Reklama

Brazylia jak po swoje, upadek Chile. Co słychać w Ameryce Południowej?

redakcja

Autor:redakcja

08 października 2021, 12:28 • 7 min czytania 7 komentarzy

Kolejne zwycięstwo reprezentacji Brazylii. Argentyna tym razem remisuje, lecz w tabeli trzyma się nieźle. Urugwaj nie wykorzystuje potencjału, Chile kompletnie się rozsypało, Ekwador nie odpuszcza. Mamy dla was podsumowanie sytuacji w eliminacjach do mistrzostw świata w Ameryce Południowej po dzisiejszej serii meczów. Jak to zwykle bywa w strefie CONMEBOL – działo się sporo.

Brazylia jak po swoje, upadek Chile. Co słychać w Ameryce Południowej?

Brazylia idzie jak po swoje

Jest już właściwie w stu procentach pewne, że pierwsze miejsce w eliminacjach do mistrzostw świata w Ameryce Południowej zajmie reprezentacja Brazylii. Jasne, patrząc teoretycznie, wszystko może się jeszcze pozmieniać – Canarinhos mogą nagle wpaść w dołek, zacząć seryjnie przegrywać mecze, zanotować serię kompromitujących rezultatów. Ale nic na to w tej chwili nie wskazuje. Bilans podopiecznych Titego mówi w zasadzie sam na siebie. Po dziewięciu spotkaniach brazylijska ekipa ma na swoim koncie dziewięć zwycięstw. 22 strzelone i trzy stracone bramki. Dominacja absolutna.

Dzisiaj Canarinhos pokonali na wyjeździe Wenezuelę 3:1. Zaczęli dość pechowo, bo już w 11. minucie gry wynik dla gospodarzy otworzył Eric Ramirez, ale w drugiej połowie wszystko wróciło do normy. Sytuację uspokoili Marquinhos, Gabriel Barbosa (z rzutu karnego) i Antony. Choć trzeba zaznaczyć, że kibice z Kraju Kawy zapewne liczyli na bardziej okazały i spokojniejszy triumf, nawet biorąc pod uwagę nieobecność na boisku pauzującego za kartki Neymara.

Tak czy owak, Brazylijczycy zgarniają trzy punkty, śrubują passę eliminacyjnych zwycięstw z rzędu i robią kolejny krok w stronę udziału w mistrzostwach świata. Warto też odnotować wspólną cieszynkę Gabriela Barbosy oraz Titego – ostatnio w brazylijskich mediach pojawiły się bowiem informacje, jakoby selekcjoner Canarinhos uważał gwiazdora Flamengo za „najgorszego człowieka, z jakim kiedykolwiek pracował”. Ale żadnego konfliktu najwyraźniej nie ma.

Reklama

Natomiast reprezentację Wenezueli trzeba chyba pomału określać autsajderem eliminacji. Na dziesięć meczów Wenezuelczycy przegrali aż osiem i nie mogą już marzyć nawet o miejscu barażowym. To dla nich drugie kompletnie nieudane eliminacje z rzędu. Jasne, ekipa La Vinotinto jeszcze nigdy nie wystąpiła na mundialu, więc trudno było od niej oczekiwać sensacyjnych sukcesów, no ale choćby na początku XXI wieku Wenezuelczycy uchodzili za zespół z kategorii „zawsze groźnych”, potrafiących od czasu do czasu zaskoczyć jednego z faworytów. A teraz? W łeb, w łeb i w łeb. Prawie wszystko w łeb. Nawet kiedy prezentują się solidnie, tak jak dzisiaj w konfrontacji z Brazylią, to koniec końców na ogół i tak lądują na tarczy.

W październiku Brazylia zagra jeszcze z Kolumbią na wyjeździe i z Urugwajem u siebie. Natomiast reprezentację Wenezueli czekają spotkania z Ekwadorem na własnym terenie oraz z Chile na Estadio San Carlos de Apoquindo w Santiago.

Zarejestruj się na Fuksiarz.pl

Graj mecze EARLY PAYOUT. Drużyna prowadzi 2:0 w dowolnym momencie, wygrywasz zakład

Argentyna trzyma się nieźle

Już osiem punktów straty do Brazylii ma reprezentacja Argentyny, mimo że ona też pozostaje w eliminacjach niepokonana. Albicelestes jak dotąd zanotowali pięć zwycięstw oraz cztery remisy. Dzisiaj podzielili się punktami z Paragwajem. Spotkanie w Asuncion zakończyło się bezbramkowym rezultatem. W co aż trudno uwierzyć, bo obie strony wykreowały sobie wystarczająco stuprocentowych sytuacji, by zdobyć co najmniej po dwa gole.

Argentyńczycy pokonali Brazylię w Copa America, przełamując swoją wieloletnią turniejową niemoc, ale generalnie w eliminacjach jawią się jako drużyna mniej poukładana. To ich jednak raczej nie zatrzyma przed zajęciem drugiej pozycji w grupie. Peleton gubi bowiem punkty znacznie częściej, a podopieczni Lionela Scaloniego zaskakująco solidnie prezentują się przede wszystkim w defensywie. Jak dotąd stracili w eliminacjach zaledwie sześć goli – lepszym wynikiem mogą się pochwalić tylko nieuchwytni Canarinhos. Co z drugiej strony zmusza też do napisania paru słów krytyki na temat ofensywnych popisów argentyńskiej kadry. Albicelestes w przekonujący sposób pokonują tylko grupowych autsajderów. Za często zdarza im się przepychać triumfy kolanem.

Reklama

Z kolei Paragwaj na dziesięć rozegranych spotkań zwyciężył zaledwie w dwóch. A jednak ekipa Eduardo Berizzo nadal pozostaje w grze co najmniej o piątą lokatę, gwarantującą udział w barażach. Łatwo jednak nie będzie – Paragwajczycy są świetni w tak zwanym „urywaniu punktów”, no ale to trochę za mało, jeśli marzy się o awansie na mistrzostwa świata. Trzeba częściej grać o pełną pulę, a nie wydaje się, by Los Guaranies byli do tego zdolni. – Szanujemy punkt wywalczony przeciwko Argentynie, drużynie o tak wielkich możliwościach – powiedział po końcowym gwizdku Berizzo. – Wierzyliśmy w swój plan gry. Do przerwy rywale byli od nas lepsi, ale w drugiej połowie zaprezentowaliśmy się lepiej i zasługiwaliśmy nawet na trzy punkty.

Przez Argentyną teraz starcia z Urugwajem (dom) i Peru (dom). Wymarzona okazja, by umocnić się na drugiej pozycji i na dobre obsadzić od pościgu. Z kolei Paragwaj w październiku zagra jeszcze z Chile i Boliwią. W obu przypadkach – na wyjeździe.

Ekwador jeszcze się nie rozsypał

Rewelacją pierwszej części eliminacji była reprezentacja Ekwadoru. Podopieczni Gustavo Alfaro zaczęli wprawdzie od porażki z Argentyną, ale potem odnosili spektakularne zwycięstwa, żeby wymienić 4:2 z Urugwajem i 6:1 (!) z Kolumbią. Ale im dalej w las, tym było gorzej. Ekwadorczycy w czerwcu polegli u siebie z Peru, potem tylko zremisowali przed własną publicznością z Chile i przegrali z Urugwajem. Dzisiaj potknięcia w ich wykonaniu jednak nie było, Ekwador odniósł planowe zwycięstwo 3:0 z Boliwią. Wszystkie gole padły między 13. a 18. minutą spotkania.

Prawdziwa lawina ciosów.

Ekwador utrzymuje się zatem na trzecim miejscu w grupie eliminacyjnej.

Ale przed „Trójkolorowymi” jeszcze cały szereg poważnych wyzwań. Paradoksalnie najważniejsze może się jednak okazać to najbliższe. W kolejnym spotkaniu Ekwadorczycy zagrają na wyjeździe z Wenezuelą. Jeśli się na tym rywalu wyłożą, mogą tego naprawdę gorzko pożałować, bo konkurencja nie śpi. 14 października Ekwador zmierzy się zaś na wyjeździe z Kolumbią, żądną rewanżu po straszliwym oklepie w pierwszym spotkaniu. Można zatem stwierdzić, że trzy najbliższe mecze (dwa październikowe, jeden listopadowy – z Wenezuelą u siebie) będą kluczowe, jeśli chodzi o przyszłość „Trójkolorowych” w eliminacjach. Każdy wynik gorszy niż sześć punktów w trzech spotkaniach może ich zepchnąć z miejsca gwarantującego bezpośredni awans na mistrzostwa.

***

Bezbramkowym remisem zakończyło się również dzisiejsze starcie Urugwaju z Kolumbią, a zatem dwóch ekip, którym zdecydowanie nie w smak jest oglądanie pleców Ekwadoru w eliminacyjnych zmaganiach. Dla Los Cafeteros to czwarty podział punktów w pięciu ostatnich występach.

Wokół reprezentacji Urugwaju krąży w ostatnim czasie coraz więcej wątpliwości.

Zespół wciąż prowadzi 74-letni Oscar Tabarez – postać niesłychanie zasłużona dla urugwajskiego futbolu, ale czy na pewno właściwa, by wciąż zarządzać pierwszą reprezentacją? Trudno nie odnieść wrażenia, że zespół znajduje się w przededniu kadrowej rewolucji, ostatecznie nie można w nieskończoność opierać kadry na Muslerze, Godinie czy Suarezie. Wielu ekspertów nie sądzi jednak, by Tabarez, tak mocno związany z weteranami urugwajskiej kadry, był odpowiednią osobą do przeprowadzenia procesu odmładzania składu. A tak poza wszystkim – Urugwaj od dłuższego czasu po prostu nie gra ładnej dla oka, efektownej piłki. A chyba mógłby, bo wciąż jest w tej ekipie wielu zawodników pasujących do nieco bardziej ofensywnej koncepcji taktycznej.

W październiku Urugwajczycy zagrają jeszcze z Argentyną (wyjazd) i Brazylią (wyjazd). To dwa piekielnie trudne wzywania. Jeśli podopieczni Tabareza porządnie nie zapunktują, mogą wpaść w kłopoty. Z kolei przed Kolumbią spotkania z Brazylią (dom) i Ekwadorem (dom).

Upadek Chile

Bezpośredni awans na mistrzostwa świata ze strefy CONMEBOL wywalczą cztery drużyny. Ekipa z piątego miejsca w grupie wystąpi zaś w barażach. TOp5 w tej chwili stanowią reprezentacja Brazylii, Argentyny, Ekwadoru, Urugwaju i Kolumbii – w tej kolejności. Jako się rzekło, w grze o skok do czołówki pozostają też Paragwajczycy, nie należy również skreślać Peru. Natomiast krzyżyk można już pomału stawiać na reprezentacji Chile.

Dwa triumfy w Copa America (2015, 2016). Dwa awanse do fazy pucharowej mistrzostw świata (2010, 2014). I to by chyba było na tyle. Złote lata chilijskiego futbolu dobiegły końca. Już na mundial w Rosji La Roja nie zdołała się zresztą zakwalifikować, no ale wtedy zabrakło jej niewiele. Zajęła szóste miejsce w grupie za stratą dwóch punktów do trzeciej pozycji. Po prostu konkurencja okazała się jeszcze mocniejsza, to się zdarza. Ale teraz? Po dziesięciu spotkaniach Chilijczycy mają na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Zgromadzili tylko siedem punktów. To katastrofalny dorobek. Z potęgi południowoamerykańskiego futbolu przekształcili się w słabeusza.

Dziś przegrali 0:2 z Peru.

Co gorsza, w kadrze Chile roi się od weteranów. Zawodników mających przeszło 100 występów w kadrze, będących grubo po trzydziestce. A wartościowych następców na horyzoncie nie widać. To zwiastuje chude lata dla chilijskiej kadry.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Piłka nożna

Komentarze

7 komentarzy

Loading...