post Michał Kołkowski

Opublikowane 17.04.2020 13:57 przez

Michał Kołkowski

Poprzednie cztery odcinki były tylko przygrywką. Wreszcie czas wytoczyć do boju najcięższe działa. Zawodników, którzy w największym stopniu zmieniali oblicze futbolu. Redefiniowali swoje pozycje, wprawiali w osłupienie cały świat, ustanawiali rekordy, sięgali po najważniejsze trofea, ale i po ogrom indywidualnych wyróżnień, włącznie z odznaczeniami państwowymi.

Bez nich historia futbolu byłaby opowieścią wybrakowaną. Bez nich wielu nie zakochałoby się w tym sporcie, bo to dla nich dziesiątki tysięcy zasiadali na trybunach, a setki milionów przed telewizorami. Wielcy, fenomenalni, legendarni. Piłkarscy bogowie serwujący na swoich ucztach najprzedniejsze futbolowe delicje.

Czas na ostatnie rozstrzygnięcia. Czas na dwudziestu najlepszych – naszym zdaniem – piłkarzy, jakich widziała nasza planeta.

20. GEORGE BEST

Playboy. Celebryta. Alkoholik. Nosił się jak gwiazdor rocka i tak również żył. Zdobył Koronę Ziemi. I nie chodzi nam tu o góry. Bujał się z co najmniej czterema finalistkami konkursu Miss World. Ale przede wszystkim – był wybitnym, unikatowym zawodnikiem.

Przed wami George Best, znany jako „Piąty Beatles”.

Podczas kariery, jak i całego życia, zasłynął też z ciętego języka. – Cruyff lepszy ode mnie? Jaja sobie robisz? Założę mu siatkę przy pierwszej okazji – rzucił przed meczem Irlandii Północnej z Holandią, ale mimo tego, że był wielkim piłkarzem, nikt nie potraktował jego słów na serio. Miał wtedy 30 lat i zdecydowaną większą część swojego czasu spędzał już przy otwartym barku, dozując swoją ambrozję. Po kilku minutach od rozpoczęciu meczu Best przejął piłkę, ale nie pobiegł w kierunku bramki przeciwnika.

Ruszył w poprzek pola gry po to, by dotrzymać słowa. Zrobił balans ciałem i piłka przeturlała się między nogami słynnego reprezentanta Oranje. Do dziś ta siatka uznawana jest za jedną z najbardziej znaczących i charakterystycznych w dziejach futbolu.

Bill Elliott wspomina: – Pięć minut po rozpoczęciu gry, George otrzymał piłkę. Zamiast skierować się z nią w stronę bramki, zaczął iść z futbolówką w poprzek. Minął trzech Holendrów, wyglądało to cokolwiek niezrozumiale. Ja wiedziałem jednak o co chodzi: szedł po prostu do Cruyffa, a dzięki temu manewrowi znalazł się po jego stronie. Wtedy ruszył z piłką na Johana, dwa razy zamarkował zwrot barkiem, a później… założył mu siatkę. Mijając gwiazdę Oranje, a potem odstawiając go i biegnąc z piłką, podniósł triumfalnie pięść do góry. Niewiele osób rozumiało wówczas brawurę tego zagrania, jak i ów gest. Ale najważniejsze, że to nie był epizod, bowiem Best grał wspaniale do ostatnich chwil. Cruyff najlepszy na świecie? Tego dnia na stadionie nie znalazłbyś nikogo, kto powiedziałby to z przekonaniem.

Odwagi i słownej brawury Irlandczyk z Północy nie zapomniał także po zakończeniu kariery. Nie miał nic do stracenia i uwielbiał burzyć pomniki, a ciągle cieszył się niewątpliwym autorytetem. Chyba najsłynniejsze zdanie wypowiedział na temat wschodzącego wówczas angielskiego talentu, Davida Beckhama. – Nie potrafi kopać lewą nogą, nie umie grać głową, nie umie zrobić wślizgu i nie zdobywa za dużo bramek. Poza tym jest w porządku – powiedział.

Best – trzeba mu oddać – miał prawo do tak surowych recenzji nawet wobec takich znakomitości jak Beckham. Bo zanim zanotował bolesny upadek, przez lata stanowił o sile Manchesteru United i uchodził za najlepszego skrzydłowego na świecie.

Na szczyt wspiął się w 1968 roku, w wieku zaledwie 22 lat. Zdobył wtedy aż 28 bramek w angielskiej ekstraklasie, dorzucił też do tego kilka trafień na europejskiej arenie. Między innymi w finale Pucharu Europy, gdzie „Czerwone Diabły” po dogrywce zmiażdżyły Benfikę Lizbona 4:1. Tamtego wieczora na Wembley w Londynie nawet wielki Eusebio nie mógł się równać z Bestem, który stał się twarzą odbudowanego z gruzów klubu.

Zacięcia do futbolu starczyło Bestowi mniej więcej na dekadę. Krótko. Ale wystarczająco, by zapisać się na kartach historii futbolu jako jeden z najbardziej spektakularnych zawodników.

19. XAVI

Jego medialne wypowiedzi bywają niekiedy dalekie od przenikliwości. Ale to tylko kolejny dowód, że inteligencja boiskowa w żaden sposób nie łączy się z inteligencją – nazwijmy to – życiową. Bo choć od słuchania Xaviego czasem więdną uszy, a w piwnicy gniją kartofle, to trudno w dziejach futbolu znaleźć zawodnika, który mądrzej dysponował futbolówką w środkowej strefie boiska.

Xavi to prawdziwy król środka pola.

W pewnym sensie niekoronowany, bo nigdy nie otrzymał Złotej Piłki. Jego pech polegał na tym, że swój prime-time przeżywał w dobie szalonych popisów Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Ale to Xavi jest twarzą być może najbardziej utalentowanej generacji w dziejach piłki. To on jest symbolem stylu gry, który okazał się zabójczo skuteczny zarówno na arenie klubowej, jak i reprezentacyjnej. Xavi po prostu wygrał wszystko i wszędzie. Jest mistrzem świata i podwójnym mistrzem Europy. Czterokrotnie sięgał z FC Barceloną po Puchar Mistrzów. Do tego jeszcze nawygrywał tyle trofeów krajowych, że aż trudno się w jego dokonaniach doliczyć. Pierwszy raz mistrzem Hiszpanii został jeszcze w 1999 roku, kiedy w „Dumie Katalonii” grał Luis Figo i Rivaldo. Ostatnie zgarnął w roku 2015. U boku mając choćby Neymara i Luisa Suareza.

Stał się wzorem, punktem odniesienia. W jakimś sensie – ideałem środkowego pomocnika i idealnego partnera do gry. Zawsze skoncentrowanego na zespole, na kreowaniu sytuacji kolegom.

Xavi wszystko upraszczał. Drugiego takiego zawodnika już nie będzie – chwalił swojego kolegę z kadry Santi Cazorla, także nielichy technik. Christo Stoiczkow dodał: – Historia Barcelony będzie rozpatrywana w kategoriach: przed Xavim i po Xavim. Nikt nie dokonał więcej dla klubu.

18. RAYMOND KOPA

Od 2018 roku, poza Złotą Piłką, France Football przyznaje jeszcze jedno ważne wyróżnienie. Nagrodę dla najlepszego zawodnika do lat 21. Trofeum Kopy.

To wyróżnienie to wielki honor, ale i wielka odpowiedzialność spoczywająca na barkach tych, którzy właśnie pokonują pierwsze kilometry w maratonie kariery. Może posądzicie nas o nadinterpretację, ale cóż – jeśli na starcie dostajesz nagrodę imienia Kopy, to logicznym jest, że będzie się po tobie oczekiwać kariery na miarę tego legendarnego francuskiego piłkarza.

Poprzeczka wisi cholernie wysoko. 100 Najlepszych Piłkarzy w Historii prestiżowego „World Soccer”? Obecny. Lista FIFA 100 Pelego? Obecny. Klasyfikacja najlepszych francuskich piłkarzy wszech czasów France Football? Miejsce na podium, jedynie za Michelem Platinim i Zinedinem Zidanem.

O tym, jak wielkim był graczem, ale i człowiekiem, niech świadczy sam fakt, że choć piłkarską karierę Kopy kojarzy się głównie ze Stade Reims i Realem Madryt, Angers w którym zagrał zaledwie 60 spotkań nazwało w 2017 roku stadion jego imieniem.

Kopa – albo Kopaszewski, bo takie nazwisko nosili jego dziadkowie pochodzący z Krakow – przez „Markę” został ochrzczony „Pequeño Napoleon”, „Małym Napoleonem”. Hiszpanie zachwycili się nim po raz pierwszy na długo przed przenosinami do Realu Madryt – pociągał bowiem za wszystkie sznurki reprezentacji Francji, która na Estadio Santiago Bernabeu pokonała Hiszpanów 2:1.

Wyprzedzający epokę swoją grą na pozycji, którą dziś określilibyśmy pewnie jako fałszywa dziewiątka, dominował na placu gry, na który wybiegła pokaźna reprezentacja Realu. Na jej tle wyglądał znakomicie, ale wtedy jeszcze decyzji o zaoferowaniu mu umowy nie podjęto. Stało się to później, gdy drogi Kopy i piłkarzy Królewskich przecięły się po raz kolejny – w pierwszym finale Pucharu Europy.

Stade Reims w tamtym czasie było zespołem mającym w swoich szeregach gros piłkarzy wysokiej klasy. Kopa, wiadomo, ale obok niego inni reprezentanci kraju. W pamiętnym spotkaniu z Hiszpanią jedenastka Les Bleus złożona była niemal w połowie z graczy zespołu Alberta Batteuxa. Szli więc oni jak burza w pierwszej edycji Pucharu Europy, bijąc Aarhus 4:2 w dwumeczu, Voros Lobogo 8:6, wreszcie Hibernian 3:0. W finale żadna tania sprzedaż skóry się nie odbyła, co to, to nie. Reims prowadziło 2:0 po 10 minutach i 3:2 na dwa kwadranse przed końcem. Skończyło się jednak 3:4.

Nie to był jednak największy cios, jaki Real zadał w 1956 roku Reims. Największym było przejęcie Raymonda Kopy, który z Królewskimi sięgnął po cztery kolejne triumfy w rozgrywkach, które z czasem stały się najbardziej prestiżowymi w Europie. W 1959, kiedy Batteaux udało się poskładać Reims na nowo już bez największej gwiazdy lat minionych i raz jeszcze wejść do finału Pucharu Europy, Kopa – nagrodzony kilka miesięcy wcześniej Złotą Piłką – znalazł się więc po zwycięskiej stronie.

W samym plebiscycie Ballon d’Or z podium nie schodził między 1957 a 1959 rokiem. Był w tym czasie nominowany również do najlepszej jedenastki mundialu 1958 w Szwecji, gdy dyrygował zespołem, na którego szpicy cuda wyczyniał inny wybitny gracz Reims, z którym jednak nigdy się w jednym klubie nie spotkał. Just Fontaine, po dziś dzień rekordzista w liczbie goli na przestrzeni pojedynczego mundialu.

17. FRANCO BARESI

Była na zakończenie poprzedniej dwudziestki historia zawodnika, na którym w Milanie się nie poznano, a w Interze stał się legendą, wielkim goleadorem? Giuseppe Meazyy? No to teraz coś ku pokrzepieniu serc kibiców Rossoneri, a jednocześnie sztylet prosto w serce Nerazzurri. Inter również ma bowiem na swoim koncie odrzucenie grajka zaliczanego do najlepszych w historii na swojej pozycji. Franco Baresiego.

W żadnym innym kraju na świecie sztuka bronienia nie była tak podziwiana, jak we Włoszech. To właśnie z tego kraju wywodzą się najwięksi mistrzowie rozbijania ataków. Włoski kibic potrafił to docenić w takim stopniu, w jakim Holendrzy czy Brazylijczycy doceniali techniczną, ofensywną piłkę.

Żaden inny stoper zaś nie cieszy się w ojczyźnie catenaccio taką estymą, jaką ma w Italii Franco Baresi. Kapitan Milanu przez piętnaście lat, zawodnik tego klubu przez lat dwadzieścia. Nie zachwiało jego przywiązaniem do tego klubu nawet zrzucenie go do Serie A w wyniku słynnej afery „Totonero” związanej z ustawianiem wyników spotkań.

Marcel Desailly, a więc inny znakomity defensor, w latach 90. absolutna światowa czołówka, tak mówił o Baresim: – Po prostu najlpeszy obrońca ostatnich trzech dekad, ostatni wielki libero. Zawsze miało się wrażenie, że wie z wyprzedzeniem, gdzie trafi piłka i nie było na świecie napastnika zdolnego go przejść. Miał też świetną technikę, kiedy trzeba było rozegrać piłkę, kiedy atakował, zawsze był przez to groźny. Prawdziwa ikona.

I jeszcze Gary Neville: – Uwielbiałem Baresiego. To był gość. Agresywny, zawsze krok przed wszystkimi. Prawdziwy lider. Twardy, nie było sposobu, by go przejść.

W Milanie grał przez równo dwie dekady, dowodząc defensywą zespołu, który wygrywał Puchar Europy trzykrotnie i sięgał po tytuł w Serie A sześć razy, cztery razy wygrywając te rozgrywki na początku lat 90., które były złotym czasem dla ligi włoskiej. Ma medale mundiali we wszystkich trzech kolorach, dwa razy Włosi z nim w składzie byli też półfinalistami mistrzostw Europy. Najbardziej osobliwe osiągnięcie to jednak… tytuł króla strzelców Coppa Italia, wyjątkowo w sezonie 1989/90 słabego dla nominalnych napastników.

16. PAOLO MALDINI

Tommaso Pellizzari nie cierpi Milanu. Wielu kibiców Interu może to o sobie powiedzieć, ale chyba tylko on poparł swoją niechęć napisaniem książki. „No Milan: guida teorica e pratica all’antimilanismo (per interisti ma non solo)”, czyli w tłumaczeniu na polski: „No Milan: teoretyczny i praktyczny przewodnik po antymilanizmie (dla fanów Interu, ale nie tylko)”. Poradnik dla ludzi, którzy mają podobny jak on stosunek do Rossoneri.

Jak można się domyślić, nie obchodzi się tam z zawodnikami Milanu jak z jajkiem. A jednak Paolo Maldiniego nie potrafił zmieszać z błotem. O Paolo Maldinim czytamy: „Przez dwadzieścia lat gry w piłkę nie zrobił niczego, co zapamiętałbyś jako złe czy brzydkie”.

Skoro więc tak ogromny respekt ma wobec Maldiniego człowiek, który nie lubi wszystkiego, co związane z AC Milan, to jak wyrazić słowami szacunek, jaki mają wobec niego fani Rossoneri?

Jego ojciec, Cesare, był legendą Milanu. Miał wielkie zacięcie, by osiągnąć sukces. Paolo zaś był z tej uważany za zdecydowanie bardziej utalentowanego od taty, nie tracąc przy tym tej ogromnej determinacji. – Mecze w czwartkowe popołudnie przeciwko naszemu zespołowi młodzieżowemu rozgrywał z takim zaangażowaniem, jakby to był finał Ligi Mistrzów – wspominał po latach Alberto Zaccheroni.

Mimo że swój debiut zaliczył na prawej stronie defensywy, w Milanie szybko zaczęto go ustawiać na lewej obronie. Prawonożny chłopak dokonał czegoś, co u piłkarza już w dużej mierze ukształtowanego, grającego w seniorach, wydaje się być prawie niemożliwe. Nauczył się posługiwać lewą nogą równie dobrze jak prawą. Znów – zaangażowanie, determinacja i masa ciężkiej pracy.

Właśnie to pozwoliło mu grać na bardzo wysokim poziomie do 40. roku życia. Każdego dnia swojej 24-letniej kariery w Milanie przyjeżdżał na trening z uśmiechem na ustach, dbał o rutynę regeneracji, drzemkę między zajęciami.

Jego wielkim momentem mógł być finał Ligi Mistrzów w 2005 roku. Wygrał te rozgrywki już cztery razy, miał zwyciężyć raz jeszcze dwa lata później, ale… Oddajmy głos samemu zainteresowanemu.

Bawi mnie to, że grałem w ośmiu finałach Pucharu Europy, wygrałem pięć z nich, ale ludzie zdają się pamiętać tylko ten. Zostawił on ważny ślad.

No ale przecież żadnego z pozostałych decydujących meczów Maldini nie rozpoczął od gola w pierwszej minucie. W żadnym z nich jego zespół nie prowadził do przerwy już 3:0 będąc zespołem tak dalece lepszym od przeciwnika, że trudno było wierzyć w wypuszczenie triumfu z rąk. Tym bardziej, że szatnia Milanu stała doświadczeniem Seedorfa, Costacurty, Nesty, Pirlo, Gattuso, Szewczenki, no i oczywiście Carlo Ancelottiego.

Tamta porażka napędziła w Maldinim taką chęć rewanżu, że gdy dwa lata później znów Milan miał zetrzeć się w finale z Liverpoolem, odłożył czekającą go operację na po meczu i wziął kilka końskich dawek środków przeciwbólowych, byle tylko móc wystąpić.

Nie pamiętam z samego spotkania za wiele. Wziąłem tyle środków przeciwbólowych, żeby przez nie przejść. Pamiętam gole Pippo Inzaghiego, końcowy gwizdek i nieco ze świętowania. Kiedy byłem po operacji, trzy dni po finale, za każdym razem gdy się budziłem, dopytywałem, czy faktycznie wygraliśmy, bo nie byłem tego pewien – wyznał w rozmowie z UEFA.com.

Trudno o wiele lepszych przykładów przywiązania do barw niż ten Maldiniego. Miał oferty z Manchesteru United i Chelsea – odrzucił je w mgnieniu oka. Rossoneri mieli gorszy okres ekonomiczny i trzeba było szukać oszczędności? Bez szemrania zgodził się na 30-procentową obniżkę płac. Oczywiście, łatwiej jest być wiernym klubowi, który pięć razy zostaje najlepszym w Europie, zdobywa siedem tytułów mistrza Włoch. Ale to właśnie tacy ludzie jak Maldini – nagrodzony nawet statuetką dla najlepszego piłkarza całej edycji Ligi Mistrzów w 2003 roku – sprawiali, że Milan latami był tam, gdzie był. Na piedestale futbolu na Starym Kontynencie.

15. GERD MÜLLER

Bomber der Nation. Czas na najwybitniejszego z lisów szesnastki, jakich widział futbol.

Rekordy strzeleckie Gerda Müllera są właściwie niemożliwe do pobicia. Boleśnie się o tym przekonuje obecnie Robert Lewandowski, który w barwach Bayernu Monachium wykręca nieprawdopodobne statystyki, ale czego by nie zrobił i ile goli by nie załadował, zawsze Müller będzie rzucał na niego cień. Nie wspominając już o tym, jak boleśnie o klasie Niemca przekonała się reprezentacja Polski podczas słynnego „meczu na wodzie”. Bomber najpierw we Frankfurcie odpalił z mistrzostw świata Polaków, a potem w finale załatwił Holendrów.

Dwie najpiękniej grające drużyny mundialu 1974 zostały wykończone przez gościa, którego gra z pięknem miała wspólnego niewiele, lecz stanowiła synonim bezlitosnej skuteczności.

Müller do wielkiej piłki wkroczył w sezonie 1964/65, wiążąc się z Bayernem Monachium. Wówczas – zespołem drugoligowym. Z bawarską ekipą szybko wskoczył na najwyższy poziom i po kilku latach zdominował nie tylko boiska Bundesligi, ale i europejskie areny. W sumie strzelił dla Bayernu 398 bramek w 453 meczach ligowych. Wynik jest kosmiczny i naprawę trudno go lekceważyć pod pretekstem „innych czasów”, „wolniejszej gry”, „większej ilości przestrzeni”. Gdyby kręcenie takich wyników w latach siedemdziesiątych było proste, to takich Müllerów grałoby w Bundeslidze znacznie więcej, tymczasem Bomber ewidentnie wybijał się ponad resztę niemieckiego towarzystwa.

Jego przyspieszenie było kosmiczne. Odjazd na paru metrach jak u brazylijskiego Ronaldo.

Trofea? Właściwie komplecik. Mundial i Euro? Odhaczone. Puchar Europy? Trzy sztuki. Do tego szereg sukcesów na krajowej arenie. Z której strony nie spojrzeć, trudno dorobek Niemca podważyć. Pozostaje tylko kwestia „piłkarskiej magii”, czyli tego, co jest najtrudniejsze do zdefiniowanie, ale też co kibice lubią najbardziej.

Umówmy się, czarodziejem Müller po prostu nie był. Nie musiał. – Często mierzyliśmy się na treningach. Nigdy nie miałem szans – przyznał Franz Beckenbauer.

14. MARCO VAN BASTEN

W piłce nożnej element gdybania jest elementem tak nieodzownym, jak globus na lekcji geografii. Jedno zaś z tych najciekawszych „co by było, gdyby…?” dotyczy zdecydowanie Marco van Bastena.

No bo co by było, gdyby kontuzja kostki nie zabrała mu możliwe, że najlepszych lat kariery? Czy można wykluczyć, że dziś mówiłoby się o van Bastenie jako o graczu wybitniejszym w XX wieku nawet niż Pele czy Maradona?

Przed mistrzostwami świata w 1988 roku Ruud Gullit opisując swoją drużynę na łamach „The Times” powiedział o van Bastenie: „Może być naszą najgroźniejszą bronią. Ma unikalną umiejętność dostrzegania szansy na bramkę i znajdowania przestrzeni, gdy wydaje się, że ta nie istnieje”.

Gullit był genialnym piłkarzem, ale wtedy okazało się, że jest też jasnowidzem.

Kilka tygodni później Marco van Basten dostrzegł szansę na bramkę i znalazł przestrzeń, gdy wydawało się, że ta nie istniała.

W finale Euro, w meczu ze Związkiem Radzieckim, van Basten zdobył jednego z najsłynniejszych goli w historii futbolu.

Świat zachwycił się van Bastenem tak, jak zachwyciła się nim Holandia, gdy grał jeszcze w barwach Ajaksu. W Amsterdamie zdobywał pierwsze tytuły mistrzowskie, pierwszy raz zaznał triumfu w europejskich pucharach, zgarniał też nagrodę za nagrodą za swój talent. Cztery razy z rzędu był królem strzelców Eredivisie, w 1985 wybrano go holenderskim piłkarzem roku.

Na Euro jechał w dodatku na ogromnym głodzie. Debiutancki sezon w Milanie popsuła kontuzja kostki, tej feralnej kostki. W większości z trybun oglądał więc, jak jego koledzy sięgają po scudetto. Piłka zna jednak całą masę przykładów, gdy w takich okolicznościach zawodnik jedzie na wielką imprezę i jest jej królem. Ronaldo w 2002, Milan Baros w 2004…

Van Basten do jedenastki wskoczył w drugim meczu turnieju. W starciu z ZSRR, przegranym przez Holendrów, Rinus Michels postawił na Johna Bosmana, byłego partnera Marco z Ajaksu. Porażka sprawiła, że trzeba było zamieszać w składzie. Decyzja o tym, by wystawić przeciwko Anglii van Bastena to – nie bójmy się tego określenia – jedna z najlepszych w przebogatej karierze trenerskiej Michelsa.

Van Basten i Euro 1988 to oczywiście na zawsze pozostanie konotacja kojarzona po pierwsze z bramką z finału. Ale najlepsze swoje spotkanie Holender rozegrał właśnie wtedy, w fazie grupowej niemieckiego turnieju. Można powiedzieć, że Anglicy obijali słupki, a van Basten obił ich. Z ogromną pomocą swojego najwierniejszego druha, Ruuda Gullita, zdobył trzy bramki. Druga i trzecia były popisem snajperskich umiejętności, pierwsza miała w sobie również niesamowity walor estetyczny. Napastnik Oranje dostał piłkę od Ruuda Gullita będąc koszulka w koszulkę z Tonym Adamsem, ale błyskotliwy zwrot o 180 stopni pozostawił defensora Arsenalu w malinach.

Holender od tamtego momentu poszedł po koronę króla strzelców i nagrodę dla najlepszego piłkarza turnieju, a kilka miesięcy później do kolekcji trofeów dołożył Złotą Piłkę. Pierwszą z trzech, bo choć z reprezentacją nie powtórzył już sukcesu na wielkiej imprezie. to jego kariera w Milanie była pasmem wielkich wiktorii. Pasował do tego klubu, do Mediolanu, jak ulał. Poruszał się po boisku elegancko, inteligentnie, miał brylantową technikę. W artykule Jona Townsenda z „These Football Times” znajdziemy chyba najwięcej mówiącą na temat klasy piłkarskiej van Bastena charakterystykę:

„Wyobraźcie sobie napastnika wysokiego, ale mającego stopy szybkie jak błyskawica, aksamitne przyjęcie piłki, eksplozywność sprężyny, elastyczność i umiejętności akrobatyczne na miarę gimnastyczki, a także piłkarskie IQ plasujące go w kategorii geniuszy futbolu”.

Niestety, to czym zachwycali się kibice i czego nie mogli nachwalić partnerzy sprawiało, że van Basten był bardzo często obiektem polowania na kości. Nieustannie obrywał po kostkach, które wreszcie nie wytrzymały ciągłych ataków. Zabrano mu brutalnie kilka ładnych lat gry w piłkę, po dwóch sezonach walki z samym sobą van Basten w 1995 roku rzucił w końcu ręcznik, tak naprawdę kończąc grę już dwa lata wcześniej.

Nie odszedł na własnych warunkach. Ale jako jeden z niewielu skończył, gdy był najlepszy. Pozbawiony wyboru, nie zdążył się piłkarsko zestarzeć, rozmienić kariery na drobne, nie przeszedł nigdy do etapu odcinania kuponów. Dzięki temu świat piłki zawsze będzie pamiętać Marco van Bastena jako piłkarza magicznego. Innego nie miał bowiem okazji poznać.

13. ZINEDINE ZIDANE

Dla wielu pozostanie uosobieniem boiskowej elegancji, inteligencji, błyskotliwości.

Zinedine Zidane. Czempion absolutny.

Długo tak nie było. Spójrzmy bowiem na początki kariery kultowego rozgrywającego. Zizou z Juventusem nie sięgnął po ani jeden Puchar Mistrzów, choć „Stara Dama” rok w rok uchodziła za jednego z głównych faworytów do trofeum. Tuż przed przybiciem Zidane’a turyńczycy sięgnęli zresztą po puchar. Zdarzały mu się wtedy momenty zupełnie upokarzający, jak choćby finałowe starcie z 1997 roku, gdy Francuza czapą przykrył wyjątkowo ograniczony piłkarsko Paul Lambert z Borussii Dortmund. Jeszcze wcześniej, w barwach Girondins Bordeaux, Zizou poległ w finale Pucharu UEFA. Nie błysnął też za specjalnie na Euro 1996, które zakończyły się dla ekipy „Trójkolorowych” klapą.

Wydawało się, że mundial w 1998 roku też wypadnie dla Zizou blado. Francuzi, fakt, radzili sobie przyzwoicie, ale to nie Zidane był postacią numer jeden w swoim zespole. Co tu zresztą dużo mówić, w drugim meczu fazy grupowej obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę. Wyrastał na kandydata do miana największego rozczarowania turnieju.

A potem nadszedł finał i dwa trafienia na Stade de France.

Gole – co niewiarygodne – strzelone głową. I to przeciwko obrońcom tytułu z Brazylii. Zidane za 1998 rok otrzymał Złotą Piłkę i jego mit trwa do dziś.

Tym bardziej że dla Francji stał się również symbolem triumfu wielokulturowego społeczeństwa. Po zwycięskim finale na Polach Elizejskich, obok flagi narodowej Francji, wywieszono też flagę Algierii. – Nie mam dla was żadnej wiadomości – odpowiadał jednak nieustannie pomocnik, dopytywany o rasowe zagadnienia przez spragnionych sensacji reporterów. Nie dostarczył im żadnej wypowiedzi, która mogłaby burzyć mury. Postanowił przemawiać wyłącznie na boisku. Usprawiedliwiał to zawsze naturalną skromnością.

Jego brat, Nordine, zdradził trochę więcej: – Jest wokół Zinedine’a za wiele rekinów. Za wielu ludzi, którzy chcą go wciągnąć w polityczne gierki.

Za zwycięstwem na mundialu przyszedł triumf i popis na Euro 2000. Później najpiękniejszy wolej w historii futbolu w finale Champions League przeciwko Bayerowi Leverkusen, co stało się najbardziej emblematyczną scenką dla galaktycznej epoki w Realu Madryt. Wreszcie – kolejny finał mundialu. Tym razem przegrany, lecz zakończony w tak epickim stylu, że tylko to podsyciło mityczną aurę wokół pomocnika.

Kevin Keegan fenomen Zizou wyjaśniał w ten sposób: – Patrzysz na Zidane’a i myślisz: „Takiego piłkarza jeszcze nie widziałem”. Diego Maradona był wspaniały. Johan Cruyff był wspaniały. Byli różni, ale mieli podobieństwa. Co różni od nich Zidane’a, to sposób, w jaki on manipuluje piłką. Kupuje sobie przestrzeń, której tak naprawdę przed sobą tam nie ma. Dodaje do tego swoją wizję gry i to czyni go wyjątkowym.

12. RONALDO

Biegnij, grubasie!

Sam biegnij! Ja nie biegam, ja strzelam gole.

To scenka z jednego z przedsezonowych sparingów, gdy Real Madryt objął Fabio Capello. Symbolizująca właściwie całą karierę Ronaldo, którego zamiennie nazywa się „grubym Ronaldo” albo „prawdziwym Ronaldo”.

Włoch nigdy nie należał do szkoleniowców głaskających swoich piłkarzy i robiących wszystko, by ich nie urazić. W pierwszych dniach po przybyciu do Madrytu zapytał R9, czy nie jest mu wstyd, że jest taki gruby.

Winni jesteśmy wam oczywiście ciąg dalszy historii, w której Capello kazał Ronaldo dać z siebie więcej w tamtym sparingu. Brazylijczyk oczywiście miał to gdzieś. Pięć minut później strzelił bramkę, spojrzał na swojego trenera i powiedział: „Tak jest dobrze?”.

Bardzo długo tak było dobrze. Choć Ronaldo miał karczycho bardziej pasujące do boksera niż do profesjonalnego piłkarza, na treningach zawsze był ostatni do biegania i oszukiwał jak tylko mógł, by jak najmniej się męczyć, gdy nadchodził mecz, zamieniał się w bestię nie do powstrzymania. Im młodszy był, tym więcej organizm mu w tej kwestii wybaczał. Był przecież czas, kiedy dzięki przyspieszeniu urywał się rywalom na kilku metrach. W galaktycznym Realu, w biegu z piłką przy nodze, tylko Roberto Carlos mógł się z nim równać właśnie pod względem szybkościowym.

– Ronaldo mówił po prostu trenerom: nie martw się, strzelę dwa gole. Po czym wychodził na mecz i te dwie bramki zdobywał – wspomina Michel Salgado.

Z czasem oczywiście tracił większość swoich atutów, choć nos do goli nie zapchał się nawet wtedy, kiedy grał już bardziej w ramach hobby dla brazylijskiego Corinthians. Można założyć, że w meczu przebiegał spokojnie dwa razy krótszy dystans niż partnerzy, ale choć ciało buntowało się z dużą regularnością, głowa wciąż nadążała. Z tego brały się choćby gole takie, jak ten. Ostatnie przebłyski wielkiego Ronaldo.

Kto śledził końcówkę jego kariery, ten wciąż był w stanie dostrzec w gościu, na którym koszulka w rozmiarze XL opinała się jak plandeka na żuku, to, co czyniło go wyjątkowym kiedy siał postrach w Europie. Kiedy Milanowi nie przeszkadzało nic a nic to, że przecież wcześniej grał w Interze, a Realowi – że nie tak dawno porywał tłumy na Camp Nou.

To tam zanotował zresztą swój najlepszy sezon w życiu. Quinton Fortune, były zawodnik Manchesteru United czy Atletico Madryt wspominał go tak: – Był perfekcyjny fizycznie. Miało się wrażenie, że patrzy się na mityczną postać. Kocham Messiego, wiele razy grałem z Cristiano i uwielbiałem go, Neymar jest ponadprzeciętny, Ronaldinho był wyjątkowy. Ale gdyby ich wszystkich złożyć w jedno, dostalibyśmy Ronaldo z sezonu 96/97.

W Barcelonie jednak nie wszystko było tak różowe, jak gra Ronaldo. To właśnie tam bowiem źle zdiagnozowano kontuzję kolana, która później wracała do niego wielokrotnie, dodatkowo komplikując karierę Brazylijczyka. To właśnie przez nią stracił przecież długie miesiące w Interze przed mundialem w Korei i Japonii, dając kolejny w dziejach piłki dowód na to, że najgroźniejszymi snajperami na wielkich turniejach bywają ci, których wcześniej uraz ograbił z gry.

Mimo to udało mu się sięgnąć po dwa mistrzostwa świata i jedno wicemistrzostwo we Francji. Po finale, dzień przed którym Roberto Carlos znalazł swojego przyjaciela na podłodze, duszącego się własnym językiem jak podczas ataku padaczki. W tamtym meczu nie był sobą, został przez Mario Zagallo wystawiony mimo to. Cztery lata później to do niego należał już jednak mecz o złoto. To on odesłał Niemców do domu wściekłych na Olivera Kahna, który fatalnie interweniował przy pierwszym z goli, wypuszczając piłkę pod nogi najbardziej bezwzględnego kata tamtych mistrzostw.

Ronaldo w 2006 został zaś najlepszym strzelcem w historii mundiali, ten tytuł odebrał mu dopiero w 2014 roku Miroslav Klose. Karierę skończył zresztą z naręczem medali i innych wyróżnień, na czele oczywiście ze Złotą Piłką za 2002 rok. Choć, co ciekawe, mistrzem kraju był tylko dwukrotnie – z Realem Madryt. Nie udało się to ani w Interze, ani w PSV, ani w Milanie, ani w Barcelonie.

I choć można się zastanawiać, czy Ronaldo nie osiągnąłby więcej, gdyby lepiej się prowadził – choćby w 5% tak, jak ten drugi Ronaldo, Cristiano – to jednocześnie nie sposób nie odpowiedzieć na to pytanie innym. Czy gdyby Ronaldo wcisnął się w sztywne ramy treningowych reżimów, nie straciłby całej radości, jaką czerpał z gry w piłkę?

11. GARRINCHA

Krzywe nogi. Jego znak firmowy.

Pisaliśmy na Weszło: „W dzisiejszych czasach Garrincha nie miałby pewnie najmniejszych szans na zawodowe granie w piłkę. No chyba, że jako dziecko założyliby mu przyrząd ortopedyczny, który załatwiłby całą sprawę bez większego problemu. Ale kto, do cholery, myślał o tym w latach trzydziestych na zabitej dechami brazylijskiej wsi? Krzywe nogi odziedziczył po matce, chociaż skalą pokraczności i tak pobił ją na głowę. Lewa, krótsza o sześć centymetrów, wygięta była na zewnątrz, a prawa do środka. Kiedy – jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Botafogo, gdzie został legendą – trafił na testy do Vasco, jeden z trenerów miał ponoć nazwać go kaleką. Mimo rażącej wady poruszał się z gracją, co niesamowicie fascynowało ówczesnych ortopedów.

Specyfika budowy ciała uczyniła z niego wybitnego dryblera. Bez dryblingu nie byłoby Garrinchy i możemy się pokusić o stwierdzenie, że zasada ta działa w obydwu kierunkach. Często pojawiają się porównania do współczesnych wirtuozów typu Cristiano Ronaldo czy Leo Messi. On, chociaż w najmniejszym stopniu nie zdawał sobie z tego sprawy, był pewnego rodzaju prekursorem. W tamtych czasach nikt nie dryblował tak jak on, a już na pewno nie w taki sposób.

Wszystkiego nauczył się sam. Był samorodnym geniuszem.

Zwodził rywali balansem ciała i następującym po nim błyskawicznym zrywem. Kiedy ogrywał przeciwnika często zatrzymywał się i czekał aż nieszczęśnik spróbuję raz jeszcze. Po chwili, zrezygnowany już oponent, znów leżał na boisku, oglądając siódemkę naszytą na jego plecach już z parteru. Często jednak przesadzał i drybling był jego jedyną boiskową aktywnością”.

W barwach klubowych święcił wielkie triumfy, wyrósł na ulubieńca kibiców Botafogo. Ale jego szczytowym osiągnięciem pozostają występy na mistrzostwach świata.

1958 – pierwszy triumf na mundialu. I wreszcie kolejny turniej. Wielki Pele łapie kontuzję w drugim spotkaniu fazy grupowej, a Garrincha wskakuje w buty lidera ekipy Canarinhos i prowadzi ją do końcowego sukcesu. – W całej historii futbolu żaden piłkarz nie sprawił kibicom tyle radości. Kiedy pojawiał się na boisku, mecz zamieniał się w pokaz cyrkowy – opisywał Eduardo Galeano, urugwajski publicysta.

Djalma Santos dodał: – Garrincha był piłkarskim odpowiednikiem Charliego Chaplina.

10. EUSEBIO

Jose Carlos Bauer wystąpił w reprezentacji Brazylii na dwóch mundialach, na jednym został nawet wybrany do jedenastki turnieju. Grał dla Sao Paulo, Portuguesy i Botafogo, trenował kluby z Ameryki Południowej. Za pracą wyjechał do Europy dosłownie na chwilę, by na początku lat 60. przejąć portugalskie Leixoes.

A jednak wcale nie jest tak łatwo rozsądzić, czy więcej zrobił dla południowoamerykańskiej, czy może dla europejskiej piłki.

Bauer był bowiem tym, który polecił swojemu staremu druhowi Beli Guttmanowi wypatrzonego podczas pobytu w Mozambiku piłkarza.

Tym zawodnikiem był Eusebio.

Guttman zaufał Bauerowi, Eusebio w 1960 roku wylądował w Benfice. I niemal natychmiast zaczął zachwycać. Jednym z najbardziej pamiętnych spotkań początków Eusebio było towarzyskie starcie z brazylijskim Santosem. Santosem z Pele w składzie. Pochodzący z Mozambiku napastnik wszedł z ławki, po czym w drugiej połowie meczu skompletował hat-tricka.

Eusebio miał już wtedy na koncie zwycięstwo w Pucharze Europy, choć w finale 1961 roku z Barceloną nie zagrał. Wtedy jeszcze w futbolu nie było możliwości dokonywania zmian, a na jego pozycji pewniakiem był jeszcze Joaquim Santana wierny Benfice od małego do końca kariery.

Rok później nie było już jednak wątpliwości, że to Eusebio, a nie Santana, musi wyjść w pierwszej jedenastce Orłów.

Benfica nie była faworytem, nie mogła nim być, gdy za rywala miała zwycięzcę pięciu z sześciu poprzednich edycji rozgrywek, a więc Real Madryt. Z coraz bardziej wiekowymi di Stefano i Puskasem, ale nadal bardzo mocny. Planowo Królewscy prowadzili do przerwy, Bela Guttman wiedział jednak, że jeśli uda się do tego czasu pozostać w grze, Real będzie słabnął. I tę słabość Eusebio wykorzystał doskonale. Zdobył dwa z trzech goli Benfiki w drugiej części meczu.

„Czarna Perła z Mozambiku” doprowadzała później klub z Lizbony do trzech kolejnych finałów Pucharu Europy, ale żadnego z nich wygrać się już nie udało. Ten triumf jednak już na koncie miał, w tym aspekcie o niespełnieniu Eusebio mówić nie mógł. Co innego, gdy mowa o najważniejszym trofeum reprezentacyjnym.

– To był najsmutniejszy mecz mojego życia. Jestem najlepszym piłkarzem świata, najlepszym strzelcem świata i Europy. Osiągnąłem wszystko, ale nigdy nie wygrałem mundialu – mówił Eusebio o meczu, z którego zszedł pokonany przez Anglików w 1966 roku. Portugalczycy spotkali się z gospodarzami w półfinale i przegrali 2:1 – co prawda sam Eusebio bramkę strzelił, ale był to gol w ostatecznym rozrachunku nic ona zespołowi nie dała. Wcześniej bowiem dwa razy trafił Bobby Charlton. To Anglicy weszli do finału, Portugalczykom zostało pocieszenie w postaci trzeciego miejsca. „Jogo das lagrimas“ – „Mecz łez”, tak mówi się na spotkanie z Anglią, bo do historii przeszło zdjęcie płaczącego po nim Eusebio. Rozkochał angielską widownię do tego stopnia, że w muzeum figur woskowych Madame Tussaud’s stanęła jego podobizna.

Mistrzostwa świata w jego resume zabrakło, w przeciwieństwie do mistrzostwa Portugalii (a nawet 10), pucharu Portugalii (a nawet 5), tytułu najlepszego strzelca lig europejskich (a nawet 2)m a także Złotej Piłki za rok 1965 i Złotego Buta za mundial w 1966. Aż do pierwszej dekady XXI wieku był najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Portugalii, kiedy to ten status odebrał mu ulubiony napastnik pewnego polskiego atlety, Pedro Pauleta.

9. MICHEL PLATINI

Dziś Michel Platini – delikatnie rzecz ujmując – nie cieszy się najlepszą prasą w środowisku piłkarskim. Ale jeśli chodzi o jego zawodnicze czasy, był niekwestionowany dominatorem. Na początku lat osiemdziesiątych trzy razy z rzędu został nagrodzony Złotą Piłką, a można się zastanawiać, czy nie zasłużył na jeszcze jedno czy dwa wyróżnienia.

Przytoczmy kilka piorunujących faktów.

Podczas mistrzostw Europy w 1984 roku Platini zagrał absolutną życiówkę. Poprowadził reprezentację Francji do triumfu w turnieju, zdobywając w sumie dziewięć goli. A przecież nie był wcale snajperem, tylko ofensywnym pomocnikiem. W fazie grupowej poczęstował trafieniem Duńczyków, hat-trickiem załatwił Belgów, dołożył też do tego hat-trick z Jugosławią. W play-offach jego gol zapewnił natomiast „Trójkolorowym” zwycięstwo w starciu z Portugalią. Platini ukąsił w 119 minucie spotkania, tuż przed końcem dogrywki. W finale też wpisał się na listę strzelców, wyprowadzając swoja drużynę na prowadzenie w konfrontacji z Hiszpanami. Totalna miazga.

A przecież to nie jedyne nieziemskiego dokonania pomocnika, którego w ojczyźnie nazywano Le Roi, czyli „Król”.

Platini najpierw pozamiatał konkurencję we Francji, gdzie aż czterokrotnie zdarzyło mu się zanotować sezon z co najmniej dwudziestoma trafieniami na koncie. Z Nancy awansował do francuskiej ekstraklasy, z Saint-Etienne wygrał mistrzostwo kraju. Lecz jego najsłynniejsze popisy nastąpiły dopiero po przeprowadzce do Włoch. Platini dwukrotnie sięgnął w barwach Juventusu po scudetto, dorzucając do kolejki także Puchar Europy i Puchar Europejskich Pucharów. Skupmy się jednak na indywidualnych wyczynach Francuza. „Król” trzy razy z rzędu został bowiem najlepszym strzelcem Serie A. Przybył, zobaczył, zwyciężył.

Nie był nigdy tytanem pracy na treningach. Giovanni Trapattoni mówił o nim, że narzekał na każdą przebieżkę i zawsze powtarzał, że drużyna szykuje się do meczu piłkarskiego, a nie do biegu olimpijskiego na 5000 metrów. Ale końskie zdrowie nie było mu potrzebne. Platini oczarowywał techniką użytkową. Doskonale bił stałe fragmenty, kapitalnie posyłał otwierające podania. Świetnie zastawiał futbolówkę przed atakami obrońców.

Brakuje mu w dorobku tylko mistrzostwa świata. Ale cóż, nie jemu jednemu w czołówce.

8. FERENC PUSKAS

Popatrzcie na tego małego, grubego gościa. Zamordujemy ten zespół.

Do dziś nie wiadomo, który z reprezentantów Anglii popisał się tak błyskotliwą analizą Ferenca Puskasa. Nic dziwnego, bo po 90 minutach meczu nikt nie chciałby się przyznać do tak beznadziejnej diagnozy.

Spotkanie, o którym mowa, to oczywiście „Mecz Stulecia” pomiędzy Anglikami a Węgrami. Pyszałkowaci Synowie Albionu zostali tego listopadowego dnia 1953 roku zmiażdżeni. Ich twierdza – Wembley – została po raz pierwszy splądrowana. Gruby, mały gość po dwóch kwadransach miał już na koncie dwa gole, spotkanie zakończyło się wynikiem 6:3. Puskas miał napisać wiele lat później w autobiografii, że gdyby tego dnia był w optymalnej dyspozycji, Anglicy przyjęliby nie sześć, a dwanaście sztuk.

Węgrzy byli w tamtym okresie najlepszą drużyną narodową na świecie, niepokonaną przez cztery kolejne lata. Puskas zaś był jej najmocniejszym punktem. Napastnikiem, przed którym drżeli bramkarze. – Był z nas wszystkich najlepszy. Miał szósty zmysł. Jeśli istniało tysiąc rozwiązań jakiejś sytuacji, on wybierał tysiąc pierwsze – charakteryzował swojego przyjaciela Nandor Hidegkuti. – Puskas przerażał golkiperów już gdy był 30-35 metrów od bramki. Nie tylko miał potężne uderzenie, ale też precyzję. Uważałem go za geniusza.

Puskas najpierw tworzył wraz z innymi znakomitymi węgierskimi piłkarzami potęgę Budapest Honved FC, by później, na osiem ostatnich lat swojej kariery zakotwiczyć w Realu Madryt. Sięgnąć po dwa Puchary Europy w dwóch pierwszych sezonach i spiąć klamrą ten okres trzecim w sezonie ostatnim. Został mistrzem olimpijskim 1952 i wicemistrzem świata w 1954 roku, zdobywając pierwszego gola w finale nazywanym „Cudem w Bernie”.

Jego wielka piłkarska klasa nie przeminęła nawet na długo po zakończeniu przygody z piłką

Tak wspomina Puskasa-emeryta George Best: – Wraz z Bobbym Charltonem, Denisem Lawem i Ferencem Puskasem dawaliśmy lekcje w akademii piłkarskiej w Australii. Dzieciaki, które trenowaliśmy, nie szanowały Puskasa, żartowały z jego wieku i wagi. Postanowiliśmy, że pozwolimy tym dzieciakom rzucić jednemu z nas wyzwanie, by trafił w poprzeczkę dziesięć razy z rzędu. Oczywiście wybrały najstarszego i najgrubszego Puskasa. Law zapytał, jak myślą, ile z dziesięciu prób zakończy się na poprzeczce. Mało kto obstawił więcej niż pięć. Ja powiedziałem: dziesięć. „Stary, gruby trener” trafił dziewięć razy z rzędu, po czym podbił piłkę w górę, odbił ją oboma barkami, głową, podrzucił zza siebie piętką i z woleja kropnął w poprzeczkę. Wszyscy zamilkli, tylko jeden dzieciak zapytał: „kim jest ten gość”. „Dzieciaku, dla ciebie to jest Pan Puskas”.

Według L’Equipe Puskas to najlepszy piłkarz w Europie XX wieku.

7. ALFREDO DI STEFANO

Podsumowując swoją karierę, Don Alfredo powiedział kiedyś: „Futbol dał mi wszystko”.

Była to transakcja obustronna – Di Stefano dał futbolowi tyle samo, jeśli nie jeszcze więcej. Helenio Herrera, jeden z największych trenerów w dziejach piłki, z zachwytem opowiadał o snajperze „Królewskich”: – To największy piłkarz w historii, znacznie lepszy niż Pele.

Opowiadaliśmy na Weszło: „Ten urodzony w Buenos Aires geniusz znany był jako Saeta Rubia („Blond Strzała”), z powodu swoich blond włosów. Jego gole pomogły „Królewskim” wygrać pięć Pucharów Europy z rzędu, pomiędzy 1956, a 1960 rokiem. Di Stefano cieszył się niesamowitą estymą wśród innych graczy, a tuzy takie jak Pele czy Eusebio określiły go nawet jako „najbardziej kompletnego piłkarza w historii tej gry”. Szukając określeń dla gry Di Stefano, próżno szukać innych niż: geniusz, kreator, perfekcyjna kontrola piłki, zmysł do zdobywania goli. – Był nie tylko wirtuozem w każdej orkiestrze w jakiej występował, ale także dyrygentem i kompozytorem w jednej osobie – mówiono o nim.

Czy istnieje lepsza definicja piłkarza kompletnego?

W podobnym tonie wypowiadał się Ferenc Puskas, kompan z czasów gry w Madrycie: – Widział więcej niż inni, znał ten sport w każdym aspekcie. Od obrony do ataku.

Di Stefano karierę zawodniczą zakończył w roku 1966, dlatego dla większości kibiców jest on jedynie mitem, wspomnieniem czasów minionych, legendą. Pozostały oczywiście archiwalne zdjęcia i filmy, ale w dużej mierze musimy zawierzyć słowom świadków, opisujących nieszablonowy talent snajpera z Madrytu. Aby pokazać jednak skalę boiskowego geniuszu Alfredo, wystarczy spojrzeć na statystyki z jego kariery: 510 oficjalnych meczów ligowych (dla pięciu klubów), w których strzelił 418 goli. Jako zawodnik wygrał 22 różne trofea, w tym osiem mistrzostw kraju i pięć Pucharów Europy. Mało tego, w każdym z tych finałów trafiał do siatki, a w ostatnim z nich (7:3 z Eintrachtem Frankfurt w 1960 roku) ustrzelił nawet hattricka.

Niemal od zawsze kojarzony jest z Realem i uchodzi za pierwszego Galactico, lecz niewielu już dziś pamięta, że mało brakowało, aby zagrał w… Barcelonie. W 1953 roku Alfredo podpisał wstępną umowę z klubem z Katalonii, ale gdy prezydent Barcy zakwestionował umiejętności piłkarza i zawahał się, do akcji wkroczył Real. Problemem był jednak bardziej złożony – piłkarz grał wtedy dla kolumbijskiego Millonarios, ale prawa do niego zachował River Plate.

FIFA odcięła się od przepychanek, a federacja zaproponowała, by Di Stefano grał dwa lata w Realu, dwa w Barcelonie. Blaugrana wycofała się, a snajper ostatecznie zawitał w Madrycie.

Duży wpływ na to miał podobno generał Francisco Franco, który zawsze preferował Real nad znienawidzoną przez siebie Barcelonę. Ten sam Franco miał interweniować także w strukturach FIFA, by umożliwić Alfredo grę dla reprezentacji Hiszpanii. Sytuacja jest o tyle ciekawa, ponieważ była gwiazda Realu występowała w sumie dla trzech różnych krajów. Jak to możliwe? Urodzony w Buenos Aires Alfredo zagrał sześć spotkań dla reprezentacji Argentyny (w których strzelił sześć goli), następnie cztery mecze dla Kolumbii, po czym wystąpiono o możliwość gry dla Hiszpanów.

FIFA nie uwzględniła meczów rozegranych dla Kolumbii, kością niezgody pozostawały zatem spotkania w trykocie Albicelestes. Sprawę załatwiły naciski dyplomatyczne z Madrytu – generał Franco dopiął swego i wkrótce Di Stefano zagrał dla Hiszpanów. W 1962 roku pojechał nawet na mundial do Chile, lecz kontuzja uniemożliwiła mu choćby jeden występ.

Całościowo dla La Furia Roja wystąpił w 31 spotkaniach i zdobył 23 bramki.

Do końca życia pozostał jednak symbolem Realu Madryt. Powiedzmy, że brak sukcesu na arenie reprezentacyjnej stanowi pewną lukę w jego bogatym w klubowe osiągnięcia CV.

Miał swój charakterek. Nie lubił, gdy ktoś poważał jego pozycję w zespole. Był samcem alfa w piłkarskim stadzie. Ale w Madrycie niewielu poważyło się na zlekceważenie „Blond Strzały”. W barwach „Królewskich” Alfredo zagrał w sumie 392 razy, zdobywając 305 bramek. Jego dorobek poprawił dopiero inny legendarny snajper Realu, Raul. Di Stefano dwa razy wygrywał Złotą Piłkę (1957 i 1959), nagrodę dla najlepszego piłkarza Starego Kontynentu, organizowaną w ramach plebiscytu przez magazyn France Football. W większości publikacji na temat Don Alfredo powtarza się teza, że piłkarz miał w DNA zapisany kod genetyczny Realu. To od niego zaczął się wielki Real, którego trzon tworzyli także inni wybitni piłkarze tamtej ery – Puskas, Kopa i Gento”.

6. FRANZ BECKENBAUER

Mistrzostwa świata w 1974 roku nie zaczęły się dla Republiki Federalnej Niemiec najlepiej. Nie chodziło o to, że przegrała trzecie spotkanie grupowe. Wygrała poprzednie dwa i awans miała w kieszeni. Chodziło o to, że rywalem tamtego zamykającego rywalizację w grupie starcia była Niemiecka Republika Demokratyczna. Jak ogromną wagę miało dla NRD zwycięstwo niech świadczy choćby fakt, że strzelec jedynej bramki Jürgen Sparwasser zażyczył sobie, by po śmierci wyryć na jego nagrobku „Hamburg 1974”, na pamiątkę miejsca i czasu jego najważniejszego życiowego osiągnięcia.

Trener Helmut Schön tak bardzo obawiał się ataku mediów po spotkaniu, że zdecydował, że nie pojawi się na konferencji prasowej. Wysłał swojego kapitana Franza Beckenbauera. A ten usiadł przed dziennikarzami i powiedział z dużym spokojem, że od tego momentu drużyna zacznie grać bardziej realistyczny futbol.

Dowodzeni z boiska przez Beckenbauera piłkarze z RFN wygrali do końca mundialu każde kolejne spotkanie, włącznie ze słynnym meczem na wodzie 3 lipca we Frankfurcie. Cztery dni po jednej z najbardziej bolesnych porażek w historii polskiej piłki Beckenbauer mógł z uśmiechem na ustach wznieść trofeum mistrzów świata dokładnie tak, jak wznosił kilka tygodni wcześniej to za wygraną w Pucharze Europy.

Pierwszą z trzech kolejnych, dodajmy. Bayern z „Cesarzem” w składzie stał się bowiem w połowie lat 70. najbardziej przerażającą siłą europejskiej piłki. W czterech meczach finałowych Pucharu Europy (po remisie z Atletico trzeba było zagrać powtórkę, nie rozstrzygano spotkań serią jedenastek) Bayern strzelił osiem goli, stracił jednego – w dogrywce z Atleti.

Bayernowi daleko jednak było do statusu europejskiego numeru jeden, gdy Beckenbauer dołączał do klubu ze stolicy Bawarii w końcówce lat 50. Bayern był wtedy półamatorskim klubem, nie mógł sobie pozwolić na zatrudnianie zawodników na kontraktach profesjonalnych. W dodatku w 1963 roku to TSV1860, a nie Bayern, dostało zaproszenie by dołączyć do Bundesligi w jej pierwszym sezonie. Wielu piłkarzy Bayernu dało się skusić na profesjonalne umowy w TSV. Trudno im się dziwić.

Nie wiedziano jeszcze wówczas, że taki obrót spraw okaże się ostatecznie bardzo korzystny dla Bayernu. Zdecydowanie przyspieszony został bowiem awans w hierarchii młodego Franza. W drugim z sezonów spędzonych na drugim poziomie rozgrywkowym Beckenbauer zdobył siedemnaście bramek. Wtedy jeszcze grając jako pomocnik, co na pewno nie przeszkodziło mu później być jednym z najbardziej kompletnych, najgroźniejszych w ataku obrońców w historii tej pięknej gry.

Pięć razy był mistrzem Niemiec, zdobył cztery Puchary Niemiec, trzy Puchary Europy z rzędu, stawał na każdym stopniu podiom mistrzostw świata, a także na pierwszym i drugim mistrzostw Europy. W każdym z tych reprezentacyjnych turniejów był wybierany do drużyny mistrzostw. W 1972 i 1976 wyróżniony Złotą Piłką, a także nagrodą Piłkarza Roku prestiżowego „World Soccer Magazine”. Otrzymał też siedem odznaczeń państwowych.

Z roku na rok budował w świecie futbolu coraz mocniejszą pozycję nie tylko sportowo, ale i marketingowo. Miał na przykład udział w zaprojektowaniu pierwszej kolekcji treningowej Adidasa, później wielokrotnie stawał się twarzą kolejnych przedsięwzięć, na czele ze statusem ambasadora mistrzostw świata w 2006 roku. Jeden z byłych kolegów z drużyny mówił, że nikt nie potrafił urzekać ludzi tak jak „Kaiser”. – Jest przemiłym człowiekiem. Jeśli z nim porozmawiasz, przy następnym spotkaniu będzie pamiętał każdy szczegół na twój temat, obejmie cię i spyta, jak się masz.

Jedyna rysa na jego życiorysie to ta związana z niezapłaconymi podatkami. To, a także fakt, że rozsypało się jego kolejne małżeństwo sprawiło, że zwiał z Niemiec i na jakiś czas przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, do New York Cosmos. Wykorzystał to jednak jako szansę, by nauczyć się perfekcyjnie języka angielskiego, co tylko dodawało mu kolejny atut podczas brylowania na salonach.

Życie prywatne dalekie od ideału – małżeństw „Kaisera”, które nie wytrzymywały próby czasu było kilka – nie zmienia jednak jakkolwiek jego postrzegania za naszą zachodnią granicą.

Jest bohaterem narodowym – powiedział o nim kilka lat temu Günter Netzer.

5. JOHAN CRUYFF

Jako piłkarz – jeden z najbardziej utalentowanych i najlepszych rozgrywających, żywa wizytówka Holandii i Ajaksu Amsterdam. Jako trener – pod pewnymi względami niedościgniony wizjoner.

Johan Cruyff urodził się jako syn sprzedawcy warzyw. Mieszkał rzut beretem od stadionu, na którym kilka i kilkanaście lat później, tłumy przychodziły tylko dla niego: De Meer. W domu się nie przelewało. Ojciec zmarł na atak serca. Sklep trzeba było sprzedać, a matka – by utrzymać syna – zatrudniła się jako sprzątaczka w Ajaksie. Młody Cruyff też pracował. Był pomocnikiem człowieka odpowiedzialnego za murawę.

Jego zadaniem było sypanie piasku po ulewnych deszczach i dbanie o narożniki boiska.

Tak zaczynał człowiek, który zrewolucjonizował futbol.

Nie mając szans na karierę nauczyciela czy naukowca, młody Johan bardzo szybko podjął decyzję o tym, że zacznie trenować grę w piłkę nożną. Po części był to więc wybór z rozsądku, ale niedługo później stała się ona integralną częścią jego życia. Trenerzy szybko poznali się na jego talencie, ale jego mankamentem była niebywale wątła sylwetka. Wysyłano go na dodatkowe treningi siłowe, by nabrał masy. Odniosło to tylko szczątkowy skutek.

Nic dziwnego, że jedna z jego ksywek to „El Flaco”, czyli po prostu „chudy”. W Eredivisie zadebiutował jako 18-latek i od razu zdobył bramkę w przegranym meczu z FC Groningen. Od początku miał gdzieś opinię publiczną i to co będą o nim gadać. Na przykład nie krył się z paleniem papierosów. Robił to tam, gdzie chciał. Nawet w miejscach publicznych.

Sytuacja zmieniła się od momentu, kiedy trenerem Ajaksu został Rinus Michels, w styczniu 1965 roku. Był to początek nowej ery i dla klubu, i dla samego Cruyffa.

Nowy trener pokładał w nim ogromne nadzieje. Zrobił z niego piłkarza dla Ajaksu absolutnie kluczowego, ale ścieżki wytyczał mu także poza boiskiem. Na przykład przygotowując specjalny, indywidualny plan treningowy, obejmujący bieganie po lesie. W piłkarskim słowniku pojawiło się nowe hasło – voetbal totaal, czyli futbol totalny. Ostatecznie Cruyff poprowadził Ajax do sześciu tytułów mistrzowskich i czterech pucharów. Wołali na niego Koenig Johan, czyli Król Johan.

Michels poszedł do Barcelony, a w 1973 roku Hiszpania otworzyła swój rynek na zagranicznych piłkarzy. Pierwszym krokiem trenera było sięgnięcie po Cruyffa, który idealnie wpasował się w jego filozofię futbolu. Latem 1973 roku podpisał kontrakt z Dumą Katalonii i w pierwszym sezonie od razu zdobył mistrzostwo – pierwsze od czternastu lat.

Od momentu jego debiutu Barcelona pozostała niepokonana przez 24 mecze.

Jest nieprawdopodobnie utytułowany na arenie klubowej, ale to jego występy w kadrze przede wszystkim zapewniły mu nieśmiertelność. Choć z reprezentacją Holandii nie wygrał ostatecznie niczego. Występ Holendrów na mistrzostwach świata w 1974 roku otoczony jest dzisiaj kultem. Zatriumfowali koniec końców Niemcy, lecz to Oranje odmienili oblicze futbolu. – Technika to nie jest odbijanie piłki tysiąc razy. Każdy może to zrobić, jeśli poćwiczy. Później możesz pracować w cyrku – stwierdził kiedyś Cruyff. Co dość celnie podsumowuje jego boiskową postawę.

4. DIEGO MARADONA

Jego życie można porównać do jazdy samochodem z prędkością 240 km/h, gdy nie zna się drogi.

Nieco ponad rok temu Krzysiek Rot porozmawiał z Fernando Signorinim. Trenerem przygotowania fizycznego reprezentacji Argentyny, który miał okazję z najbliższej odległości obserwować, jak rośnie, ale i jak gaśnie Diego Maradona. I to właśnie on wypowiedział to kryjące w sobie tak wiele treści zdanie.

Łatwo dziś mówić o Maradonie jako o kokainiście. Człowieku zniszczonym przez okropny nałóg. Uzależnionym. Wielkim zwycięzcy, który z czasem stawał się największym przegranym. Upokorzonym na oczach całego świata. Na pewno pamiętacie sceny, gdy najpierw był w stanie ekstazy, gdy Messi strzelił bramkę Nigerii, by niedługo później zasnął na trybunach. Lub te, kiedy otaczają go ludzie ze sztabu szkoleniowego kolumbijskiego pierwszoligowca, by kamery nie złapały, jak Boski Diego wspomaga się podczas spotkania węglowodanami z wysypanego na dłoni cukru pudru.

Najpierw się śmiejesz. A potem przychodzi gorzka refleksja: jak bardzo musi się stoczyć człowiek, by coś takiego mogło się wydarzyć?

Mateusz Święcicki pisał podczas mistrzostw w Rosji na Twitterze: „Podczas wizyty w Argenynie z kim bym nie rozmawiał, wszyscy mówili, że Maradona jest dla nich obciachem (jako człowiek). Że to wstyd, że ktoś taki jest przede wszystkim utożsamiany z Argentyną.”

A przecież gdy grał, Maradona nie miał sobie równych. Tak jak dziś nikt nie chce, by Argentyna była z nim kojarzona, tak na przełomie lat 80. i 90. chciano, by właśnie z nim kojarzono ten kraj. Był piłkarskim bogiem, nawet gdy oszukał cały świat zdobywając ręką gola w meczu z Anglikami, nazwano to zagranie „La mano de Dios”, „Ręką Boga”.

RĘKA BOGA

Dryblował z taką lekkością, jakby unosił się kilka centymetrów nad murawą. Rywali mijał tak, jakby nie dostrzegał różnicy między plastikowym znacznikiem a kilkudziesięciokilowym człowiekiem z krwi i kości. Zdobywał bramki w stylu, jaki dla zwykłych śmiertelników uprawiających ten sport były nie do pomyślenia. Nie powiodło mu się co prawda po przenosinach do Europy, w Barcelonie, ale gdy zmienił stolicę Katalonii na Neapol… No cóż, resztę tej historii znacie bardzo dobrze, prawda?

Neapol doczekał się dwóch jedynych mistrzostw Włoch w historii tego miasta, Maradona – statusu najważniejszego człowieka w tym mieście. Które kocha i nienawidzi całym sercem. Diego pokochało tak mocno, że stracił on kontakt z rzeczywistością.

Ludzie stawiali go wyżej od papieża. Od Jezusa, a nawet od Boga. Fanatyzm kibiców Napoli osiągnął skalę niewyobrażalną. Zwykli ludzie pragnęli go dotknąć, politycy zapraszali na obiady, mafia na imprezy, gdzie nie brakowało pięknych kobiet, narkotyków i alkoholu. Dla zwykłego chłopaka ze slumsów, którego jedynym marzeniem jeszcze kilka lat wcześniej było kupno domu dla rodziców.

Takie życie musiało skończyć się tragedią i trudno inaczej nazywać to, co obserwujemy od kilku ładnych lat…

Od Signoriniego zaczęliśmy, na dwóch cytatach z naszego wywiadu więc również skończymy.

Fenomen narkotyków był wtedy dość nowy, a Diego był jednym z pierwszych piłkarzy, sportowców w ogóle, którzy mieli takie znaczenie. Przecież jego podobizny były nawet na flagach. Żeby to stwierdzić, musielibyśmy chociaż godzinę przeżyć jako Maradona. Ale Maradona, nie Diego. Maradona, który wyszedł, skąd wyszedł. Maradona, którego nikt nie uczył tych podstawowych ludzkich wartości, rozróżniania dobra i zła. Ponadto pamiętajmy, że nie było wielu przykładów wcześniejszych piłkarzy o takim znaczeniu, jak Diego. Teraz już jest zupełnie inaczej, można uczyć się na losach Figo, Riquelme, Messiego czy Cristiano. Wtedy nie. On był pierwszym, który wszedł w tę dżunglę. A jako pierwszy musiał zebrać wszystkie ukłucia i zbadać wszystkie ścieżki.

3. PELE

„Król Futbolu” – przynajmniej naszym zdaniem – już nie rządzi historią piłki nożnej. Lecz bez wątpienia wielki Pele był cesarzem swoich czasów.

Największa postać brazylijskiego futbolu. Człowiek, który najpierw zapewnił Canarinhos chwałę jako nastolatek, a potem ją dla „Kraju Kawy” odzyskał w wieku 30 lat. Choć prawie całą karierę spędził w lidze brazylijskiej, rozkochał w sobie cały piłkarski świat. Nie tylko spektakularnymi wyczynami podczas mundiali. Jego Santos podróżował po całym globie niczym ekipa Harlem Globetrotters, inspirując zwłaszcza europejskich kibiców do łyknięcia bakcyla „pięknej gry”.

Joga Bonito.

Możemy sobie dzisiaj tę piłkarską ideę kojarzyć z Neymarem, Ronaldinho, Ronaldo, Rivaldo, Romario, Socratesem, Zico czy kimkolwiek innym, ale to Pele jako pierwszy uczynił zjawisko „pięknej gry” globalnym. Dlatego trudno wyobrazić sobie w takim rankingu podium bez niego.

Dzisiaj dorobek Pele bywa lekceważony. A co mówili o Brazylijczyku inni, w tym giganci futbolu?

Najlepszym piłkarzem w historii był Di Stefano. Nie zgadzam się, by rozmawiać o Pele w tych samych kategoriach. On był ponad futbolem – Ferenc Puskas.

Czymś nie zwykłym nie jest zdobycie tysiąca goli, tak jak Pele. Niezwykłe jest strzelenie choć jednej bramki tak jak Pele – Carlos Drummond de Andrade, poeta.

– Przed meczem powiedziałem sobie: „To tylko człowiek. Zbudowany ze skóry i kości, tak samo jak ja”. Myliłem się – Tarcisio Burgnich, wybitny włoski obrońca.

– Gdy zobaczyłem Pele w akcji, zacząłem rozważać zakończenie kariery – Just Fontaine.

– Czasami mi się wydawało, że piłkę nożną wymyślono właśnie dla niego – Bobby Charlton.

– Nazywam się Ronald Reagan, jestem prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Pan nie musi się przedstawiać. Każdy na świecie wie, kim jest Pele – Ronald Reagan.

Trudno podejrzewać, by wszyscy ci ludzie doznali zbiorowej halucynacji i przecenili „Króla Futbolu”. Nawet ulokowanie Brazylijczyka na pierwszej lokacie znalazłoby swoje uzasadnienie.

2. CRISTIANO RONALDO

Mehdi Benatia: – Na mecz z Atalantą obaj nie wyszliśmy w pierwszym składzie, ponieważ trzy dni później czekał nas kolejny mecz.W drodze powrotnej Ronaldo zapytał mnie: „Co zamierzasz robić, gdy wrócimy już do Turynu?”. „Pójdę do domu, jest godzina 23:00”. Wtedy zaproponował: „Nie chcesz odbyć ze mną mini sesji treningowej? Nie spociłem się w meczu i muszę dotrenować. Czy chcesz dotrzymać mi towarzystwa?”. Drugi raz więc mu wytłumaczyłem, że nie jest to możliwe. Chciałem po prostu wrócić do domu, aby usiąść przed telewizorem. Kiedy wróciliśmy, każdy ubrał się w codzienne ubranie. On nałożył jednak spodenki, sportowe obuwie, nałożył słuchawki i poszedł na tę siłownię.

Patrice Evra: – Mam dobrą radę dla każdego, kogo Cristiano Ronaldo zaprosi na obiad. Odpowiedz: „nie”. Pewnego dnia poprosił: „Patrice, wpadnij po treningu”. Poszedłem tam zmęczony. Na stole była tylko sałatka z kurczakiem, żadnej wody, żadnego soku. Zaczęliśmy jeść. Myślałem, że po tej przystawce wjedzie wielki kawałek mięsa czy coś, ale nic takiego się nie wydarzyło. Cristiano skończył swoją porcję, wstał i zaczął bawić się piłką. Powiedział: „Pograj ze mną na dwa kontakty”. „Mogę dokończyć obiad?”. „Nie, pograj ze mną”. No więc wstałem i podawaliśmy sobie piłkę. Później powiedział, żebyśmy poszli popływać. A potem do jacuzzi i sauny. Miałem dość. Spytałem go: „Cristiano, przyszliśmy tutaj bo mamy jutro mecz, czy tylko na lunch?” Dlatego odradzam każdemu wizyty w domu u Cristiano. Nie idźcie, bo ten gość jest maszyną, która nie chce przestać trenować.

Były trener przygotowania fizycznego Manchesteru United, Walter Di Salvo: – Kiedy jego koledzy szli pod prysznic, on szedł na tyły kompleksu treningowego, gdzie sąsiadował on z lasem. Brał piłkę i trenował tam panowanie nad nią w trudnych warunkach. Teren był tam bardzo nierówny, pełen wystających korzeni. Ronaldo kopał piłkę w stronę drzew i biegł za nią, próbując przewidywać, jak ta zachowa się po odbiciu od ziemi.

Takich anegdot są dziesiątki. Setki. Bo Cristiano Ronaldo to nadczłowiek. Oklepane to, bo w jego kontekście odmienione już przez wszystkie przypadki, ale nie możemy sobie tego odmówić i teraz. Maszyna.

Maszyna do wygrywania, maszyna do upokarzania rywali. Nie da się wskazać w całej historii futbolu gościa tak ukierunkowanego na zwyciężanie za wszelką cenę. Z tak potężnym parciem na bicie indywidualnych rekordów, na podnoszenie poprzeczki zawieszonej już tak niebotycznie wysoko, że Siegriej Bubka podszedłby, popatrzył i stwierdził, że nie ma sensu ustawiać się do rozbiegu.

Paul Clement, asystent Carlo Ancelottiego w Realu Madryt wspominał w rozmowie z Michaelem Calvinem, że podczas gdy większość zawodników Królewskich świętowała dziesiąty w historii triumf w Pucharze Mistrzów, słynną decimę, niewielka grupa graczy, na czele z Ronaldo oczywiście, już knuła, jak by tu to trofeum zgarnąć po raz jedenasty. W dniu wielkiego triumfu oczy już skierowane na kolejny.

Gość ma 35 lat, a wyskokiem wciąż jest w stanie zawstydzić gwiazdy NBA. W ostatnich latach regularnie wrzuca najwyższy bieg dokładnie wtedy, kiedy jego zespół go potrzebuje. Nawet jeśli rozkręcał się już jesienią wolniej niż zwykle, to wiosna była jego czasem. Liga Mistrzów – jego rozgrywkami.

Był pierwszym w historii piłkarzem, który zdobył sto goli w tych rozgrywkach.

Pierwszym, który strzelił w jednym sezonie trzy hat-tricki (15/16 – Szachtar, Malmo, Wolfsburg).

Pierwszym, który strzelił mecz po meczu hat-tricki w rundzie pucharowej (16/17, najpierw Bayern, potem Atletico).

Pierwszym, który strzelił gola w każdym meczu fazy grupowej (17/18).

Pierwszym, który zdobywał bramki w jedenastu kolejnych spotkaniach, począwszy od finału 2017, kończąc na ćwierćfinale w 2018.

Pierwszym, który sześć razy z rzędu zostawał królem strzelców tych rozgrywek.

Pierwszym, który strzelił ponad dziesięć goli w sześciu sezonach. Kolejnych sezonach, dodajmy.

Nikt nie zdobył więcej bramek w fazie pucharowej Champions League (65), a także w: ćwierćfinałach (25), półfinałach (13), finałach (4).

Zdobył w swojej karierze 27 trofeów klubowych i dwa reprezentacyjne. Był królem strzelców pięciu różnych rozgrywek, wygrywał Złotego Buta cztery razy, Złotą Piłkę – pięciokrotnie. W zespole roku UEFA znajdował się czternaście razy, od 2007 roku gości w nim nieprzerwanie.

1. LIONEL MESSI

GOAT.

A przecież wciąż nie powiedział ostatniego słowa.

Od czego zacząć, by odpowiednio podsumować klasę Argentyńczyka? Może od liczb? No dobra. 628 bramek w 750 oficjalnych meczach klubowych. Rekord – 96 bramek w roku kalendarzowym. 50 trafień w sezonie ligowym. Przecież to są numerki, które dotychczas kojarzyły nam się wyłącznie z piłkarzami z czasów przedwojennych. A Messi nie zadowala się wyłącznie trafianiem do siatki – jest także królem asyst, wirtuozem kluczowych podań. Nikt w dziejach futbolu nie zanotował więcej oficjalnych asyst.

We wszystkich zaawansowanych statystykach gwiazdor FC Barcelony bryluje. Od przeliczania jego dokonań statystykom eksplodują ich laptopy. Rekord za rekordem i jeszcze jeden rekord – tak wygląda kariera Messiego od paru ładnych lat.

Na arenie klubowej też wygrał wszystko. Zwłaszcza imponująca jest jego dominacja na hiszpańskich boiskach. Nie ma wątpliwości, że co najmniej kilka razy Messi w pojedynkę poprowadził Barcelonę do mistrzowskiego tytułu. Innym piłkarzom zdarza się pociągnąć zespół do sukcesu podczas turnieju, ale żeby dokonać takich rzeczy na dystansie ligowym? Dziesięć tytułów mistrzowskich ma w tym momencie w dorobku Messi, a przecież nie ma wątpliwości, że będzie ich więcej. Także i na tym polu Leo pobije zatem rekord.

Messi jest czterokrotnym triumfatorem Champions League. Mnóstwo z jego największych meczów miało miejsce właśnie w tych rozgrywkach. Także w finałach.

Brakuje mu tylko sukcesu z kadrą narodową.

Wielokrotnie było blisko podczas Copa America. Natomiast na mundialu w 2014 roku Messi skończył z ekipą Albicelestes na drugiej lokacie. W finałowym starciu lepsi okazali się Niemcy. I pewnie dziś sześciokrotny zdobywca Złotej Piłki właśnie triumfy w narodowych barwach pragnie najbardziej. To jego brakujący skalp. Ale my w tym rankingu patrzymy na całokształt kariery. Najlepszym zawodnikiem w historii mistrzostw świata byśmy Messiego naturalnie nie wybrali, lecz nie mamy wątpliwości, że – szeroko podsumowując jego karierę, jego styl gry, jego nieziemskiego możliwości – obecnie w FC Barcelonie występuje najlepszy piłkarz w dziejach futbolu.

***

Na koniec przedstawiamy jeszcze jedenastkę najlepszych, właśnie według powyższego rankingu. Ofensywną, z trzema zawodnikami od konstrukcji, a nie destrukcji w środku, ale takie też było założenie całego zestawienia. Żeby promować grę ofensywną, bo nie oszukujmy się – futbol najpiękniejszy jest dzięki strzelcom, kreatorom i dryblerom. Choć, co pokazuje nawet czołowa dwudziestka, mistrzów defensywy bynajmniej nie unikaliśmy.

***

TOP 100: Najlepsi piłkarze w historii (100.-81.)
TOP 100: Najlepsi piłkarze w historii (80.-61.)
TOP 100: Najlepsi piłkarze w historii (60.-41.)
TOP 100: Najlepsi piłkarze w historii (40.-21.)

***

MICHAŁ KOŁKOWSKI
SZYMON PODSTUFKA

fot. NewsPix.pl / Wikipedia / Pinterest / FIFA.com

Opublikowane 17.04.2020 13:57 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 192
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomek Hajto
Tomek Hajto

Pierwszą dwudziestka, bardzo celnie opisana. Pierwsza piątka dokładnie taka sama jak pisałem pod https://weszlo.com/2020/04/15/top-100-najlepsi-pilkarze-w-historii-40-21/ A w czołowej pietnastce jedynie mi brakuje Xaviego, a daliście Gerda.

A ten kto podważa, że dwa pierwsze miejsce należa się Messiemu i CR jest zwykłym baranem, który wyolbrzymia bohaterów z przeszłości. Polecam przyjrzeć się sezon po sezonie karierom Maradony, Cruyffa, Zidane, Ronaldo i innych. Jedynym gościem,który mogłby być przed Messim i CR jest Pele.

Rosły murzyn Alphonse, mieszkaniec Podlasia
Rosły murzyn Alphonse, mieszkaniec Podlasia

podoba się dla mnie ten mały z brodą

Lionel Messi, legenda Barcelony
Lionel Messi, legenda Barcelony

spierdalaj

Rosły murzyn Alphonse, mieszkaniec Podlasia
Rosły murzyn Alphonse, mieszkaniec Podlasia

jesteś moją kurwą i paziem

Lionel Messi, legenda Barcelony
Lionel Messi, legenda Barcelony

ok

FabrykaZakoli
FabrykaZakoli

Śmichy chichy, a po stolicy Katalonii krążyła wieść jakoby Zlatan musiał pożegnać się z Więcej Niż Klubem po skrytobójczym podrzuceniu Boskiemu Leo mydełka pod prysznicem. Przez poważną kontuzję odbytu Najwspanialszy Piłkarz w Dziejach musiał pauzować przez kilka spotkań…

FabrykaZakoli
FabrykaZakoli

@up ależ masz zakola kolego, ogarnąłbyś się -_-

Sympatyczny emerytowany golkiper z tubką bengaya w garści
Sympatyczny emerytowany golkiper z tubką bengaya w garści
Tsheslav Miykhniyevich dindu nuffin
Tsheslav Miykhniyevich dindu nuffin

Tomek, po ile szlugi?

Jacek
Jacek

Zgadzam sie z Toba, ale uwazam, ze powinni byc na odwrotnych pozycjach, Messi rzeczywisciem jest wielkim talentem z rekorderm w lidze hiszpanskiej, gdzie istrnieja tylko 2 druzyny, w porywach 3. Wiekszosc rekordow zdobytych przeciwko druzynom prowincjonalnym. Bez dwoch zdan jest o wiele bardziej utalentowany niz CR. Ronaldo zdobyl trofea w kazdej lidze w ktorej wystepowal i do tego dwa w reprezentacji. Jest niekwestionowanym liderem, czego Messi po prostu nie ma. Ibrahimovic wypowiedzial sie kiedys w piekny sposob rozstrzygajac ten argument: kazdy mlody pilkarz powinien marzyc, zeby byc takim jak Messi, ale dazyc do tego, zeby byc takim jak CR.

lukiasoll222
lukiasoll222

Szkoda że większość ekspertów i piłkarzy i ogólnie osób znających się na piłce uważa że Leo > CR
No i w LM oczywscie Leo nic nie pokazuje tak samo przeciwko Realowi z np. Ronaldo w składzie…
Zacznij oglądać piłkę uważniej proszę…
Taka mała statystyka:

EU2qB8OX0AAytSa.png
ETgS4fsXsAI-Xta.jpeg
ERkL6-LXYAEFy8E.jpeg
Tomi
Tomi

Christiano Ronaldo dla mnie za wysoko. Był w setce Batistuta czy przegapiłem? Dla mnie od lat 80-tych (wcześniejszych czasów nie znam) lepszej dziewiątki nie było (porównywalna jedna – Zlatan).

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

zidane poza 10, Maradona poza podium. krótko mówiąc – popłynęliście.

Paweł
Paweł

O ile z Zidane można jak najbardziej dyskutować o tyle z Maradoną w 3 popłynąłeś 🙂

Pablo
Pablo

NIgdy nie oglądałes Maradony, prawda? Ranking w ktorym nie jest na miejscu 1 lub 2 nie ma sensu.

Paweł
Paweł

Oglądałem-grał fajnie, ale też patrzę przez pryzmat liczb przy zawodniku ofensywnym i 2 pierwsi nakrywają go czapką 🙂 Wszystko oczywiście do sprawdzenia, ale Diego w najlepszym ze swoich 10 sezonów ligowych strzelił 16 bramek, a w całej karierze (ligowej – przypominam, że to 10 sezonów) miał 17 asyst !!! Dwaj pozostali w tym zestawieniu go po prostu miażdżą… Więc jeśli (mimo wrażenia artystycznego, choć moim zdaniem pozostali dwaj jakoś mocno nie odstają) nie bierzesz tego pod uwagę to jesteś albo ignorantem albo idiotą 🙂

Pre
Pre

Mistrz i vice-mistrz swiata, przeciw gosciom co tluka bramki w lidze gdzie jest 4 powazne zespoly zaiste paradne

Paweł
Paweł

To daj 1 miejsce Klose 🙂

Pre
Pre

Klose nie zasluguje na 1 miejsce!!! Poniewaz jednak dokonal czegos co nieudalo sie innym powinien byc chciazby 95-100. Jednak podejrzewam ze redaktorzy nawet sobie nie zdawali sprawy z tego faktu.

KOmar89
KOmar89

Ty jesteś paradny. Maradona gdyby nie wyolbrzymiona legenda z przeszłości nie byłby w 10.

Pre
Pre

masz 15 lat prawda?

Pablo
Pablo

Z twojej wypowiedzi widać, ze jednak nie widziałeś jak grał. Jego wpływ na gra zespołu był nieporównywalny z nikim innym. Widziałem jak grał na żywo, widziałem także zawodników z miejsc 1 i 2 tego rankingu. Diego > Messi > C.Ronaldo.

Y-YYY
Y-YYY

No wpływ Messiego na grę reprezentacji Argentyny bardzo znikomy, to dyskwalifikuje ten ranking.

maciek
maciek

Final MS 1986 Maradona podaje do Valdano 3-2 i puchar jedzie do Argentyny

Oliwia
Oliwia

17 asyst??? Kto tu jest ignorantem? Chłopie nie wierz transfermarktowi, bo tam nie ma rzetelnych statystyk z lat 80. (bo być nie może). Z liczb tam zamieszczonych wynika, że w Barcelonie nie miał ŻADNEJ asysty. Absurd. Sam widziałem skrót JEDNEGO meczu Napoli gdzie zaliczył cztery asysty.
A propos Maradony jedna rzecz – kiedy przychodził do Napoli był to średniak ligi włoskiej, dwa poprzednie sezony kończył na miejscach 10. i 11. Przekładając na dziesiejsze czasy Sassuolo albo inne Udinese. Po jego przyjściu kolejne miejsca Napoli: 8. (to na rozpęd), 3., 1., 2., 2., 1. Teraz wyobraź sobie, że Messi przechodzi do Sassuolo i robi takie wyniki. Możliwe?
Maradona dokonał wyczynu, którego nie ma żaden inny piłkarz w dziejach: w pojedynkę doprowadził zespół do tytułu mistrza świata (1986), w pojedynkę doprowdził zespół klubowy do mistrzostwa kraju (dwa razy). Messi nawet się do tego nie zbliżył.
A propos Messiego, do łez rozśmieszyło mnie jedno zdanie: brakuje mu tylko sukcesu z kadrą narodową. Czyli brakuje mu wszystkiego, przynajmniej w oczach Argentyńczyków.

buldog
buldog

Zidane był chyba najbardziej przehypowanym piłkarzem czasów współczesnych.

Oczywiście był mózgiem Juventusu, potem Realu i reprezentacji Francji, bardzo go lubiłem – tym bardziej, że kibicowałem Juve za czasów Del Piero, ale to nie był gość na pierwszą dwudziestkę. Piećdziesiątkę może i tak. Dawanie go tak wysoko to jak złota piłka dla Pavela Nedveda. Mocno na wyrost.

Ronaldo Luís Nazário de Lima powinien być wyżej. Dopóki się nie spasł, za młodu – to był najlepszy piłkarz w historii futbolu. Nie było przed nim ani po nim gościa, który by miał tak bajeczną technikę połączoną z takimi parametrami fizycznymi. Przecież to było skrzyżowanie Bolta z Ronaldinho. Później wiadomo, że było gorzej ale i tak jak na moje powinien być conajmniej piąty, a nie w drugiej dziesiątce.

Damiano_L
Damiano_L

Obejrzyj mecz Brazylii z Francją z MŚ 2006. Zidane u schyłku kariery przyćmił wszystkie gwiazdy na boisku, a było ich sporo. Gdyby nie akcja z Materazzim, Zizou mógłby skończyć karierę ze Złotą Piłką. Zresztą najlepszym piłkarzem turnieju i tak został. Przypomnę, gość, który zdążył już wszystko wygrać i właśnie kończył karierę.

Łukasz
Łukasz

To było coś pięknego. Ja byłem wtedy w Angli i oglądałem z angielskim komentarzem. Mówili, że nikt w histori nie ograł sam jednej drużyny a mówimy o Brazylii i że to był najwybitniejszy występ w histori piłki nożnej. Zidane ograł tam wszystkich piłkarzy, był w obronie, pomocy i ataku. Jak Ronaldo grał w Realu pod wodzą Zidane to podobno(serio Ronaldo sam się przyznał)dziennie oglądał mecz Zidane z Brazylią i nie mógł się nadziwić jak w pojedynkę można ograć całą Brazylię

Michal
Michal

Zidane to powinien być wyżej w tym rankingu.

sosna
sosna

Podpisuję się obiema rękami. Zidane dla mnie zdecydowanie przereklamowany. Jasne, bardzo dobry piłkarz, ale max na pierwszą 50. Miał zdolność błyszczenia w ważnych momentach jak finał MŚ 98 czy LM 2002, ale mało kto pamięta, że w drodze do najważniejszych meczów grał totalną padakę.
Z kolei Ronaldo z sezonu w Barcelonie to kocur jakiego nigdy nie widziałem. Napastnik kompletny, wyglądał jak żywcem wyjęty z gry komputerowej.

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

tak patrzę i w 10 jest aż 7 zawodników bez tytułu mistrza świata. Conajmniej dziwne.

zenek_ze_wsi
zenek_ze_wsi

błażej przybyłowicz
Bo to nie skok w dal, tenis czy pływanie. Piłka nożna to sport drużynowy i tytuł MŚ zdobywa drużyna, a w przypadku drużyny narodowej na to w jakiej zawodnik gra nie ma żadnego wpływu. Gorge Best choćby wyszedł z siebie i stanął obok z taką Irlandia Płn. nie był w stanie nic osiągnąć., a Klose (nic nie ujmując jego klasie) to czterokrotny medalista MŚ (w tym raz złoty). A który z nich był lepszym piłkarzem chyba nie trzeba pytać.

Karlos11
Karlos11

I co on z tą Barcelona wtedy wygrał?, albo kiedykolwiek co on wygrał w Europie, ile bramek miał w LM?, bo w sezonie 96/97 niby był takim kozakiem, a w lidze wyprzedził Barcelona Real, i lał ich regularnie wtedy.

Carlito
Carlito

No fakt Ronaldo przed kontuzjami to był materiał na piłkarza wszech czasów. Mega kocur. Wszystko co o nim napisałeś to i tak za mało. Co do Zizou tez racja. Najbardziej przeceniany piłkarz z tych uznawanych za wielkich.

Dario
Dario

Ładnie piszesz ale bez sensu.

Karlos11
Karlos11

Dawno tyle bzdur nie przeczytałem, tak z ciekawości, ile masz lat ?

Milosz
Milosz

Złotą piłkę nad wyrost to dostał Modric.

Karlos11
Karlos11

To takie tylko twoje gadanie. Na kazdego piłkarza coś sie znajdzie, a ty uczepiłes sie Zidane. Xavi pierwszy sezon na poziomie świetnym, klasy swiatowej rozegrał w sezonie 2008/2009, w wieku 29 lat, wczesniej nie pamiętam zeby czymkolwiek sie wyroznial(Sezon 2005/2006, kiedy Barcelona zdobyła 2 Puchar Europy, to Xavi siedział w oddziałach szpitalnych, bo był połamany pol sezonu, a Barcelona grala najlepsza pilke bez niego). Maradona w poważnej piłce klubowej nie wygrał praktycznie nic. Cruyff, poza swietna erą w Ajaxie(w ktorej druznie było wielu magikow obok niego) tez nie wygrał nic, po przejsciu do Barcelony, spedzil tam 5 sezonow , a wygrał 1 lige tylko, a Barcelona była miażdzona przez Real, troche słabo jak na takiego kozaka.

Patryk
Patryk

Maradona na podium? Moim zdaniem miejsce adekwatne, co najwyżej można by było go zamienić z Pele. Cr7 i messi są bezkonkurencyjnie najlepszymi piłkarzami w historii futbolu.

Kupisz
Kupisz

Wyobrażasz sobie, że Messi albo Ronaldo przychodzą do średnia Serie A, np. Torino albo Sampdorii i wygrywają z tym klubem dwa mistrzostwa i puchar uefa?

Kuba
Kuba

Dla mnie Zidane to Top 5 na świecie. Gdyby nie cm albo po prostu wspaniała interwencja Buffona w dogrywce finałowego meczu Francja-Włochy mówilibyśmy dzisiaj o dwukrotnym mistrzu świata, mistrzu Europy, dwukrotnym zdobywcy złotej piłki, który dwa razy strzelił dwie decydujące bramki w meczu finałowym. Nie strzelił ale i tak jego kariera i zdefiniowanie na nowo pozycji rozgrywajacego są kosmiczne. Był fenomenalny od 1998 roku kiedy rozpoczął dominację zarówno na niwie klubowej jak i reprezentacyjnej. Turniej w 2006 to był teatr jednego aktora i tym aktorem był Zizou. Jego bramka w meczu z Bayerem w 2002 to z kolei symbol który już na zawsze będzie pamiętany tak jak i bramka Van Bastena w 1988. Zidane był 5 najlepszym piłkarzem w historii. Wybitny.

Rookie
Rookie

Zidane w piątce najlepszych piłkarzy w historii… No, to żeś wymyślił, ale przynajmniej rozbawiłeś mnie dobrze. „Mówilibyśmy dzisiaj o dwukrotnym mistrzu świata” – taki Cafu wygrał mundial dwa razy i to nie jest podstawa do umieszczania go w czołówce takiego rankingu, to żaden argument. Racja Zidane zdobył dwa gole w finale 98 i to był jego moment chwały (pal licho, że bramki po stałych fragmentach gry, nie jakieś cudowne solowe akcje), ale w drodze do finału grał straszną kupę, a turniej zaczął od czerwonej kartki za chamski i bezsensowny faul. W 2006 pamiętam jak mój kolega – fan Hiszpanii – mówił przed meczem z Francją, że Zidane jest w tak kiepskiej formie, że się ich nie ma co obawiać. Zidane zagrał wówczas dobry mecz, podobnie jak kolejny z Brazylią, ale turniej teatrem jednego aktora? Ponownie rozkręcił się w trakcie, strzelił gola z karnego w półfinale z karnego , ale teatr jednego aktora to Garrincha w 62 albo Maradona w 86. W finale Zidane najpierw mało się nie zbłaźnił przy karnym – nikt mi nie powie, że „celował” strzał od poprzeczki w takim momencie, a potem zachował się jak kompletny cymbał – dając się sprowokować. Kapitanowi w takim momencie takie zachowanie nie przystoi, po prostu. Można zaryzykować tezę, że o ile w 98 przyczynił sie ogromnie do zdobycia tytułu, tak w 2006 dołożył cegiełkę do tryumfu Włochów swoim durnym zachowaniem. Moje największe zainteresowanie piłkę przypadło na przełom wieków i pamietam dobrze jego mecze, pucharowe, ligowe, reprezentacyjne. To był bardzo dobry zawodnik, lider środka pola, ale na pewno nie gracz wybitny, którego można stawiać obok tych z czołówki tego rankingu. Nigdy nie miał takiego wypływu na grę jak ci najlepsi, nigdy nie wygrał meczu w pojedynkę, nigdy nie robił takich fajerwerków jak Ronaldinho, Ronaldo jeden i drugi Messi. Moim zdaniem należy mu się miejsce koło 50 w takim rankingu.

Karlos11
Karlos11

Nie kompromituj sie… trafił w poprzeczkę ”o mało ci sie nie zbłaznił przy karnym” ty chyba żartujesz?. Musisz sobie odpalic mecze Zidane z reprezentacji, np na Euro 2000(Zawodnik Turnieju), czy z Mundialu 2006, Finału 98 juz nie bede wspominał, mało jaki piłkarz w ostatnich 30-40 latach miał taki wpływ na reprezentacje swojego kraju jak Zidane,w Juventusie tez był najważniejszym zawodnikiem. A bez Niego Real w sezonie 2002/2003, mogłby tylko pomarzyć o Mistrzostwie. Nawet ten przereklamowany Xavi, który pierwszy sezon na poziomie klasy swiatowej rozegrał w wieku 29 lat(1 sezon za Guardioli), wczesniej był co najwyżej niezły, jak Barcelona zdobywała 2 PE(sezon 2005/2006), i grała swoją najlepszą piłke od ponad dekady, to Xavi siedział połamany na salach szpitalnych, i rozegrał 13 spotkań we wszystkich rozgrywkach sezonu. Cryuff to samo, poza Ajaxem gdzie miał wielu magikow obok siebie, tez nie rozegrał nic wielkiego, Przeszedł Do Barcelony w 1973 roku, odszedł z niej w 1978, a zdobył tylko jedno mistrzostwo i to na tyle, ciezko mu było wziąć gre na barki samemu, w Hiszpanii wtedy Barcelona z Cryuffem musiała patrzeć na 12-13 pkt strate do Realu co sezon( a wtedy za wygraną przyznawano 2 pkt, to musisz sobie wyobrazic jaka była to przepaść). Napisałeś, ze twoje najwieksze zainteresowanie na piłke to przełom wieków, chyba sie pomyliles o 10-15 lat, bo jezeli nie to nie pisałbyś takich Bzdur. Albo po prostu ogladales tylko mecze Barcelony, ktora miała problemy z kwalifikacją do LM,a bramke Rivaldo z przewrotki(Valencia), celebrowano jakby wygrali Mistrzostwo Kraju.

Kupisz
Kupisz

Oglądałem niedawno film dokumentalny o Maradonie. W mojej opinii umieszczenie go na innym miejscu niż pierwsze albo drugie, źle świadczy o autorze tekstu. Ta sama sytuacja jest z Zidane, nie mówię, że powinien być pierwszy, ale pierwsza dziesiątka mu się należy. Messi nie wygrał nic w reprezentacji, mimo że ta ma, od lat, fenomenalny skład, dlatego póki co umieszczałbym pozycję za Cristiano.

Patryk
Patryk

Nie wiem wszyscy macie ograniczone głowy na mistrzostwa świata. Piłka nożna to nie sport indywidualny w którym koniecznością jest wygranie mś by nazywac się najlepszym. Ronaldo i messi robix co mogą żeby swój team ponieść do zwycięstwa( idealnym przykładem mś 1018 ronaldo vs Hiszpania 3-3) gdzie lepiej się meczu chyba zagrać nie dao. Niestety piłka nożna to sport drużynowy w którym urodzisz się o dobrym czasie, dla twojej reprezentacji, i wystarczy że, będziesz powołany a mistrzostwa same się wygrają. Ronaldo i messi nie mają tyle szczęścia ale pozostaja piłkarzami którzy pobili wszelkie rekordy w czasach gdzue piłka stoi na najwyzszym poziomie. Dlatego też nazywanie maradony czy pelego jest głupota i nie jest to moje subiektywne zdanie tylko prawda.

Juzefstalin
Juzefstalin

Gdzie Giroud ma przecież mistrzostwo top 10 jak nic !!!!111111oneoneone

Sebastian
Sebastian

Wydaje mi się że ranking tworzył ktoś kto patrzy przez pryzmat rywalizacji Messiego z Ronaldo zakochanego w piłce hiszpańskiej. Co Messi mógł zrobić a nie zrobił nie potrafił pociągnąć drużyny do mistrzostwa świata po prostu facet nie ma charyzmy pokazał to w finale mistrzostw świata . Również nie zdobył Copa America jedyne co zdobywa to tytuły ligi hiszpańskiej . Liga mistrzów owszem ma kilka na swoim koncie myślę że w innej drużynie klubowej w innym kraju by nie zaistniał. Ronaldo mistrz angli Hiszpania Włoch mistrz i wicemistrz Europy czterokrotny zdobywca ligi mistrzów i Realowi z Ronaldo nie zdarzały się taki wpadki jak Barsie z Messim z Roma czy z Liwerpoolem . Diego nie uważam by miał lepszy sklad niż Messi a mistrza świata potrafił wywalczyć , Zizu również to zrobił I były to jednostki robiace różnicę w swoich drużynach o Messim nie można tego powiedziedź i na koniec Pele 3 krotny mistrz świata Więc wydaje mi się kolejność piłkarzy dość subiektywna

lukiasoll222
lukiasoll222

” myślę że w innej drużynie klubowej w innym kraju by nie zaistniał. ”
Co za głupoty…
Nie masz pojęcia o czym piszesz.

Michał
Michał

Przyznajcie, że zapomnieliście o Linekerze? Też nie byłem jego fanem, ale w setce to powinien być. Brakuje też Kempesa i Del Piero, a np. Rossi zdecydowanie nie pasuje.

Jackie Ropucha
Jackie Ropucha

Serio Paolo Rossi, któremu wyszedł jeden rok w całej karierze, był na tej liście? XD

Majcon
Majcon

Przecież taki Del Piero nawet się nie łapał do pierwszego składu Italii na dużych turniejach. xD

Kempes to też niezły żart.

Marcin
Marcin

Gdzie jes Alex

karminadel
karminadel

messi, eine beschissener Zwerg

Przemyslaw
Przemyslaw

Wiadomo, że takie rankingi to tylko zabawa, bo nie da się wymiernie według sztywnych ram porównać napastnika z obrońcą czy piłkarza z lat 60 z piłkarzem współczesnym. Nie da się wskazać jednoznacznie najlepszego piłkarza w dziejach, chociażby również dlatego, iż musiałby się znaleźć ktoś kto doskonale pamięta kariery piłkarzy z lat 50, 60, 70, 80, 90 oraz po roku 2000. CAŁE KARIERY a nie tylko statystyki czy „the best” of z jutuba. Zakładam, że ranking ten robili 30-40 latkowie, więc ich pamięć sięga w najlepszym wypadku do końcówki lat 80, a i to nie sądzę, by wtedy w wieku 10 lat śledzili ówczesnych piłkarzy tak jak robimy to obecnie. Sądzę, że nawet lista 500 najlepszych piłkarzy mogłaby być za mała. Jestem tylko rozczarowany brakiem Bońka i Lewego, którzy mimo wszystko sukcesy międzynarodowe mieli. Z pewnością znalazłoby się na tej liście więcej niż dwóch, którzy zasłużyli mniej.

Koman Rołtoń
Koman Rołtoń

To znaczy ja powiem tak:Ronaldo 12, Maradona 4. – kompromitacja, tak? Kompromitacja.
..az dziw bierze, że w pierwszej 10tce nie ma pewnego sympatycznego opalonego menadżera piłkarskiego, a w trójce Prezesa Tysiąclecia.
Oj oberwie sie redaktorom stażystom. Oj oberwie się.

Kama
Kama

Z opisu pierwszej dwójki to jednak Cristiano Ronaldo jest najlepszym piłkarzem jaki widział świat.pozdrawiam

FabrykaZakoli
FabrykaZakoli

osobiście wybrałbym Thiago Cionka ponieważ wpierdolił niedzielanowi i stanowski ma o niego ból dupy

AmberMozart
AmberMozart

Bronowicki go nakrył czapką. brak Bronowickiego na podium to cirkus

kiciorro
kiciorro

moze slabo przegladnalem ale nie ma del piero…jestem subiektywny bo to moj idol no ale szanujmy sie…ranking niedopracowany jak sie masz,zapchajdziura stazysty i do tego nieudana,no chyba ze cala redakcja nad nia pracowala to tym gorzej…ale pandemia jest to poziom mozna obnizyc…

Majcon
Majcon

Jeżeli ktoś przez kilkanaście lat nie jest w stanie załapać się do pierwszego składu swojej reprezentacji (poza Euro 2004) to raczej trudno umieszczać go w setce najlepszych piłkarzy w historii.

Wkurzony Szopen
Wkurzony Szopen

Del Piero w Juve był wielki, ale w reprezentacji u większości selekcjonerów nie był pewniakiem do pierwszego składu, czego nigdy nie potrafiłem zrozumieć.

Pre
Pre

Multimedialista Mistrzostw Swiata Miro Klose byl w „setce”?

2002-srebro
2006-braz
2010-braz
2014-zloto

do tego skromny krol strzelcow

Damiano_L
Damiano_L

Zauważ, że członków tej generacji Niemiec nie ma na liście w zasadzie wcale (Lahm i może ktoś jeszcze). I powód jest prosty – ta drużyna wygrywała dzięki zgraniu i wysokiej uśrednionej jakości piłkarskiej, a nie dzięki wybitnym indywidualnościom.

Michal Sz
Michal Sz

Karierę w kadrze miał świetną, ale klubowo już przeciętnie. Nie strzelał aż tak dużo, mało też wygrał.

Pre
Pre

Messi

Karierę w klubie miał świetną, ale w reprezentacji już przeciętnie. Nie strzelał aż tak dużo, mało też wygrał. 🙂

Michal Sz
Michal Sz

Messi jest najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Argentyny. Poza tym ma mimo wszystko medal mistrzostw świata. Także pudło z twojej strony.

Pre
Pre

Klose jest najlepszym strzelcem w historii
reprezentacji Niemiec. Poza tym ma mimo wszystko 4 medale mistrzostw świata. Także pudło z twojej strony.:)

Michal Sz
Michal Sz

Przecież napisałem, że karierę w kadrze miał świetną. Czytasz w ogóle co to kto pisze?

Pre
Pre

Przecież napisałem, że karierę w klubie miał świetną. Czytasz w ogóle co to kto pisze?

Michal Sz
Michal Sz

No właśnie Klose nie miał świetnej kariery w klubie, tylko w kadrze taką miał. I nigdzie tego nie napisałeś. Pogubiłeś się zdrowo.

Pre
Pre

No właśnie Messi nie miał świetnej kariery w kadrze, tylko w klubie taką miał. I nigdzie tego nie napisałeś. Pogubiłeś się zdrowo

Michal Sz
Michal Sz

Aha, głupie przedrzeźnianie, tylko tyle z twojej strony. No dobra, to wystarczy.

Pre
Pre

Przypomnij mi kto wygral w ich najwazniejszym starciu finale 2014

Michal Sz
Michal Sz

Masz internet to sobie sprawdź. Ja już dalej z tobą nie dyskutuję, tym przedrzeźnianiem jak z przedszkola pokazałeś, że szkoda czasu.

Damiano_L
Damiano_L

Piłkarz generalnie gra w klubie, reprezentacja to dodatek do kariery.

Pre
Pre

Marc Bartra wspomina finał Pucharu Króla
– Byłem wściekły, gdy powiedziano mi, że Del Bosque jest na trybunach. Moim celem było wejście do reprezentacji, co było strasznie trudne. Po tym co zrobił ze mną Gareth Bale, powiedziałem sobie „to jest koniec twojej drogi w drużynie narodowej” – wspomina zawodnik Realu Betis.

Jacek
Jacek

Absolutna bzdura. To tak ja w boksie sikali nad Szpilka kiedy bijac bumow miaj taki sam rekord jak Mike Tyson. Pilkarz kompletny gra wszedzie. Messi jest prawdopodobnie najbardziej utalentowanym pilkarzem wszechczasow. Rowniez nie ma psychiki lidera, sprawdzil sie tylko w jednej druzynie, ktora co tydzien gra przciwko druzynom prowincjonalnym. CR – prawdopodownie najmniej utalentowany z calej top 10. Wygrywal w Anglii, Hiszpani, Wloszech i ciagnal reprezentacje za uszy. Pilka nozna to sport. W sporcie gra sie, zeby wygrac. Niektrore zwyciestwa znacza mniej niz inne. Koniec w temacie.

Carlito
Carlito

Każdy piłkarz w swojej karierze gra większość spotkań przeciwko drużynom prowincjonalnym jak to napisałeś. Tak są skonstruowane ligi. Akurat to, że gra w jednej drużynie to dobrze o nim świadczy. A co do reprezentacji to zauważ, ze poza Pekermanem jak był młody to nie miał w kadrze żadnego sensownego trenera. Do tego popatrz sobie Maradona, Pele, Zidane, Van Basten itd. w reprezentacji byli otoczeni całą masą innych świetnych piłkarzy. Co miał Messi poza kolegami z ataku? Ani bramkarza ani stopera w środku Mascherano na defensywnym i to wszystko. Ani przez chwilę nie miał stworzonej dobrze działającej drużyny.

Albano
Albano

Gdzie jest Batistuta?

Damiano_L
Damiano_L

W domu. Jak wszyscy.

borsi
borsi

„Ronaldo w 2006 został zaś najlepszym strzelcem w historii mundiali, ten tytuł odebrał mu dopiero w 2014 roku Miroslav Klose.”

Dopiero? Zważywszy na to że mundial jest rozgrywany co 4 lata, to można powiedzieć że rekord przetrwał tylko przez jedne mistrzostwa (2010).

Matełko
Matełko

Wybieranie gościa, który od ponad sześciu lat znika w ważnych meczach i tych pod presją jako TOP1 jest kpiną.

Stanislav Levy
Stanislav Levy

Argument za Edsonem Arantesem do Nascimento: jest trzykrotnym zwycięzcą Mistrzostw Świata, chociaż w Chile 62. zagrał tylko w dwóch meczach. W dodatku podczas wszystkich tych lat grał w lidze stanowej, w Brazylii liga ogólnokrajowa wystartowała dopiero po mistrzostwach świata 1970. Wielu kibiców uważa to za ujmę w osiągnięciach Pelego, gdyż nigdy nie spróbował sił w poważniejszych rozgrywkach ligowych. A dla mnie to jest jego największy fenomen. To tak jakby dziś Messi czy Ronaldo klepali w n.p. w lidze greckiej czy duńskiej. Myślicie że byliby w stanie podtrzymać tak wysoką formę przez tyle lat, że aż tyle by osiągnęli? Szczerze wątpię i dlatego Pele to numer 1.

Thiaguinho
Thiaguinho

brakuje Justa Fontaine’a gosc podczas jednego mundialu nastukal 13 bramek

Harren
Harren

Był w poprzednich częściach.

Tytus_Sz
Tytus_Sz

w której części był Gordon Banks?

Sympatyczny emerytowany golkiper z tubką bengaya w garści
Sympatyczny emerytowany golkiper z tubką bengaya w garści

>anglik
>dobry bramkarz

Anonimowy czytelnik
Anonimowy czytelnik

Ja wiem, że to ranking z przymrużeniem oka, w formie zabawy, ale grzecznie się wtrące i zapytam – skoro znalazło się miejsce dla Pirlo, Seedorfa (być może słusznie) czy (o zgrozo!) Daniego Alvesa, to gdzie podział się Gerrard, Lampard czy jak ktoś wyżej pytał Del Piero?

Niewysoki, Brodaty Pedofil z Rosario
Niewysoki, Brodaty Pedofil z Rosario

Dani Alves miał przywilej podawania Najlepszemu Piłkarzowi w Historii, choćby z tego względu zasługuje na miejsce w setce

Anonimowy czytelnik
Anonimowy czytelnik

🙂
Aż dziwne, że w takim przypadku WszechPrezesa nie ma 😉

Jack Spaniels
Jack Spaniels

Dani Alves miał przywilej być jednym z najlepszych bocznych obrońców w historii. Podniecacie się Trentem/Marcelo/Robertsonem ale to Alves na nowo zdefiniowal pozycję bocznego obrońcy. Kręcił coś koło już nie pamiętam over 1 asysta na 4 mecze przez większość swojej kariery. Fenomenalny wynik. Trzeba być serio durnym, żeby nie docenić tego fantastycznego piłkarza.

Duker
Duker

Akurat Dani Alves zgarnął najwięcej trofeów ze wszystkich piłkarzy w historii. I to grając w różnych drużynach, w różnych ligach. W żadnej drużynie ani w kadrze nie był też piątym kołem u wozu. Gdy tylko chciał, jego strona boiska stawała się dla drużyny autostradą. Osobiście go nie lubię zbytnio za jego częste pajacowanie i symulowanie. Jednak co osiągnął to jego.

Anonimowy czytelnik
Anonimowy czytelnik

I rozumiem, że również byś go w tym rankingu umieścił?

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo

W wypadku weszlo wszelkie subiektywne statystyki / porownania / rankingi / klasyfikacje z gory sa skazane na brak obiektywizmu. Powodow jest wiele (sympatie klubowe / reprezentacyjne), z ktorych najwazniejszy jest wiek osob piszacych dla weszlo. Czasy w ktorych sa oni mniej lub bardziej swiadomymi kibicami pilkarskimi zawsze beda wygrywac z tymi, co sie dzialo chocby 5 lat wczesniej przed powstaniem ich futbolowego zainteresowania. Ten ranking jest proba podejscia do tematu w sposob obiektywny, jednak proba sie nie udala, bo widac stempel czasowy terazniejszosci w glowach redaktorow znow wygral. To zakrzywienie oceny wydarzen / postaci sportowych byl widoczny na weszlo od zawsze, chocby w nieistniejacym juz cyklu artykulow „Kartka z kalendarza”, ktory jak krowa na rowie udawadnial, ze wspominane czasy i wydarzenia byly tylko te, ktorych redaktorzy byli w przeszlosci aktualnymi swiadkami. Jesli cos sie w pilce dzialo wczesniej to jest to poprostu nieistotne, albo w najlepszym wypadku mniej istotne niz czasy wspolczesne redaktorom.

Damiano_L
Damiano_L

Gruba teza. Moim zdaniem nieuzasadniona. Nie licząc Messiego i Ronaldo, którzy są wybitni i to chyba nie podlega wątpliwości, w pierwszej dwudziestce nie ma więcej wciąż aktywnych zawodników i jest tylko jeden, który grał na przestrzeni ostatnich 10 lat.

A obiektywnych argumentów za tym, by ktokolwiek był przed wspomnianą dwójką jest naprawdę niewiele. Ci goście zdominowali we dwóch światową piłkę w okresie jej największej globalizacji, co zresztą ich brak podobnych sukcesów na arenie międzypaństwowej paradoksalnie tylko dogłębniej potwierdza, bo pokazuje, że futbol stał się bezwzględnie konkurencyjny.

Natomiast nagromadzenie wybitnych indywidualności z lat minionych, piłkarzy nieraz zapomnianych, pokazuje, że akcent zdecydowanie nie został położony na czasy współczesne.

pep pep
pep pep

Oczywiście że nieuzasadniona, bo przegięcie nastąpiło w drugą stroną, tj na korzyść graczy z dawnych czasów. Czy ktoś może logicznie wytłumaczyć dlaczego mający swoje minusy Klose jako lider tabeli strzelców MS w historii jest poza top 100, a Bican tam jest mimo, że on nastrzelał seriami głownie w wojennej i przetrzebionej lidze protektoratu Czech i Moraw, a w MS kiedy łatwiej bylo o strzelanie niż teraz a jego ekipa miała wlk potencjał i ochotę gry do przodu, to zdołał zdobyć tylko 1 gola.
Jak można uzasadnić że jest Carlos Alberto który ledwie 3 lata miał plac na bocznej obronie (znamienna pozycja- mniej wpływowa) w kadrze Brazylii i załapał się tylko na jedne MS , a nie ma Neymara który długo jest liderem swojej reprezentacji od 8 lat i na świecie też błyszczy. Jak porównać choćby reprezentacyjny dorobek tegoż Neymara (101 A – 61 goli) z dorobkiem wojennego i tuż powojennego Valentino Mazzoli (12 A-4 gole) , który nigdy nie zagrał w MS , choćby sam ten aspekt kariery wskazuje kto musi być wyżej, a przecież w aspekcie klubowym Neymar nie ustępuje

Sympatyczny emerytowany golkiper z tubką bengaya w garści
Sympatyczny emerytowany golkiper z tubką bengaya w garści

albo nie doczytałem albo przegapiliście Wojtka Kowalczyka…

Pre
Pre

p.Wojtek celuje w Pulitzera

Michal Sz
Michal Sz

Świetna robota, taki rajd przez historię futbolu w ogromnej dawce. Dużo pracy w to włożono, także trzeba docenić. Trochę literówek się wkradło, ale przy takiej ilości materiału to oczywiste. Na plus na pewno to, że zajrzano w stare dzieje futbolu, choć oczywiście o wielu tych piłkarzach krążą już tylko opowieści, bo nie można zobaczyć jak grali. Nie ma sensu spierać się o kolejność, każdy ułożyłby taki ranking inaczej. To przecież zabawa i to, że ktoś da wyżej Cruyffa czy Maradonę niczego nikomu nie ujmie.

Toja
Toja

Piłkarzem wszechczasów nie zostaje się na mundialach czy będąc królem Ligi Mistrzów. Najlepszy piłkarz w historii to ten który potrafi strzelić najwięcej goli przeciwko Leganes, Eibar lub Levante w lidze hiszpańskiej.

Stargardzka zmora Stanowskiego powraca
Stargardzka zmora Stanowskiego powraca

George Best dopiero 20? Gdzie Wilimowski? Messi 1? Ten ranking układał półdebil.

Sibik Sibik
Sibik Sibik

Zbyt wielu Brazylijczyków, jakiś Zizinho, Didi, Djalma Santos. Brakuje Lewandowskiego, Drogby. Zamiast Cannavaro powinien być Beata.

Sibik Sibik
Sibik Sibik

Nesta*. Ogólnie ranking z dupy, ktoś chciał być na siłę cool i popychał anonimowych Latynosów, kosztem Del Piero, Gerrarda i innych.

Monis
Monis

A dlaczego nie wspomnieliscie,jak wielki wklad w kariery pierwszej trojki mieli Wojcik i Zarzeczny?

Michal Sz
Michal Sz

Raczej Bobo Kaczmarek, który odkrył ponoć nawet Leonidasa.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Leonidas nie wykorzystał potencjału. Mógł znacznie więcej, a poległ pod Termopilami.

OrtalionowyRycerz
OrtalionowyRycerz

Biorąc pod uwagę brak pewnej osoby w całym tym zestawieniu, śmiem twierdzić że prezes PZPN już raczej nie będzie przychodził do was na wywiady xd

Tsheslav Miykhniyevich dindu nuffin
Tsheslav Miykhniyevich dindu nuffin

Gdyby ten mały brodaty cwel z Rosario miał zagrać przeciw mojej drużynie poszczułbym go dronami

SmyQ
SmyQ

Pele liczący swoje bramki.

12313413.png
Damiano_L
Damiano_L

To raczej Romario.

MARIUSZ
MARIUSZ

Szkoda czasu było na czytanie tego rankingu. Na tej stronie Messi byłby nr 1 nawet gdyby ranking dotyczył najwyższych piłkarzy w historii. W rzeczywistości Messi załapałby się do 20tki.

Piotr
Piotr

A gdzie w Shearer, najlepszy strzekec w historii PL?

Paweł
Paweł

Miejsca 1-4 powinny być nie rozstrzygnięte. Jedno o co można się przyczepić to dopiero 12 miejsce Ronaldo – tego prawdziwego i jedynego w swoim rodzaju. Czepiacie się braku boniasa i lewego w 100 a ja się pytam gdzie jest choć jeden gracz z balkanow z ostatnich 30 lat?

Rubens
Rubens

Z nie uwzględnieniem Casillasa w setce to jebnęło was turbo

Kapitan Pazur
Kapitan Pazur

A mnie ten ranking ani nie ziębi ani nie grzeje. Dobrze mi się czytało i to jest najważniejsze. Pewnie u mnie ranking wyglądałby inaczej ale i tak mam wrażenie, że autorzy zrobili na tyle dogłębną analizę, by takie zestawienie mogło się obronić. Niemożliwe jest by wybrać 100 najlepszych piłkarzy z ostatnich kilkudziesięciu lat i nikogo nie pominąć. Poza tym porównywanie graczy z różnych epok jest nie tyle trudne, co często wręcz niesprawiedliwe. W końcu futbol teraz a 30 lat temu to są inne dyscypliny sportu. Pozdro!

Mendes
Mendes

Stanowski za bardzo lubi Barcelone zeby Ronaldo był pierwszy

Hubert
Hubert

A w Rankingu napastników wygrał Suarez. Tak zobaczyłem Ronaldo i myslalem ze Suarez bedzie znow na pierwszym 😀

Jacek
Jacek

To jest przegiecie. Wlasnie napisalem o Maradonie i przypomnial mi sie jego genialny rajd i zaraz przypomnial mi sie genialny rajd Ronaldo w Barcelonie i w zasadzie o wiele lepsze osiagniecia niz Maradonna w przekroju calej kariery. Jest to gloryfikowanie bylych zawodnikow, ktorych sie juz nie pamieta. Maradona tym sie roznie od wiekszosci innych zawodnikow z tamtego okresu to to, ze przez skandale i rozczarowania byl zawsze w mediach.

johnyybravo73
johnyybravo73

Mi brakuje na liście Lewego, Deyny i (serio) Tomaszewskiego. Z zagranicznych szkoda że nie ma na liście Del Piero, Drogby, vaan Nisterloyda i Rosickiego.

Chip
Chip

Nie ma Del Piero w TOP100? Kardynalny błąd. Odechciało mi się czytać tych wypocin.

Szymon
Szymon

Widać że dużo było fanów barcelony brało udział w tym rankingu bo w top 2 powinien być pele i maradona a nie messi i cr7 messi mógłby być najwyżej 3. Bez obrazy dla fanów barcelony bo ich szanuje jak i messiego ale moim zdaniem powinno byc 1pele 2maradona 3stefano bo messi nie doruwnuje tej trójce oczywiście cr7 tym bardziej .

P.s przepraszam że wszystkie nazwiska z małej litery

Jacek
Jacek

Nie jestem fanem Messiego, ale w czym Maradona byl lepszy? 10 profesjonalych sezonow. Polowa bez absolutnej formy i kilka pojedynczych blyskow w calej karierze. Pozytywne postaci historyczne otaczne sa legendami na miare super bohaterow. Jest tak w kazdej dzidzinie, nie tylko sporcie.

zebmccain
zebmccain

Już służę odpowiedzią. Na boisku? We wszystkim.

Łukasz
Łukasz

Maradona to co najwyżej może wygrać w wciąganiu nosem białej ścieżki. Może i miał wielki talent i dar ale nie wykorzystany. Co prawda wygrał MŚ Argentynie dlatego top 10 mu się należy. Takich piłakrzy jak on było mnóstwo

Jack Spaniels
Jack Spaniels

Chyba nie masz pojęcia. Gość z 28 asystami przez cala klubowa karierę? Bez jaj.

Jacek
Jacek

Masz zle informacje. Maradona zostal wypedzony ze wszyskich druzyn w ktorych gral. Pol kariery z nadwaga, druga polowa glosnie problemy narkotykowe i na zakonczenie zawieszony za sterydy w 94. Jego indywidualne statystyki z kariery sa bardzo przecietne. Ja pamietam jak gral i oprosz pojedynczych kosmicznych przeblyskow i bycia super medialna osoba to gral glownie przecietnie.

MAzi
MAzi

Messi pierwszy? Panowie Michale i Szymonie …Będzie premia od Krzysia 😀 Trzeba było lecieć dalej!
1. Messi 2. Suarez 3. Iniesta 4. Xavi 5. Pique 6. Ter Stegen 7. Busquet 8. Umtiti 9. Jordi Alba 10. Rakitić
Jaka strona taki ranking. Ale tak sprzedać się dla Krzysia to wstyd. Messi to mały karakan naszprycowany. Gdyby nie to, to nigdy nie byłby zawodowym zawodnikiem. Brakuje mu „joga bonito”, radości z gry, pasji. To wyrobnik.

zenek_ze_wsi
zenek_ze_wsi

Ale przynajmniej nie idiota……

zebmccain
zebmccain

Zapomniałeś o Valdesie :).

glitch3179
glitch3179

brakuje w zestawieniu Frankowskiego! Widać, że podobnie jak Janas się nie znacie!

zebmccain
zebmccain

O ile przed przeczytaniem tego artykułu mógłbym polemizować, czy boski Diego powinien być na miejscu pierwszym, czy drugim, to po tym cytacie: „Nazywam się Ronald Reagan, jestem prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Pan nie musi się przedstawiać. Każdy na świecie wie, kim jest Pele – Ronald Reagan.” (nieznanym mi wcześniej, dodam) zostałem pozbawiony jakichkolwiek wątpliwości.

zebmccain
zebmccain

Jeszcze się nasuwa puenty wariant drugi: „Brakuje mu tylko sukcesu z kadrą narodową.”. TYLKO, dobre :).

Oliwia
Oliwia

Dokładnie to zdanie to hit całego rankingu. „Brakuje mu tylko sukcesu z kadrą narodową.”. Znakomite! Dodajmy, że nie mówimy o obywatelu Mongolii, tylko Argentyny

Old school Bus
Old school Bus

Platini wyżej od Zidana ?!! Toż to szok. Platini w niczym nie był lepszy od Zidana, Zidane to top5. Maradona to jest NR 1 lub NR 2. Grał w czas gdzie faulów prawie nikt nie gwizdał. Gościa kopali, łapali a on i takich mijał i mijał Super zawodnik. Van Basten lepszy od G. Mullera heheheh nie kurwa tego już nie da się komentować.

Jarosław
Jarosław

Ronaldo powinien być wyżej niż Messi. Pele, Maradona i inni z tamtych lat wyżej, ponieważ w tamtych latach futbol był bardziej agresywny i więcej uchodziło obrońcom, nie dawano czerwonych kartek za wślizgu od tyłu , itd….dzisiejszy futbolu sprzyja napastnikom

Łukasz
Łukasz

Dzisiejszy futbol w ogóle nie sprzyja napastnikom. Za czasów Pele to wyniki były hokejowe bo nie istniało coś takiego jak obrona czy bramkarz. To byli statyści.

Wkurzony Szopen
Wkurzony Szopen

Pierwszy powinien być Marek Citko, bo strzelił gola na Wembley i gdyby nie kontuzja, to byłby najlepszy na świecie. Na drugim waham się między Sypniewskim a Janczykiem.

Marek
Marek

A Rasiak?

Szogun
Szogun

Zidan zbyt wysokie miejsce, Pele przed Maradoną ? to żart…
Nr.1 się zgadza i tylko to się liczy.

Czernobog
Czernobog

Kto nie był mistrzem świata nie jest GOAT. Kropka Stan.

Oliwia
Oliwia

Ale że dla zawodnika, który będzie za chwilę najlepszym w historii strzelcem Ligi Mistrzów wśród ludzi (bo Messi i CR7 to podobno kosmici) i drugim strzelcem Bundesligi nie znalazło się miejsce w setce? Dziwne.

Ekstraklasa na golasa
Ekstraklasa na golasa

Nie jest kolegą Stanowskiego, brak Lewego to kurwa kompromitacja

maciek
maciek

Za co? Za te wszystkie gole na mundialu?

Jacek
Jacek

Dlaczego? Nic powaznego jeszcze nie wygral. Gra w najlepszej druzynie sredniej ligi europejskiej. Przeciez takich strzelcow w historii bylo wiele.

Jakub
Jakub

beznadziejny ranking, patafian typu rossi w top 100 ale nie ma lubanskiego, deyny lub bonka…..ronaldinho na 22 (zart)

do dupy

Wujko
Wujko

Zidane 13… Dalej nie czytałem

Ekstraklasa na golasa
Ekstraklasa na golasa

A który miał być ?
taki Roberto Carlos powinien być w 20, całą karierę prezentował fantastyczna formę, Zidan tak samo przereklamowany jak Ibra, mieli swoje mecze, turnieje, sezony, ale na zmianę przeplatali to słabszą formą

Lukasz
Lukasz

Bardzo modna jest dzisiaj deproporcja dokonań starszych pokoleń…pokazaliście że na maksa skomercjalizowana liga mistrzów ( chociaż to żadna liga mistrzów bo grają tam nawet zespoły z 3 i 4 miejsc ) jest ważniejsza od mistrzostw świata….tam giganci wydaja setki milonów za graczy i ciesza się że z wiekszościa wygrywaja po 5 do zera…Messi wygrywał gdy był Iniesta Xavi Puyol itd…teraz tak jak w kadrze ich nie ma i robi się problem…Messi jest kosmita jest piłkarskim geniuszem ale Maradona i Pele też byli…a ich sukcesy w najważniejszej imprezie w tej dyscyplinie sa dewastujace w stosunku dla gracza Barcelony….gość nie zdobył ze swoja reprezentacja nic (wiem jest wicemistrzem świata ale jeżeli porównujemy go do Pele to to jest nic…) Pele 3 razy mistrz świata ( absolutnie kluczowy gracz i lider) 92 wystepy w kadrze i 77 bramek geniusz techniki i dryblingu. ..w wielu meczach Barcelony gdy ta grała kompletny piach brał wszystko w swoje ręce i zadziwiał świat…dlaczego nie mógł tak w reprezentacji? ?? Był na 3 mistrzostwach świata ….jeszcze by można było polemizować gdyby naprawde grał na swoim kosmicznym poziomie i zadziwiał świat ale brakło by mu szcześcia albo totalnie by zawodzili koledzy z drużyny..ale tak nie było nie pamietam takich rzeczy…w finalach ligi mistrzów pokazywał kto tu jest królem….a w najważniejszym meczu swojego życia zagrał bardzo przecietnie….Ps 1 Messi dla swoich rodaków nawet nie jest najlepszym piłkarzem w histori Argentyny Ps 2 autorzy tego rankingu gdyby pewnie mieli robi ranking na najlepszego polskiego piłkarza to Lewego dali by na 1 miejscu przed Deyna Lubańskim i Bońkiem. …współczuje…

zenek_ze_wsi
zenek_ze_wsi

Pele na MŚ w 62′ praktycznie nie grał bo miał kontuzję. Brazylia zdobyła to mistrzostwo właściwie bez niego.
Na MŚ w 2014 Messi został MVP turnieju.

Co do autorów – w całej pierwszej dwudziestce tego rankingu jest 2 jeszcze grających piłkarzy. Cała reszta to historia, w większości dosyć odległa. Takie to ukierunkowanie rankingu na współczesność.

Co do Lewandowskiego, to umieszczenie go powyżej Bońka, Lubańskiego i Deyny byłoby jak najbardziej słuszne. Grającego Bońka pamiętam doskonale, Lubańskiego i Deynę trochę słabo, ale tez pamiętam.

elivelton
elivelton

MVP dla Messiego w 2014 to rozśmieszyło nawet Stanowskiego

Andy
Andy

Tak zeby bylo to CR7 I Leo razem na topie

Weszło
25.05.2020

Wyścig o powrót kibiców trwa. Pribram wpuści część karnetowiczów

Gdy to się wszystko zaczęło, mówimy o tej cholernej pandemii, na temat wielu rzeczy można było spekulować. Pesymiści wieszczyli koniec piłki na cały rok, optymiści (a bardziej – realiści) tak sceptycznych poglądów nie przedstawiali, natomiast obie te grupy spotykały się często w jednej opinii: kibice na stadiony długo nie wrócą. Wygląda jednak na to, że […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Co z karnetami, jeśli mecze odbędą się bez publiczności? Piast i Jaga wyznaczają kierunek

Każda sekunda, każda minuta, każda godzina, każdy dzień zbliżają nas do powrotu PKO Bank Polski Ekstraklasy. Niby można się śmiać, że najbardziej cieszą się masochiści, ale nie będziemy tacy okrutni, nie teraz, nie w takich czasach. Zbyt jesteśmy wyposzczeni brakiem krajowej piłki. Inna sprawa, że nie wiemy, jak się będzie ten nasz rodzimy futbol odbierać […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Ranking TOP 100 – cała setka w jednym miejscu!

Wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie nam odpowiedzieć na te trudne pytania. Górnik Zabrze lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czy jednak Wielki Widzew Smolarka i Bońka? Legia Warszawa Kazimierza Deyny czy jednak ekipa, która w latach dziewięćdziesiątych osiągała na europejskiej arenie wyniki, których długo nikt już raczej w Polsce nie przebije? Szombierki Bytom, sensacyjny mistrz z 1980 roku, […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Chrzanowski: Pordenone mnie zaskoczyło, ale bardzo chciałem wrócić do Włoch

Adam Chrzanowski ma dopiero 21 lat, a już szykuje się do drugiego zagranicznego wyjazdu w karierze. Mimo że w Ekstraklasie nie ma pokaźnego dorobku, uwagę na niego zwróciło walczące o Serie A Pordenone. Obrońca zapracował sobie na to grą w młodzieżówce Fiorentiny. W rozmowie z nami Chrzanowski wspomina pobyt we Florencji i to, czego się […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

50 odcieni tęsknoty za Ekstraklasą. Czego nam najbardziej brakowało?

Cieszymy się, że możemy to napisać: to już ten tydzień, żaden następny, nie musimy już odliczać, patrzyć tępo w kalendarze i pocieszać się Bundesligą. Nasza ułomna, ale jednak piłka, wraca. Jutro rozsiądziemy się wygodnie w fotelach i obejrzymy starcie Miedzi z Legią. Pierwsze od ponad dwóch miesięcy. Jakkolwiek zagrają – będzie pięknie. W każdym razie […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Romanczuk: Dwa miesiące temu miałbym wątpliwości, teraz głód jest taki, że grałbym i na piachu

– Dwa miesiące temu pewnie powiedziałbym, że trochę się boję grać, jeśli ktoś nie ma negatywnego wyniku testu.. Teraz jestem jednak już tak głodny piłki, że mogę grać na piachu, w lesie, z testami czy bez – mówi w rozmowie z Weszło FM Taras Romanczuk z Jagiellonii Białystok. O pandemicznych warunkach, powrocie do ligi, transferze […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Wirus uzdrowił Kotwicę? Zmierzch finansowego eldorado w Kołobrzegu

Koronawirus zatrzymał nie tylko futbol, ale i gospodarkę, co niesie za sobą wiele zmian w polskiej piłce. O tym, jak ma się sytuacja finansowa naszych klubów pisaliśmy w ostatnich tygodniach wielokrotnie. Rozmawialiśmy z zespołami od Ekstraklasy po ligi okręgowe i temat ograniczonych możliwości finansowych powracał jak bumerang. W niektórych przypadkach oznaczało to, że biedni będą […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Dzisiaj łatwo cieszyć się z Piątka siedzącego na ławce, ale zalecałbym cierpliwość

Lubimy historie o wzlotach, ale jeszcze bardziej lubimy historie o upadkach. Przyjemnie ogląda się uroczystość odsłonięcia pomnika, ale dużo efektowniej wygląda jego burzenie. Dlatego nie dziwi mnie to, że wokół Krzysztofa Piątka narasta atmosfera, którą można skwitować jednym „to gwiazdka jednego sezonu, już się skończył”. Bo przecież oglądanie z ławki Ibrahimovicia zamienił na oglądanie z […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Kolejny pozytywny sygnał: piłka z kibicami w Szwajcarii od lipca?

Od kiedy Zbigniew Boniek rzucił pomysł grania Ekstraklasy z 999 kibicami, z jeszcze większą uwagą śledzimy, jakie koncepcje powrotu widzów na trybuny obierają inne kraje. Nie oszukujmy się – piłka sama w sobie ma swoją niezaprzeczalną wartość, ale mecze bez kibiców ogląda się… No, sami wiecie – cisza, te wszystkie górnolotne hasła polskiej myśli trenerskiej […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Stokowiec: „Najbardziej się boję o fizyczność zawodników”

– Ja się najbardziej boję o fizyczność. Piłka nożna to jednak bieganie. Co innego przez siedem tygodni biegać po prostej, gdzie w futbolu jest zmienność, złożoność tego ruchu. Skok, zwrot, start. Zupełnie inna historia. Dzisiejszy monitoring daje nam dobry obraz tego wszystkiego. Dawniej, jeszcze za moich czasów – a nie jestem jeszcze aż tak wiekowy […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

„Zieliński to najlepszy rozgrywający w Europie. Milik? Ważniejsze pozostanie Mertensa”

W poniedziałkowej prasie m.in. Robert Lewandowski zbliżający się do rekordu, rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem o Legii i rynku transferowym, Łukasz Załuska wspomina czasy w Warszawie, Bożydar Iwanow o powrocie I ligi w kontekście transmisji w Polsacie Sport i Diego Maradona junior oceniający Polaków z Napoli.  PRZEGLĄD SPORTOWY Robert Lewandowski jest coraz bliżej wyrównania własnego rekordu […]
25.05.2020
Bukmacherka
25.05.2020

Oskubaliśmy bukmacherów w niedzielę – kolejne trafione typy!

Niedziele mogą być przyjemne. Zwłaszcza jeśli obstawiacie spotkania ligi niemieckiej razem z naszymi typerami z działu bukmacherskiego. We wczorajszych meczach udało nam się przedłużyć dobrą passę i zakończyć weekend na dużym plusie. Takie weekendy to my lubimy! W sobotę trafiliśmy cztery typy, z których każdy kręcił się – lub przekraczał – wokół kursu 2.00. A […]
25.05.2020
Weszło Extra
25.05.2020

Wrogów nie przekonam, a przyjaciół przekonywać nie muszę

Czy jest arogantem? Skąd decyzja o rozpoczęciu pisania książki i czy będzie to literatura piękna? Dlaczego od decyzji o odebraniu kapitańskiej opaski Januszowi Golowi trudniejsze dla niego były zwolnienia pracowników w Cracovii? Czego spodziewać się po zbliżającym się oknie transferowym? Czy zmienił pogląd na toporny styl Cracovii? Jak wygląda jego plan na budowanie silnej drużyny […]
25.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

The Last Dance rozpęta lawinę sportowych dokumentów?

Serial o losach mistrzowskich Chicago Bulls oraz ich niezapomnianego lidera zrobił furorę na całym świecie. Obudził też tematy do dyskusji: czy Michael Jordan był tyranem i złym kolegą z drużyny? A może po prostu wyjątkowo mocno zależało mu na wygrywaniu? ESPN, odpowiedzialne za stworzenie koszykarskiego dokumentu, wyczuło pismo nosem i już planuje kolejną (i na […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Warto było czekać do końca!

Nieprawdopodobnie wolno rozkręcał się ten mecz, tak naprawdę gdyby ktoś włączył telewizor mniej więcej po godzinie gry, poza bramką Fortuny wiele by nie stracił. Ale gdy już się rozhuśtali… Obroniony rzut karny. Chwilę później gol na 2:0. Rosnąca desperacja gospodarzy, którzy próbowali nawet uderzeń nożycami i przewrotkami. Aż w końcu piorunująca końcówka, w której w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Liga Minus – Misterium Chotomowskie

To już ostatni taki odcinek Ligi Minus. Wraca Ekstraklasa, więc choć quizowe odcinki całkowicie nie znikają, to nie będą już tak regularne. Ale nic, cieszmy się, póki możemy to przeżywać. Co zobaczyliśmy tym razem? Żenującą anegdotę Wojtka Pieli o Jacku Krzynówku. Kapitalną anegdotę Wojtka Pieli o telefonie do Jerzego Engela. Pawła Brożka, który za długo […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Szkoła pięknej gry według Lipska

To był spektakl godny teatru broadwayowskiego. Oczywiście, przy pełnych trybunach oglądałoby się to pewnie jeszcze przyjemniej, ale nie będziemy narzekać, bo piłkarze RB Lipsk zagrali tak widowiskowo, tak nowocześnie, tak ofensywnie, że jedyną właściwą reakcją było wygodne rozsądzenie się w fotelu i delektowanie się ich kunsztem. I choć jednostronne mecze, a ten był wyjątkowo jednostronny, […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Schalke null Gelsenkirchen

Fatalnie, po prostu fatalnie prezentuje się od pewnego czasu Schalke Gelsenkirchen. Już pal licho, że od dziewięciu meczów nie wygrali. Już pal licho, że po pandemicznej pauzie najpierw Borussia ogoliła ich 4:0, a dziś ośmieszył Augsburg, wywożąc ze stadionu rywala trzy punkty i trzy zdobyte bramki. To Schalke jest po prostu przeraźliwie słabe piłkarsko, posiada […]
24.05.2020