Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Gruzinom się to Euro nie należało, proszę pana. I brawa dla Macedonii Północnej

redakcja

Autor:redakcja

12 listopada 2020, 20:34 • 4 min czytania 15 komentarzy

Wiele można powiedzieć o Jerzym Brzęczku, ale nie to, że nie ma farta. Dostał grupę eliminacyjną, w której Austria była naszym najgroźniejszym rywalem. Spadł z Ligi Narodów, by potem jednak z niej nie spaść. Dzisiaj nawet nie grał meczu, a jednak będzie mógł  zapunktować mówiąc: zobaczcie, te nasze dwa zwycięstwa z Macedonią Północną, to były wygrane z finalistami Euro. Goran Pandew wbił Gruzinom gwoździa w Tbilisi i to Macedończycy napisali historię swojej piłki.

Gruzinom się to Euro nie należało, proszę pana. I brawa dla Macedonii Północnej

Gruzja, naszym zdaniem, totalnie się dzisiaj spaliła mentalnie. To był ogółem dość słaby mecz, nerwowa kopanina, czego do pewnego stopnia należało się spodziewać, bo dla obu reprezentacji stawka wyjątkowa. Zastanawiamy się wręcz, czy Gruzinów nie przytłaczał pusty, potężny obiekt Dynama Tbilisi. Jakie by nie były przyczyny, mieli mecz u siebie o Euro, a koncertowo to spieprzyli. W Gruzji nie mogą powiedzieć: no, odpadliśmy, ale po ambitnej walce. Było blisko, ale się nie udało.

Nie.

To był fatalny mecz Gruzinów.

W pierwszej połowie jeszcze jakieś sytuacje, głównie za sprawą rajdów Okriaszwilego, ale i on chyba przesadzał z grą indywidualną. W drugiej połowie Okriaszwili już głównie irytował, w końcówce puentując swój występ strzałem z wolnego w niemal dokładnie środek muru. No technik. Albo wtedy, gdy niby coś tam zamieszał pod polem karnym, ale finalnie nie udało mu się dokładnie podać na trzy metry do Kankawy. A to i tak był bodaj najgroźniejszy zawodnik Gruzinów.

Bardzo mało produktywni byli Gwilia i Kaczarawa, którzy nie dograli meczu, zmienieni w 80 minucie. Jak Gwilia huknął z dwudziestu pięciu metrów w trybuny, od razu stanęły nam przed meczem jego niektóre akcje w Legii. Wymowne, że w pierwszych czterdziestu pięciu minutach najlepsza okazja Gruzinów polegał na tym, że Kazaiszwili, jakby oddał strzał, to mogło być groźnie. Bo stał na gdzieś ósmym metrze i miał piłkę na nodze. No ale strzału finalnie nie oddał. I taka to była przewaga Gruzinów. Ostatecznie najładniejsza, najbardziej składna akcja w tej części gry, to rozegranie schowanych za gardą gości, po którym Pandew sprytnie uderzył głową.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Po zmianie stron myśleliśmy mimo to, że optyczną przewagę Gruzini zamienią na jakiekolwiek konkrety. Ale nadal było sennie, apatycznie. Macedończycy z tego skorzystali, po dobrym rozegraniu pokazując na moment futbol faktycznie godny Euro, bo to szybkie rozegranie na jeden kontakt pomiędzy Pandewem, Elmasem, Nesterowskim, którym rozklepali gruzińską obronę.

Wszystko wykończył Pandew.

Wiadomo, mógł trafić każdy, ale nie dziwi nas zupełnie, że to on to przesądził. W tej nerwówce, która wiązała nogi, Pandew musiał mieć najchłodniejszą głowę i udźwignąć presję. Kankawa, kapitan Gruzinów, zaczął przykładowo od nieodpowiedzialnego faulu, oddał jakiś beznadziejny strzał z rzutu wolnego – chciał być wszędzie, był ostatecznie nigdzie. A Pandew postawił stempel wtedy, kiedy było trzeba.

No właśnie, co to jest za historia dla Pandewa. Debiutował w 2001 w meczu z Turcją, przygotowującą się do mundialu. Przeżył mecze straszliwe, jak eliminacje, w trakcie których Macedonia Północna przegrała i zremisował z Andorą. Było 1:5 od Finów. 1:1 z Maltą. Było, wreszcie, aż siedem lat temu, rzucenie reprezentacji. Trzy lata później Angelovski namówił go na powrót, a teraz, w 109 meczu dla reprezentacji, golem pieczętuje pierwszy w historii kraju awans na finały wielkiej imprezy. To jest jego dzień. Tak samo jak dla trenera Angelovskiego, który pięć lat pracował na ten sukces.

Pochwała cierpliwości.

Gruzini mieli jeszcze mnóstwo czasu, żeby tu jeszcze powalczyć, ale niektóre ich akcje wyglądały tak, że jakby coś podobnego zrobili piłkarze w polskiej lidze na przełomie wieków, to zaraz wieziono by ich w komplecie do Wrocławia. Jak Kwirkwelia w jednej akcji najpierw złamał linię spalonego o trzy metry, a potem się przewrócił bez niczyjej pomocy, stanął nam przed oczami mecz Amica – Aluminium.

Macedonia Północna dołącza do grupy ze starymi znajomymi z Austrii, poza tym zmierzy się też z Ukrainą i Holandią. Jest to grupa, która swoje mecze zagra w Amsterdamie i Bukareszcie, oczywiście jeśli nie będzie jeszcze zmian ze względu na COVID-19, bo krążą pogłoski o tym, by turniej rozegrać w innym formacie niż po całej Europie. Dodajmy, że ten sukces to fajna konsekwencja tamtejszej piłki: Macedończycy sensacyjnie awansowali na młodzieżowe Euro 2017, wygrywając grupę eliminacyjną przed Francją, Islandią, Ukraina, Szkocją, Irlandią Północną. Na finałach nie zaszaleli, ale sam awans był dla nich sygnałem: idzie lepsze. No i okazało się, że nie był to jednorazowy fajerwerk.

Gruzja – Macedonia Północna 0:1 (0:0)

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Pandew 56′

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

15 komentarzy

Loading...