O strzelaninie pod hotelem reprezentacji Polski w Moskwie. O zgrupowaniu przed meczem z Brazylią, gdzie przez dziesięć dni kadra odbyła jeden trening. Czego Franz Smuda zazdrościł Pogoni Szczecin? Jak duże były różnice między ligą polską a średnią zachodnią w latach dziewięćdziesiątych? Dlaczego przez osiem lat po skończeniu kariery siedział w domu? O tym wszystkim rozmawiamy z Waldemarem Jaskulskim, byłym piłkarzem reprezentacji Polski, Widzewa, Pogoni Szczecin i Standardu Liege.

„Przed meczem z Brazylią mieliśmy jeden trening. Przez dziesięć dni”

***

Kto był lepszy: Emile czy Mbo Mpenza? Wiadomo, że Emile zrobił większą karierę, ale pan grał wcześniej z jednym i drugim w Standardzie.

Emile, zdecydowanie. Na początku, gdy trafiłem do Belgii, grali w Mouscron. Kryłem właśnie jego. Po meczu trener przyszedł do mnie i powiedział – w luźnym tłumaczeniu:

– Kurde, gościu nic nie zrobił.

Dla mnie to było bardzo miłe. Emile był bardzo szybki, Mbo bardziej techniczny. Natomiast mnie nie interesowało to jak grają, jak prezentują się na treningach. Mieli strzelać dla Liege, tyle. No to strzelali.

Standard był pana jedyną ofertą z Zachodu?

Wcześniej miałem propozycję z TSV 1860 Monachium. Z tym, że w Pogoni nawet mi o tym nie powiedzieli. To były dziwne czasy. Dopiero Piotrek Nowak powiedział mi na kadrze, że mnie chcieli, że nawet trener się wybierał na mój mecz. Chciałem wyjechać do Standardu, żeby zarobić parę złotych. Wiadomo, że u nas wtedy za grubo nie płacili.

A nie żałował pan wyjazdu w momencie, kiedy przed Widzewem rysowały się perspektywy walki o Ligę Mistrzów?

Podpisałem kontrakt grając już w Widzewie, gdzie byłem wypożyczony z Pogoni. Jeszcze wtedy w Łodzi nie mieliśmy pewnego mistrzostwa. Wierzyłem, że je zdobędziemy, ale już chciałem wyjechać, zmienić otoczenie, posmakować Zachodu. Choć co tu kryć – potem żałowałem patrząc na Widzew w Champions League.  Obejrzałem wszystkie mecze i zastanawiałem się: co by było gdyby.

Pamiętam nawet, siedzimy na bankiecie z okazji zakończenia mistrzowskiego sezonu z Widzewem. Rozmawiam przy barze z Franzem Smudą.

– Waldek, zostań z nami.

– Trenerze, ale już podpisałem kontrakt, nie ma o czym mówić.

Smuda zadzwonił do mnie znowu zimą po pierwszej mojej rundzie w Belgii, a dla Widzewa po fazie grupowej.

– Waldek, wracaj do nas, zaraz znowu będzie w Łodzi Liga Mistrzów.

– Trenerze, podpisałem kontrakt na trzy lata.

– My to załatwimy.

– Nie no, tak się nie robi.

Raczej dobrze, że pana wtedy nie namówił, bo zamiast Ligi Mistrzów wkrótce Widzew zaczął się sypać.

Tak to jest w piłce, te decyzje czasem są trudne. Coś by człowiek zrobił, a wszystkiego naprawdę nie jest w stanie przewidzieć.

Jak pan wspomina Franza Smudę?

Wesoły człowiek, kontaktowy. Pamiętam też pierwsze spotkanie ze Smudą w szatni. Siedziałem koło Andrzeja Woźniaka. Wszedł trener. Zaczął coś opowiadać na temat treningu, ale dziwnym językiem. Andrzej na mnie patrzy, mruga, w końcu mówi:

– Spokojnie, przyzwyczaisz się.

Jak to było z warsztatem Franza? Bo słyszałem dwie wersje. Jedna, że umiał zmotywować, dawał wolność na boisku i tyle, to wystarczało, taktyki tam za wiele nie było. Ale są też ci, którzy uważają, że umiał zaplanować ofensywny futbol.

Przez te pół roku to ja za wiele treningów z trenerem Smudą nie miałem. Widzew był parę kolejek spóźniony po mroźnej zimie, bo na stadionie leżało tyle śniegu, że nie dało się grać. Później to odrabialiśmy grając co trzy dni, więc rozruch, mecz i tak od nowa. Mogę powiedzieć natomiast, że na obozie przygotowawczym mieliśmy interwały takie, że dostawało się w kość. Taktyka… Tam było pół reprezentacji Polski, kwadratowych jaj nie trzeba było wymyślać.

Grał pan w trójce z Tomkiem Łapińskim i Danielem Boguszem. Łapa potrafił opierniczyć?

Ja nie narzekałem. Narzekał raczej Tomek, bo lubiłem wybiec do przodu. Ale trener też stawiał na ofensywną grę, Tomek nas próbował trochę w tym hamować, w sensie: OK, idźcie. Ale bez przesady, nie cały czas, odpowiedzialnie.

Znał pan ówczesny Widzew, znał pan ligę belgijską. Załóżmy, że Marek Citko trafia do Standardu – jak mocną miałby pozycję?

Byłby wyróżniającym się piłkarzem, tam takich magików nie było. Myślę, że w ówczesnej formie, Belgia byłaby dla niego dosyć łatwą ligą. Umiał kiwnąć, strzelić z daleka, poczarować, miał technikę prawie perfekt.

Jeśli chodzi o mecze pomiędzy Legią i Widzewem w latach 90., to najsłynniejsze jest 2:3. Ale rok wcześniejsze 1:2 na Łazienkowskiej, z pana udziałem, jest trochę niedoceniane: to w tym meczu Widzew mierzył się z Legią, która przed chwilą grała w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i miała mocniejszą paczkę niż rok później. To również tym meczem Widzew grał o odzyskanie tytułu po wielu latach.

Oni byli zbyt pewni siebie wtedy. Ostatnio nawet oglądałem materiał wokół tego meczu i to się potwierdza. Najbardziej mi się podobała wypowiedź Macieja Szczęsnego po meczu:

– To był najniższy wymiar kary.

To wszystko powinno wyjaśnić. Mieliśmy wtedy już 4 punkty przewagi, u siebie dwa mecze, jeden na wyjeździe. Sezon kończyliśmy bez porażki, nie wiem czy ktoś to powtórzy. Byłem w Łodzi krótko, ale mam duży sentyment – wspaniali kibice, wspaniali koledzy.

A działacze?

Ja nie narzekam. Słyszałem różne opowieści, w tym słynne „nikt nie da ci tyle, ile obieca Widzew”. Ale mi wszystko wypłacił bez zwłoki. Jak tam byłem trzy miesiące, nie słyszałem, żeby ktoś narzekał. Trzy dni po mistrzostwie byłem rozliczony. Wszystko elegancko. Było trochę czarów, bajeru, ale ja się z niczym złym nie spotkałem.

Wyjazd do Belgii był wtedy szokiem kulturowym? Strzelam, że języka pan nie znał.

Uczyłem się cztery lata niemieckiego w szkole, coś zapamiętałem, to jakoś tam pomagało. Siedziałem w szatni obok kapitana, Guya Hellersa, on trochę niemiecki znał. Był fajnym facetem, interesował się, pomagał. Natomiast gdy zmienił się trener, w klubie pojawił się obowiązek nauki języka dla obcokrajowców. Szliśmy na lekcje prosto po treningach. Nie powiem, na początku kulałem, myślałem, że to co mi potrzeba na boisku, to wystarczy. Ale bez tego miałbym szlaban do składu. Potem nauczyłem się i nie żałowałem.

Jakie największe różnice były wtedy między Standardem a Widzewem, czyli mistrzem Polski?

Różnice ogromne. Od zaplecza począwszy. My w Widzewie mieliśmy boisko główne i to przy stadionie. W Standardzie ze trzy treningowe, czwarte obok płyty głównej. Profesjonalne wyżywienie. Miejsce, gdzie można się przespać po treningu czy między treningami. Inna sprawa, że chodziłem tam jak do pracy. Musiałeś na stadionie osiem godzin spędzać. W Widzewie to był trening, dwie godzinki, a potem wspólny wyjazd „na kawę” z kolegami z drużyny.

Albo ze Standardem mieliśmy sparingi z Barceloną czy Lazio. Kto w Polsce mógł sobie na coś takiego pozwolić? A my jechaliśmy obie pograć. Z Barcą grałem na Giovanniego, obok biegał Stoiczkow. Zremisowaliśmy 2:2 i przegraliśmy po karnych. Z Lazio w przerwie meczu poszedłem do Signorego zapytać, czy wymienimy się koszulką. Powiedział: OK. Przypominać się nie musiałem, przyszedł po meczu facet do szatni i przyniósł mi koszulkę.

A finansowo jaka była różnica?

Finansowo różnica była już wręcz kolosalna. Inne czasy. Inny przelicznik pieniędzy. Jak sądzę, chłopaki za darmo w Lidze Mistrzów nie grali, ale wciąż tam miałem lepiej. Choć i tak, jak teraz patrzę ile się płaci, to człowiek grał za frytki. Takie czasy.

Zaoszczędzone w Belgii pieniądze na co pan wydał?

Starczyło na domek. I parę lat odpoczynku. Trochę przespałem ten czas tuż po karierze. Ale człowiek skończył grać, parę złotych miał, to tak sobie siedział. Choć to nie były jakieś wielkie pieniądze, trzeba było zadbać o rodzinę, dzieci i tak dalej.

To trudny moment dla każdego piłkarza: kariera się kończy, trzeba zaczynać od zera.

Mi to szło źle. Najpierw próbowałem otworzyć cukiernię, bo ogólnie taki mam zawód. Kupiliśmy szeregowiec w Szczecinie, na dole mieliśmy zaplanowaną przestrzeń pod tę cukiernię. To nie poszło. Trochę pieniędzy poleciało. Sprzedaliśmy szeregowiec, wybudowaliśmy się w Policach, skąd pochodzi moja żona.

Potem nic nie robiłem. Miałem problem ze znalezieniem sobie miejsca po zakończeniu kariery. Robiłem kursy trenerskie, doszedłem do II klasy, ale nic z tym nie zrobiłem. Siedziałem razem z żoną w domu tak przez osiem lat. W końcu zadzwonił szwagier i mówi:

– Ty, wstawaj z tego fotela, chyba czas pójść do pracy.

Dziś pracuję w Grupie Azoty w zakładach. Jestem zwykłym pracownikiem od trzynastu lat. Czasem się poopowiada kolegom o piłce, jak ktoś chce posłuchać.

To, co mi bardzo pomogło, to że w Belgii są związki zawodowe piłkarzy i fundusz emerytalny. Z kwoty, którą zarabiałem, odprowadzano część na ten fundusz, żeby piłkarz nie zostawali po karierę golasami. Był on do wyjęcia, gdy skończyłem 35 lat.

W Standardzie Liege spędził pan dwa lata, grał sporo, a potem ta przygoda, mimo długiego kontraktu, załamała się. Co się stało?

Złamałem nogę. Potem miałem operację mięśnia dwugłowego. Po prostu zdrowie. Przez Jurka Leszczyka, którego znałem z Widzewa, poznałem cenionego belgijskiego menadżera. Zaproponował mi przejście do II ligi, gdzie grałbym za te same pieniądze, co w Standardzie, no ale grał zamiast siedzieć na ławie czy trybunach. Nie miałem tylko premii meczowych, ale to był dobry układ.

Po powrocie z Belgii spróbował pan jeszcze sił w idącym na Ekstraklasę Radomsku, ale skończyło się na dwóch meczach.

Znowu zdrowie. Tym razem kontuzja pleców. Graliśmy sparing z Widzewem i tak to się potoczyło. Trzeba było kończyć z graniem.

Jaka była Pogoń Szczecin pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, w której pan wypłynął?

Młoda, zdolna drużyna. Pamiętam, że miałem 25 lat, a niewielu było starszych ode mnie. Radek Majdan, Olo Moskalewicz, Maciej Stolarczyk… Całe pokolenie fajnych piłkarzy. Było biednie, ale dobrze graliśmy w piłkę. No i kibiców w Szczecinie mogli nam pozazdrościć. Pamiętam taką rozmowę ze Smudą:

– Wy to macie dobrze w Szczecinie, czy przegrywacie, czy wygrywacie, kibice się cieszą. My ciągle wygrywamy, a kibice i tak są niezadowoleni.

Po latach, gdy spotkaliśmy się na 75-lecie klubu, trochę inaczej patrzyłem na ówczesną organizację w Pogoni. Powiedziałem dyrektorowi, że my byliśmy młodzi, każdy miał wymagania. Ale Pogoń wtedy miała cztery zespoły w Ekstraklasie: piłka nożna, ręczna kobiet i mężczyzn, koszykówka. I wszystkich trzeba było opłacić, a to nie były łatwe czasy, o pieniądze w sporcie było wtedy znaczeni trudniej.

Natomiast wówczas buntowaliśmy się. Pamiętam jak przed meczem z Legią zagroziliśmy, że nie wyjdziemy na boisko, bo chcemy zaległych wypłat. Ja jako kapitan poszedłem do działaczy to przedstawić. Przed meczem wszedł do szatni dyrektor i powiedział, że ja przestaję być kapitanem, a reszta ma wychodzić na boisko. Na co wstał Olo Moskalewicz:

– Chwila, chwila. Albo Waldek jest kapitanem, albo nie gramy. My go wybraliśmy, nikt go nam nie będzie zmieniał.

Stanęło na ostrzu noża. Zostało po naszemu. Powiedziałem:

– Dobra panowie, przyjechała Legia, trzeba wyjść i grać.

Jeśli chodzi o hitowe mecze, to chyba najbardziej pamiętny pana jest z reprezentacją przeciw Brazylii.

O czym my rozmawiamy. Wciąż o sporcie? Jeśli chodzi o mecz, to pomogło nam bardzo mokre, bagniste boisko. Znaliśmy takie trudne murawy z polskiej ligi. Graliśmy z mistrzami świata, skończyło się na 1:2, a przyjechaliśmy prosto z urlopów.

Ile mieliście treningów przed tym meczem?

Chyba jeden. Jakiś rozruch. Na dziesięć dni. Zwiedziliśmy wtedy wszystkie plaże w okolicy.

Skoro przy osobliwych historiach z kadry, to jak zły był hotel w którym za Piechniczka zakwaterowano was w Moskwie?

Taki, jak opisał Kowal. Dziewczyny pukające do drzwi w nocy. Strzelanina pod hotelem. Stare jedzenie. Suchy prowiant, twardy. A przecież to nie była jakaś kukułka, tylko reprezentacja Polski.

Najwięcej grał pan u selekcjonera Apostela, gdzie była szansa wyjazdu na Euro 1996.

Szkoda meczu z Rumunią u siebie, gdybyśmy wygrali, mieliśmy otwartą drogę. Po tym 0:0 wszystko się posypało. Jak się spojrzało na szanse, jakie mieliśmy z Rumunią i Francją – niby bardziej renomowani, ale graliśmy z nimi na równi. Brakło niewiele.

Wiele brakło natomiast w Hong Kongu, gdzie kadra przegrała z Japonią 0:5.

To było po prostu przykre. Jechaliśmy jako reprezentacja ligi polskiej, ale 0:5 jest nie do wytłumaczenia. Nie ma co znajdować wytłumaczeń, byli o tempo szybsi, lepsi.

Pracował pan jako trener ostatnio w Tanovii Tanowo, czyli ten kontakt z piłką wciąż jednak jest.

Stworzyliśmy z kolegą taki zespół 10 kilometrów od Polic. Awansowaliśmy z B-klasy do okręgówki. Trochę tam pomagałem.

Korciło, żeby zagrać, choćby w B-klasie?

Nie. Nie mam zdrowia. Chore plecy. Chore kolana. Cieszę się, że chodzę. Dwa lata temu jeszcze grywałem z oldbojami, ale potem zawsze się źle czułem. Poszedłem pobiegać, dwa dni mnie wszystko bolało. Nie ma co udawać, że człowiek jest jeszcze młody. Ja mam 53 lata. Nie chce mi się już udawać sportowca.

Czego panu życzyć?

Tylko zdrowia, czyli tego, czego wszyscy sobie życzymy.

Leszek Milewski

Fot. NewsPix

Suche Info
03.02.2023

Tureckie media: Mesut Oezil zakończy karierę piłkarską

Mesut Oezil ma już na karku 34 lata, a w październiku stuknie mu 35. Już sam wiek wskazuje na to, że być może wielkimi krokami nadchodzi koniec kariery niemieckiego pomocnika. Tureckie media ten fakt tylko potwierdzają, choć pożegnalnych komunikatów ze strony samego zawodnika jeszcze nie ma.Oezil od lipca 2022 roku prezentuje barwy Basaksehiru. Choć „prezentuje” to za dużo powiedziane, bo w tureckim klubie przebywał na boisku tylko przez 187 minut.Wczoraj Niemiec zagrał 45 […]
03.02.2023
Suche Info
03.02.2023

Oskar Zawada nie przestaje strzelać. Piąty mecz z rzędu z golem [WIDEO]

Oskar Zawada przeniósł się w sierpniu 2022 roku ze Stali Mielec do Wellington Phoenix. Liga australijska nigdy nie była typowym wyborem dla polskich piłkarzy, ale okazuje się, że dla 27-letniego napastnika to naprawdę świetne miejsce. Świadczy o tym liczba bramek, które strzela od momentu transferu. Teraz zanotował kolejną, przedłuża kapitalną serię.Wellington Phoenix to obecnie jedna z najlepszych ekip A-League. Zawada w barwach tego klubu uzbierał już 8 […]
03.02.2023
Ekstraklasa
03.02.2023

Tym razem liczymy na ciekawy piątek. Czy Widzew znów da show? Jak poradzi sobie osłabiona Wisła?

Pierwsze uderzenie Ekstraklasy przyjęliśmy na gardę, czekamy na drugą falę ciosów. Poprzedni weekend rozkręcał się powoli, ale ostatecznie wyszło lepiej niż zapowiadały to piątkowe bezbramkowe starcia. Tym razem liczymy, że już w pierwszy dzień weekendowego grania zobaczymy ciekawe mecze. Zwłaszcza, że zestaw par zapowiada się całkiem przyzwoicie, a poza tym mamy dziś na rozkładzie czołowego dostarczyciela fajerwerków w postaci Widzewa.Wisła Płock – Warta Poznań (18.00). […]
03.02.2023
Weszło
03.02.2023

Janisz: Liczyła się tylko praca, a poświęcanie dla niej życia jest idiotyczne

Dlaczego inteligencja stroni od sportu? Czy głupiejemy  i jest coś atrakcyjnego w dostawaniu po łbie? Na czym polega magia radia? Jak eksperci przeszkadzają komentatorom? W czym niedościgniony jest Dariusz Szpakowski? Kiedy „godoł” Lukas Podolski, a kiedy rozmawiał Miroslav Klose? Jak siedziało się obok Diego Maradony? Który reprezentant Polski usłyszał od niego słowa: „to twój pierwszy i ostatni mundial, a mój szósty, dziękuję bardzo”? Jak paliło się z Andrzejem Strejlauem na kwadrans […]
03.02.2023
Suche Info
03.02.2023

Gaul: – Nie chcę grać pasywnie. Teraz tego nie zmienię

Górnik Zabrze zajmuje obecnie 12. miejsce w tabeli z 20 punktami na koncie. Ostatnio nie potrafi wygrać meczu w Ekstraklasie, ale Bartosch Gaul nie zamierza z tego powodu wprowadzać rewolucji w swoim zespole. 35-latek uważa, że wywracanie wszystkiego do góry nogami byłoby błędem.Gaul stawia na wysoki pressing i aktywną grę w każdej strefie boiska. Ona nie zawsze przynosi punkty, ale trener Górnika broni jej na łamach „Przeglądu Sportowego”: – Jeśli zmieniłbym to kompletnie […]
03.02.2023
Suche Info
03.02.2023

Anton Krywociuk odchodzi do Daejeon Hana Citizen FC

Wczoraj pisaliśmy o tym, że Anton Krywociuk jest bliski odejścia z Wisły Płock. Podaliśmy, że chodzi o azjatycki kierunek. Dziś wiemy, że jego klubem będzie Daejeon Hana Citizen FC, czyli beniaminek koreańskiej ekstraklasy.Reprezentant Azerbejdżanu odejdzie z klubu. Jest to już przesądzone. 24-latek na zasadzie transferu definitywnego przeniesie się do Korei Południowej. Będzie to transakcja gotówkowa. Według naszych ustaleń Wisła zarobi na defensorze podobne pieniądze, jak przy sprzedaży […]
03.02.2023
Ekstraklasa
03.02.2023

Tym razem liczymy na ciekawy piątek. Czy Widzew znów da show? Jak poradzi sobie osłabiona Wisła?

Pierwsze uderzenie Ekstraklasy przyjęliśmy na gardę, czekamy na drugą falę ciosów. Poprzedni weekend rozkręcał się powoli, ale ostatecznie wyszło lepiej niż zapowiadały to piątkowe bezbramkowe starcia. Tym razem liczymy, że już w pierwszy dzień weekendowego grania zobaczymy ciekawe mecze. Zwłaszcza, że zestaw par zapowiada się całkiem przyzwoicie, a poza tym mamy dziś na rozkładzie czołowego dostarczyciela fajerwerków w postaci Widzewa.Wisła Płock – Warta Poznań (18.00). […]
03.02.2023
Weszło
03.02.2023

Janisz: Liczyła się tylko praca, a poświęcanie dla niej życia jest idiotyczne

Dlaczego inteligencja stroni od sportu? Czy głupiejemy  i jest coś atrakcyjnego w dostawaniu po łbie? Na czym polega magia radia? Jak eksperci przeszkadzają komentatorom? W czym niedościgniony jest Dariusz Szpakowski? Kiedy „godoł” Lukas Podolski, a kiedy rozmawiał Miroslav Klose? Jak siedziało się obok Diego Maradony? Który reprezentant Polski usłyszał od niego słowa: „to twój pierwszy i ostatni mundial, a mój szósty, dziękuję bardzo”? Jak paliło się z Andrzejem Strejlauem na kwadrans […]
03.02.2023
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
03.02.2023

Ekstraklasa się rozkręca, Fuksiarz też. Na czym polega promocja AKO Challenge?

Wróciła Ekstraklasa a wraz z nią – specjalne promocje u naszych kumpli z Fuksiarza. Tym razem w ramach promki AKO CHALLENGE czeka na was freebet w wysokości 50 złotych. A trzeba zaznaczyć, że 19. kolejka polskiej Bundesligi zapowiada się całkiem interesująco, więc i pomysłów na skomponowanie kuponu nie powinno brakować.Już na szczycie tabeli zaczyna się robić ciekawie. Legia Warszawa dzięki zwycięstwu nad Koroną Kielce odrobiła dwa punkty do Rakowa Częstochowa i w tej chwili […]
03.02.2023
Tekst sponsorowany
03.02.2023

Czy Szamotuły ponownie będą ważnym ośrodkiem szkoleniowym w Polsce?

Dwadzieścia lat temu jednym z najbardziej cenionych ośrodków szkoleniowych w Polsce były Szamotuły. To tam swoje umiejętności piłkarskie kształtowali tacy zawodnicy jak Łukasz Fabiański, Jakub Wawrzyniak, Maciej Rybus, Jan Bednarek, Jarosław Fojut, Szymon Pawłowski czy Grzegorz Rasiak.  Dziś MSP Szamotuły nie ma na polskiej mapie szkolenia, choć samo miasteczko doczekało się nowoczesnej infrastruktury sportowej. Czy to oznacza powrót szkółki, która miała wyrobioną markę nie tylko w województwie, ale i w całym […]
03.02.2023
Ekstraklasa
03.02.2023

Flis: – Latem wybrałem ofertę z Chin, ale wtedy okazało się, że żona jest w ciąży

Marcin Flis rozgrywa swój trzeci sezon w Ekstraklasie dla Stali Mielec i znów jest jej pewnym punktem. Okres ten poprzedziły jednak dwa miesiące bezrobocia. Blisko 29-letni obrońca pierwotnie nie przedłużył kontraktu z klubem i dopiero pod koniec sierpnia ponownie został zawodnikiem Stali. Dlaczego latem nie wyjechał za granicę? Jaka miła wiadomość sprawiła, że nie zdecydował się na Chiny? Czy w lipcu po raz pierwszy wrócił do rozmów w Mielcu i nie porozumiał się […]
03.02.2023
Weszło
03.02.2023

Pewne zwycięstwo Realu, Valencia bez argumentów

Real Madryt bez większych problemów pokonał u siebie Valencię 2:0, chociaż wynik mógł być zdecydowanie większy. Goście tego wieczora byli jedynie tłem dla Królewskich, którzy za wszelką cenę starają dogonić się liderującą w tabeli Barcelonę.Dzisiejsze spotkanie Realu z Valencią było raczej bez historii. Gospodarze zaprezentowali się naprawdę solidnie, chociaż pierwsza połowa była w ich wykonaniu niemrawa. Do przerwy gra obu drużyn wyglądała mniej więcej […]
03.02.2023