Świątek wygrywa 25. mecz z rzędu!

Kamil Gapiński

12 maja 2022, 16:08 • 3 min czytania

Świątek wygrywa 25. mecz z rzędu!

Gdy na początku spotkania z Wiktorią Azarenką Iga Świątek przegrywała już 0:3, przypomniała nam się piosenka Anny Jantar „Nic nie może przecież wiecznie trwać”. Polka w tym czasie dała się przełamać aż dwa razy, dlatego można było się obawiać, że po 24 wygranych z rzędu w końcu polegnie na korcie. Szczególnie, że jej rywalką nie była jakaś kwalifikantka grająca akurat życiowy tenis, tylko doświadczona lwica, która w przeszłości liderowała światowemu rankingowi łącznie przez 51 tygodni. Na szczęście Białorusinka nie miała sił, by „ryczeć” przez dłuższy czas. Iga ostatecznie pokonała ją 6:4, 6:1 i zameldowała się w ćwierćfinale turnieju w Rzymie.

Reklama

– To jedna z tych tenisistek starej gwardii, która pozostała na polu bitwy. Gorące nazwisko. Trzeba się z nim liczyć – tak opisał przed meczem Azarenkę Dawid Celt, mąż Agnieszki Radwańskiej i tenisowy ekspert C+.

Kolejne minuty pokazały, że nie był to komplement na wyrost. Azarenka rozpoczęła mecz z Igą niesamowicie zmobilizowana, a że Polce nie szło, szybko objęła wysokie prowadzenie.

Reklama

– W tym czasie miałam za mało energii. Cieszę się, że – mówiąc kolokwialnie – ogarnęłam się w połowie tego seta – podsumowała Świątek ten fragment spotkania w rozmowie z Klaudią Jans-Ignacik z C+. W trakcie udzielania wywiadu była rozluźniona i nie cierpiała tak bardzo, jak na początku meczu, kiedy brakowało jej na korcie powtarzalności i co za tym idzie ewidentnie czuła się na nim niekomfortowo. Wielkich sportowców definiuje jednak ich umiejętność powrotu do gry w niekorzystnej sytuacji. Iga zanotowała spektakularny – ze stanu 0:3 wyszła na 5:3. Azarenka jednak ani myślała się poddawać.

Rozjuszona zachowaniem jednego z kibiców – który kręcił się na trybunach za jej plecami, za co najzwyczajniej w świecie go… zwyzywała – broniła się bardzo dzielnie. Nie pozwoliła wygrać Idze ani jednego z czterech setboli i rozstrzygnęła gema na swoją korzyść! Wiktoria nie zdołała jednak pójść za ciosem. W efekcie Polka wygrała pierwszą partię po epickiej batalii, trwającej ponad 80 minut. Ostatnio przywykliśmy raczej do tego, że w takim czasie Iga zamyka spotkanie, a nie seta.

– Tak długiego seta nie grałam chyba od US Open i starcia z Belindą Bencić (6:7 – red.) – zastanawiała się po wszystkim nasza zawodniczka.

W drugiej odsłonie Azarenka nie przypominała już zdeterminowanej fighterki. Zamieniła się raczej w poirytowaną, starszą mistrzynię, która z każdym kolejnym gemem ustępuje pola najznakomitszej przedstawiciele młodego pokolenia. Był  to więc set bez historii, zakończony absolutną dominacją Igi, czyli tym, co w minionych tygodniach stało się już dla polskiego kibica normą.

Polka wygrała dziś 25 spotkanie z rzędu. Tym samym zrównała się z Sereną Willams, która tę znakomitą passę zanotowała w 2013 i 2014 roku. Teraz spróbuje dorównać… Azarence, mającej na swoim koncie przed dekadą 26 kolejnych zwycięstw. Żeby to zrobić, Iga musi pokonać w rzymskim ćwierćfinale Biancę Andreescu. To kolejna uzdolniona przedstawicielka nowej fali. To także mistrzyni wielkoszlemowa – jej łupem padł US Open w 2019 roku.

Od tego czasu nie wygrała jednak żadnej imprezy, ba, tylko raz – w Miami w 2021 roku – zameldowała się w finale. A w zeszłym sezonie w trzech z czterech turniejów wielkoszlemowych nie była w stanie awansować dalej niż do drugiej rundy.

W ustabilizowaniu formy na przestrzeni lat przeszkadzały jej problemy zdrowotne. Kanadyjka była w pewnym momencie kariery tak załamana, że rozważała nawet jej zakończenie. Na szczęście udało jej się pozbierać, a jutro stanie naprzeciwko światowej jedynki. W profesjonalnym tourze panie jeszcze nigdy ze sobą nie grały, z tym większą ciekawością zerkniemy, jak Iga poradzi sobie z kolejnym wyzwaniem.

Fot. Newspix.pl

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia

AbsurDB
5
Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia
Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
15
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama