post Szymon Podstufka

Opublikowane 01.04.2020 16:09 przez

Szymon Podstufka

Jako siedemnastolatek został zdiagnozowany z cukrzycą. Przez szesnaście lat kariery przeszedł szesnaście operacji. Dwa razy miał złamaną nogę, a jego powietrzne starcie z Johnem Fashanu mogło się dla niego skończyć nawet utratą wzroku. Chciał go z Tottenhamu wyciągnąć George Graham, marzył o nim Kenny Dalglish czy sir Alex Ferguson. Nie dał się skusić żadnemu z nich. W czasach, gdy słowo „legenda” jest zdecydowanie nadużywane, w jego przypadku trudno o inne określenie.

Oto historia Gary’ego Mabbutta. Jedynego po dziś dzień cukrzyka, który wystąpił w piłkarskiej reprezentacji Anglii.

FA Cup w sezonie 1990/91 spokojnie można zastępczo nazywać turniejem imienia Paula Gascoigne’a.

Tottenham był w tamtym czasie w bardzo, ale to bardzo nieciekawej sytuacji finansowej. Latem 1989 roku z Barcelony został ściągnięty Gary Lineker. Kibice Spurs ostrzyli sobie zęby na współpracę trio Gascoigne-Waddle-Lineker. Wydawało się, że po dośrodkowaniach Chrisa Waddle’a jeden z najlepszych angielskich snajperów w historii będzie strzelać bramkę za bramką.

Ówczesny właściciel Spurs, Irving Scholar, wiedział jednak, że klub ma potężne długi. I że po prostu nie może sobie pozwolić na to, by odrzucić opiewającą na 4,5 miliona funtów ofertę za Waddle’a jeszcze w tym samym okienku transferowym.

Jedna z fanzin Tottenhamu, „The Spur”, zakpiła z tej sytuacji – rozminięcia się Waddle’a z Linekerem – na okładce jednego z numerów w 1989.

Fani liczyli na to, że klub przynajmniej zainwestuje te środki w zastęp nowych graczy, większość pochłonął jednak rosnący dług. Kilka miesięcy później okazało się, że i transfer Linekera stanął pod ogromnym znakiem zapytania. Scholar w tajemnicy nawet przed najbliższymi współpracownikami pożyczył 1,1 miliona funtów od Roberta Maxwella, właściciela m.in. brukowca „Daily Mirror”. Tak jak odejście Waddle’a dało się uzasadnić tym, że pomocnik zwyczajnie chciał dołączyć do gwiazdorskiego składu Marsylii Bernarda Tapie, tak cofnięcie transferu Linekera nie wchodziło w grę, było dla Scholara kwestią honoru. Gdyby nie zapłacił klubowi z Katalonii, wyszłyby na jaw wielkie problemy z kasą Tottenhamu.

Nie udało się rozgrywać tej gry pozorów długo, ale wtedy jeszcze kurtyna nie została podniesiona.

Sezon 89/90 udało się zakończyć na trzecim miejscu, kolejne rozgrywki były jednak dramatycznie rozczarowujące. Po dziesięciu spotkaniach bez porażki przyszły 24 mecze, spośród których udało się wygrać zaledwie 3. Irving Scholar powiedział wtedy: — Nasze jedyne opcje kwalifikacji do Europy to przez konkurs Eurowizji lub FA Cup.

Okazały się to słowa prorocze. I nie, Tottenham nie wygrał konkursu Eurowizji.

Gary Mabbutt zaś, z ogromną pomocą Paula Gascoigne’a, wywalczył sobie odkupienie.

***

Cofnijmy się na moment o cztery lata, do roku 1987.

Tottenham w sezonie 1986/87 pracował sobie bardzo sumiennie na reputację zespołu grającego najbardziej atrakcyjny futbol na wyspach. Drużyna Davida Pleata była chwalona z każdej strony za piękną grę, ograła na własnym boisku mistrza i wicemistrza, a więc Everton i Liverpool. Zespoły z miasta Beatlesów były jednak zdecydowanie bardziej bezwzględne dla pozostałych rywali, Koguty finiszowały więc trzecie. Całkiem przyjemną nagrodą pocieszenia miał być Puchar FA.

Tottenham był zdecydowanym faworytem finału. Miał w swoich szeregach między innymi Glenna Hoddle’a, a więc specjalistę od spektakularnych goli i prawdziwego boiskowego artystę. Miał znakomitego Waddle’a. W bramce stał legendarny Ray Clemence. Średniak First Division nie miał prawa zepsuć Kogutom ich święta.

Droga, jaką w tamtym spotkaniu przebył Gary Mabbutt, to doskonałe odzwierciedlenie… w sumie całej historii Tottenhamu.

„Wydaje ci się, że idziesz po tytuł, ale po niego nie sięgasz. Grasz w obiecującym zespole, który nie spełnia obietnicy. Nigdy nie wiesz, jak to będzie z Tottenhamem” – pisze Mabbutt we wstępie do opasłego tomiska „The Biography of Tottenham Hotspur” autorstwa Julie Welch.

Po 40 minutach starcia z Coventry, Mabbutt był bohaterem. Zdobył gola na 2:1, dał Tottenhamowi drugie w tym spotkaniu prowadzenie. Nie udało się jednak Kogutom ustrzec od straty bramki na 2:2, trzeba więc było wydłużyć mecz o dogrywkę.

W jej piątej minucie z bohatera Mabbutt stał się zerem.

— Na 100 takich dośrodkowań, wybijesz 99. Ale wtedy dostałem w kolano i piłka przeleciała ponad głową Raya do bramki. Po dziś dzień jestem legendą Coventry. Mam w tym mieście zapewnione darmowe jedzenie i drinki do końca życia — wspominał po latach to, jak w obecności prawie stu tysięcy fanów strzelił decydującego o pucharze swojaka.

Powstały później fanzin Tottenhamu został nazwany „na cześć” tego wydarzenia „Gary Mabbutt’s Knee”.

Najznamienitsi menedżerowie w Anglii patrzyli jednak poza tym golem, widząc przed sobą zawodnika godnego przywdziewania barw zespołów o największych ambicjach. George Graham z Arsenalu i sir Alex Ferguson z Manchesteru United chcieli go mieć u siebie, Kenny Dalglish – prowadzący wtedy Liverpool – zadzwonił do Mabbutta zaraz po meczu finałowym i powiedział, że trzy jego cele transferowe na lato to: Peter Beardsley, John Barnes i właśnie Gary Mabbutt.

— Byłem jedynym zawodnikiem, którego Dalglish chciał, a którego nie mógł mieć.

Mabbutt uwierzył, że Tottenham może iść tylko w górę. Że skład zmontowany przez Pleata stać na bardzo wiele. Jakież musiało być jego zdziwienie, gdy najpierw sprzedano Glenna Hoddle’a, a niedługo później Szkota Richarda Gougha. Ten drugi był Mabutta ulubionym partnerem w środku obrony, po zakończeniu kariery Anglik twierdził, że z nikim nie uformował takiej współpracy, jak właśnie z Goughem.

Raz jeszcze znany każdemu kibicowi Spurs scenariusz. Gdy wydaje się, że wszystko idzie w górę, potem jest jak na kolejce górskiej – szybki, agresywny zjazd rozbudzonych nadziei.

Z tamtym finałem wiąże się jeszcze jedna historia, prawdopodobnie największa wtopa wśród wpadek związanych ze strojami zawodników w angielskiej piłce. Przed meczem Hummel, sponsor techniczny Kogutów, wysłał na White Hart Lane sześć świeżutkich kompletów. Cztery z logiem browaru Holsten z przodu i dwa dla zespołu młodzieżowego na turniej w Niemczech, już bez sponsora.

Gdy piłkarze wybiegli na murawę, okazało się, że w meczu który oglądają setki tysięcy kibiców, sześciu graczy nie eksponuje loga głównego sponsora, bo gra w zestawach przeznaczonych dla młodzieżowców. Prezes browaru podszedł szczęśliwie do sprawy z dużą wyrozumiałością, ale nie ustrzegło to kitmana Johnny’ego Wallisa przed degradacją do zespołu rezerw, a dyrektora finansowego Petera Daya przed utratą posady.

***

Wróćmy jednak do finału z 1991. Tego, do którego zaprowadził Tottenham Paul Gascoigne. „Gazza” wiedział już, że to jego ostatni występ dla Spurs, zachwyceni jego grą działacze Lazio dogadali się na trzy tygodnie przed finałem na wykup za 7,9 miliona funtów. Ostatecznie przekonało ich starcie półfinałowe z Arsenalem. Mabbutt stwierdził po meczu: — To, co Diego Maradona zrobił dla Argentyny w 1986 roku podczas mundialu, Gazza zrobił dla nas na drodze do finału FA Cup.

Scenariusz był prosty – Tottenham zarabia duże pieniądze, ale najpierw „Gazza” żegna się z kibicami trofeum. Rzecz w tym, że rywalem nie było już przeciętne Coventry, a Nottingham Forest Briana Clougha.

Gascoigne na murawę Wembley wyszedł jednak przemotywowany do granic możliwości. W drugiej minucie wpakował się w klatkę piersiową przeciwnika, w dziesiątej w bestialski sposób sprowadził na ziemię Gary’ego Charlesa. Karma dopadła „Gazzę” natychmiastowo. Okazało się, że zerwał więzadła krzyżowe. Stanął jeszcze w murze, ale po wznowieniu gry – Stuart Pearce wymierzył sprawiedliwość z rzutu wolnego – padł na murawę jak postrzelone zwierzę.

Irving Scholar jeszcze tego nie wiedział, ale właśnie stracił prawie trzy miliony funtów. Lazio bowiem z Gascoigne’a nie zrezygnowało, ale postanowiło renegocjować transfer, płacąc cztery miliony z góry i kolejny milion, kiedy Gazza wrócił do gry.

Kontuzja „Gazzy” nie wyszła jednak Tottenhamowi na złe akurat w tym spotkaniu. Gascoigne grabił sobie na czerwoną kartkę, a tak można go było zastąpić rezerwowym Nayimem. W drugiej połowie udało się Spurs wyrównać z karnego i doprowadzić do dogrywki.

Dogrywki znów zakończonej samobójem na wagę zwycięstwa.

Brian Clough był już wtedy w schyłkowej fazie swojej przygody z Nottingham Forest. Toczył nierówną walkę z alkoholizmem, nie był już tym charyzmatycznym menedżerem, który prowadził Forest ku największym sukcesom w historii. Przed dogrywką, gdy Terry Venables motywował zawodników Tottenhamu, Clough nie ruszył się z ławki i jak gdyby nigdy nic plotkował sobie z policjantem siedzącym obok niego.

Piłkarze Forest sprawiali wrażenie kompletnie zdezorientowanych. Łatwych do zranienia. Tottenham wziął mecz za lejce i poprowadził we właściwą stronę, gdy wspomniany Nayim dośrodkował na głowę Paula Stewarta. Pomocnik przedłużył na dalszy słupek, gdzie był Gary Mabbutt. Sam piłki nie sięgnął, ale sprytnie naciskał na stopera rywali Desa Walkera i zmusił go do błędu na wagę pucharu.

Odkupił swoje winy, wprowadził Spurs do Europy.


Paul Gascoigne i Gary Mabbutt, fot. NewsPix.pl

Ale i znów przeżył wielkie rozczarowanie. Sprzedaż Gascoigne’a to jedno, tamten mecz był jednak również ostatnim spotkaniem menedżera – Terry’ego Venablesa, który zamienił ławkę trenerską na gabinet przy White Hart Lane. Nowy właściciel, Alan Sugar, mianował Venablesa dyrektorem generalnym, a jego następcą został Peter Shreeves.

— Po wygraniu FA Cup potrzebowaliśmy Terry’ego, by zbudował coś na tym sukcesie. Zamiast tego musieliśmy budować wszystko od nowa. Z nim osiągnęlibyśmy jeszcze więcej. Byliśmy bardzo zawiedzeni, gdy zrezygnował z funkcji trenera — mówił później Mabbutt.

***

Dla Tottenhamu Mabbutta wyskautował legendarny Bill Nicholson. Grający w Bristol Rovers i reprezentacji do lat 21 obrońca zrobił na słynnym menedżerze Spurs ogromne wrażenie. Tak duże, że Nicholson zaczął się obawiać, czy Tottenham będzie na niego stać. Jego zdaniem klub z Bristolu mógł zażądać około 300 tysięcy funtów za swojego wychowanka. Okazało się jednak, że wystarczyła połowa tej kwoty.

Mabbutt miał się uczyć od bardziej doświadczonych graczy i powoli wchodzić do zespołu, ale plaga kontuzji sprawiła, że już w pierwszym okresie przygotowawczym wskoczył do pierwszego składu na mecz z Luton. I błyskawicznie rozkochał w sobie kibiców. Najpierw skracając wakacje, byle tylko jak najszybciej dołączyć do drużyny, a zaraz potem – debiutując bramką efektownym szczupakiem. Aklimatyzacja przebiegła błyskawicznie.

Szczupaka w starciu z Luton, samobója z Coventry, odkupienia na Wembley, szesnastu lat w Tottenhamie, z czego jedenastu z opaską kapitańską na ramieniu nie byłoby jednak, gdyby Mabbutt nie miał tak mocnego charakteru.

Cukrzyca typu 1 to perfidna choroba. Zbyt wysoki cukier jest niebezpieczny – może prowadzić do zaburzeń pracy narządów, pogorszenia wzroku, uszkodzenia serca i naczyń krwionośnych. Jeszcze gorzej jest przy za niskim cukrze. Następuje wówczas zjawisko hipoglikemii. Jeśli chora osoba w porę nie dostarczy do organizmu cukru, najlepiej w prostej formie wody z cukrem, coli, czy cukierka, może stracić przytomność. Gdy szybko nie otrzyma pomocy, już się nie obudzi. Właśnie z powodu zagrożenia niedocukrzeniem lekarze każą cukrzykom bardzo rozsądnie podchodzić do sportu. Największe ryzyko szybkiego spadku poziomu cukru następuje bowiem w czasie wzmożonego wysiłku fizycznego.

U Mabbutta zdiagnozowano ją w wieku 17 lat. Mógł wybrać wtedy inną ścieżkę niż futbol. Wciąż miał całe życie przed sobą, nie musiał decydować się na sport, co oznaczało masę wyrzeczeń i konieczność precyzyjnego, zegarmistrzowskiego wręcz kontrolowania swojego organizmu. Cztery zastrzyki dziennie, pomiary poziomu cukru we krwi osiem razy dziennie, cała masa ograniczeń dietetycznych – tak wyglądała jego codzienność przez dwadzieścia lat, aż do ostatniego w karierze meczu z Southampton.

On postanowił jednak, że temu przeciwnikowi nie da się pokonać. Starł się z cukrzycą jak z setkami napastników i wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Nie dał jej wpłynąć na swoją karierę, stał się wzorem dla dzieciaków, które również w młodym wieku słyszały podobną diagnozę. Niedługo po przenosinach do Londynu z Bristol Rovers BBC zaprosiło go, by pokazał na wizji, jak o siebie dbać, gdy ma się cukrzycę i jak powinno się wykonywać zastrzyki z insuliny. Instruktaż wykonał na pomarańczy.

Ale los nie oszczędzał go i później, bo legendarny obrońca Tottenhamu miał pecha do bardzo poważnych kontuzji. Sam wyliczał, że przez szesnaście lat na White Hart Lane przeszedł szesnaście operacji. Kolano, bark, przepuklina pachwinowa, podwójna przepuklina. Dwa razy miał złamaną nogę, ale najpoważniejszy uraz odniósł w starciu z Johnem Fashanu, jednym z największych brutali angielskiej piłki, piłkarzem „Szalonego Gangu” Wimbledonu.

— Złamał mi oczodół i kość jarzmową. Tej nocy miałem operację twarzy i szczęki, w kilku miejscach musiała moja twarz być rekonstruowana – martwiono się o mój wzrok, do dziś nie mam czucia z prawej strony twarzy — mówił później.

Fashanu odwiedził Mabbutta w szpitalu po operacji, ale kilka lat później stwierdził, że tego typu faule były sposobem Wimbledonu na to, by postawić się mocniejszym od siebie rywalom.

Gary Mabbutt przepytywany przez reportera Spurs TV, fot. NewsPix.pl

Zresztą urazy nie opuszczały go i długo po zakończeniu przygody z piłką. W 2016 roku niemal stracił nogę przez zablokowane tętnice, musiał się poddać operacji która uniemożliwiła mu bieganie czy kopanie piłki. Natomiast w sierpniu 2018 roku radio BBC Radio 5 Live poinformowało, że gdy Mabbutt odwiedzał swoją córkę w RPA, szczur zjadł kawałek jego stopy.

— Poszedłem spać i w nocy szczur musiał wejść do naszej sypialni, wspiąć się na łóżko i zdecydować, że ma ochotę zjeść moją stopę. Wygryzł dużą dziurę w moim palcu, aż do kości. Najpierw ugryzł moją córkę śpiącą w innej sypialni w kciuk. Przyszła mi powiedzieć, że coś ją ugryzło, ale nie wie, co. Godzinę później obudziłem się z zakrwawioną stopą.

Żadna z przeciwności losu nie powstrzymała jednak kariery Mabbutta. Przed zapisaniem się złotymi zgłoskami w historii Tottenhamu, przed wygraniem Pucharu UEFA w 1984 roku, na drodze do którego udało się powstrzymać między innymi Feyenoord z Johanem Cruyffem. Przed wzniesieniem Pucharu FA jako kapitan zespołu z White Hart Lane. Wreszcie przed debiutem w reprezentacji Anglii, w której rozegrał 16 meczów. Po dziś dzień pozostaje zresztą jedynym cukrzykiem, który dostąpił tego zaszczytu.

Pozostaje też, oczywiście, absolutną legendą Spurs i jednym z ambasadorów Kogutów. Pilotował projekty społeczne w RPA, stał się również dzięki temu europejskim ambasadorem mundialu w 2010 roku. Jego oddanie dla klubu, ani przez moment nie będącego w tamtym czasie najlepszym w Anglii, po dziś dzień jest wzorcem lojalności i przywiązania do barw. Wartości, które kibice kochają nie mniej niż spektakularne bramki czy niesamowite dryblingi.

SZYMON PODSTUFKA

fot. Wikipedia/NewsPix.pl

Opublikowane 01.04.2020 16:09 przez

Szymon Podstufka

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 3
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
blacky2211
blacky2211

Super artykuł ale:
w Wimbledonie grał John Fashanu, nie Justin.
Justin to brat Johna. Justin Fashanu popełnił samobojstwo. To pierwszy profesjonalny piłkarz, ktory ujawnił, ze jest homoseksualistą.
Takze oczodół i kość jarzmową złamał Mabbuttowi John a nie Justin.

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Bardzo konkretny artykuł, dużo „mięsa”, a więc czegoś co piłkarskie tygryski lubią najbardziej.
Coventry, Wimbledon, stare dobre czasy, dzieciaki (poza tymi uzależnionymi od bukmacherów) to nawet nie wiedzą że takie drużyny istniały i choć grały dość prymitywną (nawet jak na tamte czasy) piłkę, to nie raz napsuły mocno krwi wielu faworytom.

Weszło
26.05.2020

Czekanie na Majeckiego i płacz za Kante. Luźne wnioski po powrocie

No i poszły konie po betonie – co prawda bez tłumu gapiów w bezpośrednim sąsiedztwie murawy, ale za to dla wielu stęsknionych głów przed telewizorami. Legia zrobiła swoje i po meczu z Miedzią zagra w półfinale Pucharu Polski, ale droga do tego momentu była dość ciekawa, więc wynotowaliśmy sobie parę luźnych wniosków po powrocie rozgrywek. […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

Przerwa? I co z tego – wygląda na to, że Legia dalej jest w gazie

Nie chcemy, byście pomyśleli, że teraz – ponad dwa miesiące od ostatniego meczu Ekstraklasy – będziemy chwalić każde zagranie i nawet największego drewniaka wytłumaczymy swojskim „oj tam, oj tam”. Owszem, stęskniliśmy się za ligowcami, natomiast pudrować rzeczywistości nie zamierzamy: jak ktoś jest koślawy, to jest, przerwa nie miała większego znaczenia. Natomiast ten pierwszy mecz od […]
26.05.2020
Inne sporty
26.05.2020

Przedostatni przystanek i… nowy faworyt Orlen&Play?

Będziemy szczerzy, tak zgranego zespołu chyba jeszcze nie było. Podczas kolejnej transmisji treningów w ramach Orlen Stay&Play oglądaliśmy zmagania motocyklisty Macieja Giemzy, który mógł uczyć się od nie jednej, a dwóch osób zaangażowanych w Rocket League. Panowie szybko złapali wspólny język i udowodnili, że będą liczyć się w walce o triumf w całym turnieju.  Dotychczasowo […]
26.05.2020
Kanał Sportowy
26.05.2020

Hejt Park w dobrym składzie od 22:00 – nowa prowadząca i Ireneusz Mamrot

HejtPark w Dobrym Składzie – nowa prowadząca Monika Wądołowska i trener Arki Gdynia Ireneusz Mamrot będą odpowiadali na pytania od widzów Kanału Sportowego i słuchaczy WeszłoFM. Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. 
26.05.2020
Niemcy
26.05.2020

Jaki Lewandowski, jaki Haaland? Der Klassiker miał zupełnie innego bohatera

Jeżeli ktoś się spodziewał, że starcie Borussii Dortmund z Bayernem Monachium przerodzi się w strzelecki pojedynek Erlinga Haalanda z Robertem Lewandowskim, to srodze się rozczarował. Do spektakularnej potyczki młodego wilczka ze starym wyjadaczem nie doszło, choć Norweg już w pierwszej minucie gry był blisko pokonania Manuela Neuera, lecz jego strzał z linii bramkowej wykopał przytomnie […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

#AleNumer – konkurs z nagrodami – ile punktów zdobędą gospodarze?

No, nareszcie! Czujemy już delikatne podniecenie związane z powrotem Ekstraklasy. Cieszymy się, że znów będziemy mogli zobaczyć futbol na poziomie, który nas satysfakcjonuje, ale i cieszymy się z tego, że wracamy do rozdawania nagród. Wraz z Totalizatorem Sportowym odmrażamy akcję #AleNumer, gdzie możecie zgarnąć piłki Ekstraklasy, wypasiony telewizor czy PS4 Pro.  Już jesienią było grubo. […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

LIVE: Wtorek prawie jak w Lidze Mistrzów! Legia w półfinale, klasyk dla Bayernu

W przeciwieństwie do Andrzeja Rybińskiego my liczyliśmy godziny i lata (miesiące) bez grania w Polsce, ale na szczęście już nie musimy. Już jest, już wraca! Co prawda jeszcze nie Ekstraklasa, jednak po tylu miesiącach tęsknoty nawet na pucharowe starcie Miedzi Legnica z Legią Warszawa czekamy jak na finał Ligi Mistrzów. A skoro na przystawkę przed […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

Pozycję ma po bracie, technikę po tacie. Bartłomiej Wdowik, czyli z Olkusza do Ekstraklasy

Czy Olkusz to piłkarska pustynia? Można tak powiedzieć, bo z tego miasta nie wywodzi się zbyt wielu zawodników. Gdy spojrzymy na to, którzy olkuszanie grali w Ekstraklasie, znajdziemy na liście Alana Czerwińskiego, Tomasza Kulawika czy Romana Madeja. Jest jednak z nimi pewien problem. Z tego tercetu jedynie Madej był piłkarsko związany z miastem, z którego […]
26.05.2020
Blogi i felietony
26.05.2020

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Kiedyś już o tym wspominałem, a że lubię grać w otwarte karty to do tego wracam – dostałem propozycję, by w swoim tekście poruszyć istotny moim zdaniem temat: urlopy ojcowskie. Początkowo miałem napisać artykuł w marcu, ale wówczas wybuchła epidemia i nikt nie miał do tego głowy. A teraz termin jest o tyle dobry, że […]
26.05.2020
Bukmacherka
26.05.2020

Siatkówka w Zakladach Bukmacherskich

Siatkówka to jeden z najpopularniejszych sportów w naszym kraju. Nic dziwnego – mało jest dyscyplin, w których odnosimy aż takie sukcesy. W XXI wieku nasza kobieca kadra dwukrotnie zdobywała mistrzostwo Europy. Męska poszła jeszcze dalej – wygrała Ligę Światową, mistrzostwa Europy i dwukrotnie mistrzostwa świata. Do tego dołożyła inne medale. Kluby? Też sobie radzą. Skra, […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

„Działacze Błękitnych uczyli się rozmów transferowych. Ja byłem tego ofiarą”

Jako że powrót piłki w naszym kraju zaczyna się od Pucharu Polski, postanowiliśmy cofnąć się wspomnieniami do sezonu 2014/15, gdy rewelacyjni Błękitni Stargard Szczeciński (dziś już Błękitni Stargard) dotarli aż do półfinału, w którym dopiero po dogrywce przegrali dwumecz z Lechem Poznań. Wcześniej skromni drugoligowcy dwukrotnie upokorzyli Cracovię i wyeliminowali aż trzech rywali z I […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

Łukasz Załuska: Wychodzimy na małą wojnę

– Jeśli chodzi o walory piłkarskie, Legia może nas przewyższać, ale jeżeli chcemy awansować, to nie może nas przewyższać jeśli chodzi o zaangażowanie. Od tego musimy zacząć. Wyjść i potraktować te 90 minut, a może i więcej, jako małą wojnę. Takie będzie nasze podejście. Jak nie damy z siebie absolutnie wszystkiego, to na pewno się […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

Polska piłka wraca, mamy to!

Miedź Legnica i Legia Warszawa w 1/4 finału Totolotek Pucharu Polski. Jeszcze sami w to do końca nie wierzymy… Jeszce to do nas trochę nie dociera… Jeszcze podszczypujemy się w redakcji, by sprawdzić, czy to prawda… I wygląda na to, że tak. WRACA PIŁKA NOŻNA W POLSCE!!! Cieszymy się jak dziecko, które po dwóch tygodniach […]
26.05.2020
Bukmacherka
26.05.2020

Borussia wygra w Bremie? Obstawiaj Bundesligę w eWinner!

Czy coś może nam poprawić wieczór po Der Klassiker? Tak, krótka wizyta w Bremie! Mecze Werderu z Borussią Moenchengladbach są bardzo interesujące. W ostatnich pięciu pojedynkach zobaczyliśmy aż 15 goli z obydwu stron. Tym razem wróżymy równie interesujące starcie, na którym spróbujemy zarobić w eWinner. Sprawdźcie nasze podpowiedzi! Werder Brema – Borussia Moenchengladbach Ostatnie mecze […]
26.05.2020
Niemcy
26.05.2020

Wcześniej kąsał Bayern, teraz leje Borussię. Lewandowski rządzi w Klassikerach

Trzydzieści trzy razy Robert Lewandowski pojawiał się jak dotąd na boisku podczas starć Borussii Dortmund z Bayernem Monachium, znanych pod nazwą: Der Klassiker. Od jakiegoś czasu polski super-snajper stał się prawdziwym katem ekipy BVB, zwłaszcza na arenie ligowej, ale w historii tej rywalizacji napisał też piękną kartę właśnie jako napastnik Borussii, przede wszystkim za sprawą […]
26.05.2020
Bukmacherka
26.05.2020

Matchday Boost na Bayern i Lewandowskiego w BETFAN!

Jakie są plusy przyśpieszonego zakończenia sezonu? Kolejny klasyk na przestrzeni kilku dni! Borussia Dortmund kontra Bayern Monachium, czyli Der Klassiker to mecz, który zawsze podwyższa emocje. Zwłaszcza wtedy, gdy BVB ma szansę na nadrobienie strat do lidera i powrót do walki o mistrzostwo kraju. A skoro hit, to i wysokie kursy, więc sprawdzamy, co warto […]
26.05.2020
Weszło
26.05.2020

„Poziom polskiej i czeskiej ligi jest taki sam”

Piwa nauczył się pić dopiero w Polsce, jest przeciwnikiem gołębi, wciąż myśli o reprezentacji Czech i nie uważa, by poziom ligi czeskiej był wyższy. Weszłopolscy przepytali Martina Pospisila w ramach ankiety Weszło z butami. Zapraszamy.  Jak u ciebie na kilka dni przed powrotem ligi? Czujesz wewnętrzną ekscytację czy dzień jak co dzień? Wszyscy się cieszymy jak […]
26.05.2020
Bukmacherka
26.05.2020

Wraca Totolotek Puchar Polski! Czy Legia znów postrzela w Legnicy?

Tak, to już dziś! Rozgrywki w Polsce zakończyły się meczami Totolotek Pucharu Polski, a teraz w nich właśnie wracamy do gry. Nie będziemy się czarować – czekaliśmy na ten moment o wiele bardziej niż na powrót Bundesligi. Także dlatego, że typowaniu naszej kopanej zawsze towarzyszą trochę większe emocje. Na co postawić w starciu Miedzi z […]
26.05.2020