post Michał Kołkowski

Opublikowane 30.09.2020 09:05 przez

Michał Kołkowski

W czwartek Legia Warszawa zmierzy się z Karabachem Agdam w ramach czwartej rundy eliminacji do Ligi Europy. Dziś nikt o zdrowych zmysłach oczywiście nie zlekceważy mistrzów Azerbejdżanu. Przeciwnie – znajdzie się wielu, którzy upatrują w nich faworytów konfrontacji z „Wojskowymi”. Karabach regularnie występuje w fazie grupowej LE, ma za sobą również epizod w Champions League. Azerska ekstraklasa w rankingu współczynników UEFA wyprzedziła polską. Ale nie zawsze podchodziło się do oponentów z tamtych rejonów świata z takim respektem. Spojrzenie licznych polskich kibiców na pucharowe potyczki z klubami ze wschodu uległo jednak ostatecznej zmianie latem 2010 roku. Gdy właśnie Karabach udzielił bolesnej lekcji pokory Wiśle Kraków. Nie tylko wygrywając z nią dwumecz, ale bezdyskusyjnie ją deklasując.

Bezpośrednio po meczu odbiór porażki z Karabachem był taki, że to kompromitacja tego samego kalibru co wcześniej Levadia. Druga taka wpadka Wisły w pucharach z rzędu. Dopiero przyszłość pokazała, że Karabach nieprawdopodobnie się rozwinął. I radził sobie w Europie lepiej chyba od wszystkich polskich zespołów – mówi Bartosz Karcz, dziennikarz „Gazety Krakowskiej”.

Z kolei Maciej Żurawski, który latem 2010 roku rozpoczynał swoją drugą, znacznie mniej udaną przygodę z Wisłą, wspomina: – Lekceważenia nie było, ale Karabach jednak nas trochę zaskoczył. Przede wszystkim świetnym przygotowaniem fizycznym, ale też technicznym. Taką ogólną dynamiką swoich akcji. Jednak nawet po porażce w pierwszym meczu byliśmy pewni, że odwrócimy losy tej rywalizacji. Że mimo wszystko awansujemy. Rzeczywistość okazała się, niestety, zupełnie inna.

Powrót Kasperczaka

Sezon 2009/10 zaczął się dla Wisły Kraków od kompromitacji, która spokojnie może aspirować do miana eurowpierdolu wszech czasów. „Biała Gwiazda” w drugiej rundzie eliminacji do Champions League poległa w dwumeczu z Levadią Tallin. Tak naprawdę stało się już wówczas jasne, że dni Macieja Skorży na stanowisku szkoleniowca klubu są policzone. Oczywiście trener miał poważne argumenty na swoją obronę – dwa razy z rzędu wygrał z Wisłą mistrzostwo kraju – ale nie było przecież tajemnicą, że Bogusław Cupiał triumfy na krajowym podwórku traktował jako psi obowiązek zespołu. Jednocześnie oczekiwał sukcesu na europejskiej arenie. Wymarzonego awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Klęska w konfrontacji z Estończykami nieodwracalnie zerwała zatem nić zaufania na linii trener – właściciel. I tak może dziwić, że Skorża po porażce z Levadią utrzymał posadę jeszcze przez kilka ładnych miesięcy. Do rozstania doszło w marcu 2010 roku.

KURSY NA LEGIA – KARABACH W TOTALBET. LEGIA 1.92 – REMIS 3.55 – KARABACH 4.10

Skorża pozostawił Wisłę na pierwszym miejscu w ligowej tabeli, co też wiele mówi o tym, jaki stosunek do wyników osiąganych w Ekstraklasie miał Cupiał. Aczkolwiek nie da się ukryć, że „Biała Gwiazda” nie dominowała już nad resztą stawki jak dawniej. W sezonie 2007/08 podopieczni Skorży zdobyli mistrzowski tytuł z czternastoma punktami przewagi nad wiceliderem. Przegrali tylko jeden mecz z trzydziestu, po prostu pozamiatali krajową konkurencję. W kolejnym mistrzowskim sezonie ten zapas był już zdecydowanie skromniejszy – trzy punkty przewagi nad wicemistrzem, pięć nad trzecim zespołem. Rywalizacja się w znacznym stopniu wyrównała.

Po dwudziestu kolejkach sezonu 2009/10 – czyli w momencie zwolnienia Skorży – krakowska drużyna miała na swoim koncie 41 oczek. Zdążyła przegrać pięć spotkań w lidze (tyle samo co z dwóch poprzednich sezonach razem wziętych) i zremisować trzy. Bezpośrednim pretekstem do zmiany trenera był fatalny start rundy wiosennej. Wisła najpierw przegrała z GKS-em Bełchatów, potem z Arką Gdynia.

Bezbramkowy remis z Jagiellonią Białystok przelał czarę goryczy.

Maciej Skorża z kibicami Wisły Kraków

Nie ma żadnego konfliktu. Może przez te wyniki media się tak rozpisują. Nam potrzeba zwycięstwa – mówił po meczu Patryk Małecki. – Mam nadzieję, że trener Skorża zostanie. Jestem w młodym wieku, ale mogę stwierdzić, że nie ma lepszego trenera w Polsce. W ciągu dwóch i pół roku zdobył z nami dwa mistrzostwa. Ten sezon jeszcze trwa i wierzę, że zdobędziemy razem trzecie.

Płonne były to nadzieje. Zarówno jeżeli chodzi o pozostanie trenera, jak i mistrzowski tytuł.

Macieja Skorżę zastąpił szkoleniowiec doskonale przy Reymonta znany. Henryk Kasperczak. 64-letni już wówczas trener powrócił do Wisły po sześciu latach. I z jednej strony ponowne zatrudnienie Kasperczaka wywołało naturalną radość. Odżyły wspomnienia spektakularnych zwycięstw „Białej Gwiazdy” w Pucharze UEFA. Henri po prostu dobrze się kojarzył. Z drugiej jednak strony – pojawiło się także sporo uzasadnionych wątpliwości. Zdumiewał właściwie sam fakt, że Kasperczak zdołał w ogóle dojść do porozumienia z Cupiałem. Nie było bowiem wielkim sekretem, że szkoleniowiec w 2004 roku rozstał się z Wisłą w fatalnej atmosferze. Później sądził się nawet z klubem o pieniądze. Cupiał wygrał sprawę i nie musiał wypłacać Kasperczakowi kilkuset tysięcy złotych, których domagał się trener.

Jeżeli chodzi o moją relację z właścicielem klubu, to chcę potwierdzić, że miał wszelkie prawa dobierać sobie swoich współpracowników. Właściciel w okresie moich niepowodzeń miał także prawo mnie zwolnić. Jeżeli między nami powstały jakieś nieporozumienia, jeżeli popełniałem dużo błędów, to chciałem za to przeprosić. Nie jestem człowiekiem idealnym, doskonałym. Każdy z nas ma momenty słabości – pokajał się Kasperczak po powrocie do Wisły (cytat: historiawisly.pl).

„W trudnym momencie otrzymaliśmy ofertę od trenera Kasperczaka i – po rozważeniu wszystkich okoliczności za i przeciw – podjęliśmy decyzję powierzenia mu funkcji szkoleniowca Wisły”

Tomasz Turzański, szef Rady Nadzorczej Wisły Kraków

Kasperczak nie zdołał jednak całkowicie odzyskać zaufania nowego-starego przełożonego. Tym razem zatrudniono go na całkiem innych zasadach niż za pierwszym podejściem. Z mniejszą gażą i znacznie mniejszym polem manewru, również w porównaniu do bezpośredniego poprzednika. Skorża w Krakowie pełnił rolę managera niemal w brytyjskim stylu, miał sporo do powiedzenia w temacie transferów. Kasperczak podczas swojej pierwszej kadencji też mógł ściągać do Polski wybranych przez siebie zawodników, którzy zresztą często okazywali się kompletnymi niewypałami. Ten układ się zmienił. Klub zabezpieczył się także przed kolejnym procesem. – Umowa, choć zawarta na dwa lata, będzie mogła zostać rozwiązana przez Wisłę praktycznie w każdym momencie – informował „Fakt”.

Ostrożność Wisły względem Kasperczaka była zrozumiała również z innego względu. Trener po odejściu z Wisły jakoś nie potrafił się skutecznie odnaleźć w kolejnych miejscach pracy. Najpierw powrócił na Czarny Ląd, gdzie przez dwa lata prowadził reprezentację Senegalu. Awansował z nią na Puchar Narodów Afryki, prawda, ale został zwolniony w trakcie turnieju, po dwóch meczach fazy grupowej. Potem chwycił za stery w Górniku Zabrze i… spuścił górnośląską ekipę z ligi. Pomimo mocarstwowych planów związanych z inwestycjami spółki Allianz Polska. Kasperczakowi zagwarantowano gigantyczną jak na krajowe warunki wypłatę. Ściągnięto do Zabrza paru jego pupilków. Górnik miał wskoczyć do ligowej czołówki, tymczasem z nieopisanym łoskotem zleciał na zaplecze Ekstraklasy.

To jest coś niesamowitego, że taki zespół spadł. Bo on nie był najgorszy. Włożyłem w tę pracę całe serce – opowiadał załamany Kasperczak na łamach „Polski The Times”. – Zawiodłem. W Zabrzu już zawsze będą mnie obwiniać o spadek.

Żądza rehabilitacji

Po spadku Kasperczak rozwiązał z Górnikiem kontrakt za porozumieniem stron. Co ciekawe, umowa z trenerem zawierała klauzulę pozwalającą mu swobodnie odejść, gdy pojawi się propozycja poprowadzenia reprezentacji Polski. Na co Kasperczak przez całą swoją trenerską karierę liczył, więc nie ma tu nic dziwnego. Klub nie pozostawił sobie natomiast żadnej furtki do zakończenia współpracy ze szkoleniowcem w momencie degradacji. Działacze Górnika musieli liczyć na dobrą wolę i honorowe zachowanie Kasperczaka, bo oczywiście nikt nie wyobrażał sobie, by powierzyć mu misję awansu do Ekstraklasy. Tak wielkim szokiem był spadek.

Dlatego powrót Henriego do Krakowa trudno było traktować jako nadejście rycerza na białym koniu. No i okazało się, że Kasperczak w Wiśle podtrzymał swoją nie najlepszą passę. Wprawdzie szybko zażegnał kryzys strzelecki i wygrał swój pierwszy mecz ligowy, pokonując aż 3:0 Lechię Gdańsk, ale już w Pucharze Polski poległ po dwumeczu z tą samą Lechią. Jeżeli zaś chodzi o kolejne spotkania w Ekstraklasie, było co najwyżej solidnie. „Biała Gwiazda” w meczu na szczycie zremisowała ze ścigającym ją Lechem Poznań. W pozostałych starciach zwykle przechylała szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale często z kłopotami. Ślizgała się tak do dwudziestej siódmej serii spotkań. Wówczas sposób na Wisłę znalazła nieoczekiwanie Korona Kielce. W kolejnym meczu krakowianie po hat-tricku Pawła Brożka zmiażdżyli Legię Warszawa aż 3:0, lecz ich potknięcie w konfrontacji z Koroną nadało finiszowi walki o mistrzostwo nowych emocji.

Demony z początku rundy rewanżowej wróciły – narzekał Arkadiusz Głowacki. Naturalnie nie zdając sobie wówczas sprawy, że to co najgorsze w sezonie 2009/10 było dopiero przed Wisłą.

Henryk Kasperczak podczas treningu „Białej Gwiazdy”

W przedostatniej kolejce ligowych zmagań Wisła zremisowała 1:1 w derbach z Cracovią. Po samobójczej bramce Mariusza Jopa, strzelonej w ostatnich sekundach spotkania. Nie będziemy się nad tym niezapomnianym spotkaniem szczególnie rozwodzić, bo opisaliśmy je już w tekście „Samobój, którzy wstrząsnął ligą”. Krótko podsumowując – Jop swoim szokującym swojakiem strącił Wisłę z pierwszego miejsca w tabeli. Na które już się oczywiście nie udało wiślakom powrócić. Mistrzowski tytuł zgarnął Lech Poznań. – Jesteśmy załamani. Atmosfera jest fatalna, a będzie jeszcze gorzej – komentował wstrząśnięty Paweł Brożek.

Wydawało się prawdopodobne, że wypuszczenie z rąk mistrzowskiego tytułu zaowocuje rychłą dymisją trenera, dla którego był to kolejny już z rzędu kleks w CV. Wisła dysponowała przecież naprawdę mocną kadrą, żeby wymienić takich zawodników jak wspomniani Głowacki i Brożkowie, czy też Marcelo, Junior Diaz, Andraż Kirm, Tomas Jirsak, Wojciech Łobodziński, Radosław Sobolewski, Patryk Małecki, Rafał Boguski. A jednak Cupiał postanowił dać Kasperczakowi okazję do rehabilitacji. Mało tego – w trakcie letniego okienka transferowego kadra „Białej Gwiazdy” została nieźle uzupełniona. No, tak się przynajmniej wówczas niektórym wydawało, co można wywnioskować na podstawie doniesień prasowych z tamtego okresu. Pojawiały się nawet głosy o „kłopocie bogactwa” w ataku. Z klubem pożegnał się Marcelo, sprzedany za ładne pieniądze do PSV Eindhoven, ale Cupiał faktycznie nie stronił od gotówkowych transferów przychodzących.

Problem z obsadą bramki miał rozwiązać Milan Jovanić. Defensywę wzmocnili Gordan Bunoza i Erik Cikos. W kolejnych tygodniach pod Wawel trafili także Dragan Paljić, Andres Lorenzo Rios, Cezary Wilk i Osman Chavez. Wielki powrót zanotował też 34-letni Maciej Żurawski, który wylądował w Wiśle po swoich, nie do końca zresztą udanych, grecko-cypryjskich wojażach. Dzisiaj już wiemy, ilu z tych zawodników realnie wniosło jakość do Wisły. Niewielu. Wtedy jednak obiecywano sobie po nich sporo.

„Nie wiedziałem tak naprawdę czego się po trenerze Kasperczaku spodziewać. Chyba trochę za bardzo żyłem wspomnieniami z tego pierwszego okresu współpracy z trenerem. A to niestety w ten sposób w piłce nie działa. Mijają kolejne sezony, piłka ewoluuje. Zmienia się”

Maciej Żurawski

Problem polegał na tym, że wymienieni wyżej gracze trafiali do klubu za późno. Nie na początku okresu przygotowawczego, lecz w jego trakcie. Tymczasem kiedy z Wisłą pożegnał się również Arkadiusz Głowacki, Kasperczak stanął przed koniecznością totalnego przebudowania linii defensywnej. Nie otrzymał na to odpowiednio dużo czasu. Nie pomogły też urazy Clebera.

To był taki moment zmiany warty w Wiśle – wspomina Karcz. – Po zakończeniu sezonu odeszło dwóch kluczowych piłkarzy, być może najlepszy duet stoperów w tamtej dekadzie. Marcelo został sprzedany do PSV Eindhoven, Głowacki do Trabzonsporu. Ale na tym zmiany się nie kończyły. W kadrze pierwszego zespołu pozostało kilkunastu zawodników. Nie chcę skłamać – trzynastu albo czternastu. Trener Kasperczak robił dobrą minę do złej gry, ale na obozie w Zakopanem nie było możliwości do rozegrania gierki wewnętrznej. No bo nie było dwóch jedenastek. Kuriozalne, skoro mówimy o wicemistrzu Polski, który szykuje się do pucharowych występów. Kasperczak w swoim stylu żartował, że będą grali po sześciu, ale off the record przyznawał, że sytuacja jest niekomfortowa. Drużyna rzeczywiście była potem wzmacniana, lecz co innego porobić transfery za pięć dwunasta, a co innego przygotować zespół i go zgrać.

Wiślacy zaczęli sezon w połowie lipca, od drugiej rundy eliminacji do Ligi Europy. Tam zmierzyli się z litewskim FK Szawle. Rywalem słabiuteńkim, który prawo gry w Europie uzyskał tylko z uwagi na kłopoty finansowe jednego z wyżej sklasyfikowanych zespołów. W pierwszym starciu podopieczni Kasperczaka nie porwali stylem, ale na dobrą sprawę zapewnili sobie awans, triumfując 2:0 na wyjeździe. W rewanżu było już lepiej – Wisła zwyciężyła aż 5:0. Żurawski zapisał na swoim koncie gola i dwie asysty, rozgrzewając publikę jak za dawnych lat. Publikę niezbyt liczną, bo mecz odbył się na Suchych Stawach. – Cokolwiek powiedzieć, rozgrywanie meczów na stadionie Hutnika nie było do końca komfortowe – twierdzi Karcz. – Reymonta to jednak Reymonta.

W kolejnej rundzie czekał już azerski Karabach Agdam. – Nie możemy wyjść z założenia, że to jacyś amatorzy czy kelnerzy – przestrzegał Rafał Boguski. Jakże proroczo. Trener Kasperczak był jednakże większym optymistą: – To niezłe losowanie – zapewniał.

Misja: Baku

Dotychczasowy bilans polsko-azerskich konfrontacji na europejskiej arenie był miażdżąco korzystny na naszą korzyść, co nakazywało skłaniać się raczej w stronę optymizmu Kasperczaka, niż w kierunku zachowawczej postawy Boguskiego. W 1996 roku Hutnik Kraków wyrzucił z Pucharu UEFA ekipę zwaną Buzovna Baku po zwycięstwie 9:0 u siebie. Rok później Widzew Łódź zdemolował Neftci Baku 10:0 w dwumeczu. ŁKS Łódź bezproblemowo uporał się swego czasu z Kapaz PFK, Lech Poznań z Chazarem Lenkoran. Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski miał w 2007 roku pewne problemy ze swoim azerskim oponentem, no ale koniec końców wyszedł z opresji obronną ręką. Co tu dużo mówić – dość powszechne było przekonanie, że polskie kluby to po prostu za wysokie progi dla ekip z Azerbejdżanu. Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę poziom tamtejszej reprezentacji narodowej.

Ale trzeba pamiętać, że to nie było jedyne polsko-azerskie starcie tamtego lata. W drugiej rundzie kwalifikacji do Champions League mistrzowie Polski z Poznania dopiero po rzutach karnych zdołali wyeliminować Inter Baku. Lech na wyjeździe wygrał 1:0, u siebie zaś poległ i otarł się o klęskę. Sytuację uratował w konkursie jedenastek Krzysztof Kotorowski, ku ekstazie Mateusza Borka i Romana Kołtonia. Był to poważny znak ostrzegawczy dla Wisły. Sygnał, że powtórka z lat dziewięćdziesiątych jest mało prawdopodobna i starcie z Karabachem wcale nie będzie potyczką gołej dupy z batem, jak to było w przypadku Hutnika czy Widzewa.

Walczymy o honor całej naszej piłki – zapowiadał Tahir Gozal, działacz Karabachu.

Bogusław Cupiał i Henryk Kasperczak

Pierwsze spotkanie trzeciej rundy kwalifikacji do Ligi Europy zaplanowano na 29 lipca 2010 roku w Krakowie. Dokładnie rok i tydzień po tym, jak „Biała Gwiazda” skompromitowała się w starciu z Levadią. Wówczas jednak pełną winę za wpadkę wziął na siebie Skorża. Kasperczakowi pozostało zatem wyciągnąć wnioski z pucharowych niepowodzeń poprzednika, a także z własnych, jeszcze sprzed lat. I na ich bazie odprawić Azerów z kwitkiem, najlepiej już po pierwszym spotkaniu zapewniając sobie bezstresowy awans. Rywale również sprawiali wrażenie liczących na najniższy wymiar kary. – Jeśli przegramy jedną bramką, będę usatysfakcjonowany – zapewniał Gurban Gurbanov, szkoleniowiec Karabachu. Pomocnik Emin Imamaliev w jednym z wywiadów zwrócił się o wsparcie do Allaha.

Może te wypowiedzi były tylko zasłoną dymną, a może Azerowie przecenili Wisłę? Trudno dziś powiedzieć. Tak czy owak, pierwszy mecz zakończył się sensacją. Karabach liczył na niską porażkę, tymczasem wywiózł z Polski jednobramkową zaliczkę. Gola na wagę triumfu gości zdobył w 69 minucie spotkania Vuqar Nadirov, który pojawił się na murawie kilkadziesiąt sekund wcześniej. Piłkarze „Białej Gwiazdy” wykazali się sporą nieskutecznością, zwłaszcza w pierwszej połowie. Na dodatek w końcówce czerwoną kartkę obejrzał Gordan Bunoza. I tak dziurawa defensywa Wisły została jeszcze bardziej osłabiona przed rewanżem.

W samej końcówce spotkania rzut karny zmarnował Maciej Żurawski. – Każdy kto strzela rzuty karne musi mieć świadomość tego, że prędzej czy później się pomyli. To jest w jakiś sposób normalne. Element gry w piłkę nożną, niestety. Są kolejne mecze, kolejne rzuty karne do strzelenia. W taki sposób do tego podszedłem – opowiada „Magic”. – W tamtym czasie to był taki mecz, który polska drużyna powinna wygrać. Wiadomo, że to się potem pozmieniało. Może trochę zabrakło koncentracji przed spotkaniem? Człowiek niby jest skoncentrowany, ale jeżeli ma to poczucie, że rywal jest teoretycznie słabszy, to nawet podświadomie może się trochę zdrzemnąć. I faktycznie, tak w tym wypadku było. Trafił się niewygodny przeciwnik, który potrafił wykorzystać nasze błędy.

„Wy jesteście gwiazdorami? Przegrywacie z frajerami!”

kibice Wisły podczas pierwszego meczu z Karabachem

Początek spotkania sugerował, że może i Karabach to nie są jakieś ogórki, ale jednak Wisła jest zespołem lepszym – wspomina Karcz. – Zwłaszcza pierwsze minuty na to wskazywały. Było kilka bramkowych sytuacji. Wyglądało to jak wiele meczów Wisły w lidze ze słabszymi rywalami. Trzeba było zmęczyć przeciwnika, aż w końcu jego defensywa padała. I otwierający gol załatwiał sprawę. Potem wpadał drugi, trzeci. I poszło. No ale z Karabachem nie poszło. Brak skuteczności odbił się czkawką. Azerowie przeczekali nawałnicę i sami zdobyli bramkę. Na dodatek jedenastkę zmarnował Maciej Żurawski, co było dodatkową łyżką goryczy w całej beczce dziegciu.

Przed rewanżowym spotkaniem w Baku obóz Wisły przedstawiał porażkę z Karabachem jako wypadek przy pracy. Normalny na tak wczesnym etapie sezonu. Taką retorykę prezentował podczas konferencji prasowych Kasperczak, wtórowali mu zawodnicy. Aczkolwiek wszyscy dobrze zdawali sobie sprawę, że sytuacja jest cokolwiek kiepska. 0:1 u siebie w realiach pucharowych to wynik gorzej niż nędzny, a Baku to przecież niemal przysłowiowo „trudny teren”. No i ta dziurawa defensywa. Szkoleniowiec „Białej Gwiazdy” przed drugą konfrontacją z Azerami miał właściwie do dyspozycji tylko jednego stopera z prawdziwego zdarzenia. 24-letniego Mateusza Kowalskiego, gracza niespecjalnie doświadczonego nawet na ligowym poziomie. Z przypiętą łatką wiecznego talentu. Kasperczak doszedł do wniosku, że partnerem Kowalskiego w centrum defensywy będzie awaryjnie Junior Diaz.

Nie trzeba chyba dodawać, że ten duet nie gwarantował podobnej jakości co para Głowacki – Marcelo. – Próbowałem grać Diazem na środku obrony w Wolbromiu i to on zagra na stoperze – zapowiedział bez ogródek Henri. Nawiązując do meczu towarzyskiego z trzecioligowym Przebojem Wolbrom, w którym Wisła… wcale nie zachowała czystego konta. Wygrała, ale 6:2.

Junior Diaz w akcji

Zgodnie z przewidywaniami, 5 sierpnia kibice gospodarzy zgotowali niepowtarzalną atmosferę na Stadionie Republikańskim im. Tofiqa Behramova. Frekwencję oszacowano na około trzydzieści tysięcy widzów. – Starsi kibice pewnie poczuliby się tam w Baku jak na trybunach starego Stadionu Śląskiego. Ciężko grać w takiej atmosferze, nie było słychać własnych myśli – wspomina Karcz. – Trochę nas to zdziwiło, bo przecież to trochę tak, jak gdyby ze względów politycznych mecz Wisły odbywał się w Warszawie. Ale wsparcie trybun było bardzo mocne. Pamiętam, że wokół stadionu i na widowni było mnóstwo, mnóstwo wojska. Co wcale nie sprawiło, że na trybunie prasowej czuliśmy się bezpiecznie. Za naszymi plecami stali jacyś dziwni ludzie, którzy co chwilę dotykali nam palcami laptopów. Odnieśliśmy wrażenie, że chwila nieuwagi albo wizyta w toalecie i można się pożegnać ze sprzętem.

Kasperczak zaskoczył nie tylko swoim pomysłem na kształt formacji obronnej. Przede wszystkim – nie posłał do akcji od pierwszych minut Pawła Brożka, który był podstawowym zawodnikiem „Białej Gwiazdy” w każdym z trzech poprzednich spotkań eliminacyjnych. Mimo to, wyjściowe zestawienie przygotowane przez szkoleniowca Wisły prezentowało się nader ofensywnie. W drugiej linii właściwie cały ciężar gry w destrukcji spoczął na barkach Radosława Sobolewskiego. Do tego doliczmy bocznych obrońców, chętnie pojawiających się w okolicach pola karnego przeciwnika. No i tego Juniora Diaza na środku defensywy. Jeśli tak to wszystko zsumować, to niemal każdy gracz z wyjściowej jedenastki Wisły zasadniczo lepiej czuł się w grze do przodu niż w odpieraniu ataków rywali.

„Atmosfera podczas lotu do Baku nie była może przesadnie optymistyczna, ale jednak w zespole panowało ewidentne przekonanie, że straty uda się odrobić. Zderzenie z rzeczywistością okazało się bolesne”

Bartosz Karcz („Gazeta Krakowska”)

W pierwszej fazie meczu mogło się jednak wydawać, że trener trafił z taktyką. Pod wiślakami nie ugięły się kolana, przez dwadzieścia minut mieli nawet delikatną przewagę. A potem zaczął się horror. W dwudziestej ósmej minucie Afran Ismayilov wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Pięć minut później było już 2:0. Po paru chwilach Milan Jovanić wyciągał piłkę z siatki po raz trzeci. Siedmiu minut potrzebowali podopieczni Gurbanova do brutalnego zdeklasowania „Białej Gwiazdy”. – Daliśmy się zaskoczyć. Nie byliśmy aż tak słabi, jak to wtedy wyglądało. Za późno się otrząsnęliśmy po pierwszym ciosie, za późno zaczęliśmy gonić wynik – ocenia Żurawski.

Karabach Agdam 3:2 Wisła Kraków

Po przerwie na boisku pojawił się Paweł Brożek, a także Cezary Wilk, debiutujący tamtego dnia w zespole „Białej Gwiazdy”. Ale gościom pozostała już tylko gra o uratowanie resztek honoru. Ostatecznie skończyło się na porażce 2:3. Trzeba jednak zaznaczyć, że rezultat pierwszej połowy – czyli trzybramkowa przewaga Azerów – lepiej oddaje dysproporcję sił między Karabachem i Wisłą. Choć dla gospodarzy był to na tamten moment chyba najcenniejszy triumf na europejskiej arenie. Być może obok zwycięstwa z Rosenborgiem rok wcześniej.

A dla Wisły? Drugi z rzędu powód do wstydu. – To była masakra. Azerowie robili z Wisłą co chcieli. W ciągu dziesięciu minut zamknęli mecz. Okazało się, że zastąpienie duetu Marcelo – Głowacki nie jest możliwe w tak szybkim tempie – uważa Karcz. – Wynik 3:2 zaciemniał obraz tego spotkania, bo przewaga Karabachu była znacznie większa. Choć podczas lotu powrotnego sobie spekulowaliśmy, że gdyby Żurawski wykorzystał karnego w Krakowie, to po trafieniu kontaktowym Rafał Boguskiego byłyby jeszcze w Baku jakieś emocje. Końcówka zdecydowanie należała do Wisły, gospodarze opadli z sił. Ale spotkanie zostało przegrane już w pierwszej połowie.

Weryfikacja

Dla szkoleniowca „Białej Gwiazdy” była to kolejna dotkliwa wtopa z rzędu. Po takiej serii niepowodzeń stało się już raczej oczywiste, że przeszło sześćdziesięcioletni Kasperczak nigdy nie zostanie selekcjonerem polskiej drużyny narodowej.

Trener Kasperczak to człowiek wysokiej kultury osobistej, zawsze w rozmowach z dziennikarzami zachowywał wielką klasę, ale po rewanżu nawet jemu udzieliło się zdenerwowanie – dodaje Karcz. – Bezpośrednio po spotkaniu nie było konferencji prasowej, tylko normalna rozmowa przed wejściem do szatni. Kasperczak strasznie naskoczył na jednego z dziennikarzy, który krytykował postawę drużyny. Padło trochę mocnych słów. Tam chyba Piotrek Brożek przegrał jakąś ważną główkę i o to zrobiła się awantura. Kasperczak machał rękami i krzyczał: „Kurwa, to co, ja miałem tam skoczyć do głowy?! Przecież, kurwa, nie skoczę za niego!”. I ja bym rzeczywiście tak do końca trenera za ten przegrany dwumecz nie winił. To nie jest normalne, że drużyna, która chce awansować do fazy grupowej, do przygotowań przystępuje w tak okrojonym składzie. Wisła w 2011 roku odzyskała mistrzostwo i wielu znaczących dla tego tytułu graczy trafiło do Krakowa już po meczu z Karabachem, a nawet zimą. Ta prowizorka trochę tłumaczy Kasperczaka.

Dla Bogusława Cupiała tego rodzaju usprawiedliwienie było jednak nie do zaakceptowania. Trener Wisły niemal natychmiast po klęsce z Karabachem pożegnał się z posadą. – W jakimś stopniu Kasperczaka również trzeba za tę porażkę winić, to oczywiste. Nawet biorąc pod uwagę problemy, z jakimi się zmagał. Należało bezwzględnie wymagać od drużyny zwycięstwa u siebie. No i co najmniej równorzędnej walki na wyjeździe. A pierwsza połowa w Baku to był po prostu koszmar – twierdzi Karcz. – Aż żal było patrzeć, co ci Azerowie robili z wiślakami. Jak ich wzięli do młyna, to nie był co zbierać.

Przegraliśmy frajersko. Nie można dziś bronić zawodników, szczególnie jeśli chodzi o te popełnione błędy. Ja tego nie zamierzam robić. Popełniono szkolne błędy w kryciu – grzmiał Henri tuż po końcowym gwizdku.

Radosław Sobolewski

„Wasi gracze zarabiają pieniądze, nasi tworzą historię” – takie słowa napisali azerscy kibice na jednym z transparentów. Wielce wymowne i pokazujące, na jakim etapie swojej historii był Karabach, a na jakim Wisła. Krakowski klub podjął w przyszłości jeszcze jedną, dość desperacką już próbę szturmowania fazy grupowej Ligi Mistrzów. Bez powodzenia. W 2012 roku europejskie boje „Białej Gwiazdy” się, przynajmniej na ten moment, zakończyły. Tymczasem Karabach ustabilizował swoją pozycję europejskiego średniaka z aspiracjami.

Wisła Kraków:
  • sezon 2010/11 – mistrzostwo Polski, III runda eliminacji Ligi Europy
  • 2011/12 – siódme miejsce w lidze, 1/16 finału Ligi Europy
  • 2012/13 – siódme miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2013/14 – piąte miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2014/15 – szóste miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2015/16 – dziewiąte miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2016/17 – szóste miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2017/18 – szóste miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2018/19 – dziewiąte miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2019/20 – trzynaste miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
Karabach Agdam:
  • sezon 2010/11 – trzecie miejsce w lidze, IV runda eliminacji Ligi Europy
  • 2011/12 – czwarte miejsce w lidze, III runda eliminacji Ligi Europy
  • 2012/13 – drugie miejsce w lidze, brak europejskiego futbolu
  • 2013/14 – mistrzostwo Azerbejdżanu, IV runda eliminacji Ligi Europy
  • 2014/15 – mistrzostwo Azerbejdżanu, faza grupowa Ligi Europy
  • 2015/16 – mistrzostwo Azerbejdżanu, faza grupowa Ligi Europy
  • 2016/17 – mistrzostwo Azerbejdżanu, faza grupowa Ligi Europy
  • 2017/18 – mistrzostwo Azerbejdżanu, faza grupowa Ligi Mistrzów
  • 2018/19 – mistrzostwo Azerbejdżanu, faza grupowa Ligi Europy
  • 2019/20 – mistrzostwo Azerbejdżanu, faza grupowa Ligi Europy

Klęska Wisły w 2010 roku była nie tylko lekcją pokory dla krakowskiego klubu, ale i całego polskiego futbolu. Pokazała, że nawet jeśli nasza krajowa piłka stawia kolejne kroki do przodu, rozwija się, to rozwój ten przebiega w tempie znacznie wolniejszym niż w wielu innych krajach. Nawet takich, co do których mogliśmy sobie do niedawna pozwolić na luksus lekceważącego podejścia. Rzucać pod ich adresem takimi określeniami jak „kelnerzy” czy „ogórki”. Oczywiście nie każdy kolejny sezon kończył się dla polskich klubów katastrofą, nie ma też sensu przesadnie dramatyzować. Legia Warszawa wystąpiła nawet w fazie grupowej Champions League. Niemniej, ogólny trend jest dość oczywisty. Wystarczy rzut oka na wspomniany już ranking UEFA i nasze rozpaczliwe próby wczołgania się z powrotem do trzeciej dziesiątki tego zestawienia.

Gdyby porażka „Białej Gwiazdy” w dwumeczu z Karabachem była pechowa, niezasłużona – nie byłaby tak cenna. Gdyby z Karabachem przegrał ktoś inny – jakiś nieco przypadkowy pucharowicz z czwartego miejsca w Ekstraklasie – nie byłaby to z kolei porażka aż tak wymowna. Ale to właśnie wiślacy, tak wysoko przecież celujący, zostali przez Azerów zmiażdżeni.

Latem 2010 roku piłkarze Karabachu Agdam wykrzyczeli nam w twarz prawdę o kondycji polskiej piłki klubowej. Oby wreszcie ta bolesna futbolowa nauczka zaczęła tracić na aktualności.

MICHAŁ KOŁKOWSKI

fot. FotoPyk / NewsPix.pl

Opublikowane 30.09.2020 09:05 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 23
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Król Jankowiak rucha Krawczyka
Król Jankowiak rucha Krawczyka

nie „polskiego futbolu”, tylko cwelki pozbawionej wsparcia stefańskiego

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Kibicuję polskim klubom w meczach eliminacji europucharow, natomiast patrząc przez sam pryzmat jak taka Omonia wyglądała marnie na tle Olympiakosu (chodzi o kulturę i styl gry a nie same wyniki które uzyskała, bo te najgorsze nie były), to zdziwię się jak jutro Legia podejmie w miarę skuteczną walkę z Qarabagiem.
Znacznie więcej obiecuję sobie po Lechu, ale ma też z tyłu głowy, że Belgowie są u nas trochę niedoceniani (to że ich klub nie grał dawno w pucharach nie znaczy że nie potrafią grać w piłkę), a i Lechowi nie zawsze będą wychodziły takie mecze jak z Hammarby czy z tymi Cypryjczykami którzy po golu na 0-2 utorowali Poznaniakom autostradę do swojej bramki.

mastodont
mastodont

„…ale off the record przyznawał, że …” – łooo kurwości, Karcz, jacy wy jesteście fajni amerykańscy tacy.

Mecenas_Misiura
Mecenas_Misiura

szapoba

Amber Mozart
Amber Mozart

Guzik się podejście zmieniło. Trafienie na zespół z tamtych rejonów to zawsze świętowanie. Dopiero po samym meczu ci sami ludzie opowiadają jacy to tamci są mocarze

tomasz
tomasz

O czym my rozmawiamy? Zobaczcie jaki budżet miał i ma nadal Karabach (notabene wspierany przez rząd Baku), a jaki w czasie pamiętnego eurowpierdolu miała faworyzowana Wisła… Nie ma czego porównywać… Porażka była do przewidzenia, ale z racji tego że mamy takie wielkie mniemanie o sobie była tak bolesna…

Konik "Artur" Konisławowski
Konik "Artur" Konisławowski

Piękne czasy to byli 🙂

Milion
Milion

Dziś kolejny agrolomot w wykonaniu legii.Ciekawe czym się będą tłumaczyć…

Mecenas_Misiura
Mecenas_Misiura

Jutro, ślimoku.

Timmy
Timmy

Ale, że co dziś? Kalendarza nie używasz?

Król Jankowiak rucha Krawczyka
Król Jankowiak rucha Krawczyka

Panowie, macie rację. Jutro kolejny agrolomot w wykonaniu legii

Timmy
Timmy

To możliwe, ale żeby na kalendarzu się nie znać? 🙂

Szczepek
Szczepek

Nie wymagaj od niego za dużo. Dobrze, że chociaż umie pisać.

Estragon
Estragon

Jakie argumenty ma Legia poza własnym stadionem? ŻADNYCH.

Grubszym badz
Grubszym badz

Ma ich 711!!

PewnieITakWszyscyZginiemy
PewnieITakWszyscyZginiemy

Ciii… przecież ciężko pobili zespół z Kosowa 🙂

Fryzjer cracovia = WNM
Fryzjer cracovia = WNM

7egła jest dużo słabsza, pchana w lidze przez sędziów później w pucharach sprowadzana na ziemię. Problemem polskiej piłki jest wciąż korupcja i to przez nią upadamy coraz niżej

KanielOutis
KanielOutis

Ach, gdyby ci sędziowie tej Legii tak nie pchali! Mielibyśmy potężnych mistrzów, co rok wysyłanych w bój do Europy!

Julen Guerrero
Julen Guerrero

Pan Karcz z gazety krakowskiej był zdziwiony, że mecz Karabachu odbył się w Baku i porównał to do meczu Wisły w Warszawie.
Konflikt o Górski Karabach trwa już dekady, teraz to bardzo świeża sprawa i chyba większość wie o co chodzi więc nie trzeba tłumaczyć. Mimo to Pan Karcz był zaskoczony, że poleciał do stolicy kraju na mecz rozgrywek europejskich.
Gdzie niby ten mecz miał się odbyć ? To raczej tak jakbyśmy walczyli o Suwałki z Litwą i mecz Wigier odbywałby się na Narodowym. Przeszedłby cały stadion w ramach solidarności i wsparcia. To była sprawa narodowa.
Tak się składa, że byłem osobiście na tym meczu w 2010 w Baku w gronie kibiców którzy (jak się po fakcie okazało) wykupili dość drogą i dość kiepską wyprawę ze względów sportowych.
Co innego względy turystyczne ale to nie czas i miejsce na to.
Mieszkańcy Baku co chwile przyjaźnie nas zaczepiali mówiąc łamaną angielszczyzną ”f**k Armenia”.
To pokazuje dlaczego ich się zlazło 30 tyś na ten mecz – sprawa narodowa, wsparcie bardziej dla regionu niż drużyny.
I druga sprawa. Łażąc tam po mieście, pijąc w barach, siedząc na stadionie (przypominam – sektor gości) ani razu nikt z nas nie czuł się zagrożony, przez cały pobyt świetnie się bawiliśmy i nie spotkała nas tam ani jedna niemiła ( poza 3 golami dla Karabachu) przygoda. Pan Karcz natomiast opowiada o obecności wojska na stadionie i trybunie prasowej w takim tonie jakby co najmniej relacjonował tam konflikt zbrojny i ledwo uszedł z życiem. No i laptopem 🙂
Pozdrawiam.

Górski karabach
Górski karabach

Tak jest, zapewne każdy Polak dzień w dzień pasjonuje się tym co wyprawiają ciapaci w odległym azjatyckim Azerbejdżanie.

kol. Zenon
kol. Zenon

zapewne nie… niemniej jednak miło żyć z faktem, że przynajmniej w Baku nas lubią

RRRR
RRRR

Achhh, co to był za wpierdol…Piękne czasy, miałem wtedy 15 lat i jeszcze jakieś pucharowe złudzenia XD ;D 10 lat temu do mojego piłkarskiego socjolektu na stałe weszła fraza „bach, bach, Karabach” 😀 Czasem sobie siedzę, coś robię i nagle, zupełnie z kosmosu, w głowie zaczyna się się intonacja „bach, bach, Karabach”, wspomnienia wracają i jest zabawa XD „Współżycie z polskim futbolem jako powód traum na całe życie” ;P

Waldek13
Waldek13

Nawet po meczu w Saragossie nie bylem tak zażenowany jak po porażce z Azerami w Krakowie. Przed wyjazdem tylko ignoranci i niepoprawni optymiści mogli liczyć na awans.

Blogi i felietony
22.10.2020

Valmiera? Benfica? Bez różnicy. Lech ma jaja

Lech przegrał z Benficą. No i co z tego? Czy ktoś powinien mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Nie, bo pokazał, że ma jaja i nie boi się grania tego, co chce. Przed meczem mówiłem sobie, że wynik mnie nie interesuje. Szanse na to, by Lech pokonał Benficę – faworyta nie tylko naszej grupy, ale i […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Sporo pozytywów oraz duet stoperów i Kaczarawa. Noty Lecha za Benfikę

Mimo że Lech Poznań przegrał z Benfiką, nie mamy pretensji do jego zawodników. Podjęli walkę, zagrali w swoim stylu, nie było wątpliwości, że obie drużyny uprawiają tę samą dyscyplinę sportu. Większość ocen jest więc co najmniej przyzwoita, choć są wyjątki. Skala not tradycyjnie 1-10, wyjściowa 5.  Filip Bednarek (5) Dwie dobre interwencje w końcówce, szczególnie […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Gol sezonu Rangersów. Szkoci zaczynają od zwycięstwa w lechowej grupie

Mogliśmy się zastanawiać nad tym, który z pozostałych zespołów w grupie Lecha Poznań w Lidze Europy jest silniejszy. Rangersi czy jednak Standard Liege? Bo co do tego, że Benfica przerasta resztę stawki, nie było wątpliwości. No i na „dzień dobry” Szkoci ograli Belgów 2:0. Natomiast pewnie nie wynik, a gola z 92. minuty zapamiętamy na […]
22.10.2020
Blogi i felietony
22.10.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Gdy Lech strzelał pierwszą bramkę, na powtórce każdy Polak mógł wyczytać z ust Puchacza soczyste „MOŻNA KURWA”. Gdy Crnomarković naciśnięty pressingiem oddał piłkę za darmo w aut, zebrał opieprz za minimalizm. Za brak podjęcia nie walki jako takiej, a walki o grę w piłkę. Jakub Kamiński przy drugim golu w zasadzie był kryty przez dwóch […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Zawiodło to, czego się obawialiśmy. Gra w obronie

Wiadomo, że podobał się nam ten mecz w wykonaniu Lecha. Zobaczyliśmy to, co w gruncie rzeczy chcieliśmy, czyli drużynę walczącą jak równy z równym z bardzo mocną Benfiką. Co więcej, zobaczyliśmy Kolejorza, który się nie bał, nie pałował wszystkich piłek, pokazał wiele więcej niż tylko mityczne już cechy wolicjonalne. Zresztą po raz kolejny. Oczywiście na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Lech Poznań? Tak przecież nie grają polskie drużyny! Porażka, ale bez wstydu

Lech Poznań przegrał mecz. To fakt. Ale przypuszczamy, że gdybyśmy zrobili dziś wieczorem spacer po Poznaniu i gdybyśmy pytali poznańskich kibiców „czy jesteś dumny z Kolejorza”, to dostalibyśmy same odpowiedzi twierdzące. Poznaniacy przegrali. Ale postawili Benficę trudne warunki, długimi minutami byli stroną przeważającą, dwukrotnie odrabiali straty. Z taką grą lechici nie mają się czego bać […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

HEJT PARK PO MECZU LECHA | TRAŁKA, WAWRZYNIAK, STANOWSKI

Wow, Lech zrobił nam dziś wieczór. Ale na 90 minutach show w Poznaniu emocje się nie kończą. O godz. 21 startujemy z „Hejt Parkiem w Dobrym Składzie” w Weszło.FM oraz w Kanale Sportowym! Prowadzenie: Krzysztof Stanowski. Goście: Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak. Temat? Chyba oczywisty. Czekamy na wasze telefony: 22 219 94 42! Sponsorem programu […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

„Nie wyobrażam sobie, żeby Lublin nie miał Ekstraklasy do 2025 roku”

Iście mocarne plany ma Motor Lublin. Nie dość, że w czerwcu właścicielem klubu z Lubelszczyzny został miliarder Zbigniew Jakubas, to teraz ogłoszone zostało, że jednym z jego doradców będzie Bogusław Leśnodorski. Postać absolutnie nieprzypadkowa i mająca know-how, jak w polskiej piłce zrobić sukces, w który wszyscy w Lublinie celują. – Nie wyobrażam sobie, żeby Motoru […]
22.10.2020
Live
22.10.2020

LIVE: Panowie… To wasz czas!

Oj, wyczekał się Lech Poznań na ten wieczór. Lata niepowodzeń, lata rozczarowań, ale jak wreszcie zaskoczyło.. Ofensywna, atrakcyjna, widowiskowa gra. Mnóstwo wychowanków w składzie, większość z nich jasno deklarujących, że gra dla Kolejorza to dla nich coś więcej niż praca. Parę autentycznych gwiazd ligi, bo tak trzeba określić Tibę czy Ishaka. Efekt? Dziś ich wieczór. […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Real w pułapce – jak wiele zaufania może otrzymać legenda?

Futbol nie jest, nie był i nigdy nie będzie bajkowym światem. Nigdy nie ma tutaj kropki na końcu zdania „i żyli długo i szczęśliwie”. Każdy dobry moment to tak naprawdę wyczekiwanie, aż wszystko się rozsypie. Długo rzeczywistość oszukiwał Zinedine Zidane. Trzy razy feta po zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Opuszczenie statku jeszcze przed kryzysem, właściwie na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Trudne zadanie przed Lechem. Polskie kluby nie potrafią łączyć ligi i pucharów

Występy polskich klubów w europejskich pucharach są zbawieniem i męką. Zbawieniem – bo kibice wreszcie mają okazję się uradować, bo UEFA wysyła pieniądze, a i jakoś tak zawsze można ponapinać się przed resztą Ekstraklasy. Ale wejście do fazy grupowej Ligi Europy (czy rzadziej – Ligi Mistrzów) wiąże się też po prostu z grą. Częstą, intensywną […]
22.10.2020
Inne sporty
22.10.2020

Gamrot: Kiedy usłyszałem werdykt, poczułem się, jakbym dostał bejsbolem

Od debiutu Mateusza Gamrota w UFC minęło już parę dni, ale emocje wciąż wiszą w powietrzu. Polski zawodnik MMA wspominał swoją walkę z Guramem Kutateladze w programie Oktagon Live na Kanale Sportowym, którego był gościem wraz z Marcinem Tyburą. Spisaliśmy dla was najciekawsze wątki z jego rozmowy z Maciejem Turskim. Różnice między KSW a UFC: […]
22.10.2020
Uncategorized
22.10.2020

Superliga powraca, odcinek 2841. Co wielkie kluby wykombinowały tym razem?

Są pewne rzeczy, wydarzenia, czynności, które wydają się nam ciągnąć w nieskończoność. Nawet, gdy myślimy, że już nadszedł ich kres, powracają i próbują skupić swoją uwagę. Wczoraj znowu można było pomyśleć: “jest, wylazł”, bo Liverpool i Manchester United przypomniały, że oni to by w sumie chcieli tę Superligę. Znowu. Nie jest to pomysł nowy, wszak […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Może Świderski, może Klimala, a może Bale? Kto błyśnie w Lidze Europy?

W tym roku na Ligę Europy patrzymy z większym zaciekawieniem, niż miało to miejsce przez ostatnie kilka lat, kiedy siłą rzeczy traktowaliśmy ją nieco po macoszemu. Lech świetnie zagrał w eliminacjach, awansował do fazy grupowej, więc naturalnie czwartkowe wieczory na europejskich boiskach, przynajmniej te jesienne, będą nieco gorętsze. Tylko, czy sprawiedliwym jest sprowadzania tych rozgrywek […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Finansowy raport za 2019 rok. Lech z najwyższymi spadkami, Wisła Płock oszalała

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport finansowy dotyczący Ekstraklasy. Jak zwykle dostaliśmy sporo ciekawych danych podanych w przystępnej formie. Jednak mamy gdzieś z tyłu głowy to, że ta analiza dotyczy 2019 roku. Czyli roku, w którym nie było pandemii, nie było zawieszenia rozgrywek, pustych stadionów, pobicia rekordu transferowego Ekstraklasy, fazy grupowej Lecha Poznań… Niemniej kilka […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Jak katowiccy bombardierzy nastraszyli Benficę

Gdy w 1993 roku GKS Katowice pojawił się w Lizbonie na meczu Pucharu Zdobywców Pucharów, otrzymał od portugalskiej prasy przydomek „bombardeiros”. Aż tak nas doceniali? Zachwycała ich gra głową Mariana Janoszki, a także nieustępliwość Kazka Węgrzyna? Otóż nie: dziennikarze określili polskich przybyszów bombardierami, ponieważ katowiczanie przylecieli rozklekotanym, postsowieckim IŁ-em. Lata dziewięćdziesiąte? Kasety VHS, trzepak, Super […]
22.10.2020
Weszło Extra
22.10.2020

„Wygralibyśmy z Lechem 99 meczów na 100”. Pucharowe boje Kolejorza w sezonie 2010/11

Dwanaście spotkań zdążył rozegrać Lech Poznań w sezonie 2010/11 przed meczem otwarcia fazy grupowej Ligi Europy, w którym „Kolejorz” miał się zmierzyć z Juventusem. Ówcześni mistrzowie Polski tylko w jednym z tych dwunastu starć zdobyli więcej niż dwa gole. W siedmiu w ogóle nie znaleźli drogi do siatki rywali. Powodów do optymizmu przed występem podopiecznych […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Niedawno juniorzy Benfiki, dziś III liga. „Za dużo imprez, odbiła mi sodówka”

Przemysław Macierzyński mając 16 lat i 116 dni zadebiutował w Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk. Stał się pierwszym chłopakiem z rocznika 1999, który zagrał w polskiej elicie. Ciągu dalszego jednak nie było, a jego kariery wcale nie przyspieszyło pójście do juniorów Benfiki Lizbona. Dziś wciąż dość młody napastnik (21 lat) próbuje się odbić w III […]
22.10.2020