post Avatar

Opublikowane 21.05.2020 10:58 przez

redakcja

– Pamiętam, że na stulecie Hamburg grał z Napoli. Gazety pytały, kto kogo przyćmi: Maradona Okońskiego czy Okoński Maradonę. Byłem na tym meczu i mogę powiedzieć, że Okoń przyćmił Maradonę, a Diego wziął za przyjazd 200 tysięcy marek. Tyle że jedyną rzecz, jaką pokazał, to była ta, że z Carecą stanęli obok siebie i podawali piłkę klatkami. A Okoń mieszał ich, jak chciał. Przyćmił Maradonę i zresztą pisały o tym w ten sposób gazety – wspomina Ryszard Rybak, były piłkarz Lecha, niezwykle barwny rozmówca. Rozmawiamy o dwumeczu Lecha z Barceloną, gdzie o awansie decydowały karne, o kontrowersyjnym Drzymale, który twierdził, że skoro on wygrywał przetargi na fotele w Porsche, to Groclin musi wygrać z Legią, ale i o teraźniejszości, czyli „udawanych” meczach i potencjale Lecha. Zapraszamy.

Oglądał pan Bundesligę?

Trochę. Nie chcę powiedzieć, że się nie da tego oglądać, ale ja jestem związany z piłką całe życie i strasznie mnie to męczyło. Nie oszukujmy się: teatr bez widza to przeciętne widowisko, choćby nie wiem, jakie drużyny grały. Oglądałem Schalke z Dortmundem. Kilka akcji było fajnych, ale ta cała otoczka, atmosfera, te sztuczne reakcje po strzelonej bramce, bo nie można się cieszyć… Fatalnie to wygląda i nie wiem, gdzie to zmierza. Dopóki kibice nie wrócą na trybuny, będziemy się męczyć.

Przygnębiające, postapokaliptyczne?

To są sparingi, nie mecze. Sparingi rozgrywane na fajnych stadionach. Nie wiem jak zespół, który zdobędzie tytuł, będzie się cieszyć. Odegra jakąś atmosferę radości, ale to nie jest to. Złość, smutek, radość są inne niż normalnie. To jest wszystko udawane.

Na pewno będą takie sytuacje, że – załóżmy – ktoś strzeli na 3:2 w 90. minucie i reszta nie powstrzyma się przed „kanapką”.

Dużo zależy od mentalności. Jak oglądałem te mecze, to zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać na przykład we Włoszech czy Hiszpanii. Tam się będą chyba sypać kartki, bo ich reakcje będą inne niż te niemieckie.

Czeka pan na polską ekstraklasę, czy po tym, co pan widział, też już nie?

Z polską ekstraklasą jesteśmy mocniej emocjonalnie związani, ponadto między Bogiem a prawdą, to większość spotkań jest bez wielkiej widowni. Stadiony we Wrocławiu czy Gdańsku, które są na 40 tysięcy, i tak były zapełnione na pięć czy dziesięć. Będzie różnica, na pewno, ale nie aż taka, jak w Niemczech. Tam wszystkie stadiony są zapełnione na maksa.

Jesteśmy przyzwyczajeni do pustek.

Ale już mecz Lech – Legia będzie inny. On powodował, że stadion był pełny, czy w Poznaniu, czy w Warszawie, bez względu na miejsce w tabeli. Przy pustych trybunach to będzie szokujące. Akurat to pierwszy mecz Lecha… Cóż, musimy z tym żyć.

Jest pan optymistą, jeśli chodzi o Lecha?

Jestem nim pozytywnie zaskoczony w tym sezonie. Nie możemy patrzeć na niego, jak na drużynę sprzed iluś lat, która biła się o mistrzostwo. To jest Lech po dużych zmianach, po rewolucji, podjęto decyzję o postawieniu na młodych zawodników. I jak spojrzeć na tabelę, to jest różnica punktu do drugiego miejsca. Natomiast nawet gdyby wicemistrzostwa nie wywalczyli, to te mecze da się oglądać, one są ciekawe. Lech strzela dużo bramek, mało traci. Jest baza pod to, że klub wróci na swoje miejsce. Jak nie w tym roku, to w następnym. Z perspektywy czasu podjęto rozsądną decyzję o zmianach. Są chłopacy, którzy cieszą się, że grają w tej, a nie innej koszulce. Z drugiej strony oczywiście są kłopoty finansowe i będzie trzeba kogoś sprzedać. Natomiast oby to się odbyło jak najmniejszym kosztem dla drużyny.

Lech jest średniakiem ligi?

Nie. Uważam, że to zespół z górnej piątki. I na tego Lecha da się patrzeć. Bo nawet jak przegra, to po fajnym meczu. Nie zapominajmy o tym, co się działo rok temu. Albo 0:0, albo 0:1. Tego nie szło oglądać. Teraz mamy fajnie grający zespół. Oczywiście, żeby zdobywać trofea, drużyna musi być cwana. Tego cwaniactwa brakuje, skoro o sile stanowią młodzi chłopacy, bo cwaniactwo przychodzi wraz z coraz większą liczbą rozegranych spotkań.

Nie dziwi pana, że rewolucja nie dotknęła Piotra Rutkowskiego?

To jest trudne pytanie, bo mogłaby dotknąć, gdyby za drzwiami stało pięciu chętnych, którzy mieliby włożyć wielkie pieniądze. Ale czy taka kolejka stoi?

Ja nie mówię, że ma odejść Jacek, tylko pytam o Piotra.

Ojciec nie ma czasu, bo ma inne sprawy na głowie, a wie pan, jak to jest – do kogo mieć zaufanie, jeśli nie do syna? Tak to na logikę biorę, że to jest klucz do tej sytuacji.

Trudno jednak powiedzieć, by Piotr Rutkowski w ostatnich latach pomagał Lechowi.

Nie chciałbym tak krytycznie podchodzić, bo ma swoje wady, ale i zalety. Uczy się. Kilka razy z nim rozmawiałem i ma dość ciekawe spojrzenie na piłkę. Jak to w życiu, raz się udaje, raz nie. My byśmy chcieli być w Poznaniu przed Legią, ale Legia wykłada jeszcze raz tyle pieniędzy, co Lech. Rozsądnie patrząc, udaje się Lechowi być raz na jakiś czas przed Legią. Oczywiście źle, że zespoły biedniejsze są przed Lechem. A tak się zdarzało i to boli. Natomiast wiele innych czynników wpływa na wyniki, nie tylko sam Piotr Rutkowski.

Ale to on stwierdził, że po mistrzostwie 14/15 Lech będzie uciekał Legii.

Czy to Rutkowski jest winny, że za Bjelicy wszystko posypało się w rundzie mistrzowskiej? Czy on jest winny dwóch porażek w finale Pucharu Polski? Lech nie przegrał z Arką przez niego. Okej, za te słowa trzeba go rozliczać, palnął coś pod wpływem emocji i musi odpokutować. Tak to w życiu jest.

A jak pan podchodzi do Dariusza Żurawia?

Mam pozytywne zdanie. Drużyna gra tak, jak on chce. Na dużym ryzyku, do przodu, niekiedy za to płacąc. Ale Żuraw ma pomysł na zespół i to przyjemnie wygląda. Na samym końcu są trofea i prędzej czy później zacznie się rozliczanie, ale na ten moment Żuraw prowadzi ten zespół bardzo rozsądnie. Ten rok bez sukcesów przejdzie do porządku dziennego, ale jak przyjdzie następny sezon, to zaczną się oczekiwania. Tak sądzę. Bo ile można budować? Będzie czas, by powiedzieć „sprawdzam” i bić się o trofea.

Co pana zadowoli w tym sezonie, jeśli chodzi o Lecha?

Jeżeli puchary są na wyciągnięcie ręki, czy przez Puchar Polski, czy przez drugie lub trzecie miejsce w lidze, to trzeba o to walczyć. Jeżeli udałoby się awansować, to nie dość, że Lech wróci do Europy, ale jeszcze to będzie kapitał dla tych chłopaków, bo uświadomią sobie, że potrafią coś osiągnąć.

Jakie szanse miałby dziś Lech z Barceloną na rzuty karne?

W karnych zawsze są szanse!

Na doprowadzenie do karnych!

Nie da się tego tak przełożyć. Bez wątpienia polska piłka wyglądała inaczej, była silniejsza.

Jak to jest, że byliśmy lepsi, a podejście było inne? Bez diet, świadomości?

Musi pan sobie zdać sprawę, że nie było tak, że w Polsce piłka była traktowana z przymrużeniem oka, a gdzie indziej nie. Jak poczytać, co wyprawiał Gascoigne czy Adams, to przecież jasne, że tam też nie było diety i też było piwo. Świat inaczej funkcjonował. Dzisiaj to wszystko się zmienia. Tak samo, jak w Polsce przywiązuje się dużą wagę do profesjonalizmu, tak wszędzie indziej też. Natomiast my w tamtych latach nie odstawaliśmy pod tym względem od piłkarzy w Europie. Nie było tak, że Włosi byli wzorowi, a my w Polsce imprezowaliśmy. Każdy miał swoje minusy. Wie pan, są pokolenia piłkarskie. Ja miałem szczęście grać w lidze, kiedy Polska była trzecia na świecie. Jako reprezentacja, ale w ekstraklasie nie było żadnego obcokrajowca. Reprezentanci, jak Matysik, Buncol, Ciołek, grali w Polsce. Niech pan teraz weźmie trzecią drużyną świata i wsadzi do polskiej ligi. Siłą rzeczy poziom będzie wyższy.

Jaki był ten pana Lech?

Gdy graliśmy z Barceloną, byliśmy drużyną, która w lidze walczyła w dole. Puchar Polski wygrany z Legią okazał się przepustką. Ale w Europie, patrząc na lata, kiedy ja byłem Lechu, to graliśmy dość systematycznie. Mistrzostwa brakowało, natomiast akurat w tym czasie bardzo silny był Górnik Zabrze Huberta Kostki. Z Urbanem, Matysikiem, Pałaszem, Komornickim. Cztery razy z rzędu wygrywali mistrzostwo Polski. Bardzo dobry zespół. Myśmy mieli dobrą drużynę, ale trzeba powiedzieć uczciwie: Górnik był silniejszy. Jeszcze Kostka prowadził ich krótko, za pysk. Niemiecka szkoła, niemiecka piłka.

Jak przyjechała wspomniana Barcelona, to był inny piłkarski świat?

W Poznaniu mieliśmy w pierwszej połowie trzy czy cztery setki. Musimy na to spojrzeć tak: na pewno pod każdym względem lepsi piłkarze byli w Barcelonie. Czym my więc mogliśmy zrekompensować ich wyższość? Ambicją, wybieganiem. Im dalej w mecz, tym bardzo powietrze schodziło, oni zaczynali dominować, ale nie było tak, że wykręcali sobie pięć-sześć setek. Dominowali. Dzisiaj też dominują, to nie była żadna sensacja. Pod względem sytuacji nie było jednak przepaści. W Hiszpanii zresztą mieli większą przewagę, ale to myśmy strzelili bramkę z gry, a oni ze śmiesznego karnego. Grał Lineker, który strzelił w Meksyku trzy mecze z Polską, a z nami nie miał okazji.

A jako ludzie okazywali wyższość?

Nie. Pamiętam, jak w pierwszym meczu Bodziu Pachelski strzelił Zubizarettcie gola – z kąta założył siatę. Na bezczelnego poszedł. W Poznaniu szatnia gospodarzy była na pierwszym piętrze, a gości na drugim. Oni musieli schodzić i przejść koło naszej szatni. Rozciągaliśmy się na korytarzu przed meczem, a bramkarze wcześniej wychodzili na boisko. Zubizaretta przeszedł, pogroził palcem Pachelskiemu, ale tak fajnie, z dużym dystansem i klasą. Cruyff też to miał, podszedł do każdego i podziękował. Widać było, że to najwyższa półka piłkarskiego świata.

Cruyff podziękował po pierwszym, drugim meczu, czy po obu?

Po drugim.

Czyli dopiero jak awansował, to podziękował!

Po pierwszym meczu można było stwierdzić, że trochę nas zlekceważyli, ale rywalizacja się nie kończyła i podziękował dopiero po dwumeczu.

Mówimy o tym lekceważeniu, a wiem, że hiszpańska telewizja nakręciła o was niezbyt przychylny materiał.

Sami daliśmy im pożywkę. Oni przyjechali przybliżyć swoim kibicom naszą drużynę. Rozstawili kamery na treningu, a trener Apostel zrobił na rozgrzewce bieg z żonglowaniem. No to jak te piłki zaczęły się odbijać od goleni… Umiejętności piłkarskie polskich zawodników a hiszpańskich to jednak przepaść. Dziennikarze zwinęli sprzęt i pojechali. Ale potem rzeczywistość okazała się taka, że musieli to odkręcać. Zresztą Cruyff na konferencji miał pretensje do dziennikarzy:

Tyle pisaliście, że to taki słaby zespół. Co teraz powiecie?

Było bardzo blisko. To oni zmarnowali pierwszego karnego.

Bodziu Pachelski miał decydującą piątą jedenastkę.

Tak bywa.

Dokładnie. Baggio, wyborny strzelec, a nie trafił z Brazylią w finale mistrzostw świata. Najbardziej zaskoczyło mnie, że w klubie nie było żadnych pretensji. Jakkolwiek spojrzeć to był decydujący karny. Potem mielibyśmy Lewskiego Sofia, drabinka taka, że można byłoby dojść do finału. Oczywiście zakładając taką grę, jak z Barceloną. Ale szansa była.

Duża rola była w tym wszystkim trenera Apostela?

Był bardzo spokojny, nie udzielała mu się atmosfera. Siedzimy w restauracji, trener przychodzi i mówi:

Ale wylosowaliśmy dziadów… Do Hiszpanii musimy jechać.

Dla wszystkich szok. A to był jednak Barcelona, która zaczynała budowę, bo przyszedł Cruyff, dokonano sześciu czy ośmiu transferów, kupę pieniędzy wydano. Były wielkie oczekiwania.

Może nie powiem, że mało brakowało, żeby tego dwumeczu nie było. Ale Albańczycy rundę wcześniej postawili trudne warunki.

Wygraliśmy tam 3:2 po bardzo dramatycznym meczu. W rewanżu Araś z wolnego trafił w 20-którejś minucie i jak oglądałem retransmisję, to dziennikarz mówił, że Lech się oszczędza, bo ma w sobotę ważny mecz w lidze. A tak naprawdę to myśmy grali, ile mogliśmy, ale oni się nie dawali! Bardzo dobrze wyszkoleni technicznie, może taktycznie nie za ciekawie, natomiast to nie był łatwy dwumecz. Niby oba spotkania wygraliśmy, ale trzeba było się napocić. W pucharach trzeba swoje wybiegać, a nie patrzeć na nazwę klubu czy jego pochodzenie.

Kto był najlepszym piłkarzem, jakiego pan spotkał w Lechu? Strzelam, że Okoński.

Świętej pamięci trener Jezierski, który prowadził Bońka i innych, jak nas trenował w Lechu, to wszedł do szatni i stwierdził:

– Mirek, jesteś najlepszym piłkarzem, z jakim pracowałem.

Lepszej rekomendacji nie można dać. Artysta piłki. Miałem to szczęście, że dwa lata z nim grałem.

Artysta piłki i życia.

Ilu było takich piłkarzy!

Wyciągał na miasto?

Ja byłem abstynentem. Natomiast drużyna to jest taki organizm, że jeżeli z nią nie przebywasz, to cię wyeliminuje. Byłem więc z nią na wszystkich imprezach, ale w roli kierowcy. Musiałem jeździć, bo by mnie nie zaakceptowała, naturalna kolej rzeczy. Imprezowałem, ale bezalkoholowo. Na początku mnie nakłaniali, natomiast potem nauczyli się z tym funkcjonować.

Nie było zarzutów, że kto nie pije, ten donosi?

Siedziałem do drugiej-trzeciej w nocy, potem ich rozwoziłem, żeby mieli ze mnie korzyść. Zaakceptowali to. Potem, jak ktoś mnie namawiał do picia, to Okoń mówił: – Zostaw, on ma nas odwieźć! Miałem w osobie Okonia adwokata.

Czym on tak w szczególności imponował piłkarsko?

Pamiętam, że na stulecie Hamburg grał z Napoli. Gazety pytały, kto kogo przyćmi: Maradona Okońskiego czy Okoński Maradonę. Byłem na tym meczu i mogę powiedzieć, że Okoń przyćmił Maradonę, a Diego wziął za przyjazd 200 tysięcy marek. Tyle że jedyną rzecz, jaką pokazał, to była ta, że z Carecą stanęli obok siebie i podawali piłkę klatkami. A Okoń mieszał ich, jak chciał. Przyćmił Maradonę i zresztą pisały o tym w ten sposób gazety.

Był pan na tym meczu, bo trenował z St. Pauli, ale do debiutu nie doszło.

Były treningi, a kluby miały dojść do porozumienia. Trudno mówić o tym w tych czasach, bo trzeba znać realia tamtego okresu. Polska za Żelazną Kurtyną, niechętnie oddawano piłkarzy, Lechowi wtedy nie szło, to był ten sezon, co bronił się przed spadkiem – ja wróciłem wiosną i wygraliśmy puchar z Legią oraz się utrzymaliśmy. Menadżer, który się tym zajmował, mówił, że są trudności, grano na zwłokę i za moimi plecami dochodzono do wniosku, że jeszcze pół roku i będziemy mieli gościa za darmo. Takie były przepisy, że jak się rok nie gra, to piłkarz jest wolny. Ustalali więc takie rzeczy, ja naciskałem, chciałem grać, z kolei moją żonę w Polsce nachodzili jacyś ludzie, żebym wracał. Nie przedstawiali się, podejrzewam, że to była esbecja.

W takiej sytuacji pewnie trzeba było wracać, ale poczuł pan trochę Zachodu?

Inny świat. Rok temu byłem we Francji i jak wracałem samochodem, to gdy już wjechałem do Polski, nawet nie zauważyłem. A kiedyś jak się wjeżdżało do Polski, to nagle z miejsca, gdzie świecą neony, stacje benzynowe są kolorowe, było się w szarym i nudnym kraju. Ale prawda jest też taka, że choć Polska biedna, to kochana. Tęskniło się nawet i do tej biedy. Było się za granicą, ale człowiek siedzący tam, tęskni do bzdur, o których by nie pomyślał, normalnie żyjąc w kraju. Chodzi nawet o przejście ulicą w centrum miasta. Jak ktoś nie mieszkał za granicą, to tego nie zrozumie.

O Francję też pan zahaczył jako piłkarz.

Bardzo mile to wspominam. Jak grałem w Olimpii, to z Lecha przyszedł Piotr Grobelny. On potem wyjechał do Francji i jak ja poszedłem do Lecha, to się odezwał, bo był grającym trenerem, ale złapał kontuzję. Natomiast byli z niego tak zadowoleni, że chcieli kolejnego Polaka. Skontaktował się ze mną, dobrze z nim żyłem, więc pojechałem. Mówię: Francja, fajny kraj, zobaczę.

Trzy i pół roku pan oglądał, czyli całkiem długo.

Mogłem być dłużej, ale chwyciłem poważną kontuzję. Poza tym zarobiłem się, tęskniłem do kraju. Prezes namawiał na pozostanie, zaprosił mnie z żoną na kolację, ona nie rozumiała po francusku, więc stwierdził, że mam tłumaczyć. Ogólnie to ja zwaliłem na nią, że ona chce wracać. Prezes przekonywał, żebym został, bo mieli ambitne plany, miałem to przekazywać żonie, ale tylko mówiłem: kiwaj głową, że nie! Natomiast fajnie się zachowali, miałem umowę do czerwca, w marcu już wyjeżdżałem, a i tak mi wszystko wypłacili. Bardzo miły okres. Jak przychodziłem, to była czwarta liga, awansowaliśmy do trzeciej. Niby nisko, ale mieliśmy w grupie PSG II, Auxerre II, Monaco II i często grało się przeciwko piłkarzom z jedynki.

Wiele lat później wrócił pan do ekstraklasy, z Grodziskiem. Zastanawiam się, czy Drzymała był najbardziej ekscentrycznym właścicielem, na jakiego pan trafił?

Był kontrowersyjny. Choć ja akurat go miło wspominam. On patrzył jednak na piłkę przez pryzmat swojej firmy. Jak graliśmy z Legią i ktoś mówił, że będzie ciężko, to on twierdził:

Ale jak ciężko? Jak miałem przetarg na szycie siedzeń do Porsche, to robiłem wszystko, żeby wygrać i choć byli lepsi, to wygrywałem!

Nie potrafił zrozumieć, że taki klub jak Legia a Grodzisk… To jednak jest różnica. Natomiast zarobiłem u niego fajne, nieplanowane pieniądze. Uczciwie płacił i jak się dogadał, to nie było ludzkiej siły, żeby nie zapłacił. Pamiętam, że jak wchodziliśmy z trzeciej do drugiej ligi i graliśmy pierwszy mecz z Chemikiem, to stwierdził na odprawie:

Gdy był awans i nowe umowy, to mieliście duże żądania finansowe. Ja je spełniłem. Ale teraz ja mam żądania. Jak nie będę zadowolony z waszej gry, to po jesieni nawet pyłek z was nie zostanie.

Chyba szóstką wygraliśmy.

Lubił wejść w buty trenera.

Oj tak. Grał taki Suchomski, wykonywał rzuty rożne. Drzymała sobie wymyślił, że będzie wrzutka w jedno miejsce, ktoś tam wsadzi głowę i pewna bramka. Suchomski wrzucał, jedna piłka dwa metry obok, druga pół za wysoko. Nie mógł zrozumieć, dlaczego piłka nie leci w dokładnie jedno miejsce. Suchomski się zdenerwował i stwierdził, że trzeba po Maradonę jechać, może on wrzuci.

Tacy właściciele są potrzebni, czy to zbyt duży folklor?

Jak bym nie powiedział, że to był folklor. Kłopot był inny: klub był uzależniony od jednej osoby i jego kaprysu. A on może wstać, wziąć zabawki i jest po klubie.

Coś za coś.

Organizował sponsorów, ale było wiadomo, że jak Drzymała odejdzie, to będzie koniec piłki w Grodzisku.

A pana czemu nie ma w ekstraklasowej piłce?

Jeśli się gra w piłkę do czterdziestki, to trudno robić karierę trenerską. Natomiast mogę powiedzieć, że wziąłem się za trenerkę i przez 15 lat zrobiłem dziewięć awansów w niższych ligach, zdobyłem cztery puchary okręgowe. Ale jeśli zadzwoniliby, strzelam, z GKS-u Katowice, czy chcę ich wziąć, to powiedziałbym „nie”. Ja chcę być w domu. Odpocząć, wyjechać na weekend z żoną. Ja do 56. roku życia nie miałem normalnych wakacji. Moje wakacje to były 28 czerwiec – 5 lipiec, bo najpierw żyłem jako piłkarz, a potem jako trener. Oczywiście, gdybym nie miał co jeść, musiałbym dorabiać, ale tak sobie ułożyłem życie, że mogę korzystać z jego radości.

Rozmawiał PAWEŁ PACZUL

Fot. Newspix

Opublikowane 21.05.2020 10:58 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 9
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
maciek
maciek

Okonski przycmil Maradone w meczu o czapke gruszek!!! Litosci panie Rybak

Ekstraklasa
Ekstraklasa

Żona Rybaka też nie lepsza – 3.5 roku we Francji i tylko kiwała głową 🙂

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Tak tak, Bjelica wszystkiemu winny. Stara śpiewka.

dahaha
dahaha

https://najwiekszekursykuponow.blogspot.com/ – ZNOWU Trafili ! wczoraj kupon z kursem 142 i zdjęcie jego juz na blogu!
Na dziś już kupon dostępny!

Trol
Trol

A ja widziałem jak Piast zgwałcił legie.
Wprawdzie tylko 2:1, przez prawie cały mecz grając w przewadze jednego zawodnika i nawet w 10-ciu wygrywali…
Ale gwałt to gwał!!!

KanielOutis1
KanielOutis1

Pietraszko, masz gwałcicielską obsesję. Odpowiedź na pytanie, czy są to ciągoty do bycia oprawcą, czy ofiarą, znasz pewnie ty jeden. A może nie…?

Marian
Marian

Tylko, że Maradona w tamtym okresie miał już w sobie tyle kokainy, że pewnie już nawet srał na biało

Areq
Areq

No chyba nie bardzo…jak grał Careca to zdobyli mistrzostwo ligi i puchar uefa…

maciek
maciek

Mecz pokazowy z okazji jakiegos jubileuszu, gospodarzom przykrosci sie nie robi

Bukmacherka
30.05.2020

Dla kogo cichy hit Polski? Sprawdź nasze typy na mecz Lech – Legia!

W Niemczech restart ligi przyozdobiły derby Zagłębia Ruhry, w Polsce natomiast zobaczymy starcie Lecha Poznań z Legią Warszawa. Jasne, być może ostatnio Lech stoi trochę niżej. Może i nie zawsze gra w pucharach. Ale to w końcu mecz nazywany derbami Polski. Największa rywalizacja w ostatnich latach. Dlatego też po hicie kolejki spodziewamy się wiele. Można […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Jak pech, to pech. Znów poważna kontuzja Rafała Wolskiego

Czy istnieje coś takiego, jak limit pecha w życiu? Wszyscy chcielibyśmy myśleć, że tak. Taką nadzieję ma pewnie Rafał Wolski, któremu kontuzje mocno zahamowały karierę. Niestety, piłkarz Wisły Płock ma potwornego pecha. Wygląda na to, że jego największa zmora – więzadła krzyżowe – znów dała o sobie znać. Pomocnika prawdopodobnie czeka kolejna długa przerwa. Akurat […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

LIVE: Minimalizm Górnika wystarczył na ŁKS. Stawowy przegrywa w powrocie

Wczoraj nastąpił powrót Ekstraklasy. Obejrzeliśmy jeden mecz zły, jeden bardzo dobry. Ale na swój sposób, to wciąż było przygrywką. Dzisiaj w lidze mamy hit w postaci meczu Lecha z Legią. Dzisiaj zobaczymy mistrza Polski, Piasta Gliwice, w dodatku z rewelacyjną przed koronawirusem Wisłą Kraków, która śrubowała fantastyczną passę. Na dzień dobry otworzymy ligę ŁKS-em według […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Artur Skowronek: „Musimy dać radość kibicom, których nie będzie na stadionach” 

Czy Gieorgij Żukow robił furorę podczas testów wytrzymałościowych? Jak wypadli inni piłkarze Wisły? Czy do powrotu PKO Bank Polski Ekstraklasy podchodzi z entuzjazmem? Czy przygotowanie się do sezonu bez rozgrywania sparingów było znacznym utrudnieniem? W jaki sposób rozplanowane czasowo były gierki wewnętrzne? Jak bardzo będzie brakować kibiców na stadionie przy ulicy Reymonta? Co z kontraktami, […]
30.05.2020
WeszłoTV
30.05.2020

Odmrażamy Ekstraklasę! WeszłoTV we Wrocławiu

Zastanawialiście się może, jak od kulis wyglądał pierwszy mecz po wznowieniu rozgrywek Ekstraklasy, ale nie wiedzieliście kogo zapytać? Łapcie materiał filmowy od Jakuba Białka, z niego wszystkiego się dowiecie. Tutaj tekstowa wersja reportażu, ubrana w szczegóły.  
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Legia Warszawa przechodzi proces lechowienia?

Pamiętacie jeszcze czasy ligowego duopolu, gdy Lech Poznań i Legia Warszawa rozstrzygali losy mistrzostwa właściwie między sobą? Pamiętacie ten okres w XXI wieku, gdy mówiliśmy „Legia, później Lech, a później długo nic”? Cóż, wydaje się, że ten czas mamy za sobą. Legioniści potrafili wypuścić mistrzostwo na rzecz Piasta, Lech od paru lat ma swoje problemy. […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Stan Futbolu po wznowieniu ekstraklasy

Jak co sobotę – Stan Futbolu. Wreszcie znów możemy porozmawiać o polskiej piłce, gdy ta faktycznie gra, robimy to więc w znakomitym gronie. Gośćmi Adama Kotleszki są: Wojciech Kowalczyk, Piotr Włodarczyk, Maciej Wąsowski, Łukasz Olkowicz i Szymon Borczuch 
30.05.2020
Weszło Extra
30.05.2020

Najlepszy trener ligowy. Historia Wojciecha Stawowego

„Powtarzał nam, że woli wygrać 5:4 niż 1:0”. „Puszczał na zgrupowaniach i odprawach Barcelonę”. „Bartek Chwalibogowski miał być Davidem Villą”. Nie ma żadnych wątpliwości – Wojciecha Stawowego można uznawać za dobrego trenera, można też za słabego, ale z pewnością jest „jakiś”. Ma swój styl, a to rzadkość w czasach, kiedy wielu szkoleniowców gra tylko na […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Okoński: chciałbym znowu mieć 18 lat i przechodzić do Lecha

Mirosław Okoński. Legenda Lecha Poznań. Bohater wybitnego Kolejorza, który na początku lat osiemdziesiątych sięgał po pierwsze dla Lecha mistrzostwa. Wybrany piłkarzem osiemdziesięciolecia Kolejorza. Późniejszy gwiazdor HSV, w którego barwach został wybrany drugim najlepszym piłkarzem Bundesligi, a także mistrz Grecji z AEK Ateny. Z panem Mirosławem wracamy do historii, ale nie unikamy też bieżących tematów. *** […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Strzelców nie widać. To może Vida?

Ostatni ŁKS ma jedenastu, przedostatnia Arka siedmiu, trzecia od końca Korona – sześciu. Piast Gliwice zaś – wicelider po 26 kolejkach – zaledwie pięciu. Żaden inny zespół w lidze nie podzielił swoich bramek pomiędzy tak małą liczbą piłkarzy, jak urzędujący mistrz Polski. Dziś, gdy w składzie z powodu kontuzji nie może się znaleźć Gerard Badia, […]
30.05.2020
Weszło Extra
30.05.2020

Michał Karbownik, czyli róża, która wyrosła z betonu

Często wspominamy czasy, w których piłkarze wychowywali się na boisku pod blokiem, a nie w szkółkach? Zdarza nam się zatęsknić za tym, kiedy zamiast Fortnite’a wybierano kopanie piłki całymi dniami. Myślimy o tym także dlatego, że w podwórkowa piłka wychowała wielu mistrzów, którzy zapisali się na kartach polskiego futbolu. Michał Karbownik jest – być może […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Sebastian Milewski: „Koronawirusowa przerwa była mi na rękę”

Gdyby nie nagłe zawieszenie rozgrywek spowodowane koronawirusem, bardzo możliwe, że Sebastian Milewski w tym sezonie odegrałby już tylko epizodyczną rolę. Doznał bowiem poważniejszej kontuzji po starciu z napastnikiem Legii, Jose Kante i w normalnych okolicznościach ewentualne mógłby wrócić na ostatnie mecze. Ale że okoliczności od wielu tygodni nie są normalne, istnieje spore prawdopodobieństwo, że pomocnik […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Wolsztyński: „Parę razy zrobiłem różnicę. Żałuję, że teraz nie pomogę kolegom”

Czy po zerwaniu więzadeł w meczu z Cracovią był bardzo załamany? Jak przebiegała jego rehabilitacja w sytuacji, kiedy salki rehabilitacyjne i siłownie były zamknięte przez sytuację związaną z wybuchem epidemii koronawirusa? Czy w ogóle nudził się podczas dwóch ostatnich miesięcy? Dlaczego nie mógł operować się u słynnego włoskiego chirurga doktora Marianiego i czy trafił pod […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Agent Onany i Traore: „W Polsce coraz odważniej stawia się na piłkarzy, jakich szukamy”

– Zauważyliśmy, że w ostatnich latach coraz więcej polskich zawodników wyjeżdża do Niemiec, Włoch czy Anglii. Dlatego pojawiliśmy się w waszym kraju. Uważam, że w Polsce jest kilka bardzo dobrych akademii i sporo utalentowanych piłkarzy. Znaczenie ma też to, że kluby ekstraklasy coraz odważniej stawiają na chłopaków w wieku 18 czy 19 lat, co pozwala […]
30.05.2020
Weszło
30.05.2020

Tomasz Salski: „Respektujmy podręcznik licencyjny, albo wyrzućmy go do kosza”

– Jeśli my sobie zapiszemy limit płac i on będzie egzekwowany, to oczywiście, możemy o tym rozmawiać. Ale jeśli już wcześniej zapisywaliśmy sobie różne postanowienia i zasady, które następnie ignorowaliśmy, to jaki jest cel we wprowadzaniu nowych reguł? Podręczniki licencyjne dla każdej z lig mają ponad 150 stron, a często te podstawowe zapisy nie są […]
30.05.2020
Weszło Extra
30.05.2020

Śląsk – Raków. Jak wyglądał z trybun pierwszy mecz po odmrożeniu Ekstraklasy?

Ekstraklasa wraca. Chciałoby się napisać – w wielkim stylu. Ale cóż, sami widzieliście mecz Śląska Wrocław z Rakowem Częstochowa, było jak było. My odwiedziliśmy trybuny wrocławskiego stadionu i opisaliśmy, jak wyglądała atmosfera powrotu ligi. *** Stadion Śląska od wielu lat kojarzy się z wszechobecną pustką, ciszą i echem. Nie sądziłem, że będzie mi dane debiutować […]
30.05.2020
Weszło
29.05.2020

Zagłębie? Lepiej nie dražnić

Pogoń tego nie wiedziała, no bo skąd? Przecież nikt piłkarzy Zagłębia – poza nimi samymi – nie widział na boisku od dwóch miesięcy. Ale dziś nie warto było im dawać powodów do niepokoju. Bo gdy tylko się ich podrażniło, reagowali jak wkurzony pit bull terrier. Gryzło do krwi. Za każdym razem, gdy Pogoń mocniej siadała na […]
29.05.2020
Inne sporty
29.05.2020

Znamy finałową czwórkę Orlen Stay&Play, a w niej… Anita Włodarczyk

Przyznamy, że obawialiśmy się podobnego scenariusza, jak w finale Orlen Stay&Play w Assetto Corsa. Wtedy pro gracze, którzy przeszli otwarte kwalifikacje, nie dali szans żadnemu przedstawicielowi ORLEN Teamu oraz Grupy Sportowej ORLEN, nawet Robertowi Kubicy. Podczas fazy grupowej turnieju w Rocket League okazało się, że akurat w samochodową piłkę nożną sportowcy grać potrafią. W niedzielnych […]
29.05.2020