Reklama

„Apartheid dzielił ludzi, żeby łatwiej nimi rządzić”. Odseparował też RPA od świata sportu

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

07 marca 2022, 13:51 • 10 min czytania 45 komentarzy

– Południowoafrykański paszport był wilczym biletem. Żadna zagraniczna drużyna nie mogła podpisać z nami kontraktu, bo oznaczałoby to złamanie międzynarodowych sankcji przeciwko apartheidowskiemu rządowi. Niektórzy z naszych piłkarzy wynajdywali zagranicznych przodków i ubiegali się o obce paszporty. Mając je, mogli podpisywać zagraniczne kontrakty. Graliśmy między sobą, nie bardzo wiedząc, jak wypadlibyśmy w konkurencji z innymi. Zresztą tych innych nie mogliśmy nawet oglądać. Telewizja pojawiła się w RPA dopiero w 1976 roku – opowiadał Neil Tovey, były reprezentant RPA w piłce nożnej. Przez lata sportowcy z Republiki Południowej Afryki znajdowali się na aucie światowego sportu. Powodem był apartheid, którego sport nie mógł i nie chciał zaakceptować.

„Apartheid dzielił ludzi, żeby łatwiej nimi rządzić”. Odseparował też RPA od świata sportu

*

W 1996 roku Puchar Narodów Afryki rozgrywał się w RPA na czterech stadionach – w Johannesburgu, Bloemfontein, Durbanie i Port Elizabeth. Reprezentacji gospodarzy szło bardzo dobrze – najpierw wygrali swoją grupę, potem w ćwierćfinale odprawili Algierię, a następnie Ghanę. W finale czekała już Tunezja, prowadzona zresztą przez naszego szkoleniowca – Henryka Kasperczaka.

80 tysięcy ludzi przyszło na stadion, by poznać ostateczne rozstrzygnięcie. Wszyscy byli spragnieni nie tylko sukcesu, ale i po prostu rywalizacji z innymi krajami.

*

Reklama

– Wyobraźcie sobie zakażoną nogę. Żeby ratować pacjenta, trzeba było ją amputować, więc to zrobiliśmy. Ale nie ma się z czego cieszyć – mówił jeden z działaczy MKOL-u, kiedy w 1970 roku ostatecznie wykluczono RPA z organizacji. Niemniej już wcześniej RPA nie mogło jeździć na Igrzyska, po raz ostatni będąc uczestnikiem w 1960 roku. Podobnie decydowała FIFA, która w 1963 roku również zawiesiła reprezentację Bafana Bafana. Nie pomógł „nawet” pomysł, by o turniej w 1966 roku walczyła kadra złożona z białoskórych piłkarzy, a cztery lata później – ta z czarnoskórych. Z kolei w 1987 i 1991 roku wykluczano RPA z Pucharu Świata w rugby. A trzeba pamiętać, że tam jest to sport niezwykle popularny, ba – sport narodowy.

Buntował się i wykluczał między innymi też tenis stołowy (jako pierwszy), lekkoatletyka, tenis ziemny, szachy, golf. Powstał rejestr kontaktów sportowych z RPA, gdzie umieszczany był każdy zawodnik, trener, działacz czy wręcz ktokolwiek, kto w jakikolwiek sposób utrzymywał kontakty z tym krajem. Oczywiście nie po to, by zostać pochwalonym – był to po prostu rejestr wstydu i nikt normalny nie chciał się na nim znaleźć.

Mało kto chciał się zgodzić na apartheid w sporcie. W 1948 roku Partia Narodowa tę obrzydliwą ideologię, doktrynę, usystematyzowała pod postacią prawa. W efekcie zabronione były choćby małżeństwa, a potem wręcz już kontakty seksualne między białymi i osobami o odmiennej karnacji. Tyle że w przypadku złamania tej zasady, często to tych drugich spotykały większe kary. Przez kolor skóry dzielono wszystko, czarnoskórzy nie mogli chodzić do szkoły z białoskórymi, mieszkać w tych samych dzielnicach i tak dalej. Gdzie tylko można było dzielić, tam dzielono.

Najbardziej cierpieli oczywiście czarnoskórzy, bo na przykład Azjaci uzyskali status „Honorowej Rasy Białej”. Absurd i przede wszystkim obrzydlistwo.

Specjalne oddziały policji zaglądały ludziom przez okna – do tej wymagającej służby kierowano z pewnością tylko najlepszych stróżów prawa. Nie chcielibyście być w skórze mieszanych par przyłapanych na gorącym uczynku. Funkcjonariusze wyważali drzwi, wywlekali nieboraków z domu, bili ich i aresztowali. W każdym razie tak się obchodzono z czarnymi. Biali słyszeli od policjantów: „Okej, napiszemy, że był pan pijany, ale proszę tego więcej nie robić, dobrze? Do widzenia”. Tak było w przypadku białego mężczyzny i czarnej kobiety. Jeżeli przyłapano czarnego mężczyznę na seksie z białą kobietą, najczęściej stawiano mu zarzut gwałtu. (…) Władze mogły zabrać dzieci. Władze zabierały dzieci. Niewłaściwy kolor skóry w niewłaściwej dzielnicy – to wystarczyło, by dziecko trafiło do sierocińca, na zawsze odebrane rodzicom.(…) Geniusz apartheidu polegał na tym, że zwracał przeciwko sobie ludzi stanowiących ogromną większość społeczeństwa. Dzielił ludzi na grupy i podsycał wzajemną nienawiść, żeby łatwiej nimi rządzić – pisał Trevor Noah w książce Nielegalny. Moje dzieciństwo w RPA.

I dalej: – Za apartheidu, jeśli było się czarnym mężczyzną, pracowało się na farmie, w fabryce albo w kopalni. Jeśli było się kobietą, pracowało się w fabryce albo jako służąca. Inne możliwości w zasadzie nie istniały. Matka nie chciała pracować w fabryce, nie umiała gotować i nie zniosłaby tego, że jakaś biała dama mówi jej, co ma robić. Dlatego z właściwym sobie uporem wybrała drogę, której w ogóle dla niej nie przewidziano: zapisała się na kurs maszynopisania dla sekretarek. W tamtych czasach czarna kobieta ucząca się pisać na maszynie była jak niewidomy szkolący się na kierowcę: można ją było podziwiać za wytrwałość, lecz trudno było oczekiwać, że ktoś zechce ją zatrudnić. Zgodnie z obowiązującym prawem praca biurowa i stanowiska dla wykwalifikowanych robotników były zarezerwowane dla białej ludności. Ale moja mama była buntowniczką i, szczęśliwie, zbuntowała się we właściwym momencie. Na początku lat osiemdziesiątych rząd południowoafrykański, chcąc uciszyć międzynarodową krytykę okrucieństw i łamania praw człowieka w kraju apartheidu, przystąpił do nieśmiałych reform. Zaczęto między innymi symbolicznie obsadzać czarnymi pracownikami nisko płatne stanowiska biurowe. Na przykład posady maszynistek. Z pomocą agencji pośrednictwa matka dostała pracę jako sekretarka w ICI, międzynarodowym koncernie farmaceutycznym w Braamfontein, przedmieściu Johannesburga.

Reklama

*

Wspomniana decyzja MKOL-u, by wykluczyć RPA w 1970 roku, może nie była najważniejsza i kluczowa, by skończyć z apartheidem, ale miała swoje znaczenie.

Seweryn Dmowski mówił u nas ostatnio: – W jednym ze swoich tekstów cytowałem francuskiego profesora Pascala Boniface’a, który mówił o ogromnym znaczeniu sportu w polityce międzynarodowej. Zastrzegał jednak: futbol nie zaczyna i nie kończy wojen. Może jednak stworzyć okoliczności do zaognienia, albo do załagodzenia sporu.

No i tutaj sport „dał nadzieję”, bo tak wyrażał się o tej decyzji Nelson Mandela, symbol walki z apartheidem. W tamtym czasie system był bowiem wręcz w rozkwicie, władzom RPA udało się tłumić wszelki ruch oporu, wierzący w równość mogli czuć, że świat trochę już o nich zapomina.

Sam Mandela siedział już wtedy w więzieniu.

– Demokratyczne i sprawiedliwe społeczeństwo w którym wszyscy żyją w pokoju i mają równe szanse, to cel dla którego chce żyć i cel dla którego jestem gotowy umrzeć – mówił w trakcie trzygodzinnego przemówienia przy okazji mów końcowych. Niestety: pierwszy proces skazał go na pięć lat pozbawienia wolności, drugi – odrębny – na dożywocie.

Z biegiem lat więzienne warunki Mandeli się zmieniały, ale co do zasady – nie miał łatwo. Cele dwa metry na dwa. Praca w kopalni żwiru, a potem w kamieniołomie wapiennym, która uszkodziła mu wzrok. Wizyty bliskich ledwie raz na sześć miesięcy (spotkanie mogło potrwać maksymalnie 30 minut). Gdy w wypadku samochodowym zginął pierworodny syn Mandeli, nie miał on możliwości wzięcia udziału w pogrzebie. Przydzielono mu klasę D więźnia, a więc najniższą. Korespondencję, podobnie jak wizyty, mógł odbierać z półrocznym odstępem. Oczywiście listy były mocno cenzurowane.

Ale Mandela w wywiadzie dla CBS z 1990 roku mówił: – Więzienie pogłębiło nasze przekonania. Dało nam też możliwość do przemyślenia problemów i błędów, które popełnialiśmy, gdy byliśmy na wolności.

Fakt, że nie szukał zemsty po opuszczeniu murów, będzie ważny dla upadku apartheidu.

*

W 1968 roku apartheid „zaliczono” do zbrodni przeciwko ludzkości. Pięć lat później ONZ uchwaliło Międzynarodową Konwencję o Przeciwdziałaniu i Karaniu Zbrodni Apartheidu. 13 lat potem pod wpływem nacisków i protestów, USA i Wielka Brytania nałożyły na RPA sankcje ekonomiczne – a był to dla nich ważny partner, zarówno w kontekście surowców, jak i położenia geograficznego (to w końcu czasy zimnej wojny).

Ze względu na zewnętrzne ruchy, ale też oczywiście wewnętrzne, apartheid zaczął się chylić ku upadkowi. Pod koniec lat 80. władze w państwie przejął Frederik Willem de Klerk. Głośno mówił o tym, że obecny system po prostu nie ma racji bytu: – Nie robimy tego ze względu na sankcje. Robimy to dlatego, bo uważamy to za słuszne.

De Klerk odwołał stan wyjątkowy w kraju, wypuszczał więźniów politycznych (w tym Nelsona Mandelę). W 1994 roku odbyły się wybory w RPA, pierwsze powszechne. Wygrał je naturalnie Mandela, który szukał dialogu, a nie wspomnianej zemsty po odzyskaniu wolności.

– To były niezwykłe czasy. Po upadku apartheidu zapanowała euforia, która udzieliła się wszystkim. Nie, żeby wszyscy byli zachwyceni, że apartheid upadł. Byli szczęśliwi, bo przepowiadano, że po jego upadku w kraju wybuchnie wojna domowa. Nie tylko nie doszło do tragedii, ale ludzie, szczerze, próbowali się ze sobą pojednać, do czego przekonywał Mandela. Sam dał przykład, wyrzekając się zemsty za 27 lat więzienia. To udzieliło się także nam, sportowcom – wspominał Neil Tovey.

Obawiano się, że człowiek, który siedział w więzieniu przez 27 lat i nie był traktowany najlepiej jako więzień, wyjdzie nieco zirytowany. Kiedy coś powie, naród to zrobi. Gdyby wyszedł i powiedział „słuchajcie, tak nie może być, przejmujemy ten kraj siłą”, doszłoby do wojny domowej. Ale on wyszedł i niczego takiego nie powiedział. Konserwatyści mówili „czekamy na to”. Ale to nigdy się nie zdarzyło – mówił z kolei Francois Pienaar, kapitan reprezentacji RPA w rugby.

No i właśnie: po upadku apartheidu RPA mogło wrócić do świata sportu.

*

W 1995 roku Republika Południowej Afryki zorganizowała Puchar Świata w rugby. George Gregan, który na tamtym turnieju reprezentował Australię, mówił: – W 1992 roku znów przyjęto ich do rugby. Myślę, że dla nich to była szansa, żeby pokazać, jak długą drogę przeszli w tak krótkim czasie. A z prezydentem Mandelą to była okazja, by pokazać światu, że Republika Południowej Afryki zmieniła się na dobre. Może nie byli podenerwowani, ale podekscytowani, że mogą zaprezentować swój kraj.

RPA wygrało wszystkie mecze w grupie, zostawiając w tyle właśnie Australię, Kanadę i Rumunię. W ćwierćfinale było mocniejsze niż Samoa Zachodnie, w półfinale od Francji, a w finale od Nowej Zelandii.

RPA się wtedy jednoczyło. Bez podziałów ze względu na kolor skóry chciało jednego – by ich reprezentacja odniosła sukces. – Wszyscy mieliśmy świadomość, że to zmieni nasze życie. I moje zmieniło na zawsze – mówił Balie Stewart, inny reprezentant RPA.

Obrazki, które przeszły do historii: białoskóry kapitan Pienaar z pucharem przyjmuje gratulacje od czarnoskórego prezydenta Mandeli.

*

Futbol RPA miał trudny powrót do domu. Wyizolowanej reprezentacji ciężko było postawić pierwsze kroki – drużyna nie zakwalifikowała się ani na mundial w 1994, ani na Puchar Narodów Afryki rozgrywany w tym samym roku. Z pomocą przyszła jednak… Kenia. No, może nie bezpośrednio, ani nawet intencjonalnie, natomiast to Kenia miała zorganizować PNA w 1996 roku. Nie podołała jednak organizacyjnie, przeciągała się budowa stadionów – jedna z teorii głosi, że prezydent Kenii sabotował te wysiłki, bowiem przewodniczący tamtejszej federacji piłkarskiej był jednocześnie liderem opozycji.

W każdym razie: RPA turniej ostatecznie przejęła, bo też była bardziej przygotowana po Pucharze Świata w rugby. Mandela rozumiał, że to kolejny moment i okazja, by jednoczyć społeczeństwo. Był częstym gościem u piłkarzy, motywował ich, opowiadał o historii reprezentacji rugby, która rok wcześniej uszczęśliwiła kibiców.

– Był wspaniały dla zawodników. Zawsze pytał o ich rodziny, starał się do nich zbliżyć. Czasami przyprowadzał do hotelu swoje wnuki. To wpływało na nas pozytywnie – mówił Clive Barker, selekcjoner reprezentacji w tamtym czasie.

Ponadto trzeba też wspomnieć, że RPA miało już wtedy kilku ciekawych piłkarzy. Tovey mówił: – Byliśmy naprawdę mocni. Lucas Radebe i Phil Masinga grali już w Leeds, Mark Williams w Wolverhampton. Mark Fish miał wkrótce podpisać kontrakt z Boltonem, a Shaun Bartlett z Charltonem. Byli jeszcze tacy gracze jak nasz bramkarz Andre Arendse, Eric Tinkler, „Doctor” Khumalo czy John „Shoes” Moshoeu.

I tak, 80 tysięcy osób na stadionie zobaczyło, jak RPA sięga po trofeum. Drużyna Henryka Kasperczaka, Tunezja, przegrała 0:2 – o zwycięstwie zdecydowały dwie bramki Marka Williamsa (który dość niespodziewanie wszedł na boisko dopiero z ławki).

Kolejne lata też były dla RPA całkiem udane, bo w 1998 i 2002 roku udało się pojechać na mundial we Francji, a w Pucharze Narodów Afryki najpierw był srebrny, a potem brązowy medal.

Dopiero następnie zaczął się zjazd tej kadry, o którym Tovey mówił: – Marnowaliśmy tamte sukcesy. Nasi piłkarscy działacze wprowadzili organizacyjny bałagan. Dzisiejsi piłkarze nie mają naszej motywacji do gry, naszej pasji i determinacji. Są zaślepionymi pieniędzmi minimalistami, a dodatkowo psują ich dziennikarze. Jeden czy drugi piłkarz zagra kilka dobrych meczów, strzeli kilka bramek, a żądne sensacji gazety zaraz ogłaszają go nowym Maradoną.

*

Sport więc, tak jak mówił Boniface, nie przesądził o tym, że apartheid upadł, ale z pewnością dołożył do tego swoją cegiełkę. Władze RPA musiały czuć, że ich kraj będzie izolowany, jeśli nie zmieni swojego postępowania. Dziś taką samą presję musi czuć Rosja.

CZYTAJ WIĘCEJ O WOJNIE NA UKRAINIE:

Fot. Newspix, źródła: rfbl.pl, klubjagiellonski.pl, Nielegalny. Moje dzieciństwo w RPA

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Komentarze

45 komentarzy

Loading...