Reklama

Chwała weteranom

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

29 marca 2022, 23:41 • 6 min czytania 22 komentarzy

Barażowy triumf Polski nad Szwecją miał wielu bohaterów. Chwalić można choćby postawę Sebastiana Szymańskiego czy Jakuba Modera. Chcielibyśmy jednak poświęcić też kilka akapitów tym, którzy przystępując do spotkania mieli zapewne z tyłu głowy świadomość, że kolejnej okazji do udziału w mistrzostwach świata mogą już zwyczajnie nie doczekać. A nawet jeśli, to nie jako zawodnicy podstawowego składu drużyny narodowej. W starciu ze Szwedami wielką klasę i waleczność pokazali weterani. Piłkarze, których często mieliśmy dość, którzy dawali selekcjonerom coraz więcej powodów, by intensywnie szukać dla nich następców. Dzisiaj byli jednak naprawdę wielcy.

Chwała weteranom

Szczęsny wartością dodaną

Zacznijmy od bramki. Zastanawialiśmy się przed meczem, czy Wojciech Szczęsny (w kadrze od 2009 roku, 63 występy) wreszcie rozegra w narodowych barwach taki mecz, gdzie byłby wartością dodaną dla zespołu w rywalizacji o najwyższą stawkę. Czy odpędzi od siebie demony, które towarzyszyły mu na ogół podczas wielkich imprez. Wszyscy pamiętamy jego kosztowne, katastrofalne pomyłki czy to na mistrzostwach Europy w 2012 i 2021 roku, czy to na mundialu w Rosji. I trzeba powiedzieć, że Szczęsny tym razem w pełni stanął na wysokości zadania. Nie tylko emanował pewnością siebie, nie tylko gwarantował solidność na przedpolu, nie tylko z łatwością radził sobie z uderzeniami z dystansu. Przede wszystkim potrafił wznieść się na wyżyny w sytuacjach naprawdę trudnych.

Jego doskonała interwencja po uderzeniu Emila Forsberga w pierwszej połowie pozwoliła biało-czerwonym utrzymać bezbramkowy rezultat. Nawet nie chcemy się zastanawiać, jak potoczyłby się ten mecz, gdyby 32-latek nie wybronił tego strzału, a zadanie miał, jako się rzekło, bardzo wymagające. Zresztą po przerwie również doskonale się spisał, po raz kolejny blokując drogę do siatki piłce uderzonej przez gracza RB Lipsk. Tym razem uchronił nas przed utratą bramki wyrównującej.

Co tu dużo mówić – to był Szczęsny w tej wersji, jaka pozwoliła mu zastąpić samego Gianluigiego Buffona w bramce Juventusu. Gra defensywna polskiej kadry pozostawiała trochę do życzenia i po prostu cholernie potrzebowaliśmy w tych okolicznościach golkipera, który da coś ekstra. Szczęsny dał.

Reklama

Heroizm Glika

W defensywie jak zawsze szefował Kamil Glik (w kadrze od 2010 roku, 92 występy). Serce w nas na chwilę zamarło, gdy na samym początku spotkania 34-letni stoper zamłynkował palcami, jak gdyby sygnalizując zmianę. Ostatecznie na boisku pozostał – nie na chwilę, nie do końca pierwszej połowy, ale do ostatniego gwizdka sędziego. Można było zauważyć, że Kamil cierpi, że nie gra na sto procent możliwości, że jest jeszcze mniej dynamiczny niż zazwyczaj. Ale chwilami chyba on sam zapominał o własnym bólu, demolując przeciwników w bezpośredniej starciach, jeżdżąc po murawie na wślizgu i zagrzewając kolegów do walki. Tylko on jeden wie, jak wiele kosztowało go dokończenie dzisiejszego spotkania. Tak od strony fizycznej, jak i mentalnej. – Doznałem kontuzji w pierwszej minucie, przy pierwszym kontakcie z piłką. Nie wiem, czy zagram jeszcze w tym sezonie. Ale dla mnie liczył się tylko ten mecz – powiedział obrońca.

Lider. Jednym z najpiękniejszych obrazków tego meczu była scena, gdy Glik po kolejnej skutecznej interwencji stuknął się klatką piersiową z Janem Bednarkiem. Niby zwykłe wybicie piłki na rzut rożny, a panowie świętowali, jak gdyby właśnie wypracowali gola na wagę mistrzostwa świata.

To się nazywa team spirit. To jest największa wartość, jaką do tej drużyny wnosi Glik.

Wielki moment Krychowiaka

Dopiero po przerwie na boisku pojawił się Grzegorz Krychowiak (w kadrze od 2008 roku, 88 występów). A pewnie przyszłoby mu zaczekać na szansę jeszcze dłużej, gdyby nie odpał Jacka Góralskiego, zmuszający selekcjonera do dokonania szybkiej podmianki w środku pola. Co tu kryć, nie byliśmy tą zmianą szczególnie podekscytowani. „Krycha” w ostatnich latach na ogół rozczarowywał w narodowych barwach, nie wyszedł mu ostatni mecz ze Szkocją. Przepełniały nas zatem złe przeczucia. Tymczasem 32-letni pomocnik nie tylko świetnie spisał się w destrukcji, ale i wywalczył rzut karny, który odmienił przebieg spotkania.

Ach, te słynne cwaniackie zastawki Krychowiaka pod faul. Ileż razy kibice reprezentacji Polski zgrzytali zębami ze zniecierpliwienia, gdy Grzesiek wymuszał bezwartościowe rzuty wolne w środkowej strefie, zamiast przyspieszyć grę? Tym razem spryt gracza AEK-u Ateny otworzył nam furtkę do mistrzostw świata.

Reklama

Jasne, jeśli chodzi o kreację, to za dużo się „Krycha” po przerwie nie nagrał. Według statystyk portalu SofaScore wykonał zaledwie cztery celne podania przy siedmiu próbach. Ale jako walczak uprzykrzający oponentom życie w środkowej strefie boiska sprawdził się doskonale, był gotów walczyć o każdy centymetr murawy. No i, powtórzmy, dał konkret w postaci rzutu karnego. Konkret na wagę mundialu. Bo przecież w pierwszej połowie ten mecz wcale nie układał się idealnie po naszej myśli, na początku drugiej odsłony też nie tłamsiliśmy Szwedów. Drużyna potrzebowała właśnie takiego mocnego impulsu.

No i Krychowiak ten impuls dał.

Lewandowski – wojownik

Last but not least, jak mawiają Anglicy. Robert Lewandowski (w kadrze od 2008 roku, 128 występów), czyli kapitan pełną gębą. Kiedy trzeba było trafić do siatki z jedenastu metrów, zrobił to, co do niego należało. A przecież niejednemu gigantowi futbolu w podobnych okolicznościach miękły kolana, a piłka po jego strzale lądowała w malinach. No ale „Lewego” nie bez kozery porównuje się do maszyny, cyborga. On jest po prostu ulepiony z innej gliny.

Presja go dodatkowo napędza, a nie deprymuje.

Jednak Lewandowski w starciu ze Szwedami to nie tylko otwierające trafienie z rzutu karnego. To przede wszystkim gigantyczna praca wykonana w grze bez piłki, szalona harówka w pressingu, mnóstwo bezpardonowych starć z obrońcami. 34-latek cztery razy był faulowany przez oponentów, czterokrotnie sam ich faulował. Stoczył jedenaście pojedynków powietrznych, z których wygrał cztery. Do tego jedenaście pojedynków standardowych. Na pewno nie miał przy nodze piłki tak często, jak by sobie tego życzył, ale zupełnie nie było po nim widać oznak frustracji. Tylko pełne skupienie na swoich taktycznych obowiązkach. Co jest szczególnie cenne – mówimy o urodzonym łowcy bramek, o najlepszym piłkarzu świata, o gwiazdorze. Gracze takiego kalibru mają prawo do kaprysów, lubią kiedy gra jest poukładana pod nich. Tymczasem „Lewy” dzisiaj nie grymasił, tylko zakasał rękawy i po prostu przez 90 minut ciężko zapieprzał.

***

Oczywiście kurz po zwycięstwie za kilka dni opadnie i wkrótce znów zaczniemy się zastanawiać, czy Glik występujący na co dzień w drugiej lidze włoskiej nie potrzebuje alternatywy. Znów zaczniemy analizować formę Szczęsnego w Juventusie i martwić się o dyspozycję Krychowiaka. Dzisiaj jednak chylimy czoła przed weteranami. Wzięli na swoje barki odpowiedzialność i poprowadzili reprezentację Polski do udziału w kolejnej wielkiej imprezie z rzędu.

Szacun, panowie.

CZYTAJ WIĘCEJ O ZWYCIĘSTWIE POLSKI ZE SZWECJĄ:

fot. Newspix/FotoPyk

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Niemcy

Kompany w Bayernie? Hoeness: Po co, skoro mam De Ligta i Diera?

Antoni Figlewicz
1
Kompany w Bayernie? Hoeness: Po co, skoro mam De Ligta i Diera?

Komentarze

22 komentarzy

Loading...