post Avatar

Opublikowane 25.07.2020 14:45 przez

Wojciech Piela

Każdy sezon ma bohaterów nieoczywistych. Kiedyś w Ekstraklasie ni stąd ni zowąd Dawid Jarka wpakował cztery gole w meczu Górnika Zabrze z Zagłębiem Sosnowiec i niektórzy widzieli go nawet w reprezentacji Polski. To był jednak jednorazowy wyczyn, a jego bohater mimo wcale nie podeszłego wieku znajduje się na peryferiach poważnej piłki. Znacznie trudniej jest zachować regularność, zwłaszcza kiedy twój zespół nie należy do najlepszych w lidze. Danny Ings w tym sezonie brał udział w najwyższej klęsce w historii Premier League. Jego Southampton przegrał z Leicester 0:9, ale Anglik postanowił odgryźć się losowi.  

Przed ostatnią kolejką jego marzenia o koronie króla strzelców wcale nie należą do gatunku science-fiction. Gdyby on i jego koledzy w pewien deszczowy październikowy wieczór nie byli tak gościnni, dziś nie musiałby gonić Jamiego Vardy’ego. Miałby nad nim jednego gola przewagi. Southampton cały sezon próbuje jednak zerwać z łatką ekipy, która dała się zlać w tak bardzo okrutny sposób i odszczekuje się prześladowcom z pańskiego dworu. Triumf Ingsa nad Vardym w ostatniej kolejce smakowałby więc szczególnie i byłby dopełnieniem pięknej historii. Mówimy bowiem o zawodniku, który nie tylko wówczas musiał przełknąć gorycz srogiej porażki. Za nim bowiem poważna kontuzja, druga poważna kontuzja i… trybuny w finale Ligi Mistrzów. Poznajcie gościa, który w polu karnym rywala czuje się niczym Nikodem Dyzma na słynnym raucie u Prezesa Rady Ministrów. 

Stary znajomy kibiców Bournemouth

19 lipca 2020 roku. Danny Ings po raz kolejny w swojej karierze pojawia się na obiekcie Bournemouth – Vitality Stadium. Kiedyś to właśnie tutaj strzelał pierwszego gola w profesjonalnej przygodzie z futbolem w Anglii. – Wprowadzałem go do dorosłego futbolu. Zaimponował nam na wypożyczeniu w Dorchester w siódmej lidze. Skróciliśmy je, bo mieliśmy problemy z kontuzjami i potrzebowaliśmy go na miejscu. Zawsze chciał dotrzeć na sam szczyt i ciężko pracował. Oczywiście do tego potrzebny jest też talent, ale on miał go pod dostatkiem – wspomina menedżer Wisienek Eddie Howe.

W pierwszym sezonie zdobył siedem goli, a jego ekipa zakwalifikowała się do baraży o awans do Championship. Wówczas gra na zapleczu dla skromnej drużyny z południa Anglii to był szczyt marzeń. Dziś? Powrót w otchłań po pięciu latach pięknej przygody w Premier League. Postać Ingsa jest więc dla Bournemouth nieco tragiczna. Wtedy jego gole nie wystarczyły, bo w półfinale lepsze okazało się Huddersfield, a teraz, gdy przywdziewa obce barwy – jego trafienie właściwie przesądziło o losie Wisienek. Zresztą od zawsze marzył on o grze dla Southampton. W młodości odrzucono go, bo był zbyt mały i w ten sposób trafił do lokalnego rywala. Dzisiaj zdecydowanie wyrasta ponad St. Mary’s Stadium, a jego dorobek stanowi niemal połowę wszystkich goli strzelonych przez Świętych. 

Wychowywał się w Netley, przedmieściach Southampton w domu z dwiema siostrami. Od małego ganiał za piłką do tego stopnia, że opuszczał lekcje, aby dołączyć do innej klasy, która akurat miała WF. Jego rodzice rozstali się, gdy Danny miał 10 lat, a on zaczął mieszkać z tatą i jego nową partnerką Sue. Oni ukształtowali go nie tylko życiowo, ale też piłkarsko. – Nie pozwoliłbym mu wrócić do domu, gdyby na koniec treningu nie trafił w poprzeczkę z 40 metrów bez dotykania ziemi – wspomina ojciec Shane Ings.

Nic dziwnego, że zwracał u młodego uwagę na technikę – jego idolem była ówczesna gwiazda Świętych – Matt Le Tissier. Tata starał się go wspierać również w późniejszych latach, gdy musiał podwozić go niemal 50 km do Bournemouth. Raz jednak samochód zepsuł się na autostradzie i Danny musiał dzwonić po kolegę. Inaczej spóźniłby się na mecz, choć ojciec oczywiście dojechał na drugą połowę.

Szczególną więź między nimi podkreśla tatuaż na sercu, na którym widać małego chłopca z piłką pod pachą prowadzonego w kierunku światła przez tatę. Nawet jeśli nie może być na stadionie, to ogląda mecze w telewizji, dzwoni do mnie i jest pierwszym recenzentem. Nie mogłem prosić o lepszego tatę, który byłby dla mnie mentorem i pomógł mi zostać piłkarzem, jakim jestem dzisiaj – opowiadał Ings, który kilka lat temu kupił swojej rodzinie nowy dom mniej więcej milę od miejsca, gdzie się wychował. Shane i Sue mogli więc zamieszkać w lepszych warunkach jednocześnie nie opuszczając znajomych rejonów. 

Po dobrym sezonie w League One 19-latek zaczął wzbudzać zainteresowanie Liverpoolu czy Celticu, a grające w Premier League Fulham płaciło 400 000 funtów. Bournemouth chciało jednak więcej i ostatecznie oddało swojego asa za milion do Burnley czyniąc go tym samym najdrożej sprzedanym graczem w historii klubu. Ings od samego początku nie mógł czuć się samotnie, gdyż na Turf Moor spotkał wspominanego już Eddiego Howe’a. Po raz pierwszy w życiu okazało się jednak, że w gwiazdach nie jest mu zapisana łatwa i przyjemna kariera. Już na pierwszym treningu doznał kontuzji kolana, co sprawiło, że w nowym zespole zadebiutował po niemal pół roku. Później z klubu odszedł również Howe, jednak okazało się, że dopiero wraz z przyjściem jego następcy kariera Ingsa nabrała rozpędu.  

Wzlot w elicie

– Gdy grał u nas, prawdopodobnie był swoim największym krytykiem. Zawsze wszystko chciał lepiej, szybciej i mocniej. Nie zawsze było to dobre, ale dzięki temu strzelał mnóstwo goli – przypominał w lutym przed meczem Southampton – Burnley menedżer gości Sean Dyche. Znany jako “Rudy Mourinho” 49-letni Anglik przejął zespół w październiku 2012 roku i już w swoim pierwszym pełnym sezonie doprowadził The Clarets do awansu do Premier League. Ings na początku pozostawał w cieniu Charliego Austina, jednak po transferze napastnika do QPR, wyrósł na prawdziwą gwiazdę. Do spółki z Samem Vokesem wpakowali oni aż 41 goli, co stanowiło ponad połowę wszystkich trafień Burnley. Ich duet spokojnie mógłby nosić imię Dusana Radolsky’ego, który swego czasu w Groclinie Grodzisk chwalił się współpracą “dużego” Grzegorza Rasiaka z “małym” Andrzejem Niedzielanem.

– Mniejszy był oczywiście Danny, ale rozumieliśmy się bez słów. Niestety na początku sezonu w Premier League doznałem poważnej kontuzji i wróciłem dopiero na Boxing Day. Czy gdybyśmy mogli grać razem od początku, losy Burnley potoczyłyby się inaczej? Nigdy nie wiesz, ale na pewno fajnie byłoby się sprawdzić. Pamiętam, jak jeszcze grając w Championship mierzyliśmy się w Pucharze Anglii z Southampton. Przegraliśmy 3-4, ale obaj strzeliliśmy po golu, co pokazało, że z lepszymi również dawaliśmy radę – wspomina Vokes. Ings mógł jednak tym razem dziękować niebiosom za cały sezon bez problemów zdrowotnych, co pozwoliło mu strzelić w debiutanckim sezonie w elicie 11 goli. Wobec spadku Burnley stało się więc jasne, że jego pozostanie na Turf Moor trudno będzie sobie wyobrazić.  

Ings opuszczał Burnley nie tylko jako znakomity piłkarz, ale również człowiek, który założył fundację zrzeszającą ponad 600 niepełnosprawnych dzieci marzących o karierze sportowca. Dodatkowo, wszystkich poruszył obrazek po jednym z meczów w trakcie kampanii 2013-14, gdy Burnley pruło w kierunku wymarzonej Premier League. Podczas spotkania wykonywałem rzut rożny i chwilę porozmawiałem z dzieciakiem stojącym na trybunie tuż za linią. Po końcowym gwizdku podszedłem do niego i dałem mu buty i koszulkę. Gdy zobaczyłem jego radość na twarzy pomyślałem sobie: jeśli takim prostym gestem jestem w stanie uczynić dla kogoś tak wiele, to czemu tego nie rozszerzyć? Wtedy powstał pomysł na założenie fundacjiopowiada Ings.

Danny wyrósł w niełatwym środowisku, więc teraz ma chęć pomagania. Zawsze staraliśmy się mu ułatwiać życie, ale czasem do Bournemouth na treningi musiał dojeżdżać sam, a na tydzień dostawał 40 funtów. Nie jest to może skrajna bieda, ale w domu się nie przelewało – wtóruje mu tata Shane 

Transfer na Anfield

Gdy w czerwcu 2015 roku w wieku 23 lat podpisywał kontrakt z Liverpoolem wydawało się, że The Reds zaklepują sobie go na najlepsze lata kariery. Ings wraz z Christianem Benteke i Roberto Firmino mieli stworzyć zupełnie nowy atak Liverpoolu po rozczarowującym sezonie, gdy kibice na Anfield musieli męczyć się z Balotellim, Lambertem czy Borinim. Okazało się jednak, że te transfery były łabędzim śpiewem Brendana Rodgersa, który już w październiku opuścił klub. Aczkolwiek, dla Ingsa sam początek sezonu był obiecujący. Udało mu się choćby strzelić gola w derbach z Evertonem, a także po raz pierwszy otrzymać powołanie do reprezentacji Anglii.

Dowiedzieliśmy się o tym w trakcie robienia zakupów. W trakcie przerwy na kadrę Danny miał bowiem przyjechać do nas i chcieliśmy wybrać się na ryby. Shane od razu spytał: zdajesz sobie sprawę, że przez ciebie muszę zrezygnować z całkiem niezłej przynęty?! – z uśmiechem opowiadała po latach Sue, która dla Danny’ego była kimś w rodzaju matki. Ings zadebiutował wchodząc z ławki przeciwko Litwie, a na Anfield nastał czas Jurgena Kloppa. Szybki piłkarz ze zmysłem do szukania sobie wolnej przestrzeni na pewno przydałby się w układance niemieckiego menedżera, jednak w jego życiu powróciły stare demony. Na pierwszej sesji treningowej pod okiem nowego trenera Ings poczuł ból w lewym kolanie. Diagnoza brzmiała jak wyrok: zerwane więzadła i pauza do końca rozgrywek.  

Determinacji Ingsowi w szybkim powrocie do zdrowia nie brakowało. Udało mu się zagrać bowiem jeszcze w ostatnim meczu sezonu z West Bromem. Po letnim okresie przygotowawczym reprezentant kraju zaczął strzelać na potęgę w rezerwach i szykował się do powrotu do pierwszego zespołu. Klopp powoli zaczął tworzyć swoją maszynę, gdyż w składzie byli już Sadio Mane oraz wspomniany wcześniej Firmino, ale dla Ingsa również miało znaleźć się miejsce. 25 października 2016 po niewinnie wyglądającym starciu z Kevinem Wimmerem z Tottenhamu padł jednak na ziemię i po raz kolejny poczuł wielką bezsilność.

Na dziewięć miesięcy wypadł ze składu Liverpoolu, który miał być przecież dla niego trampoliną do trofeów, nagród i chwały. – Moje myśli tamtego wieczoru były zupełnie inne. Zastanawiałem się, czy kiedykolwiek zagram jeszcze w piłkę. Może nie będę tego nazywał depresją, ale psychicznie byłem zdewastowany – trudno dziwić się Anglikowi, który na początku listopada po raz drugi w Liverpoolu rozpoczął żmudną rehabilitację.  

– Każdy fałszywy ruch mógł mieć fatalne konsekwencje. Jestem niesamowicie wdzięczny Mattowi Konopinskiemu, który na nowo nauczył mnie biegać. Naprawdę, nawet z tym miałem problem. Matt i jego ludzie siedzieli u mnie w domu całymi dniami. Niezwykle to doceniam, bo przecież każdy ma swoje rodziny. Mogliby pójść do nich i z nimi spędzić czas po pracy. Czy oni uratowali moją karierę? Myślę, że tak. Zdecydowanie – mówi 28-latek.

Jego problemy zdrowotne były tym bardziej bolesne, że poza boiskiem także stanowił wartość dodaną dla zespołu. Wraz z Jordanem Hendersonem, Adamem Lallaną czy Jamesem Milnerem lubili dłużej posiedzieć przy posiłkach, aż ochrzczono ich klubem śniadaniowym. Czasem już po transferze dosiadał się do nich Virgil Van Dijk, który niegdyś podczas wyświetlania filmów ze starymi meczami Liverpoolu zagaił do Milnera: Milly, z którym grasz numerem?

Żarty pomagały mu się odstresować, ale największą ulgę poczuł, gdy w końcu udało się wrócić. 19 września 2017 roku wszedł na boisko w przegranym meczu Pucharu Ligi z Leicester. Od momentu transferu dwa lata wcześniej był to jego dopiero dwunasty występ w koszulce The Reds. Z zespołu rozbitego zastał już prawdziwy gwiazdozbiór – z Salahem, Wijnaldumem czy coraz mocniej wchodzącymi do zespołu Alexandrem-Arnoldem i Robertsonem.

Do końca sezonu wytrwał już bez żadnych problemów zdrowotnych i nawet strzelił gola w meczu z West Bromem, ale na sam koniec nie załapał się na ławkę rezerwowych w finale Ligi Mistrzów z Realem. – To pomogło mi podjąć decyzję o odejściu, choć z klubu nikt mnie nie wypychał. Jurgen Klopp zaproponował mi nawet propozycję nowego kontraktu, ale wiedziałem, że przy takiej rywalizacji w Liverpoolu nie mam szans. Pod koniec sezonu dostałem szansę gry w wyjściowym składzie i stojąc w tunelu poczułem motyle w brzuchu. Chciałem odejść i przeżywać to co tydzień, a nie tylko od święta. W Liverpoolu nie pokazywałem swojego zdenerwowania, więc wszyscy mnie lubili. Ale w domu zamykałem się z psami i przesiadywałem na kanapie. Musiałem odbudować swoją markę – opowiada napastnik.

Ostatecznie najpierw na wypożyczenie, a potem już w ramach transferu definitywnego powrócił do macierzy – wzmocnił Southampton za 20 milionów funtów. Co ciekawe, tylko za milion mniej przeniósł się w podobnym czasie do Bournemouth Dominic Solanke. W minioną niedzielę, jak na dłoni było widać, kto zrobił lepszy interes.  

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Niektórzy fani Świętych uważali, że to pieniądze wyrzucone w błoto. Wątpliwości nie pomógł rozwiać pierwszy sezon. Ings strzelił w nim siedem goli, ale znów trapiły go drobne problemy, przez co opuścił w sumie sześć spotkań ligowych. Obecne rozgrywki nie pozostawiają już jednak cienia złudzeń, a przed ostatnią kolejką były napastnik Burnley nadal ma realne szanse, aby stać się pierwszym w historii królem strzelców Premier League przywdziewającym barwy Southampton. Wszyscy zachwycają się jego prawą nogą, z której strzelił ponad połowę swoich goli w tym sezonie, ale on sporo zawdzięcza również swojej dziewczynieAnastacii. To ona przekonała go do ćwiczeń pilates, dzięki którym jest bardziej rozciągnięty i nie odczuwa dyskomfortu pod kolanami. Dodatkowo, jego diety pilnuje prywatny kucharz, dzięki czemu w piątkowy wieczór może pozwolić sobie nawet na kawałek ulubionej szarlotki.  

Gole strzelał w tym sezonie niemal w każdy możliwy sposób. Korzystał choćby z głupich błędów bramkarzy (przykładem pomyłki Adriana z Liverpoolu i Llorisa z Tottenhamu) i obrońców (Nakamba z Aston Villi, Kelly z Crystal Palace), co było efektem powrotu do dobrej formy psychicznej. – Tłumaczyłem mu, że nie może się bać o zdrowie, tylko cały czas musi naciskać obrońców. Tak jak to robił kiedyś w Burnley za Seana Dyche’a. Dzięki temu, że szedł do końca, zdobył kilka goli – opowiadał trener Southampton Ralph Hassenhuttl.

Anglik potrafił jednak również przerzucić piłkę nad Tobym Alderweireldem i wpakować do bramki w stylu Paula Gascoigne’a z EURO 1996. Najczęściej próbuje on natomiast podkręcać futbolówkę w boczną siatkę, co sprawia, że jest ona często poza zasięgiem bramkarza. Nieprzypadkowo również Ings jest w czołówce rankingu zawodników, którzy trafiali w tym sezonie w słupek albo poprzeczkę. Większość ze swoich goli zdobył na wyjeździe, gdzie często ma więcej przestrzeni w okolicach pola karnego, gdyż zespoły nie bronią tak głęboko, jak wtedy, gdy przyjeżdżają na St. Mary’s Stadium. Taktyka Świętych opiera się na dużej liczbie przejęć piłki, a dzięki temu Ings może wykorzystać niepoczytalność rywali. A mówimy o nie byle jakich zespołach, bo 28-latek trafiał w tym sezonie przeciwko wspomnianym Tottenhamowi i Liverpoolowi, ale również Chelsea i Arsenalowi. Od początku poprzedniego sezonu tylko Sergio Aguero ma więcej goli w meczach przeciwko TOP6.  

Przebywając blisko domu rodzinnego odzyskał radość z gry na tyle, że nauczył się grać na gitarze piosenki Eda Sheerana. Oczywiście wychodzi mu to gorzej niż strzelanie goli, ale kto by się przejmował. W reprezentacji Anglii licznik jego występów zatrzymał się na jedynce tylko dlatego, że nadeszła pandemia koronawirusa i w tym roku nie odbyły się mecze. Gareth Southgate ma go bowiem w swoim notesie, a wśród komentatorów coraz bardziej znaczące są głosy nawołujące do powołania na EURO 2020.

– Jeśli utrzyma formę, może go czekać turniej na miarę Toto Schillaciego czy Diego Forlana – mówił w styczniu były świetny napastnik Arsenalu Ian Wright. Oczywiście, EURO zostało przełożone, ale dlaczego po takim sezonie należałoby to rozpatrywać jako problem? W przeciwieństwie do Vardy’ego napastnik Southampton nie zrezygnował z występów w kadrze i jest jeszcze przed trzydziestką. Nadal spokojnie może więc marzyć o pozycji nr 2 w ataku tuż za kapitanem kadry Harrym Kanem. Po tylu przejściach kolega klubowy Jana Bednarka wśród kibiców na pewno znajdzie wielu zwolenników, a jego historia zdecydowanie może być inspiracją dla wszystkich poszukujących światełka w tunelu.  

WOJCIECH PIELA

fot. Newspix

Opublikowane 25.07.2020 14:45 przez

Wojciech Piela

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Thiaguinho
Thiaguinho

„niepoczytalnosc rywali”??? Chyba nieporadnosc panie autorze

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Ładne.

Weszło
22.09.2020

Michniewicz na tle poprzedników, czyli czy CV prawdę ci powie?

Kultowy niedźwiedź z wieloletnim doświadczeniem w rosyjskich klubach. Albańczyk, który w Belgii przewrócił się na piłkach. Mentor, który wychował tłumy młodych. Romantyczny twórca nowych definicji piłkarskich, który nie nadawał się na trenera. Jego efemeryczny następca. Awanturujący się wagabunda o wdzięcznym pseudonimie Ryszard Lwie Serce. Pan od zapieprzania. Oto poprzednicy Czesława Michniewicza na ławce trenerskiej Legii […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Kenny Saief, czyli nadzieja Lechii na choćby przyzwoity sezon

Lechia Gdańsk w ostatnich latach – delikatnie mówiąc – nie słynęła z obsady pozycji numer dziesięć. Cholera, być może trzeba się cofnąć aż do czasów Razacka Traore, by znaleźć naprawdę konkretnego piłkarza, a i on wędrował przecież na boisku w różne rejony, od skrzydła po napad. W każdym razie w kolejnych latach nikt lepszy się […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Legia z prezentem, a później pokrzywdzona. Wilusz zasłużył na wykluczenie

Czy Legia została skrzywdzona? A może tym razem zyskała na błędach sędziów? Czy Maciej Wilusz powinien pić meliskę przed meczami? No i co z tymi przeklętymi zagraniami ręką w polu karnym? Kolejny weekend znów przyniósł nam kilka weryfikacji w Niewydrukowanej Tabeli. Choć tak po prawdzie, to nie była łatwa kolejka do sędziowania. Zaczynamy od meczu […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Przeklęte Wyspy Owcze i technologiczny skok. Sukcesy i porażki Michniewicza w kadrze U-21

Czesław Michniewicz jest już jedną nogą poza reprezentacją Polski do lat 21. Odejdzie z niej raczej prędzej niż później. Ale co po sobie zostawi? Jaki bilans po trzech latach sprawowania stanowiska przez Michniewicza, mają biało-czerwoni? Co mu się udało, a co zawalił lub najzwyczajniej w świecie mógł zrobić trochę lepiej? Nie ma wątpliwości, że bilans […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Jeden klub, jeden trener. Klich i Kapustka od Tarnovii do kadry | KOPALNIE TALENTÓW

Ich pierwszy trener mówi o przypadku, twierdząc, że Mateusz Klich i Bartosz Kapustka poradziliby sobie gdziekolwiek by nie zaczynali, a on akurat miał szczęście, że na nich trafił. Większe zasługi niż sobie przypisuje rodzicom swoich najbardziej znanych byłych podopiecznych. Chyba jednak prowadzący ich za młodu Krzysztof Świerzb jakąś cegiełkę do tego dołożył, skoro nawet teraz […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Chodyna na radarze, Makowski cofa się w rozwoju

Za nami cztery kolejki nowego sezonu Ekstraklasy. Gdy patrzymy na ten okres przez pryzmat młodzieżowców, trochę brakuje nam odkryć. Jasne, poprzedni rok pokazał, że warto w tej kwestii trochę poczekać, bo choćby Michał Karbownik, Bartosz Białek czy Jakub Moder wypłynęli na szerokie wody dopiero z czasem, ale byli też tacy, którzy zaskoczyli od pierwszej kolejki […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Spokojnie, zaraz się rozkręci. Boruc jak film o facecie w łódce?

Powrót Artura Boruca do Legii Warszawa to bez dwóch zdań największe wydarzenie trwającego jeszcze okienka. Celowo nie użyliśmy w tym kontekście słowa „transfer”, bo ten ruch wykracza poza same kwestie sportowe, ale jedno trzeba wyraźnie zaznaczyć – to właśnie one wciąż powinny być na pierwszym planie. A na starcie tego sezonu nie ma co kryć […]
22.09.2020
Włochy
22.09.2020

Sfałszowany egzamin z włoskiego, czyli w co pogrywa Luis Suarez?

„Spoczywa na tobie wielka odpowiedzialność. Jeśli go oblejesz i gość nie dostanie obywatelstwa, to dopiero się zacznie. Rozpoczną atak terrorystyczny” – mówi na nagraniu rozmówca Stefanii Spiny. Czy to fragment filmu akcji? Nie. To konspiracyjna konwersacja uniwersytecka w sprawie językowego egzaminu Luisa Suareza, koniecznego do uzyskania włoskiego paszportu. Egzaminu, który Urugwajczyk podobno zdał z łatwością. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Czereszewski: Holendrzy w Stomilu? Dzięki mnie klub zarobi na nich niemałe pieniądze

Temat Stomilu, dziwnych transferów do klubu i zmian, które w ciągu ostatnich dni zaszły w Olsztynie, nie schodzi z ust kibiców. Wczoraj przyjrzeliśmy się jednej stronie sprawy, o której rozmawialiśmy także w I-ligowej części „Weszłopolskich”. Dziś oddajemy głos drugiej ze stron, a konkretniej Sylwestrowi Czereszewskiemu, który nie stroni od mocnych słów. Doniesienia portalu stomil.olsztyn.pl nazywa […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Gdy rozum śpi, a Lewandowski zagrywa krzyżakiem, budzą się demony

Środkowy pomocnik przejmuje piłkę na środku boiska, zagrywa ją na prawo do skrzydłowego, ale nie zatrzymuje się, tylko biegnie na pełnej w pole karne. I słusznie, bo zaraz dostaje podanie zwrotne od kolegi, wystarczy dołożyć nogę i po wszystkim. Tak też się dzieje – pewny strzał i bramkarz nie ma szans. Ale co to? Kibice […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Ring cię zweryfikuje. Nie masz za kim się schować”

– Moja walka? Jakbyś Rocky’ego oglądał. Cały mój plan szybko poszedł w pieruny. Myślałem, żeby dużo tańczyć, atakować seriami i odskakiwać, tak miałem zaplanowane treningi. Ale walczyliśmy na najmniejszym możliwym wymiarze ringu, więc nie było za bardzo gdzie uciekać. Trener powiedział mi więc „Kamil, musisz się bić”. A że lubię się bić, to się biliśmy. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Pół roku transmisji sportowych za darmo – promocja specjalna PKO Banku Polskiego

Nasi partnerzy z PKO Banku Polskiego mają do zaproponowania kapitalną promocję dla wszystkich ekstraklasowych świrów. I nie tylko! Do zgarnięcia półroczny darmowy dostęp do transmisji sportowych lub filmów na platformie CANAL+ telewizja przez internet. Na czym polega cała akcja? Już tłumaczymy. Najpierw trzeba założyć PKO Konto za Zero z Oficjalną Kartą Ekstraklasy. Jedną z tych, […]
22.09.2020
KTS
22.09.2020

Podryw na zerwane więzadło i kolejny rekord! KS Bednarska 1:15 KTS Weszło

Idziemy jak burza. W rywalizacji z ostatnią w tabeli Bednarską wydatnie poprawiliśmy bilans strzelecki. Drużyna nie zawiodła i zaaplikowała rywalom aż 15 bramek. Łapcie obszerne kulisy ostatniego spotkania KTS-u Weszło.  fot. FotoPyk
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

PRASA. Strejlau: Legia robi błąd. To Jacek Zieliński powinien zostać jej trenerem

Temat dnia w prasie jest oczywisty – Czesław Michniewicz w Legii Warszawa. W „Przeglądzie Sportowym” o nowym szkoleniowcu wypowiadają się eksperci. Mocną tezę wysunął Andrzej Strejlau. – Zastanawia mnie, kto zdecydował o zwolnieniu trenera Vukovicia. Strategię klubu wyznacza prezes, wiceprezes albo dyrektor sportowy. Któryś z nich popełnił błąd, decyzja o zwolnieniu była tego dowodem. Uważam, […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Bielsa uczy: największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich”

– Bielsa wychodzi z założenia, że największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich. Wtedy najłatwiej jest coś zepsuć. Trudniej wtedy spostrzec, że zespół potrzebuje zmian, żeby się rozwijać. Bo przecież jest wciąż wynik. A pewna formuła może się właśnie kończyć i trzeba nie lada geniuszu, by dostrzec ten moment nim będzie […]
22.09.2020
Anglia
21.09.2020

Wilki się nie położyły, ale na Citizens to i tak za mało

Nadspodziewanie dobrze zaprezentował się zespół Wolverhamptonu na tle Manchesteru City. A może raczej wypadałoby napisać – zaskakująco niewielki był opór Citizens przed powstrzymywaniem ataków Wolves. Oczywiście, Manchester City przeważał przez większą część spotkania. Oczywiście, utrzymał również korzystny wynik do 90. minuty. Ale chyba nikt nie przypuszczał po bramce Fodena na 2:0, że gospodarze zdołają jeszcze […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Jagiellonia ściągnęła Piasta na dno

Piast miał się podbudować meczem z Jagiellonią przed starciem z FC Kopenhaga, tymczasem tylko się dobił. Za nami już cztery ligowe kolejki, a gliwicki zespół ciągle czeka na premierowego gola. Na dodatek nie pomógł dziś Frantisek Plach i w efekcie „Jaga” przełamała passę czterech kolejnych porażek z podopiecznymi Waldemara Fornalika. To nie tak, że Piast […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

WESZŁOPOLSCY: MICHNIEWICZ W LEGII WARSZAWA, WIELKI MECZ GÓRNIKA

Powiedzieć, że to gorący dzień w Ekstraklasie, to nic nie powiedzieć. I trzeba przyznać, że termin naszego programu zgrał się idealnie: ledwo Legia ogłosiła Czesława Michniewicza, a wjeżdżają Weszłopolscy w składzie Mateusz Rokuszewski, Jakub Białek, Paweł Paczul, Adam Sławiński, Szymon Janczyk, Samuel Szczygielski. Jaka będzie ta Legia? Co dalej z Vukoviciem? Kto w szatni Legii […]
21.09.2020