post Przemysław Michalak

Opublikowane 13.08.2020 11:12 przez

Przemysław Michalak

Alex Sobczyk to kolejny Polak, który dorastał w Austrii ze względu na emigrację rodziców, a teraz próbuje swoich sił w Ekstraklasie. Niecałe dwa tygodnie temu pozyskał go Górnik Zabrze. Przy Roosevelta z dobrej strony dał się zapamiętać Daniel Sikorski, więc mają tam pozytywne punkty odniesienia. 23-letni napastnik na austriackiej ziemi nie zaistniał mocniej w seniorskiej piłce, natomiast z dobrej strony pokazał się ostatnio w lidze słowackiej w Spartaku Trnava. Rozmawiamy z nim o próbie przebicia się w Rapidzie Wiedeń, mało udanych wypożyczeniach, występach z kilkoma dzisiejszymi kozakami ze składu Salzburga, księdzu-trenerze mentalnym, który wyprowadził go z mentalnej pustyni, typowych dylematach przy wyborze reprezentacji i obywatelstwa oraz słowackim przełomie. Zapraszamy. 

Jak pierwsze wrażenia?

Naprawdę pozytywne. Wszyscy dają z siebie sto procent, dobrze to wygląda. Cieszę się, że tempo na treningach jest tak wysokie. Liczę, że przeniesiemy je na mecze, a wtedy będzie super.

Transfer do Górnika wymagał dłuższego namysłu?

Kilka innych klubów z Ekstraklasy też było chętnych, ale największe zaufanie dostałem w Górniku. Z tym klubem mogę się też najbardziej identyfikować pod kątem swojego charakteru. Tutaj wszystko wygląda tak jak w Rapidzie Wiedeń czy Spartaku Trnava: tradycja, kibice, gra o coś. Wiadomo, że to nie są jedyne czynniki przy wyborze klubu, ale zwracam na nie uwagę. W takich okolicznościach czujesz większą adrenalinę podczas meczów i to mi się podoba.

Jeśli chodzi o inne ekipy z Ekstraklasy, w mediach padała jeszcze nazwa Zagłębia Lubin.

Coś tam było, ale nie chcę już o tym rozmawiać. Koncentruję się na Górniku.

Od dawna byłeś w kontakcie z Górnikiem?

Tak. To nie działo się na zasadzie, że wczoraj zadzwonili, a dziś podpisałem kontrakt. Zdążyliśmy odbyć sporo rozmów, poczułem, że klub we mnie wierzy, że to może być kolejny krok do przodu.

Zawsze dopuszczałeś myśl o grze w Polsce czy ona pojawiła się dopiero z czasem, gdy w Austrii nie wyszło w jednym lub drugim przypadku?

Zawsze brałem pod uwagę ten wariant. Rodzice z Polski, nazwisko polskie, język polski. Fajnie będzie zagrać na najwyższym szczeblu w kraju, z którego pochodzi moja rodzina.

No właśnie, jesteś nową postacią na polskich boiskach, ale nie jest dla ciebie nowością pobyt w Polsce.

Moi rodzice do dziś mieszkają w Wiedniu, ale są Polakami. Starszy brat urodził się jeszcze w Polsce, ja już w Austrii. W domu rozmawiamy wyłącznie po polsku, dlatego nie mam problemów z językiem. Co roku raz lub dwa razy starałem się być u rodziny w Tarnowie i Kielcach. Teraz siłą rzeczy będzie okazja do częstszych odwiedzin.

Dobrych kilka lat temu powiedziałeś w „Przeglądzie Sportowym”, że gdybyś mógł wybrać, grałbyś dla Polski.

Miałem bodajże 15 lat… Wtedy nie byłem jeszcze w żadnej reprezentacji, ale niedługo potem odezwali się Austriacy i grałem dla nich w kilku młodzieżówkach. Nie miałem polskiego paszportu, w Austrii nie możesz mieć podwójnego obywatelstwa. Gdybym zmienił paszport, byłoby mi znacznie trudniej w klubie ze względu na ograniczenia z liczbą obcokrajowców, dlatego pozostałem przy austriackim.

Był dylemat, gdy Austriacy się odezwali?

Z jednej strony się cieszyłem, w Wiedniu się urodziłem i dorastałem. Z drugiej strony, polskie podejście do piłki bardziej mi odpowiada. Na stadionach panuje bardziej żywiołowa atmosfera. Byłem ostatnio na meczu Austria – Polska i koledzy mówili, że w Polsce ta otoczka jest lepsza, ludzie żyją piłką. W Austrii w sumie też, ale na inny sposób, ładunek emocjonalny jest mniejszy.

Komu kibicowałeś w tym meczu?

Często dostaję to pytanie (śmiech). Trudno mi odpowiedzieć. Najlepiej, gdyby zawsze padał remis! Albo gdy ktoś ma lepszy dzień i ładniej gra, cieszę się, gdy właśnie ta drużyna wygrywa. Na dużych turniejach zawsze trzymałem kciuki i za Polskę, i za Austrię.

Będąc już na Słowacji, mówiłeś tamtejszym mediom, że bliżej jest ci do polskiej mentalności.

Potwierdzam. Posiadam cechy z obu stron, w Austrii dużą wagę przywiązuje się do dyscypliny, ale ogólnie bardziej czuję się Polakiem. W tym języku rozmawiamy w domu, wszystkie uroczyste chwile typu Boże Narodzenie przeżywamy typowo po polsku. W Wiedniu mam też wielu kolegów z Polski, kontakt zawsze był. Rodzice jednak nigdy nie zmuszali mnie do czytania jakichś lektur czy oglądania polskich filmów. Dali mi żyć, tak jak chcę, żebym był szczęśliwy.

Odchodziłeś na Słowację, ponieważ chciałeś czy musiałeś, bo w Austrii już nic dobrego by cię nie czekało?

Chciałem. Zależało mi na zmianie kraju, nigdy wcześniej nie grałem w zagranicznej lidze. Wiedziałem, że Spartak miał dobre dwa wcześniejsze lata. Pamiętałem, że wyeliminował z pucharów Legię Warszawa, do tego wywalczył mistrzostwo Słowacji i krajowy puchar. Ten klub miał określoną markę, również w Austrii, bo pracował tam trener Nestor El Maestro, który w ostatnim sezonie prowadził Sturm Graz. To wszystko zachęciło mnie do transferu. Czas pokazał, że dobrze zrobiłem. Dzięki temu teraz jestem w Górniku.

Przejście do Spartaka wydaje się przełomem. Wreszcie na poważnie zaistniałeś w seniorskiej piłce.

Bardzo udanie się wprowadziłem do zespołu, dobry początek zawsze wiele znaczy. Pierwszy mecz w wyjściowym składzie – gol w eliminacjach Ligi Europy. Pierwszy mecz od początku w lidze – efektowny gol przewrotką, wybrano go trafieniem miesiąca w lidze. I jakoś poszło, złapałem wiatr w żagle. Nie zawsze było kolorowo, ale dużo daje mi praca z trenerem mentalnym i jednocześnie księdzem Krzysztofem Pelczarem. To też Polak, jest kapelanem Rapidu Wiedeń. Współpracuje z wieloma piłkarzami. Traktuję go już bardziej jako przyjaciela niż trenera. Nie spotykamy się na godzinę raz na jakiś czas, tylko praktycznie codziennie jesteśmy w kontakcie. W danym dniu mocniej przerabiamy jeden element, potem inny. Patrzymy na błędy, ale myślimy pozytywnie. Twoja sytuacja w piłce może się zmieniać co tydzień i musisz być na to przygotowany. Ksiądz Pelczar pomógł mi w trudnych sytuacjach, w pewnym okresie wyprowadził mnie z mentalnej pustyni. Ciężka praca zaprocentowała i wyszedłem na prostą.

Prowadzi cię typowo pod kątem psychologicznym czy bardziej duchowym?

W zasadzie jedno i drugie tu pasuje. Często rozmawiamy o życiowych sprawach czy problemach. Naprowadza mnie, żebym nie tracił energii na niepotrzebne rzeczy i spożytkował ją podczas treningu. Albo potrafił się wyluzować. Nie brakuje też jednak dyskusji o Bogu, który jest dla mnie bardzo ważny.

Najcenniejsza rada lub zdanie jego autorstwa?

Znamy się odkąd trafiłem do zespołu U-13 Rapidu. Zawsze we mnie wierzył. No i powoli idę do przodu. Byłem w Salzburgu, zadebiutowałem w Rapidzie, pokazałem się w Spartaku, przeszedłem do Górnika. Ciężka praca, dyscyplina, wiara w siebie i wiara w Boga prędzej czy później przyniosą sukces – to chyba najcenniejsza rzecz, którą mi przekazał.

Wspominałeś o mentalnej pustyni. Który okres był dla ciebie najtrudniejszy?

Było kilka trudnych momentów. W Rapidzie podpisałem na trzy lata swój pierwszy profesjonalny kontrakt, ale w klubie dochodziło do wielu zawirowań. W jednym sezonie mieliśmy trzech trenerów. Dyrektor sportowy zdecydował, że wszystkich, którzy podpisywali tak jak ja, wyśle na wypożyczenie. A wiadomo, jak to nieraz wygląda, gdy jesteś gdzieś tylko na chwilę. Pół roku tu, pół roku tam – trudno było mi się identyfikować z kolejnymi klubami. Wreszcie stwierdziłem, że czas pójść tam, gdzie mnie naprawdę chcą i tak trafiłem do Spartaka, wykonując krok do przodu.

Zwątpiłeś, że austriacka ekstraklasa jest dla ciebie? W Rapidzie przez dwa sezony zaliczałeś po jednym epizodzie z ławki. Na wypożyczeniu w St. Poelten dostałeś kilka szans, a później poszedłeś w odstawkę.

Czasami tak bywa, gdy masz 20 lat i schodzisz na trochę niższy poziom będąc wcześniej w czołowym klubie. Tym bardziej doceniam, ile mi dał pobyt na Słowacji.

Po St. Poelten Rapid wypożyczał cię jeszcze do drugiej ligi. Dlaczego tak słabo poszło ci w Wiener Neustadter? Na początku rozegrałeś trzy mecze i tyle.

Tu nie do końca chodziło o kwestie sportowe. W sezonie 2017/18 zdążyłem już wcześniej zagrać dla Rapidu i St. Poelten, a przepisy mówią, że w trakcie jednego sezonu nie możesz występować w trzech różnych klubach. W Wiener uzmysłowili to sobie dopiero po fakcie, gdy już kilka meczów zaliczyłem. Niby można to było podpiąć pod tzw. Kooperationsspielen, który pozwala zawodnikom w Austrii grać w trzech klubach w ciągu roku, ale nie chcieli ryzykować. Walczyli o awans i choć za tamte mecze ich nie ukarano, bali się jakichś problemów w przyszłości. Woleli mnie już nie wystawiać. Było za późno na zmiany, więc tylko trenowałem. Straciłem praktycznie całą rundę. To też był czas mojej mentalnej pustyni. Udało mi się jednak odzyskać optymizm. Zawsze byłem pracowity i dość pokorny, nie należałem do urwisów.

Nie zaczynałeś wątpić czy w ogóle nadajesz się do poważniejszego grania?

Nie. Wielu chciałoby grać w piłkę i nigdy nie było im to dane. Ja mogłem codziennie chodzić na treningi i walczyć o szansę. Trzeba być wdzięcznym, że ma się takie możliwości. Życie piłkarza to najlepsze, co może być, więc trzeba dawać z siebie wszystko.

Znacznie więcej pograłeś na drugim wypożyczeniu, we Floridsdorfer. Tak się jakoś składało, że najlepsze mecze zaliczałeś przeciwko FC Liefering, w którym debiutowałeś w dorosłym graniu. Najpierw dwa gole, później dwie asysty. Byłeś podwójnie zmotywowany?

Do każdego meczu staram się podchodzić tak samo, po prostu wtedy sporo rzeczy mi wychodziło.

Całościowo trzy gole i trzy asysty w 27 meczach. Kiepski dorobek jak na napastnika.

Dolicz jeszcze bramkę i asystę z Pucharu Austrii. Pamiętaj, że przychodziłem tam po półrocznym okresie bez gry, musiałem się odbudować. No i był to tak naprawdę mój pierwszy normalny sezon w seniorskim futbolu. Musiałem okrzepnąć, złapać pewność. Liczbowo szału nie zrobiłem, ale ogólnie dużo zyskałem. Przekonałem się, że ten profesjonalny poziom mnie nie przerasta i z tym przekonaniem odszedłem na Słowację. W Spartaku przyspieszyłem – licząc wszystkie rozgrywki, strzeliłem 12 goli i dołożyłem trzy asysty.

Traktowałeś wypożyczenie do Floridsdorfer jako swoją ostatnią szansę?

Nie, bardziej jako pierwszą porządną szansę, żeby się ograć. Myślałem pozytywnie. Rapid też mi wtedy zaufał, poszedłem na to wypożyczenie z dwoma czy trzema kolegami z klubu.

Z kilkoma ciekawymi zawodnikami w tamtych czasach rywalizowałeś. Chociażby z Joelintonem, który dziś jest w Newcastle.

Graliśmy razem w sparingu z Monaco. To jest naprawdę byk! Jeden z najlepszych napastników, z którymi miałem styczność.

Grając w Liefering, dzieliłeś szatnię z kilkoma dzisiejszymi kozakami.

Od czasu do czasu trenowałem też z pierwszą drużyną Salzburga i tam mogłem się przekonać, jak dobry jest Naby Keita. Gdybym miał wskazać najlepszego zawodnika, którego spotkałem, to byłby właśnie on.

A jeśli chodzi o tych, z którymi grałeś w Liefering? Upamecano, Hwang, Schlager czy Okugawa to już dziś panowie piłkarze.

Największe wrażenie robił na mnie Upamecano. Od razu wiedziałem, że czeka go poważna kariera. Nie spotkałem wcześniej młodego obrońcy tak dobrze przygotowanego fizycznie, tak bardzo górującego w tym aspekcie nad resztą. Nie mieliśmy z nim szans (śmiech). Poza tą czwórką, w drużynie byli jeszcze na przykład Dimitri Oberlin czy Raphael Dwamena, który dziś gra w Levante. Mógłbym wymienić połowę tamtej kadry. W zasadzie każdy, kto wchodził do składu Salzburga lub Liefering, był topowym talentem w Europie czy na świecie. Tylko takich chcą tam brać i dalej rozwijać.

W kolejnych klubach często trafiałeś na zawodników, z którymi mogłeś porozmawiać po polsku.

Nadal mam dobry kontakt z Bartkiem Żynelem, z którym byłem w Liefering i Davidem Stecem, którego poznałem w St. Poelten. Bartek lubi przyjeżdżać do Wiednia i zawsze wtedy dzwoni do mnie, żeby spotkać się na kawie. We Floridsdorfer był z kolei Martin Pajączkowski. Co nie znaczy, że ograniczałem się tylko do takich znajomości. Do dziś moim dobrym kolegą jest Dmitri Skovintsev, obecnie zawodnik Dynama Moskwa. No a w Spartaku Trnava było wielu chłopaków, którzy wcześniej występowali w Polsce – na czele z Erikiem Grendelem, który dopiero co grał właśnie w Górniku Zabrze.

Konsultowałeś z nimi pójście do Ekstraklasy?

Rozmawialiśmy. Erik był naszym kapitanem, zawsze powtarzał, że widzi mnie w Ekstraklasie, że pasowałbym swoim stylem gry. Opowiadał o atmosferze w Zabrzu, kibicach. Także z tego powodu zdecydowałem się na Górnika, mimo że miałem oferty z Belgii, Cypru, Węgier i z samej Austrii również. Ale nie było tak, że musiałem wypytywać o wszystko, dowiadywać się od zera. Zawsze mniej więcej wiedziałem, jak wygląda polska liga. Byłem na łączach z Bartkiem i Davidem, a nieraz samemu oglądałem mecze w Canal+. Mamy w domu polską telewizję.

W „PS” przed laty wspominałeś o kibicowaniu Lechowi Poznań i Wiśle Kraków. To aktualne?

Nadal mam jakiś sentyment do tych klubów, ale dziś Górnik jest dla mnie numerem jeden. Nie chodziło mi o jakieś wielkie kibicowanie z zaciśniętymi kciukami. Po prostu z tą dwójką mam najprzyjemniejsze skojarzenia dotyczące konkretnych meczów lub zawodników – na przykład Robert Lewandowski i Lech. Cieszę się z każdego zwycięstwa polskich drużyn w europejskich pucharach, wszystkim dobrze życzyłem.

Kilka razy wspominałeś o swoim stylu gry. Jesteś postrzegany jako walczak, który ciągle gnębi obrońców, wyskakuje do każdej główki, dużo biega.

Trenerzy zawsze tak mnie charakteryzowali, mówili, że podoba im się taki sposób grania. Doceniali, że dzięki moim staraniom inni w ofensywie mają więcej miejsca i dochodzą do sytuacji. Wykonuję czarną robotę, która jest bardzo ważna, choć czasami się jej nie widzi. Ale wiadomo – najbardziej lubię strzelać gole.

Opisując ligę słowacką mówiłeś tam, że jest ona niezwykle wyrównana i każdy może wygrać z każdym. Wypisz-wymaluj to samo dotyczy Ekstraklasy.

Mówiłem to na początku pobytu w Spartaku. Teraz, po rozegraniu całego sezonu, uważam, że na Słowacji różnice pod względem poziomu poszczególnych drużyn są większe. Ekstraklasa jest tak wyrównana, że już bardziej chyba się nie da. Co do charakterystyki całych rozgrywek, liga słowacka stanowi dobry miks grania siłowego i technicznego. Na Dunajskiej Stredzie było bardzo ciężko, Slovan dokładał więcej piłkarskiej jakości. Nie przez przypadek w grupie Ligi Europy pokonał Besiktas i remisował z Bragą. Pierwsza szóstka jest bardzo dobra, potem różnica jakościowa się zwiększa. Słabsze zespoły mocno stawiają na siłowy futbol.

Z pobytu w Spartaku wycisnąłeś maksimum?

Indywidualnie myślę, że tak. Do czasu koronawirusa jako zespołowi też szło nam bardzo dobrze, zajęliśmy czwarte miejsce w sezonie zasadniczym. Na tydzień przed powrotem do gry zwolniony został jednak trener Ricardo Cheu, odeszło kilku zawodników i zrobiło się trochę chaosu. Przegraliśmy decydujący mecz z Rużomberokiem o eliminacje Ligi Europy i lekki niedosyt pozostał. Ja nie mogłem wystąpić z powodu pauzy za kartki.

Byliście zaskoczeni powrotem do gry? W pewnym momencie już przecież oficjalnie zdecydowano, że liga słowacka kończy sezon po dwudziestu dwóch kolejkach, gdy akurat każdy z każdym zmierzył się po dwa razy.

To był dla nas lekki szok, oczywiście pozytywny. Szybka akcja, mieliśmy około dwóch tygodni normalnych treningów  grupowych przed pierwszym meczem. Co prawda play-offy zostało lekko okrojone, rozegraliśmy pięć spotkań zamiast dziesięciu, ale dobre i to. Czuło się niesamowitą radość, gdy mogło się znów wybiec na boisko po trzech miesiącach. No i dzięki temu wrócił nam rytm meczowy, inaczej miałbym dziś już ponad czteromiesięczną przerwę w graniu.

Nie mógłbyś się odkuć nawet w sparingach, bo Górnik podobnie jak przed odmrożeniem ligi ich nie rozgrywa.

Nigdy wcześniej nie miałem takich przygotowań. To dla mnie wyzwanie, bo po 8-9 dniach treningów z nowym zespołem jest pierwszy mecz. Staram się jak najszybciej wdrożyć, próbuję łapać wszystkie informacje. Ale nie narzekam, cieszę się, że w ogóle możemy grać. Żałuję tylko, że kibice nie mogą jeszcze przychodzić w komplecie. Jestem jednak pewny, że fani Górnika nawet przy 50-procentowej frekwencji zrobią różnicę.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. Newspix

Opublikowane 13.08.2020 11:12 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Boski Diego
Boski Diego

Erik Grendel chyba nie ma zbyt wysokiego mniemania o umiejetnosciach tego chlopca… 😀

nagi kutaf
nagi kutaf

to przykre, że Erik Grendel drwi z kolegi

Weszło
01.10.2020

„Charleroi gra w stylu Atletico. Rywale cierpią w meczach z nimi”

– W Belgii mówi się, że Charleroi gra w stylu Atletico – nie dają nic od siebie, jeśli nie muszą. Rywal cierpi, gdy z nimi gra. Ustawiają się defensywnie, czekają na przeciwników, a później bardzo szybko przechodzą do ataku. Mają kreatywnych piłkarzy z przodu, ale sami z siebie w ataku pozycyjnym nie prezentują się dobrze. […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Od Dinama Tbilisi po Spartak Moskwa. Polskie boje w play-offach o Ligę Europy

Czasem polskie kluby spadały do fazy grupowej Ligi Europy/Pucharu UEFA po nieudanym boju o Ligę Mistrzów. Jeśli natomiast liczyć tylko play-off o fazę grupową tej europejskiej drugiej ligi, to bilans awansów do odpadnięć wynosi 8 – 15. Są wśród tych meczów wielkie boje, wyeliminowane potęgi, które nakręcały kolejne pucharowe sukcesy, wyważając drzwi do lepszych rankingów. […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Lech nie podpiera ścian i idzie na podryw. Ofensywny futbol pomoże coś wyrwać?

Półtora roku temu Lech Poznań podjął bardzo świadomą decyzję – zechciał wywrócić do góry nogi sposób patrzenia na sukces. Uznał, że sukces przychodzi nie wtedy, gdy obwieści się światu „chcemy coś osiągnąć!”, lecz gdy poweźmie się działania, które do tego sukcesu mają prowadzić. Tym działaniem miała być gra ofensywna, oparta na wysokim pressingu, która przynosi […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Legia weźmie rewanż na Karabachu za Wisłę i Piasta?

Czy Legia Warszawa wróci dziś do Europy? Całkiem możliwe. Atut własnego boiska, osłabienie rywala – to coś, co trzeba wykorzystać. My także możemy to zrobić, typując to spotkanie w eWinner! Ten legalny polski bukmacher oferuje nam atrakcyjne kursy na dzisiejszy mecz eliminacji do Ligi Europy. Legia Warszawa – Karabach Agdam Ostatnie mecze Legii: WPWPR Poprzednie […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Czy Lech ogra Charleroi? Tak, jest to możliwe!

Ok, wiemy, że to Belgowie są faworytem starcia z Lechem Poznań. Tyle że w pojedynku z Hammarby także faworytem byli rywale. „Kolejorz” sprawił wówczas niespodziankę, więc dlaczego nie może zrobić jej teraz? A skoro może, to i my możemy z tego skorzystać. Sprawdziliśmy ofertę Totolotka i podpowiadamy, co dziś warto zagrać! Charleroi – Lech Poznań […]
01.10.2020
Kanał Sportowy
01.10.2020

Stanowski omawia biografię Brzęczka – „Mistrz i Małgorzata”, odcinek 1

Krzysztof Stanowski w nowej mini-serii „Mistrz i Małgorzata” omawia biografię selekcjonera reprezentacji Polski „W grze” autorstwa Małgorzaty Domagalik.  Spoiler, którego wszyscy się spodziewacie: to będzie miazga na niekorzyść tej książki. 
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Pozostał jeden krok. Legio, Lechu – po prostu go zróbcie!

Nie będziemy się bawić w przydługie wstępy, bo sprawa jest prosta jak budowa cepa. Legio Warszawa, Lechu Poznań – zróbcie to. Pozostał jeden krok. Awansujcie do fazy grupowej Ligi Europy. Polska piłka klubowa upadła w ostatnich latach naprawdę nisko. Najwyższy czas, by rozpocząć proces wygrzebywania się z tego bagna. A nie uda się tego dokonać, […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Lech i Legia w Lidze Europy – zakłady specjalne od TOTALbet!

Czwartkowy wieczór będzie dla naszych zespołów wyjątkowy. Po raz pierwszy od 1979 roku dawna w październiku dwie drużyny w pucharach. A możemy je mieć nawet w listopadzie, jeśli tylko Lech i Legia staną na wysokości zadania. Na dwumecz naszych eksportowych drużyn czeka cała piłkarska Polska, więc warto z tego skorzystać. Chociażby tak, jak robi to […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

W Azerbejdżanie trafiłbym do więzienia

– Jakbym pojechał do Azerbejdżanu, a na granicy zobaczyliby u mnie ormiańską pieczątkę, na pewno spytaliby, czy byłem w Górskim Karabachu. Jeśli przyznałbym się lub by mi to udowodnili – a udałoby im się, choćby poprzez zdjęcia na moim blogu – to trafiłbym do więzienia w Azerbejdżanie. Areszt na początku, to pewne, stamtąd wyciągnąć mnie […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Charleroi nie tak silne, jak Genk. Na co trzeba uważać? | ANALIZA

Dwa lata temu Racing Genk wyrzucił Lecha Poznań z Ligi Europy. Belgowie byli wówczas poza zasięgiem Kolejorza. Różnica klas rzucała się w oczy – nawet jeśli wynik dwumeczu tego nie odzwierciedlał. Czy podobnej deklasacji możemy spodziewać się dziś w starciu poznaniaków z Charleroi? Zdecydowanie nie. Ci „nowi Belgowie” nie są tak silni jak Genk i […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

PRASA. Novikovas: Kibicom Legii nic we mnie nie pasowało. Czasami docenia się po czasie

Co słychać w prasie przed meczami Lecha i Legii? Oczywiście sporo przeczytamy o samych spotkaniach. Ale mamy także ciekawy wywiad z Arvydasem Novikovasem, który trochę się z Warszawą rozlicza. – Niekiedy coś lub kogoś docenia się po czasie. Kiedy byłem w Legii, nic im się nie podobało. To źle, to jeszcze gorzej, a tamto już w […]
01.10.2020
Hiszpania
30.09.2020

Vinicius daje wygraną Realowi Madryt, bramkarze na pierwszym planie

Real Madryt nawet przez moment nie porywał nas dziś swoją grą, ale plan minimum zrealizował: wygrał z Realem Valladolid i po trzech meczach La Liga ma siedem punktów. Goście jak na swoje dość ograniczone możliwości wypadli całkiem przyzwoicie. Przy odrobinie szczęścia mogli pokusić się o jakąś zdobycz, jednak generalnie zwycięstwo faworyta było w pełni zasłużone.  […]
30.09.2020
Niemcy
30.09.2020

Nie taki ten Bayern straszny, choć dalej zwycięski. Lewy z kolejnym trofeum

To jest piłkarski rok Bayernu. Nie można z tym polemizować. Bawarczycy wygrywają na wszystkich frontach. Superpuchar Niemiec to ich kolejny wygrany puchar w 2020 roku. Hansi Flick zdobywa z Bayernem trofeum średnio co osiem spotkań. Gość do tej pory przegrał trzy mecze w roli pierwszego trenera Die Roten, a wygrał pięć trofeów. Robi wrażenie. Czy […]
30.09.2020
Weszło
30.09.2020

ŁKS nie bierze jeńców. Siedem meczów, siedem zwycięstw w sezonie

ŁKS ma dziwne hobby w tym sezonie: wygrywanie meczów. Bywa, że mają kłopoty, bywa, że coś zawalają, bywa, że przegrywają, że mają przestoje. Ale koniec końców na razie wygrali wszystko, co tylko przyszło im grać. Dzisiaj łodzianie wybrali się do Bełchatowa, zapakowali GKS-owi trzy bramki i w obliczu remisu Górnika Łęczna w Głogowie, są już […]
30.09.2020
Weszło
30.09.2020

Miedź w końcu wzięła rewanż na Radomiaku

Lipiec 2020. Miedź przyjeżdża do Radomia na mecz ligowy – 0:3 w ryj. Znów lipiec, ale już inne spotkanie, barażowe – 1:3 w ryj. Miesiąc później, tym razem w nowym sezonie, „Miedzianka” ponownie zawitała do Radomia, lecz na Puchar Polski. Efekt? 0:4 w ryj. Czarną passę udało się zakończyć dopiero teraz, w czwartej konfrontacji. Teoretycznie […]
30.09.2020
Weszło
30.09.2020

Edward Durda w Dwójce bez sternika. Przedstawiamy ramówkę Weszło FM na czwartek

W czwartek na antenie Weszło FM wprowadzi was duet Maja Strzelczyk & Michał Łopaciński. W trwającej  od 7 do 10 „Dwójce bez sternika” odwiedzi ich znany i lubiany Edward Durda, z którym porozmawiają m.in. o sukcesie Janka Błachowicza. Ale też jak znamy naszego gościa, nie zdziwimy się jeśli przy okazji zahaczy o wyścigi hartów, ulubione […]
30.09.2020
Weszło
30.09.2020

Korona bzyczała, Bruk-Bet dzielił ją gazetą. Łatwa wygrana ekipy Lewandowskiego

Nieciecza – choć kiedyś właściciele klubu potrafili się oburzyć na utratę miejsca na podium za Michniewicza – dłuższy czas już czeka na powrót do Ekstraklasy. Różni trenerzy próbowali przywrócić elitę: przez chwilę doświadczony Zieliński, potem specjaliści od awansów Kaczmarek i Mandrysz, ale nie szło. Zimą lejce przejął Lewandowski i choć przegrał baraże, to pracuje dalej […]
30.09.2020
Weszło
30.09.2020

Samuraj z kawą ze Starbucksa i trzema szamponami, czyli czasy Morioki w Śląsku

Cesarskie przywitanie we Wrocławiu. Gasnący samochód wymieniony na automat. Problemy z minusowymi temperaturami i zachwyt nad złotą polską jesienią. Kawa ze Starbucksa i nieintegrowanie się z kolegami z zespołu. Ani słowa po polsku i po angielsku. Trzy szampony do włosów. Przedwcześnie zakończy spływ kajakowy. Rozmowy z Rumakiem, ciężkie treningi u Urbana. Przebłyski i rozczarowania. Status […]
30.09.2020