W Wiśle Kraków jest już prawie siedem lat. Jak sam mówi, przeżył w tym klubie wszystko. Niesprawiedliwe traktowanie, najtrudniejszy moment w karierze, sportowe wzloty i upadki. W pewnym momencie mógł przenieść się do klubu w Japonii, ale wystraszył się tej perspektywy. Został w Polsce i wciąż uczy się życia. Kiedyś był zbyt ufny i nie było mu daleko do trafienia w nieodpowiednie towarzystwo. Gdyby nie surowy sposób wychowania przez ojca, a w dorosłym życiu obecność żony, Michał Buchalik przyznaje, że mógłby zboczyć z obranej ścieżki. A gdyby nie piłka, trafiłby do kopalni. Szczery wywiad z bramkarzem „Białej Gwiazdy. Zapraszamy.

Buchalik: Zawsze byłem zbyt naiwny. W życiu mogłem skończyć źle
Język Ślązaków piękniejszym językiem niż polski?

Wiesz, teraz w życiu mam naprawdę niezły miszmasz. Nie dość, że pochodzę ze Śląska, to jeszcze moja żona jest z Kaszub. Trochę gwar zatem poznałem.

Który bardziej ci się podoba?

Powiem szczerze, że jak kiedyś pojechałem na urodziny mojej żony, gdzie były osoby starsze – nie wiedziałem, co się dzieje. Nie było szans, żeby zrozumieć cokolwiek, dlatego chyba wybieram mój „ojczysty” język!

Gdybyś nie został piłkarzem, myślisz, że poszedłbyś w ślady taty, czyli do kopalni?

Myślę, że tak. Nasz rejon słynął z górnictwa, więc to byłaby dla mnie naturalna droga.

Ale to raczej nie była pozytywna wizja.

Kiedy tata zobaczył, że granie w piłkę idzie mi dobrze, zaczął powtarzać, żebym tego nigdy nie odpuścił. Ostrzegał, że nie chciałbym skończyć jak on. Wiedział, z czym to się je. Martwił się o mnie i wiem, że codziennie myślałby o ryzyku utraty zdrowia i życia, z jakim spotykałbym się w tej pracy.

Tylko tata ciągnął cię do piłki? A mama?

To był mój pierwszy trener w życiu, więc miałem z nim taką a nie inną relację. Tata był bardzo surowy, przestrzegał zasad. Kiedy chłopcy próbowali wyciągnąć mnie na jakieś imprezy, on nigdy nie pozwalał mi na wyjścia. Dzisiaj wiem, że to było dla mnie dobre, bo udało mi się spełnić marzenie z dzieciństwa. Jeśli chodzi o mamę, ona była bardziej łagodna. Pamiętam, że jak chodziła na wywiadówki do szkoły, to zawsze kryła mnie przed tatą. Ratowała mnie z opresji.

Było co kryć?

Zdarzało się! Na szczęście dużych problemów nie sprawiałem. Ale tata chciał, żebym był najlepszy zarówno na boisku, jak i w szkole. Na wszystkim trzymał rękę.

Raczej nie miałeś takiego zagrożenia, że wpadniesz w złe towarzystwo.

Można tak powiedzieć. Byłem krótko trzymany.

Miałeś kiedyś podobną sytuację jak przy wbiegnięciu pseudokibica na murawę, wiesz, o której mowa, ale na ulicy?

Poważniejszych sytuacji raczej nie miałem, zdarzają się jedynie docinki. To wbiegnięcie kibica na murawę zapamiętam do końca życia, a jeśli chodzi o życie codziennie, miałem tylko jeden niemiły przypadek. Wróciliśmy pewnego dnia z obozu przygotowawczego, żona od razu po powrocie wysłała mnie do sklepu. Wskoczyłem tam w dresach Wisły, spotkałem dwóch kibiców z drugiej strony Błoń. Wziąłem zakupy i szybko stamtąd wyszedłem. Miałem takie myśli, żeby w razie zaczepki się odegrać. Ale jak już pojawiło się czterech gości z obozu Cracovii, trochę się wystraszyłem. Uciekłem!

Nie zadzierasz nosa.

Zawsze sobie powtarzam, że trzeba myśleć na chłodno. Tym bardziej teraz, kiedy mam rodzinę. Nie wiadomo, co taki człowiek, kibic przeciwnej drużyny, ma w głowie. Może zrobić coś nieświadomie i to mogłoby skończyć się bardzo źle dla obu stron. Niektórzy nie myślą, zanim coś zrobią. Tego ludziom czasami brakuje.

Kiedy popełniasz taki błąd jak z Piastem na początku rundy wiosennej, co sobie myślisz? Przytłacza cię krytyka?

Kiedyś bardzo przeżywałem takie momenty, coś takiego siedziało mi w głowie przez dłuższy czas. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Ten mecz zagrałem trochę z przypadku. Miałem nie grać, ale pomyślałem, że i tak muszę dać z siebie wszystko. Niestety zrobiłem sporego babola, ale wziąłem to na klatę. Porozmawiałem o tym z trenerem, choć z drugiej strony wiem, że sam tego meczu nie przegrałem. Zdawałem sobie jednak sprawę, że teraz na kolejną szansę będę musiał trochę dłużej poczekać. Dotknęło mnie to, ale po tej sytuacji jak najszybciej chciałem wejść w trening. Chciałem się wyżyć.

Dziesięć lat temu pewnie nie miałeś takiego podejścia.

Oj, nie. Wtedy zamykałem się w pokoju i czasami zdarzało się, że pojawiały się łzy. Po złych meczach była załamka, ale z drugiej strony takie przeżycia uczą na przyszłość. Trzeba być samokrytycznym.

Nie szczędzisz języka na swój temat.

To prawda. Kiedy popełnię błąd i przez to drużyna traci bramkę, nie boję się potem przyznać, że zawaliłem. Nie czaruję rzeczywistości, bo to nie działa dobrze na szatnię. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że kibice czy dziennikarze nie są tak wyrozumiali. Kiedy zagrasz pięć dobrych spotkań, a w szóstym zrobisz kluczowy błąd, będą wypominać ci ten ostatni występ. Na szczęście koledzy z zespołu inaczej do tego podchodzą. Nie strzelają do bramkarza. Trochę inaczej ma to się odnośnie trenerów, ale jeśli czujesz ich zaufanie, nie musisz bać się o popełnienie błędu. Dlatego warto odcinać się od opinii ludzi z zewnątrz. Niewielu z nich jest z tobą na dobre i na złe.

Często miałeś takie momenty w karierze, kiedy grałeś do pierwszego błędu?

Różnie to bywało. Miałem taką sytuację w Wiśle, kiedy trenerem był Joan Carrillo. Wiedziałem, że będzie stawiał na hiszpańskiego bramkarza, Juliana Cuestę. Kiedy wracał po kontuzji, czułem, że muszę uważać, bo jeden błąd może zaważyć o moim dalszym losie. Szczerze mówiąc, nie grało mi się wtedy zbyt dobrze. Nie masz takiego flow, nie możesz bardziej zaryzykować, gdzie są takie chwile, gdy ryzyko jest potrzebne. Zupełnie inaczej było inaczej za trenera Smudy czy Stolarczyka. Dostawałem od nich jasny komunikat, że po dwóch-trzech błędach nie zostanę zmieniony. Miałem spokój. Trener Smuda był oczywiście specyficzny, ale lubiłem jego szczerość. Jeśli ktoś się nie nadawał, mówił mu to prosto w oczy. Bez żadnych gierek. Piłkarz wiedział, na czym stoi. Moim zdaniem to dobre podejście.

Czujesz się na tę chwilę spełniony jako piłkarz? Zrobiłeś tyle, ile chciałeś, czy czegoś żałujesz?

Wciąż jestem w grze, więc nie czuję zachwytu nad swoimi dokonaniami. Jestem zadowolony, z tego co wydarzyło się do tej pory, bo uważam, że takie rzeczy trzeba szanować. Różne doświadczenia budują cię jako człowieka, ale swoje bariery ciągle chciałbym przekraczać. Jestem jeszcze w miarę dobrym wieku do grania, co chciałbym wykorzystać jak najlepiej. Kiedy skończę swoją przygodę, przemyślę sobie dokładniej, co poszło źle, a z czego mogę być dumny.

Jakie masz ambicje?

Mam proste ambicje. Jeśli zdrowie na to pozwoli, chcę grać jak najdłużej. Dopóki będę dostawał oferty, a w Wiśle będę mógł okazywać swoją przydatność, będzie dobrze.

Miałeś kiedykolwiek realną opcję wyjazdu za granicę?

Szczerze mówiąc, miałem. Ostatnio rozmawiałem z Mateuszem Lisem o tym, że dzisiaj wystarczy jedna dobra runda w młodym wieku, żeby wypromować się z Ekstraklasy do lig zagranicznych. Kiedyś tak nie było. Osobiście dostałem propozycję z Japonii po rozegraniu pełnego sezonu za kadencji trenera Smudy. To był klub z zaplecza, który awansował do elity. Wtedy wystraszyłem się tego kierunku. Pomyślałem, że skoro zagrałem dobry sezon i mam w Krakowie kontrakt, to nie będę kombinował. Stwierdziliśmy z żoną, że zostajemy w Polsce.

Jakub Słowik czy Krzysztof Kamiński się nie bali.

Znam temat. W podobnym momencie Krzysiek też dostał propozycję z Japonii i z niej skorzystał. Znamy się i trochę mi o tej przygodzie opowiedział. Usłyszałem o realiach zupełnie innego świata, którego błędem było nie poznać własny okiem. Tego trochę żałuję, bo fajnie by było mieć takie doświadczenie.

Inny świat miałeś też w Wiśle. To, co działo się choćby dwa lata temu, nadaje się na film?

Na książkę o wielu aktach. W Wiśle jestem siedem lat i przeżyłem już wszystko. Działo się wiele, nie wspominając o dziwnych ruchach „na górze” i niepłaceniu pensji. Nie chciałbym do tego wracać, bo działo się naprawdę źle. Szkoda gadać. Wystarczy przypomnieć sobie historię, że pewien jegomość, który miał przejąć klub, ponoć dostał zawału w samolocie. Wierzyliśmy we wszystko, co nam mówią, a potem to okazywało się bujdą. Nie wiedzieliśmy, co robić, ale nie poddaliśmy się. Wierzyliśmy. Mieliśmy z tyłu głowy taką myśl, że jesteśmy ostatnią instancją. Nie ma nas – nie ma klubu. Dlatego walczyliśmy i wyszło nam to bardzo dobrze. Potem przyszedł Kuba ze swoimi ratownikami i teraz wszystko jest odpowiednio poukładane.

To był najtrudniejszy moment w twojej karierze?

Zaciągnięte kredyty, żona, dziecko… Człowiek cały czas myślał o rodzinie. Miałem świadomość, że jeśli klub ogłosi upadłość, to żadnych pieniędzy za 7-8 miesięcy już nie zobaczymy. Tak więc tak, to był najgorszy okres. Na szczęście mieliśmy taką szatnię, która podtrzymywała się wzajemnie na duchu. Wierzyliśmy, że walka o samych siebie sprawi, że życie odda nam coś dobrego.

To musiało być niefajne uczucie, kiedy patrzyłeś na żonę z myślą, że finansowo nic nie wnosisz. I tak co miesiąc.

Fakt, czasami były takie momenty, że rodzinie się za to obrywało. Ona była jednak bardzo istotna, bo kiedy człowiek wracał z treningu podłamany, to żona z dzieckiem zawsze potrafili podnieść mnie na duchu. Nie było łatwo z psychiką, to muszę przyznać. Nie wiem, co zrobiłbym bez nich.

Kariery raczej nie zaczynacie z myślą o pieniądzach, ale w takich sytuacjach nie da się o nich nie myśleć.

Karierę jeszcze próbuję zrobić, bo na razie to tylko przygoda! Ale zgadzam się. Ludzie powtarzają, że mamy tyle pieniędzy za niewielki wkład i przyjemne życie. No nie, tak nie jest. Nikt nikomu przecież nie bronił, żeby poszedł kopać w piłkę. U nas była pasja od małego, a potem doszła ciężka praca. Oczywiście też jest to jakiś prezent od losu, bo trzeba mieć trochę szczęścia, żeby osiągnąć tyle, ile się zakłada. Ale szczęściu trzeba dopomóc. Trzeba mieć poukładane w głowie i być dobrym człowiekiem. Karma w życiu istnieje, życie oddaje pięknym za nadobne.

Na fałszu sukcesu nie zbudujesz.

Taka jest moja opinia. Innych ludzi trzeba też szanować.

Życie pewnie nauczyło cię również, że nie można być zbyt ufnym.

Tak. Trzeba uważać na pewnych ludzi, bo niektórzy próbują prześlizgnąć się przez twoje życie i zyskać coś tylko dla siebie. Są po prostu oszustami. Powiem ci szczerze, że taki właśnie byłem. Zawsze za bardzo naiwny. Kiedy ktoś mi coś mówił, w wiele z tych rzeczy bezmyślnie wierzyłem. Dzisiaj jest inaczej, nauczyłem się w szybszym czasie poznawać się na ludziach. Decydować, komu warto zaufać.

Stawiasz na wyrabianie własnej opinii?

Zdecydowanie. Sam lubię poznawać daną osobę i słuchać tego, co podpowiada mi intuicja. Niekoniecznie polegać na zdaniu wyrobionym przez innych, bo to nie zawsze się sprawdza.

A co nie podoba ci się w ludziach?

Najgorsza jest fałszywość. Nie znasz kogoś, później tę osobę poznajesz i okazuje się, że słowa powiedziane na początku mijają się później z prawdą. To jest dla mnie sygnał, że ktoś taki może mieć złe intencje. Nie da się komuś takiemu zaufać.

Zaufałeś żonie i chyba nie żałujesz. Bez niej wyobrażasz sobie w ogóle rzeczywistość?

Nie ma szans. Wydaje mi się, że bez niej mógłbym źle skończyć. Wiesz, nieodpowiednie towarzystwo, błędne decyzje. Przez moją naiwność być może byłbym na to podatny.

Bycie wiecznym kawalerem mogłoby być dla ciebie zgubne.

Nie będę ukrywał: niestety tak. Krążą o mnie takie opinie, że po ślubie stałem się bardziej poukładanym człowiekiem. Nie przeszkadza mi to, bo uważam, że bramkarz nie musi być szalony. Ale wydaje mi się, że oba te aspekty nie idą aż tak mocno w parze. Zawsze miałem ten spokój w życiu, tyle że ktoś musiał mnie „doglądać”, żebym nie zboczył z obranej ścieżki. Każdy ma swój charakter, który może pomóc lub nie.

Ty miałeś taki charakter, że dało się ciebie owinąć wokół palca.

Można powiedzieć, że trzeba było trzymać mnie w ryzach. Coś w tym może być. Na szczęście nauczyłem się życia, a poza tym sporo rozmawiam z żoną o różnych sytuacjach. Wiadomo, że w piłkę nie grała, ale potrafi dobrze doradzić.

Miałeś konkretne przykłady na to, kiedy przez ufność omal nie wpadłeś w jakieś kłopoty lub nałóg?

Było kilka takich momentów, kiedy dostawałem różne propozycje. Ale nie zastanawiałem się nad nimi, bo wiedziałem, z czym to wszystko się je. Uważam, że to wynika z wychowania przez rodziców. Z czasów dzieciństwa po prostu wiedziałem, że pójście w jakiś nałóg czy poluzowanie sobie to zła decyzja w kontekście własnego rozwoju. Gasiłem temat w zarodku. Nie chciałem przez sprawy niezwiązane z boiskiem stworzyć sobie problemów.

Na pewno widziałeś kilku młodych piłkarzy, którzy nie poszli za twoim sposobem myślenia.

Dużo jest takich przykładów. Nieprofesjonalne podejście wychodzi prędzej czy później. Trzeba trzymać się na baczności. Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi, ale nie każdy ma głowę do tego, żeby w kluczowym momencie się hamować.

Czyli ty potrafisz.

Powiem tak: nikt mnie nigdy nie przyłapał! Oczywiście śmieję się, ale są takie chwile, kiedy można pozwolić sobie na coś więcej. Wypić piwo, trochę poluzować. To dobrze działa na psychikę.

Kiedykolwiek czymś się lansowałeś?

Zostałem tak wychowany, że bardzo szanuję zarobione pieniądze. Nie uważam, żebyśmy jako piłkarze powinni się czymś popisać. Po co? Lepiej takie rzeczy zostawiać dla siebie. Człowiek czasami zapomina, że dobra karta może odwrócić się w każdej chwili w najmniej niespodziewanym momencie.

Fot. Newspix (główne), FotoPyk

Suche Info
28.09.2022

Michniewicz: „Też bym wolał, żeby Krychowiak grał szybciej”

Czesław Michniewicz po raz kolejny  – tym razem na antenie Polsatu Sport – stanął w obronie Grzegorza Krychowiaka. Jego zdaniem „Krycha” to obecnie najlepszy polski defensywny pomocnik. – Grzegorz Krychowiak jest dziś najlepszym polskim zawodnikiem występującym na tej pozycji. To specyficzna pozycja, trzeba mieć olbrzymie umiejętności. Też bym wolał, żeby grał dokładniej czy szybciej, ale w kadrze gra tak od lat. A na ten moment nie mamy nikogo, kto mógłby go zastąpić – […]
28.09.2022
Weszło
28.09.2022

Pijane gówniarstwo. Michniewicz zły? Nastoletnia staruszka | HADAJ #76

Kolejny odcinek vlogu Wojtka Hadaja – zapraszamy! 
28.09.2022
Suche Info
28.09.2022

Afera alkoholowa w reprezentacji Polski U-17

Reprezentacja Polski U-17 błysnęła formą podczas Pucharu Syrenki, pokonując Anglię aż 5:0. Okazuje się jednak, że podczas zgrupowania doszło do mini-skandalu. W pokojach dwóch zawodników znaleziono butelki po alkoholu. Jak informuje portal Meczyki, sprawa dotyczy Michała Matysa z Zagłębia Lubin i Mikołaja Tudruja z Lecha Poznań. – Obaj zawodnicy zostali dyscyplinarnie usunięci ze zgrupowania. O zaistniałej sytuacji zostały poinformowane kluby obu zawodników  – skomentował rzecznik […]
28.09.2022
Suche Info
28.09.2022

Piłkarz Karabachu chce grać dla Polski

Kady Iuri Borges Malinowski – brazylijski skrzydłowy Karabachu Agdam – wyraził chęć gry dla reprezentacji Polski. W rozmowie z portalem „WP Sportowe Fakty” intencje zawodnika potwierdził Vusal Mahmudov, dziennikarz z Azerbejdżanu. Kady przyszedł na świat w Kurytybie, ale posiada polskich przodków, a zatem mógłby ubiegać się również o polskie obywatelstwo. – Wcześniej zrobiliśmy „śledztwo” w jego sprawie. Ustaliliśmy, że po występie przeciwko Lechowi Poznań skontaktował się […]
28.09.2022
Suche Info
28.09.2022

Prezes PSG ostrzega Barcelonę. „UEFA się wszystkiemu przyjrzy…”

Naser Al-Khelaifi, prezes Paris Saint-Germain, lubi od czasu do czasu uderzyć w FC Barcelonę. Tym razem wbił szpileczkę działaczom katalońskiego klubu na łamach „Politico”. Szef PSG ma wątpliwości co do polityki transferowej Barcy, która latem – po zastosowaniu szeregu „dźwigni finansowych” – dokonała potężnych wzmocnień mimo równie wielkiego zadłużenia. – Nie jestem pewny czy to legalne. Jeśli pozwolą na to teraz, inni będą robić to samo. UEFA ma swoje własne przepisy […]
28.09.2022
Ekstraklasa
28.09.2022

Jak zagraniczni ligowcy poradzili sobie w przerwie na kadrę?

Już w piątek wraca ekstraklasowe granie, a zagraniczni ligowcy w międzyczasie bronili barw narodowych. Przynajmniej niektórzy. Jak to się dla nich skończyło? Cóż, bywało różnie. Jedni na pewno dobrze zapamiętają końcówkę września. Inni natomiast będą woleli o niej zapomnieć i z ogromną chęcią wrócą na polskie podwórko. Do drugiej grupy niewątpliwie należą Jesper Karlstrom i Mikael Ishak. W końcu obaj piłkarze Lecha pojechali na zgrupowanie Szwecji z ogromnym bananem […]
28.09.2022
Weszło
28.09.2022

Pijane gówniarstwo. Michniewicz zły? Nastoletnia staruszka | HADAJ #76

Kolejny odcinek vlogu Wojtka Hadaja – zapraszamy! 
28.09.2022
Lekkoatletyka
28.09.2022

Fajdek, Skrzyszowska, Kaczmarek i inni. Najlepsi polscy lekkoatleci 2022 roku [RANKING]

2022 rok w lekkoatletyce upłynął pod znakiem trzech wielkich imprez. Zaczęło się od halowych mistrzostw świata w Belgradzie. Z kolei na stadionie sportowcy zmagali się na mistrzostwach globu w Eugene oraz Europy w Monachium. Parę dni temu mogliście poczytać nasz ranking najlepszych lekkoatletów sezonu, który właśnie dobiega końca. My tymczasem postanowiliśmy pójść za ciosem i stworzyliśmy zestawienie najlepszych polskich zawodników Anno Domini 2022. Mistrzowie Europy, medaliści mistrzostw świata, wielcy […]
28.09.2022
Weszło
28.09.2022

Mucha: Miszta ma większe umiejętności od Tobiasza, ale ważna jest też głowa

Gościem programu „Tylko Legia” na Kanale Sportowym był Jan Mucha. Były piłkarz stołecznego klub wypowiedział się na temat temperamentu Josue, meczów z Lechem i potencjału młodych bramkarzy Legii Warszawa. O czwartej kartce w sezonie, które oznacza zawieszenie Josue… Na pewno jest to piłkarz, którego trzeba cały czas hamować i z nim rozmawiać. Pamiętam, jak byłem w sztabie za trenera Vukovicia i tych rozmów było bardzo dużo i on rozumiał to, że my nie chcemy […]
28.09.2022
Weszło
28.09.2022

Liga Narodów w pigułce. Kompromitacje, niespodzianki i wnioski

Za nami runda zasadnicza Ligi Narodów, więc pora na drobne podsumowanie. Ostatnio pojawiło się mnóstwo tekstów o losach reprezentacji Polski, więc czas skupić się na całej reszcie, a tematów nie brakuje. Słabiutka Anglia, niepowodzenia Francji, waleczne Węgry, niezdarna Portugalia, mecze na pół gwizdka, piękny gol reprezentanta Ekstraklasy i wiele innych. Zapraszamy. Ligi Narodów w pigułce Czarne chmury nad Deschampsem Nie da się ukryć, że potencjał reprezentacji Francji jest ogromny […]
28.09.2022
Niezły numer
28.09.2022

Tylko 2 beniaminków utrzymało się w dywizji A. Co wiemy po trzech edycjach Ligi Narodów?

Kolejna edycja Ligi Narodów za nami — do rozstrzygnięcia pozostała już tylko kwestia zwycięstwa w Final Four. Co wiemy o tych rozgrywkach po trzech sezonach? Na przykład to, że rozpoczęcie kolejnego w dywizji A to wcale nie takie łatwe zadanie. Reprezentacja Polski w czwartej edycji pozostanie w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Czy znów będziemy trzęśli portkami przed starciami z silnymi rywalami? Z pewnością. Jest jednak tak, jak ujął to Czesław Michniewicz (i nie tylko on) – trzeba uczyć się […]
28.09.2022
Weszło
28.09.2022

Moda na sukces? O weganizmie wśród sportowców

1970 rok – Neil Robinson, były zawodnik m.in. Evertonu i Swansea, jako 13-latek widzi w telewizji, jak krowie oddelegowanej do produkcji mięsa podrzynają gardło. Przechodzi na wegetarianizm, żyje tak 7 lat, by potem na ostatnie 10 lat kariery piłkarskiej zostać weganinem. Odmawiał noszenia skórzanych korków, promował rzadki wówczas styl żywienia. Kpił z przekonań, że sportowcy potrzebują dużo steków, aby utrzymać się na najwyższym poziomie. 2018 rok […]
28.09.2022
Liczba komentarzy: 12
Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mateusz
Mateusz
1 rok temu

O jaką sytuację z pseudokibicem na boisku chodzi?

,eh
,eh
1 rok temu

Śląski to gwara, nie język. Nie pozdrawiam

Patrol
Patrol
1 rok temu
Reply to  ,eh

To czy coś jest uznawane za gwarę, czy za język jest niestety głównie kwestią polityczną. Z perspektywy językoznawczej śląski spokojnie mógłby być uznany za język, jeśli zostałby odpowiednio skodyfikowany. Z perspektywy politycznej niekoniecznie. Popatrz na języki byłej Jugosławii. Choćby chorwacki i serbski według większości językoznawców są po prostu wariantami tego samego języka, ale z wiadomych powodów politycznych niemożliwa jest ich oficjalna unifikacja. I teraz powstaje pytanie – czy bardziej nas obchodzi perspektywa polityczna, czy językowa? Mnie na przykład językowa i dlatego, po przeprowadzeniu odpowiednich prac kodyfikacyjnych, byłbym skłonny uznać śląski za język.

Miętosz
Miętosz
1 rok temu
Reply to  ,eh

Aleś się przyczepił juz nie miales czego chyba

happer41
happer41
1 rok temu

W sumie wywiad o niczym…. Sprowadza się do takich banalnych stwierdzeń odnośnie życia typu szczerość, uczciwość, rodzina, skromność.

Gmoch
Gmoch
1 rok temu
Reply to  happer41

Problem w tym, że uważa się szczerość, uczciwość czy skromność za banał. Jednocześnie, abstrakcyjnie, są to towary luksusowe, coraz mniej dostępne na „rynku”. A moim zdaniem to wartości, o których pisze się za mało. Przestały być modne kosztem lansu i sztuczności.

Jeśli tak chłopina uważa, to po co ma się silić na pajacowanie czy nawet większą ekspresję wypowiedzi? To nie Kosecki. Nie widzę w tym nic złego. Nie każdy wywiad musi być z zębem. Ten wywiad pokazuje po prostu zwykłego, zrównoważonego gościa.

Wywiad nie jest o niczym tylko o życiu piłkarza i jego podejściu do zawodu czy życia. Pewnie z Balotellim by ci bardziej podszedł:)

Gmoch
Gmoch
1 rok temu
Reply to  Gmoch

Na korzyść lansu i sztuczności [edit] 🙂

happer41
happer41
1 rok temu
Reply to  Gmoch

Nie o to chodzi. Mało tu spraw piłkarskich w wywiadzie. Bardziej nastawiałem się, że dowiem się czegoś więcej o Wiśle jak teraz tam wygląda sytuacja wewnątrz itp.

Gmoch
Gmoch
1 rok temu
Reply to  happer41

No akurat tu przyznaję ci rację, przydałyby się ze 2 pytania rozwijające dotyczące klubu. Też głosowałbym za. Dowiedzieliśmy się dużo o piłkarzu (na plus), mało o klubie. Też jest to ok, ale mogło być ciut lepiej.

floro flores
floro flores(@floro-flores)
1 rok temu

buchal ale że w lewcu u nas jakies żydki sie kręciły?