Hamilton zwycięski na Imoli, a na podium wraz z nim… śmieszek Ricciardo!

redakcja

Autor:redakcja

01 listopada 2020, 16:37 • 3 min czytania

Reklama
Hamilton zwycięski na Imoli, a na podium wraz z nim… śmieszek Ricciardo!

Daniel Ricciardo stanął znów na podium – tego gratulujemy. George Russell znów nie zdobył punktów – tutaj współczujemy. A Max Verstappen nie dojechał do mety – jemu podziękujemy za lekką dramaturgię. Mało szokujące jest jednak obsadzenie dwóch pierwszych miejsc w Grand Prix Emilii-Romanii na torze Imola – rywalizacja przyniosła nam bowiem dublet Mercedesów z kolejnym zwycięstwem Lewisa Hamiltona.

Reklama

Czuliśmy swego rodzaju ciepełko w sercu, kiedy wracaliśmy na ten historyczny tor. Rozglądaliśmy się po jego okolicach, patrzyliśmy na domy stojące przy tym obiekcie, zastanawialiśmy się wręcz, jak fajnie jest mieszkać w takim miejscu – nawet nie kupujesz biletów na Grand Prix, a za oknem masz 20 najdroższych samochodów wyścigowych na świecie. Choć tym razem można było je oglądać krócej – testowano bowiem nowy format weekendu. Kierowcy mieli do dyspozycji tylko jeden trening, a po nim przystąpiliśmy już do walki w kwalifikacjach oraz wyścigu. Szczerze? My to kupujemy i w ten pomysł wierzymy. Chcielibyśmy ten kompaktowy format zobaczyć częściej – skumulowane emocje są po prostu lepiej podane, a na rozrywce zależy Liberty Media, właścicielom i promotorom Formuły 1.

Wyścig uczciwie ocenimy jako poprawny – wskażemy momenty kluczowe, a także dość łatwo uda nam się ocenić, kto wyjedzie z podniesionym czołem z Włoch. O ogromnym szczęściu znów musi mówić Hamilton. Wykorzystał on wirtualną neutralizację z pierwszej fazy wyścigu, aby po mało udanym starcie minąć zarówno Valtteriego Bottasa, jak i wspomnianego już Verstappena. Ferrari w ojczyźnie musiało polegać na pewnym Monakijczyku – Charles Leclerc, w przeciwieństwie do Sebastiana Vettela, przywiózł punkty. Słodko-gorzki wyścig zaliczyły za to zespoły Renault i AlphaTauri, które w tym sezonie poczyniły spory progres w tempie samochodów. Po raz drugi na podium stanął Daniel Ricciardo, który skorzystał z drugiej neutralizacji w tym wyścigu. Wywołał ją… Verstappen, gdy w pogoni za Bottasem nagle przebił oponę i w dość niebezpieczny sposób wypadł z trasy w szykanie Villeneuve.

To właśnie wtedy na scenę wkroczyła też Torpeda z Rosji – Daniił Kwiat zanotował swój najlepszy wyścig w tym roku, kończąc go tuż za podium. Rosjanin ewidentnie chciał udowodnić, że wciąż należy mu się miejsce w zespole z Faenzy. Jego kolega z ekipy, Pierre Gasly, zdążył wygrać w tym roku wyścig na Monzy, ale już dziś na Imoli miał pecha i nie ukończył rywalizacji. Helmut Marko z Red Bulla będzie miał więc niemałą zagwozdkę co do składu swojej „juniorskiej” ekipy na kolejny sezon. Podobnie jest w zespole głównym. Verstappen jest pewniakiem, ale znalezienie mu partnera może wywołać już ból głowy. Tym bardziej, że koszmarnie zaprezentował się znowu Alexander Albon – tuż po restarcie wyprzedzili go Kwiat i Leclerc, a gdy mocniej przycisnął także Perez, tajski kierowca wypadł z toru.

Grunt, że nie zrobił tego przynajmniej jeszcze w trakcie obecności na torze Bernda Maylandera, kierowcy Safety Cara. Taki „wyczyn” zaliczył George Russell. Jechał wtedy na dziesiątym miejscu, po swój pierwszy punkt w karierze. Gdy juz stracił szansę na taki sukces, wysiadł z samochodu, przez dłuższą chwilę siedział sam wpatrzony w dal i nie pozwalał podchodzić do siebie służbom porządkowym. Nieco inny nastrój towarzyszył za to kierowcom Alfy Romeo – Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi zostają w zespole, a odpłacili się w odpowiedni sposób. Obaj zdobyli punkty.

Reklama

Dawno wyczekiwany moment miał jednak miejsce już podczas celebracji na podium. Oto Daniel Ricciardo przypomniał sobie o swoim „shoey”, czyli piciu szampana z buta. Namówił do tego Hamiltona, czego Brytyjczyk chyba podskórnie lekko żałował.

https://twitter.com/F1/status/1322903466088501249

Reklama

Panie i panowie, Lewis Hamilton będzie mistrzem świata – to już niemal pewniak. Już teraz jest nim Mercedes, dla którego ten tytuł jest siódmym z rzędu. W tej dekadzie nie ma po prostu mocnych na zawodników koncernu rodem ze Stuttgartu. Spójrzcie zresztą na to – Lewis ma na swoim koncie już 282 punkty. Sam zespół Red Bull Racing zdobył ich 226. Jeżeli największy rywal nie umie nawet zanotować lepszych rezultatów niż tylko jeden kierowca z dwójki Hamilton-Bottas, to o czym my tu właściwie mówimy?

Fot. Newspix

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Ameyaw się pożegnał. „Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niezrozumiałych”

Jan Broda
11
Ameyaw się pożegnał. „Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niezrozumiałych”

Formuła 1

Reklama