Stephen Curry stał się liderem rewolucji. Zmienił koszykówkę. Rzut za trzy jest z nami od kilkudziesięciu lat, ale to dopiero Amerykanin – mimo że miał swoich poprzedników – pokazał, jak wartościową może być on bronią. Dzisiaj w nocy nastąpiła koronacja Stepha – żaden zawodnik w historii NBA nie trafił więcej trójek od niego.

Steph Curry, czyli lider rewolucji. Rekord NBA jest jego

To musiało w końcu nastąpić. Koszykarz Golden State Warriors wyprzedził Raya Allena w tabeli wszech czasów, który zakończył karierę mając na koncie 2973 trafionych rzutów za trzy. O tym, że wkrótce zostanie połknięty, wiedzieliśmy jednak już przed sezonem.

Po spotkaniu z Orlando Magic, 6 grudnia, Curry’emu do Allena brakowało 16 trójek. Zaczęto się wtedy zastanawiać, czy nie prześcignie go… w kolejnym meczu. Mimo tego, że przecież rekord NBA, jeśli chodzi o trójki w pojedynczym występie, wynosi 14. Ostatecznie tak zaszaleć mu się nie udało – przeciwko Portland Trail Blazers trafił zza łuku 6 razy. Czyli dalej potrzebował 10 trójek.

– Fakt, że ostatnio patrzyliśmy, czy nie trafi 16 razy za trzy w jednym meczu, pokazuje, jak niesamowity jest ten gość. Jeśli jest jeden koszykarz w historii NBA, który może trafić 16 trójek, to jest to Steph Curry – mówił potem LeBron James.

Misja trwała jednak dalej, nieuniknione wciąż się przeciągało. Kolejnym zespołem w kalendarzu Warriors, a więc też Curry’ego, była Philadelphia 76ers. Zespół na tyle mocny, że rozbicie go rzutami za trzy, stanowiło wyzwanie. Szczególnie że żadna ekipa nie chciała być tą, która przejdzie do historii. Jako bohater co najwyżej trzecioplanowy.

Curry’emu postanowili przeszkodzić Joel Embiid oraz Matisse Thybulle. Pierwszy pełnił rolę lidera, ale drugi wykonał większość roboty. Podczas meczu z Warriors zablokował rzut Stephena… dwa razy, co nie zdarzyło się nikomu nigdy wcześniej. Dał takie show w obronie, że dwukrotny MVP ligi trafił zza łuku zaledwie trzykrotnie. – To nie był sekret, że Curry idzie po rekord. Joel i ja gadaliśmy podczas rozgrzewki i on powiedział, że nie pozwolimy, aby go pobił na naszym parkiecie – opowiadał Australijczyk.

Rekord został raz jeszcze odłożony. Stephen mógł się z nim rozprawić w poniedziałek, kiedy mierzył się z Indiana Pacers, ale może dobrze, że tego nie zrobił. Bo gdzie najlepiej przejść do historii? W Madison Square Garden.

Rewolucja

To hala, na której mecze rozgrywają New York Knicks, ale która niejednokrotnie bardziej sprzyjała gościom. To tam sygnał, że wrócił do koszykówki na dobre, dał Michael Jordan, kiedy w 1995 roku zdobył 55 oczek. To tam w 2008 roku 50 punktów rzucał LeBron James, a rok później 61 punktów Kobe Bryant. To w Nowym Jorku najlepszą zdobycz w karierze (też 61) upolował James Harden.

Ale Madison Square Garden można uznać również za miejsce, w którym światu objawił się Steph Curry. Co prawda znaliśmy go wcześniej. Był synem Della Curry’ego, który raczej nie zrobi większej kariery. Potem był świetnym graczem na uczelni, który raczej nie trafi do NBA. Był też zawodnikiem NBA, który raczej nie zostanie gwiazdą. Pod koniec lutego 2013 roku stało się jednak jasne, że i w tym zdaniu należy wykreślić „nie”.

Możemy posłużyć się cyferkami. Curry zdobył wówczas 54 punkty, trafiając 11 z 13 rzutów za trzy. Miał też 6 zbiórek, 7 asyst oraz 3 przechwyty. Liczyły się jednak pojedyncze momenty oraz wrażenie, jakie po sobie pozostawił. – Nic nie dało się na niego zrobić – mówił brutalnie szczery Carmelo Anthony.

Pierwszą trójkę trafił w drugiej kwarcie. Niedługo potem dołożył następną. A tuż przed tym, kiedy zaliczył trzecią, zobaczyliśmy obrazek, który obecnie nie szokuje, ale wtedy był jakby z innego świata. Steph biegł w kontrze i mógł próbować wejść pod kosz, ale zatrzymał się przed trzypunktową linią. Wyskoczył, rzucił, trafił.

Trenerzy nazwaliby to złym zagraniem, a młodzi adepci koszykówki nieraz dostaliby za nie w łeb. Takich rzeczy się nie robi – nie rzucasz za trzy w kontrze, kiedy możesz zaatakować obręcz i zaliczyć łatwe punkty. Choć inaczej – nie robiło. Bo Stephen Curry zmienił to, jak patrzymy na koszykówkę.

Rzut za trzy wprowadzono do NBA w 1979 roku. Początkowo najbardziej przypadł do gustu Brianowi Taylorowi­­­­, który decydował się na niego średnio trzy razy w meczu (ze skutecznością 37.7%). Z czasem w najlepszej lidze świata pojawili się specjaliści od trójek, a potem nawet, nieliczne, gwiazdy, dla których próba zza łuku była najmocniejszą bronią w arsenale. Wymienić należało przede wszystkim Reggiego Millera oraz Raya Allena.

Na początku XXI wieku każda ekipa w NBA wiedziała, że musi rzucać za trzy. I mieć ludzi, którzy potrafią to robić. Nikt jednak wówczas nie powiedziałby, że zawodnik jak Steph Curry… w ogóle ma prawo istnieć. A nawet, jakby ktoś przewidział narodziny podobnego gracza, nie uwierzyłby, że odniesie wielki sukces. Bo przyjęło się, że to defensywą zdobywa się tytuły. Bo jak oznajmił swego czasu Charles Barkley – drużyna, która tylko rzuca, nie może wygrać mistrzostwa.

Steph Curry złamał te stereotypy. Kiedy jego Warriors weszli w 2015 roku na szczyt NBA, byli najlepiej rzucającym zespołem w lidze, który zdobywał też najwięcej punktów na mecz. I choć w obronie nie odstawali, wszyscy wiedzieli, co czyni ich wyjątkowymi. Fragmenty meczów, w których Curry stawał się do nie zatrzymania.

Curry był rewolucją, powodem, dla którego w NBA zaczęto z roku na rok coraz częściej rzucać za trzy, ale nie stanowił jedynego impulsu. Wtrąciła się też… matematyka, czy też bardziej analityczne podejście do koszykówki. W telegraficznym skrócie – jeśli trafienie 34 trójek z 100 oddanych daje lepszy rezultat niż trafienie 50 ze 100 rzutów za dwa, to czemu decydować się na to drugie? W oczach mądrych głów – należało ograniczyć przede wszystkim próby z tak zwanego półdystansu (kilka metrów od kosza), zastępując je trójkami, i właśnie w tym kierunku zaczęły iść zespoły nie tylko w najlepszej lidze świata, ale na całym świecie.

W obecnej NBA ponad 1/3 rzutów większości drużyn to rzuty za trzy (w ostatnim sezonie w tę statystykę nie wpisali się tylko San Antonio Spurs oraz Washington Wizards, ale i oni przekroczyli 30%). Istnieje też pełno graczy, którzy trafiają przynajmniej dwie trójki na mecz, bywają też tacy, którzy łamią barierę trzech, a nawet czterech. Steph Curry nie stworzył jednak modelu koszykarza, który zaczęto odwzorowywać. Są zawodnicy podobni, ale on był i jest wyjątkowy.

Ciekawie ujął to „The Wall Street Journal”: Steph wszedł na poziom Rogera Federera. Jest najpopularniejszym, najbardziej uwielbianym graczem na każdej sportowej arenie, na której się znajdzie. Bo kibice wiedzą, że mają zaszczyt go oglądać. Wiedzą, że spoglądają na zawodnika, którego wcześniej nie było i później nie będzie.

Wśród swoich

Stephowi zabraniano marzyć o NBA, bo był za mały i zbyt słaby fizycznie. Dlatego po zakończeniu edukacji w szkole średniej nie miał ofert z prestiżowych uczelni i znalazł się na peryferiach ligi akademickiej, czyli w Davidson. Fakty są jednak takie, że salony najlepszej ligi świata znał świetnie, zanim oficjalnie stał się ich częścią. Wszystko za sprawą ojca.

Rekordzista NBA urodził się w 1988 roku. W czasach, gdy większość dni przesypiał, budził się na spotkania taty, a kiedy te się kończyły, znowu zamykał oczy. Parę lat później Dell regularnie zabierał go na mecze. – Pamiętam jak przez mgłę, że byłem na meczu Hornets, kiedy miałem 3 czy 4 lata. Jako sześciolatek widziałem na żywo, jak Charlotte pokonali Boston w playoffach, a Alonzo Mourning trafił tamten rzut z linii osobistych. Mój ojciec wyrzucał wtedy piłkę z autu. Koszykówkę oglądałem zatem od zawsze – wspominał Stephen.

Syn Della robił się coraz starszy, ale jedno się nie zmieniało – wciąż bywał tam gdzie ojciec, czyli na meczach i treningach w NBA. W 1999 roku razem z Dellem oraz Rayem Allenem, kiedy obaj grali w Milwaukee Bucks, brał nawet udział w luźnych konkursach strzeleckich. Ta trójka tworzyła zespół i stawała na przeciwko innym zespołem, złożonym z graczów Bucks. Według George’a Karla, ówczesnego trenera drużyny z konferencji wschodniej – nie przegrywała nigdy.

Ray miał powiedzieć w tamtych czasach swojemu starszemu koledze z zespołu: człowieku, wiesz, kogo tu masz ze sobą? Dostrzegał wyjątkowy talent jedenastolatka, choć nie mógł przypuszczać, że za dziesięć lat będzie biegał z nim po jednym parkiecie. Ani że syn Della odbierze mu nieoficjalny tytuł najlepszego strzelca w historii NBA. A w 2021 roku także wyjątkowy rekord.

Raya Allena nie mogło zabraknąć wczoraj (czy też dziś, czasu polskiego) w Madison Square Garden. Tak samo jak Reggiego Millera, poprzedniego rekordzisty (do 2017 roku), a obecnie komentatora TNT. Obaj przed meczem uściskali się z 33-latkiem, którego kiedyś znali jako dzieciaka, szkraba panoszącego się po wielkich halach, biegającego za Dellem i jego kompanami z zespołów.

Cztery i pół minuty

Jeszcze w poniedziałek Steve Kerr, trener Warriors, żartował, że myśli, aby dać swojej gwieździe wolne. Ale tak naprawdę wiedział to, co wiedzieli wszyscy. Że podczas starcia z New York Knicks Curry wreszcie stanie się rekordzistą NBA. Brakowało mu w końcu tylko dwóch trójek. Kwestią było tylko, kiedy dokładnie wypuszczone przez niego piłki wpadną do kosza. Jak się okazało – już na samym początku spotkania, po upływie minuty i dziesięciu sekund, Steph zaliczył pierwszy rzut za trzy. A kolejny cztery i pół minuty po rozpoczęciu meczu. Zawodnicy, kibice, dziennikarze zgromadzeni w Madison Square Garden byli świadkami historii.

 

Ostatecznie Curry ukąsił Knicks na pięć trójek, a Warriors wygrali 105:96. Potem przyszła pora na dalszą celebrację wydarzenia. Koszykarz pozował do zdjęć z Allenem i Millerem, prezentując koszulkę z cyframi „2974”. Bo tyle miał na koncie, kiedy wyprzedził poprzedniego rekordzistę. Bardziej pasowałoby „2977”, bo tyle ma obecnie, choć oczywiście specjalny uniform Warriors trzeba było przygotować wcześniej. Zresztą i tak za parę tygodni rozgrywający przebiję barierę trzech tysięcy.

Rekord śrubować będzie przez wiele sezonów. Curry w karierze rozegrał 798 meczów, o ponad 502 mniej od Allena, który karierę zakończył jako czterdziestolatek. Zresztą – o ile pomiędzy tymi zawodnikami pojawiają się porównania, mówimy o innym świecie. W 2013 roku Stephen zapisał się w historii NBA jako koszykarz, który trafił najwięcej trójek podczas jednych rozgrywek. Zaliczył ich 272. Rok później poprawił ten wynik, notując 286. Aż wreszcie – w sezonie 2015/2016 załadował 402 rzuty za trzy. – On jest na innym poziomie, który stworzył dla samego siebie – mówił Allen.

https://twitter.com/KingJames/status/1470920632250638342

Richard Williams wychowywał swoje córki w wierze, że zostaną najlepszymi tenisistkami na świecie. To samo robił Lavar Ball ze swoim synami, był pewien, że prowadzi swoje pociechy do NBA. Ani Dell Curry, ani młodszy brat Stepha, Seth, nie wiedzieli jednak, jakich rzeczy dokona członek ich rodziny. – Raz na meczu w Chicago widziałem Lavara, noszącego czapkę z napisem „mówiłem wam”. Cóż, na mojej czapce byłoby „nie miałem pojęcia” – opowiadał Seth Curry.

Podobno kluczowy moment w karierze Stepha miał nastąpić w wakacje między drugą a trzecią klasą liceum. Wtedy, pod nadzorem ojca, pracował nad swoją formą rzutową. Miał wypuszczać piłkę z wyższego punktu, aby nie dać się blokować wyższym graczom. Tamta korekta dała mu dużo. Potem doszły niekończąca się praktyka, siłownia i praca na fizycznością, zrozumienie i świadomość swoich umiejętności, żeby rzucać w sytuacjach, w których nie rzuca nikt inny. Curry stawał się idolem, stał się rewolucją, bywał najlepszym koszykarzem na świecie mając mniej niż 190 cm wzrostu. Inspirował i dalej inspiruje. Teraz ma rekord, który musiał być jego.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl

Prasówka
08.08.2022

Dziekanowski: Raków staje się klubową wizytówką naszej piłki

Poniedziałkowa prasówka.  PRZEGLĄD SPORTOWY Barcelona zaskoczona szałem na punkcie Roberta Lewandowskiego?  – Jesteśmy fatalni, przepraszam — mówi nam sprzedawca w oficjalnym sklepie klubowym przy Placa Catalunya. I choć uśmiecha się od ucha do ucha, to dobrą miną i tak nie zmieni tego, jak FC Barcelona marketingowo rozgrywa przyjście Polaka. Ci, którzy chcą zaopatrzyć się w jego koszulki, muszą obejść się smakiem. Od ręki trykotu nowej gwiazdy wicemistrza Hiszpanii […]
08.08.2022
Weszło
07.08.2022

Rotacja się nie sprawdziła. Górnik pokonał Raków

Wicemistrzowie Polski przegrali w Zabrzu pierwszy raz w oficjalnym meczu od 14 maja. Górnik strzelił gola po rzucie rożnym, którego nie powinno być, bo piłka przed wyjściem na boisko dotknęła Mateusza Cholewiaka. Bramkę po tym kornerze zdobył Aleksander Paluszek. To było jedyne trafienie w tym spotkaniu. Raków zagrał słabo. Trener częstochowian, Marek Papszun dokonał siedmiu zmian w stosunku do czwartkowego meczu III rundy eliminacji Ligi Konferencji ze Spartakiem Tranawa (2:0). […]
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Olympique Marsylia wygrywa 4:1, Milik bez gola

Mimo fatalnej atmosfery wokół klubu i wygwizdania trenera Igora Tudora przez kibiców przed pierwszym gwizdkiem, Olympique Marsylia od zwycięstwa rozpoczął zmagania w Ligue 1. W wyjściowej jedenastce OM znalazł się Arkadiusz Milik. Marsylia w ogniu. Wewnętrzne konflikty rozsadzą zespół? Marsylczycy pokonali 4:1 Stade Reims. W 13. minucie spotkania samobójcze trafienie zanotował Wout Faes, później spektakularną akcją bramkową popisał się wypożyczony z Arsenalu Nuno Tavares, a po przerwie […]
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Robert Lewandowski MVP meczu o Puchar Gampera

Robert Lewandowski przywitał się ze Spotify Camp Nou bramką, dwiema asystami i asystą drugiego stopnia. W nagrodę wybrano go najlepszym zawodnikiem spotkania o Puchar Gampera. FC Barcelona bez większych problemów pokonała meksykańskie UNAM Pumas 6:0. Na listę strzelców, poza Polakiem, wpisali się Pedri, Ousmane Dembele, Pierre-Emerick Aubameyang oraz Frenkie de Jong. Po meczu Sergio Busquets odebrał trofeum, które było stawką ostatniego meczu towarzyskiego Barcy przed startem […]
07.08.2022
La Liga
07.08.2022

Pumas, graliście w to kiedyś? Barcelona wygrywa, show Lewandowskiego

Włoskie kluby w okresie przygotowawczym lubią sobie pyknąć sparing z ósmoligowcem dla przećwiczenia taktyki. FC Barcelona poszła szerzej – zaprosiła taką ekipę na ostatni mecz przed ligą, oficjalny Puchar Gampera. To znaczy może zaprosiła kogoś innego, bo w sumie miała to być jedna z najlepszych ekip w Meksyku, a przyjechała banda kaktusów. – Będąc Robertem Lewandowskim, nie możesz strzelać z „dwunastką” na plecach. Jestem pewien, że teraz, gdy ma „dziewiątkę”, strzeli bramkę na Camp […]
07.08.2022
Weszło
07.08.2022

LIGA MINUS 4 – LIVE OD 22:00

Liga Minus po małej przerwie, zapraszamy! LIVE od 22:00.
07.08.2022
Lekkoatletyka
07.08.2022

Wystartuję tu nawet bez nogi! – reportaż z Memoriału Kamili Skolimowskiej

Pierwszy w historii polskiej lekkiej atletyki mityng Diamentowej Ligi. Wyjątkowy moment dla wszystkich, którzy z tym sportem są związani. – Gdy tylko dowiedziałam się, że mogę wziąć udział w Memoriale, powiedziałam sobie, że choćbym była bez nogi, to muszę tu wystartować – mówiła Małgorzata Hołub-Kowalik. Jej zdanie podziela wielu innych polskich lekkoatletów. Jednak nawet ci z zagranicy mówią: Chorzów powinien mieć Diamentową Ligę. Na stałe.  Wbrew pogodzie Były obawy. Jeśli […]
07.08.2022
Inne sporty
06.08.2022

Memoriał Skolimowskiej nie zawiódł. Co za wynik Kaczmarek!

Takiego mityngu w Polsce jeszcze nie było – mówiliśmy już przed startem Memoriału Kamili Skolimowskiej. A teraz możemy to zdanie tylko powtórzyć. Bo w Chorzowie posypały się kapitalne wyniki. Ze strony Shelly-Ann Fraser-Pryce, Shericki Jackson czy Armanda Duplantisa. W tym lekkoatletycznym gwiazdozbiorze rywalizującym w zawodach Diamentowej Ligi wyróżniła się też Natalia Kaczmarek, która jako pierwsza Polka od czasów Ireny Szewińskiej zeszła poniżej 50 sekund na dystansie 400 metrów! Najważniejsze pytanie, […]
06.08.2022
Lekkoatletyka
06.08.2022

Gwiazdozbiór na Stadionie Śląskim. Czas na Diamentową Ligę

– Takiej obsady nie miał jeszcze żaden mityng w Polsce – mówił Piotr Małachowski, obecny dyrektor sportowy Memoriału Kamili Skolimowskiej. To pierwszy w historii naszej lekkiej atletyki mityng w cyklu Diamentowej Ligi, a osoby zaangażowane w jego organizację liczą, że nie ostatni. Widać to zresztą po tym, kto przyjechał na Stadion Śląski. Wszyscy mają nadzieję, że wyniki również to udowodnią.  13 tygodni pracy, ale było warto Kiedy początkiem maja gruchnęła […]
06.08.2022
Kolarstwo
05.08.2022

Tour de Pologne. Hayter wygrywa wyścig, Demare ostatni etap

Czesław Lang lubi powtarzać, że Tour de Pologne kreuje przyszłe gwiazdy peletonu. Kto wie, czy te słowa nie sprawdzą się po raz kolejny – zwycięzcą 79. edycji polskiego wyścigu został Ethan Hayter. I owszem, o sporym talencie i możliwościach Brytyjczyka wiadomo od dobrych kilku lat, ale nie zmienia to faktu, że na szosie – bo jest też świetnym torowcem – to dla niego najważniejsze zwycięstwo w karierze.  Zdecydowała czasówka Już przed wyścigiem, patrząc na mapy […]
05.08.2022
Inne sporty
05.08.2022

Tomala – najbardziej niespodziewany złoty medalista na letnich igrzyskach w historii Polski

Gdy Polska szykowała się do snu, on szedł. Chociaż to złe słowo, lepiej byłoby napisać, że sunął do przodu w tempie nieosiągalnym nawet dla wielu biegaczy, nucąc sobie pod nosem hit Eminema „Lose yourself”. Po naszemu oznacza to „Zatrać się” i Dawid właśnie to zrobił – kompletnie zatracił się w swoim starcie, który dał mu złoty medal w chodzie na 50 km. Właśnie mija rok od tego wydarzenia, zdaniem wielu będącego najbardziej niespodziewanym […]
05.08.2022
Inne sporty
04.08.2022

Brittney Griner skazana na 9 lat więzienia w Rosji

Koszmar Brittney Griner zaczął się w połowie lutego. Koszykarka została wówczas zatrzymana na lotnisku w Moskwie, po tym, jak w jej bagażu znaleziono olej haszyszowy. Przez miesiące przebywała w areszcie – nie pomagały jej głosy wsparcia ze Stanów ani działania amerykańskiego rządu. A dzisiaj usłyszała wyrok. Czeka ją dziewięć lat więzienia. Griner przed rosyjskim sądem przyznała się do „winy”, to znaczy przewiezienia na terytorium Rosji nielegalnej substancji. Tłumaczyła jednak, że znalazła […]
04.08.2022
Liczba komentarzy: 22
Subscribe
Powiadom o
guest
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
D. Szeliga
D. Szeliga
7 miesięcy temu

legia legia legia

Sentino
Sentino
7 miesięcy temu

Proponuję nie zatrzymywać się w tej rewolucji i dodać drugą piłkę na boisku, tak żeby każdy zespół miał swoją. Jak pobiją kolejne rekordy trójek, to dołożyć następne 8 piłek, żeby każdy zawodnik miał swoją piłkę i mógł więcej rzucać za trzy punkty. No i te 30% to śmiech, za mało, trzeba dążyć do 100%.

fakty po faktach
fakty po faktach
7 miesięcy temu

gwoli scisłości:
oddanie 100 rzutów za 2 ze skutecznością 50 % = 100 pkt
oddanie 100 rzutów za 3 ze skutecznoscią 33 % = 99 pkt
także tego…
chodzi o efektywne zarządzanie przestrzenią i maksymalizację tzw. dobrych rzutów (otwarte pozycje). Steph po prostu przesunął granicę dobrego rzutu dalej od obwodu i ma własną definicję dobrego rzutu bo wystarczy, że obrońca da mu kilka cm za dużo a on strzela, dopracował reakcję na wolną przestrzeń i fast release do perfekcji, dłoń zasłaniająca kosz też mu nie wadzi, pamięć mięśniowa robi swoje.

Marcin
Marcin
7 miesięcy temu

No super, tylko może trzeba dać taka skale porównawcza… to ile to będzie 50% ze 100 rzutów za 3 pkt??

fakty po faktach
fakty po faktach
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

taka skala nie uwzględnia trudności rzutu, za 2 wcale nie musi być głęboki mid range, to może być drive z dużą szansą na faul w obronie.

Marcin
Marcin
7 miesięcy temu

W artykule jest mowa o 34 celnych na 100 rzutów za 3pkt. czyli wychodzi 102pkt a nie 99pkt. 🙂

fakty po faktach
fakty po faktach
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

zedytowali, było 33 🙂

Adam
Adam
7 miesięcy temu

Zzz…

Jak nie jakieś F1 to NBA… sporty ktore upadly obok boksu i skoków dla Polaków.

Marcelo80
Marcelo80
7 miesięcy temu
Reply to  Adam

Chłopie, obudź się, w kosza w PL graod wuja osób (w tym dwójka moich małolatów)

Tralalala
Tralalala(@tralalala)
7 miesięcy temu

Fajny artykuł, ale tak gwoli scisłości, to Thybulle zablokował 2 a nie 3 rzuty Stepha…

Karol W.
Karol W.
7 miesięcy temu

Slabe i nudne to nba, wogole niech zabronia rzutow za dwa i jakiejkolwiek obrony to malolaty beda zadowolone a rekordy beda pobijane co sezon.

Jakub
Jakub
7 miesięcy temu

gdyby dalej byl defense jak w latach 80/90 to nie trafial by wiecej niz reggie

Essa
Essa
7 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Klasyczne pierdololo boomerskie typa, który nie ogląda obecnie spotkań.

https://www.youtube.com/watch?v=jbNS09Rt4u8

Piszesz to akurat w sezonie, kiedy NBA zmieniła zasady na korzyść obrońców i jest dużo mniej fauli i ostrzejszej gry xD No ale skąd miałbyś to wiedzieć, skoro ty żyjesz stereotypem i się wypowiadasz bez pojęcia?

SUN
SUN
7 miesięcy temu
Reply to  Essa

Dokładnie.. najlepsz przykład to Broda Harden.. to już nie ten sam zawodnik co chociażby rok temu, w sumie to ta zmiana w przepisach wyszła na dobre bo mniej rzutów wolnych , gra szybsza a Steph to KOZAk (G.O.A.T) w 3 że szok.

Kolejorz zdech
Kolejorz zdech
7 miesięcy temu
Reply to  Essa

Jeszcze mniej ostrzejszej gry niż zwykle w tej erze? 😀

Essa
Essa
7 miesięcy temu
Reply to  Kolejorz zdech

Chłopie, ty nie rozumiesz po polsku, a chcesz dyskutować.

Dodatkowo z masą podobnych boomerskich geniuszy, którzy nie potrafią wymienić 5 zawodników Golden State Warriors, chcesz pierdolić o tym, że liga teraz to jest chujowa, miętka i nie taka jak kiedyś i ta NBA to żenada dla panienek.

Chcesz oglądać łokcie jak u Karola Mielona to sobie odpal UFC.

Jak chcesz oglądać elitarną koszykówkę ze świetną defensywą to sobie włącz dwumecz Phoenix – Golden State sprzed 2 tygodni i dopiero zacznij się odzywać o współczesnej koszykówce. Ignorancie.

Kolejorz zdech
Kolejorz zdech
7 miesięcy temu
Reply to  Essa

Poza tym to oczywiste, że nie rzucałby tyle ile teraz. Analogicznie Ray i Reggie rzucaliby znacznie więcej niż teraz.

Co nie zmienia faktu, że Steph jest Bogiem trolójeczek.

Kolejorz zdech
Kolejorz zdech
7 miesięcy temu
Reply to  Kolejorz zdech

rzucaliby teraz znacznie więcej niż wtedy*

Essa
Essa
7 miesięcy temu
Reply to  Kolejorz zdech

Piłeś – nie pisz.

Antyboomer
Antyboomer
7 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Mityczna obrona z lat 90 to….mit i nic więcej, polecał włączyć mecz z lat 80/90 i mecz z wczoraj drużyn, które tankują. Różnica w talencie jest astronomiczna. 70% zawodników z lat 90 nie łapałoby się dziś do g-league.

Saffron
Saffron
7 miesięcy temu

W latach 90 przez kilka sezonów linia rzutów za 3 była bliżej

Marcin
Marcin
7 miesięcy temu

Matko, jak można popełnić taki błąd… mecz z 2013 wariograf przegrali. Tyle czasu na napisanie … kompromitacja autora