Streaming. Earthing. Ascetyzm. Psychologia. Technologia. Konfrontacje. Aby opisać osobę Luisa Enrique, można użyć wielu słów. Ale tym, które pozwala zrozumieć, dlaczego nieustannie kwestionowany jest selekcjoner osiągający z reprezentacją wyniki przekraczające oczekiwania, jest zdrada. Do rozejmu po 26 latach nienawiści doprowadzić może medal mistrzostw świata.

Kręcidło: Selekcjoner inny niż wszyscy. Luis Enrique – „jedyna gwiazda reprezentacji Hiszpanii”

Alfredo Relaño, wieloletni naczelny dziennika „AS”, twierdzi:  – W kraju, w którym madridismo jest drugą najważniejszą religią, zdradę trudno wybaczyć.

Od transferu Luisa Enrique z Realu do Barcelony minęło już 26 lat, jednak to nie ma znaczenia. W sercach kibiców, czas nie leczy ran. – Lubię, gdy mnie wyzywają. Wtedy czuję, że ludziom na mnie zależy – przekonuje Lucho, który lubi szukać sobie rywali. Wojny go napędzają. Hiszpanie nie byli przyzwyczajeni do takich selekcjonerów. Zwykle ich kadrę prowadzili ludzie spokojni, elokwentni, będący na finiszu karier, słowem – nudni. Teraz mają tego przeciwieństwo. Człowieka pełnego energii, radosnego oraz ciekawego – i świata, i dla świata.

Luis Enrique. Trener, który ma dość piłki

Lucho jest człowiekiem nie do rozgryzienia, nawet przez najbliższych. W „El Mundo” opisywano, że jest „artystą zaprzeczającym samemu sobie, który ma swoje dziwactwa”. Zawodową karierę zakończył w 2004 roku i podobno od tego czasu ani razu nie grał w piłkę. Jego życie zdominowały inne sporty. Surfował w Australii i Kostaryce. Biegał najtrudniejsze ultramaratony i triathlony. Jest pasjonatem kolarstwa, który rower zabrał nawet do Kataru. Ale do futbolu nie ma zamiaru wracać. Nie interesuje go też golf. – Nie jestem jeszcze dziadkiem – zapewnia.

Luis Enrique zawsze czuł się młodo. Jego 52 lata widać przede wszystkim na siwych włosach oraz w pozbawionym gracji sposobie poruszania się, charakterystycznym dla emerytowanych sportowców. Hiszpanie mówią, że Lucho jest w takiej formie, iż i dziś mógłby uprawiać dowolną dyscyplinę, choć śmieją się, że „to cud, iż takie ego mieści się w tak niewielkim ciele”. Przy 180 centymetrach wzrostu, waży 67 kilogramów. Ma poniżej pięciu procent tkanki tłuszczowej. Codziennie trenuje. Jest uzależniony od słońca. W „El Mundo” opisywano, że stał się fanatykiem earthingu – formy łączenia się z ziemią i wracania do korzeni. Po każdym treningu Luis Enrique wychodzi na murawę, ściąga buty, skarpety i podciąga dresy po pas, by przez kilkanaście minut spacerować po trawie. Fani tej techniki mówią, że w ten sposób oczyszcza się umysł i ciało, a także redukuje stres.

– Pasjonuje mnie sfera mentalna – przekonuje 52-latek. Najbliższym współpracownikiem selekcjonera jest Joaquin Valdes, psycholog reprezentacji i osobisty terapeuta Lucho. Przed każdym meczem i każdą przemową realizują ćwiczenia oddechowe, mające pomóc Luisowi skupić się i wejść na właściwe obroty. To tylko jeden z rytuałów Hiszpana, który na trzy godziny przed każdym meczem wyłącza telefon. Choć może i to niedługo się zmieni, w końcu – serduszka uzależniają.

Luis Enrique. Jak media, to tylko społecznościowe

– Mam obserwujących, subskrybentów i bóg wie, co jeszcze. Otwieram telefon i wszędzie widzę serduszka. Niech żyją hejterzy! – przekonywał Lucho po założeniu kanału na Twitchu, na którym codziennie spotyka się z kibicami. Z niesamowitą naturalnością opowiada tam żarty o Emmanuelu Amunike (były czarnoskóry piłkarz m.in. Barcelony, na wielu stadionach śpiewano, że jest ojcem Asturyjczyka), śmieje się z potencjalnego zięcia, Ferrana Torresa, czy mówi o turniejach w International Superstar Soccer Pro organizowanych z Carlesem Puyolem i Ivanem de la Peñą. Dziennikarze mówią, że to upadek obyczajów, by selekcjoner komunikował się w ten sposób, natomiast kibice są zachwyceni. Konto szkoleniowca na Twitchu zaobserwowało już ponad pół miliona osób!

– Albo bardzo się nudzicie, albo bardzo jara was reprezentacja Hiszpanii – śmiał się trener, który prywatnie jest znakomitym mówcą i bardzo żartobliwym człowiekiem, jednak nie pokazuje tego w relacjach z dziennikarzami. Można powiedzieć, że po prostu ich nie lubi. W „El Pais” byli dyrektorzy Barcelony tłumaczyli, że Lucho uważa, iż „im więcej mówi, tym większe jest ryzyko, że palnie coś głupiego”, dlatego też w kontrakcie Luisa Enrique z RFEF jest zapis, że selekcjoner nie będzie udzielać wywiadów. I już. Asturyjczyk zarabia 3 miliony euro rocznie, ale federacja tylko 1,6 z 400 milionów euro przychodu ma ze środków publicznych, dlatego – jak opowiadał w „El Pais” rzecznik kadry Pablo Garcia Cuervo – trenera nie można do niczego zmusić. No, może poza konferencjami prasowymi. Te są dla 52-latka złem koniecznym. W Barcelonie musiał odbyć 124 w ciągu roku. To kolosalna liczba, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak żądni sensacji są żurnaliści z Półwyspu Iberyjskiego.

Technologie to konik Luisa Enrique. Testuje wszelkie możliwe nowinki. Każdy zna jego platformy, z których obserwuje treningi, a na murawie ośrodka w Las Rozas kazał zamontować gigantyczny ekran, by na bieżąco analizować błędy. Niedawno dołożył zawodnikom jeszcze walkie-talkie, które włożył do kamizelek mierzących wszelkie parametry zdrowotne podczas treningów. Sztab na bieżąco analizuje wyniki wydolnościowe czy wysiłek. Jeśli trenujący gracz coś robi nie tak, dostaje komunikat, by wziął się do roboty. – Nie mam mocnego głosu, więc to duże ułatwienie – uważa 52-latek, a piłkarze śmieją się, że czują się jak w Big Brotherze. – Z Luisem już tak jest, że nigdy nie wiesz, czego się spodziewać – przyznaje Koke.

Życie Asturyjczyka nigdy nie było normalne. Mając 21 lat, trafił do będącego w okresie przejściowym Realu, w którym był jednak nieszczęśliwy – grał mało, często nie na swojej pozycji, a radiowi dziennikarze opowiadali, że „jest bardziej bezużyteczny niż pierwsza kromka chleba tostowego”. Zanim przeniósł się do Barcelony, pobił fotoreportera, który zrobił mu zdjęcie na testach medycznych. Na Camp Nou odnalazł spokój, sławę, rodzinę i wymarzoną stabilizację w Casteldefells – tej samej miejscowości, w której żyje Robert Lewandowski.

Luis Enrique. Najlepszy trener w historii wszechświata

– Luis Enrique to jedyna gwiazda reprezentacji pozbawionej gwiazd – twierdzi mistrz świata Jorge Valdano. Nie bez powodu mówi się, że selekcjoner jest uosobieniem kadry, że stara się odnaleźć cząstkę siebie w każdym zawodniku. Hiszpanie mówią, że do Kataru zabrał „26 Luisów Enrique”, z czego aż 20 debiutuje na mundialu. Albo piszą, że jeśli mielibyśmy kiedyś wskazać autorski zespół trenera, byłby to właśnie ten. Przetestował kilkudziesięciu piłkarzy. Odstawiał gwiazdy, dokonywał zaskakujących wyborów i nie działał pod publiczkę – to dziwne w kraju, w którym media są przyzwyczajone do rządzenia. Lucho zdominować się nie da. On steruje wszystkim. Jego filozofia budzi kontrowersje, jednak szkoleniowiec broni się wynikami – wicemistrzostwo Ligi Narodów, półfinał mistrzostw Europy, zwycięstwo w grupie eliminacji mistrzostw świata i Final Four najbliższej Ligi Narodów. Jest regularność.

– Jestem najlepszym trenerem w historii świata. A może i wszechświata – śmiał się Luis Enrique, odpowiadając na pytanie jordańskiego dziennikarza. Luis Rubiales, prezes hiszpańskiej federacji, chciał reprezentacji odważnej, agresywnej, stworzonej z ludzi mających coś do udowodnienia. I taką dostał. La Roja podejmuje mnóstwo ryzyka. Gra odważnie. Chce odbierać piłkę już w polu karnym rywala. W ten sposób, jest w stanie postawić się każdemu przeciwnikowi. Ale to nie znaczy, że może z każdym wygrać. – Na Euro byliśmy najskuteczniejszą reprezentacją. Kreowaliśmy najwięcej okazji. Mieliśmy jedną z najlepszych linii obrony. Gdyby trafił się rywal, który nas zdominuje, okej – pogratulujemy mu dobrego meczu i przejdziemy dalej. Moi zawodnicy wiedzą, jak mają grać i wiedzą, jaka jest nasza filozofia. To ona doprowadzi nas do sukcesów – przekonuje Luis Enrique.

Luis Enrique. Mistrz konfrontacji

– Futbol jest oparty na niepewności, a piłkarz chce czegoś przeciwnego. Jako trener, musisz dotrzeć do zawodnika, wyeliminować zwątpienie. I Luis robi to bardzo dobrze – powiedział „El Pais” Andoni Zubizarreta, były dyrektor sportowy Barçy, który decydował o zatrudnieniu Lucho. – Najważniejsza jest umiejętność przekonania piłkarza do swojej filozofii. Jeśli chcą cię słuchać, wszystko staje się prostsze – twierdzi 52-latek. Wizji selekcjonera nie można kwestionować. W kadrze ego może mieć tylko jeden człowiek – Luis Enrique. Cała reszta musi się dostosować. Jeśli coś ci się nie podoba – wiesz, gdzie są drzwi. Z reprezentacji wylatywali i piłkarze, i członkowie sztabu, na czele z Robertem Moreno. – Był nielojalny. Ja bym się tak nie zachował – stwierdził Asturyjczyk, człowiek nie do przegadania i mistrz konfrontacji.

Selekcjoner Hiszpanów uważa, że najważniejsza w drodze do sukcesów jest atmosfera. Zależy mu na tym, aby każdy był szczęśliwy. Wszystkich, od zawodników po ludzi od sprzętu, pyta o zdrowie, rodzinę czy to, jak narodziny dziecka wpłynęły na ilość snu. – W każdej grupie jest jakiś pojeb – podkreślał Lucho w 2018 roku. Ale dziś w składzie La Roja takiego kogoś nie ma. – Lubię bezpośrednie relacje w szatni. Może to kwestia mojego talentu do komunikowania się, ale mamy tylko jedną zasadę: nie spóźniaj się. Chcę, by przyjazd na reprezentację sprawiał ludziom radość, by czuli się częścią rodziny – przekonuje trener, który pozwala graczom na wypicie piwa czy wina. – To lepsze niż spożywanie coca-coli – podkreśla szkoleniowiec.

Kontrakt Luisa Enrique z kadrą Hiszpanii wygasa po zakończeniu mistrzostw świata. Co dalej? Tego nie wie nikt. Kiedyś, w dalekiej przyszłości, Lucho chce poprowadzić swój pierwszy klub, Sporting Gijón. Do Barcelony na pewno nie wróci. Atletico? Kto wie? Może dalej będzie chciał pracować z reprezentacją? Ale czy RFEF dalej będzie chciała pracować z selekcjonerem, który przyciąga tyle uwagi, gdy w odwodzie jest np. Marcelino Garcia Toral? Asturyjczyk to człowiek nie do rozgryzienia, nawet przez swoich najbliższych, jednak jednego odmówić mu nie można – jest rewelacyjnym trenerem i jeśli w kimś Hiszpanie mają pokładać mundialowe nadzieje, to właśnie w nim.

Więcej o mistrzostwach w Katarze: 


Fot. Newspix

Liczba komentarzy: 6
Subskrybuj
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Aaron
Aaron
3 dni temu

Kto to ten Kręcidło? Jakiś kuzyn Zdziśka Kręciny? A może Jurka Kręcioły?

rolo tomasi
rolo tomasi
3 dni temu

Gdzie mu do nadwiślańskiego Murinio!

nadir
nadir
3 dni temu

– Futbol jest oparty na niepewności, a piłkarz chce czegoś przeciwnego. Jako trener, musisz dotrzeć do zawodnika, wyeliminować zwątpienie. I Czesław robi to bardzo dobrze – powiedział „GW” Cezary Kulesza, były król disco polo, który decydował o zatrudnieniu Czesia. – Najważniejsza jest umiejętność przekonania piłkarza do swojej filozofii. Jeśli chcą cię słuchać, wszystko staje się prostsze – twierdzi 52-latek. Wizji selekcjonera nie można kwestionować. W kadrze ego może mieć tylko jeden człowiek – Czesław Michniewicz. Cała reszta musi się dostosować.

mrm
mrm
3 dni temu

Streaming.
Earthing.
Jakub Max Rotadło, Nowy Jork.

On
On
3 dni temu

On już przecież prowadził Barcelonę I Romę a weszło pisze ze on chce poprowadzić swój pierwszy klub.

Janusz
Janusz
3 dni temu
Reply to  On

Pierwszy, w którym grał – Sporting Gijon