Czarne Ferrari 812 stoi przed knajpą w dzielnicy Belgradu — Vracar. Stolica kraju jest skąpana w słońcu, ale to jeszcze nie ta pora dnia, żeby żar przeganiał ludzi z ulic. Jest poranek, a w jednej z okolicznych kawiarni espresso pije wytatuowany gość o posturze strażnika więziennego. Aleksandar Prijović za moment odstawi filiżankę i wsiądzie do superszybkiego auta, podgłośni tradycyjną, serbską muzykę i zacznie kolejny dzień królewskiego życia, na które pracował przez ostatnie kilka lat.

Starboy. Jak Aleksandar Prijović podbija świat

Kochają go w Grecji, uwielbiają w Australii. Aleksandar Prijović przychodząc do Legii Warszawa był obieżyświatem, który najlepszy sezon w karierze rozegrał na zapleczu tureckiej ekstraklasy. Niby żaden wstyd, ale też żaden powód do dumy. Kilkanaście miesięcy przed przybyciem do Polski opowiadał, że jego kobieta pomogła mu schudnąć 12 kilogramów. Wszystko dzięki diecie przeznaczonej dla modelek.

Prijo mógł nawet uwierzyć, że jego podobieństwo do Zlatana Ibrahimovicia w połączeniu z tym, że w tamtym okresie akurat grał w Szwecji, pozwolą mu zrobić większą karierę w branży swojej ukochanej, niż na boisku. Legia sięgnęła po niego, gdy miał 25 lat, a gdy w wieku 25 lat zamieniasz drugą ligę turecką na polską Ekstraklasę, jesteś daleko od odpalania serbskiej muzyki w wartym kilkaset tysięcy euro nowym modelu Ferrari.

W Warszawie wszystko się jednak zmieniło. Urodzony w Szwajcarii napastnik nagle stanął przed drzwiami do wielkiej kariery.

Aleksandar Prijović – kariera po Legii Warszawa

Najpierw jednak spotkanie z Prijoviciem zaliczyły drzwi do gabinetu Michała Żewłakowa. Na szczęście nie w taki sposób, w jaki odgrażał się Serb, gdy były dyrektor sportowy Legii odmówił sprzedania go do drugiej ligi chińskiej za grosze. Za grosze dla klubu, rzecz jasna, bo sam zainteresowany miał dostać kwotę, która sprawiła, że Prijo wypalił coś o tym, że na następne rozmowy przyjdzie z bejsbolem. Żewłakow tłumaczył mu, że dublet w starciu z Borussią Dortmund i asysty z Realem Madryt oraz Sportingiem są dla niego biletem do znacznie poważniejszych klubów. Być może była to rada, która ustawiła Aleksandara do końca życia. Porzucił on bowiem myśli o egzotyce i trafił do greckiego PAOK-u Saloniki.

Nie wiedzieliśmy o nim zbyt wiele. Patrzyliśmy na liczby i wydawało nam się, że to dobry napastnik, tyle. Nikt nie spodziewał się, że do PAOK-u trafi zawodnik tej klasy, który ma niezwykłą łatwość w zdobywaniu bramek, który będzie liderem prowadzącym klub w nową erę i zapewni tytuły, których brakowało latami — wyjaśnia nam grecki dziennikarz George Tsanakas.

Serb trafił do Grecji zimą, w pierwszym miesiącu zdobył sześć bramek. Wśród nich było trafienie w prestiżowym meczu z Olympiakosem Pireus czy gol na wagę awansu do półfinału pucharu kraju. Aspromavri zresztą wygrali te rozgrywki. Dla Prijovicia te kilka miesięcy było jednak jedynie preludium przed show, jakie dał w kolejnym sezonie. Napastnik został wówczas królem strzelców ligi, a jego gole i asysty pozwoliły PAOK-owi obronić krajowy puchar. W Polsce mogliśmy być delikatnie zaskoczeni, bo choć Prijo zawsze był solidnym zawodnikiem, to jednak stał w cieniu Nemanji Nikolicia, króla pola karnego.

On i Marcus Berg byli najlepszymi napastnikami w Grecji. PAOK latami szukał napastnika z takimi umiejętnościami, ale też pasją. Kibice tego klubu są bardzo wymagający, jednak jeśli nawiążesz z nimi więź, będą mieli cię w sercu na zawsze. Tak było z Prijoviciem — tłumaczy Tsanakas.

No właśnie, bo Serb strzelał gole, ale przede wszystkim zabawiał i urzekał fanów. Bramki zawsze świętował przed trybuną najzagorzalszych kibiców. Po triumfach w Pucharze Grecji zamieniał się w bębniarza i prowadził z nimi doping.

Miał swój “zlatanowaty” styl bycia. W rozmowie z nami potrafił rzucić, że razem z Nikoliciem tworzą najlepszy duet napastników na świecie, nie uwzględniając trzech najlepszych lig świata. Grekom tworzenie takiej narracji się podobało. Wystarczy przypomnieć, że Prijović trafił na czasy, w których właściciel PAOK-u paradował po murawie z gnatem, a piłkarze i trener wprost mówili, że mistrzowski tytuł w 2018 roku po prostu im ukradziono.

To był “bad guy”, ale nie w złym znaczeniu — dodaje nasz grecki kolega po fachu, który przytacza historię potwierdzającą miłość kibiców do Serba. – Kiedy odchodził z PAOK-u grupa fanów pojechała za nim aż na lotnisko, pod granicę z Macedonią. Przed kontrolą paszportową zatrzymali jego samochód i żegnali go śpiewami.

Najbardziej szaloną historią jest jednak ta, w której główną rolę odegrał pies Prijovicia. Serb pojechał na mecz reprezentacji kraju (kolejny warty uwagi fakt — grał tak dobrze, że został regularnym kadrowiczem), zostawiając swojego ukochanego pupila w hotelu dla zwierząt. W trakcie pobytu na zgrupowaniu pies zmarł w dziwnych okolicznościach. W Salonikach szerzyły się plotki o tym, że właściciel przybytku, do którego napastnik oddał czworonoga, jest kibicem Olympiakosu. Teoria spiskowa dotarła do Aleksandara, który postanowił wyjaśnić temat. Na szczęście (dla właściciela) okazało się, że to oddany fan PAOK-u. Zamiast awantury były wspólne zdjęcia i autografy.

Prijović odchodzi z PAOK-u. Foch i oferta życia

Oczywiście showtime Prijo w Grecji nie mógł się obejść bez kilku wątków dotyczących kłótni o transfer. Im więcej Serb strzelał, tym więcej ofert spływało do klubu. Mówiło się o Sportingu Lizbona, Championship, a nawet Premier League, nie odpuszczały także zespoły z egzotycznych krajów (Chiny), z kolei konkretne oferty złożyły Levante i Rennes. Napastnik nastawił się na przeprowadzkę, zaczęły się przepychanki i fochy. Ostatecznie PAOK przekonał go, żeby jeszcze chwilę został w Grecji. Przekonał, podwajając jego dotychczasową pensję. Nikt w kraju nie zarabiał takich pieniędzy, jakie w Salonikach kasował Serb.

Rok po odejściu z Warszawy Prijović zarabiał już blisko cztery razy tyle, ile w momencie przeprowadzki na Łazienkowską 3. Wszystkie te bonusy były jednak tylko chwilową przeszkodą, opóźnieniem ostateczności.

Rozmawialiśmy wcześniej w klubie, że jeśli trafi się coś bardzo fajnego dla wszystkich stron, to przeprowadzamy transfer. Życie jest krótkie, jeżeli trafia się okazja, trzeba z niej korzystać, bo nie wiesz, czy jutro jeszcze będzie z czego wybierać. W karierze Aleksa już kilka razy się o tym przekonaliśmy — mówił nam wówczas agent piłkarza.

Agent Prijovicia: PAOK zrobił to, czego nie zrobiła Legia

Jesienią 2018 roku Aleksandar Prijović miał za sobą debiut na mistrzostwach świata, bramki strzelane w Lidze Europy, a także w kwalifikacjach Ligi Mistrzów (trafił każdego z rywali: Basel, Spartak i Benfikę, ale PAOK wyłożył się na ostatniej prostej). Znów był w czołówce strzelców ligi greckiej. Wtedy Al-Ittihad, niedawna potęga z Arabii Saudyjskiej, wpłacił klauzulę w wysokości 10 milionów euro, jednocześnie dając piłkarzowi połowę tej sumy w ramach rocznej pensji. Do tego 25 tysięcy euro premii za bramkę i 50 tysięcy euro za zwycięstwo w meczu.

Kiedy przychodzi taka oferta, nie masz co się zastanawiać. Musisz ją zaakceptować — przyznaje George Tsanakas.

Prijović opuścił więc Grecję, choć ta nigdy nie opuściła jego. Mniej więcej co pół roku, gdy zaczyna się okienko transferowe, pojawiają się plotki łączące Serba z powrotem do PAOK-u Saloniki. On sam chętnie i otwarcie mówi o przywiązaniu do Aspromavri, sugeruje, że mógłby jeszcze kiedyś zagrać w biało-czarnych barwach. Jeśli tak się stanie, zapewne znów znajdzie się grupa kibiców, która wybierze się na lotnisko. Tym razem nie po to, żeby płakać, ale żeby świętować.

Al-Ittihad. Aleksandar Prijović zarobił miliony

Gdy Prijo przechodził do PAOK-u z Legii, niektórzy śmiali się, że tak naciskałem na tę klauzulę, że jest za wysoka i odrealniona. A gdyby nie ona, o żadnym transferze nie byłoby teraz mowy, Grecy nie oddaliby go nawet za 20 mln euro — to znów agent zawodnika, tym razem gdy pytaliśmy go o transfer do Arabii Saudyjskiej.

10 tysięcy. Tyle komentarzy napisali kibice Al-Ittihad pod zdjęciem Aleksandara Prijovicia, gdy jego transfer do ekipy z Arabii Saudyjskiej był na etapie finalizacji. Być może gdzieś między nimi znalazło się miejsce dla kibiców Guangzhou Evergrande, które także miało chrapkę na Serba. Spośród dwóch tygrysów (obydwa kluby tytułują się takim przydomkiem — przyp.) Prijo wybrał jednak odmianę bliskowschodnią. Tym samym zdecydował się na wyjątkowo trudny kierunek dla europejskiego zawodnika.

Ciężko się tu żyje. Obcokrajowcy mieszkają w hotelu, raczej bez rodzin. Po kilku miesiącach pracy tutaj wiem już, kto by to wytrzymał, a kto nie. Początkowo myślałem, że zawodnik, który robi różnicę w Ekstraklasie, może być gwiazdą ligi arabskiej. Teraz myślę, że tak nie jest, że mógłby się nie zaaklimatyzować. Prezydent powiedział mi to już na początku: nie każdy piłkarz z Europy, o którym myślisz, da sobie tu radę — opowiadał nam Maciej Gil, który pracuje jako skaut w lidze arabskiej.

Maciej Gil – jak funkcjonują kluby w Arabii Saudyjskiej?

Prijović trafił do Jeddah, gdzie według Gila jest „bardziej europejsko”. W Al-Ittihad spędził ostatecznie dwa i pół roku, ale był to czas dziwny, niejednoznaczny. W pierwszej rundzie Serb zanotował dwa dublety i hattricka, pogrążył np. lidera rozgrywek. Pomógł Muluk Asiaa w awansie do finału Pucharu Króla i strzelił gola otwierającego wynik finałowego spotkania. Tyle że ani Al-Ittihad nie szło w górę, ani progresu nie robił sam Prijović. 800 minut na boisku, potem 600. Pół roku stracone, brak występu w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, gdzie jego zespół dotarł do ćwierćfinału.

Transfer życia! – krzyczał w tytule serbski „Telegraf”, gdy Aleksandar zmieniał klub. Wszyscy cieszyli się sukcesem rodaka, on sam pewnie też nie miał powodów do płaczu. Pensja, jaką dostał na Bliskim Wschodzie, sprawiała jednak, że od Prijovicia wymagano wiele, a on nie zawsze potrafił tym oczekiwaniom sprostać.

Jeśli miałbym podsumować jego pobyt tutaj jednym słowem, wybrałbym „niefortunny”. Do Ittihad trafił chyba w najgorszym momencie w najnowszej historii klubu. Nie miał wielu jakościowych partnerów do gry, zwłaszcza w linii pomocy. Z drugiej strony on sam też nie wykorzystywał wszystkich sytuacji, które mu stwarzano. Można było zauważyć, że to wysokiej klasy piłkarz: świetne przygotowanie fizyczne, wyjście na pozycję. Ale wykończenie czasami zawodziło — tłumaczy nam Wael, dziennikarz zajmujący się ligą arabską.

W tamtym czasie największe kluby w kraju miały swoje niekwestionowane gwiazdy w ataku. Bafetimbi Gomis, Omar Al Somah, Abderazzak Hamdallah. Każdy z nich potrafił strzelić 20 bramek w sezonie, tymczasem Prijović — choć był w Arabii Saudyjskiej stosunkowo długo, jak na gracza z Europy — zamknął licznik na 23 trafieniach. Łącznie.

Prijović przychodził do Ittihad, żeby pomóc ratować jeden z największych klubów kraju, gdy ten walczył o utrzymanie w lidze. Były na to pieniądze, a potem, po wielu zmianach i przy problemach finansowych, postrzegano go jako zbyt drogiego zawodnika. Sam Aleksandar zniknął, nie potrafił się odnaleźć. Być może chodziło o rotacje trenerów i konieczność dopasowywania się do nowej taktyki, ale po prostu nie był tak dobry, żeby mieć jedną z najwyższych pensji w lidze. Mentalnie chyba też nie był na miejscu — dodaje Abdul Algabbani, inni arabski dziennikarz sportowy.

Duży wpływ na przygodę Serba w Al-Ittihad miały także zmiany w regulaminie ligi. Ministerstwo Sportu Arabii Saudyjskiej, które opłacało kontrakty zawodników, zmieniło zasady. Wprowadzono finansowe fair play, co odbiło się na najdroższym piłkarzu w drużynie. Aleksandar Prijović zarabiał wówczas pięć razy więcej niż jego koledzy w zespole. Rozpoczęła się długa przepychanka o pieniądze. Arabowie w końcu rozwiązali umowę z napastnikiem, ale musieli wypłacić mu 7,4 mln euro odszkodowania.

Prijović odchodzi z Al-Ittihad. Miliony odszkodowania i awantura w Belgradzie

31-letni Prijo wciąż był gorącym towarem na rynku transferowym. Łączono go z Besiktasem, pojawiały się plotki dotyczące Grecji czy nawet sugestie dotyczące zainteresowania ze strony Legii. Sam zainteresowany postanowił, że po skasowaniu milionów w Arabii Saudyjskiej chce przeprowadzić się do miłego i spokojnego miejsca na ziemi. Tak zresztą obiecał swojej rodzinie, która była jego oczkiem w głowie. W tej sytuacji poważna oferta z Crveny Zvezdy Belgrad wydawała się rozsądna. Aleksandar pierwszy raz w karierze mógłby zagrać w kraju, który reprezentuje na międzynarodowej arenie. Urodził się przecież w Szwajcarii, a potem zwiedzał Włochy, Anglię, Norwegię, Szwecję i Turcję, aż trafił do Polski.

Potencjalny, sentymentalny transfer był głównym tematem serbskich mediów przez kilka, jednak sprawa się rypła. Oczywiście, jak to w przypadku Prijovicia, rypła się w skomplikowany i głośny sposób. Powodów, przez które napastnik nie trafił do Belgradu, było wiele. On sam był obrażony na Serbów, bo podczas kwarantanny wpakował się w kłopoty. Wyszedł do kawiarni, został aresztowany, wybuchł spory skandal. Pojawiał się także wątek finansowy – „Telegraf informował, że zawodnik oczekiwał trzyletniej umowy, która miała opiewać na łączną kwotę 2,6 mln euro. Zvezdę na to stać, w końcu jej sponsorem jest “Gazprom”, ale nie oznacza to, że takie kwoty gwarantuje z miejsca. W końcu głos zabrał Zvezdan Terzic, dyrektor klubu.

Przychodzili do nas znacznie więksi piłkarze, którzy pokazywali szacunek do klubu i chęć gry w nim. Nie widzieliśmy tego u Aleksandara. Nie pasuje do nas nie tylko pod względem finansowym, ale na wielu poziomach. Ze swoim podejściem nie odnalazłby się w szatni i na boisku. Chcemy tylko takich zawodników, którzy skupią się w stu procentach na wspólnym celu — atakował Prijovicia jeden z działaczy Crveny Zvezdy Belgrad.

Lato się kończyło, jednak Serb wciąż nie miał klubu. Przebąkiwano o MLS, pojawiła się nawet informacja o zainteresowaniu Rakowa Częstochowa, jednak w końcu padło na Australię. Napastnik podpisał kontrakt z Western United, absolutnym świeżakiem tamtejszej ligi. Zespołem, który powstał w 2018 roku, w którym swego czasu grał Filip Kurto i którego gwiazdą jest włoski weteran Alessandro Diamanti. W Melbourne zastąpił gościa, który w przeciwieństwie do niego chciał wrócić do domu. Najlepszego snajpera ostatnich lat: Besarta Berishę.

W Szwajcarii mawiamy, że podróżnika nie można powstrzymywać od podróży — mówił nam kiedyś Prijo i doskonale zobrazował swoje własne słowa.

Prijović: W Szwajcarii wciąż jestem kojarzony z kontrowersjami

Western United. Aleksandar Prijović gwiazdą w Australii

Druga minuta finału A-League, Melbourne City, mistrzowie sezonu zasadniczego, grają z sensacją: Western United. Piłka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego spada na głowę Prijovicia, odbija się jeszcze od obrońcy i wpada do siatki. Najszybszy gol w historii finałów stał się faktem. 26 minut później Prijo raz jeszcze odnajduje się w polu karnym. Początkowo bramkę zabiera mu decyzja asystenta sędziego, jednak VAR naprawia sprawę: 2:0 dla kopciuszka, Serb jest bohaterem meczu. Po końcowym gwizdku odbiera nie tylko złoty medal, ale i nagrodę dla MVP spotkania. W kluczowej fazie sezonu serbski napastnik był niezawodną bronią.

  • gol na wagę awansu do półfinału
  • bramki na 1:0 i 2:1 w drugim półfinale (do tego asysta na 3:1)
  • gol i wypracowana bramka w finale

Australijczycy nazwali go „big game man”. Nic dziwnego. – Gdy tutaj przyszedłem, mówiono mi, że finały to najważniejsza część sezonu i muszę być na to gotowy. Cóż, chyba się przygotowałem — stwierdził po meczu sam zainteresowany.

Aleksandar Prijović znów został królem. Może nie strzelców, ale ligi na pewno: żaden inny zawodnik w skali całego sezonu nie wypracował większej liczby bramek. Nie był tak efektowny jak Diamanti, włoski czarodziej, ale gdy ten wypadł z powodu kontuzji, wystarczyły konkrety od Serba, żeby Western United napisało historię.

Sezon regularny miał taki sobie, ale to był najlepszy piłkarz całych play-offów. Początkowo podchodzono do niego średnio-chłodno, nie było hejtu, za to potem kupił ich sobie na trzy lata do przodu. Obejrzałem chyba wszystkie ich mecze i wyróżniał się w każdym z nich, a to raczej „dziewiątka”, która nie angażuje się w rozegranie. W play-offach, gdy tylko dostawał piłkę, było groźnie — mówi nam Adam Kotleszka, ekspert od australijskiego futbolu.

Prijović dzięki show, jakie dał w finałach, zostawił w tyle bardziej znane nazwiska. Daniel Sturridge rozczarował na całej linii, podobnie Manuel Pucciarelli. Jack Rodwell, który grał w Premier League, były reprezentant Holandii Luciano Narsingh, gwiazda z Kostaryki: Marcos Urena — oni wszyscy okazali się przynajmniej ciut gorsi niż chłopak, którego parę lat wstecz Legia znalazła w drugiej lidze tureckiej. Z drugiej strony transfer Serba wcale nie był anonimowy w porównaniu z wymienionymi wyżej nazwiskami.

Sprzedawali go jako zawodnika, który strzelał w Lidze Mistrzów, witali kompilacją bramek z Legii Warszawa. To był trochę casus Michała Kopczyńskiego, który w tej Lidze Mistrzów miał jakiś epizod, ale był nawet kapitanem, więc w Australii przedstawiono go jako kapitana drużyny z tych rozgrywek.

W Australii rzecz jasna nawiązują także do podobieństwa Prijovicia do Zlatana Ibrahimovicia. Strzelający napastnik, który wygląda jak światowa supergwiazda: marketingowy strzał w dziesiątkę dla A-League. Ważnym aspektem jest też to, że Prijo pochodzi z Bałkanów, a mniejszości z tego regionu są w tym kraju sporą siłą. Skoro już gwiazda Aleksandara świeci już jasno, co czeka go w przyszłości?

 Jest wykonalne to, że przechwyci go bogatszy klub. Western United to nie jest hegemon, Sydney FC oddaje teraz swoją serbską gwiazdę, to inna pozycja, ale miejsce dla „DP” będzie wolne. Zważywszy na jego wiek raczej nie będzie już podbijał Europy. Może załapie się na MLS? – objaśnia nam Kotleszka. – W całej lidze znalazłbyś pewnie pięciu lepszych zawodników jeśli chodzi o walory techniczne. Bardzo fajnie wykorzystuje jednak swoją siłę: potrafi wygrać pojedynek z obrońcami, wstawić gdzieś nogę. Obrońcy w Australii nie są na świetnym poziomie, więc spokojnie strzela tam golę. Idealnie wpasował się do klubu, tam bardzo często sprawdzają się napastnicy, którzy są mocni. 

W „najgorszym” przypadku Prijović zostanie w Western United i powalczy o obronę tytułu. A także o niespodziankę w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Co prawda australijskie kluby nie należą do faworytów tych rozgrywek, ale przecież parę lat temu nikt nie spodziewał się, że Serb będzie o krok (konkretniej o poprzeczkę) od hattricka z Borussią Dortmund, grając dla kopciuszka z Warszawy. Prijo jest dziś stałym bywalcem takich salonów, więc znów może namieszać.

Ze swojej kariery i tak wycisnął już maksa.

WIĘCEJ O ALEKSANDARZE PRIJOVICIU:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Suche Info
18.08.2022

Van den Brom: Nie zaprezentowaliśmy się dobrze, ale liczy się dobry wynik

Lech dziś nie zachwycił, ale wygrał mecz z Dudelange 2:0 w ramach czwartej rundy eliminacji do Ligi Konferencji. Trener Kolejorza podzielił się swoimi spostrzeżeniami dotyczącego przebiegu spotkania podczas konferencji pomeczowej. John van den Brom powiedział: – To nie był łatwy mecz, nie zaprezentowaliśmy się dobrze, ale liczy się dobry wynik. Były już mecze, kiedy graliśmy lepiej, ale nie wygrywaliśmy. Mamy duże szanse na awans do Ligi Konferencji, jednak […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Komplet wyników czwartkowych spotkań el. do Ligi Konferencji i Ligi Europy

Za nami już wszystkie spotkania eliminacji Ligi Europy i Ligi Konferencji zaplanowane na czwartek. W pierwszych meczach czwartej rundy kwalifikacji nie doszło do wielkich niespodzianek. W większości przypadków faworyci stanęli na wysokości zadania, a kibice zobaczyli sporo bramek. Cieszą przede wszystkim zwycięstwa polskich drużyn. Eliminacje do Ligi Europy UEFA Na uwagę zasługuje remis Apollonu z Olympiakosem, który przed spotkaniem był zdecydowanym faworytem. Zawiódł natomiast belgijski Gent, który przegrał mecz z Omonią. […]
18.08.2022
Siatkówka
18.08.2022

Polska włączyła tryb „mistrzostwa” i rozgromiła Iran 3:0

Biorąc pod uwagę ostatnie potyczki Polski z Iranem, w Krakowie spodziewaliśmy się wyrównanego spotkania. Nawet takiego, które zakończy się po pięciu setach. I choć nasi siatkarze byli faworytami tego meczu, to dopisywanie im zwycięstwa w ciemno było co najmniej nierozsądne. Tymczasem historię ostatnich spotkań z Irańczykami dziś można było wyrzucić do kosza. Bo Polacy, przy chóralnym dopingu wypełnionej po brzegi krakowskiej Tauron Areny, zagrali znakomite zawody, a Bartosz Kurek, […]
18.08.2022
Weszło
18.08.2022

Wynik? Niezły. O reszcie lepiej zapomnijmy…

Lech Poznań spełnił swój obowiązek i pokonał mistrza Luksemburga – F91 Dudelange 2:0. Wygrał? No wygrał. Zadanie wykonane? Wykonane. Nie zmienia to jednak faktu, że oglądanie gry Kolejorza było dziś doświadczeniem bolesnym. Progresu, niestety, nie widać. Zanim jednak o meczu, słówko należy się kibicom. Po pierwsze – sympatycy poznańskiej ekipy, którzy niezbyt tłumnie zjawili się dziś przy Bułgarskiej mieli ogromne problemy z wejściem na stadion. Według […]
18.08.2022
Inne sporty
18.08.2022

ME w Monachium. Nowicki wyszarpał złoto, a Sułek srebro! Tylko Fajdka szkoda…

Miano pięciokrotnego mistrza świata stawia w roli faworyta na mistrzostwach Europy, ale nawet Paweł Fajdek ma prawo mieć gorszy dzień. Polak zakończył rywalizację w konkursie młociarzy poza podium. To była zła wiadomość – ale dobrą zapewnił Wojciech Nowicki, który sięgnął po złoty medal. Na koniec dnia srebro dołożyła jeszcze Adrianna Sułek, która nie tylko wygrała walkę z większością rywalek, ale i kontuzją! Mogliśmy mieć pewne wątpliwości, co do występów polskich biegaczy i biegaczek. Wiedzieliśmy, […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Manchester United chce sprowadzić Yannicka Carrasco

Manchester United zalicza kiepskie wejście w sezon, dlatego klubowi z Old Trafford nie brakuje motywacji, by pozyskać nowych zawodników. Tym razem Czerwone Diabły wyraziły zainteresowanie Yannickiem Carrasco. Belg był ważnym piłkarzem Atletico w ostatnich dwóch sezonach. Najlepiej prezentował się na lewym wahadle. Przede wszystkim imponował grą do przodu, często czarował dryblingami, natomiast to nie powinno dziwić, ponieważ w przeszłości 29-latek występował na skrzydle. W poprzednim sezonie ligi […]
18.08.2022
Siatkówka
18.08.2022

Polska włączyła tryb „mistrzostwa” i rozgromiła Iran 3:0

Biorąc pod uwagę ostatnie potyczki Polski z Iranem, w Krakowie spodziewaliśmy się wyrównanego spotkania. Nawet takiego, które zakończy się po pięciu setach. I choć nasi siatkarze byli faworytami tego meczu, to dopisywanie im zwycięstwa w ciemno było co najmniej nierozsądne. Tymczasem historię ostatnich spotkań z Irańczykami dziś można było wyrzucić do kosza. Bo Polacy, przy chóralnym dopingu wypełnionej po brzegi krakowskiej Tauron Areny, zagrali znakomite zawody, a Bartosz Kurek, […]
18.08.2022
Weszło
18.08.2022

Wynik? Niezły. O reszcie lepiej zapomnijmy…

Lech Poznań spełnił swój obowiązek i pokonał mistrza Luksemburga – F91 Dudelange 2:0. Wygrał? No wygrał. Zadanie wykonane? Wykonane. Nie zmienia to jednak faktu, że oglądanie gry Kolejorza było dziś doświadczeniem bolesnym. Progresu, niestety, nie widać. Zanim jednak o meczu, słówko należy się kibicom. Po pierwsze – sympatycy poznańskiej ekipy, którzy niezbyt tłumnie zjawili się dziś przy Bułgarskiej mieli ogromne problemy z wejściem na stadion. Według […]
18.08.2022
Inne sporty
18.08.2022

ME w Monachium. Nowicki wyszarpał złoto, a Sułek srebro! Tylko Fajdka szkoda…

Miano pięciokrotnego mistrza świata stawia w roli faworyta na mistrzostwach Europy, ale nawet Paweł Fajdek ma prawo mieć gorszy dzień. Polak zakończył rywalizację w konkursie młociarzy poza podium. To była zła wiadomość – ale dobrą zapewnił Wojciech Nowicki, który sięgnął po złoty medal. Na koniec dnia srebro dołożyła jeszcze Adrianna Sułek, która nie tylko wygrała walkę z większością rywalek, ale i kontuzją! Mogliśmy mieć pewne wątpliwości, co do występów polskich biegaczy i biegaczek. Wiedzieliśmy, […]
18.08.2022
Weszło
18.08.2022

Oni centrostrzałem, Raków Lopezem i Tudorem

To nie był typowy dzień w pucharowej robocie. Raków tym razem stracił gola. Po raz pierwszy w tegorocznych eliminacjach. Po raz drugi – biorąc pod uwagę mecz, bo jednostkowo: czwarty – jego bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki. Mimo to ekipa Marka Papszuna ugrała dobry wynik ze Slavią Praga. 2:1. Ale czy na tyle dobry, by nie mieć obaw przed rewanżem? No cóż – niekoniecznie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że „Medaliki” powinny wyciągnąć z tego […]
18.08.2022
Piłka nożna
18.08.2022

Trzy w jednym. Sosnowiec za chwilę będzie miał kompleks sportowy z prawdziwego zdarzenia

Zagłębie Sosnowiec swoją postawą na boisku w ostatnich latach chluby miastu nie przynosi, a do tego dochodziły takie akcje, jak ta ze zdejmowaniem już w 1. minucie meczu specjalnie wystawionego młodzieżowca, żeby zapunktować w Pro Junior System. Inaczej rzecz ma się w kwestiach infrastrukturalnych. W tym względzie intensywnie nadrabiane są braki, które – nie ma co ukrywać – były bardzo duże. Jeszcze kilka miesięcy i oddany do użytku zostanie Zagłębiowski Park Sportowy, który rozwiąże wiele […]
18.08.2022
Weszło
18.08.2022

Tajemnica chińskiej inwestycji w Slavię Praga

Chińczycy nie trzymają się mocno. Liżą rany. Liczą pieniądze. Tłuką się na politycznych szczytach. Knują plany mocarstwowych podbojów. Wciąż roją o globalnym prymacie i podsycają propagandowy przekaz o własnej potędze, ale sparzyli się na czeskim porcie, więc pekińsko-szanghajskie pieniądze już nie uzdrawiają i nie wzbogacają Slavii Praga, stanowiąc zaledwie kilka procent w przychodach tego nobliwego klubu, który w ostatnich latach urósł na czołową piłkarską siłę wschodniej części Europy.  Slavia Praga […]
18.08.2022
Liczba komentarzy: 22
Subscribe
Powiadom o
guest
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Patryk
Patryk
1 miesiąc temu

Dobry artykuł

PTNCHUJ
PTNCHUJ
1 miesiąc temu
Reply to  Szymon Janczyk

to teraz o powiazaniach zakolaka z Fryzjerem

Nicky
Nicky
1 miesiąc temu

Liczy się tylko TOP 5 reszta to ligi ogórkowe. Właściwie Mierzejewski też podbił świat.

Sodziks
Sodziks
1 miesiąc temu
Reply to  Nicky

Against Modern Football. Prijo wracaj na Ł3

Koala Lump z Ur
Koala Lump z Ur
1 miesiąc temu
Reply to  Nicky

I tylko topowe drużyny z lig TOP 5.
Dla kibiców sukcesu.

Maly Sukinsyn
Maly Sukinsyn
1 miesiąc temu
Reply to  Nicky

Liczy sie kazda druzyna, ktorej kibice przybywaja co tydzien na stadion. W kazdym 5tysiecznym miasteczku jest jakis klub, ktory dla garstki miejscowych jest tym najwazniejszym. Kibicowanie jakims barcelonom to popelina i pozerstwo.

qdlaty
qdlaty
1 miesiąc temu
Reply to  Maly Sukinsyn

Tak samo mozna powiedziec ze jezdzenie innym autem niz polskim to zdrada.
Każdy ma prawo wyboru. W dodatku mozna jednocześnie kibicowac polskiemu zespolowi i zagranicznemu

Maly Sukinsyn
Maly Sukinsyn
1 miesiąc temu
Reply to  qdlaty

Jakims dziwnym trafem gienki kibicuja zawsze klubom, ktore sa akurat na topie. O takich wlasnie kibicach sukcesu pisze. Jak od 30 lat kibicujesz jakiejs Fortunie Dusseldorf albo innej Sampodorii, to ciebie moj post nie dotyczy 😉

wiejskie ziemniaczki
wiejskie ziemniaczki
1 miesiąc temu
Reply to  Maly Sukinsyn

A to trzeba od razu kibicować? Nie można sobie po prostu oglądać meczów?

Jarek
Jarek
1 miesiąc temu

Ten artykul to o Prijoviciu czy o Legii?

Tytanowy Janusz
Tytanowy Janusz
1 miesiąc temu

Co by nie mówić długo nie będzie w Legii takiego duetu jak Nikolić i Prijović.
Tak dobrzy jak Żurawski z Frankowskim w Wiśle

lasalu
lasalu
1 miesiąc temu

Akurat Żuraw z Frankiem niespecjalnie się dogadywali na boisku. Już chyba nawet z Kuźbą lepiej się Maćkowi grało…

qdlaty
qdlaty
1 miesiąc temu

Sam Nikolic strzelil wiecej goli niz duo FŻ

generał Pinochet
generał Pinochet
1 miesiąc temu

„za moment odstawi filiżankę i wsiądzie do superszybkiego auta, podgłośni tradycyjną, serbską muzykę i zacznie kolejny dzień królewskiego życia, na które pracował przez ostatnie kilka lat.” – tak zazwyczaj wożą się pozerzy nie królowie.

janusz
janusz
1 miesiąc temu

Kto się wozi to się wozi.
Prijovic może.
Faktycznie na maksa wycisnął wszystko ze swojej kariery.
Troche rozbawia ten wtręt o Rakowie, ale ważne jest,że czasami klub musi lekko przybajerować.
Pokazac, że jesy aktywny, ma jakieś rozeznanie o zawodnikach do wyjęcia.
Ps
Takie rozeznanie ma Jaroslaw Kołakowski.
Do Arki ściąga tych dostępnych-Artura Siemaszkę, Fabiana Hiszpańskiego, Gordana Bunozę, Martina Dobrotkę, Harisa Memics, Pawła Sasina, Bartosza Rymaniaka, Janusza Gola, Leonida Otczenaszebkę, Piotra Zmorzyńskiego i innych ot, np.braci Wolsztyńskich…
Mozna?
Można.

Cal

Maly Sukinsyn
Maly Sukinsyn
1 miesiąc temu

Kiedys to byli kozacy w eklapie, a teraz mistrza Polski nie stac na Kownasia, ech…

JacekS
JacekS
1 miesiąc temu
Reply to  Maly Sukinsyn

Po co im Kownacki? On jest bardziej kruchy niz bombki na choince.Jego leczenie przewyzszyloby wartosc kontraktu.

John
John
1 miesiąc temu

Wszechświat podbija.
Podróżuje,zwiedza,coś strzela,i zarabia kokosy.

old fart
old fart
1 miesiąc temu

BOOM!

mechanikabg
mechanikabg
1 miesiąc temu

Czemu tylko Janczyk przykłada się do tekstów?

Stat
Stat
1 miesiąc temu
  • „W poprzednich rozgrywkach pierwszy raz w karierze złamał barierę 10 goli. Dokonanie tego wyczynu w 2. lidze tureckiej jednak międzynarodowej chwały nie przynosi”
  • „wydawać by się mogło, że kluczowe jest pozyskanie kogoś, kto gwarantuje dla zespołu -naście goli na sezon. Czy ktoś, kto dokonał tego raz, w trwającej już kilka lat karierze, może to zapewnić? Bazując na jego dotychczasowej karierze, jest to wątpliwe”
  • „Świat piłkarski obiega właśnie wypowiedź, jakoby gdyby „grał on jako napastnik w dominującym zespole, zamietliby ligę”. Jest to niewykluczone, ale istnieje ryzyko, że podobne słowa mogłyby dotyczyć Łukasza Gikiewicza i Eduardsa Visnjakovsa”
  • „Szwajcara ratuje instynkt strzelecki i umiejętność znalezienia się w polu karnym (albo i nawet bramkowym) celem dostawienia nogi. Problem jest jednak taki, że wypracowanie takich akcji nawet na poziomie ligi polskiej (nie wspominając o Europie) jest znacznie trudniejsze niż w niższych rozgrywkach w Turcji”
  • „nie jest on zawodnikiem zbyt dynamicznym. Nie dysponuje ani oszałamiającą szybkością, ani nawet przyspieszeniem. Z piłką sprawia wręcz wrażenie ślamazarnego, co powoduje, że przy próbach dryblingu musi bazować na grze ciałem”
  • „Mimo tego, że jest to, kolokwialnie mówiąc, „kawał chłopa”, przy jego tempie wykonywania ruchów nie jest ogromnym problemem pozbawić go piłki”
  • „Drugim jego kłopotem jest przeciętne czytanie gry. Rzadko przewidzi on zamiar partnera, który posyła zagranie na wolne pole, średnio antycypuje (przynajmniej w środkowych strefach), co się może za moment wydarzyć na boisku”
  • „Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja z grą w powietrzu. Otóż Prijović, człowiek mający 190 wzrostu, całkiem postawny, radzi sobie tam co najwyżej średnio. O ile technika jest znośna, ma duże problemy z naskokiem i wyczuciem odpowiedniego momentu, przez co znaczną część pojedynków główkowych przegrywa”
  • „Dodatkowo ma dziwną manierę, żeby wszystkie główki po piłkach z własnej połowy kierować za linię obrony. Tym samym nawet jak udało mu się strącić 30-metrową „lagę”, zagranie i tak wędrowało do nikogo”
  • „nawet jeśli jego technika jest poprawna, nie jest w stanie z niej korzystać, bo brakuje mu albo dynamiki albo właściwego wyczucia momentu. Czyni to z niego gracza co najwyżej przeciętnego w sytuacjach stykowych, kiedy trzeba zrobić z akcją coś więcej, niż tylko wykończyć”

Podsumowując, „Nie bez powodu czasy Inzaghiego, Hakana Sukura, Sukera czy Juskowiaka minęły. Przy obecnej grze tacy zawodnicy stracili rację bytu. Nie wspominając o tym, że Prijoviciowi do nich nadal daleko”. Wszystko powyżej, to nie są moje słowa. Taki dekalog wypunktowałem z analizy (prognozy?) jednego z obecnych pracowników ekstraklasowego klubu – zostało to dokonane w 2015 roku 😉 cóż, 3 tygodnie młodszy Visnakovs gra dziś w 3. lidze polskiej, podbijał Pogoń Siedlce czy łotewskie drużyny, a Prijovic zarabiał potężne pieniądze na przestrzeni ostatnich lat, reprezentował barwy Serbii i dobrze prezentował się w europejskich. No ale jak autor bezpiecznie zaznaczył – to co o Prijoviciu można było powiedzieć też o Łotyszu, rzeczywistość wykrystalizowała się „odrobinkę” inaczej, ale jakoś mnie to nie dziwi. Dlaczego? O tym pod koniec.

Autor powyższych słów pokusił się również o analizę/prognozę m.in. Gecova – dla mniej pamiętliwych, był to niewypał transferowy, który w przedziwnych okolicznościach skończył karierę w wieku 28 lat, będąc zresztą wówczas zawodnikiem Śląska Wrocław – transfer do tego klubu posłużył jako motyw napisania tamtejszego tekstu:

  • „Czechowi do solidności w działaniach defensywnych nieco brakuje. Mimo tego ma atuty, które powinny pozwolić mu na stanie się wiodącą postacią naszego reprezentanta w pucharach”
  • „jego dyspozycja z ostatniego sezonu rumuńskiej ekstraklasy pozwala wiązać z nim niemałe nadzieje. W Rapidzie Bukareszt radził sobie na tyle dobrze, że mimo spadku klubu z ligi, nie narzekał na brak propozycji. Jego nazwisko łączono z Lechem Poznań i kilkoma klubami czeskiej ekstraklasy”
  • „Bliżej mu do schodzącego głęboko rozgrywającego, który w miarę rozwoju akcji przesuwa się za nią, starając się zawsze zapewnić możliwość dostarczenia do niego futbolówki”
  • „jego ustawienie się pozwalało chociaż na pokonanie podaniem z defensywy pierwszej linii pressingu rywala, co przy kolejnym szybkim zagraniu stwarzało już szansę na stworzenie zagrożenia pod bramką. Tu Gecov również miał się czym pochwalić. W swojej drużynie był głównym dostawcą piłek kluczowych, zaś generalna skuteczność jego podań sięgała 89%, co jak na pozycję defensywnego pomocnika niegrającego bezpośrednio przed stoperami jest wynikiem oszałamiająco dobrym”
  • „Niezależnie od ostatecznego pomysłu trenera Pawłowskiego na jego wykorzystanie, wszystko wskazuje na to, że ten transfer z Rapidu Bukareszt okaże się znacznie większym sukcesem niż sprowadzenie Andrei Ciolacu”

Cóż, chłopak dysponował takim fenomenalnym podaniem (oraz nie był typową „6”, a bardziej głębiej ustawionym rozgrywającym) że dał temu upust poprzez zanotowanie 3 asyst w całej karierze (dla kontrastu, tylko w ubiegłym sezonie tak mocno hejtowany Golla, grając wyłącznie jako stoper zanotował 5 asyst w samej ESA i dorzucił kolejną w europejskich). No ale, ważne że skuteczność podań wynosi 89%, przecież ta wartość w przypadku „6”/”8″ z pewnością jest „wynikiem oszałamiająco dobrym” jak i obiektywnie istotnym – wcale znaczna część jego podań, to nie są podania martwe. Zresztą, w barwach Śląska było mu dane zagrać niespełna 2000min – udało mu się strzelić aż 1 gola, w meczu pucharowym z Podbeskidziem. Aczkolwiek w jednym autor miał rację – był to znacznie większy sukces, niż sprowadzenie chłopaka, który nie zagrał nawet 1 minuty. Tylko pytanie, czy to zasługa trafnej predykcji, czy „niemal każdy” byłby znacznie większym sukcesem, niż ktoś grający 0 minut? Niech na to odpowie sobie każdy, od laika, przez niedzielnego kibica i nowicjusza w sporcie, po osoby interesujące się bardziej piłką nożną.

Na zakończenie, zabawne dla kontrastu jest jedno ze stwierdzeń „Grozi to niewypałem podobnym do transferu Mouloungiego (o czym przestrzegaliśmy zawczasu tutaj)”. A w linku z „tutaj” możemy przeczytać „Jeśli każdy, od scoutów, analityków, trenerów, przez działaczy, po lekarzy, wykonał swoją pracę należycie, Śląsk ma zawodnika dużego formatu”wystarczy połączyć jedno z drugim i okaże się, że Gabończyk był niewypałem, ponieważ skauci/analitycy nie wykonali swojej pracy należycie, prawda? Fakty są jednak takie, że skrzydłowy/napastnik był w klubie za grosze, a przez 250min w lidze zanotował gola i 2 asysty Co więcej, jego asysta z Górnikiem Zabrze dała zwycięstwo, asysta z Pogonią również, a bramka z Lechem dała remis. 5pkt więcej dzięki jednemu zawodnikowi (250min w ESA) to „niewypał”? 😀 bardzo ciekawe, bo dzięki temu, ostatecznie Śląsk zajął trzecie miejsce, wyprzedzając Piast Gliwice raptem o 1 punkt. Obiektywnie każdy przyzna, że tak relatywnie niska inwestycja, która dała wielokrotnie więcej gotówki, możliwość gry w eliminacjach europejskich i wskoczenie na koniec sezonu na podium – to był może nie „strzał w dziesiątkę”, ale przynajmniej bardzo opłacalny ruch. No ale, innego zdanie jest pan, którego skuteczność prognozy nie przekracza nawet 30%.

Mój wpis jest na temat, ale połączyłem go z szerszym tłem – dla zainteresowanych, pokazuję jak (obecnie pracujący w ESA) ludzie postrzegają niektórych zawodników. Tzn. robią to błędnie i efekty tego widzimy na naszych boiskach. Ilu jest takich „Prijoviców” którzy nie trafili do naszej ligi, choć mogli, ale ktoś ich zupełnie nieumiejętnie zweryfikował? Ilu takich „Gecovów” można było uniknąć, gdyby faktycznie rzetelnie się przyłożyć do swojej pracy? Bądź na innej płaszczyźnie – gdyby osoby decyzyjne inwestowały mądrzej, niż zatrudniając w zdecydowanej większości w ramach wolontariatu i/lub po znajomości? No cóż, może zainwestowany czas, posiadane licencje i kontakty są ważne, ale przydają się inne cechy – taką najwidoczniej NIE JEST frustracja, którą autor wymienił na wstępie opisując samego siebie i powody istnienia portalu na którym zamieszczał owe informacje. Jak sam twierdzi, jest sfrustrowany i nienawidzi siebie, ale być może „rozpracowywał” twojego zawodnika – jeśli z takim skutkiem jak tych powyższych, to spoko 😉 jak widać, dla niektórych nie jest ważna skuteczność i to jak blisko jest się prawdy, niektórym wystarczy rozgłos i to on funkcjonuje jako miernik osiągnięcia sukcesu – pewnie dlatego polska piłka klubowa jest na takim poziomie. Można powiedzieć, że ESA i indywidualnie kluby mają sukces proporcjonalny do ambicji pracowników ogółem – nie tylko piłkarzy, na których (często słusznie) wiesza się psy. Mówi się o ESA? Mówi. Postrzega się ESA jako solidną markę pod kątem finansowym (względnie teoretycznie „słabszych lig”)? No postrzega. Analogiczny „sukces” właśnie odnosimy – nie świadczą o tym moje słowa, ale miejsce w którym znajdujemy się jako liga.