post Szymon Podstufka

Opublikowane 29.04.2020 11:19 przez

Szymon Podstufka

Występy w reprezentacji Anglii u boku Bobby’ego Moore’a, Geoffa Hursta czy Bobby’ego Charltona. Trzy i pół setki meczów dla Manchesteru City, a także… występ w filmie i szycie koszul dla Michaela Caine’a i Sylvestra Stallone’a. A do tego Puchar Zdobywców Pucharów – jedyne trofeum europejskich rozgrywek zgarnięte przez zawodników Manchester City po dziś dzień. Mike Summerbee miał naprawdę świetną karierę, podczas której zapracował sobie na status legendy Manchesteru City. Wymowne, że dziś jest ambasadorem wciąż urzędujących mistrzów Anglii.

Z okazji 50. rocznicy ostatniego finału europejskich pucharów z udziałem polskiej drużyny zadzwoniliśmy do byłego znakomitego angielskiego napastnika, by wypytać go o wspomnienia ze spotkania sprzed pół wieku, a także wysłuchać wspomnień z najlepszych oraz najzabawniejszych momentów jego kariery.

***

Finałowy mecz z Górnikiem opuścił pan z powodu kontuzji. Co takiego się wydarzyło?

Złamałem nogę w jednym z ligowych spotkań przed tamtym finałem. Miałem ją w gipsie przez jakiś czas. Wróciłem, próbowałem, ale ból był zbyt duży. Niemożliwym stał się więc mój występ w tamtym meczu. Staw nie zregenerował się dostatecznie. Bardzo trudno było mi się pogodzić, że zobaczę mecz w Wiedniu jako widz, a nie uczestnik, szczególnie że wystąpiłem we wszystkich wcześniejszych spotkaniach. Ale koniec końców zespół chyba szczególnie za mną nie tęsknił. Tony Towers wskoczył za mnie i zaprezentował się bardzo dobrze.

Ale do Wiednia pan pojechał?

Oczywiście. Miałem jeszcze test sprawnościowy na dwa dni przed meczem, 24 godziny przed spotkaniem jeszcze wierzyłem, że mogę dojść do siebie. Kontuzja była wyleczona, ale niewystarczająco, by zagrać w meczu jak ten. Być na boisku i zawieść moją drużynę? Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić. Więc pokornie usiadłem na trybunach.

Jedna z polskich gazet napisała przed trzecim meczem pomiędzy Górnikiem a Romą, że podobno woleliście, by do finału awansowali Rzymianie niż piłkarze z Zabrza, bo to polski zespół uznawaliście za trudniejszego przeciwnika.

Gdy dochodzisz w pucharach tak daleko, grasz z tym, kogo przydzieli ci los. Nie możesz bać się przeciwnika, tylko musisz wyjść i z nim walczyć. Tylko tak stworzysz dobre widowisko. Pomiędzy Manchesterem City a Górnikiem było bardzo dużo szacunku również dlatego, że oba zespoły jechały do Wiednia zaatakować. Mecz mógł się przechylić na każdą ze stron, to jedno z takich spotkań, którymi delektujesz się od pierwszej minuty. Wielka szkoda, że ludzie nie mogli go zobaczyć w telewizji – jedyny finał w historii Manchesteru City i nie jest on pokazywany na żywo! Stadion też świecił pustkami, to było niedorzeczne. Ale, jak rozumiem, wtedy trudno było Polakom podróżować, ze względu na Żelazną Kurtynę.

Na ile istotnym elementem przygotowania do finału była analiza gry Górnika?

Naszym menedżerem był wtedy Joe Mercer, jego asystentem – Malcolm Alisson, jeden z najlepszych trenerów, z jakimi pracowałem w swojej karierze. Koncentrowaliśmy się na tym, co sami chcemy grać. Wiedzieliśmy, z kim się mierzymy, mieliśmy świadomość, jak dobry jest Lubański, jak twardym przeciwnikiem jest Gorgoń. Ale nie snuliśmy planów, jak zatrzymać konkretnych przeciwników. Mieliśmy wyjść i zagrać ofensywnie, jak mieliśmy to wtedy w zwyczaju. Górnik zrobił to samo. Nie wyszedł na mecz, by bronić, czego się zresztą spodziewaliśmy. Szli po wygraną. Oglądałem z trybun dwa wspaniałe zespoły i choć gole Neila Younga i Francisa Lee dały nam wygraną, nie przyszła ona łatwo.

Widzieliście chociaż jakieś mecze Górnika na wideo?

W Anglii to nie funkcjonowało wtedy w ten sposób. Wychodziłeś i grałeś. Menedżer znał zawodników przeciwnika, znał ich mocne strony. Pewnie przed Wiedniem ktoś z klubu poleciał do Polski, by obejrzeć Górnika, ale w gruncie rzeczy byliśmy zespołem zawadiaków. Mieliśmy napastników zdolnych wygrać mecz jedną akcją, ale nie tylko. W Anglii ludzie pamiętają przede wszystkim Francisa Lee, Colina Bella i mnie, bo graliśmy najbliżej bramki przeciwnika, ale cały zespół był wtedy baddzo mocny. Alan Oakes, Glyn Pardoe, Mike Doyle, nasz kapitan Tony Book…

Mówił pan o klasie Włodzimierza Lubańskiego. Joe Mercer zwrócił chociaż uwagę na to, że jego trzeba szczególnie mieć na oku?

Większość zawodników tamtego Górnika było reprezentantami Polski. Pamiętam, jak graliśmy w 1973 roku z Polską na Stadionie Śląskim, wielotysięczny tłum grał razem z waszą drużyną. Za każdym razem, kiedy mieliście piłkę, podnosił się niesamowity tumult. Wtedy Lubański strzelił jedną z dwóch bramek. Zawsze był piekielnie groźny. Przez kilka lat grałem w Manchesterze City z Kazimierzem Deyną – to był znakomity piłkarz. Ale Lubański był jeszcze lepszy, znany wśród angielskich kibiców, rozpoznawalny w całej Europie. Zawsze trzeba było mieć przy kryjącym go obrońcy drugiego zawodnika, by mógł ubezpieczyć swojego partnera. Miałem tego pecha, że i w finale, i we wspomnianym spotkaniu na Śląsku nie zagrałem. Ale to była jednocześnie szansa, by zobaczyć z boku, jak gra Lubański i naprawdę docenić, jak znakomity to był gracz.

Co było pana zdaniem największą przewagą City w tamtym spotkaniu?

Nie uważam, że w jakimkolwiek aspekcie mieliśmy znaczną przewagę. Musieliśmy zmierzyć się ze świetnym rywalem i vice versa. Wiedzieliśmy, że ktokolwiek zdobędzie pierwszą bramkę, wygra mecz. Naszą jedyną faktyczną przewagą było więc to, że my tego pierwszego gola strzeliliśmy.

Jak dużą rolę w tamtym meczu w Wiedniu odegrała pogoda? Zimno, ulewa.

Faktycznie, w Anglii, a szczególnie w Manchesterze, pogoda nie jest za dobra, więc byliśmy do takich warunków bardziej przyzwyczajeni. Ale każdy piłkarz powie, że lubi grać w deszczu, ponieważ piłka toczy się szybciej. Murawa w Wiedniu była idealna, piłka chodziła szybko. To koszmar dla obrońców, tym bardziej jeśli masz szybkich napastników. My takich mieliśmy – Lee, Bella, Younga. Moim zdaniem jednak bardziej niż piłkarze z powodu ulewy cierpieli kibice, bo na obiekcie nie było zadaszenia, więc byliśmy wszyscy przemoknięci do suchej nitki. Wracając do pytania – nie uważam, żeby pogoda była dla piłkarzy Górnika problemem. Gdy profesjonalnie grasz w piłkę, to nie ma znaczenia.

Jednak piłkarze Górnika wspominając ten mecz w telewizyjnym dokumencie „O krok od pucharu” mówili, że nie mieli koszulek na zmianę i po 45 minutach musieli wykręcać te, w których grali, by jakkolwiek sobie ulżyć.

Faktycznie, w tamtych czasach to mogło być niedogodnością. Graliśmy w koszulkach z bawełny, więc wilgoć zostawała w materiale. Stroje zaczynały ciążyć, koszulki, spodenki, skarpetki, nasiąknięte buty też były cięższe. Dziś piłkarze mają poliestrowe stroje, deszcz po nich spływa, czujesz się, jakbyś biegał nago. Ale to nie był wtedy tylko problem Górnika.

Zawodnicy z Zabrza mówili, że byliście przygotowani lepiej, mieliście zapasowy komplet strojów na drugą połowę.

Może i tak było, ale nie sądzę, że ktokolwiek by się przebierał. Cóż, ja na pewno bym tego nie zrobił.

Po meczu świętowaliście na bankiecie z… piłkarzami Górnika. W dzisiejszych czasach – nie do pomyślenia.

Wtedy to była normalna rzecz. Przyjaźń pomiędzy piłkarzami Górnika i Manchesteru City przetrwała przez dekady. Tony Book i ja spotkaliśmy się z zawodnikami z Zabrza dziesięć lat temu. Wciąż mam zegarek kieszonkowy, który wtedy dostaliśmy na pamiątkę. Pamiętam cały czas kilka polskich słów: „dzień dobry”, „dziękuję”. Szacunek pomiędzy zawodnikami naszych klubów był ogromny. W ogóle relacja Anglików z Polakami jest wyjątkowa. W Londynie stoi pomnik upamiętniający polskich lotników walczących w II Wojnie Światowej. Byle komu się pomników nie stawia. To symbol szacunku, jaki Brytyjczycy mają dla młodych polskich mężczyzn, którzy w walce oddali swoje życia.

Stanisław Oślizło, z którym rozmawiałem jakiś czas temu, bardzo ciepło wspominał pana i Tony’ego Booka przyjazd dziesięć lat temu.

Ich gościnność była niezwykła. Spędziliśmy w Polsce kilka wspaniałych dni. Macie najlepszą wódkę na świecie, Chopin. Mam szczerą nadzieję, że pewnego dnia Górnik znów będzie mógł zagrać z Manchesterem City. Oby to się stało jeszcze za mojego życia.

Uważa pan, że taki rodzaj relacji jest w obecnych czasach niemożliwy?

Na pewno jest trudniej o prywatność, ale stosunki na boisku i poza nim pozostają takie same. Zawodnicy po prostu częściej niż na mieście spotykają się ze sobą w domach.

Mike Summerbee, Tony Book oraz Mirosław Minkina podczas meczu Górnik Zabrze – Znicz Pruszków (24.04.2010)

Pewnego razu powiedział pan, że w dzisiejszej piłce nie byłby pan w stanie rozegrać pełnych 90 minut.

Byłem agresywnym skrzydłowym. Nie uprawiałem brudnych gierek, ale wiedziałem, jak o siebie zadbać i korzystałem z tej wiedzy. Zaadaptowałem się do gry, jaką była piłka w moich czasach. Dziś musiałbym w tej kwestii sporo zmienić, bo dostawałbym czerwoną kartkę w każdym kolejnym spotkaniu.

Łokieć tu i tam?

Powiedzmy, że po prostu korzystałem z mojego ciała, by wygrywać pojedynki z przeciwnikami. Kiedy obrońcy mnie kopali, musiałem się bronić. Nigdy moim celem nie było skrzywdzenie rywala, połamanie mu nóg. Po prostu taki był futbol.

W książce „Legendy Manchesteru City” można przeczytać, że pewnego razu zdjął pan spodenki przed kibicami przeciwnika.

To było w Liverpoolu, przed The Kop. Wygrywaliśmy 1:0 i kilka minut przed końcem spotkania fani używali sobie na mnie. Mieliśmy rzut rożny. Nie spuściłem spodenek do kostek, po prostu opuściłem je nieco, by pokazać kibicom pośladki. Niestety, Liverpool strzelił dwa szybkie gole w samej końcówce. Za każdym razem, gdy od tamtej pory wróciłem do Liverpoolu, ludzie którzy widzieli tamten mecz mówili: „może teraz pokażesz nam tyłek, Summerbee?”. Pamiętają do dziś. Wiem, że w obecnych czasach dostałbym za coś takiego czerwoną kartkę, ale po prostu lubiłem pożartować, wciągnąć w to kibiców. Długo grałem jako skrzydłowy, blisko linii bocznej, blisko kibiców. Często coś do nich pokrzykiwałem. Piłka nożna jest rozrywką, nie możesz przez cały czas być śmiertelne poważny.

Do City trafił pan w 1965 roku, kilka miesięcy po tym, jak na Maine Road strzelił pan gola jako zawodnik Swindon. To właśnie ten występ zdobył panu angaż w Manchesterze?

Zupełnie nie. Pamiętam tamten mecz, City wtedy nie spisywało się najlepiej. Menedżerem był George Poyser, ale został zwolniony i zatrudniono Joe Mercera. Znałem go, bo grał razem z moim ojcem. Już wcześniej próbował ściągnąć mnie do Aston Villi. Usłyszałem o tym w radiu, gdy jechałem latem odwiedzić moją matkę. Zadzwoniłem do Mercera, a on rozpoczął negocjację ze Swindon. W tamtym czasie oba zespoły grały w tej samej lidze, zarabiałem 35 funtów tygodniowo w Swindon. City nie płaciło wówczas wielkich pieniędzy, dostałem kontrakt wart 45 funtów tygodniowo. Ale jeśli mam być szczery, nawet gdyby City zaoferowało mi wtedy mniej, i tak bym podpisał. Po ośmiu latach w Swindon potrzebowałem czegoś nowego. Po moim przyjściu awansowaliśmy, zostaliśmy mistrzami Second Division i ten ruch okazał się dla mnie doskonały.

Którą z tych rzeczy wspomina pan milej – grę z Bobbym Moorem, Bobbym Charltonem czy Geoffem Hurstem w drużynie narodowej, czy może jednak grę z Sylvestrem Stallonem i Michaelem Cainem w „Ucieczce do zwycięstwa”?

Oczywiście, że występ w reprezentacji. Z sir Bobbym Charltonem widuję się regularnie, mieszka niedaleko mnie, no i oczywiście regularnie spotykamy się na derbach z United. Bobby Moore był moim dobrym przyjacielem, niestety zmarł w 1993. Miałem wiele szczęścia, by grać w kadrze z Hurstem, Petersem, Moorem, Charltonem, wieloma zwycięzcami mistrzostw świata w 1966 roku. Dla kogoś, kto zaczynał w niższych ligach, wspięcie się aż do reprezentacji, to największy zaszczyt, jaki tylko można sobie wyobrazić. Ludzie pytają mnie: jakie jest moje ulubione wspomnienie z czasów gry w piłkę. Zawsze odpowiadam, że reprezentowanie mojej ojczyzny. Kiedy wychodzisz na boisko w koszulce reprezentacji, nie wykonujesz swojej roboty, by po spotkaniu wrócić do domu. To znacznie więcej.

A jak to było z tą „Ucieczką do zwycięstwa”?

Producenci zapytali o udział Bobby’ego Moore’a, a on wziął mnie, jako swojego bliskiego przyjaciela. Film nagrywano w Budapeszcie, Michael Caine i Sylvester Stallone byli niesamowicie pomocni. Oni – profesjonaliści, gwiazdy kina. My – kompletni filmowi amatorzy. Dużo z nami rozmawiali, uczyli nas, jak dobrze wypaść przed kamerą i odegrać powierzone nam role. Wciąż czasami ze sobą rozmawiamy. Miałem swego czasu sklep z koszulami szytymi na miarę. Uszyliśmy kilka koszul dla Stallone’a i Caine’a. A film wciąż jest pokazywany, mimo że został nakręcony jakieś czterdzieści lat temu. Czyli chyba nie wyszedł najgorzej.

Pana syn grał dla Manchesteru City w latach 90. Porównania wydawały się nieuniknione. Jak wielkim ciężarem było dla niego nazwisko ojca?

Cieszę się, że pan to rozumie. Dla Nicholasa nie było rzeczą łatwą, by podążać moim śladem. Podobnie jak ja, dołączył do Manchesteru City ze Swindon. Poradził sobie nieźle, ale ciężko było sprostać oczekiwaniom względem nazwiska. Spodziewano się dokładnie takiego zawodnika, jakim byłem ja. On grał inaczej. Świetnie dośrodkowywał. Dobrze zrobiły mu przenosiny do Sunderlandu, tam odniósł większy sukces. Obecnie mieszka w Katarze, w Dausze, z żoną i dwójką dzieci. Pracuje dla tamtejszej telewizji, ma uczestniczyć w transmisjach mistrzostw świata 2022.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

fot. NewsPix.pl

Opublikowane 29.04.2020 11:19 przez

Szymon Podstufka

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 5
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Staszek Anioł
Staszek Anioł

To u nas ten mecz pokazywali na żywo, a w Anglii nie?

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Mnie zawsze zastanawiało (jako że nie pamiętam naocznie z racji że mnie jeszcze na świecie nie było) dlaczego taką legendą obrósł mecz na Wembley’73 a nie ten kilka miesięcy wcześniej na Śląskim, wygrany po koncertowej grze 2-0. Moim zdaniem to ta wygrana była kluczowa, dodatkowo uzyskana po świetnej grze i z całą piękną otoczką. Bo ten remis na Wembley to w zasadzie taka „obrona częstochowy” była z jednym wypadem do przodu i farfoclem Jana Domarskiego. Wiem, że to po tym remisie „klepnęliśmy” awans, ale gdybyśmy u siebie nie ograli w tak dobrym stylu Anglików to by tego awansu pewnie nie było pomimo remisu na Wembley.

Old
Old

Lata 60-te, 70-te, 80-te i początek 90-tych, wtedy nasza klubowa piłka odnosiła największe sukcesy. Dlaczego sukcesy uleciały, odeszły w niepamięć i bezpowrotnie (oby nie ! ) się skonczyły ? Wtedy w latach 60-90 ( poczatek ) liga grała krajowym składem, a najlepsi nie wyjeżdżali za granicę. Nigdy nie zapomnę Wisły, Widzewa, Legii i innych w europejskich pucharach ( tamtego Górnika niestety nie oglądałem ). Dzisiejsza nasza LIGA zdominowana przez zagraniczny szrot, może co najwyżej… nic k…wa nie może. ,,Koza,, podał ,,oficjalne,, stanowisko PZPN, co do dalszych rozgrywek. III liga out ! Liga, w której grają młodzi , słabo opłacani Polacy out ! ,, Kasa Misiu kasa,, tylko to się teraz liczy ?

pep pep
pep pep

Zauważ że te sukcesy naszych klubów w europejskich pucharach i tak były malutkie. To wywyższanie bardzo nielicznych udanych kampanii to taki mit-kit . W historii europejskich pucharów znacznie ustępujemy Węgrom ZSRR, ,Czechoslowacji, Jugosławii , Rumunii , NRD, a nawet długo półamatorskiej lidze w Szwecji. Warto pamiętać, że (poza PUEFA) do 1992r. wystarczylo wygrać tylko cztery dwumecze aby zagrac w finale (przy wolnym losie w 1/16 tylko trzy) , a nam udało sie to tylko raz.
W najlepszym sezonie (gdyby prowadzić ranking krajowy UEFA) to Polska w historii w takim nieoficjalnym rankingu najwyżej była siódma . Przykładowo w 1982r. w rankingu pięcioletnim polska liga była na…23 miejscu w Europie (tuż przed amatorskimi 24 Irlandią i 26 Albanią). Takie to były ,,zlote” late piłki klubowej. A to bylo prawie takie dno ligi jak teraz
Zapewne reprezentacyjne sukcesy 1972-1982 były ponad stan potencjału i tym bardziej nalezy je docenić

fan kibolkiewicza
fan kibolkiewicza

Mniej drużyn, mniej meczów to większa szansa dla słabszych. Z każdego kraju tylko mistrz w PE, dlatego przy korzystnych układach, ćwierćfinał PE to dwumecz Wisła-Malmo. Teraz to niewyobrażalne. No i jeszcze jedno: nieprzypadkowo jedyny finał to finał PZP, najsłabiej obsadzonego pucharu.

Weszło
03.12.2020

Jeżeli Liga Europy miała być oknem wystawowym, to Marchwiński przez nie wypadł w złą stronę

Lech Poznań w ostatnich latach w modelowy sposób wypromował wielu zawodników. Czasami wręcz mieliśmy wrażenie, że niektórych nawet sprzedawał lekko powyżej wartości, korzystając już z renomy solidnego dostawcy, którą wyrobił sobie na Starym Kontynencie. Jak tak dalej jednak pójdzie, z Filipem Marchwińskim będzie problem.  Nie chodzi tylko o mecz w Lizbonie, choć on jest kropką […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Ostateczna weryfikacja tezy o szerokiej kadrze Lecha

Wyobraźcie sobie, co byłoby, kiedy cała europejska przygoda Lecha wyglądałaby tak, jak drugi mecz poznańskiej ekipy z Benfiką. Jakby ta cała impotencja, bezzębność, pasywność, żałość, toporność trwała przez całą fazę grupową. Przecież można byłoby się załamać. Stracić wiarę w sens polskiego futbolu. A tak, choć wicemistrz Polski zagrał słabiutko, to tego właśnie można było się […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Liga Europy odhaczona, można się skupić na Podbeskidziu!

Poważnie rozważaliśmy odpuszczenie oglądania meczu Lecha z Benfiką, gdy zobaczyliśmy skład Kolejorza na to spotkanie. Bo skoro sam Kolejorz nie traktował tego meczu poważnie, to dlaczego my mielibyśmy podchodzić do niego na galowo? Ale obejrzeliśmy. Choć jakim kosztem. Jeśli ktokolwiek się jeszcze łudził, że poznaniacy mają szansę na wyjście z grupy, to dzisiaj został odarty […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Widzew jak to Widzew – dwóch dobrych meczów z rzędu nie zagra

Remis, zwycięstwo, porażka, zwycięstwo, porażka. Wyniki Widzewa w ostatnim czasie wyglądają, jakby brały się z maszyny losującej. Ekipa z Łodzi ma wiele, by być jednym z kandydatów do top6 na koniec ligi, ale jeśli nie ustabilizuje formy, nie będzie o czym rozmawiać. Tylko raz w tym sezonie zdarzyło się, by łodzianie wygrali dwa mecze z […]
03.12.2020
Anglia
03.12.2020

Bednarek z nowym kontraktem. Ostatnim przed przenosinami wyżej?

Jan Bednarek to właściwie modelowy przykład, jaki chcielibyśmy oglądać częściej przy przenosinach polskiego zawodnika do Premier League. Wiadomo, że to cholernie wymagająca liga, jakieś miliard razy bardziej niż polska, więc przeskok jest – trzeba się wdrożyć, okrzepnąć i tak dalej. Problem polega na tym, że nasi piłkarze na tym etapie już toną i potem albo […]
03.12.2020
Live
03.12.2020

LIVE: Trzymajcie się w tej Lizbonie…

Dejewski, Muhar, Kaczarawa. To tylko trzech spośród jedenastu piłkarzy, którzy wybiegną dziś na murawę w Lizbonie, by dać odpór potężnej Benfice. Czy wierzymy? Nie wierzymy. Czy się łudzimy? Nie łudzimy się. Panowie, po prostu się pokażcie z dobrej strony, a nuż Dariusz Żuraw jednak dowie się, że jego krótka ławka i wąska kadra wcale nie […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

„Zakładam, że telewizja wyciągnie konsekwencje z przełożenia meczu w Gdyni”

Gościem dzisiejszej audycji pt. „Trójmiasto jest nasze” w radiu Weszło FM był prezes I ligi piłkarskiej – Marcin Janicki. Odpowiedział on na pytania dotyczące wczorajszych odwołanych meczów z powodu złego stanu murawy na kilku stadionach. W głównej mierze prezes Janicki ustosunkował się do sytuacji zaistniałej w Gdyni. Tamtejszy stadion posiada bowiem podgrzewaną murawę, a mimo […]
03.12.2020
WeszłoTV
03.12.2020

QUIZ: Kokosiński, Paczul, Rokuszewski, Białek, Olkiewicz

To co, gotowi na kolejny quiz? Lecimy dziś mocno – nagrodą jest zdjęcie Patryka Lipskiego z autografem. Nigdzie indziej nie można tego wygrać. Bo w sumie i po co? Zapraszamy! 
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Grzeszny portret Jesusa

Uważa się za najlepszego trenera na świecie, w czym utwierdzają go słowa Julio Cesara, który stwierdził kiedyś, że ceni go wyżej niż samego Jose Mourinho. Jest przekonany, że posiadł całą taktyczną wiedzę świata. Mają go za prostaka, a swoją pracę tłumaczy za pomocą obrazów Pauli Rego. Potrafił bezwstydnie obrażać matkę trenera Tottenhamu, szarpać się ze […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Filipiak na tropie spisków. Sędziowie sprzyjają Legii i gnębią Cracovię

Jeszcze wcale nie tak dawno ważyły się losy tego, jak wyrok za kupowanie meczów przez Cracovię w ogóle wyegzekwować w Ekstraklasie. Skończyło się na ujemnych punktach. Kurz nie opadł, a Janusz Filipiak postanowił włożyć kij w mrowisko i wskazuje palcem, że ktoś inny mataczy. Tym razem właściciel Cracovii sugeruje, że w polskiej piłce istnieje jakiś […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Jestem z rocznika 1988, więc Diego Armando Maradony „nie znałem”, czyli nie żyłem w czasach, gdy świat piłki był w jego cieniu. Nie załapałem się na to coś pomiędzy jednoosobowym Hollywoodem, a argentyńskim Twin Peaks. Gdy więc zmarł, znałem trochę ogólnodostępnych frazesów, a także miałem poczucie, że z piłkarzy przeszłości, to jego chciałbym obejrzeć na […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Gdzie będzie polska piłka w 2030 roku? Testujemy Football Managera 2021

Football Manager wciąga na różne sposoby. Jeden lubi awansować z czwartej ligi do ekstraklasy. Inny dokłada sobie warunki – chce zbudować potęgę, ale korzystając tylko z piłkarzy rodzimych, nie ściąga zawodników z zagranicy. Ale koniec końców chodzi o to, by wykreować w grze rzeczywistość przyszłości. Uznaliśmy, że warto sprawdzić jak w przyszłości będzie wyglądała Polska. […]
03.12.2020
Inne sporty
03.12.2020

Głowacki przegrał przed czasem. Koronawirus odebrał mu szansę na zdobycie tytułu

Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) ma pozytywny wynik badania na COVID-19 i wypada z walki z Lawrencem Okolie (14-0, 11 KO) w następną sobotę. Nowy rywal Brytyjczyka jeszcze nieznany. Dla Polaka miała to być pierwsza walka od pamiętnego starcia z Mairisem Briedisem w połowie 2019 roku. Z powodu pozytywnego wyniku testu na swój kolejny pojedynek […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Czy warto było na ten mecz czekać?

Ach, cóż to był za cios w serca wszystkich prawdziwych fanów futbolu. Wczoraj wieczorem wielu z nas miało już przyszykowane czipsy i batony, by poza zmysłami wzroku i słuchu, pieszczonymi przez transmisję z meczu Arka Gdynia – Korona Kielce, rozkosz przeżyły też smak i powonienie. Niestety, w wyniku zmrożonej murawy w Gdyni, na te piłkarskie […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Niezasypana dziura po Jóźwiaku. Lech wciąż czeka na Sykorę

Wydawało się, że najtrudniejszym wyzwaniem stojącym przed Lechem Poznań w kontekście letniego okna transferowego będzie zastąpienie Christiana Gytkjaera. Duńczyk regularnie strzelał gole, został w poprzednim sezonie królem strzelców, był napastnikiem trzymającym wysoki poziom przez trzy pełne sezony. Ale tę lukę udało się załatać – i to może nawet z nadwyżką – Mikaelem Ishakiem. Ale nieoczekiwania […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Wspomnienie wielkich dni i polskie akcenty

Dla wielu może się to wydawać szokujące, ale dzisiaj jest więcej meczów niż tylko Arka – Korona o 12.00 i Benfica – Lech o 21.00. Choć z polskiej perspektywy nie ma niczego ważniejszego od boju poznaniaków o kolejne pieniądze z UEFA, to jednak Liga Europy dzisiaj przygotowała aż 23 inne spotkania, z których przynajmniej trzy […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Błaszczykowski uspokaja: „Niebawem zostanie nam maksymalnie czterech trenerów na utrzymaniu”

Rozmaici trenerzy mentalni i inni tego typu szamani od lat wbijają ludziom do głowy, że najważniejsze jest pozytywne myślenie. I zdaje się, że właśnie tym tropem postanowił pójść Dawid Błaszczykowski. Prezes Wisły Kraków zapewnił optymistycznie kibiców, że już za dwa-trzy miesiące klub będzie miał na utrzymaniu zaledwie dwóch byłych trenerów. No, może trzech. A tak […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Gol honorowy, ciekawe kombo, udane otwarcie | TYPY NA BENFICA – LECH

O co dziś walczy Lech w Portugalii? O honor i jak najlepszy wynik. Benfica jest zdecydowanym faworytem spotkania, jednak nie oznacza to, że niczego na tym nie ugramy. Sprawdziliśmy propozycje bukmacherów na mecz Lecha z Benfiką i mamy dla was kilka ciekawych propozycji, które mogą poprawić wam humor i stan portfela przed weekendem. Benfica Lizbona […]
03.12.2020