post Michał Kołkowski

Opublikowane 09.07.2020 12:01 przez

Michał Kołkowski

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych trofeów do gabloty stanie się przy Bułgarskiej normą, ale Lechowi od tamtego czasu udało się zgarnąć jeszcze tylko jedno mistrzostwo i kilka mniej prestiżowych Superpucharów. Jeżeli chodzi o Totolotek Puchar Polski, poznaniaków ogarnęła totalna niemoc. Nie ma tak dogodnej sytuacji do zwycięstwa w tych rozgrywkach, której piłkarze Lecha nie potrafiliby spartolić. Zwykle na ostatniej prostej.

Uporządkujmy sobie wszystkie pucharowe klapy Lecha. Lista jest już naprawdę okazała.

Sezon 2009/10

Na początek dość krótka opowieść. Obrońcy tytułu wywalczonego w maju 2009 roku bardzo szybko pożegnali się z kolejną edycją rozgrywek. Lech wyleciał z Pucharu Polski jeszcze we wrześniu, na etapie 1/16 finału. W rzutach karnych lepsza okazała się Stal Stalowa Wola. Po stronie „Stalówki” z jedenastu metrów nie pomylił się żaden zawodnik, w zespole Lecha swoje próby zmarnowali Ivan Djurdjević oraz Dimitrije Injac. Bohaterem serii jedenastek został Tomasz Wietecha, bramkarz i wychowanek Stali, który odbił oba strzały lechitów.

Zresztą golkiper gospodarzy już podczas podstawowego czasu gry miał mnóstwo roboty, bo wielokrotnie jego czujność sprawdzał między innymi Robert Lewandowski. Dramatyczny przebieg miała dogrywka, którą Lech kończył w dziewiątkę. Z boiska wylecieli Seweryn Gancarczyk i – cóż za zaskoczenie! – Sławomir Peszko. Po meczu trener Jacek Zieliński bił się w pierś. – Mogę tylko przeprosić naszych kibiców, którzy przejechali 600 kilometrów, żeby obejrzeć taki blamaż. To jest dla mnie tragedia. „Stalówce” gratuluję zwycięstwa, które wydarła nam z gardła. Zawsze wiedziałem, że to jest zespół z charakterem. My możemy się teraz tylko bić w piersi, ale już na niewiele się to zda – grzmiał szkoleniowiec Lecha podczas pomeczowej konferencji prasowej.

O tej zawstydzającej wpadce naturalnie zapomniano, gdy parę miesięcy później „Kolejorz” po raz pierwszy od kilkunastu lat sięgnął po mistrzowski tytuł. Ale to był dopiero początek całego pasma pucharowych niepowodzeń.

Sezon 2010/11

Tym razem obyło się bez porażki w przedbiegach. W sezonie 2010/11 Lech dotarł do finału Pucharu Polski, w wyjątkowo dramatycznych okolicznościach eliminując w półfinale rozgrywek Podbeskidzie Bielsko-Biała. Ekipa z Pogórza Śląskiego najpierw zremisowała w Poznaniu 1:1 dzięki bramce zdobytej w doliczonym czasie gry, a potem bardzo długo prowadziła 2:0 przed własną publicznością. Jednak Lech zerwał się do odrabiania strat i ostatecznie zwyciężył w Bielsku-Białej 3:2. – Przy stanie 2:0 w 70. minucie w I lidze nie wypuszczamy takich okazji do zwycięstwa z rąk. Graliśmy jednak z Lechem Poznań i moi podopieczni przez chwilę chyba o tym zapomnieli. To kosztowało nas utratę bramek i nasza przygoda z Pucharem Polski się skończyła. Mimo odpadnięcia jestem dumny z chłopaków i na pewno możemy chodzić z podniesioną głową – mówił szkoleniowiec bielszczan, Robert Kasperczyk.

W majowym finale, który rozegrany został na stadionie im. Zdzisława Krzyszkowiaka w Bydgoszczy, naprzeciw Lecha stanął największy rywal, czyli naturalnie Legia Warszawa. „Kolejorz”, którym dowodził już wówczas Jose Mari Bakero, wyszedł na prowadzenie za sprawą fenomenalnej bramki Injaca, ale „Wojskowi” odpowiedzieli w drugiej połowie szczęśliwym golem Manu. Ostatecznie doszło do rzutów karnych, w których lepsza okazała się ekipa Macieja Skorży. Bartosz Bosacki z Lecha pomylił się już w pierwszej turze jedenastek, a potem wszyscy piłkarze solidarnie skierowali futbolówkę do siatki.

Legia zgarnęła puchar, Lech musiał obejść się smakiem.

Czy warszawska drużyna z przebiegu spotkania zasłużyła na triumf? No nie. Lech miał zdecydowaną przewagę, lecz nie potrafił jej udokumentować bramkami. Klasyka. Inna sprawa, że piłkarskie aspekty finału powędrowały na dalszy plan, ponieważ po meczu na bydgoskim stadionie rozgorzała sporego kalibru zadyma, która stała się medialnym tematem numer jeden na długie tygodnie.

Sezon 2011/12

Edycja kompletnie bez historii dla Lecha. Poznaniakom udało się wyeliminować Polonię Bytom w 1/8 finału rozgrywek. Ale już w kolejnej rundzie lepsza okazała się Wisła Kraków, która pokonała „Kolejorza” w dwumeczu dwa razy po 1:0.

Sezon 2012/13

Kolejna odsłona Pucharu Polski zakończyła się jeszcze jedną wpadką Lecha. „Kolejorz” z turniejem pożegnał się jeszcze we wrześniu, czyli w swoim pierwszym występie. Lepsza okazała się wówczas Olimpia Grudziądz, która pokonała faworyzowanych rywali 2:1 po dogrywce. Nie było mowy o żadnym szczęściu – podopieczni Mariusza Rumaka zaprezentowali się o klasę gorzej od pierwszoligowych przeciwników.

Dla Rumaka był to czas podwójnie trudny, bo Lech do starcia z Olimpią przystępował świeżo po odpadnięciu z Ligi Europy. Głośno się wówczas mówiło o zwolnieniu początkującego szkoleniowca. – Wczorajszej porażki w Grudziądzu w Pucharze Polski nie sposób wytłumaczyć. To po prostu nie powinno się wydarzyć. W najczarniejszych myślach nie zakładaliśmy, że zespół z aspiracjami do mistrzostwa Polski okaże się zbyt słaby na ubiegłorocznego beniaminka I ligi. Jak najszybciej piłkarze oraz sztab szkoleniowy muszą dotrzeć do sedna problemu, który sprawił, że w Grudziądzu zespół zagrał na zatrważająco niskim poziomie – tak brzmiało oficjalne oświadczenie prezesa Lecha, Karola Klimczaka. Ale ostatecznie do nerwowych ruchów nie doszło.

Sezon 2013/14

Rumak pozostał zatem na stanowisku i w kolejnym sezonie Lech znowu przedwcześnie pożegnał się z Pucharem Polski. Tym razem lepsza okazała się Miedź Legnica, wówczas pierwszoligowa. Legniczanie pokonali ekipę „Kolejorza” 2:0 w ramach 1/8 finału rozgrywek. Spokojnie mogli jednak pokusić się bardziej okazałe zwycięstwo. Lech był kompletnie bez argumentów. Przegląd Sportowy pisał po tamtym spotkaniu: – Jeśli Miedź ma zamiar tak grać do końca sezonu, to hasło „ekstraklasa dla Legnicy” brzmi całkiem zachęcająco. Pierwszoligowiec pokazał kawał dobrej piłki, która wcale nie wygląda gorzej od młócki, jaką na co dzień serwują nam w ekstraklasie zawodnicy Ruchu, Widzewa czy Korony. Ba, Miedź piłkarsko wyglądała o wiele lepiej niż Lech. Przynajmniej taka w formie z wczoraj.

Tymczasem Rumak znów musiał kajać się po pucharowej wtopie: – Ciężko jest wygrać mecz, jeśli drużyna nie oddaje przez 90 minut dobrego strzału na bramkę i tak bardzo brakuje jej precyzji w ostatnim podaniu.

Sezon 2014/15

Rozstanie z Rumakiem na początku kolejnych rozgrywek przyniosło znaczącą poprawę rezultatów „Kolejorza” w Pucharze Polski. Maciej Skorża dotarł z poznaniakami aż do finału rozgrywek. Choć niewiele brakowało, a wyłożyłby się szczebelek wcześniej i to w starciu z Błękitnymi Stargard. Niżej notowanych rywali udało się jednak ostatecznie odprawić i Lech wywalczył sobie udział w finale na Narodowym.

Tam lepsza okazała się jednak Legia Warszawa.

– Dla mnie kluczowym momentem sezonu był właśnie przegrany ten finał – uważał Dariusz Motała, wówczas kierownik drużyny Lecha. – Trener Skorża to człowiek, który bardzo emocjonalnie reaguje na porażki. Nie potrafi się z nimi pogodzić, przeżywa je. Pamiętam, jak wpadł do szatni po tym przegranym finale. Natychmiast powiedział piłkarzom, że mają dziesięć minut, żeby się wykąpać, spakować i wyjść. Uciekać z tej szatni. Potem stwierdził z pełnym przekonaniem: „Za tydzień tu wracamy. I wygramy na Łazienkowskiej”. Stwierdził to z takim przekonaniem i z taką wiarą w ten zespół, że te słowa brzmiały mi w uszach po końcowym gwizdku kolejnego, ligowego spotkania z Legią tydzień później. Gdy rzeczywiście wygraliśmy 2:1 na Łazienkowskiej.

– My w pierwszej połowie finału prowadziliśmy 1:0 – dodał. – Wynik wymknął się nam z rąk, ale mieliśmy świadomość, że z gry to nam należał się triumf. Że powinniśmy byli dobić rywali. Trener to widział. Wyczuł, że jesteśmy mocniejsi od Legii, nawet jeżeli wynik na to nie wskazywał. No i kolejne spotkanie okazało się kluczem, który otworzył drzwi do mistrzostwa.

Fakt. Legia w finale Pucharu Polski zwyciężyła z Lechem 2:1, ale już tydzień później podopieczni Macieja Skorży odpowiedzieli warszawskiej ekipie pięknym za nadobne. Pokonali obrońców tytułu na ich terenie dzięki dwóm bramkom zdobytym tuż po przerwie spotkania. Co nie zmienia faktu, że krajowego pucharu ponownie nie udało się wywalczyć, choć lechici naprawdę mieli w dłoni wszelkie argumenty, by wiosną 2015 roku sięgnąć po prostu po podwójną koronę. Cóż, może z lepszym golkiperem niż Maciej Gostomski by się to udało.

Sezon 2015/16

Kolejny sezon, kolejny finał, kolejna porażka z Legią Warszawa. Tym razem zdecydowanie bardziej dotkliwa, bo w lidze Lech od dawna był już bez szans na obronę mistrzowskiego tytułu, więc triumf w Pucharze Polski stanowił jedyną możliwość uratowania spapranego sezonu. No ale naturalnie nic z tego nie wyszło. Drużyna Jana Urbana poległa na Stadionie Narodowym 0:1, gola na wagę zwycięstwa „Wojskowych” zdobył w tamtym spotkaniu Aleksandar Prijović.

Kiedy Prijović strzelił zwycięskiego gola, skończył się mecz, a zaczęła się farsa.

Pisaliśmy na Weszło: „Jedna przerwa. Druga przerwa. Trzecia. Czwarta. Z meczu zrobił się jeden wielki grill, a jeśli jakiś niezaznajomiony z realiami turysta patrzył na Narodowy z drugiej strony Wisły, to pewnie pomyślał, że właśnie wybrano tam nowego papieża. Dopóki jednak race tworzyły oprawę – wszystko mogło się podobać. Ale kiedy kilkadziesiąt (tak, dosłownie kilkadziesiąt, w kilku „turach”) rac poleciało w kierunku Arkadiuszu Malarza, cały prestiż tego święta futbolu został zdewastowany. W pewnym momencie było ich w polu karnym tyle, że Lechowi nie opłacało się nawet przeprowadzać kontrataków – obrona Legii i tak nie musiałaby wracać, bo Malarz w tym czasie ustawiał formację z kilkoma stewardami.

Chcielibyśmy po tym spotkaniu pisać o piłce. O taktyce, organizacji gry. Wybaczcie – nie da się. Nie po czymś takim. Nie po takiej boiskowej jatce, gdzie – jakby to ujął Simeone – nikt nie uprawiał futbolu, tylko wszyscy kopali piłkę. To nie był mecz dla koneserów czy miłośników taktyki. Stężenie piłkarskiego chaosu było większe niż dymu w powietrzu”.

Sezon 2016/17

Wydawało się, że to musi być ten moment, gdy passa bolesnych porażek w finałach oraz kompromitujących, przedwczesnych wpadek Lecha Poznań w Pucharze Polski dobiegnie końca. 2 maja 2017 roku na Stadionie Narodowym przeciwko „Kolejorzowi” zagrać miała Arka Gdynia. Arka z nowym trenerem, Arka rozpaczliwie walcząca o utrzymanie w lidze. Dla gdynian awans do finału był już nadspodziewanym sukcesem. Trudno sobie wyobrazić wygodniejszego rywala do rozszarpania. Zwłaszcza dla tak wygłodniałego przeciwnika, jakim był wtedy Lech, trzeci raz z rzędu grający w finale rozgrywek.

Ale po 90 minutach stadionowy zegar na Narodowym wskazywał bezbramkowy remis. Pierwsza połowa dogrywki również nie przyniosła zmiany rezultatu. A potem Lech się kompletnie rozsypał.

Najpierw mierzący 170 centymetrów wzrostu Rafał Siemaszko wpakował lechitom gola głową. Potem Luka Zarandia brawurowym rajdem objechał zupełnie zdezorganizowaną defensywę Lecha i dobił poznaniaków. Sytuację próbował jeszcze ratować golem Łukasz Trałka, ale było już za późno. Arka wyszarpała puchar, a Nenad Bjelica mógł już tylko robić dobrą minę do złej gry: – Jestem dumny z moich zawodników – zapewniał po meczu.

Lech przegrał puchar na własne życzenie. Przegrał, bo był potwornie nieskuteczny. Przede wszystkim w dziewięćdziesięciu minutach, zwieńczonych zmarnowaną szansą Majewskiego, która pomocnikowi przez jakiś czas pewnie przypominała się po nocach. Majewski miał na nodze piłkę meczową, mógł już układać sobie w głowie scenariusz na kolejną zabawną rozmówkę. Ale spudłował tak, jak wcześniej – choć nie w aż tak dogodnych sytuacjach – robili to Kownacki, Robak czy Jevtić.

Do trzech razy sztuka? Nie w przypadku Lecha.

Sezon 2017/18

Czwartego finału z rzędu nie było. Jesienią 2017 roku Lech wyleciał z Pucharu Polski już na etapie 1/16 finału. Poznaniacy zebrali tęgie lanie od Pogoni Szczecin.

Edycja bez historii dla „Kolejorza”.

Sezon 2018/19

Jeszcze jedna wpadka z pierwszoligowcem. Oczywiście pierwszoligowcem dość wyjątkowym, bo Raków Częstochowa udowodnił w tym sezonie, że jest klubem absolutnie ekstraklasowego kalibru, przynajmniej w wymiarze sportowym. Ale jesienią 2018 roku porażka z Rakowem dla Lecha była mimo wszystko dużą wpadką, a może i nawet kompromitacją. „Kolejorz” poległ 0:1 w Częstochowie. A po końcowym gwizdku arbitra trener Ivan Djurdjević długo musiał się tłumaczyć przed dziennikarzami z tej klęski.

Pisaliśmy na Weszło: „Zrobiło się trochę niezręcznie, bo nastąpiło seminarium na temat problemów Lecha. Rzecznik co prawda zapytał najpierw, czy są pytania do Papszuna, ale od razu było widać, że poznańscy dziennikarze już czekają, żeby rozpocząć dyskusję z Djurdjeviciem. 2-3 sekundy w oczekiwaniu na pytanie do trenera Rakowa i ruszono z koksem. Radosław Nawrot z „Gazety Wyborczej” w międzyczasie przepraszał Papszuna, że problemami Poznania nie zajmują się w Poznaniu, ale poruszano kolejne wątki. Minuty mijały i w końcu Papszun faktycznie nie wytrzymał. To jego zwycięstwo, jego święto, jego dzień, a musiał siedzieć w milczeniu, słuchając tłumaczeń Djurdjevicia, który również czuł się lekko nie w porządku wobec kolegi po fachu.

 – Panowie, długo jeszcze będziecie rozmawiać? To dla mnie niekomfortowe tak tutaj siedzieć. Możecie się tak przepytywać jeszcze godzinę, a jutro mamy trening. Mogę wyjść, a wy sobie rozmawiajcie. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nieelegancko, ale… – przerwał posiedzenie szkoleniowiec pierwszoligowca”.

Sezon 2019/20

No i wreszcie wczorajsza półfinałowa porażka z Lechią Gdańsk. Niemożliwa do wytłumaczenia. Lech był lepszy z przebiegu gry. Lech miał idealną sytuację w rzutach karnych. A jednak jakimś cudem udało się podopiecznym Dariusza Żurawia wylecieć za burtę. I całkiem udany sezon poznaniaków znów nie zostanie przypieczętowany żadnym pucharem, który trochę podreperowałby morale publiczności. Popsute kolejnymi niepowodzeniami. A przecież taka jest w pewnym sensie funkcja Totolotek Pucharu Polski. Zwycięstwo w tych rozgrywkach nigdy nie będzie się równać prestiżem z triumfem ligowym. Ale zawsze jest to wspaniała okazja do zorganizowania wielkiej fety, do osłodzenia sobie ligowych niepowodzeń.

Wicemistrzostwo i zwycięstwo w pucharze? To brzmi całkiem dumnie. Wicemistrzostwo i półfinał pucharu? Nie, to zdecydowanie nie to samo. A przecież wcale nie jest powiedziane, że rozbity mentalnie Lech zdąży się po wczorajszej porażce podźwignąć dostatecznie szybko, by odpowiednio punktować na finiszu ligowego sezonu.

Fot. FotoPyk

Opublikowane 09.07.2020 12:01 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 15
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Goleadorr
Goleadorr

Co się musi stać żeby los się odmienił? Z dawnej drużyny przegrywów nie został już prawie nikt, a i tak znów zabrakło dosłownie jednego kopnięcia, dostawienia nogi. Naprawdę chyba czas na szamana / czarownika.
Finał to jeszcze nie trofeum, ale po takim meczu trudno się pogodzić z porażką. A ten karny Marchwińskiego niczym pierd wróbelka jeszcze długo będzie się śnił.
Można się pocieszać że podium w lidze jak najbardziej w zasięgu. Potem boje w eliminacjach eliminacji z wicemistrzami Kosowa i Wysp Owczych. Jeszcze będzie przepięknie…

Marek
Marek

Pokrzepie Cię, że Lech zajdzie dalej w pucharach niż obsrana Legła, trzymam kciuki w końcu to jedyna polska drużyna, która wygrała na wiosnę w Europie

Weszło grilluje Lecha
Weszło grilluje Lecha

Ale o jakich pucharach piszecie ?
Lech jeszcze i to spierdoli, skończy na 4 miejscu, puchar zdobędzie Cracovia, trzecie miejsce Śląsk lub Lechia.

Estragon
Estragon

Cud, przypadek, pech, zbieg okoliczności ?
Niefart to jest jak piorun pierdolnie w czlowieka albo stodołe.
Jesli cos sie cyklicznie powtarza to nie jest to juz pech, cud, przypadek tylko celowe dzialanie.

Czcibor Czcigodny
Czcibor Czcigodny

Przegrali karne, bo dali strzelać młodym. Dzięki temu młodzi poczuli ciężar odpowiedzialności. Okrzepną, trochę przestaną gwiazdorzyc. Lepiej nie strzelić karnego w podrzędnym pucharze niż np. w eliminacjach do LE.

Alik K.
Alik K.

ale przecież nie awansowali, bo karnego nie strzelił Dani Ramirez…
jaki on młody?

Goleadorr
Goleadorr

To obok dobrego występu van der Harta i Modera jedyny pozytyw jaki mi przyszedł do głowy. Takiej dawki nerwów i presji jednego wieczoru te dzieciaki jeszcze nie miały. Ten koszmarny wieczór naprawdę mógł ich wiele nauczyć, to był dla nich pierwszy w seniorskiej piłce mecz o stawkę (o ile finał PP uznać za jakąś stawkę).
No i mam nadzieję że Marchwiński naprawdę się ogarnie, dziennikarze już go sprzedawali do Włoch czy Hiszpanii a skończy się na tym że Moder, Kamiński i całe towarzystwo wyfruną a on zgnije w E-klasie.

Ted
Ted

Marchwiński może i ma duży talent, ale jak na razie w I zespole nie przekonuje i znacznie częściej zawodzi i denerwuje tym swoim luzem w grze i brakiem zaangażowania w grze . Ma taką łatwość, lekkość w poruszaniu się po boisku, ale do pierwszej jedenastki się nie przebił pomimo, że debiutował już przeszło 1,5 roku temu. Taki Kamiński, pomimo, że zaczynał sezon w rezerwach, debiutował w ekstraklasie dopiero późną jesienią, jest obecnie podstawowym zawodnikiem i zbiera pozytywne recenzje. A będący w tym samym wieku Marchwiński czasami daje dobre zmiany ( np. w Gliwicach), ale znacznie częściej zawodzi. Zwłaszcza wtedy, gdy wychodzi w pierwszej jedenastce jest niewidoczny, nie bierze gry na siebie jak np. robi to Moder. Często odnosi się wrażenie, że nie angażuje się w grę, jest niewidoczny na boisku.
Może trzeba na niego poczekać albo dać mu się ograć na poziomie I ligi, gdzie dominuje walka, piłka jest bardziej fizyczna i jak pokazuje historia np. Jóźwiaka, Gumnego czy Modera jest taką prawdziwą szkołą życia dla młodych graczy.

Polski Zwiazek Popularnych Niekompetentow.
Polski Zwiazek Popularnych Niekompetentow.

Wpierdole Lecha sa jak Moda na sukces – nikt nie zna konca 😀

Wróżbita M.
Wróżbita M.

Klątwa za ściemę z Amicą. Nawet egzorcysta nie pomoże. Przeklęci na wieki.

Kuchenkorz
Kuchenkorz

klątwa Amiki…

Lech gra na licencji Amiki – więc powinien się chwalić pucharami zdobytymi przez wroniecki klub…
dopóki nie zacznie, nie zdobędzie Pucharu Polski…

gdahdabxz
gdahdabxz

https://poteznekursypolska.blogspot.com/ – Kupon z kursem 1500 na jutro dostepny!

Marek
Marek

Pamiętam finał z2017 roku i pomimo,że nie jestem kibicem Arki całym sercem im kibicowałem i wygrali 2:1 po dogrywce,utarli nosa ważniakom z Poznania. 3 miesiące później powtórzyli ten wyczyn z Legia w Superpucharze i jeszcze epizod w pucharze UEFA,naprawdę nie ogarniam dlaczego od 10 lat Lech im dalej dochodzi w pucharze tym boleśniej obrywa po łbie?Jakieś fatum czy jak?

Weszło grilluje Lecha
Weszło grilluje Lecha

Życie pokazuje, że Lechowi nie do pary z licencją Amicy.
Wszyscy pamiętają jak ich sedziowie kilka razy ciągnęli za uszy do finału, żeby było widowisko Legia- Lech.
Gdyby wczoraj nie odpadli, to i tak przegraliby z Cracovią.
DNA Lechoamicy, przegrać wszystko co już prawie wygrane.
Jak piszą kibice Lecha, ten klub to mem.
Żal mi tylko Rutkowskiego, robi co może, walczy…
A piłkarze razem z trenerem ( jaki by nie był) wszystko spierdolą.
Po meczu z Legią odleciał Jóźwiak i Puchacz, wszyscy w euforii, przyszedł kolejny mecz i kompromitacja + frajesrstwo, czyli cały Lech.

Co ty pierdolisz ?
Co ty pierdolisz ?

Jakim młodym ?
Ramirez to młody ?
Jóźwiak nie chciał strzelać, ale przyszła dodatkowa seria i ktoś musiał, to jest już poważny zawodnik, bardzo oświadczyny, sam piwiedział, że ma już zaklepany nowy klub i są to jego ostatnie mecze dla Lecha.

Weszło
11.08.2020

Klepali, męczyli, cisnęli, w końcu wpadło. Sevilla w półfinale Ligi Europy

Ever Banega i Lucas Ocampos. To są nasi wieczorni bohaterowie, herosi, którym ślemy życzenia i czekoladki. To oni bowiem skonstruowali jedną, jedyną bramkę dzisiejszego wieczora, dzięki której uniknęliśmy dogrywki w starciu Sevilli z Wolverhampton. 2020 rok jest paskudny i mógłby sobie odpuścić dogrywkę w Lidze Europy po 0:0 w 90 minutach. Okazał litość, co za […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Szymon Jadczak w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 22.00

Coś czujemy, że kibice Wisły Kraków zajmą dziś naszą linię i rozgrzeją ją do czerwoności! Szymon Jadczak, autor książki „Wisła w ogniu”, związany zawodowo z TVN-em, będzie gościem Tomasza Smokowskiego w „Hejt Parku w Dobrym Składzie”. Program możecie śledzić w „Kanale Sportowym” oraz w Weszło.FM. Macie pytania do naszego gościa? Śmiało, telefon do studia to […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Duży talent, ale też duży egoista. Kim jest Yaw Yeboah z Wisły Kraków?

Wisła Kraków kontynuuje zbrojenia przed nowym sezonem. Sprowadziłą już czwartego obcokrajowca w tym okienku, ale na razie nie będziemy się czepiać. Yaw Yeboah – podobnie jak Fatos Beciraj, Stefan Savić i Adi Mehremić (no, ten najmniej) – na papierze ma bowiem trochę argumentów wskazujących na to, że może być ciekawym transferem. Niewykluczone nawet, że z […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Idioci w służbie sabotażu rozgrywek. Szkoci dostali żółtą kartkę od rządu

Tysiąc razy można mówić „słuchajcie, są takie i śmakie obostrzenia, przestrzegajcie ich”. Można wskazywać, że każde wystawianie na ryzyko integralności ligi to zagrożenie nie tylko zdrowotne, ale też i finansowe dla klubów. Do tego można rzucać przykładami, że lekceważenie koronawirusa źle się kończy. A na to wchodzi Boli Bolingoli z Celtic oraz ośmiu piłkarzy Aberdeen, […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Kamil Glik wraca do Serie A. Benevento z ambicjami na coś więcej niż utrzymanie

Cztery pełne sezony we Francji. 167 występów pod herbem Monaco. Mistrzostwo kraju i trafienie do jedenastki dekady klubu z księstwa. I wreszcie nadszedł czas, by powiedzieć „dziękuję”. Kamil Glik odchodzi z Monaco i wraca do Włoch, gdzie podpisał kontrakt z beniaminkiem Serie A – Benevento. Tym razem ekipa „Czarownic” nie chce jak meteoryt przelecieć przez […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Koronawirus decyduje o tym, z kim Legia zmierzy się w eliminacjach

Potencjalni rywale Legii w I rundzie eliminacji do LM jeszcze nie zagrali swojego meczu, a już dowiedzieliśmy się, z kim  zmierzy się polska drużyna. Podopieczni Vukovicia unikną starcia z zawsze mocną Dritą Gnjilane. W zasadzie formalnością jest, że wynik meczu rozstrzygnie koronawirus. Obie ekipy miały wyjść na boisko jeszcze dzisiaj. Dwie godziny przed meczem UEFA […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Śląsk reaguje na głupotę. I brawo!

Trochę zżymaliśmy się w ostatnich dniach na zachowanie klubów, które lekko zgłupiały w związku z koronawirusem. Były proste błędy ludzkie, był brak zdrowego rozsądku, były braki w kompetencjach. Ale skoro krytykujemy, to warto też pochwalić, bo nie wszyscy temat mają w nosie. Śląsk Wroclaw bardzo poważnie podszedł do naszych wczorajszych doniesień i odsunął od treningów […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Odejście Jóźwiaka – nie „czy”, a „kiedy”. Co z Sykorą, Moderem i Klupsiem?

Dziwne są to tygodnie dla fanów Lecha Poznań. Z jednej strony – do klubu przyszło już czterech piłkarzy, dwóch z nich jest naprawdę obiecujących. Ale z drugiej strony – wątpliwości kibiców budzi fakt, że za żadnego Kolejorz nie musiał płacić. Kasa w kontekście poznaniaków jest dość ważna, bo jest kluczowym czynnikiem wpływającym dla to, że […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Michniewicz: Niektórzy w wieku Kapustki marzą o wyjeździe, on już wraca z bagażem doświadczeń

– U nas graliśmy w ustawieniu bez skrzydłowych, 4-3-1-2, grał jednego ze środkowych pomocników, czasem dziesiątkę, pod napastnikami. Grywał też jako skrzydłowy, ale ja bym go widział w środku. Ma świetny przegląd pola, bardzo dużo widzi, swobodnie operuje piłką, fajnie się z piłką w tłoku obraca. U trenera Nawałki grał na skrzydle, ale chyba trochę […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Zmęczeni średniactwem. Pogoń chce czegoś więcej

Pogoń Szczecin to niechlubny fenomen. Mają siódme miejsce w tabeli wszech czasów Ekstraklasy, przed Widzewem Łódź, Śląskiem Wrocław, Cracovią. Rozegrali w elicie aż czterdzieści osiem sezonów. Od lat sześćdziesiątych może z przerwami, ale w każdej dekadzie zaznaczając swoją obecność w polskiej piłce. Przy tym NIGDY NIC nie wygrali na najwyższym szczeblu. Tyle lat, ani jednego […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Tworek: Nie możemy być jak ćmy, które parzą się lecąc do światła

Warta Poznań awansowała do Ekstraklasy jako zespół… braku wiary. Braku wiary z zewnątrz. Celem Warty przed startem sezonu absolutnie nie był awans, a przed decydującymi barażami eksperci rzadko kiedy stawiali na piłkarzy trenera Piotra Tworka. Mimo że to oni przystępowali do nich jako trzecia siła pierwszej ligi. Wiary za to nie brakowało w zespole. I […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

COVID-19 także w pierwszej lidze. Sandecja Nowy Sącz już w izolacji

Wygląda na to, że koronawirus w polskiej piłce rozsiadł się wygodnie w fotelu i zapina pasy. Po serii zachorowań w Ekstraklasie, która dotknęła już czterech klubów – a nawet pięciu, bo zakażenie, choć dzięki ostrożności klubu w mniejszym stopniu, dotknęło także Górnika Zabrze – przyszedł czas na jej zaplecze. Pierwszoligowcy zgodnie z zaleceniami Komisji Medycznej […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Sytuacja niecodzienna: mistrz porządnie dozbrojony

Artur Boruc z AFC Bournemouth. Bartosz Kapustka z Leicester City. Josip Juranović z Hajduka Split. Dwaj solidni ligowcy, Filip Mladenović z Lechii Gdańsk i Rafael Lopes z Cracovii. A to wszystko przy bardzo nieznacznych, może nawet symbolicznych osłabieniach – bo jeśli chodzi o kluczowych piłkarzy, sprzedany został jedynie Radosław Majecki. Legia Warszawa w tym okienku […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Piłkarz totalny. O pierwszym sezonie Ronaldo w Interze

Inter chce wygrywać Scudetto i Ligę Mistrzów, ale w starym odpowiedniku Ligi Europy, Pucharze UEFA, też ma zacne tradycje. W latach dziewięćdziesiątych wygrywał go trzykrotnie, ostatni raz z Ronaldo w składzie. Ronaldo, który był wówczas zdecydowanie najlepszym piłkarzem na świecie, Ronaldo, który przenosząc się do Nerazzurri drugi raz bił transferowy rekord świata, Ronaldo, nie tylko […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Polski mecz nie był tylko sloganem. Szymański i Augustyniak wchodzą z buta w sezon w Rosji

Takie rozpoczęcia sezonu to my lubimy. Pierwsza kolejka ligi rosyjskiej jeszcze się nie skończyła, a Sebastian Szymański już zdołał wyrównać swój wynik w klasyfikacji kanadyjskiej z poprzedniego sezonu. Jak do tego doszło? Otóż mecz Dynama Moskwa z Uralem Jekaterynburg okazał się „polski” nie tylko ze względu na samą obecność na murawie naszych graczy. Szymański, a […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Czwarty polski klub z koronawirusem. Tym razem Pogoń Szczecin

Start rozgrywek Ekstraklasy coraz bliżej, a tymczasem występują coraz większe komplikacje. Właśnie okazało się, że mamy czwarty przypadek koronawirusa w polskim klubie. Gdzie tym razem? W zachodnio-pomorskim, czyli w szczecińskiej Pogoni. Zakażony jest jeden, ale to wystarczyło, żeby drużyna została skierowana na kwarantannę. O sprawie poinformował sam klub, który opublikował na swojej stronie komunikat. Dowiadujemy […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Król strzelców II ligi zagra szczebel wyżej? Dwa kluby zainteresowane Michałem Bednarskim

Na polskim rynku transferowym nic się nie zmienia – większość klubów szuka napastnika, więc ci, którzy strzelają sporo, mają rozgrzany telefon. Tak też jest w przypadku Michała Bednarskiego, który w poprzednim sezonie został królem strzelców drugiej ligi w barwach Górnika Polkowice. Wiele wskazuje na to, że zawodnik ostatecznie trafi na zaplecze Ekstraklasy. W najwyższej lidze […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

„Legia chciała ukryć zarażenie i twierdziła, że wszyscy są zdrowi”

– Mieliśmy przypadek pozytywnego testu na obecność koronawirusa, ktoś chciał to ukryć i grać, bo twierdzi, że wszyscy są zdrowi. Są procedury, które jasno mówią, jak trzeba funkcjonować, kiedy ktoś jest chory. Nasz Zespół Medyczny wysłał do klubów dokładne wytyczne. Każdy odpowiedzialny i mądry klub zrobił piłkarzom, trenerom i pracownikom badania przed pierwszym treningiem. W […]
11.08.2020