Reklama

Cel stał się marzeniem. Slavia Praga rok po Lidze Mistrzów

redakcja

Autor:redakcja

25 października 2020, 12:15 • 12 min czytania 5 komentarzy

Rok bez jednego dnia – dokładnie tyle czasu minęło od pamiętnego dla naszych południowych sąsiadów meczu Slavia – Barcelona w arcytrudnej grupie Ligi Mistrzów, którą tworzyły też Inter i Borussia Dortmund. Wspomniane spotkanie mistrzowie Czech przegrali 1:2, ale pozostawili po sobie świetne wrażenie i byli dla „Dumy Katalonii” równorzędnym przeciwnikiem. Potwierdzili to w zakończonym bezbramkowym remisem rewanżu. Slavii udało się zresztą już w pierwszej kolejce zatrzymać Inter. W tym sezonie jest już jednak słabiej. Prażanie nie tylko nie zdołali się zakwalifikować do Champions League, ale i fatalnie zaczęli zmagania w Lidze Europy.

Cel stał się marzeniem. Slavia Praga rok po Lidze Mistrzów

Rozbudzona wyobraźnia

Występy Slavii w fazie grupowej zeszłorocznej edycji Ligi Mistrzów mocno działały nam na wyobraźnie. O mistrzach Czech wiele się mówiło i pisało. „Zszywanych” chwaliło się za budowanie drużyny opartej na własnych, a nie zagranicznych piłkarzach. Za umiejętność poszczególnych zawodników oraz sprzedaż ich za bardzo duże pieniądze. I za zaskakująco dobrą postawę w meczach przeciwko hegemonom europejskiej piłki. W Europie Slavia pokazała się zresztą jeszcze sezon wcześniej, kiedy doszła do ćwierćfinału Ligi Europy, pokonując po drodze Sevillę, co przecież akurat w tych rozgrywkach jest podwójnie trudne, i odpadając dopiero po pasjonującym dwumeczu z Chelsea.

Nikt u nas nie zapominał jednak o chińskich właścicielach klubu, dzięki którym możliwości finansowe Slavii były według niektórych wręcz nieograniczone.

CRACOVIA ZWYCIĘŻY Z LECHEM POZNAŃ? KURS: 4,88 W TOTOLOTKU!

Grzegorz Rudynek z Przeglądu Sportowego, w przeprowadzonym dwa lata temu wywiadzie z dzisiejszym dyrektorem sportowym klubu, znanym nam doskonale Jiřím Bílkem, przywołał na początku słowa pewnej osoby znającej realia czeskiej piłki, wg której nie mielibyśmy być zaskoczeni, kiedy Slavia wyda na Jewhena Konopliankę osiem milionów euro. Wyobrażenie o wielkim bogactwie praskiego klubu mogło być więc uzasadnione. Dodajmy, że na początku chińskiej ery biało-czerwoną koszulkę Slavii przywdziewali tak znani piłkarze jak Danny czy Halil Altintop. Już trochę później, niedługo przed awansem do Ligi Mistrzów, zakupiono Nicolae Stanciu za nieosiągalne dla polskich zespołów cztery miliony euro. Przed rokiem wymarzony awans w końcu stał się faktem, zespół rozegrał cześć meczów w fazie grupowej, jeszcze przy pełnych stadionach. Zarobił także za zdobyte punkty (choć trzeba przyznać, że meczu nie wygrał). Wydawać by się mogło, że powinien po tak udanej europejskiej kampanii i z tak bogatym inwestorem odjechać swoim lokalnym rywalom. O kilka długości.

Budowa potęgi

Chińskie konsorcjum, którego pojawienie się w Slavii jest związane z ogólnie przyjętą polityką Republiki Czeskiej, która mocno zacieśniła współpracę z chętnymi na inwestycje w Europie Środkowej przedsiębiorcami z Państwa Środka, na początku uratowała klub przed upadkiem, a z czasem otworzyła mu drogę do mistrzostw kraju i europejskich pucharów.

Reklama

Same pieniądze nigdy jednak sukcesu nie gwarantują, trzeba nimi dobrze zarządzać.

Robił to Jan Nezmar, ściągnięty z Liberca dyrektor sportowy, który nie bał się zwolnić trenera Šilhavego, choć ten doprowadził Slavię do mistrzostwa, i postawić na dobrze sobie znanych ludzi z klubu z północnych Czech. Między innymi na obecnego szkoleniowca, Jindřicha Trpišovskiego. To właśnie Nezmar, inżynier ekonomii, szybko zrozumiał, że wypaleni już trochę, a na pewno bardzo drodzy w utrzymaniu zawodnicy, jak Altintop czy Rotań, nie są żadnym gwarantem dobrych wyników. Nie pasują do preferowanego przez trenera stylu gry.

Slavia szybko przestała więc ścigać się ze Spartą w skupowaniu głośnych nazwisk. Derbowy rywal w tym czasie pozyskał choćby Biabiany’ego z Interu, Mavubę z Lille, czy Stanciu z Anderlechtu. Tego ostatniego Nezmar ściągnął oczywiście potem do Slavii, ale był to jego jedyny transfer tego typu. Slavia zaczęła kupować zazwyczaj młodych, czeskich graczy, którzy pod okiem Trpišovskiego szybko się rozwijali i świetnie pasowali do jego układanki. Slavia miała się stać czeskim Juventusem Zdecydowanie udało się to osiągnąć, klub potrafił wygrać ligę niemal bez porażki, a na dodatek rok po roku świetnie pokazał się w europejskich pucharach.

Kryzys

Dziś w klubie Nezmara już jednak nie ma, a na jego miejsce dyrektora sportowego wskoczył właśnie Bilek. Rozstanie się z jednym z autorów wielkości dzisiejszej Slavii stało się tematem do gorącej dyskusji. Dziennikarze związani z gazetą Sport, która jest jednak w rękach właściciela Sparty, Daniela Křetínskiego, więc nie zawsze zachowuje obiektywizm, często próbowali w swoich tekstach wytłumaczyć rozstanie coraz bardziej nasilającym się konfliktem Nezmara i prezesa klubu, mianowanego przez chińskich właścicieli. Pisano o jego megalomanii. Wielkich, ambitnych planach, podobnych do tych sprzed przyjścia Nezmara, z czym dyrektor sportowy się nie zgadzał. W wywiadach usilnie przekonywał, że Slavia doszła już do maksimum swoich możliwości, że w Czechach nie da się zbudować już nic większego, czeski klub nie wygra Ligi Europy i nie będzie co roku grał w Lidze Mistrzów.

Dziś, już po odejściu Nezmara, wspomniany prezes Jaroslav Tvrdík bywa co ciekawe krytykowany za skąpstwo, brak dużych transferów. Jednym słowem – oszczędność. Trudno zatem dać wiarę takim próbom tłumaczenia odejścia działacza z Liberca. Najprawdopodobniej coś się po prostu wypaliło. Nezmar przestał się dogadywać nawet z trenerem Trpišovským, z którym miał przecież tak dobre relacje.

Z nim, czy bez niego, Slavia jest już jednak dużo bardziej zachowawcza.

Reklama

Jindřich Trpišovski (po lewej)

W międzyczasie relacje między chińskimi konsorcjami (mającymi też swoje duże problemy natury prawnej i finansowej) a Republiką Czeską, szczególnie miastem Pragą, znacząco się pogorszyły. Prezydent Zeman w październiku zeszłego roku, kilka dni przed meczem Ligi Mistrzów z Borussią, straszył nawet, że Slavia przestanie być już przez Azjatów finansowana. Ostatecznie do tego nie doszło, do dziś 60% udziałów klubu jest w posiadaniu grupy CEFC, ale włodarze klubu wiedzą, że klub musi na siebie zarabiać sam. A zarabiać potrafi. Ściągnięty z Teplic za zaledwie 400 tysięcy euro środkowy pomocnik Alex Král odszedł do Spartaka Moskwa za dwanaście milionów euro zaledwie po pół roku spędzonym w praskim klubie. Przed tym sezonem za dwadzieścia milionów do West Hamu odszedł kolejny pomocnik Tomáš Souček, a za kolejne sześć w tym samym kierunku powędrował prawy obrońca Vladimír Coufal.

Slavia w Lidze Mistrzów była tak czeska także dlatego, że tuż przed rozpoczęciem jej zeszłorocznej edycji zespół opuścili dwaj stoperzy Ngadeu i Deli. Kolejno za 4,5 i 2,5 miliona euro. Z samej sprzedaży graczy mistrzowie Czech zarobili w ostatnich dwóch okienkach ponad pięćdziesiąt milionów euro.

Utrata jakości

Král jest jednak podstawowym piłkarzem Spartaka i reprezentacji, Coufal i Souček od razu trafili do podstawowej jedenastki klubu z Premier League. Tego drugiego David Moyes przyrównuje już do Fellainiego i zapewne niedługo sprzeda do dużo lepszego angielskiego klubu. Slavię opuścili gracze o bardzo dużo jakości, bez której nie dałoby się rywalizować z Barceloną czy Interem nawet przy wybitnym przygotowaniu fizycznym i taktycznym. W Polsce wrażenie robiło na nas wykupowanie młodych czeskich piłkarzy ze słabszych klubów za choćby milion euro (choć kosztujący nawet trochę więcej Hovorka czy Holeš mają już po 25 lat, więc są raczej ukształtowanymi zawodnikami). Nawet Jindřich Trpišovský nie potrafi jednak od razu zrobić z takich zawodników następców wyżej wymienionych, sprzedawanych piłkarzy, przez co siła Slavii stopniowo się zmniejszała.

RAKÓW CZĘSTOCHOWA WYGRA ZE STALĄ MIELEC? KURS: 1,37 W TOTOLOTKU!

Poza spektakularnymi odejściami do Premier League czy Rosji, z klubem pożegnali się też legendarny napastnik Milan Skoda, czy pomocnik Josef Hušbauer. W rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu, w związku z odpadnięciem z grupy Ligi Mistrzów i z Pucharu Czech, „Zszywani” mieli do zagrania tylko piętnaście spotkań. Zawężenie kadry było więc decyzją w pełni zrozumiałą. Pokazuje jednak, że i w planowaniu budżetu na pensje dla piłkarzy pewna ostrożność i oszczędność jest i Slavii.

Zdecydowanie przeszkadza ona jednak klubowi w ustabilizowaniu wyników na poziomie, który tak nam zaimponował rok i dwa lata temu. Skład na przegrany w czwartek mecz Ligi Europy z Hapoelem Beer Szewa może nie różnił się jakoś diametralnie od tego, który wybiegał na Camp Nou przeciwko Barcelonie, ale pokazał, ile dla drużyny znaczyli Souček i Coufal. Brak tego drugiego zmusił trenera Trpišovskiego do zmiany systemu na 3-5-2, choć nie stosował go nigdy wcześniej. Souček był ważny w środku pola nie tylko w fazie defensywnej, gdzie wygrywał masę pojedynków, ale również dla specyficznego, bardzo bezpośredniego stylu gry zespołu, opartego właśnie na ruchliwości, agresywności i błyskawicznym przenoszeniu piłki pod pole karne przeciwnika.

Nie da się tak grać bez dynamicznych bocznych obrońców i napędzających akcję od razu po odbiorze piłki pomocników.

Miliony w plecy

Omawiający mecz z Hapoelem dziennikarze i kibice Slavii najbardziej skarżą się właśnie na tę wymuszoną zmianę stylu gry i odejście od piłki bezpośredniej na rzecz ciągłego wymieniania futbolówki wzdłuż pola karnego przeciwników, z którego nie wynika potem nic groźnego, a napastnicy mają mało sytuacji bramkowych. Trpišovský doskonale zdaje sobie oczywiście sprawę z tego, że Slavia nigdy nie będzie klubem docelowym i nawet jego ulubieńcy tacy jak Souček, którego długo przecież udało się w klubie zatrzymywać, w końcu odejdą. Następni w kolejce do opuszczenia zespołu są reprezentacyjny skrzydłowy Lukáš Masopust i przede wszystkim Ondřej Kolář. Nazywany nowym Neuerem bramkarz, grający bardzo wysoko, wchodzący w drybling z obrońcami. Często decydujący się na ryzykowne podania zamiast długiego wybicia. On też decyduje obecnie o stylu gry drużyny, a nawet chińscy właściciele nie będą w stanie wyrównać oferty najpoważniej zainteresowanej Nicei.

To właśnie Kolář mógł zostać też bohaterem eliminacyjnego dwumeczu z Midtjylland. Po bardzo wyrównanym pierwszym meczu wiadomo było, że i drugie starcie rozstrzygnie zapewne jakiś pojedynczy błąd. Według Czechów tak właśnie się stało, a pomylił się sędzia, który nakazał powtórzenie rzutu karnego po tym, jak Kolář jedenastkę obronił. Nie stał jednak na linii, co nie umknęło uwadze VAR-u, który zgłosił to jednak głównemu sędziemu gdy Slavia wychodziła z groźną akcją kilkadziesiąt sekund po tej sytuacji. Powtórzony karny został zamieniony na bramkę, która dawała Duńczykom awans, a „Zszywani” nie podnieśli się już o zainkasowali jeszcze trzy trafienia.

Zrzucanie winy na sędziego jest oczywiście absurdalne, bo Kolář rzeczywiście linię opuścił. Pozbawiło jednak Slavię milionów euro. Od razu po meczu klub opuścił też Coufal, choć zajmujący się Slavią eksperci potrafili w poprzedzających mecz programach zapewniać, że o jego odejściu w tym okienku mowy raczej nie ma.

Kłopotliwy współczynnik

Owe miliony, a raczej ich brak, według prezesa klubu Jaroslava Tvrdíka, wielkim problemem jednak nie będą. Fani nie muszą się obawiać o finansową stabilność klubu. Gratyfikacje od UEFA za Ligę Mistrzów nie są wpisywane do budżetu na dany sezon (te za Ligę Europy tak, bo klub był z góry pewny udziału w jej fazie grupowej). Tvrdík przyznał jednak, że budżet na ten sezon będzie o 35 procent niższy, niż na poprzedni. Spadku ambicji zarówno Slavii, jak i całego czeskiego futbolu klubowego, jest w pełni świadomy. Za największy problem uznaje nie brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów, ale pandemię i współczynnik UEFA, który będzie dla naszych południowych sąsiadów bezlitosny. W szczytowym momencie czeska liga była klasyfikowana nawet na jedenastym miejscu, co może nigdy nie oddawało realnych możliwości klubów Fortuna Ligi, ale dawało aż dwóm z nich duże szanse na awans do Ligi Mistrzów.

Jednemu mogło zapewnić start w Lidze Europy (jak Sparcie w tym roku) i kolejnym dwóm w eliminacjach do niej. Mniej udane lata w pucharach doprowadziły do spadku nawet poza pierwszą dwudziestkę, co wg Tvrdíka będzie katastrofą.

Tomas Soucek

W kolejnych sezonach o awanse będzie coraz trudniej, za dwa sezony mistrz Czech zaczynać będzie eliminacje może nawet od pierwszej rundy. Pozostałe zespoły zepchniętą mogą być do walki o UEFA Conference League, z której przychody nie będą zbyt wysokie. O Ligę Europy zagra tylko zdobywca pucharu. Szef Slavii w rozmowie dla kibicowskiej strony Slávistické Noviny wprost powiedział, że Liga Mistrzów nie będzie już celem, a tylko marzeniem. Celem ma być zdobycie mistrzostwa kraju a następnie dostanie się do fazy grupowej LE.

Co ciekawe w wspomnianej rozmowie Tvrdík wyznał też, że klub już po sprzedaży zarabiającego zdecydowanie najwięcej Součka wyda w tym roku na pensje około 50 milionów złotych (połowę mniej, niż w poprzednim). O większych kwotach przeznaczanych na utrzymanie piłkarzy mówiło się więc i w kontekście chociażby Legii Warszawa.

Znaki zapytania

Oczywiście pozyskani przed tym sezonem Lingr czy Karafiát mogą okazać się talentami na miarę Alexa Krála.  Olayinka, Kolář czy Masopust do końca fazy grupowej Ligi Europy będą przywdziewać biało-czerwoną koszulkę Slavii. Porażka z Hapoelem Beer Szewa sytuację w grupie jednak poważnie komplikuje, bo oprócz drużyn z Czech i Izraela tworzą ją też Bayer Leverkusen i Nicea. Podopiecznych Trpišovskiego czekają więc jeszcze cztery mecze, w których nie będą faworytami, a awans bez solidnego punktowania w nich trudno sobie wyobrazić.

Wyposażony w nieodłączną czapkę z daszkiem trener największy problem będzie miał z prawym obrońcą, zastąpieniem szalejącego już od pół roku w Premier League Součka, ale i napastnikiem. Stanislav Tecl wszystkie trzy gole, które zdobył w tym sezonie, strzelił w pierwszym meczu przeciwko Czeskim Budziejowicom. Dokładnie tyle samo trafień zanotował przez cały poprzednie rozgrywki. Gdy tylko jest awizowany do gry w pierwszym składzie, w komentarzach pod informującymi o tym postami zaczyna być gorąco. Kibice chętniej widzieliby w składzie zdolnego reprezentanta serbskiej młodzieżówki Petara Musę, ale Trpišovský w dziewięciu meczach tego sezonu tylko trzy razy dał mu więcej niż czterdzieści pięć minut.

STAL MIELEC POKONA RAKÓW CZĘSTOCHOWA? KURS: 8,33 W TOTOLOTKU!

Talent Serba jest czymś oczywistym, interesuje się nim już nawet Ajax, ale na razie trudno powiedzieć, by zdecydowanie wygrywał rywalizację z Teclem. Szansą może być dla niego ustawienie 3-5-2, przy którym ta dwójka stworzy duet w ataku.

Nieprzyzwyczajeni są do niej jednak obrońcy, a na pewno ofensywnie usposobionym Jan Bořil, który w Izraelu zagrał jako jeden z trzech stoperów. Zdecydowanie największe błędy robił uznany winnym porażki David Hovorka, który po zerwaniu więzadła w poprzednim sezonie nie wrócił jeszcze do optymalnej formy. Optymistyczni fani spotkanie z Hapoelem, w którym Slavia miała oczywiście przewagę, uznają właśnie za wypadek przy pracy spowodowany banalnymi, indywidualnymi błędami defensorów. Dokładnie rok temu mistrzowie Czech przegrywali jednak niżej z Barceloną w bardziej prestiżowych rozgrywkach. W międzyczasie bardzo dużo zarobili i na pucharach, i przede wszystkich na szokująco wysokich transferach wychodzących.

Są dzięki temu coraz mniej uzależnieni od widzimisię chińskich właścicieli. Piłkarsko na pewno nie są jednak drużyną lepszą niż rok czy dwa temu, a i cele nie mogą być już tak ambitne. Czeski Juventus, dokładnie jak i ten włoski, zaczyna mieć swoje problemy.

KAMIL FRELIGA

fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Liga Mistrzów

1 liga

Terminarz eliminacji europejskich pucharów. Kiedy zagrają polskie drużyny?

Jakub Bajkowski
7
Terminarz eliminacji europejskich pucharów. Kiedy zagrają polskie drużyny?

Komentarze

5 komentarzy

Loading...