Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W Hiszpanii przestał strzelać, ale i tak zaraz odejdzie za fortunę

Paweł Ożóg

Autor:Paweł Ożóg

28 marca 2022, 13:58 • 6 min czytania 10 komentarzy

Alexander Isak to piłkarz zagadka, którego fenomenu nie jest w stanie pojąć każdy, bo Szwed niekiedy usilnie próbuje zamieść go pod dywan. Choć w tym sezonie zawodzi, kluby Premier League ostrzą sobie zęby, żeby wyłożyć za niego grubo ponad 60 milionów euro. Brakuje goli, asyst i kropek nad “i”, które pozwoliłyby Realowi Sociedad dźwignąć się na kolejny poziom. W takim razie co jest grane? Skąd duże zainteresowanie? W Anglii żyją w jakiejś bańce informacyjnej?

W Hiszpanii przestał strzelać, ale i tak zaraz odejdzie za fortunę

Od gościa, który był ważną postacią reprezentacji Szwecji podczas ostatnich mistrzostw Europy i napadziora, który w poprzednim sezonie zakręcił się w okolicach dwudziestu bramek w samej lidze, należy wymagać dużo. Szczególnie gdy mowa o młodym zawodniku w świecie mani rozwoju i przekraczania kolejnych granic. Rozbudziłeś nadzieję? To je zweryfikujemy.

I właśnie w tym momencie pojawiają się strome schody. Rozpieszczanie kibiców z San Sebastian się ewidentnie skończyło. Wciąż pokładane są w nim olbrzymie nadzieje, ale cztery bramki w dwudziestu czterech meczach ligowych to przyzwoity dorobek dla środkowego pomocnika. Dla napastnika to ujma na honorze, oznaka wielkiego niepowodzenia i kryzysu.

Alexander Isak. Nie pierwszy kryzys

Losy Szweda w Hiszpanii układają się różnie. Miał już wiele wzlotów i upadków. Na początku 2020 imponował formą. Strzelił osiem bramek w osiemnaście dni, wyrzucając przy tym Real Madryt za burtę Pucharu Króla i przypominając o sobie Borussii Dortmund, która latem oddała go lekką ręką.

Później przyhamowała go przerwa w rozgrywkach spowodowana pandemią. Długo dochodził do siebie. Szukano wytłumaczenia, dlaczego nie błyszczy, skoro kilka miesięcy wcześniej tak pięknie żarło. Stwierdzono, że nie czuł się pewnie, zważywszy na konkurencję w zespole. Z tego względu podjęto decyzję o pozbyciu się Williana Jose, który i tak od dawna siedział na walizkach i szukał drogi ucieczki.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

I znów nastąpił wielki wystrzał formy. W pierwszych dwóch miesiącach 2021 trafiał w sześciu meczach z rzędu i zdobył wówczas aż dziewięć bramek. Mocno podreperował swój dorobek bramkowy, który do tego momentu był dość mizerny. Jednak później znów nie było tak kolorowo, jak oczekiwano. Przewidywano, że się jeszcze napędzi, ale zatrzymał się na trzecim, może czwartym biegu. Globalnie nie wypadł źle. Siedemnaście trafień w sezonie ligowym daje dobre perspektywy na kolejne rozgrywki.

W swoim najlepszym okresie imponował skutecznością i spokojem pod bramką. Pojawiały się teksty o zamiłowaniu Szweda do stoicyzmu, które sprawia, że w jego przypadku dobrze funkcjonuje połączenie na linii głowa-nogi. Cytowano jego wypowiedzi odnoszące się do nurtów filozoficznych. Wręcz trochę zachłyśnięto się młodym Szwedem, który pracował na miano człowieka renesansu. Wówczas powtarzał, że stara się nie skupiać na tym, gdzie stoi bramkarz i nie analizować zbytnio ustawienia obrony. Dopóki wszystko działało i piłka wpadała do sieci, wielu było wpatrzonych w niego jak w obrazek. Teraz to podejście nie funkcjonuje. A może wypadałoby jednak zaktualizować swoje myślenie?

To samo można powiedzieć w kwestii stawiania sobie celów. Napastnik Realu Sociedad podkreślał, że nie wyznacza sobie żadnych minimów, nie myśli nawet o tym. Aż dziw bierze, że snajper jest skłonny do wypowiadania takich słów. Ta pozycja na boisku kojarzy się z maszynami do strzelania i programowaniem głowy na bicie kolejnych rekordów. Czystą i wrodzoną pazernością na gole, która bywa mieczem obosiecznym. A tu spokój, równowaga, dla niektórych zahaczająca o obojętność.

Nie da się odciąć od zestawiania piłkarzy. Ludzie lubią analizować w ten sposób. Z perspektywy czasu porównania Alexandra Isaka do Zlatana Ibrahimovicia są zupełnie nietrafione. Zamiast skandalami i odważnymi wypowiedziami młodszy piłkarz wyróżnia się dojrzałością. Zdecydowanie ponad swój wiek. Cechą wspólną jest to, że pochodzi z rodziny, która wyemigrowała do Szwecji, ale na tym na dobrą sprawę kończą się porównania. Pomimo skrajności obaj mają rzesze wielbicieli.

Chętnych nie brakuje

Latem przedłużono z Alexandrem Isakiem kontrakt do 2026 roku. Podniesiono klauzulę odstępnego z 70 do 90 milionów euro. Przy okazji pozbyto się zapisu o możliwości odkupienia go przez Borussię Dortmund za 30 baniek. To był główny cel. W Kraju Basków bali się, że mogą za dość małe pieniądze stracić szansę na interes życia. Szwed specjalnie nie przejął się nowym zapisem w umowie. Dostał zapewnienie, że jeśli klub na koniec sezonu 21/22 otrzyma wysoką ofertę (nawet niższą od klauzuli odejścia), to nie będą mu robić pod górkę. Wszystko w myśl wzajemnych korzyści i zaufania.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W tym momencie większość ceny Szweda to potencjał. Momentami ma wiele wspólnego z podwórkowym graczem. Weźmie piłkę, minie obrońcę, przebiegnie ileś metrów i huknie. To nie znaczy, że jest egoistą, bo partnerów też potrafi odszukać, ale świetny jest w bezpośredniej grze, która może momentami przypominać zabawę na konsoli. Zwłaszcza podczas ostatnich mistrzostw Europy przeciwnicy mogli się przekonać, że gra przeciwko niemu to nie przelewki. Chudy, ale silny. Wysoki, ale szybki. Do tego zwrotny. Przy jego wzroście (192cm) wielu napastników to siermiężne kloce. Zanim obrócą się z piłką, można trzy razy zawrócić rzeki bieg, ale Isak taki nie jest.

Pomimo wielu zalet, które niewątpliwie posiada, od napastnika, który przymierza się do dużego transferu, trzeba wymagać bramek i rozwoju. I to jest w tym momencie jego kulą u nogi. Można się zagłębić nieco mocniej w ujęcie liczbowe. Statystyka liczby strzałów na mecz tylko nieznacznie spadła, ale pozostałe są na zbliżonym poziomie względem sezonu 20/21. W takim razie, co się stało, że ma tylko cztery gole w lidze, gdy w poprzednich rozgrywkach miał ich aż siedemnaście?

Idąc dalej, można dostrzec, że liczba strzałów celnych (na mecz) jest na podobnym poziomie, czyli można to sprowadzić do nieskuteczności lub znajdowania się w gorszych sytuacjach. To może sugerować xG, które jest tylko nieznacznie wyższe niż jego dorobek bramkowy, ale wciąż jest na bardzo niskim poziomie (ok. 6). Wychodzi na to, że dochodzi do mniejszej liczby dobrych sytuacji. Nie jest to wyłącznie jego wina, ale też ma na to spory wpływ.

Problem jest bardziej złożony

Jego zespół często zachowuje czyste konta, ale ma problemy ze zdobywaniem bramek. Nie jest to kwestia ostatnich tygodni, ale powoli staje się to chorobą przewlekłą, która odbija się na trwającym sezonie. W poprzednich rozgrywkach Real Sociedad po 29. kolejce miał 45 bramek. W tym tylko 29, co pokazuje, że coś się ewidentnie zepsuło i trzeba temu przeciwdziałać.

Do pewnego stopnia za to odpowiada Isak, ale nie można zapominać o odpowiedzialności zbiorowej. Wystarczy spojrzeć na dorobek goli i asyst pozostałych piłkarzy zespołu Imanola Alguacila. Ofensywni gracze Realu Sociedad, którzy mają minimum 1000 minut w lidze:

  • M. Oyarzabal – 9 goli i 3 asysty,
  • A. Isak – 4 gole i 2 asysty,
  • A. Sorloth – 1 gol,
  • A. Januzaj – 2 gole,
  • Portu – 2 asysty,
  • D. Silva – 1 gol i 2 asysty (teraz często gra niżej).

Gdyby ukryć nazwiska piłkarzy i wstawić tam tylko symbole można dojść do wniosku, że mowa o zespole, który urządza taniec na granicy strefy spadkowej. A już z pewnością nie walczy o europejskie puchary. Kontuzje, ale i skrajna nieskuteczność zestawu ofensywnego. Zjazd wielu zawodników jest aż nadto widoczny. Co więcej, teraz dojdzie jeszcze problem w postaci długiej absencji Mikela Oyarzabala.

W takim otoczeniu ciężko o przyzwoity dorobek strzelecki. Nie wszystko układa się po myśli zawodnika i pewnie w tym upatrują szansy inne kluby. Widzą w nim tańszą alternatywę dla Erlinga Haalanda. Pewnie zadają sobie pytanie, co by się stało, gdyby otoczyć go lepszymi zawodnikami, w lepszej dyspozycji. Prognozy zapewne są więcej niż obiecujące.

W swojej ojczyźnie jest zagłaskany, a w San Sebastian starają się nic złego na jego temat nie mówić, by cena nie spadła. Mimo wszystko nie da się wszystkiego przewidzieć. Trzeba brać na to poprawkę. Czynnik ludzki bywa zawodny i nie ma idealnej symulacji. Podejmowanie ryzyka jest wpisane w ten sport i należy się z nim liczyć. Czy Isak ma duży potencjał? Oczywiście. Czy jest w stanie wykręcać poważne liczby? Zdecydowanie. Czy odnajdzie się w lepszym zespole? Przekonamy się!

WIĘCEJ O LIDZE HISZPAŃSKIEJ:

Fot. Newspix.pl

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Komentarze

10 komentarzy

Loading...