Dream Team. Jak Ronald Koeman pomógł wprowadzić Barcelonę na szczyt

Opublikowane 23.10.2020 19:39 przez

Sebastian Warzecha

Był jednym z najlepszych obrońców świata. I najskuteczniejszym. Do historii przeszły jego atomowe rzuty wolne i sprinty od własnego pola karnego pod szesnastkę rywali. Lista jego atutów na tym się jednak nie kończy. Do dziś wielu uważa, że był najważniejszym zawodnikiem wielkiej Barcelony początku lat 90. – Gdy grał dobrze, Barça też tak grała. Kiedy nie grał dobrze, wciąż wygrywaliśmy, ale nie graliśmy dobrze. W Dream Teamie to on był decydujący – mówił o nim Jose Maria Bakero, kolega z drużyny.

Tak, Ronald Koeman, dzisiejszy trener Barcelony, już trzy dekady temu miał na ten klub ogromny wpływ. Możliwe, że bez niego nie byłoby kilku mistrzostw Hiszpanii i historycznego triumfu w Pucharze Mistrzów. Możliwe, że Johan Cruyff nigdy nie zostałby w stolicy Katalonii nie tylko piłkarską, ale i trenerską legendą. Możliwe, że Barcelona byłaby dziś zupełnie innym klubem.

Wielkie pieniądze

Był styczeń 1989 roku, gdy Ronald Koeman porozumiał się z Barceloną i podpisał kontrakt z katalońskim klubem. Ale, choć mówiło się, że może przyjść szybciej, trafił do niego dopiero latem. Cała operacja kosztowała łącznie około miliarda peset. Pierwotnie Holender miał przyjść za mniejsze pieniądze, ale zainteresowało się nim kilka włoskich klubów i Barcelona musiała podbić stawkę. W tamtym czasie tylko jeden zawodnik w historii Barcy był droższy. Zwał się Diego Maradona i nie spełnił pokładanych w nim w Dumie Katalonii nadziei. W przypadku Koemana wszyscy liczyli, że będzie inaczej.

Mieli podstawy, by w to wierzyć. Holender przychodził do klubu w wieku 26 lat z reputacją jednego z najlepszych – o ile nie najlepszego – obrońców świata. W holenderskich ekipach: Groningen, Ajaksie i PSV wyrobił sobie markę, której pozazdrościć mógłby mu i dziś niejeden piłkarz. W ostatniej z tych ekip zdobył zresztą trofeum, którego w Barcelonie brakowało w klubowej gablocie – Puchar Mistrzów. Zrobił to rok przed przyjściem do Hiszpanii, gdy jego PSV zgarnęło potrójną koronę. Potem dołożył jeszcze mistrzostwo Europy z reprezentacją, pierwsze (i do dziś jedyne) trofeum Holandii przywiezione z imprezy mistrzowskiej.

We wszystkich tych sukcesach był kluczowy, nie tylko w defensywie, ale i z przodu. W ciągu trzech sezonów spędzonych w PSV Eindhoven trafiał do siatki 51 razy, licząc wyłącznie mecze ligowe. Miał niesamowity ciąg na bramkę, potrafił nagle zjawić się pod polem karnym rywala i wykończyć akcję swojego zespołu. Przede wszystkim jednak strach u bramkarzy budziły jego rzuty wolne – potężne, wręcz atomowe. Tak strzelał nieco później Roberto Carlos, tyle że Koeman robił to ze znacznie większą precyzją.

Ronald Koeman w barwach PSV. Rok 1987

Spędzałem wiele dodatkowych godzin na samotnych treningach, żeby poprawiać swoje rzuty wolne. To ważne i dobrze jest to robić. Gdyby chodziło o więcej biegania, to nie zawsze byłoby to coś, co lubię. Ale rzuty wolne, rożne i ćwiczenia z piłką – to świetna rzecz. […] Zawsze, gdy tylko ktoś był faulowany, miałem poczucie, że mogę strzelić gola – mówił Koeman. I faktycznie, strzelał. Z akcji, z wolnych i karnych. Najmniej bramek w sezonie zanotował, gdy jeszcze jako nastolatek wchodził do pierwszego zespołu Groningen – trafił wtedy sześciokrotnie. Potem było tylko lepiej.

BARCELONA FAWORYTEM SOBOTNIEGO EL CLASICO – W TOTOLOTKU KURS NA JEJ WYGRANĄ WYNOSI 2.05. ZWYCIĘSTWO REALU WYCENIONE NA 3.55

Kłamstwem byłoby więc napisać, że do Barcelony przychodził wyłącznie, by pomóc jej w defensywie. Oczywistym było, że będzie znacznie ważniejszym piłkarzem. Wiedział to też Johan Cruyff, który chciał go sprowadzić już chwilę po tym, jak objął klub we władanie (czyli w 1988 roku), ale Ronald – świeżo po wielkich sukcesach – postanowił zostać jeszcze przez sezon w PSV. Cruyff jednak ostatecznie, z rocznym opóźnieniem, postawił na swoim.

Choć nie było to wcale łatwe. Początkowo zarząd chciał umieścić w transferowym porozumieniu zapis, że ostateczną decyzję o sprowadzeniu Koemana podejmie w maju. Wszystko ze względu na zbliżające się wybory prezydenckie w klubie. – Chcieliśmy umożliwić nowemu zarządowi podjęcie decyzji w tej sprawie. Koeman nie chciał jednak podejmować takiego ryzyka i niemożliwe było umieszczenie w ofercie tej klauzuli – mówił Joan Gaspart, wiceprezydent klubu. Ostatecznie zgodę na zakontraktowanie Holendra wyrazili po prostu wszyscy kandydaci na prezydenta. Tak ważny był to transfer dla Barcelony.

Choć nie byłoby go, gdyby nie jeden człowiek.

Wizja Johana

Johan Cruyff w Barcelonie już był legendą. W przeszłości, jako piłkarz odmienił oblicze tego zespołu. W 1988 roku przyszedł do klubu jeszcze raz – już jako szkoleniowiec. Wcześniej przez trzy lata prowadził Ajax, skąd odszedł skonfliktowany… z niemal wszystkimi. Kłócił się z zarządem, nie lubili go dziennikarze, poszczególni piłkarze też mieli do niego pretensje. Właściwie nie było przesłanek, by go zatrudnić, wszystko wskazywało bowiem na to, że jako trener sobie nie poradzi.

W Barcelonie też działo się jednak źle. W 1988 roku na krajowej arenie dominował Real, dowodzony przez tak zwaną Piątkę Sępa. Sępem był Emilio Butragueńo, jeden z najlepszych napastników w historii klubu. Pozostała czwórka to inni Hiszpanie: Michel, Martin Vazquez, Manolo Sanchis i Miguel Pardeza. Do tego w ekipie grali tacy zawodnicy jak Hugo Sanchez czy Paco Buyo. To za ich sprawą Królewscy wygrywali kolejne tytuły. Gdy do Barcelony przychodził Cruyff, byli świeżo po świętowaniu trzeciego mistrzostwa z rzędu.

Tymczasem w Katalonii sytuacja była zupełnie inna. Klub dopiero co wychodził z jednego z największych skandali w swojej historii – buntu w Hesperii, gdy piłkarze postanowili postawić się zarządowi i zażądać jego dymisji. Frekwencja na Camp Nou była wręcz tragiczna, nigdy wcześniej nie obserwowano tylu pustych krzesełek. Ówczesny prezydent, Josep Nunez, wiedział, że zbliżają się wybory prezydenckie, których w takiej sytuacji nie ma prawa wygrać. Postawił więc wszystko na jedną kartę i sięgnął po człowieka w Barcelonie kochanego. Zatrudnił Cruyffa.

Johan przyszedł do ekipy, z której w międzyczasie odeszło dziesięciu piłkarzy, odstrzelonych przez prezydenta. Niespecjalnie mu to jednak przeszkadzało – wręcz przeciwnie. Jako trener chciał wręcz autorytarnej władzy. Wolał budować niemal od zera (niemal, bo obronił przed zwolnieniem na przykład przywódcę buntu, Alexanco, którego dodatkowo mianował kapitanem, a oprócz niego zostali też między innymi Andoni Zubizarreta czy Gary Lineker), ale po swojemu. Sprowadził więc piłkarzy, którzy potem mieli decydować o obliczu klubu.

Johan Cruyff jako trener Barcelony. Rok 1992. Fot. Newspix

Do Barcelony trafili wtedy między innymi Jose Maria Bakero i Txiki Begiristan ściągnięci z Realu Sociedad, Julio Salinas oraz Eusebio z Atletico czy Ernesto Valverde i Miquel Soler z Espanyolu. Do tego jeden jedyny obcokrajowiec – Brazylijczyk Aloisio, wyciągnięty z ojczyzny. Cruyff chciał odzyskać dla klubu pewną tożsamość, który ten jego zdaniem zagubił w poprzednich latach. Stąd też awanse wielu piłkarzy z drużyny rezerw, na czele z Luisem Millą czy Amorem.

W Barcelonie ludzie lubili oglądać w pierwszej drużynie zawodników z cantery; sprawiało to, że w ich oczach trener w większym stopniu stawał się częścią klubu. Dlatego właśnie próbowałem wytworzyć sposób gry, który mogliby uznać za kataloński. Ze względu na to, że grałem tu już jako piłkarz, zdawałem sobie sprawę z tego, co lubili kibice – mówił Holender. I ruszył na poszukiwania wspomnianego stylu gry, wyraźnie inspirowanego reprezentacją narodową, w której sam grał. Miało być ofensywnie, szybko i skutecznie. Z wymiennością pozycji, wieloma podaniami oraz wysokim pressingiem, gdy akurat to nie jego zespół był przy piłce. Jednym słowem: atrakcyjnie. Choć sami piłkarze nie do końca wierzyli w to, co Cruyff im pokazywał.

– Przyszedł do klubu, wziął tablicę i narysował ustawienie z trzema obrońcami, czterema pomocnikami, dwoma skrzydłowymi i środkowym napastnikiem. Spojrzeliśmy na siebie i pytaliśmy: „Co to, do diabła, jest?”. To była era 4-4-2 albo 3-5-2. Nie mogliśmy uwierzyć ilu w tym ustawieniu jest zawodników atakujących, a jak mało broniących. Cruyff w pojedynkę przedstawił Hiszpanii nowy sposób grania w piłkę – wspominał po latach Eusebio.

Wizja Cruyffa nie ograniczała się zresztą do pierwszego zespołu, co warto dodać na marginesie. Trener Barcelony zażądał, by tę samą taktykę wprowadzić do drużyn juniorskich, by młodzi gracze łatwiej adaptowali się do gry w seniorskim zespole. Ten ostatni jednak początkowo radził sobie średnio. Owszem, już w pierwszym sezonie pracy Holender wywalczył z Dumą Katalonii triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów (po pokonaniu Sampdorii 2:0), jednak wszyscy zdawali sobie sprawę, że to tylko nagroda pocieszenia. W lidze znów – po raz czwarty z rzędu – triumfował bowiem Real.

Potrzeba więc było ulepszeń.

Rola Koemana

Johan Cruyff bez ustanku szukał sposobów na poprawę gry zespołu. Wiedział też doskonale, że potrzebuje takiego piłkarza, jakim był Ronald Koeman. Znakomitego obrońcę, bramkostrzelnego zawodnika, a w dodatku człowieka, który był jednym z najlepiej rozrzucających piłki zawodników świata. Czy to w kreowaniu akcji po ziemi, od defensywy, czy posyłając długie krosy na skrzydła – Koeman miał okazać się nieoceniony. – Nie jestem usatysfakcjonowany „podawaniem krążka”. Chcę kreować – mawiał Ronald. Więc kreował, bo nowy trener mu na to pozwalał. Sam Cruyff powtarzał, że właśnie o to w tym wszystkim chodziło.

O jakości Koemana świadczyła jego osobowość oraz zachowanie na boisku. Sprawiał, że wszyscy inni piłkarze drużyny czuli się komfortowo. Jeśli mieli jakikolwiek problem, mogli się na niego zdać. Miał fantastyczne podania – jednym zagraniem potrafił sprawić, że wszyscy ofensywni zawodnicy pracowali na boisku, a wtedy wytwarzał się należyty rytm gry i otwierały większe możliwości.

Początkowo starszy z Holendrów myślał o tym, by swojego rodaka ustawić nieco przed partnerami z obrony. Szybko jednak przekonał się, że ten pomysł nie wypali. Koeman, owszem, grywał czasem nawet jako defensywny pomocnik, ale okazało się, że w Hiszpanii jest na to… zbyt powolny. Po prostu w Primera Division rywale nękali go agresywnym doskokiem do piłki, z którym nie spotykał się w Eredivisie. Holender nie był na tyle zwrotny, by móc się przed tym obronić. Wtedy Cruyff wpadł na zupełnie inny pomysł. Zamiast wysuwać Koemana przed partnerów z obrony, postąpił wręcz przeciwnie – wycofał go.

Ronald zajął wtedy pozycję libero. Grając najbliżej bramkarza operował w wolnych sektorach, z dala od napastników rywali. Miał sporo czasu na wybór najlepszego wariantu rozegrania piłki. I korzystał z tego wręcz doskonale. To od niego zaczynała się środkowa oś zespołu – przedłużona potem przez dwóch pomocników i napastnika – wokół której kręciła się cała drużyna. On jako pierwszy decydował o obrazie kolejnych akcji. Mógł rozgrywać piłkę krótko, mógł rzucić ją nawet za linię defensywy rywala. Był tak doskonale wyszkolony technicznie, że kilkudziesięciometrowe podania „na nos” nie sprawiały mu żadnego kłopotu. Wciąż miał też jednak wolność w atakowaniu – mógł ruszać do przodu, gdy tego chciał, a jego miejsce w linii obrony zajmował defensywny pomocnik.

Nasza gra była pełna ryzyka. Nie byłem nawet prawdziwym obrońcą, musiałem wchodzić do linii pomocy z piłką, kiedy tylko było to możliwe. Naciskaliśmy w każdym meczu. To sprawiało, że nasze spotkania fantastycznie się oglądało, ale często byliśmy karani. Zostawialiśmy spore przestrzenie za naszą obroną, ale Cruyff mówił, że wygramy większość meczów i miał rację – wspominał Koeman. A podejście ówczesnego trenera Barcelony najlepiej oddają jego własne słowa.

Wyniki bez jakości są nudne, ale jakość bez wyników jest bezcelowa – powtarzał Cruyff.

Koeman mówił, że gdy rodak namawiał go do transfer, on sam po prostu uwierzył jego słowom o budowie nowego, wielkiego zespołu. Zaufał mu. To zresztą mały paradoks, bo obaj spotkali się już wcześniej w Ajaksie i… nie wynikło z tego nic dobrego. Koeman bez żalu opuścił Amsterdam po wygaśnięciu kontraktu, po czym podpisał umowę z PSV i zaczął dominować w lidze wraz z tą ekipą. Tym razem jednak obaj Holendrzy dogadywali się bez problemu. Dla Cruyffa i jego taktyki Koeman szybko stał się kluczowym zawodnikiem.

W dodatku Ronald był też liderem zespołu na innym gruncie – charakterologicznym. Kiedyś Ger van Vilder, jeden z jego trenerów z drużyn młodzieżowych, powiedział o Koemanie, że ten ma „alergię na przegrywanie”. Guus Hiddink, prowadzący go w PSV dodawał, że „Ronald był łatwym piłkarzem do prowadzenia, bo miał niesamowitą żądzę zwycięstwa”. Barcelona, regularnie pokonywana przez Real, potrzebowała właśnie takich piłkarzy. Wielkich nie tylko na boisku, ale i w szatni.

W pierwszym sezonie Koemana, a drugim Cruyffa, Barca wciąż jednak musiała oglądać plecy Królewskich, którzy świętowali piąty ligowy tytuł z rzędu. Choć pewne oznaki zmian na horyzoncie już się pojawiły – w finale Copa del Rey triumfowali właśnie podopieczni Johana. Wygrali… z Realem.

Pep, Christo i upragniony tytuł

Nastroje wokół zespołu na starcie kolejnego sezonu – 1990/91 – nie były najlepsze. Wielu czekało na potknięcie Cruyffa, mówiło się, że Holender za niedługo będzie zwolniony. Trenera wysyłano do ojczyzny, zresztą wraz z Koemanem i to mimo tego, że ten ostatni był przez fanów bardzo lubiany. Szybko zaaklimatyzował się bowiem w Barcelonie, nauczył języka i nawiązał porozumienie zarówno z hiszpańskimi piłkarzami, jak i miejscową ludnością. Ta nadała mu za to przydomek Tintin, od komiksowego bohatera, którego ich zdaniem przypominał.

W klubie – jak plotkowano – panował jednak chaos, który tylko potęgowało… zachowanie samego Cruyffa. – On każdego dnia potrafi wszystkich zaskakiwać. Wydaje ci się, że już skonsolidował drużynę, a wtedy on w najmniej spodziewanym momencie powie: „Chcę ściągnąć tego piłkarza, a tego się pozbyć” – wspominał Bruins Slot, jego asystent. I faktycznie, przed tamtym sezonem Holender znów zaskoczył. Do Realu(!) oddał Luisa Millę, poza tym pozbył się też trójki Aloisio, Ernesto Valverde i Roberto. Ten ostatni odchodząc z klubu publicznie skrytykował trenera.

Na ich miejsce tak naprawdę nikogo nie sprowadzono. Z wypożyczeń wrócili bowiem Goikoetxea i Albert Ferrer, a do zespołu zostali też dołączeni – awansowani z drużyny rezerw – Pep Guardiola oraz Carles Busquets (ojciec Sergio). Jedynymi ważnymi transferami Cruyffa z tamtego okresu byli Nando i Christo Stoiczkow. Zwłaszcza ten ostatni miał wkrótce stać się jedną z kluczowych postaci w układance Holendra. Choć jeszcze ważniejszą stał się – nie do końca spodziewanie – Guardiola, który skorzystał na sprzyjających okolicznościach.

Cruyff mnie nie wymyślił. Jednak postawił na mnie i uwierzył we mnie, wskazując palcem i mówiąc: „To ciebie chcę”. Zdaję sobie sprawę, że miałem też dużo szczęścia; w drużynie zrobiła się spora dziura, którą należało wypełnić – Koeman był kontuzjowany, Guillermo Amor został zawieszony, bo zebrał za dużo kartek, a Milla odszedł z zespołu. Jednak Cruyff wierzył, że jestem w stanie to zrobić i dał mi szansę. Wydaje mi się, że jest mnóstwo ludzi z ogromnym talentem, którzy nie robią wielkiej kariery tylko dlatego, że nikt nie daje im szansy. To właśnie zawdzięczam Cruyffowi – wspominał Guardiola.

Faktycznie, Ronald Koeman leczył wtedy kontuzję. Gdy jednak już wrócił do składu, Johan Cruyff powierzył mu dodatkową rolę – to on miał zostać mentorem Guardioli. Na każdym wyjeździe, przy okazji każdego meczu mieszkali w tym samym pokoju. Obaj szybko się polubili, czuć było między nimi nić porozumienia. Świetnie wyszkoleni technicznie, inteligentni, dobrze rozumiejący grę, potrafiący doskonale operować piłką. Piłkarze, jakich Cruyff poszukiwał. Koeman idealnie nadawał się na opiekuna Pepa również dlatego, że po prostu nigdy się od takich zadań nie wzbraniał.

Kiedy Cruyff wprowadził go do składu, powiedział mi: „Będziesz się nim zajmować. Zostaniesz jego nauczycielem, pomożesz mu się rozwinąć i upewnisz się, że nauczy się holenderskiego stylu futbolu”. […] Pep chciał wiedzieć wszystko o grze na jeden kontakt, grze pozycyjnej, w małych przestrzeniach. Uwielbiał sposób, w jaki Cruyff ustawiał Barcelonę. Bardzo interesowała go taktyka. Zadawał mi wiele pytań o Ajax, sposób, w jaki graliśmy. Był typem zawodnika, od którego oczekuje się, że kiedyś zostanie trenerem, bo nie myślał tylko o tym, w jaki sposób grał on sam i jak mógłby stać się lepszy, ale jak cały zespół mógłby się rozwinąć. Bywały miesiące, gdy więcej czasu spędzałem z Pepem, niż z moją własną żoną! – mówił Koeman.

Dwaj podopieczni Cruyffa – Pep Guardiola i Ronald Koeman – po latach jako trenerzy Evertonu (Koeman) i Manchesteru City (Guardiola). Fot. Newspix

Wkrótce obaj stali się fundamentem pod budowę jednej z najlepszych drużyn w historii Barcelony. Doskonale się uzupełniali. Pep grał tuż przed linią defensywy i asekurował obrońców. Gdy Koeman ruszał do przodu, to właśnie Guardiola zajmował jego pozycję. Rozumieli się niemal bez słów. Kiedy tylko jeden coś robił, drugi natychmiast na to reagował. W dodatku obaj potrafili piekielnie dobrze operować piłką. Ich partnerzy wiedzieli, że mogą podać czy to do Koemana, czy do Guardioli i coś z tego wyniknie. Zyskiwali przez to mnóstwo spokoju.

O to, by do tego spokoju dorzucić nieco charakteru, dbał w tamtej ekipie Christo Stoiczkow. Cruyff ściągnął go do Barcelony w dużej mierze właśnie z uwagi na to, w jaki sposób Stoiczkow się zachowywał. Bułgar był fantastycznie wyszkolony technicznie i zdobywał sporo bramek (sezon wcześniej zgarnął Złotego Buta), owszem, ale jego osobowość, pewna agresja, były nieocenione dla tamtej Barcelony. Bez niego, podobnie jak bez Koemana i Guardioli, nie byłoby wielkich sukcesów.

Paradoksalnie, w styczniu 1991 roku Barça wygrała ligowy Klasyk bez pomocy Holendra (kontuzja) i Bułgara (zawieszenie). To był jeden z meczów, który całkowicie porwał kibiców. Fani Dumy Katalonii w tamtym okresie zaczynali wierzyć w tę drużynę. Jak się okazało – nie bez podstaw. Barcelona ostatecznie wywalczyła w tamtym sezonie tytuł ligowy, przerywając hegemonię Królewskich. Nie przeszkodził nawet atak serca, którego kilka miesięcy wcześniej doznał Johan Cruyff. Holender z miejsca zdecydował się rzucić wówczas palenie – przyczynę ataku – i wystąpił w kampaniach antynikotynowych. Był, jak i w roli trenera, bezkompromisowy. Musiał rzucić, więc rzucił. I tyle.

W czasie, gdy dochodził do zdrowia, Barcelonę prowadzili jego asystenci. Poradzili sobie. Gdy Johan na powrót przejął swoje obowiązki, Duma Katalonii pewnie zmierzała w stronę mistrzostwa. Wywalczyła je z dziesięcioma punktami przewagi (a za zwycięstwo przyznawano wówczas ledwie dwa oczka) nad Atletico.

Jak miało się okazać – to był jedyny ligowy tytuł Cruyffa wygrany w takim stylu. Okazał się jednak niezwykle istotny. Stał się bowiem ostatnim elementem spajającym ekipę, która miała przejść do historii.

Dream Team

Trudno wskazać podstawową jedenastkę tamtego zespołu. Cruyff umiejętnie rotował składem, regularnie korzystał nawet z piętnastu piłkarzy. Łatwiej wskazać liderów: Zubizarreta w bramce, Koeman w defensywie, Guardiola rozdzielający piłki w pomocy, Laudrup z mnóstwem podarowanej mu swobody, Stoiczkow walczący o piłki i zdobywający bramki, Bakero zwykle występujący w roli kapitana drużyny.

To była prawdziwa mieszanka talentów i osobowości. Piłkarze twardzi, charakterni, ustawieni tuż obok zawodników o niezbyt imponujących atrybutach fizycznych, ale za to niesamowicie wyszkolonych technicznie. Gwiazdy z zagranicy mieszały się z wychowankami klubu. Doświadczeni gracze przenikali z młodymi. Cruyff stworzył zespół o idealnych proporcjach, wyważony pod każdym względem. Pomogły mu też w tym trzy transfery, których dokonał przed sezonem – do klubu trafili: Richard Witschge (skrzydłowy z Holandii, z którym spotkał się już w Ajaksie), Miguel Angel Nadal i Juan Carlos Rodriguez. Dołączył też Cristobal Parralo, który powrócił z wypożyczenia.

Jak przyznawał potem sam Cruyff, okazali się oni uzupełnieniem składu, którego poszukiwał. Gwarantowali bowiem stabilność, jakiej wcześniej brakowało jego zespołowi. – Nasz zespół jest bardzo dobry. Transfery mają zapewnić potrzebne detale, zwiększyć potencjał naszego zespołu – mówił. Jego przywiązanie do detali było zresztą powszechnie znane. Koeman przyznawał, że nie napotkał na swej drodze innego szkoleniowca, który tak wielką uwagę poświęcałby sprawom tak drobnym.

Mimo wszystko Barcelona rozpędzała się powoli. Start w lidze zanotowała kiepski – przegrała trzy z pierwszych ośmiu spotkań. Tyle samo porażek zanotowała jednak w kolejnych… trzydziestu meczach. Dogoniła tym samym Real Madryt, ale w ostatniej kolejce sezonu musiała wygrać swój mecz i liczyć, że Real potknie się w starciu z Tenerife. W ekipie z Wysp Kanaryjskich grało wówczas wielu wychowanków Królewskich, prowadził ją Jorge Valdano, były gracz Realu, a do tego gospodarze byli już pewni utrzymania. W Barcelonie spodziewano się, że ten mecz po prostu odpuszczą.

Nie odpuścili.

Choć już po pół godzinie gry to Real prowadził 2:0, mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla Tenerife. Dwie ostatnie bramki były istną komedią omyłek – najpierw gospodarze wyrównali po samobójczym golu Ricardo Rochy, a potem Paco Buyo w fatalny sposób wypuścił piłkę z rąk, wprost pod nogi nadbiegającego rywala. Królewscy byli w szoku, nie zdołali się już z niego otrząsnąć. Po meczu narzekali też na arbitra, który nie uznał prawidłowego gola Luisa Milli oraz wyrzucił jednego z graczy gości z boiska. Protesty na nic się jednak zdały – przegrali, a mistrzem została Barcelona. Johan Cruyff i jego gracze mogli świętować.

Ronald Koeman po „najważniejszej bramce w swoim życiu”. Fot. Newspix

Już wcześniej zaczęto ich nazywać „Dream Teamem”. Wersje na temat tego, skąd wzięło się to określenie, są różne. Jedna mówi, że nagle pojawiło się w hiszpańskiej prasie i po prostu przylgnęło. Druga, że najpierw użył go jeden z członków zarządu Barcelony. Obie są jednak zgodne, że nawiązywano tu do budowanej wówczas kadry amerykańskich koszykarzy, która miała zawitać na igrzyskach rozgrywanych właśnie w Barcelonie.

Porównanie to było jak najbardziej uprawnione – pod okiem Cruyffa Barcelona zaczęła grać wówczas fantastyczną piłkę, jedną z najlepszych w Europie. Zachwycano się fenomenalnym rozegraniem piłki, golami Stoiczkowa, inteligencją Laudrupa i Guardioli czy wreszcie rzutami wolnymi Koemana. Przede wszystkim jednak: zachwycał monolit, Barca jako całość.

To był atakujący futbol, jakiego ludzie nigdy nie widzieli, ze środkowym obrońcą wchodzącym w linię pomocy, skrzydłowymi, napastnikiem i fałszywym napastnikiem. Zawsze wywieraliśmy presją na rywalach. Najtrudniej jest odnieść sukces grając piękny, ofensywny futbol. Cruyff sprawił, że było to możliwe. Tamten okres to szczytowy punkt mojej kariery, moje najlepsze lata. Sukcesy, jakie odnieśliśmy, futbol jaki graliśmy… wszystko to zasługa Cruyffa – wspominał Ronald Koeman.

Swój największy sukces osiągnęli jednak nie w ostatniej kolejce ligowej tamtego sezonu, a kilkanaście dni wcześniej.

Najważniejszy wolny

Ronald Koeman w trakcie swej kariery zdobył grubo ponad 200 bramek. Często trafiał w najważniejszych meczach. Gdy PSV grało finał Pucharu Mistrzów, to on rozpoczął serię rzutów karnych, pewnie umieszczając piłkę w siatce. Jedno trafienie wybija się jednak ponad pozostałe, choć bardzo je przypomina. Bo z rzutu wolnego. Bo mocno. Bo celnie. Jednak spotkanie, w którym ta bramka padła, sprawia, że nikt w Barcelonie, kto kibicował wtedy Dumie Katalonii, już go nie zapomniał.

Barca marzyła o Pucharze Mistrzów. W całej swej historii dwukrotnie grała w jego finale. W 1961 roku uległa 2:3 Benfice w meczu, którego przegrać tak naprawdę nie miała prawa. Jej pech z tamtego spotkania stał się wręcz legendarny. Na kolejny finał piłkarze z Katalonii czekali dokładnie ćwierć wieku. W Sewilli zmierzyli się wówczas z rumuńską Steauą. Nie padła żadna bramka, doszło do rzutów karnych. W tych piłka trafiła do siatki… tylko dwa razy. W obu przypadkach po strzałach zawodników z Bukaresztu. Katalończycy przestrzelili wszystkie cztery wykonywane jedenastki.

Obie te traumy powodowały, że w Barcelonie równocześnie chciano finału, ale też się go bano. No, z jednym wyjątkiem. Txiki Begiristain ujął to najlepiej. – Johan Cruyff nie bał się niczego. Kiedy pojawiają się wątpliwości, ludzie starają się znaleźć bezpieczeństwo w liczbach, iść za stadem. Nie Cruyff. Jego pierwszym rozwiązaniem zawsze było atakowanie, ekspansja. Kiedy potrzebował rozwiązania, po prostu kazał nam więcej atakować. A my myśleliśmy: „Czy on jest szalony?”. – Sam Holender miał za to na opisanie swego podejścia jedno proste zdanie: „Lepiej polec z własnymi pomysłami, niż zrobić to z pomysłami kogoś innego”.

Całą tę jego filozofię najlepiej oddaje postać Koemana. Choć akurat w tamtej edycji Pucharu Mistrzów trafił do siatki tylko raz, to regularnie można go było oglądać nacierającego na bramkę rywala. Zresztą podobnie jak cały zespół. W pierwszej rundzie (1/16) ówczesnych rozgrywek Barcelona bez problemu ograła dzięki tej filozofii Hansę Rostock na własnym stadionie. Porażka na wyjeździe niczego w kwestii awansu już nie zmieniła.

Druga runda była już znacznie bardziej zacięta. Po wygranej 2:0 u siebie (obie bramki zdobył Txiki), na wyjeździe podopieczni Cruyffa przegrywali już z Kaiserslautern trzema golami. I wtedy, w 90. minucie, dostali rzut wolny. Koeman podszedł do piłki, ale tym razem nie strzelał. Zamiast tego dograł w pole karne. Idealnie na głowę znajdującego się tam Bakero. Ten trafił do siatki, a Barcelona awansowała dzięki bramce zdobytej na wyjeździe. – Bez bramki Iniesty na Stamford Bridge Barça Guardioli nie zdobyłaby swojej pierwszej Ligi Mistrzów. A bez bramki Bakero w Kaiserslautern, my nie doszlibyśmy do finału na Wembley – twierdził po latach Koeman.

Holender wręcz uważał, że to ten gol był najważniejszym w całych tamtych rozgrywkach. Choć w kolejnych siedmiu meczach Barcelona trafiała do siatki jeszcze jedenastokrotnie, z czego dziesięć razy w grupie. Ówczesny format zakładał bowiem, że zamiast ćwierćfinałów pozostałych osiem zespołów podzielonych będzie na dwie grupy. Do finału awansuje tylko zwycięzca. Katalończycy mierzyli się w grupie B z Dynamem Kijów, Benficą i Spartą Praga. Wygrali cztery mecze, zremisowali na wyjeździe w Portugalii i przegrali w stolicy Czech. Z dziewięcioma punktami okazali się najlepszą ekipą swojej grupy. Byli w finale.

Pozostało im wierzyć, że do trzech razy sztuka.

Jedziemy do Londynu na wesele, a nie na stypę. Nie mamy żadnych powodów do niepokoju. Jesteśmy w dobrej formie i strzelamy dużo goli – mówił Cruyff dziennikarzom przed finałem. W nim mieli zmierzyć się z Sampdorią. Tą samą, przeciwko której wywalczyli pierwsze trofeum za kadencji Holendra. Tyle że od tamtego czasu dużo się u nich zmieniło – dość powiedzieć, że trzy lata później w Londynie zagrało ledwie czterech graczy Barcelony, którzy wystąpili w tamtym finale Pucharu Zdobywców Pucharów. U Włochów takich zawodników było siedmiu.

Ronald Koeman finału sprzed trzech lat nie pamiętał, bo do Barcelony przyszedł już po nim. Pamiętał za to doskonale, jak cieszył się z triumfu PSV w Pucharze Mistrzów. Znał już smak takiego zwycięstwa, chciał móc je świętować po raz kolejny – tym razem w barwach Blaugrany. Choć… nie do końca. Piłkarze Barcy narzekali bowiem, że nie mogli zagrać w swoich tradycyjnych strojach, a musieli występować w pomarańczowych koszulkach ze względu na wymagania telewizji. Z drugiej strony pomarańczowy to przecież kolor piłkarskiej Holandii. Może więc był to znak?

Finał – mimo że długo bez goli – był naprawdę ciekawy. Jeszcze w szatni Johan Cruyff powiedział swoim zawodnikom kilka zdań, które przeszły do historii. – Panowie, jesteśmy na Wembley. Murawa jest w doskonałym stanie, a stadion wypełniają kibice. Za chwilę zagramy w finale Pucharu Europy. Idźcie tam i dobrze się bawcie. – Bawili się więc. Choć nerwy były ogromne. Nie pomagało, że kilkukrotnie z miejsc podrywali się kibice, przekonani, że właśnie padł gol. Raz omal nie trafił Gianluca Vialli, ale piłka jedynie odbiła się od zewnętrznej strony słupka. Jeszcze bliżej był Stoiczkow, który zresztą regularnie nękał fantastycznie broniącego Gianlucę Pagliucę. Raz udało mu się ominąć strzałem bramkarza, ale piłka – po odbiciu od słupka – wyszła z powrotem w pole karne.

Niesamowitym było to, że przez 90 minut tego spotkania nikt nie zdobył bramki. Ciągłe ataki i kontrataki tworzyły bowiem niesamowity spektakl. W miarę upływu kolejnych minut w głowach osób związanych z Barceloną coraz bardziej majaczył przegrany finał z 1986 roku. Wszystko wskazywało bowiem na to, że znów dojdzie do karnych. Aż wreszcie Giovanni Invernizzi sfaulował Eusebio kilka metrów przed polem karnym włoskiej ekipy. Gianluca Valli, zmieniony wcześniej, widząc to, skrył w twarz dłoniach.

Może wiedział. Może zdawał sobie sprawę, kto podejdzie do piłki. Może po prostu się denerwował. Nie wiemy, zresztą nie ma to większego znaczenia. Ważne jest to, że ten obrazek doskonale korespondował z tym, co stało się po chwili. Stoiczkow zagrał lekko do Bakero, ten zatrzymał piłkę, ustawiając ją Ronaldowi Koemanowi. Holender uderzył, znajdując lukę w murze. Mocno, blisko słupka, celnie. Było 1:0.

Miałem szczęście i jakość potrzebne do zdobycia decydującego gola. Wiem, że jeszcze przez wiele lat będę pamiętany jako piłkarz, który go strzelił. Dla mnie osobiście była to piękna chwila, choć zawsze pamiętam wysiłek włożony przez innych graczy. To trochę nie fair, że wszystko skupia się na mnie […] Tak naprawdę to dwa faule pozwoliły nam wygrać pierwszy Puchar Mistrzów. Wszyscy mówią o Wembley, ale wcześniej było Kaiserslautern – mówił potem Koeman.

Minutę po tej bramce na boisko wszedł Alexanco. Kapitan klubu, mający na karku niemal 36 lat. Jedyny pozostały w zespole, który grał w przegranym finale ze Steauą. Jedyny, który osobiście przeżył tę traumę. Teraz finalnie mógł się z nią pożegnać. Więcej bramek w tym meczu nie padło. Barcelona – po raz pierwszy w historii klubu – zawładnęła Europą. To było, jak nazwał to Carles Rexach, asystent Cruyffa, „uwolnienie”. A co do samego Cruyffa – do historii przeszła sytuacja, jaka miała miejsce tuż po golu Koemana. Holender przeskakiwał przez barierkę, chcąc wydać polecenia swoim podopiecznym. Zahaczył jednak o nią nogą, ta się zaczepiła. Korygował więc ustawienie, stojąc na jednej nodze. Dla fanów Blaugrany do dziś to ikoniczna chwila. Podobnie jak zmiana koszulek piłkarzy z Katalonii – już na te w tradycyjnych barwach – tuż po spotkaniu.

Ikoniczne było też podniesienie pucharu. Zaszczytu jako pierwszy dostąpił wspomniany Alexanco. – Zdobyć Puchar Europy to jak wejść na Mount Everest albo wygrać Tour de France – mówił potem. Inną ikoniczną chwilą będzie kąpiel Joana Gasparta i jego dwóch przyjaciół. Gaspart jeszcze przed finałem obiecał, że jeśli Barcelona wygra, to wskoczy do Tamizy. Zrobił to o 3:45 lokalnego czasu. Jego kąpielówki z tamtej pływackiej wyprawy dostali kibice w Barcelonie, już po powrocie drużyny do miasta. Rzucił je im szczęśliwy Bakero. Koeman za to cisnął w tłum swój krawat.

Choć nawet gdyby wszyscy rozebrali się do naga, części garderoby i tak by nie starczyło. Fanów było mnóstwo. Niemal całe miasto świętowało. Ludzie płakali na ulicach, cieszyli się, ściskali, krzyczeli i śpiewali. Czekali na to wiele lat, po drodze przeżyli sporo rozczarowań. Wszyscy powtarzali, że to najszczęśliwsza chwila w ich życiu. Wielu było im wdzięcznych za zmazanie traumy sprzed lat – w samolocie szampana piłkarzom zafundował na przykład Julio Alberto, ich emerytowany kolega po fachu, uczestnik finału w Sewilli.

Przez lata żyliśmy na marginesie chwały. Wszystkim zawodnikom Barcelony wciąż przypominano, co powinni byli wygrać, ale nie wygrali. Teraz wreszcie się to zmieni, szczególnie, że to nie jest nasze ostatnie zwycięstwo w tych rozgrywkach. Chcemy rozpocząć naszą epokę – mówił po tamtym triumfie Zubizarreta. A Pep Guardiola, w trakcie prezentacji trofeum za zwycięstwo, tłumowi zgromadzonemu na spotkaniu z piłkarzami rzucił jedno zdanie, które wszystkich poruszyło: „Ciutadans de Catalunya, ja la tenim aqui!” – „Obywatele Katalonii, mamy go już tutaj”. Była to parafraza słów byłego prezydenta Katalonii, Josepa Tarradellasa, które wypowiedział, gdy po śmierci z Franco wrócił z wygnania – „Obywatele Katalonii, jestem tutaj!”.

Dream Team zmienił historię i mentalność klubu – twierdzi do dziś Ronald Koeman. Potwierdza to nawet jego… but z tamtego finału. Ten sam, którym uderzył piłkę w 112. minucie spotkania. Dziś ustawiony w jednym z najważniejszych miejsc klubowego muzeum.

Bolesne przebudzenie

Zubizarreta nie miał racji. Epoka Barcelony w Europie się nie rozpoczęła. W 1993 roku piłkarze Dumy Katalonii nie doszli do finału. Nadal królowali jednak na krajowym podwórku… ponownie zdobywając ligę w ostatniej kolejce. Real znów przegrał z Tenerife, znów na wyjeździe. Barcelona wygrała. Tytuł był jej. Rok później Miroslav Djukic z Deportivo w ostatnim meczu nie trafił karnego, który przypieczętowałby tytuł dla drużyny z Galicji. Skorzystał na tym zespół Cruyffa i zdobył czwarte mistrzostwo z rzędu. Trzy z nich wywalczył w ostatniej kolejce.

W tamtym sezonie miały jednak miejsce dwa znaczące wydarzenia. Pierwsze z nich 8 stycznia 1994 roku. Barcelona podejmowała wtedy na własnym stadionie Real Madryt. Do przerwy było 1:0, bramkę zdobył nowy barceloński gwiazdor, sprowadzony przez Cruyffa przed sezonem – Romario. Po niej rozpoczął się koncert Dumy Katalonii. Najpierw – z wolnego – fantastycznie trafił Koeman. Na boisko chwilę później wszedł Laudrup, który po sezonie opuści Katalonię na rzecz… Realu Madryt. Wtedy jednak grał jeszcze dla gospodarzy i brał udział w historycznym spotkaniu. Dwie bramki dołożył bowiem jeszcze, kompletując hat-tricka, Romario. Piątą w 87. minucie strzelił młody Ivan.

Manita. Największe upokorzenie w hiszpańskiej piłce. Tony Bruins, asystent Cruyffa, pokazał zgromadzonym na stadionie kibicom pięć palców, dokładnie tak, jak w 2010 roku zrobi to Gerard Pique. Jednak 364 dni później, niemal równy rok po tym wydarzeniu, w Klasyku znów padł taki wynik. Znów Michael Laudrup zagrał po stronie zwycięzców – tyle że tym razem cieszyli się Królewscy, prowadzeni przez Jorge Valdano, który – zgodnie ze swoją obietnicą – „przyszedł oddać Realowi to, co zabrał im jako trener Tenerife”.

Tamten mecz wyznaczył definitywny koniec Dream Teamu. Ale w 1994 roku jeszcze nikt o tym nie wiedział. Fani Barcelony cieszyli się z kolejnego mistrzostwa i finału Pucharu Europy, do którego Duma Katalonii wróciła po dwóch latach. Tym razem w ciągu całej drogi do meczu o tytuł niesamowity był Ronald Koeman. Zagrał we wszystkich spotkaniach, nie opuszczając ani minuty. Zdobył łącznie osiem bramek i (wraz z Wyntonem Ruferem) został królem strzelców tych rozgrywek. Trafiał z Dynamem Kijów (bramka decydująca o awansie), Austrią Wiedeń, Werderem Brema, Galatasaray i Porto. Nie strzelił tylko dwóm z szóstki rywali, którzy stali na drodze Barcelony – Monaco w fazie grupowej i Milanowi w finale.

Piłkarze Barcelony świętujący – już w tradycyjnych koszulkach – wygranie Pucharu Mistrzów. Fot. Newspix

W tym ostatnim spotkaniu nie zrobił tego zresztą żaden z zawodników Barcelony. Choć jeszcze przede meczem Cruyff twierdził, że jego podopieczni z pewnością wygrają. – Jesteśmy faworytami. Jesteśmy bardziej kompletni i doświadczeni przez mecz z Wembley. Milan to nic szczególnego. Ich gra bazuje na defensywie. My opieramy naszą na ataku – powiedział. Tyle że finał pokazał coś zupełnie innego. Dream Team nie tylko przegrał, a został wręcz zmieciony z murawy. Milan wbił Barcelonie cztery bramki, samemu nie tracąc ani jednej.

Dumie Katalonii nie udało się wrócić na tron. Dream Team tym razem nie podołał. Zaczął się rozpadać. Kolejni gracze odchodzili z klubu, a Cruyff próbował wpuścić nieco świeżej krwi. Nie udało mu się jednak odmienić losów tego, co nieuchronne. Skończyła się wielka era jego Barcelony. Ronald Koeman, jeden z jej najważniejszych zawodników, został jeszcze na rok. Przeżył więc obie manity, w obu przypadkach na murawie.

Po drugiej z nich odszedł. Wrócił do Holandii. Miał już 32 lata, zbliżał się do końca kariery. Przez dwa sezony grał jeszcze w trzecim z wielkich holenderskich klubów – Feyenoordzie. Po tym zawiesił buty na kołku. Do Barcelony wrócił dwukrotnie: w sezonie 1998/99 był tam asystentem. Kolejnych 21 lat później pojawił się już jako pierwszy trener. Z jedną misją: odmienić klub tak, jak zrobił to – z jego pomocą – Johan Cruyff trzy dekady temu.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Źródła: FourFour Two, DailyMail, FIFA, ABC, BarcaUniversal, ESPN, UEFA, oficjalne strony Barcelony oraz Southampton, El Pais, Eurosport, „Gazeta Wyborcza”, Talk Sport. 

„Barca i Real. Wrogowie, którzy nie mogą bez siebie żyć” Alfredo Relano, „Wojna światów” Thibaud Leplat, Encyklopedia piłkarska FUJI tom 4, „Barca. Życie, pasja, ludzie” Jimmy Burns.

Włochy
16.01.2022

Mecz bramkarzy. Bez bramek w hicie Serie A

Klasyczne spotkanie, po którym trenerzy powiedzą, że był to szalenie intensywny taktycznie spektakl, a kibice będą zawiedzeni brakiem goli i jakiejkolwiek dramaturgii. Hity w Serie A w tym sezonie w większości zachwycały, ale jeśli akurat w dzisiejszy wieczór nie mogliście go oglądać, to zbyt wiele was nie ominęło.  Atalanta – Inter 0:0. Emocje jak na […]
16.01.2022
La Liga
16.01.2022

Królewscy z pierwszym trofeum w 2022. Modrić i Benzema przesądzili o losach meczu

Finał Superpucharu Hiszpanii był pierwszą okazją dla hiszpańskich drużyn do zdobycia trofeum w 2022 roku. Miniturniej rozgrywany w Arabii Saudyjskiej stał na wysokim poziomie. W finale Athletic podejmował Real Madryt. Królewscy mieli więcej czasu na odpoczynek po półfinałach, ale z drugiej strony piłkarze z Kraju Basków rozegrali w tym sezonie o sześć spotkań mniej. W […]
16.01.2022
Inne sporty
16.01.2022

Polacy w Zakopanem nie zachwycili, ale już wiemy, kto leci na igrzyska

Ostatnie dni w skokach sprzyjały wyjadaczom. Wysoką formę zaczyna odzyskiwać Peter Prevc, Janne Ahonen wystąpił w mistrzostwach Finlandii i zdobył… brązowy medal, a Stefan Hula zapewnił sobie właśnie wyjazd na swoje czwarte igrzyska olimpijskie. Oprócz 35-latka do Pekinu Michal Doleżal zabierze dwóch zawodników, których dzisiaj na skoczni w Zakopanem nie oglądaliśmy, czyli Kamila Stocha (kontuzja) […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

West Ham odbiera punkty najlepszym, a potem traci je z Leeds

Do awansu do Ligi Mistrzów nie wystarczą zwycięstwa nad Liverpoolem, Chelsea i Tottenhamem. Za takie zbiera się poklask, ale punkty trzeba gromadzić też na Burnley, Southampton czy Leeds United. West Ham kolejny raz przegapił moment na doskoczenie do Chelsea, przegrywając na swoim boisku z 15. drużyną Premier League.  West Ham – Leeds 2:3. Jack Harrison […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Polacy kontra Belgia. Przestrogi i nadzieje dla Kozłowskiego

Kacper Kozłowski zanim ruszy oczarować ligę angielską i przerobić trenerów jeszcze lepszych niż Juergen Klopp, pół roku spędzi w lidze belgijskiej. O projekcie, w którym ma uczestniczyć, napisaliśmy już sporo – nie jest to typowy belgijski klub i nie jest to typowe wypożyczenie „na przeczekanie”. Misją Kozłowskiego jest pomoc przy zdobyciu mistrzostwa Belgii, złapanie potrzebnych […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Dziś tęsknotę za Salahem i Mane udało się ugasić

Juergen Klopp jakiś czas temu nazwał Puchar Narodów Afryki „małym turniejem”, potem z tym słów się tłumaczył, wskazując na ironię. Nie ma co go za to biczować, raz, że długo po czasie, dwa, że może rzeczywiście został źle zrozumiany, ale zaczynamy od tego, bo czempionat w Afryce dla Liverpoolu faktycznie jest pewnym problemem. The Reds […]
16.01.2022
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
10.01.2022

Siła Early Payout – właśnie dlatego warto grać w Fuksiarzu

Za nami bardzo fajny weekend w europejskiej piłce. Tak fajny, że nawet tęsknota za ekstraklasową kopaninką aż tak mocno nam nie doskwierała. A już szczególnie udane były to dni dla wielu graczy, którzy korzystają z oferty naszych kumpli z Fuksiarza. Z jednej strony przeżyli sportowe emocje, a z drugiej dzięki promocji Early Payout zazieleniły im […]
10.01.2022
Weszło
01.01.2022

Emocje Premier League z ograniczonym ryzykiem. Wystrzałowa promocja Fuksiarza!

W ostatnich dniach żyjemy serialem, w którym główną rolę odgrywa Paulo Sousa, ale czasami odrywamy się od niego po to, by zobaczyć trochę prawdziwej piłki. W obecnym okresie tradycyjnie zapewniają ją drużyny Premier League, a Fuksiarz postanowił jeszcze mocniej podkręcić temperaturę, która towarzyszy poczynaniom graczy na angielskich boiskach. Nasi kumple przygotowali wyjątkową promocję, dzięki której […]
01.01.2022
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
08.12.2021

Dublet Lewandowskiego i wygrana Atalanty? Prawie pięć stów ze 100 złotych

Dziś poznamy ostatnie rozstrzygnięcia w fazie grupowej Champions League. W niektórych grupach wiele rzeczy jest już jasnych, ale w niektórych los poszczególnych drużyn zostanie przyklepany dopiero wieczorem. A takie mecze to nie tylko okazja, by trochę się rozerwać, obserwując piłkarskie zmagania, ale też szansa, by coś zarobić. Dziś mamy dla was propozycję, dzięki której w […]
08.12.2021
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
07.12.2021

Liga Mistrzów w Fuksiarzu. Czy ze 100 zrobimy blisko 500?

Ostatnie łowy były naprawdę udane. Sugerowany przez nas kupon był w pełni trafiony i jeśli ktoś nas posłuchał, to pomnożył stówę i zgarnął 356 złotych. Wtedy wszedł nam Raków, Legia i Liverpool, które wygenerowały łączny kurs 4,05. Dziś – jak się przekonacie – idziemy o krok dalej. Wchodzimy bowiem w ostatnią kolejkę Ligi Mistrzów, a […]
07.12.2021
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
03.12.2021

Sprawdźmy, postawmy: Lens powalczy z PSG, Haaland zmierzy się z „Lewym”

Jak co piątek zapraszamy was na kolejny odcinek cyklu „Sprawdźmy, postawmy”. Przejrzeliśmy weekendową ofertę naszych kumpli z Fuksiarza i zmontowaliśmy z myślą o was przykładowy kupon. Jest kilka obiecujących okazji. Tradycyjnie unikamy typowania na nos – szukamy raczej pewnych tendencji, serii, prawidłowości i właśnie w nich upatrujemy szans na zarobek. RC LENS – PARIS SAINT-GERMAIN: […]
03.12.2021
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
01.12.2021

Postaw stówkę na Raków, Legię i Liverpool i zgarnij ponad 350 złotych

Mecze w środku tygodnia – zwyczajowo, Liga Mistrzów. Dzisiaj jest jednak inaczej. Dzisiaj gra kilka europejskich lig, dzisiaj mamy Puchar Polski. A to zawsze jest dobra okazja do tego, by ograć bukmachera. My postaramy się wam w tym pomóc – przygotowaliśmy trzy zdarzenia, które wyglądają naprawdę sensownie. Skupiamy się na naszym polskim poletku – Fuksiarz […]
01.12.2021
Weszło
05.01.2022

Top 10 pozytywnych zaskoczeń na półmetku sezonu La Liga

Za nami połowa sezonu La Liga, a więc nastąpił odpowiedni czas na pierwsze podsumowania. Jednym z nich jest wyróżnienie zawodników, którzy z różnych względów w ostatnich miesiącach zaskoczyli nas pozytywnie. W tym rankingu znalazło się miejsce zarówno dla postaci znanych szerszej publiczności, jak i piłkarzy, których tylko hardcorowy fan ligi hiszpańskiej rozpoznałby na ulicy. 10 […]
05.01.2022
Weszło
03.01.2022

Na imię im było 4, czyli o Sevilli, hiszpańskiej wersji Arsenalu

W poprzednim sezonie La Liga Sevilla zrobiła coś fantastycznego. Nie dość, że wykręciła rekordową dla siebie liczbę punktów, to jeszcze w finałowym etapie rozgrywek zabrakło jej tylko dwóch oczek do wskoczenia na pudło. Ba, gdyby nie mała zadyszka na wiosnę, może nawet kwestia wicemistrzostwa byłaby w zasięgu. W każdym razie rozdział, jaki pisze ten klub […]
03.01.2022
Weszło
01.01.2022

Barcelona i Dembele – niepotrzebna zabawa w kotka i myszkę

Od dłuższego czasu nikt w obozie Barcelony nie ukrywał, że przedłużenie kontraktu z Dembele to jeden z priorytetów w kontekście budowania kadry na lata. Nawet mimo faktu, że czas nie grał na korzyść Francuza. Kontuzja goniła kontuzję, liczby nie były przekonujące, ogółem rozwoju brak. Ale Xavi chciał na 24-latka postawić, zrobić z niego najlepszego skrzydłowego […]
01.01.2022
La Liga
31.12.2021

Rozdajemy nagrody za 2021 dla najlepszych w lidze hiszpańskiej

Dziś kończy się intensywny rok na hiszpańskich boiskach, więc pora na podsumowanie i wybór najlepszych z najlepszych w różnych kategoriach. Najgorszych odpuściłem – wystarczy negatywnych komunikatów napływających z każdej strony. Skupmy się na tym, co było dobre. W ostatnich dwunastu miesiącach działo się naprawdę wiele. Zmienił się nieco układ sił, niektóre zespoły niespodziewanie zaczęły zagrażać […]
31.12.2021
Weszło
21.12.2021

W Barcelonie narodził się kolejny „Golden Boy”

Nie tak dawno temu Barcelona zrobiła złoty interes, pozyskując Pedriego z Las Palmas. Od jego debiutu w stolicy Katalonii minął ponad rok. W tym czasie ten nastolatek zrobił furorę i zagrał niebywale długi sezon z wisienką na torcie w postaci nagrody „Golden Boy” za rok 2021. Wcześniej, jeszcze za kadencji Ernesto Valverde, światu objawił się […]
21.12.2021
Hiszpania
10.12.2021

12 rzeczy związanych występami hiszpańskich drużyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów 21/22

Streszczenia i inne pigułki wiedzy są dość przystępną formą relacji wydarzeń. Jeśli lubiliście krótsze formy, to w tym podsumowaniu znajdziecie coś dla siebie. Specjalnie dla was przygotowaliśmy listę najciekawszych wydarzeń związanych z występami hiszpańskich drużyn w tej edycji Ligi Mistrzów. Karne przeciwko Sevilli Rzadko się zdarza, że przeciwko jednemu zespołowi w fazie grupowej sędziowie odgwizdują […]
10.12.2021
Włochy
16.01.2022

Mecz bramkarzy. Bez bramek w hicie Serie A

Klasyczne spotkanie, po którym trenerzy powiedzą, że był to szalenie intensywny taktycznie spektakl, a kibice będą zawiedzeni brakiem goli i jakiejkolwiek dramaturgii. Hity w Serie A w tym sezonie w większości zachwycały, ale jeśli akurat w dzisiejszy wieczór nie mogliście go oglądać, to zbyt wiele was nie ominęło.  Atalanta – Inter 0:0. Emocje jak na […]
16.01.2022
La Liga
16.01.2022

Królewscy z pierwszym trofeum w 2022. Modrić i Benzema przesądzili o losach meczu

Finał Superpucharu Hiszpanii był pierwszą okazją dla hiszpańskich drużyn do zdobycia trofeum w 2022 roku. Miniturniej rozgrywany w Arabii Saudyjskiej stał na wysokim poziomie. W finale Athletic podejmował Real Madryt. Królewscy mieli więcej czasu na odpoczynek po półfinałach, ale z drugiej strony piłkarze z Kraju Basków rozegrali w tym sezonie o sześć spotkań mniej. W […]
16.01.2022
Inne sporty
16.01.2022

Polacy w Zakopanem nie zachwycili, ale już wiemy, kto leci na igrzyska

Ostatnie dni w skokach sprzyjały wyjadaczom. Wysoką formę zaczyna odzyskiwać Peter Prevc, Janne Ahonen wystąpił w mistrzostwach Finlandii i zdobył… brązowy medal, a Stefan Hula zapewnił sobie właśnie wyjazd na swoje czwarte igrzyska olimpijskie. Oprócz 35-latka do Pekinu Michal Doleżal zabierze dwóch zawodników, których dzisiaj na skoczni w Zakopanem nie oglądaliśmy, czyli Kamila Stocha (kontuzja) […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

West Ham odbiera punkty najlepszym, a potem traci je z Leeds

Do awansu do Ligi Mistrzów nie wystarczą zwycięstwa nad Liverpoolem, Chelsea i Tottenhamem. Za takie zbiera się poklask, ale punkty trzeba gromadzić też na Burnley, Southampton czy Leeds United. West Ham kolejny raz przegapił moment na doskoczenie do Chelsea, przegrywając na swoim boisku z 15. drużyną Premier League.  West Ham – Leeds 2:3. Jack Harrison […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Polacy kontra Belgia. Przestrogi i nadzieje dla Kozłowskiego

Kacper Kozłowski zanim ruszy oczarować ligę angielską i przerobić trenerów jeszcze lepszych niż Juergen Klopp, pół roku spędzi w lidze belgijskiej. O projekcie, w którym ma uczestniczyć, napisaliśmy już sporo – nie jest to typowy belgijski klub i nie jest to typowe wypożyczenie „na przeczekanie”. Misją Kozłowskiego jest pomoc przy zdobyciu mistrzostwa Belgii, złapanie potrzebnych […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Dziś tęsknotę za Salahem i Mane udało się ugasić

Juergen Klopp jakiś czas temu nazwał Puchar Narodów Afryki „małym turniejem”, potem z tym słów się tłumaczył, wskazując na ironię. Nie ma co go za to biczować, raz, że długo po czasie, dwa, że może rzeczywiście został źle zrozumiany, ale zaczynamy od tego, bo czempionat w Afryce dla Liverpoolu faktycznie jest pewnym problemem. The Reds […]
16.01.2022
Siatkówka
16.01.2022

Stefano Lavarini. Kim jest nowy trener siatkarskiej reprezentacji kobiet?

W swojej sportowej karierze trenerem był… od zawsze. Sam w siatkówkę nigdy nie grał zawodowo. I choć to nietypowa droga, doszedł na szkoleniowe szczyty i prowadzi jeden z lepszych zespołów ligi włoskiej. Teraz ma też doprowadzić do sukcesów reprezentację Polski. Co Stefano Lavarini może jej dać? Jak radził sobie w swojej karierze do tej pory? […]
16.01.2022
MMA
16.01.2022

KSW 66. Ziółkowski broni pasa, Narkun zdetronizowany!

Na dzisiejszym KSW interesowały nas przede wszystkim dwie walki mistrzowskie, w których tytułów bronili Tomasz Narkun i Marian Ziółkowski. Ciekawie zapowiadał się też jednak między innymi powrót Michała Materli. Ten zresztą wszedł do klatki z przytupem, nie pozostawiając Jasonowi Radcliffe’owi wątpliwości co do tego, kto był lepszy.  Potrzebował jednej rundy Michał Materla to legenda polskiego […]
16.01.2022
Skoki
15.01.2022

Magia Zakopanego nie zadziałała. Polacy na 6. miejscu w drużynówce

Wiedzieliśmy, że dzisiejszy konkurs drużynowy dla Polaków łatwy nie będzie. Kamil Stoch leczy bowiem uraz, Dawid Kubacki – który zaczynał skakać solidnie – wypadł z powodu zakażenia koronawirusem. W tej sytuacji w polskiej drużynie skakali Piotr Żyła, Stefan Hula, Kuba Wolny i Paweł Wąsek. Nie poradzili sobie. Zajęli 6. miejsce ze sporą stratą do rywali.  […]
15.01.2022
Tenis
14.01.2022

Djoković jednak nie zagra w Australii? Jego wizę znów anulowano

Wiza Novaka Djokovicia, zezwalająca na pobyt w Australii, została anulowana po raz drugi. Tym razem na taki krok zdecydował się tamtejszy minister ds. imigrantów, Alex Hawke. To nie może dziwić – w ostatnich dniach wokół sprawy Serba pojawiło się mnóstwo nowych kontrowersji. Choć Nole nadal może – i jego prawnicy już nad tym pracują – […]
14.01.2022
Tenis
07.01.2022

Tenis. Polacy w mieszanych nastrojach: Świątek wygrała, Hurkacz nie

Trudno było przed dzisiejszymi meczami stwierdzić, kto stoi przed trudniejszym wyzwaniem – Iga Świątek, która w Adelajdzie miała się zmierzyć z Wiktorią Azarenką, czy też Polacy walczący w ATP Cup o awans do finału przeciwko Hiszpanom. Obie te konfrontacje okazały się naprawdę trudnymi. Iga ze swojej wyszła zwycięsko. Hurkacz i spółka niestety musieli uznać wyższość […]
07.01.2022
Skoki
05.01.2022

Kobayashi po raz trzeci. Żyła, Wolny i Kubacki zapunktowali

Choć Turniej Czterech Skoczni – po odwołaniu zawodów w Innsbrucku – zamienił się w Turniej Trzech Skoczni, to konkursy zostały jednak cztery (Bischofshofen x2). I mimo że wiele w ostatnich dniach zmieniło się w całej imprezie, to jedno pozostało stałe – Ryoyu Kobayashi dominuje. Dziś Japończyk wygrał po raz trzeci. I jest już o krok […]
05.01.2022
Liczba komentarzy: 6
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
sperma w ustach
sperma w ustach
1 rok temu

do chuja pana, a co z egzon kryeziu? kiedy napiszecie o nim, i jego nieodkrytym przez stokowaca – rasistę potencjale,
on wprowadzi lechię na szczyt

mariusz
mariusz
1 rok temu

tak,wszystko fajnie ale i tak romek szewczyk był od koemana lepszy jak kiedyś powiedział w jakimś wywiadzie,hehe

Miro Juro
Miro Juro
1 rok temu

Wynton Ryfer???

PiSiory to śmietnik narodu
PiSiory to śmietnik narodu
1 rok temu
Reply to  Miro Juro

Winona Ryder

nagaprawda
nagaprawda(@nagaprawda)
1 rok temu

Legia , barca, legła, barca i tak w kółko do porzygu

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo(@transilvanian-nosferatoo)
1 rok temu

Jest tylko jeden Dream Team. Wrzucćie sobie w grafike google i sie przekonajcie. Tytul do zmiany 😉

Włochy
16.01.2022

Mecz bramkarzy. Bez bramek w hicie Serie A

Klasyczne spotkanie, po którym trenerzy powiedzą, że był to szalenie intensywny taktycznie spektakl, a kibice będą zawiedzeni brakiem goli i jakiejkolwiek dramaturgii. Hity w Serie A w tym sezonie w większości zachwycały, ale jeśli akurat w dzisiejszy wieczór nie mogliście go oglądać, to zbyt wiele was nie ominęło.  Atalanta – Inter 0:0. Emocje jak na […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Algieria przegrała po raz pierwszy od 2018 roku [WIDEO]

Sensacja stała się faktem – reprezentacja Algierii przegrała 0:1 z Gwineą Równikową. Obrońcy Pucharu Narodów Afryki byli niepokonani od 16 października 2018 roku. W sumie zanotowali passę 35 oficjalnych meczów bez porażki. Algierczyków pogrążył w 70. minucie Esteban Obiang.  Co to oznacza dla układu tabeli w grupie E? Ano obrońcy tytułu mają poważny problem. […]
16.01.2022
Piłka ręczna
16.01.2022

Białoruś rozbita – szczypiorniści są już w drugiej rundzie Euro 2022!

Biało-czerwony walec się nie zatrzymuje! Polacy wygrali drugi mecz na Euro 2022, tym razem z Białorusią, aż 29:20. Ten sukces oznacza, że zapewniliśmy sobie awans do drugiej rundy turnieju. Zanim w niej wystąpimy, czeka nas jeszcze jedno stracie w grupie, z Niemcami (wtorek 18). Jeśli zespół Patryka Rombla zagra z nimi na takim poziomie, jak […]
16.01.2022
La Liga
16.01.2022

Królewscy z pierwszym trofeum w 2022. Modrić i Benzema przesądzili o losach meczu

Finał Superpucharu Hiszpanii był pierwszą okazją dla hiszpańskich drużyn do zdobycia trofeum w 2022 roku. Miniturniej rozgrywany w Arabii Saudyjskiej stał na wysokim poziomie. W finale Athletic podejmował Real Madryt. Królewscy mieli więcej czasu na odpoczynek po półfinałach, ale z drugiej strony piłkarze z Kraju Basków rozegrali w tym sezonie o sześć spotkań mniej. W […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Piechniczek: „po co nam cieć za dwa miliony euro rocznie?”

Antoni Piechniczek od lat prowadzi krucjatę przeciwko zagranicznym trenerom pracującym w reprezentacji Polski. Tym razem w rozmowie z TVP Sport były selekcjoner biało-czerwonych przejechał się po obcokrajowcach wyjątkowo mocno. – Gdyby to ode mnie zależało, gdyby prezes Cezary Kulesza liczył się z moim zdaniem, zasugerowałbym mu, aby oświadczył, że dopóki on będzie prezesem, selekcjonerem będzie […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

„Sportowe Fakty”: Kulesza zdecydował, ma już selekcjonera

Jak poinformował Piotr Koźmiński z portalu „WP Sportowe Fakty”, klamka zapadła. Cezary Kulesza zdecydował, kto zostanie nowym selekcjonerem reprezentacji Polski. Prezes PZPN ostatecznie postawił na Adama Nawałkę. Były trener kadry od początku uchodził za faworyta do objęcia zespołu w kryzysowym momencie. Tym bardziej że nawet od samych zawodników wypływał przekaz, jakoby oczekiwali oni nominacji dla […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Sensacja w Pucharze Narodów Afryki! Kuriozalny gol dla Sierra Leone [WIDEO]

Wielka sensacja w Pucharze Narodów Afryki. Piłkarze Sierra Leone zremisowali 2:2 z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Iworyjczycy prowadzili 1:0, potem 2:1, lecz pogrążył ich gol stracony w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Gol, dodajmy, kuriozalny: 🚨⚽️ | Another angle of the Sierra Leone equalising goal by Kamara! What’s the goalie doing! pic.twitter.com/riC1q3zKKi — Football For You […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Everton polował na Jose Mourinho

Jak informują angielskie media, działacze Evertonu już podjęli pierwszą próbę zatrudnienia następcy Rafy Beniteza. Miał nim zostać… Jose Mourinho, obecnie prowadzący AS Romę. Portugalczyk stanowczo odrzucił propozycję The Toffees. Benitez został dziś zwolniony po serii fatalnych wyników w ostatnich miesiącach. Wcześniej szkoleniowcem Evertonu był zaś Carlo Ancelotti, ale Włoch latem zdecydował się na powrót do […]
16.01.2022
Inne sporty
16.01.2022

Polacy w Zakopanem nie zachwycili, ale już wiemy, kto leci na igrzyska

Ostatnie dni w skokach sprzyjały wyjadaczom. Wysoką formę zaczyna odzyskiwać Peter Prevc, Janne Ahonen wystąpił w mistrzostwach Finlandii i zdobył… brązowy medal, a Stefan Hula zapewnił sobie właśnie wyjazd na swoje czwarte igrzyska olimpijskie. Oprócz 35-latka do Pekinu Michal Doleżal zabierze dwóch zawodników, których dzisiaj na skoczni w Zakopanem nie oglądaliśmy, czyli Kamila Stocha (kontuzja) […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Prezes Stadionu Śląskiego: „A gdybyśmy znów tu awansowali na mundial?”

– Na Stadionie Śląskim trzykrotnie przypieczętowaliśmy awans do mistrzostw świata. W 1977, 1985 i 2001. A czternaście lat temu do mistrzostw Europy. Na razie to tylko marzenie, bo najpierw trzeba ograć Rosję, ale czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy ponownie wywalczyli tu awans? – pyta Jan Widera, prezes Stadionu Śląskiego, w rozmowie z TVP Sport. Po […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Rangnick zaczyna się niecierpliwić?

Jak donoszą brytyjskie media, Ralf Rangnick zaczyna odczuwać zniecierpliwienie postawą władz Manchesteru United. Klubowi działacze nie chcą realizować transferowych zachcianek Niemca, ponieważ jest on tylko szkoleniowcem tymczasowym. Kością niezgody zdaniem dziennikarzy „The Mirror” jest przede wszystkim Amadou Haidary – 23-letni pomocnik RB Lipsk, którego Rangnick chciałby ściągnąć na Old Trafford już w zimowym oknie transferowym. […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

West Ham odbiera punkty najlepszym, a potem traci je z Leeds

Do awansu do Ligi Mistrzów nie wystarczą zwycięstwa nad Liverpoolem, Chelsea i Tottenhamem. Za takie zbiera się poklask, ale punkty trzeba gromadzić też na Burnley, Southampton czy Leeds United. West Ham kolejny raz przegapił moment na doskoczenie do Chelsea, przegrywając na swoim boisku z 15. drużyną Premier League.  West Ham – Leeds 2:3. Jack Harrison […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Polacy kontra Belgia. Przestrogi i nadzieje dla Kozłowskiego

Kacper Kozłowski zanim ruszy oczarować ligę angielską i przerobić trenerów jeszcze lepszych niż Juergen Klopp, pół roku spędzi w lidze belgijskiej. O projekcie, w którym ma uczestniczyć, napisaliśmy już sporo – nie jest to typowy belgijski klub i nie jest to typowe wypożyczenie „na przeczekanie”. Misją Kozłowskiego jest pomoc przy zdobyciu mistrzostwa Belgii, złapanie potrzebnych […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Kehl: „Haaland nie może przeciągać tematu w nieskończoność”

Erling Haaland wywołał spore medialne poruszenie – norweski napastnik stwierdził ostatnio, iż władze Borussii Dortmund wywierają na niego presję, aby jak najszybciej podjął decyzję odnośnie swojej przyszłości. Do sprawy odniósł się Sebastian Kehl, obecnie działacz BVB. – Byłem trochę zaskoczony komentarzami Haalanda. Niebawem z nim o tym porozmawiam. Chcę wiedzieć, co chodzi mu po głowie, […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Dziś tęsknotę za Salahem i Mane udało się ugasić

Juergen Klopp jakiś czas temu nazwał Puchar Narodów Afryki „małym turniejem”, potem z tym słów się tłumaczył, wskazując na ironię. Nie ma co go za to biczować, raz, że długo po czasie, dwa, że może rzeczywiście został źle zrozumiany, ale zaczynamy od tego, bo czempionat w Afryce dla Liverpoolu faktycznie jest pewnym problemem. The Reds […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Klich górą nad Fabiańskim, Leeds lepsze od West Hamu

Mateusz Klich lepszy od Łukasza Fabiańskiego, Leeds United lepsze od West Hamu United. Podopieczni Marcelo Bielsy zwyciężyli w Londynie 3:2. Bohaterem przyjezdnych został Jack Harrison – 25-letni Anglik trzykrotnie wpisał się na listę strzelców, otwierając hat-trickiem drogę do zwycięstwa dla swojego zespołu. Po stronie „Młotów” bramkami odpowiedzieli Jarrod Bowen i Pablo Fornals. Łukasza Fabiańskiego zdołał […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Joan Jordan opuścił szpital

Jak poinformowała oficjalnymi kanałami Sevilla, jej zawodnik Joan Jordan – ugodzony rzuconym z trybun przedmiotem podczas wczorajszych derbów Andaluzji – opuścił już szpital i obecnie znajduje się pod domową obserwacją lekarzy. – Joan opuścił stadion Benito Villamarin w stanie oszołomienia. Przewieziono go do szpitala, w którym przeszedł serię badań kontrolnych. Finałowa diagnoza lekarzy to urazowe […]
16.01.2022
Suche Info
16.01.2022

Rafa Benitez zwolniony z Evertonu

To po prostu musiało się tak skończyć. Po 22 rozegranych spotkaniach Rafa Benitez został zwolniony z funkcji trenera Evertonu. Drużna pod wodzą Hiszpana popadła w olbrzymi kryzys i obecnie plasuje się na 16. miejscu w tabeli Premier League. Nie trzeba chyba dodawać, że oczekiwania były znacznie większe. Everton to – wbrew pozorom – jeden z […]
16.01.2022