Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Juventus wygrywa Puchar Włoch na otarcie łez

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

19 maja 2021, 23:41 • 4 min czytania 11 komentarzy

W lepszym sezonie Puchar Włoch byłby dla Juventusu tylko dodatkiem. Miłym, ale dodatkiem do mistrzostwa, a w tle kręciłaby się jeszcze walka o Ligę Mistrzów. Tyle że to nie jest „lepszy” sezon dla Starej Damy. Jest po prostu słaby, przecież ekipa Pirlo może nawet się nie załapać na kolejne rozgrywki europejskiej elity. Puchar Włoch nie był więc dodatkiem, ale rzeczą konieczną, by kibice mieli czymkolwiek otrzeć swoje łzy. Tak się stało – Juventus ograł Atalantę 2:1.

Juventus wygrywa Puchar Włoch na otarcie łez

JUVENTUS – ATALANTA: FINAŁ PUCHARU WŁOCH DLA “STAREJ DAMY”

Natomiast jeśli ktoś po pierwszej połowie stwierdziłby, że Juve zwycięży, może nie wysyłalibyśmy go na przymusowe leczenie, bez przesady, ale uznalibyśmy: gość jest optymistą. To zespół z Bergamo w pierwszych 45 minutach przeważał, był lepszy, grał z rozmachem i pomysłem. Juventus zaś wyglądał jak zbieranina, która nie do końca rozumie, co to jest gra w defensywie i na czym polega.

Momentami wyglądało to kuriozalnie. W tyłach piłkarze Pirlo potrafili kopać w siebie i rozdawać piłki za darmo, De Ligt przy Zapacie prezentował się jak szóstoklasista stający do walki wręcz z Akinfenwą. Kolumbijczyk przestawiał go jak szafkę nocną. Ale właśnie – brakowało jednak skuteczności.

Graj w Fuksiarzu i korzystaj z oferty Early Payout!

Raz Zapata poszedł w tango z Holendrem, zagrał wzdłuż pola karnego, lecz jego kolega nieczysto trafił w piłkę i ta po bucie Buffona nie doturlała się za linię. Przy innej okazji Zapata zezłomował tym razem Chielliniego jednym przyjęciem, ale uderzył w boczną siatkę. Potem długa piłka, De Ligt nie daje rady, ale z wykończeniem nie radzi sobie też Zapata, który dziubnięciem nie zdołał minąć Buffona. Swoją okazję miał też Freuler, lecz nie dokręcił piłki po długim słupku.

Naprawdę – jakby Atalanta się uparła, to mogłaby w ciągu trzydziestu minut prowadzić 3:0 i nikt nie miałby większych pretensji o niesprawiedliwość tego świata. Juventus był słaby, apatyczny, pogubiony. Ale jak mawiał Takesure Chinyama: football is football, you know? Dlatego to Stara Dama wyszła na prowadzenie po kontrze i idealnym rogaliku Kulusevskiego w długi róg.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Tylko jedno „ale”. Może nawet nie jedno, a setki. Zupełnie nie rozumiemy, dlaczego sędzia wcześniej nie odgwizdał faulu na Gosensie? Dobra, Cuadrado trafia w piłkę, natomiast jednocześnie jest bardzo agresywny i ewidentnie stawia stempel na stopie rywala. Zobaczcie sami:

Przecież sędzia nie ma prawa tego puścić. Atalanta się kłóciła, chciała sprawiedliwości, jednak jej nie otrzymała. I tutaj akurat brawo dla niej, bo nie podłamała się, tylko dalej wolała iść po swoje. Juventus znów zagrał jakiś cyrk w defensywie i stracił piłkę niedaleko swojego pola karnego. Hateboer wycofał piłkę do Malinowskiego, ten przyjął, popatrzył i przymierzył idealnie. Ze trzech piłkarzy Juventusu rzuciło się rozpaczliwie, by ten strzał blokować, ale piłka za sprawą Ukraińca znalazła jednak miejsce. Buffon nie miał nic do powiedzenia.

Zarejestruj się w Fuksiarzu i korzystaj z Cashback na start do 500 złotych!

I zbierając to wszystko do kupy: mieliśmy prawo sądzić, że Juventus jest w grze przez błąd sędziego, ale jednak Atalanta spokojnie po przerwie dopnie swego. A Stara Dama po prostu nie da rady dotrzymać tempa. Tyle że nic takiego się nie stało.

JUVENTUS SIĘ OGARNĄŁ

Okej, jeszcze początek zwiastował kolejne problemy Juventusu, kiedy po wrzutce z wolnego mocno się zakotłowało pod bramką Buffona, natomiast ta przewaga nie rosła już tak jak przed przerwą. Ba, to Juventus zaczął być groźniejszy, żeby wspomnieć choćby idealną sytuację Chiesy. Ronaldo sprytnym i ślicznym zagraniem zostawił mu piłkę, Włoch wyszedł sam na sam, miał całą bramkę odkrytą, ale skończyło się tylko na słupku.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Lecz takie ostrzeżenie można przyjąć, raz, nie dwa, pierwszego nie wolno lekceważyć, a trochę Atalanta tak zrobiła. Bo też znów zostawiła zbyt dużo wolnego miejsca w swoim polu karnym, Chiesa dostał piłkę od Kulusevskiego i tym razem poradził sobie z Gollinim, a także trafieniem w bramkę. 2:1. Coś, co wydawało się wręcz niemożliwe w pewnym momencie, stało się faktem.

Ekipa z Bergamo chciała reagować. Gasperini wpuścił choćby Ilicicia, wcześniej Muriela, natomiast zespołowi jako całości brakowało już sił na tak ofensywną grę. Dobrą okazję miał wspomniany Muriel, który siły musiał przecież mieć, ale z szesnastego metra, niezbyt atakowany, zaliczył podwyższenie. A to nie ten sport.

Juventus wygrał i tym razem można nieco Pirlo pochwalić. Jasne, miał sporo szczęścia, ale też postawił na Kulusevskiego, nie Dybalę, a Szwed odpłacił się ślicznym golem i równie zgrabną asystą. Tylko wiadomo – Juventus nie chce kończyć sezonu tylko z Pucharem Włoch. Dlatego czas Pirlo będzie musiał dobiec końca.

Juventus – Atalanta 2:1

Kulusevski 31′ Chiesa 73′ – Malinowski 41′

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Bartosz Klebaniuk wraca do składu Pogoni… po pięciu miesiącach przerwy

Piotr Rzepecki
2
Bartosz Klebaniuk wraca do składu Pogoni… po pięciu miesiącach przerwy

Komentarze

11 komentarzy

Loading...