazał zadać pytanie: rany, dlaczego tak późno?

Ale tym razem nie dlaczego tak późno odpalił, a dlaczego tak długo był ignorowany. To wręcz niebywałe, że przez trzy bite mecze grania udawało nam się schować taki atut.

Zieliński w meczu z Francją był tym piłkarzem, który mógłby zmienić koszulki i grać dla mistrzów świata bez straty ich jakości. Jego kierunkowe przyjęcia, gubienie rywali jednym kontaktem oglądało się cudownie. Pojedyncze takie zagranie zwiastowało większą groźbę dla przeciwnika niż tysiąc lag w fazie grupowej, a jednak tam zdecydowaliśmy się na to drugie.

I nie jest tak, że Zieliński za kadencji Michniewicza wziął pałeczkę lidera dopiero na finiszu kampanii “mundial 2022”. To przecież on ustalił wynik ze Szwecją w barażach, to on jako jedyny dotrzymywał kroku na przykład Holendrom, kiedy kapitalnym podaniem potrafił uruchomić Frankowskiego, a na końcu zawalił to Milik. Zieliński wreszcie chciał być liderem tej kadry, jednak mu nie pozwolono.

No i czas powiedzieć: dość. Jeśli w każdym meczu mamy zamiar przegrywać środek pola, to zawsze będziemy ułomni i skazani na toporną grę. Trzeba patrzeć w przyszłość – lider Zieliński wsparty wracającym po kontuzji Moderem i na przykład rozwijającym się Szymańskim to nie jest gwarancja lepszego jutra, ale bardzo wiarygodna obietnica. Tyle że właśnie: w tej układance Zieliński nie może być jednym z wielu, natomiast już graczem kluczowym.

W reprezentacji Zieliński powinien być już na jednej półce z Lewandowskim. Nie mamy szukać klucza tylko do Roberta, mamy szukać go do Lewandowskiego i do Zielińskiego. Zapominanie o jednym czy drugim w tym momencie będzie absurdalne i niewybaczalne, bo wiele wskazuje na to, że właśnie Euro 2024 będzie ostatnim turniejem z możliwością wykorzystania całkowitego potencjału tego duetu.

A przynajmniej – w to chcemy wierzyć. Bo może być też tak, że ten moment przegapiliśmy w Katarze.

Czytaj więcej o mundialu w Katarze:

Fot. FotoPyk

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Gikiewicz o Śląsku: Jak przyjdzie odpowiedni czas, to będę mógł kilka osób “pogrzebać”

Bartek Wylęgała
6
Gikiewicz o Śląsku: Jak przyjdzie odpowiedni czas, to będę mógł kilka osób “pogrzebać”

Mistrzostwa Świata 2022

Ekstraklasa

Gikiewicz o Śląsku: Jak przyjdzie odpowiedni czas, to będę mógł kilka osób “pogrzebać”

Bartek Wylęgała
6
Gikiewicz o Śląsku: Jak przyjdzie odpowiedni czas, to będę mógł kilka osób “pogrzebać”

Komentarze

67 komentarzy

Loading...