Reklama

Niemoc snajperów. Krótka historia o spodziewanym rozczarowaniu

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

05 września 2020, 00:00 • 5 min czytania 4 komentarze

Rzeczywistość jest brutalna. Robert Lewandowski jest najlepszym napastnikiem świata, a Roberta Lewandowskiego w meczu z Holandią nie było. Nic więc dziwnego, że dziury ozonowej na szpicy spowodowanej jego brakiem załatać się nie dało. To było jasne jak słońce i wiadome jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Kabakova. Tylko, że wcale nie było tak, że Jerzy Brzęczek nie miał na kogo postawić. Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik to co najmniej solidna europejska klasa snajperów. Przeciw Oranje pierwszy zagrał ponad godzinę, drugi trochę mniej niż pół godziny. Obaj zawiedli. Czy to nas zszokowało? Absolutnie nie, czuć rozczarowanie, ale nie zdziwienie. 

Niemoc snajperów. Krótka historia o spodziewanym rozczarowaniu

Podsumujmy krótko ich występ.

Smutny piątek Piątka

W pierwszym składzie wybiegł Piątek. Nie miał łatwo. Polacy grali z kontry, licząc na urywki, momenty, chwile, w których Holendrzy tracili piłkę, zmniejszali intensywność szaleńczego pressingu i była możliwość rzeźbienia ataku. Umówmy się – zdarzało się to rzadko. Poza tym, osamotniony na szpicy, musiał rozbijać się między duetem holenderskich stoperów – Veltman-Van Dijk. Duetu bardzo dobrego. I to delikatnie mówiąc. Pierwszy to wieloletni piłkarz Ajaxu, który w przyszłym sezonie będzie grał w Anglii. Twardy, unikający błędów, mądrze ustawiony, przewidujący, doświadczony. Drugi? Chyba nie trzeba mówić. Najlepszy stoper świata.

I właśnie na tle defensora Liverpoolu doskonale było widać, w jakim miejscu swojej kariery jest Piona. Starał się, walczył, próbował, ale wszystko to kończyło się zazwyczaj rozłożonymi w złości rękoma i grymasem na twarzy. Van Dijk go zjadał, tłamsił, dominował. Wyższy, szybszy, lepiej czytający grę. Za wiele mu Piątek krwi nie napsuł.

Bilans występu napastnika Herthy?

Dwa spalone. Niedojście do otwierających przestrzeń podań Zielińskiego, Klicha, Krychowiaka i Jóźwiaka. Faul na Van Dijku przy nieco rozpaczliwej walce o piłkę. Przegrana walka o pozycję z Wijnaldumem. I te ręce. Cały czas rozłożone ręce w poszukiwaniu pomocy u sędziego, kolegów, trenera. Był bezradny. Statystyki doskonale to pokazują: Dwadzieścia siedem kontaktów z piłką, dwanaście celnych podań (75%), dwa wygrane pojedynki na osiem, dwa przegrane pojedynki w powietrzu, dwa faule, ani jednego wymuszonego faulu, dwie straty.

Reklama

Właściwie jedyny plusik (taki maciupeńki) przy jego nazwisku, to celny strzał na bramkę, który skończył się interwencją Jaspera Cillessena i rzutem rożnym dla Polaków. Piątek wykańczał dobrą akcję duetu Klich-Kędziora. Mądrze wyczekał, został na linii pola karnego, dostał podanie od prawego obrońcy Dynamo Kijów i strzelił z pierwszej piłki. Niewybitnie, niebeznadziejnie. Średnio. Pewnie można byłoby tworzyć fantasmagorie i mówić, że gdyby był w formie z czasów Genui, to pewnie by trafił, ale nie bądźmy śmieszni. To był taki mecz, że jedna składna akcja nie zmieniała słabego wrażenia, jakie pozostawili po sobie biało-czerwoni, więc specjalnych pretensji do Piątka za tę sytuację mieć nie można. Była? Była i koniec historii.

Tak czy inaczej, zagrał słabo.

Za mało na cokolwiek pozytywnego

Zmienił go Milik. Milik po najwyżej przyzwoitym sezonie w Serie A i niekończącej się sadze transferowej ze sobą w roli głównej. Czy pokazał coś ciekawego? Absolutnie nie. Na tym etapie gra Polaków nie miała żadnego ładu i składu, a napastnik Napoli nie wnosił za dużo. Nie sięgnął dośrodkowania Modera, dał się faulować Van Dijkowi i generalnie trzeba mu oddać, że radził sobie ze stoperem Liverpoolu ciut lepiej niż Piątek, parę razy przytomnie uruchomił kolegów podaniem bez przyjmowania, ale wszytko to z dala od bramki Holendrów i właściwie tyle było z jego występu.

Statystyki? Jedenaście kontaktów z piłką, Sześć celnych podań (85%), dwa wygrane pojedynki, dwa wygrane pojedynki powietrzne na cztery, trzy straty, dwa razy faulowany.

Tak czy inaczej, zagrał słabo.

Obaj zagrali słabo.

Reklama

Między rozczarowaniem a zdziwieniem

Czy jesteśmy rozczarowani? No jesteśmy.

Nie będziemy ukrywać. Piątek i Milik to nie piłkarze Ekstraklasy. Nie przyjechali na kadrę, jak na wycieczkę, jak na szansę zobaczenia czegoś nowego. Milik ma pięćdziesiąt występów w reprezentacji na karku. Potężny bagaż doświadczeń. Piątek niby tylko jedenaście, ale przy tym pięć bramek i regularne granie przez ostatnie brzęczkowe dwa lata. Utrzymują się w dużej piłce, znaczą w niej całkiem dużo, a w meczu z Holendrami przypominali dzieci we mgle.

Czy jesteśmy zdziwieni? No właśnie nie jesteśmy.

Milik od wielu lat w kadrze ma problem z odnalezieniem rytmu. Najlepszy był u Nawałki w latach 2014-2015. Pięć lat temu. Ba, ponad pięć lat temu. Od Euro 2016 w reprezentacji strzelił trzy bramki. W klubie też nie jest jednoosobowym motorem napędowym. Wokół siebie ma całą grupę kreatywnych gości, którzy kreują sytuacje, napędzają, rozgrywają, nie są jednowymiarowi. W reprezentacji, szczególnie w meczach z silniejszymi rywalami, takich nie ma. A Milik to od dłuższego też nie jest gość, który w pojedynkę zrobi różnicę.

Wielki cień Lewego

Piątek zaś nie zaliczył wcale fatalnego sezonu w Milanie i w Hercie, jak to się czasami przedstawiało, ale daleko mu było do ideału z pierwszej zagranicznej kampanii. Czar prysł. Okazało się, że nie jest kandydatem na top snajpera na świecie, a zwyczajnie całkiem przyzwoitym gościem w przyzwoitym klubie w mocnej lidze, jak miało to miejsce w Berlinie. Do Lewandowskiego brakuje mu nie półki, nie dwóch półek, a pewnie dziesięciu albo i więcej. Nic więc dziwnego, że skoro wcale nie był jednostką wybitną przeciw średnim stoperom z Bundesligi, to nie był też kimś takim w starciach z najlepszym stoperem świata. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz.

Można się śmiać, że po tym meczu dowiedzieliśmy się, iż Milik i Piątek są gorsi od Lewandowskiego. Że to taki banał banałów, truizm truizmów i to racja, nie jest to nic odkrywczego, ale mecz z Holandią pokazał nam też, jakie są predyspozycje naszych snajperów numer dwa. Przez lata nieco deprecjonowało się to, jak Lewandowski zdobywa pole, jak rozbija się między stoperami, jak absorbuje ich uwagę. Ale nawet to, nie mówiąc już o bramkach, nie wychodziło Piątkowi i Milikowi w holenderskim teście. Nawet to. Dlatego cieszmy się z Lewego i szukajmy roli pomocniczej dla tej dwójki. Nawałka kiedyś ją znalazł. Czas na Brzęczka.

Fot. Fotopyk

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

4 komentarze

Loading...