post Avatar

Opublikowane 01.05.2020 14:26 przez

Kamil Gapinski

„W moim kraju są trzy sportowe ikony. Piłkarska reprezentacja, Ayrton Senna i Gustavo Kuerten.” Kiedy znany z gry w PSG czy Milanie Leonardo wypowiadał te słowa, absolutnie nie przesadzał. „Guga” był wówczas w Brazylii prawdziwym bożyszczem. Człowiekiem, który rozkochał w sobie miliony, mimo że przed jego erą Canarinhos nie mieli wielkich tenisowych tradycji. Całe to szaleństwo rozpoczęło się na przełomie maja i czerwca 1997 roku.

26 maja, w dniu startu Rolanda Garrosa, Kuerten mógłby stać pod Wieżą Eiffla pół dnia, a i tak nikt nie poprosiłby go o autograf. Gustavo był wówczas 66. zawodnikiem rankingu ATP. Był 21-latkiem, który nie wygrał jeszcze żadnego turnieju. Był gościem, który dwa razy brał udział w wielkoszlemowych imprezach. Rok wcześniej w Paryżu odpadł w pierwszej rundzie, następnie w Australii – w drugiej. W tamtym czasie wyróżniał się nie grą na korcie, a wzrostem – mierzy 191 cm – i burzą niesfornych loków na głowie.

Nie wiemy, z jakimi marzeniami przyjechał do Paryża 23 lata temu, możemy tylko przypuszczać, że miał nadzieję na pobicie wyniku z Melbourne. I faktycznie, ta sztuka mu się udała. 6:0, 7:5, 6:1 z Czechem Ctislavem Dosedělem, a następnie 6:4, 6:2, 4:6, 7:5 z Jonasem Bjorkmanem – te wyniki pozwoliły „Gudze” zameldować się w trzeciej rundzie. Na tym etapie miał skończyć swoją paryską przygodę. Nie dawano mu szans na nic więcej, bo przecież trafił na „Musterminatora”.

***

Tę niewróżącą niczego dobrego ksywkę nosił pewien rozstawiony z numerem piątym Austriak. Facet, który wygrał Rolanda Garrosa dwa lata wcześniej. Gładko, w trzech setach. Thomas Muster pobił wówczas w finale Michaela Changa 7:5, 6:2, 6:4. Teraz miał przed sobą dużo mniej wymagającego rywala, przynajmniej w teorii.

W praktyce Austriak musiał się mocno zdziwić, kiedy po wygraniu pierwszego seta 7:6 w dwóch kolejnych nie miał z żółtodziobem większych szans. 1:6, 3:6 – te wyniki nie przyniosły mu chwały. Zebrał się jednak w sobie, wykorzystał doświadczenie nabyte przez lata na paryskiej mączce i wygrał czwartą partię do 3. W piątej prowadził 3:0. Wydawało się, że francuska publiczność za chwilę rozejdzie się do pobliskich kafejek na kawę i croissanty.

I wtedy Kuerten odpalił.

Brazylijczyk wszedł na najwyższe obroty, a wraz z nim rozszaleli się kibice. Paryżanie musieli go pokochać: wspomniana fryzura, żółto-niebieski, rzadko spotykany w tamtych czasach strój, plus wysokie tenisowe umiejętności – to wszystko przyciągnęło ich do Gustava. Oczywiście było coś jeszcze: świat sportu od zawsze uwielbiał underdogów. Gości, którzy wbrew wszelkiej logice potrafili się postawić faworytowi. Brazylijczyk zrobił to perfekcyjnie – zlał Mustera w ostatniej partii 6:4. Właśnie wyeliminował pierwszego triumfatora Rolanda Garrosa w karierze. Szaleństwo się rozpoczęło.

***

Andriej Miedwiediew przyjechał do Francji z dużymi nadziejami na dobry wynik. Niedawno wygrał przecież prestiżowy turniej w Hamburgu, podobnie jak Roland Garros rozgrywany na mączce. No a poza tym w przeszłości meldował się już w ćwierćfinałach Australian Open i US Open.

Powtórzenie tego rezultatu stałoby się faktem jeśli uporałby się z Kuertenem. Ukrainiec mógł pomyśleć, że to możliwe. W końcu był w gazie, o czym świadczy nie tylko niemiecki turniej – w dwóch poprzednich spotkaniach nie stracił seta, natomiast młody Gustavo musiał się straszliwie ujechać w starciu z Musterem. Tak, karty mu sprzyjały.

Nie, nie zdołał ich wykorzystać.

To musiał być dosyć dziwny mecz. Pierwsza i ostatnia partia zakończyły się wynikami 7:5. Trzy środkowe: 6:1, 6:2, 6:1. Kuerten wygrał kolejny pięciosetowy bój. Nie mógł jeszcze wtedy wiedzieć, że rozstrzyganie takich wojen stanie się w Paryżu jego znakiem firmowym. Ostatecznie upolował 8 z 9 francuskich pięciosetówek. Jedynym człowiekiem, który pobił go na najdłuższym dystansie, był Marat Safin. W 1997 roku Gustavo musiał jednak stawić czoła innemu Rosjaninowi, Jewgienijowi Kafielnikowi. Stawką tego starcia był półfinał.

***

– Pod koniec trzeciego seta porzuciłem wszelką nadzieję. Myślałem, że przegram ten mecz. Dlatego po prostu… zrelaksowałem się i czekałem na koniec. Cieszyłem się każdym momentem na korcie, wiedziałem, że zabiorę ze sobą do Brazylii piękne wspomnienia.

Gustavo Kuerten przegrywał z Kafielnikowem 6:2, 5:7, 2:6. Kiedy uznał, że w losów tego spotkania nie da się odwrócić, stało się coś nieprawdopodobnego. Rosjanin stanął, a młody Brazylijczyk stwierdził chyba, że zrobi wszystko, aby ’97 w jego ojczyźnie nie kojarzył się tylko z szalejącym w Barcelonie Ronaldo. W partii nr 4 „Guga” zdemolował obrońcę tytułu 6:0! Zszokowany takim obrotem sprawy Jewgienij nie zdołał się już pozbierać. Piątego seta przegrał 4:6 i było po wszystkim. Jak to ładnie napisał jeden z dziennikarzy „artysta pokonał metronom.”

– Kiedy schodziłem z kortu, szukałem wzrokiem swojego trenera Larriego Passosa. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, wyrażały jedno: ta edycja Rolanda Garrosa będzie należeć do nas. Wiem, że brzmi to jak szaleństwo, ale byliśmy tego pewni.

Pokonany Kafielnikow po latach nie mógł natomiast nachwalić się Kuertena:

– Był najlepszym zawodnikiem, z jakim mierzyłem się na mączce. Radził sobie na niej tak znakomicie, jak Pete Sampras na kortach twardych. W peaku swoich możliwości grał chyba w Paryżu lepiej niż Rafa Nadal.

***

Gdybyśmy mieli zareklamować półfinał tamtego turnieju, użylibyśmy zwrotu: spotkanie dwóch pięknych historii. Naprzeciwko Kuertena stanął bowiem kwalifikant Filip Dewulf. Nigdy wcześniej ani później Belg nie zaszedł w wielkoszlemowej imprezie tak daleko.

Caratti, Meligeni, Portas, Corretja, Norman – lista jego paryskich skalpów na pewno nie była tak imponująca, jak ta Gustava. Gra również, dlatego Brazylijczyk wygrał tamto spotkanie 6:1, 3:6, 6:1, 7:6.

– Na korcie Kuerten sprawiał wrażenie kogoś, kto jest bardzo cool i nie przytłaczają go nadarzające się okazje. Urodził się po to, aby być w światłach reflektorów, na podium. Przychodziło mu to tak cudownie naturalnie – zachwycał się Dewulf.

W finale Gustavo musiał poskromić dużo lepszego zawodnika niż Belg. Czekał tam na niego Sergi Bruguera, zwycięzca RG z 1993 i 1994 roku.

Nastoletni Kuerten oglądał zresztą jego pierwszy triumf na paryskiej mączce z trybun. Dziś wspomina, że tamten mecz był dla niego jednym z kroków milowych w karierze. Zaimponowała mu wtedy szybkość ataku Amerykanina Jima Couriera i precyzja Hiszpana. Uznał, że jako dorosły tenisista chciałby połączyć te dwie cechy. Trener Passos dodawał potem, że to spotkanie miało na niego większy wpływ niż tysiąc jego motywacyjnych gadek.

***

Idealna puentą paryskich szaleństw Brazylijczyka byłby pięciosetowy finał, prawda? Najlepiej taki, w którym Gustavo wróciłby do świata żywych ze stanu 0:2. Cóż, musimy was rozczarować – nic takiego nie miało miejsca.

O meczu Kuerten – Bruguera na pewno nie można napisać, że był zacięty. Że trzymał widzów w napięciu do ostatnich sekund. Że ludzie wspominali go po latach jako piękne widowisko. Nic takiego się nie stało, bo młokos z Kraju Kawy brutalnie zmielił rywala – 6:3, 6:4, 6:2.

Stał się drugim najniżej notowanym na liście ATP zawodnikiem, który triumfował w wielkoszlemowym turnieju. Stał się pierwszym nierozstawionym tenisistą, który wygrał w Paryżu od 1982 roku, kiedy to wszystkich zadziwił Mats Wilander. Stał się też z miejsca legendą w ojczyźnie. W rodzinnym mieście „Gugi”, Florianopolis, po jego sukcesie na ulice wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Wielu z nich poza flagami Brazylii dzierżyło w dłoniach… rakiety tenisowe.

Zanim Brazylijczycy opuścili domy, by celebrować Kuertena, Gustavo przyjął trofeum od wielkiego Bjoerna Borga. Wcześniej kilkukrotnie pokłonił się swojemu idolowi z dzieciństwa. Potem rozczulił wszystkich, gdy… nie mógł odkorkować szampana.

– Nigdy nie miałem okazji, żeby to robić, wybaczcie! – wspominał. I dodawał: – Gdy wznosiłem do góry trofeum, przed oczami przeszło mi całe moje życie. Dzieciństwo, czasy kiedy byłem nastolatkiem, gdy dorastałem, moja rodzina. Zrozumiałem też, że mam w sobie moc, żeby poruszyć cały naród, żeby dawać mu szczęście, żeby dzięki mnie życie milionów Brazylijczyków było lepsze.

Po dobrze wykonanej robocie Kuerten zatańczył na paryskim korcie sambę. Wraz z nim bawiły się mama Alicja i babcia Olga. Cała rodzina zadedykowała sukces ojcu Gustava, który zmarł przedwcześnie w 1985 roku. Aldo dostał zawału serca gdy… sędziował tenisowy mecz juniorów.

Był ósmy czerwca. Gdyby Gustavo pojawił się teraz pod Wieżą Eiffla, od składania autografów doznałby prawdopodobnie kontuzji dłoni.

***

Roland Garros 1997 nie był pojedynczym wystrzałem Brazylijczyka, a początkiem jego wspaniałej kariery. Kuerten wygrywał ten turniej jeszcze dwukrotnie, w 2000 i 2001 roku. W 2000 triumfował też w Mastersie, kiedy to w Lizbonie ograł Andre Agassiego. Dzięki temu został liderem listy ATP. Był pierwszym nie-Amerykaninem, który kończył rok na tej pozycji od 1991 roku, gdy swoje triumfy święcił Stefan Edberg.

***

Jego rozwój zahamowały kontuzje. Od 2002 roku dwukrotnie przechodził artroskopię prawego stawu biodrowego. Mimo olbrzymiego bólu, jaki czasem czuł na korcie, wygrał jeszcze cztery turnieje, choć nie tak prestiżowe, jak Wielkie Szlemy.

Ostatni mecz w życiu – a jakżeby inaczej! – rozegrał w Paryżu. 25 maja 2008 roku „Gugę” ograł sześć lat młodszy Paul-Henri Mathieu. To była zaledwie pierwsza runda Rolanda Garrosa. Kuerten uznał tę porażkę za ostateczny znak, że czas zejść ze sceny.

W brazylijskim tenisie nigdy wcześniej ani później nie było takiego zawodnika. To dlatego w 2001 roku wydano znaczki z jego podobizną. Rodacy na pewno kupowali je hurtowo, bo „Gugę” kochali od zawsze.

– Nie dziwię im się. Dwa razy miałem okazję z nim porozmawiać i muszę powiedzieć, że to przesympatyczny człowiek. Roztacza wokół siebie wspaniałą energię. Nie da się go nie lubić – wspomina Adam Romer, redaktor naczelny „Tenisklubu”.

Brazylijczycy uwielbiają Kuertena tak bardzo, że w 2016 roku uznali w internetowym głosowaniu, iż to właśnie on powinien zapalić znicz olimpijski. Gustavo pokonał w nim między innymi Pelego i Neymara! Była to jednak tylko zabawa, która nie wpłynęła na decyzję MKOl – ostatecznie żaden z nich nie dostąpił tego zaszczytu. Znicz zapalił były maratończyk Vanderlei de Lima, którego przed laty, na IO w Atenach, zaatakował na 36. kilometrze niejaki Neil Horan, pozbawiając tym samym szans na zdobycie złota. Była to swoista rekompensata za tamto wydarzenie. Za to Kuerten wbiegł ze zniczem na Maracanę. Wywołał pośród rodaków szaleństwo podobne do tego z 1997 roku.

Uśmiechnięty Gustavo poruszający się po olimpijskiej bieżni w nienagannym białym stroju. Uśmiechnięty młokos w kolorowym ubraniu wznoszący nad głowę puchar za paryską wygraną. Te dwa obrazki na zawsze pozostaną w sercach Brazylijczyków.

KAMIL GAPIŃSKI 

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 01.05.2020 14:26 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dave
Dave

” zadziwił Mats Wislander” wydaje się literówka bo chyba chodziło o Matsa Wilandera;)

StalinMourinho
StalinMourinho

Świetny tekst, brawa dla Autora!

Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

W Warcie nie ma czasu na świętowanie. Dzień po fetowaniu mieliśmy komitet transferowy

– Od pewnego czasu udaje nam się działać na warunkach zdrowego zarządzania tym budżetem. Odkąd jestem w klubie budżet płacowy jest w graniach 50-60% budżetu ogólnego, co – jak wykazują wskaźniki – jest zdrowym procentem. Nie będziemy wydawać więcej niż pozwalają nam na to nasze możliwości finansowe. Nie będzie w Warcie płacowego eldorado i życia […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Wilusz: „Raków był bardzo konkretny, a poziom Ekstraklasy idzie do góry”

W jakich okolicznościach podpisywał kontrakt z Rakowem Częstochowa? Co go przekonało? Jakie wrażenie zrobił na nim klub i trener Marek Papszun? Dlaczego potrzebował stabilizacji? Czy ostatni rok w Rosji uważa za stracony? Dlaczego nie został w Rosji i czy miał możliwość zostania na dłużej w Uralu Jekaterynburg? Czy wraca do lepszej ligi? Skąd u niego […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Pan piłkarz na dłużej w Lechu. Kolejorz dogadał się z Pedro Tibą

Lech Poznań świetnie szkoli młodzież. To teza łatwa do obrony, teza oczywista, z którą trudno polemizować. Ale jednocześnie Kolejorz miał w ostatnim czasie problemy ze ściąganiem kozaków, od których ta młodzież mogłaby się uczyć. Natomiast jednym z takich kozaków, którego poznaniacy wyszukali i ściągnęli jest Pedro Tiba. Wśród fanów Lecha pojawiały się obawy, że Portugalczyk […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Felix: „Chciałem zapewnić lepszą przyszłość mojej rodzinie. Liga turecka ma swoją renomę”

W dzisiejszej prasie futbol na pewno nie dominuje, ale… coś dla siebie znajdziemy. W „Przeglądzie” mamy zapowiedź Ligi Mistrzów i rozmowę o nowym trenerze Jagiellonii, w „Sporcie” rzecz o transferach Piasta i GKS-u Jastrzębie, a w „Superaku” Jorge Felix opowiada o transferze. – Trafiłem do czołowego klubu, który w poprzednim sezonie zajął czwarte miejsce w […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

United wygrywają w sparingu pod szyldem Ligi Europy

Tak się stęskniliśmy za międzynarodowymi rozgrywkami, że odpaliliśmy nawet starcie Manchesteru United z LASK Linz, co wcześniej – przed pandemią – byłoby nie do pomyślenia. Nie dość, że Austriacy są elektryzujący jak budyń, to jeszcze przegrali 0:5 w pierwszym spotkaniu. Naprawdę więc w normalnych czasach wolelibyśmy oglądać wyścigi kropel na szybie. Ale że jest, jak […]
06.08.2020
Weszło
05.08.2020

Inter gra dalej, ale rośnie rola defensywy

Wicemistrzostwo Włoch, punkt straty do Juventusu, niezłe punktowanie i przyzwoita gra po przerwie pandemicznej. Ale jednocześnie pierwsze zgrzyty z udziałem Antonio Conte, brak regularności, która pozwoliłaby przeskoczyć słabą w tym sezonie Starą Damę, no i sporo punktów uratowanych przez Samira Handanovicia. Finisz sezonu w wykonaniu Interu Mediolan ma trochę słodko-gorzki smak i dzisiejsze zwycięstwo nad […]
05.08.2020
Blogi i felietony
05.08.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Od wielu lat hołduję jednej wyjątkowej wakacyjnej tradycji. Stawiam tasiemki na pierwsze rundy eliminacji do europejskich pucharów. Nie zliczę ile razy Steaua Bukareszt zremisowała z jakimiś dziadami, wykładając mi kupon na siedem zdarzeń. Nie zliczę ile razy wszystko weszło, gdy akurat Partizana nie trawił żaden wewnętrzny konflikt, a mistrz Norwegii zgodnie z planem rozprawiał się […]
05.08.2020