post Avatar

Opublikowane 24.10.2020 14:16 przez

redakcja

Dzisiejsze El Clasico będzie pierwszym w historii bez udziału publiczności. Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją. Choć wielu stadionowych podróżników uważa, że w czasie tej rywalizacji atmosfera jest iście piknikowa, to bez wątpienia brak kibiców wpłynie na ogólną jakość widowiska. Jeżeli ktoś miał kiedyś okazję obejrzeć na żywo starcie FC Barcelony z Realem Madryt i liczył, że pojawią się flagi, pirotechnika i niesamowity ryk wszystkich trybun, rzeczywiście mógł się grubo rozczarować. To nie są derby Belgradu, czy choćby derby Salonik, podczas których dym pochodzący z rac zasłania boisko, a śpiewy i okrzyki słychać z odległości kilkunastu kilometrów.

Znajdą się jednak tacy fani futbolu, którzy są zachwyceni klimatem panującym na hiszpańskich stadionach i określają go mianem niepowtarzalnego. Fascynują się spontaniczną reakcją ludzi na każde zagranie zawodników i zupełnym brakiem agresji pomiędzy fanatykami obu ekip. Czy w Hiszpanii jest tak od zawsze? Otóż swego czasu nie było tam tak spokojnie, jak wielu mogłoby się wydawać. Oczywiście i tak jakiekolwiek porównania do wschodniego stylu kibicowania nie mają sensu. Jednak mimo wszystko wydarzenia sportowe w kraju flamenco i corridy niegdyś również toczyły się w cieniu mniej wesołych scen. Tamtejsi kibice nie byli tylko sympatycznymi chłopcami z wąsem i gitarą.

Główne źródła konfliktu

Ale, że w Hiszpanii było kiedyś niespokojnie przy okazji meczów? Tej Hiszpanii? Tak, w tej Hiszpanii działy się rzeczy, które teraz można ujrzeć, co najwyżej na archiwalnych nagraniach. Futbol od zawsze nasiąknięty był antagonizmami. Nakręcały one rywalizację, bo piłka nierzadko łączy się z polityką i historią. Aby szczegółowo przedstawić analizę konfliktu na linii Barcelona-Madryt trzeba byłoby poświęcić na to dzień i noc. Pokrótce jednak należy się kilka słów wyjaśnień.

Państwo Hiszpania powstało w wyniku połączenia autonomicznych regionów. Jednym z nich jest Katalonia, która zawsze silnie akcentowała swoją niezależność. W czasach, gdy gen. Franco sprawował autorytarne rządy, wszelkimi możliwymi sposobami próbował uprzykrzyć los FC Barcelonie – klubowi z tamtejszej stolicy. W 1940 roku z polecenia dyktatora osobiście zmienił nazwę klubu i herb (z 4 do 2 czerwonych pasów na Seneyrze – flaga regionu Katalonii). Na różne sposoby próbowano pozbawić ich płynności finansowej, majątek rozparcelowano, a na dodatek blokowano transfery.

Real Madryt należał zaś do grona klubów uprzywilejowanych przez władzę. Klub był jawnie wspierany przez gen. Franco i jeśli spojrzeć wstecz, to w okresie jego panowania nad krajem, Real był absolutnym dominatorem. Fani Realu po dziś dzień walczą z – według nich – błędnym przekonaniem większości, że to Barcelona była uciemiężonym klubem, a Real miał zawsze łatwiej.

Całe to obnoszenie się z hasłem independencia przez Barcelonistów uważam w dzisiejszych czasach za troszkę niepoważne. Katalonia jest najbogatszym regionem Hiszpanii, mają bardzo szeroki zakres autonomii, a sama FC Barcelona funkcjonuje w dziwnym micie męczeństwa i kompleksów względem Realu. Przecież Real też za czasów gen. Franco nie miał lekko. Mało kto pamięta, że w latach siedemdziesiątych frankistowski alkad Madrytu specjalnie zablokował budowę stadionu. Powiedzenie, że klub był oczkiem w głowie samego generała jest mocno przesadzone – stanowczo mówi Łukasz Gąsiorek, szef oficjalnej grupy polskich kibiców Realu Madryt.

Butelki na boisku, burdy i zadymy

Konflikt pomiędzy kibicami Los Blancos i Blaugrany aż nadto uwidocznił się podczas finału Pucharu Króla w 1968 roku. Mianowicie, to Barca niespodziewanie zgarnęła tytuł, a wściekli kibice Realu zaczęli rzucać w stronę graczy z Katalonii wszystkim co im wpadło w ręce. Głównie były to szklane butelki po napojach alkoholowych oraz kamienie W pomeczowym wywiadzie prezes Barcy – Narcis De Carreras wypowiedział słynne słowa: „niech rzucają co chcą, Barcelona to więcej niż klub”. Wydarzenia z tego dnia znane są również jako „butelkowy finał”.

W późniejszych latach także dochodziło do wielu spięć i nieciekawych ekscesów. Bijatyki pomiędzy grupami fanatyków obu klubów, starcia z policją były powszechnym zjawiskiem. Obecnie widok siedzących obok siebie na stadionie kibiców tych zwaśnionych drużyn jest czymś naturalnym. Dawniej za wycieczki w obcych barwach można było soczyście wyłapać w mordę.

Dziś takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Przynajmniej na samym stadionie każdy niezależnie od przynależności może czuć się komfortowo. Gdzieś w ciemnym tunelu lub ciasnej uliczce można stracić barwy oraz zostać pobitym, lecz coraz mniej słychać o skrajnych postawach – mówi szef oficjalnego polskiego fan clubu FC Barcelony, Grzegorz Skwieciński.

Nie tylko w Polsce znajduje się jednak grupa ludzi związanych z klubem, która dość otwarcie przyznaje się, że gdyby interesowała ich piłka nożna, to zostaliby piłkarzami.

W Hiszpanii wiele zespołów posiada tzw. bojówki. W przypadku Realu „ekipa sportowa” nosi nazwę – Ultras Sur, a FC Barcelony – Boixos Nois. Grupy te zdecydowanie różnią od innych zbiorów kibiców tych drużyn. W przeszłości raczyły się one innymi „rozrywkami” niż przeciętni zajawkowicze futbolu. Zaczynając od zwykłej pirotechniki, przez jej ciskanie na murawę i w sąsiednie sektory, po naprawdę ciężkie akcje z pobiciami i rozbojami, a nawet zabójstwami na czele. Najgłośniejszym incydentem było zamordowanie w latach dziewięćdziesiątych kibica Realu przez członków najbardziej radykalnego odłamu fanatyków Barcy.

Wówczas obydwa kluby bardzo mocno budowały swoją globalną markę. To przecież czas, gdy po latach posuchy, w końcu zaczęły odnosić sukcesy na arenie europejskiej. W dodatku głośne, wielomilionowe transfery, wielkie plany na przyszłość. Wyżej wymienione grupy kibicowskie zaczęły być problem dla kolejnych prezesów. Psuły idealny wizerunek. Znacząco nie pasowały do sielankowej atmosfery i przekazu idącego w świat – jest super, jest super, więc o co Wam chodzi?

Wyeliminowanie chuliganów

Ustawki za miastem, drobne rozboje, a nawet słynne rzucenie łbem świni w stronę Lusia Figo. Wszystko to mogło ujść płazem „Wściekłym Chłopcom”. Inaczej sprawa się miała, w przypadku, gdy zaczęli oni grozić śmiercią prezydentowi klubu – Joanowi Laporte. Władze klubu zaczęły coraz ostrzej reagować na wybryki lokalnej bandy. Cel? Wyeliminować ich całkowicie ze stadionu i życia klubu. W pewnym momencie skończyły się przywileje, skończyły się wejściówki, a co za tym idzie na Camp Nou skończył okres fanatycznego dopingu i pomysłowe oprawy.

Boixos Nois nie ma już większej siły oddziaływania na, co dzieję się klubie. Ich procent udziałów jako socios oscyluje w granicy od 3 do 5%. Dawniej to oni byli odpowiedzialni za elementy upiększające widowisko na trybunach. Dziś nie są nawet tam mile widziani. Zostali kompletnie odcięci przez Laporta od źródełka. Może czasem pojawią się tylko sobie znanym sposobem na meczu, ale nie odgrywają już żadnej znaczącej roli – opowiada Skwieciński.

Ultras Sur również dotknęły zdecydowane ruchy zarządu Realu oraz ogólnokrajowego trendu zwalczania radykałów na trybunach.

Kiedyś klub oraz najgłośniejsza ekipa wspierająca Królewskich mieli ze sobą niepisany układ. Ludzie na stołkach traktują ich poważnie, a oni tylko tworzą oprawy i dopingują. Ich złoty okres zakończył się wraz z ponownym objęciem funkcji prezesa przez Florentino Pereza, który tylko czekał na pretekst do tego, by móc wyrzucić ich z południowej trybuny. W końcu wytoczył im wojnę. Ultraprawicowe poglądy ultrasów przeszkadzały mu w dopinaniu biznesów z arabskimi Szejkami. Prezentowane przez nich saluty rzymskie i swastyki to nie był „dobry grunt pod interesy”. W dodatku starszyzna popadła w głęboki konflikt z młodymi. Wewnętrzne kłótnie zaczęły pożerać ich od środka. Zaczęli oni powoli znikać z Santiago Bernabeu.

Centralne oraz miejscowe władze również położyły duży nacisk na to, by unicestwić grupy chuligańskie. Działania służb nasiliły się znacznie po wydarzeniach z 2014 r., gdy podczas jednej z zadym ze stołeczną grupą chuliganów Frente Atletico śmierć odniósł jeden z kibiców Deportivo La Coruna. W całej Hiszpanii zaczęto stosować skuteczniejsze środki walki z pseudokibicami. A co do kwestii Ultra Sur, nie ma, co ukrywać, ogromna w tym zasługa Florentino Pereza. Facet w ogóle nie szczypał się z nimi. Dopiął swego. Nie spotkamy ich już na żadnym spotkaniu Realu – relacjonuje Gąsiorek, szef oficjalnej grupy polskich kibiców Realu Madryt.

Nowy ład

W Polsce w momencie, gdy prezesi zaczynali walkę z kibicami, w większości prowadziła ona do ich dymisji. Puste trybuny ultrasów, brak dopingu, a co za tym idzie brak wpływów do kasy biletowej. Nawet jeśli polskie kluby wygrywały walkę, to nierzadko było to pyrrusowe zwycięstwo. Hiszpańscy włodarze nie musieli martwić się o liczbę wolnych krzesełek oraz kombinować sprzętu nagłaśniającego doping puszczony z odtwarzacza plików mp3. Zapotrzebowanie na wejściówki jest tak ogromne, że pojawienie się nowych grup kibicowskich było kwestią czasu.

Przede wszystkim kluby posiadają teraz pełną kontrolę nad tym, co się dzieje na trybunach. Nowe ekipy praktycznie zupełnie są podporządkowane władzy klubowej. Nie znajdziemy już na El Clasico oflagowanego sektora, bardzo wulgarnych przyśpiewek, transparentów niezgodnych z polityką klubu. Jeśli chodzi o jakość dopingu także spadła – tak twierdzą polscy kibice z obu stron barykady, który mieli okazję być na hiszpańskim klasyku. Zresztą nigdy nie było sytuacji, że cały stadion na stojąco jednym chórem dopingował swój zespół. Okrzyki są spontaniczne, pojedyncze, w ogóle niezorganizowane. Na Camp Nou czy Santiago Bernabeu nie doświadczymy słynnego „tańczymy labada” ani „cały stadion śpiewa z nami”.

Będę szczery, tylko na klasykach stadion bardziej żywiołowo niż zwykle dopinguje swoich ulubieńców. Nie ma konsumpcji pokarmów. Obecnie odpowiedzialni za śpiewy są tylko Almo Gavers. Zawsze się organizują i nikt się do nich nie przyłącza. Sama oprawa widowiska jest przygotowywana przez sam klub. Już przed meczem na krzesełku jest położony kartonik, a w trakcie spotkania spiker szczegółowo informuje, kiedy należy je podnieść – szef oficjalnego polskiego fan clubu Blaugrany.

Coraz częściej w dobie globalizacji hiszpańskie klasyki tracą swój niepowtarzalny klimat batalii skłóconych regionów.

Na trybunach znajdują się ludzie z całego świata, często nawet nieidentyfikujące się z historią i tradycją klubu. Przyjechali z drugiego końca świata, bo ich po prostu stać na to, by wejść na mecz. Nastąpiła internacjonalizacja trybun, nawet tych najbardziej fanatycznych.

Taka jest tendencja. Jednak z kluby tym walczą. Wiadomo, że zarówno Real, jak i Barca, są to drużyny globalne. Istnieją przecież setki międzynarodowych stowarzyszeń socios, którzy nie są Hiszpanami. Problemem jest głównie to, że bilety zamiast do fan clubów, trafiają do jakiejś dziwnej sprzedaży, na rynku wtórnym. Na czarnym rynku również hasają wejściówki za horrendalne sumy pieniężne. Zresztą nawet w normalnej sprzedaży bilety są po prostu drogie. Zdecydowana większość z racji pierwszeństwa trafia do karnetowiczy i jest po prostu relatywnie niska liczba dostępnych ticketów. Najtańsza miejscówka na EL Clasico w Madrycie kosztuje ok. 100 euro, zaś średnia cena biletów oscyluje w granicy 200-250 euro. Klub stara się ukrócić proceder wędrowania biletów od przypadkowych osób dla przypadkowych. Kibice, aby otrzymać możliwość wejścia, coraz częściej muszą rejestrować się w klubowej bazie danych – informuje Łukasz Gąsiorek

Z kolei w Madrycie obecnie za doping odpowiada teraz Grada Fans. Są oni maksymalnie podporządkowani prezesowi. Nie buntują się, grzecznie dopingują i tyle. Każda oprawa oraz każdy transparent muszą wpierw zostać zatwierdzone przez klub. Bez zgody włodarzy nie ma opcji cokolwiek wywiesić. Nie ma już miejsca na samowolkę.

Proces eliminacji chuliganów i niesfornych band w przypadku Barcelony i Realu przebiegł pomyślnie. Spontaniczność umiera. Wszystko zaczyna być w każdym calu reżyserowane. Coś za coś – udało się wyplenić bandytów, utracono jakąś cząstkę widowiska, którą wprowadzali w okresach wolnych od pobić, rozbojów i salutów rzymskich. Nie ma chyba jednak wielkich wątpliwości, że był to ruch konieczny.

Pandemia, puste trybuny i niepewna przyszłość

Mimo iż atmosfera na meczach w Hiszpanii jest określana przez wielu jako piknikowa, to zwłaszcza na El Clasico albo derbach na Madrytu otoczka trybun tworzyła spójną całość z boiskowymi wydarzeniami. Duża frekwencja, monumentalne stadiony oraz duch rywalizacji podszytej wieloma antagonizmami cały czas potrafią wzbudzić podziw na całym świecie. Wystarczy nawet posłuchać i prześledzić w czasie transmisji telewizyjnej, to co dzieje się na trybunach. Praktycznie każdy kibic piłki nożnej marzył o tym, by móc uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Obecnie po stadionach hula wiatr, a w zakamarkach rosną pajęczyny. Od marca wielkie obiekty marca są one niczym martwa natura. Służą jedynie temu, by sponsorzy mogli prześcigać się w rywalizacji, który z nich rozwiesi większy baner. Kibice w Hiszpanii pragną, chociaż częściowego powrotu na trybuny, lecz ze względu na sytuację epidemiologiczną jest to teraz niemożliwe. Na ich braku traci widowisko, tracą także same klubu. Przychody ze sprzedaży biletów i karnetów oraz samej turystyki stadionowej stanowią sporą część wpływów do budżetu klubowego. To łącznie prawie 20% wszystkich przychodów klubów.

W 2018 roku Barcelona zarobiła 60 milionów euro na turystach, którzy zwiedzili stadion i muzeum.

Później ci sami turyści robili gigantyczne zakupy, w klubowych sklepach, co stanowi kolejne źródło wpływu do kasy klubowej. Im dłużej kluby będą pozbawione takiej możliwości zarobku, tym poważniejsze skutki pandemii odczują. Stąd należy mieć uzasadnioną nadzieję, że wraz z poprawą stanu państwa związanego z COVID-19, kibice wrócą na stadiony i być może, następny klasyk będzie odbywał się już przy akompaniamencie okrzyków dobiegających z trybun.

Natomiast wciąż nie wiadomo, jakie będą długofalowe skutki kryzysu. Ograniczenie turystyki, w tym turystyki stadionowej, być może twarde reguły kwarantanny dla przyjezdnych, albo nawet dłuższe zamknięcie granic. To może spowodować zwrot również na trybunach, gdzie międzynarodową mozaikę znów zaczną wypierać „lokalsi”, często ze swoimi lokalnymi zaletami, ale i zestawem bardzo lokalnych wad. Na razie jednak to melodia przyszłości, wróżenie z kart.

Już teraz za to brak jakichkolwiek kibiców znacząco wpływa na stan konta wielu drużyn. Dalsze funkcjonowanie ligi w ten sposób, prędzej czy później każdemu odbije się czkawką.

PIOTR STOLARCZYK

Fot.Newspix

Opublikowane 24.10.2020 14:16 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Eskadra.gramatyczna
Eskadra.gramatyczna

Przeczytałem „relatywnie niska liczba ticketów” i odpadłem. Aż się ciśnie na usta – czy tak zawsze pierdolisz pół-English, pół-Polish? Szkoda, że w dalszej części wypowiedzi tegoż jegomościa nie znalazł się fragment „średnia cena biletów oscyluje about 200-250 euro”…

As1313
As1313

Masakra te klimaty.
Na taką piłkę chodzić nie będę.

Torrero
Torrero

Ale gówno art. Może na stadionie jest spokojnie ale wokół niego czy na mieście wcale tak kolorowo nie jest. Obie bojówki „prężnie” działają poza stadionami.
„Mimo iż atmosfera na meczach w Hiszpanii jest określana przez wielu jako piknikowa,” chyba przez tych co mecze oglądają w tv.

iouo
iouo

Nice blog here i love to see the sire https://technicalcompound.com and got How to Use Night Mode Camera on iPhone 11 Pro & iPhone 11 all setting access easily here hope you like it

Live
05.12.2020

LIVE: Warta przetrwała sztorm, co pokaże na spokojnym morzu?

Warta Poznań przez koronawirusowe zawirowania miała w pewnym momencie naprawdę wąziutką kadrę. Dziś powoli wraca do równowagi, ale czy na spokojniejszym morzu ta łajba będzie nadal tak dzielnie płynąć? To jedno z wielu pytań przed sobotą z Ekstraklasą – wszak mamy jeszcze po meczu Jagi z Wartą spotkania Śląska z Rakowem Częstochowa oraz Legii Warszawa […]
05.12.2020
Bukmacherka
05.12.2020

Hit pod dyktando Lewego? Superbet rozdaje bonusy za gole i asysty Polaka

20 złotych za każdego gola i 10 złotych za każdą asystę Roberta Lewandowskiego – taką ofertę przygotował Superbet z okazji hitowego starcia Bayernu Monachium z RB Lipsk w 1. Bundeslidze. Dla nowych graczy przewidziany jest również bonus powitalny w wysokości 50 złotych, a na dokładkę do tych wszystkich atrakcji – CASHBACK do 500 złotych. „Lewy” […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Niespodziewane wzmocnienie Legii poza okienkiem – Andre Martins

Cierpliwość jest najbardziej pożądaną cnotą u piłkarzy. Nierzadko zdarza się, że na efekty lub szansę zmuszeni są pokornie czekać przez dłuższy czas. W przypadku Andre Martinsa musiał nastąpić niespodziewany splot okoliczności, by jego nieciekawa sytuacja w klubie uległa zmianie. Przyjście nowego szkoleniowca, problemy zdrowotne kolegów, a także poprawa dyspozycji całego zespołu sprawiły, że Portugalczyk ponownie […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Parzyszek: Chodziło o pokazanie różnic w treningu, a nie obrażanie trenera Fornalika

Piotr Parzyszek tydzień temu doczekał się swojego pierwszego gola dla Frosinone. Dał on ważne zwycięstwo nad Brescią, więc radość tym większa. W dłuższej rozmowie 27-letni napastnik opowiada nam o specyfice Serie B, zupełnie innym życiu, współpracy z Alessandro Nestą i planach klubu. Wracamy także do głośnego wywiadu sprzed paru tygodni, w którym Parzyszek kilkoma wypowiedziami […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Słoma może wystawać nawet z najdroższych butów

Kiedyś w programie Liga+ Extra profesor Janusz Filipiak, właściciel Cracovii, przechwalał się, że ma na sobie „tanie” buty. – Kosztowały tylko 1500 euro – zażartował w typowym dla siebie stylu. Czyli – pozując na wielkiego magnata. Ostatnio zresztą również dowalił do pieca, gdy w wywiadzie z Onetem oznajmił niefrasobliwie, że kupił sobie… samolot, żeby ograniczyć […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Pierwszoligowe transfery Śląska tym razem na minus? Niekoniecznie

Śląsk Wrocław w ostatnich latach dał się poznać jako klub, który bardzo dogłębnie przeszukuje rynek 1. ligi. To na Dolny Śląsk trafiała największa liczba piłkarzy, którzy wyróżniali się na zapleczu Ekstraklasy. Przed startem obecnych rozgrywek „Wojskowi” sięgnęli po czterech takich zawodników – to największy zaciąg od czasu okienka w 2018 roku, gdy do zespołu trafili […]
05.12.2020
WeszłoTV
05.12.2020

STAN FUTBOLU – LIVE OD 10:30


05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Najmniej radosna robota w Ekstraklasie – bycie napastnikiem Warty Poznań

Bycie napastnikiem Warty Poznań to trudna robota. Przez półtorej godziny kręcisz kilometry, jesteś pierwszym obrońcą, jako pierwszy ruszasz do pressingu, musisz natłuc się z obrońcami przy walce o górne piłki. A robisz to wszystko, bo – tak przynajmniej zakładasz – prędzej czy później z tej ciężkiej roboty urodzą się sytuację strzeleckie. Problem w tym, że […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

PRASA. Michniewicz: Mamy kłopot w ataku, a nie w obronie

W sobotniej prasie Czesław Michniewicz analizuje problemy Legii, są newsy o zainteresowaniu wielu klubów Kamilem Piątkowskim i chęci wykupienia Sebastiana Musiolika przez Pordenone, rozmowy z Janem Grzesikiem i trenerem Spartaka Moskwa oraz kilka tekstów z lig zagranicznych.  PRZEGLĄD SPORTOWY Czesław Michniewicz uważa, że problemy Legii Warszawa niekoniecznie leżą tam, gdzie sądzą eksperci. – Od początku […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

I liga dwóch prędkości. Bruk-Bet i ŁKS nie mają konkurencji

Przed startem rozgrywek 1. ligi wydawało nam się, że czeka nas sezon, jakiego dawno nie było. Arka, Bruk-Bet, ŁKS, Miedź, Widzew – grono klubów, które miały chrapkę na awans było spore, nawet bez doliczania do niego czarnych koni pokroju GKS-u Tychy. Tymczasem boisko te oczekiwania zweryfikowało. I to całkiem brutalnie, bo na zapleczu Ekstraklasy oglądamy […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Bezbarwny hit w Niemczech? Bayern i Lipsk nie postrzelają

Bayern kontra Lipsk, wielki hit niemieckiej Bundesligi. Naprzeciw siebie staną dwie najlepsze drużyny za naszą zachodnią granicą. Murowani kandydaci do mistrzostwa kraju. Nie możemy więc przepuścić takiej okazji i nie sprawdzić typów na to spotkanie. Tak się składa, że nasi koledzy od bukmacherki przygotowali kilka ciekawych zdarzeń, na których możemy porządnie zarobić. Bayern Monachium – […]
05.12.2020
Weszło
05.12.2020

Legia faworytem u siebie, czy Lechia może coś ugrać?

Dwa mecze bez strzelonej bramki, dwa mecze bez wygranej. Nigdy nie jest dobrze przyjeżdżać na mecz z taką passą. Jednak najgorzej, kiedy ta passa trafia się przed spotkaniem z mistrzem Polski. Lechia Gdańsk nie będzie faworytem starcia z Legią – to wiadome. Pytanie, czy cokolwiek w stolicy ugrają? Próbujemy na to odpowiedzieć, sprawdzając ofertę naszych […]
05.12.2020
Weszło
04.12.2020

Boże, jaki ten mecz był obrzydliwy

Dziesięć żółtych kartek. Czterdzieści dwa faule. Czerwona kartka. Kartki dla sztabów obu drużyn. Kontrowersje przy bramkach i rzutach karnych. Wszystko było w tym meczu – poza grą w piłkę nożną. W obozach Cracovii i Wisły ktoś za mocno wziął sobie to serca tę gadkę, że w derbach trzeba jeździć na dupach i zapieprzać. Obejrzeliśmy jakiś […]
04.12.2020
Niemcy
04.12.2020

No i to jest SuperPiątek!

Gdy spojrzeliśmy na skład Herthy Berlin na dzisiejsze derby z Unionem – załamaliśmy się. Mimo kontuzji głównego konkurenta do gry, mimo ciężaru oczekiwań, z jakimi wiązał się jego transfer – Krzysztof Piątek zaczął mecz na ławce. Trener Bruno Labaddia wolał rozpocząć derbowy bój bez klasycznej dziewiątki, niż postawić na Polaka. Dopiero w przerwie, przy wyniku […]
04.12.2020
Weszło FM
04.12.2020

Co czeka nas w sobotę na Weszło FM? Zerknijcie w ramówkę!

W weekend Weszło FM nie zwalnia tempa. Wręcz przeciwnie – przyspiesza, bo czeka nas kilka naprawdę ciekawych meczów. Ramówka na sobotę: 8.30 – 10.25 „Dwójka bez sternika” z duetem P&P, czyli Paczul i Piela. W programie m.in. rozmowa z Tomaszem Frankowskim do krakowskich derbach 10.25 – 12.00 „Stan Futbolu”. Krzysiek Stanowski i jego goście to […]
04.12.2020
Weszło
04.12.2020

Miedź sto mil od regularności

Jeśli ktoś zadałby nam karkołomne zadanie określenia poczynań Miedzi Legnica w tym sezonie I ligi za pomocą jednego słowa, mielibyśmy ułatwione zadanie, bo przynajmniej wiedzielibyśmy, że jedno wyrażenie odpadłoby na samym starcie tych językowych rozważań. Jakie? Ano mianowicie „regularność”. Podopieczni Jarosława Skrobacza są tak nieprzewidywalni i tak nierówni, że robi się to po prostu zabawne.  […]
04.12.2020
Weszło
04.12.2020

Gorsi od Azerów, Bułgarów i Cypryjczyków. Ile polskie kluby osiągnęły w Lidze Europy?

Wielkimi krokami zbliża się rewolucja w europejskich pucharach. Inauguracja UEFA Conference League w sezonie 2021/22 spowoduje, że dla polskich klubów nie tylko droga do Ligi Mistrzów, ale i do Ligi Europy stanie się wyjątkowo kręta, ciasna i wyboista. Tylko mistrz Polski będzie miał szansę, by wystąpić w tych rozgrywkach. Pozostałym ekipom pozostania walka o awans […]
04.12.2020
Weszło
04.12.2020

Zrezygnowali z Benfiki, bo mają zaraz Podbeskidzie. Hahaha!

Chcieli do Europy. Tak o nią walczyli, tak ją wspominali, ach, cóż to były za czasy, gdy ogrywało się Juventus, Manchester City albo Fiorentinę. W końcu, po latach, dostali się do fazy grupowej. I co? Wystawili rezerwy. Polska piłka w jednym obrazku. Debilizm pogania idiotyzm. Odpuścić mecz z Benfiką, żeby skupić się na starciu z […]
04.12.2020