post Jan Mazurek

Opublikowane 04.09.2020 10:29 przez

Jan Mazurek

Mecz z czasów, kiedy Polska i Holandia były drugą i trzecią światową siłą. Wielki Johan Cruyff przerażony atmosferą Stadionu Śląskiego. Chwała wygranym i chwała zwyciężonym. Zbigniew Boniek harujący w defensywie. Wysoki pressing i narodziny wielkiej Holandii na oczach osłabionej reprezentacji Polski. Włodzimierz Smolarek marnujący dwie świetne okazje w latach 80. i 90. Bramka, która trafiła do telewizyjnej czołówki. Czarnoskóry bramkarz i pomarańczowe trybuny w Poznaniu. Przełamanie bramkowej przemocy i szwajcarski sparing za Engela. Wydzwoniliśmy Jana Tomaszewskiego, Waldemara Prusika, Wojciecha Kowalczyka i Tomasza Frankowskiego, żeby powspominać mecze Polski z Holandią. Opowieści, historie, anegdoty. 

Lata 70. Jan Tomaszewski

Kultowy mecz. Potwierdził, że z najlepszymi drużynami świata możemy grać, jak równy z równym, jak świetny ze świetnym. Bo jeśli Wembley należy uznać za fuks, bo to był fuks, dopisało szczęście w specyficznym meczu, jeśli Mistrzostwa Świata w RFN też uznać za szczęśliwy przypadek, bo Polska zdobyła zupełnie niepotrzebne miejsce dla niektórych fachowców, to faktycznie była wtedy taka atmosfera, że niektórzy mówili, iż skończył się furgon tego fuksa i tego szczęścia.

Zbliżały się Mistrzostwa Europy. Zresztą, muszę to podkreślić, to był zupełnie inny turniej niż ten dzisiejszy. Denerwuje mnie, kiedy pseudokopacze mówią, że są w finałach Euro, a drużyna Górskiego nigdy w finałach nie była i że to niby taki sukces. Mają rację, ale teraz występuje tam kilkanaście czy kilkadziesiąt drużyn, a za naszych czasów występowały tam zaledwie cztery drużyny. Najlepsi z najlepszych. Przegraliśmy z Holandią jedną bramką. Jedną bramką! Gdyby nie ona, to bylibyśmy w tej czwórce. Rozumie pan?

Staram się. 

To był inny system rozgrywek. W grupie byliśmy z Włochami, Holandią i Finlandią.

Nieprosty zestaw. 

Daj mnie Panie Boże. Przegraliśmy tę grupę przez Komitet Centralny PZPR, ponieważ ostatni mecz z Włochami musieliśmy grać w Warszawie. Bo wicie, rozumicie, tu stolica, tu może być dobrze, ale tam na stadionie byli krawaciarze, a nie prawdziwi kibice, którzy byliby na Stadionie Śląskim. Padł remis. Przez to przegraliśmy awans do czwórki. Dlaczego to wszystko mówię? Ano dlatego, że po dwumeczu z Holandią, dwa lata później właściwie, grałem w Reprezentacji Świata. Bruksela, benefis Paula van Himsta. Spotkałem się z Johanem Cruyffem. Jeden z najlepszych piłkarzy świata, jeśli nie najlepszy. Na szczycie byli on i Franz Beckenbauer, Kaziu był trzeci. Pogadaliśmy chwilę i powiedział mi tak:

Słuchaj, grałem na wielu stadionach świata, ale na takim kotle, kurwa, to nigdy nie miałem okazji.

Autentycznie. On grał na zakrytych stadionach, a Stadion Śląski był otwarty. Jak usłyszał sto tysięcy gardeł, pewnie nawet więcej niż sto tysięcy, to robiło to na nim wrażenie. Czegoś takiego nie widział. To był nasz dwunasty zawodnik. Tam wygrywaliśmy praktycznie wszystkie mecze. Właśnie dzięki temu niecodziennemu dopingowi.

Panie Janie, jaki był ten mecz z Holandią na Stadionie Śląskim?

Spotkały się druga i trzecia najlepsza drużyna świata, ale ponieważ w Holandii grali piłkarze z Ajaxu, który był wówczas pewnie najlepszą drużyną świata, to oni byli wskazywani jako zdecydowani faworyci. Nie, że faworyci po prostu, nie że trochę lepsi, tylko wręcz murowani, bo my podobno trzecie miejsce Mistrzostw Świata zrobiliśmy fuksem. Ale ten mecz pokazał, jak bezsensowne są te wszystkie przewidywania. Zagraliśmy, jak równy z równym. Mecz dwóch fighterów, którzy poszli na wymianę ciosów. Ułożyło się tak, że pierwsi strzeliliśmy cztery bramki, choć oni też mogli strzelić ze cztery. Długo utrzymywał się wynik 4:0 dla nas, który mógł być mylący, bo to spotkanie było bardzo wyrównane.

Holendrzy strzelili honorową bramkę.

Wyszła wielkość Johana Cruyffa. Prowadziliśmy 4:0. Cruyff wyszedł ze mną sam na sam. Niecentralnie, trochę z boku, jak się kończy koło na szesnastce. Jest końcówka meczu. Wyszedłem z bramki. To był taki zawodnik, że mógł mnie zapytać, w który róg chce i tam strzelić. Dwa-trzy kroki na wprost niego, skracałem kąt, ale on był sprytniejszy – zobaczył wchodzącego Rene van der Kerkhofa, podał mu piłkę i Van der Kerkhof strzelił do pustej bramki. To była wielkość tego zawodnika. Mógł strzelić sam i mówić, żeby nikt nie miał do niego pretensji, bo przecież one swoje zrobił. Ale bramkę oddał, zbudował kolegę. Coś nieprawdopodobnego. Powtórzę: było 4:1, a mogło być 4:4. Ba, mogło być 6:6, bo mieliśmy tyle sytuacji, że głowa mała. To był chyba najlepszy mecz reprezentacji Polski, oparty na wymianie ciosów, jaki widziałem w życiu.

Ktoś powie, że tak też zagraliśmy na Mundialu z Włochami, ale nie, Włosi nie mieli tylu sytuacji – oni szarpali, szarpali, ale brakowało takich konkretów. Gloria victis. Chwała zwyciężonym, bo pokazali się z wybitnej strony. Brak było skuteczności. No i Cruyff potem powiedział, co ich tak sparaliżowało. Trybuny. Nigdy przy takich nie grał. A jak on nie grał, to jego koledzy też nie grali.

Gdyby nie gol Van der Kerkhofa z tego meczu, to awansowalibyście na Euro? Bo w pierwszym meczu było 4:1, a w drugim 0:3. 

Dokładnie, awansowalibyśmy. Nie było wtedy bezpośrednich spotkań, liczył się stosunek bramek. Wróćmy więc do rewanżu. Pojechaliśmy do Holandii. Nie kalkulowaliśmy tego, że nam wystarczy przegrać 0:2. Dlaczego? Bo jeśli Holendrzy pojadą do Włoch, zremisują albo wygrają, to nie ma szans – są na pierwszym miejscu. Ale jeśli przegrają, to nam 0:2 by wystarczyło do awansu. Zabrakło nam przewidywania, jak będzie i co się może zdarzyć. I że jeśli my z Włochami wygramy u siebie, to zajmiemy pierwsze miejsce. Ostatni mecz był Włochy-Holandia. Włosi wygrali 1:0 – byli wtedy bardzo mocni. Gdybyśmy przegrali 0:2 w Amsterdamie albo gdybyśmy wygrali 4:0 w Chorzowie, to byłoby inaczej, znaleźlibyśmy się w czwórce.

Taka właśnie jest piłka nożna. Gdyby nie ta jedna bramka tu czy tu, tam czy tam, to historia byłaby zupełnie inna. 

Ale i tak zostaliśmy sklasyfikowani na 5-8 miejscu tamtych Mistrzostw Europy. Dlatego tak denerwuje mnie dzisiejsze gadanie piłkarzy, że jesteśmy finalistami, a oni nigdy nie byli.

Jak PZPR przyjął brak awansu? Byliście wtedy uważani za potęgę, nawet srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich został uznany za porażkę. 

Dziennikarze, będący pod presją, znaleźli przyczynę porażki w tym, że mieliśmy możliwość zabrania swoich żon na mecz w Holandii. To nie było nic dziwnego. Normalna sprawa. Wszystkie zachodnie reprezentacje i kluby jeździły z partnerkami na zagraniczne spotkania, ale u nas była komuna, paszporty były tylko sportowe, prywatnych w domu nie było. I potem były tłumaczenia w prasie, że przegraliśmy, bo żony pojechały na mecz. A to w żaden sposób nie miało wpływu. Żony pojechały autokarem, a my lecieliśmy samolotem. Co więcej, mieszkaliśmy w innych hotelach – dopiero po meczu spotkaliśmy się w samolocie, kiedy wszyscy wracali.

Powiem tak: niepotrzebnie żony pojechały, ale przyczyn porażki doszukiwałby się gdzieś indziej. Pierwszą bramkę strzelił Neeskens, drugą Geels, któryś z nich bardzo ładną po dośrodkowaniu Wima Suurbiera, i myśmy się na nich szaleńczo rzucili, żeby odbić wynik. Nie udało się, zamiast wyniku, odbiliśmy sobie nerki, bo takim piłkarzom świetnie grało się z kontry. To był mecz na zasadzie bokserów, wojowników, fighterów. Wymiana ciosów. I tak jak oni mieli pecha u nas, tak my mieliśmy pecha u nich. Nie strzeliliśmy gola, choć mieliśmy mnóstwo sytuacji. Wstydu nie było. Na świecie zostało to przyjęte tak, że Polska potwierdziła swoją siłę, bo jest w stanie z każdym wygrać. Nie byliśmy chłopcami do bicia. Wielkie osiągnięcie pana Kazimierza Górskiego. Ze średniej i dobrej klasy zawodników zrobił światowej klasy zespół. Wembley nie było przypadkiem. To właśnie pokazały mecze z Holandią.

***

Lata 80. Waldemar Prusik

O, remis 0:0 pamiętam całkiem nieźle, bo ostatnio w telewizji leciała powtórka i miałem okazję obejrzeć, a tak na żywca, bez tego przypomnienia, mógłbym mieć jakieś luki w pamięci. W końcu było to prawie trzydzieści lat temu. Wysoki poziom. Zagraliśmy dobrze. Eliminacje do Mistrzostw Europy, tuż po Mistrzostwach Świata w Meksyku. Po trenerze Piechniczku przyszedł trener Łazarek. Wcześniej graliśmy pierwszy mecz tych kwalifikacji – z Grecją wygraliśmy 2:1, a potem polecieliśmy do Amsterdamu na to spotkanie z Holandią.

Polska była już wtedy po latach świetności. 

Ale dalej w naszej reprezentacji występowali zawodnicy z mundialowym doświadczeniem, Zbyszek Boniek, Romek Wójcicki, Włodek Smolarek, który już grali w klubach zagranicznych, a na ten mecz przyjechali, na ten mecz byli powołani. Bardzo nam pomogli. Ważne ogniwa z wielkim obyciem w dużej piłce. Mówię to dlatego, że zabrakło ich w rewanżu, który przegraliśmy 0:2. Wtedy zabrakło liderów, gra wyglądała gorzej.

A jak byli liderzy, to graliście z Holandią, jak równy z równym?

Tamto starcie w Amsterdamie było ciekawe, nawet jeśli skończyło się bezbramkowym remisem. Włodek Smolarek miał bardzo dobrą sytuację w pierwszej połowie. Wyszedł sam na sam z bramkarzem. Szkoda, że nie strzelił. Holendrzy też mieli, już w drugiej połowie, świetną okazję – Van Basten strzelił z woleja w polu karnym, ale futbolówka przeleciała minimalnie obok słupka. Panowała specyficzna aura. Cały czas padał rzęsisty deszcz. Ale żeby nie było, to ta ulewa wcale nie przeszkadzała w tym, żeby tempo było wysokie.

Były w polskiej reprezentacji niesnaski, waśnie, kłótnie? To było tuż po Meksyku, który był zawodem. 

Atmosfera? Nie było z nią problemów. Trochę wcześniej graliśmy z Grecją – nowy selekcjoner, rozmowy, spotkania, poznanie się, wyszło to dobrze, byliśmy naładowani pozytywną energią i mecz z Holandią tylko to spotęgował. Mieliśmy dosyć długie zgrupowanie w Bydgoszczy, graliśmy mecz towarzyski z Irlandią w Warszawie i stamtąd polecieliśmy do Amsterdamu. Wszystko to w krajowym składzie, bo ekipa z zagranicy, czyli Boniek, Wójcicki i Smolarek, doleciała do nas już w Holandii. Wszystko grało. Widać to było na boisku.

Byliście zmotywowani, żeby pokazać, ze ten zespół może wygrywać. 

Zbyszek Boniek słynął z genialnej gry w ofensywie, a w Amsterdamie robił wielką robotę w defensywie. Harował. Biegał. Walczył. Doskonale odzwierciedla to jego podejście z tamtego roku – niesamowicie zależało mu na sukcesie. Chciał osiągnąć dobry rezultat. Wiem, że potem były pewne niesnaski między trenerem Łazarkiem a Zbyszkiem Bońkiem, ale to już sprawa między nimi.

A w Holandii wówczas tworzyło się coś wielkiego. 

Tworzyła się wielka Holandia. Ich nie było na Mistrzostwach Świata w Meksyku, bo przegrali baraże z Belgią. W tamtych eliminacjach prowadził ich zresztą Leo Beenhakker. Nazwiska? Rijkaard, Van Basten, Gullit, Koeman. Pierwsza trójka jakoś w tym okresie poszła do AC Milanu i została jednymi z najlepszych graczy na świecie. Zresztą, Koeman podobnie tylko, że nie do Mediolanu, a do Barcelony. Holandia grała piękny futbol.

Więc to 0:0 można było uznać za sukces. 

Tak, ale w meczu rewanżowym Holendrzy zaskoczyli nas wysokim pressingiem. Dzisiaj to nic szokującego, normalka, codzienność, ale wtedy mało, kto to znał, mało kto to stosował. Zazwyczaj drużyny po stracie piłki cofały się na własną połowę i tam organizowały grę defensywną, a oni zaczynali wówczas grać tak, że jak przejmowaliśmy futbolówkę, to oni rzucali się do wysokiego pressingu i nie pozwalali nam wyjść z naszego pola karnego. Nikt tak nie grał.

Reprezentacja Polski opierała się na indywidualnościach i te indywidualności zawsze były. Dużo zależało od dyspozycji gwiazd. Smolarek potrafił strzelać decydujące gole, Boniek czarował, często robili różnicę. Ale faktycznie brakowało nam tego, co mieli Holendrzy, że ok, można mieć w składzie gwiazdy, ale oprócz tego jest też wypracowany styl. Źle się stało, że po pierwszym spotkaniu, bardzo dobrym, zmienił się skład. W rewanżu wystąpili nawet zawodnicy, którzy nigdy później nie zagrali już w kadrze. Gdybyśmy z wcześniejszym składem wybiegli na Holendrów w rewanżu, rozgrywanym u siebie, to mielibyśmy znacznie większe szanse. Moglibyśmy wygrać i mieć historyczną szansę na to, żeby pierwszy raz zakwalifikować się na Mistrzostwa Europy. Wiem, że potem były jeszcze inne mecze, w których traciliśmy punkty, chociażby z Cyprem w Gdańsku czy z Węgrami w Budapeszcie, ale wszystko zależało od tego rewanżu z Holendrami w Zabrzu. Wygrana zmieniałaby wszystko.

Jak pan zapamiętał swoje występy?

W pierwszym meczu zagrałem nieźle. Dobrze mi się grało. W meczu rewanżowym miałem kryć Gullita, a strzelił dwie bramki, więc za wiele pozytywnych rzeczy o swojej grze powiedzieć nie mogę. Ale na swoje usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że nasze ustawienie było bardzo ofensywne. Miałem zadania krycia genialnego Holendra i jeszcze rozgrywania akcji w linii środkowej. I tak się zdarzyło, że miałem piłkę, rozgrywałem, potem poszła strata, nie zdążyłem wrócić we własne pole karne i straciliśmy gola.

Kto miał lepszego lidera Polska czy Holandia? Boniek czy Gullit?

Nie da się porównać Bońka i Gullita. Inni zawodnicy. Holendra kryłem w obu meczach – świetne warunki fizyczne, bardzo silny, trudno było go przepchnąć, trudno było go przestawić w pojedynkach jeden na jeden. Gra w powietrzu? Najwyższa klasa. To była jego domena. Potrafił zagrać bardzo szybko, na jeden, na dwa kontakty, co było ewenementem w tamtych czasach, kiedy często bardzo długo holowało się piłkę. Robił różnicę. A Zbyszek? Bardzo szybki, dryblujący, odnajdujący się w polu karnym. Dwa różne typy, ale łączyła ich klasa światowa.

Ostatecznie nie udało się awansować na Euro. 

Eliminacje skończyły się zawodem. Pocieszenie było takie, że Holendrzy zdobyli potem Mistrzostwo Europy. A taki był format Euro, że grało w nich osiem drużyn, a z grupy mogła awansować tylko jedna drużyna, czyli siedem, bo gospodarz naturalnie miał zapewnione miejsce w turnieju.

Lata 90. Wojciech Kowalczyk

Zrobiłem obiad, palę papierosa na balkonie, co wspominamy? Mecze z Holandią? Eliminacje. W pierwszym meczu strzeliłem gola na 2:0, ale skończyło się 2:2. Ładna brameczka. Potem w programie sportowym na TVP leciała w czołówce. Początek eliminacji, drugie spotkanie, od razu wyjazd do Holandii, konkretnie do Rotterdamu. Wszystko się idealnie składało. Najpierw trafił Koźmiński, potem trafiłem ja, prowadziliśmy, ale w drugiej połowie Holendrzy odrobili. Szkoda, choć inna sprawa, że cały mecz mieli przewagę, dominowali, stwarzali sytuacje.

To był pożegnalny mecz Włodzimierza Smolarka. Andrzej Strejlau wpuścił go za mnie w drugiej połowie. Mógł mieć piękne zakończenie reprezentacyjnej przygody, bo miał stuprocentową sytuację i mógł przesądzić o naszej wygranej, ale zmarnował ją dosyć spektakularnie. To był jego absolutnie ostatni mecz w kadrze. Strejlau chciał mu dać szanse przez wzgląd na to, że Smolarek mieszkał i grał w Holandii, wtedy w Utrechcie. Udany mecz. Zremisować na wyjeździe 2:2 z faworyzowaną Holandią? Każdy by chciał.

Ale potem nie było już tak kolorowo. 

Niestety, historia tych eliminacji nie potoczyła się szczególnie dobrze dla nas. W rewanżowym meczu graliśmy z Holandią w Poznaniu i nie uwierzysz, ale na stadionie była przeważająca większość kibiców holenderskich. No normalnie pomarańczowe trybuny. Dlaczego? Ano dlatego, że PZPN stwierdził, że my już nie gramy o nic, a Holendrzy walczą o awans z Anglikami, więc należy wszystkie bilety sprzedać Holendrom, bo dla nich ten ma jakąś stawkę i można na nich solidnie zarobić. A Polacy niechętni, bo mecz o pietruchę. Efekt? W sumie nie wiem, czy przypadkiem pomarańczowych strojów nie było więcej w Poznaniu niż w Rotterdamie. Czułem się, jakbym grał na wyjeździe. Takie czasy.

Mocna była wówczas reprezentacja Holandii.

Oprócz tych najbardziej znanych, to zapamiętałem, że w bramce bronił Stanley Menzo. Trudno zapomnieć, bo czarnoskóry bramkarz w reprezentacji Holandii, to jednak ewenement. Wyróżniał się. Niezłą pakę mieli. Koeman, Rijkaard, Van Basten. Bramki strzelali nam Bergkamp i Van Vossen. W latach 90. Holendrzy byli potęgą. Ja na przykład wtedy grałem jeszcze w Ekstraklasie. W Legii konkretnie.

Czym chcieliście zaskoczyć Holendrów?

Z takimi drużynami mieliśmy grać swoje w obronie, a z przodu liczyć na latawców. Na kontrę wchodził Romek Kosecki. Szybkościowiec. Na kontrę wychodziłem ja. Szybkościowiec. Na kontrę wychodził Marek Koźmiński. Też szybkościowiec. Tylko tak się dało grać i liczyć na przyzwoity wynik. Byli lepszą drużyną. Jak zawsze. Mieli posiadanie piłki, publikę za sobą, największe gwiazdy. Graliśmy z kontrataku i to nam się powiodło, bo nawet obrona holenderska nie była w stanie tych naszych huraganowych ataków powstrzymywać.

Strzeliłeś w tych eliminacjach dwa gole. 

Strzeliłem jeszcze w meczu z Turcją. Mieliśmy ciężką grupę.

Norwegowie robili furorę. 

Anglicy nam nie pasują i nigdy nam nie pasowali. Tak jak mówisz – rozkręcili się Norwegowie. A jeszcze ta przepotężna Holandia. Jakby się to potoczyło, gdybyśmy wygrali z Holandią? Kurde, sam nie wiem. W Poznaniu wygraliśmy z Turcją, w drugim meczu z Holandią zremisowaliśmy, szło dobrze. Trzeba było ten punkt wtedy dowieźć, ale też to nie było takie łatwe, mogliśmy przecież ten mecz przegrać, bo byli od nas lepsi.

Tamte eliminacje to spory zawód?

Jak Anglicy byli trzeci, a my czwarci, to jest okej. Nie ma aż takiego zawodu. Wtedy mało kto potrafił awansować na Mistrzostwa Europy. Nawet Kazimierz Górski ze swoją potęgą. Inna sprawa, że niewiele z tego pamiętam, nie grałem w dużej części tych eliminacji. Byłem na pierwszych meczach i jeszcze tym z Turcją, już za trenera Ćmikiewicza, bo miałem ten swój protest za odebranie Legii mistrzostwa Polski. Nawet początkowo nie kojarzyłem, że w tych eliminacjach grała z nami Norwegia, dopiero mi przypomniałeś. No i tyle z tej historii się ostało.

Lata 00. Tomasz Frankowski

Trener był Jerzy Engel, mecz odbywał się na chwilę przed awansem na Mundial 2002, kiedy mieliśmy akurat słabą passę ze strzelaniem bramek. I w meczu z Holandią, po wielu minutach bez trafienia, w końcu udało się gola strzelić, choć nic on nie dał, bo przegraliśmy 1:3. Sparing w szwajcarskich Lozannie.

Nie nagrał się pan. Raptem dziesięć minut na murawie.

Epizodyczny występ dla statystyk. Trochę rozpychałem, trochę się przepychałem z Jaapem Stamem, który wówczas grał w Manchesterze United.

Bramkę strzelił Paweł Kryszałowicz. 

Przegrywałem z nim rywalizację o miejsce w składzie. Jerzy Engel miał swoją hierarchię. Dwójkę napastników tworzyli Emmanuel Olisedebe i Paweł Krzyszałowicz. Radzili sobie bardzo dobrze w eliminacjach, więc nie było potrzeby zmiany. Jeszcze był Marcin Żewłakow jako pierwszy wchodzący rezerwy, więc zasiadłem na ławce i nie podnosiłem się jeszcze dwa-trzy lata.

Ten sparing z Holandią miał jakikolwiek wymiar? Mogliście się sprawdzić na tle wyraźnie mocniejszego rywala. 

Holandia była dużo lepsza i pokazała to doskonale w tym meczu. Graliśmy tuż po sezonie, bezpośrednio po ostatniej kolejce. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do Szwajcarii, żeby trochę potrenować, rozegrać sparing. Holendrzy przygotowywali się do Euro 2000, byli w rytmie reprezentacyjnym, chcieli osiągnąć sukces na swoich boiskach, a my dopiero pretendowaliśmy do wejścia w formę mundialową.

W jakim stylu spróbowała zagrać reprezentacja Polski? Drużyna Engela grała piłkę ofensywną, a dla Holendrów to norma. Zderzyły się chyba dwie wizje futbolu pozytywnego. 

Może stąd też cztery bramki w tym spotkaniu. Holendrzy zawsze słynęli z systemu 4-3-3 ze skrzydłowymi grającymi wysoko i Patrickiem Kluivertem na środku ataku, a my zagraliśmy wtedy klasycznym 4-4-2 z dwójką napastników.

Kluivert strzelił dwa gole. Co miał w sobie, czego pan nie miał?

Jeżeli ja byłem klasa krajowa, to on był klasa światowa. Przepaść. Był szybszy, lepszy technicznie, przypadkowi zawodnicy do Barcelony nie trafiają, a on grał tam kilka lat. To był wówczas napastnik pokroju Roberta Lewandowskiego.

zebrał JAN MAZUREK

Screeny: 11vs11.com

Fot. Newspix

Opublikowane 04.09.2020 10:29 przez

Jan Mazurek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 15
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcin
Marcin

Panie Janie, nie w czwórce, a w ósemce, bo po wyjściu z grupy w eliminacjach Euro 1976 trafiało się do ćwierćfinału, który był rozgrywany jak teraz baraże – mecz i rewanż, a dopiero potem do wspomnianej czwórki półfinałowej. Owszem, wtedy o awans do finałów było trudniej, ale też pamiętajmy, że piłkare musieli rozegrać dużo mniej spotkań. Tak więc, nie umniejszajmy sukcesu Beenhakkera, który dysponował bardzo przeciętnym zespołem, a wyszedł z grupy z Portugalią i Belgią, ani też Nawałki, który dotarł do ćwierćfinału Euro 2016, a nie tylko przeszedł eliminacje. Gdyby Nawałka miał trochę więcej ikry, to byśmy w tym turnieju grali w finale.

Mariano
Mariano

Dokładnie. Holandia grała jeszcze dwumecz z Belgią. Inna sprawa, że tam chyba bilans bramek decydował o wyjściu z grupy, a nie bezpośredni mecz, ale tego nie wiem na pewno.

TAITO
TAITO

I dlatego chce żeby mecze reprezentacji odbywał się na Stadionie Śląskim, a nie w tęczowym chlewie.

Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg
Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg

U tych jebanych folksdojczy nie bedzie meczow reprezentacji Polski a teczowy to jest twoj stary, smieciu.

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Czy tylko ja odnoszę wrażenie że gdzie by nie był mecz kadry czy w Gdańsku, Poznaniu czy Wrocławiu to od razu jest dużo lepszy doping i odbiór meczu?! A na Narodowym wysyp januszy z teatru i festiwal instagramowego lansu, do tego na początku drugiej połowy zawsze pustki na trybunie vis-a-vis głównej kamery.

Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg
Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg

FC Bazuka Bolencin
W kazdym kraju tak jest. Niemcy maja swoich Hansow, a anglicy johnow. Wiadomo ze lepiej gdyby przychodzili ultrasi z zorganizowanym dopingiem ale to prawie niemozliwe, bo bilety sa dla wszystkich a w erze internetowego lansu mnostwo przychodzi na mecz po selfie a nie zobaczyc mecz czy dopingowac.
Ja bym wolal zeby mecze byly na Legii niz na narodowym, bo mi sie ten stadion nie podoba – te trybuny za bramkami sa za daleko. Ale slaski jest najgorszy bo tam sa jeszcze dalej.

Mateusz
Mateusz

To ciekawe dlaczego ostatnia porażka na Narodowym miała miejsce 6 lat temu, a ostatnia porażka w meczu o stawkę 7 lat temu, skoro jest tam taki ch*jowy doping.
A na tym „legendarnym” Śląskim ostatnio porażki z Portugalią i z Włochami. Przecież jest tam taka świetna atmosfera i doping!

Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg
Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg

„Autentycznie. On grał na zakrytych stadionach, a Stadion Śląski był otwarty.” – Wtedy niemal wszedzie byly odkryte stadiony… nie wiem skad autor tych slow wyjal takie bzdury – Cruyff gral w hiszpanii gdzie jak widzielismy na skrotach mundiali 82 zaden stadion nie byl kryty – krywa byla 1 trybuna vipowska – co do dzis tam jest obecne – sevilla,valencia,betis,barcelona,levante – praktycznie 80 stadionow tam jest odktytych… co on bredzi?

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Ojciec mi opowiadał, że ten mecz z 1975r. (mnie jeszcze nie było na świecie) był najlepszym meczem naszej kadry jaki kiedykolwiek widział.

Fago
Fago

Byłem z ojcem coś niesamowitego, obok wódeczka pasztetową zagryzą a, ścisk i niesamowity doping.

Michal Sz
Michal Sz

„Teraz się będzie grało łatwiej i trudniej”, D. Szpakowski zawsze taki sam.

miberi7302
miberi7302

Zacznij zarabiać 90 $ / godzinę, aby pracować online z domu przez kilka godzin każdego dnia … Otrzymuj regularne płatności co tydzień … Wszystko, czego potrzebujesz, to komputer, łącze internetowe i trochę wolnego czasu … Przeczytaj więcej tutaj. ..

http://www.netprofit10.com

Zenek
Zenek

92′ – pierwsza bramka dla Polski ze spalonego 😀

Fago
Fago

Po przeczytaniu wstępu Tomka jak to mu towarzysze jaja z nogami poplątali, dałem spokój z tym artykułem.. Co i teraz mnie też cenzura wyrzuci?

Mariano
Mariano

Prusik zlituj się. Przecież jak graliśmy z Holandią w Zabrzu w eliminacjach do Euro 88, to już dawno je przegraliśmy. Remisem z Cyprem, porażkami z Grecją i Węgrami. O jakim awansie ty bredzisz ?

Weszło
21.09.2020

Rasak opuszcza Klub Zero. Fotel prezesa zostaje w Płocku!

Prezesi w Klubie Zero zmieniają się jak – nie przymierzając – niegdyś w Śląsku Wrocław. Jeśli czytacie nas regularnie od lat, pewnie znacie założenie tego elitarnego tworu, ale dla wszystkich niezorientowanych szybkie przypomnienie – to klub złożony z zawodników, którzy jeszcze nigdy nie zdobyli gola na najwyższym poziomie ligowym w Polsce. Warunki przyjęcia? Co najmniej […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Czy Tomas Huk wreszcie okaże się wzmocnieniem Piasta?

Zastępowanie czołowych zawodników bez większej szkody dla drużyny to ostatnimi czasy specjalność Piasta Gliwice. Waldemar Fornalik po sezonie mistrzowskim potrafił utrzymać zespół w czołówce polskiej ligi, mimo że stracił kilka kluczowych ogniw. Tego lata musi ponownie dokonać tej sztuki, ale początek rozgrywek wskazuje, że na niektórych pozycjach może być z tym problem, szczególnie w tyłach. […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Jagiellonia skorzysta na pucharach Piasta?

Zakończenie ligowego weekendu nie musi być wcale smutne. A kiedy na boisko wychodzą piłkarze Jagiellonii, w której meczach w tym sezonie padło już 13 bramek, na pewno tak nie będzie. W dodatku Jagiellończycy mierzą się z Piastem Gliwice, czyli naszym eksportowym klubem, więc emocje będą gwarantowane. A my spróbujemy coś na tym ugrać w Totolotku! […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Wilczek strzela Brondby, Przybyłko z dubletem, szalony weekend w Championship | STRANIERI

Weekend bez bramek Polaków? Takiego od dawna już nie uznajemy. Do gry wróciły już wszystkie najsilniejsze ligi świata, włącznie z Bundesligą i Serie A, więc na boiskach mamy coraz więcej biało-czerwonych akcentów. Powody do uśmiechu są jednak zwykle takie same, bo każdy się spodziewa, kto błysnął w ten weekend w Europie i na świecie. Niemniej […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

PRASA. Michniewicz bliski poprowadzenia Legii

W poniedziałkowej prasie: Czesław Michniewicz blisko Legii Warszawa, historia Mateusza Klicha prowadząca go do goli w Premier League, pochwały dla Górnika Zabrze, krytyka dla Legii, echa konfliktu Kucharski-Lewandowski. Zapraszamy na prasówkę. PRZEGLĄD SPORTOWY Po 22 latach Górnik Zabrze wygrał na Legii, którą może przejąć trener Czesław Michniewicz. Czarne chmury zbierały się nad Vukoviciem od jakiegoś […]
21.09.2020
Weszło
20.09.2020

Pewna wygrana Juventusu w debiucie Pirlo, koszmarny kiks Bereszyńskiego

Andrea Pirlo może nie wszedł do środowiska trenerskiego razem z drzwiami i futryną, ale na pewno nie zasiał ziarna wątpliwości, czy nadaje się do tego zawodu. Udanie zadebiutował jako szkoleniowiec Juventusu, który nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Sampdorii. Niestety, swoją cegiełkę do tej porażki dołożył Bartosz Bereszyński. Polski obrońca długo – w porównaniu do […]
20.09.2020
Hiszpania
20.09.2020

Ligowy falstart Realu Madryt

Widzieliśmy już tyle meczów tego typu… Jedna drużyna, murowany faworyt, od pierwszej minuty bawi się piłeczką. Tu jakiś drybling, tam jakaś klepka, po stracie zazwyczaj od razu pressing i odzyskanie kontroli. Ale czy piłkarze tworzą jakiekolwiek groźne sytuacje? No nie, minuty mijają, blok defensywny rywali się przesuwa, w poczynania faworyta zaczyna się wdawać pośpiech oraz […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Ręka Trałki nie była ręką Boga. Lech wyszarpał wygraną w derbach

25 lat czekania na derby Poznania i jeśli mamy być szczerzy, po dzisiejszym meczu nie poczuliśmy żalu, że ta przerwa była tak długa. Od starcia Lecha z Wartą oczekiwaliśmy znacznie więcej, oczywiście głównie ze strony gospodarzy. „Kolejorz” zaliczył najmniej jakościowy występ w tym sezonie, ale paradoksalnie właśnie w nim zgarnął pierwszy ligowy komplet punktów. Wartę […]
20.09.2020
Anglia
20.09.2020

Wydaj miliony na nowych napastników, trzymaj w bramce Kepę

Żeby wyliczyć wszystkich błyskotliwych zawodników ofensywnych Chelsea, musielibyśmy zaangażować obie dłonie, a i tak mogłoby to nie wystarczyć. Już w okresie transferowej smuty klub zdołał dostarczyć paru ciekawych piłkarzy, głównie ze swojej słynnej Loan Army. Tammy Abraham, Mason Mount czy Christian Pulisic ciągnęli wózek w ciężkich czasach, więc w nagrodę w minionym okienku otrzymali pierwszorzędne […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

LIGA MINUS: Górnik miażdży Legię, Vuko na wylocie?

Jak co kolejkę zapraszamy was na szaloną podróż wraz z szalonymi podróżnikami. Tym razem w świat Ekstraklasy zabiorą was Wojciech Kowalczyk, Leszek Milewski, Jakub Białek i Paweł Paczul. Jest o czym gadać! Legia dostała w trąbę, mówi się, że Vuković może wylecieć, Lech wygrał derby. No to wio! 
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Pożegnanie Bohara w meczu do kotleta

Jeśli chodzi o pierwszą połowę meczu Zagłębia z Cracovią, to chcemy wam powiedzieć, że to było całkiem udane lato, może nie tak ciepłe jak dwa lata temu, ale też dużo nie padało i można było korzystać z pogody. Pojeździć na rowerze, popływać, zjeść loda czy pograć w cymbergaja w nadmorskim kurorcie, zapijając kolejne punkty piwkiem […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

„Wsiadłem w karetkę i wyjechałem ze stadionu”. Patologia w Olimpii Elbląg

Dzieje się, dzieje w II lidze i nie dzieje się dobrze. W Olimpii Elbląg doszło do niezłej patologii. Zaczęło się od tego, że pseudokibice przeprowadzili rozmowę motywacyjną z piłkarzami klubu po przegranym meczu z Bytovią, którą łagodzić próbował trener Łukasz Kowalski. I niestety – za kolejny cel pseudofani obrali sobie jego. W konsekwencji kolejny mecz […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Korona grała, Górnik strzelał. Beniaminek lepszy od spadkowicza

Strzały na bramkę? 20:3 dla Korony. Bramki? 2:0 dla Górnika. Kielczanie zostali kolejną ofiarą beniaminka z Łęcznej, który do ligi wchodzi w kapitalnym stylu. Owszem, ekipa Macieja Bartoszka była najpoważniejszym rywalem Górnika, jednak nie zmienia to faktu, że bilans: trzy mecze, dziewięć punktów i zero straconych bramek, wygląda lepiej niż solidnie. Nie byłoby tego sukcesu, […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

LIVE: Derby Poznania. Na papierze pogrom. Na boisku wyrównany mecz!

Siemanko! Niedziela, popołudnie, Ekstraklasa, a więc także nasza relacja LIVE. Dziś Ekstraklasa serwuje nam dwa mecze. Na start – Zagłębie Lubin kontra Cracovia. Na papierze to spotkanie ma wszystko, by było ciekawe. Zwłaszcza, że Cracovia jest podrażniona po dwóch wpadkach z beniaminkami i chce zdobyć wreszcie jakieś punkty na plus (bo ujemne już nadrobiła). Później […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Andrea Pirlo z wymarzonym debiutem? Juventus zaczyna sezon

Sampdoria Genua. Co przeciętny polski kibic wie o tym klubie? Ach, grali kiedyś z Legią. No i to ci od Linetty’ego i Bereszyńskiego. A właściwie już jednego z tej dwójki, bo były pomocnika Lecha zameldował się już w Torino. Między innymi dlatego Juventus nie powinien mieć dzisiaj problemów ze spraniem rywala. Przed Andreą Pirlo okazja […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Czy Warta Poznań strzeli kiedyś gola w Ekstraklasie?

Warta Poznań nie tylko nie strzela goli, ona nawet nie tworzy sobie zbyt wielu okazji bramkowych. I co więcej – nie jest to stan, który nas jakoś wyjątkowo zaskoczył. O ile w pierwszym meczu z Lechią Gdańsk udawało im się jeszcze coś wykreować, o tyle w dwóch kolejnych spotkaniach Zieloni ewidentnie grali na bezbramkowy remis. […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Timo Werner poprowadzi Chelsea do zwycięstwa z Liverpoolem?

„The Blues” kontra „The Reds” czyli ligowy klasyk w Premier League. Na takie spotkania długo się czeka, choć akurat w tym sezonie niekoniecznie znalazło to swoje zastosowanie, bo przecież mamy dopiero drugą ligą kolejkę. Niemniej szykuje nam się ciekawe starcie, bo wzmocniona Chelsea potrzebuje trampoliny, żeby lepiej wejść w sezon. Zresztą przekonujące zwycięstwo przyda się […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Turysta Remy, leniuch Stolarski, czyli krótka rzecz o kompromitacji

To będzie opowieść o dwóch takich, co skompromitowali się z Górnikiem Zabrze. Pierwszy bohater maczał palce przy trzech bramkach przyjezdnych z Zabrza, prezentując całą gamę niekompetencji. Od złego ustawienia, przez krycie na radar, po pilnowanie pustej przestrzeni. Dosłownie wszystko, co tylko najgorsze może zrobić obrońca, wyłączając samobója. Drugi bohater zaś pokazał, że jest niezwykle konsekwentny […]
20.09.2020