Reklama

Pochwały dla Buksy, nagana dla Kamińskiego. Noty po meczu San Marino – Polska

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

06 września 2021, 00:02 • 7 min czytania 100 komentarzy

Mecze Polaków z San Marino dziwnie się ocenia. Cały czas trzeba brać bowiem pod uwagę fakt, że rywal z południa kontynentu to jednak nie do końca poważna, w większości amatorska reprezentacja, która jednak tym razem napsuła trochę krwi biało-czerwonym. Najlepiej wypadali Lewandowski, Buksa i Moder, obiecująco pokazali się Szymański i Zalewski, a najgorzej zaprezentowali się Kamiński i Piątkowski. Oto nasze noty dla Polaków za mecz z San Marino (skala 1-10, wyjściowa 5). 

Pochwały dla Buksy, nagana dla Kamińskiego. Noty po meczu San Marino – Polska

Noty Polaków za mecz z San Marino

Wojciech Szczęsny – 5

Nic nie można napisać o jego występie. Szczęsny wyszedł na murawę, odśpiewał hymn, postał bezrobotny przez czterdzieści pięć minut i został zmieniony w przerwie przez Łukasza Skorupskiego. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało, że Polska skończy ten mecz bez czystego konta…

Kamil Piątkowski – 3

Oj, Kamilu drogi, coś ty najlepszego nawywijał, tak nie wypada, to nieładnie. Nicola Nanni powinien wysłać mu do Salzburga kosz z kwiatami i z dobrym trunkiem. Napastnik trzecioligowego włoskiego Lucchese zagrał do tej pory osiemnaście meczów w narodowych barwach. Wszystkie kończył z zerem w rubryce z golami. Aż z pomocną dłonią przyszedł mu Piątkowski. To było tak bezmyślnie, tak durne podanie zwrotne do Helika, że aż wstyd oglądać powtórki. Szkoda, bo do tej pory Piona wypadał całkiem znośnie. Komfortowo czuł się z piłką przy nodze, całkiem odważnie i przytomnie uruchamiał kolegów z pomocy. Ale nikt tego nie będzie pamiętał. Takie jest prawo tego sportu. Występ Piątkowskiego z San Marino zostanie zapamiętany ze wstydliwego błędu przy bramce Nanniego (żeby chociaż tego z dwoma, a nie z trzema „n” w nazwisku) i z pudła na pustą bramkę z trzech metrów w pierwszej połowie. Będzie się musiał chłopak pozbierać. Asysta na koniec nie zamazuje złego wrażenia.

Michał Helik – 4

Pełnił rolę lidera defensywy, wskoczył w buty Kamila Glika i choć przez większość meczu po prostu robił swoje (93% celności podań przy 98 kontaktach z piłką, ponad połowa wygranych pojedynków, całkiem ładna asysta do Buksy), to nie widzieliśmy w nim pewniaka, skały, przywódcy. Dosyć sztywno wyprowadzał piłkę, nie ustrzegł się błędów, nawet przy feralnym podaniu Piątkowskiego obracał się jak wóz z węglem. Nie podniósł swoich notowań u Paulo Sousy.

EARLY PAYOUT W FUKSIARZU – WYGRYWAJ PRZED KOŃCEM MECZU!

Tomasz Kędziora – 4

Po jego stronie rozszalał się Fabio Tomassini. Jakkolwiek to brzmi, bo kto, do cholery jasnej, wie kim jest Fabio Tomassini? Paulo Sousa wystawił go po lewej stronie trójosobowego bloku defensywnego i ewidentnie to usytuowanie nie służyło Kędziorze. Ciągle szukał prawej nogi, unikał lewej, nie wnosił za wiele i kiedy San Marino przeprowadziło w drugiej połowie zmasowany atak na polską bramkę, oczywiście na miarę swoich skromnych możliwości, to wiele akcji przechodziło właśnie jego stroną. Niepewny, nieprzekonujący występ.

Reklama

Tymoteusz Puchacz – 5

W kontraście do Jakuba Kamińskiego zaliczył bardzo udany występ, bo po jego stronie działo się dużo, a właśnie na tym polega rola wahadłowego w takich meczach. Ścigał się, szukał przestrzeni, wychodził do prostopadłych piłek i wyszła z tego asysta przy bramce Karola Świderskiego. Problem w tym, że – klasycznie dla siebie – Puchacz się miotał, był chaotyczny, nierówny, jakby nie mógł okiełznać drzemiącej w nim szybkości i dynamiki. Kiedy Polska straciła przewagę i dominację, dostosował się do niskiego poziomu  reszty i stał się mniej widoczny.

Damian Szymański – 6

Za pierwszą połowę dostałby od nas siódemkę. Sousa ustawił go wysoko i Szymański doskonale wiedział, czego się od niego oczekuje. Odważnie wchodził w pole karne. Tworzył tłum na dziesiątym-jedenastym metrze od bramki, z czego skrzętnie korzystali polscy napastnicy. Szukał swoich goli. Asystował przy drugim trafieniu Lewego, powinien mieć drugą asystę, ale setkę po jego podaniu zmarnował Świderski. Podobało nam się też jego zachowanie przy golu Linettego. Zachował się bardzo przytomnie. Był grubo na spalonym, ale wykorzystał fakt, że Linetty wbiega gdzieś z drugiej linii, z kapitalną prędkością. Stanął w miejscu, zaznaczył, że nie bierze udziału w akcji i pomocnik Torino mógł wpakować gola. W drugiej połowie było już gorzej. Stracił swoją pewność siebie, nie za bardzo mógł się odnaleźć, nie brał na siebie odpowiedzialności za grę, choć przecież to dalej było to samo San Marino.

Jakub Moder – 7

Zalicza udane zgrupowanie. Przyjemnie patrzyło się na niego z Albanią, przyjemnie patrzyło się na niego z San Marino. Widać było, że na murawie biega gość z Premier League, a nie jakiś tam przypadkowy grajek. Pchał grę do przodu, szukał niekonwencjonalnych rozwiązań. Był gościem od przyspieszania gry. 45-minutowy występ skończył bez asysty, ale za to z dwoma klasowymi kluczowymi podaniami  – wypuścił Puchacza przy drugiej bramce, wypuścił Szymańskiego przy trzeciej bramce.

Karol Linetty – 6

U Paulo Sousy ma dobre liczby. Mecz z San Marino skończył z golem i z asystą na koncie. Sympatycznie wyglądała jego współpraca z Robertem Lewandowskim – obaj mieli dobre wyczucie do swoich zamiarów. Kiedy gra Polski się kleiła, wypadał bardzo przekonująco, ale cień na jego występ rzuca druga połowa. Linetty został na boisku i jest współodpowiedzialny za to, że biało-czerwoni momentami przegrywali środek pola, że nie potrafili narzucić własnych warunków słabszemu przeciwnikowi w tym okresie. Miał być liderem na murawie, ale po raz kolejny pokazał, że może być istotną częścią większej układanki, ale jej motorem napędowym – raczej nie.

Jakub Kamiński – 2

Najgorszy na boisku. Na osiem pojedynków wygrał tylko jeden, zaliczył osiemnaście strat. Nie sprostał randze reprezentacyjnego debiutu i nie za bardzo znajdujemy na to wytłumaczenie. W Lechu niby lepiej czuje się po lewej stronie, ale przecież jest prawonożny, nie powinna być to dla niego żadna różnica. Argument z niekomfortową dla siebie pozycją odpada, tym bardziej, że rywalem Polski było San Marino, więc Kamiński nie miał praktycznie żadnych zadań defensywnych. Mógł skupiać się na realizowaniu się w roli skrzydłowego. Nic z tego nie wyszło. Nie wchodził w dryblingi (a jeśli już, nie wychodziły mu), unikał pojedynków, nie próbował dośrodkowywać, centrować, dogrywać. Kompletnie anonimowy występ na tle rywala, którego pyknęłoby prawdopodobnie większość naszych pierwszoligowców.

Karol Świderski – 5

Z przodu wyszedł na zero – strzelił gola, ale też zmarnował setkę po podaniu Szymańskiego. Próbował, był zadziorny, oddał pięć strzałów, ale coś nie grało, z każdą minutą coraz bardziej nas irytował. I tak jak jeszcze jego współpraca z Lewandowskim wypadała przyzwoicie, tak w drugiej połowie Świderski zaczął się miotać i odbijać od stoperów San Marino.

Reklama

Robert Lewandowski – 8

Panie Robercie, szacunek. Panie Robercie, klasa. Panie Robercie, dziękujemy, że pan jest, po prostu. „Lewy” w czterdzieści pięć minut strzelił dwie bramki i zaliczył bardzo ładną asystę do Linettego. W pojedynkę załatwił sprawę wyniku. Pewnie gdyby grał cały mecz, przynajmniej podwoiłby swoją zdobycz, ale nie chciał ryzykować ewentualnego urazu. Bez niego gra się posypała. Z innych reprezentantów zeszło powietrze, uleciała pewność siebie. No cóż, na razie ta kadra to Robert Lewandowski i cała reszta. Dobrze, że chociaż „Lewy” ma nieprawdopodobnie szerokie barki, żeby to wszystko unosić mecz po meczu.

Łukasz Skorupski – 5

Puścił bramkę z San Marino. To pójdzie w świat. Ale czy mógł coś w tej sytuacji zrobić? Piątkowski wystawił patelnię nabiegającemu Nanniemu, a ten wykorzystał swoją okazję w naprawdę zgrabny sposób, więc Skorupski za wiele nie mógł zdziałać. Później obronił jeszcze dwie mocne próby z dystansu, nie spanikował, nie spalił się po gongu na dzień dobry.

Bartosz Slisz – 4

Niezbyt udany występ. Niby celnie podawał, niby wygrał pojedynki, niby raz nawet całkiem fajnie wrócił w obronie, ale jednak szanujmy się: to było San Marino. Slisz zagrał asekurancko, pasywnie. Wyglądał na zagubionego, przestraszonego, nie wniósł do tego spotkania nic wartościowego. Potwierdził teorię Paulo Sousy, że ekstraklasowi piłkarze myślą i działają wolniej, bardziej szablonowo. Na ten moment to nie jest poziom reprezentacyjny.

Adam Buksa – 8

Miał dziewiętnaście kontaktów z piłką, oddał cztery strzały i skompletował klasycznego hat-tricka. Szacunek. On zrobił swoje. Dwa mecze w reprezentacji, cztery gole, to brzmi dobrze. Czy jego trafienia to była jakaś wielka sztuka? Nie, typowo snajperskie zachowania, typowo snajperskie wykończenia, ale czy potrzeba było czegoś więcej? Nie, widać, że idzie mu w New England Revolution i formę z klubu potrafił naturalnie przełożyć na reprezentację.

Nicola Zalewski – 6

Podobał nam się. Miał luz, był pewny siebie, chciało mu się działać, czego nie można było powiedzieć o wielu jego reprezentacyjnych kolegach w drugiej połowie. Wygrał pięć z sześciu pojedynków na ziemi. Wchodził w dryblingi, szukał sytuacji jeden na jeden. Wywalczył rzut wolny, który początkowo miał być rzutem karnym, ale ile było w tym zasługi Zalewskiego, ile faulu Alessandro D’Addario, a ile inwencji twórczej arbitra? Chyba najwięcej tego ostatniego. Miał jedno kółeczko i oskrzydlenie, które można byłoby mu wyciąć do kompilacji najlepszych zagrań z seniorskiej kariery. Zaliczył ładną asystę przy trzeciej bramce Buksy. Dalej nasza wiedza o jego talencie jest szczątkowa, umowna, ale potwierdził jedno: to talent, który warto obserwować.

Przemysław Frankowski – bez oceny

Trochę pobiegał, ale to był za krótki występ, żeby go oceniać.

Fot. Fotopyk

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

Paul Hayward: Anglia żyje w zamkniętym kole porażek. Zeszła na ziemię [WYWIAD]

Kamil Warzocha
1
Paul Hayward: Anglia żyje w zamkniętym kole porażek. Zeszła na ziemię [WYWIAD]

Komentarze

100 komentarzy

Loading...