Wydawało się, że Jack Grealish etap wywoływania kretyńskich afer ma już dawno za sobą. Anglik powrócił z Aston Villą do Premier League, grał naprawdę nieźle i wszystko wskazywało na to, że się – mówiąc krótko – ogarnął. No ale jeśli ktoś ma siano w głowie, to niestety trudno zastąpić je rozumem.

Kolejna idiotyczna afera w kolekcji Jacka Grealisha

Grealish zaledwie kilka dni temu apelował żarliwie do kibiców Aston Villi i nie tylko, żeby ci dla własnego bezpieczeństwa pozostali w domach i do minimum ograniczyli wszelkie życiowe aktywności w czasie kwarantanny. Brytyjczycy porzucili już bowiem owiany złą sławą model „stadnej odporności” w walce z koronawirusem. Piłkarz zaangażował się w szlachetną akcję wsparcia dla służby zdrowia. – Musicie zostać w domach – przemawiał za pośrednictwem swojego oficjalnego profilu w mediach społecznościowych. – Opuszczajcie domy tylko po to, żeby kupić jedzenie, leki, albo żeby poćwiczyć. Trzymajcie się co najmniej na dwa metry z dala od innych ludzi. To bardzo ważne. Chrońcie NHS [brytyjski odpowiednik NFZ]. Zostańcie w domu. Ratujcie życie.

Oczywiście słowa to za mało – ważne jest też, by osoby publiczne, na przykład popularni młodzi sportowcy, dawały przykład swoim zachowaniem, że pozostanie w domu nie jest nudne, lecz bezpieczne.

Co zrobił Grealish?

Cholera, żeby on chociaż dał się sfotografować, jak rozmawia z sąsiadem bez zachowania odpowiednich środków bezpieczeństwa. Żeby go ktoś przyłapał na nieumyciu rąk po spacerze z psem. Byłoby to do przełknięcia. Ale nie. Niespełna 25-letni Anglik odpiął wrotki i poszedł na całość. Internet obiegły zdjęcia, jak wyraźnie nieświeży Grealish stoi (w niedobranych laczkach) obok rozbitego samochodu. Okazało się, że gwiazdor Aston Villi złamał surowe zalecenia władz i wyskoczył sobie na imprezę. Ta wymknęła się spod kontroli. Jej finałem była samochodowa stłuczka – Range Rover należący do Grealisha staranował i poobijał dwa zaparkowane auta.

Grealish po melanżu. (źródło: The Sun)

Jak opowiedział sąsiad angielskiego zawodnika w rozmowie z brytyjskimi tabloidami, huczna impreza z udziałem Grealisha trwała przez całą noc, a hałasy były nie do zniesienia. Do stłuczki doszło natomiast około ósmej rano, gdy towarzystwo nieudolnie próbowało powrócić do domów.

Skompromitowany i skruszony Grealish nagrał kolejny filmik, gdzie tłumaczył się z całego zajścia. Opowiadał o głębokim zawstydzeniu i jeszcze raz zaapelował do wszystkich o rozsądek. – Zadzwonił do mnie przyjaciel, a ja zgodziłem się na spotkanie. Nie chcę, by ktokolwiek popełnił ten sam błąd. Przestrzegam wszystkich, by zostali w domu i stosowali się do zasad – mówił Anglik. Trudno jednak te słowa traktować teraz poważnie. Tym bardziej, jeśli przypomnimy sobie przeszłość zawodnika.

Grealish to nie pierwszy i nie ostatni przypadek angielskiego „złotego chłopca”, któremu odbiła palma. O wychowanku Aston Villi głośno było już dekadę temu, gdy uchodził za jeden z największych piłkarskich talentów w kraju. Spodziewano się wówczas, że klub z Birmingham będzie dla Grealisha ledwie krótkim przystankiem w drodze do naprawdę wielkiej kariery. Ale młody piłkarz szybko się pogubił, a w efekcie jego rozwój wyraźnie wyhamował. W 2015 roku doszło do pierwszego skandalu z jego udziałem. Dziennikarze The Sun opublikowali zdjęcia, na których wyraźnie widać, jak Grealish inhaluje się na tarasie gazem rozweselającym. No ale powiedzmy, że to trochę wydumana afera. Chodziło przede wszystkim o hałasowanie i awanturowanie się w hotelu.

Wkrótce Anglik dał do pieca znacznie mocniej – sfotografowano go podczas wakacji na Teneryfie, gdy kompletnie pijany leży na chodniku, a wokół niego walają się puste opakowania po papierosach. Było to ledwie kilka tygodni po tym, jak Grealish w fenomenalnym stylu zapewnił Aston Villi awans do finału Pucharu Anglii.

Grealish podczas wakacji na Teneryfie. (źródło: Daily Mail)

Jeszcze wcześniej gwiazdor ekipy z Birmingham dał się nagrać, gdy po porażce swojego klubu 0:4 z Evertonem dokazuje na mieście i tryska znakomitym humorem. Kiedy w sezonie 2015/16 Aston Villa przegrała 27 z 38 meczów w Premier League, dobry nastrój Grealisha również nie został ani na chwilę zmącony. Chłopak królował w nocnych klubach, ze szczególnym uwzględnieniem lokali, gdzie wieczór umilają klientom roztańczone panie. Władze Aston Villi regularnie wlepiały kary nieodpowiedzialnemu zawodnikowi, ale na Angliku kolejne nagany, grzywny, a nawet odsunięcia od wyjściowej jedenastki zdawały się nie wywierać większego wrażenia.

Grealish bimbał sobie także na ostrzeżenia ze strony trenerów. Tim Sherwood, który bardzo mocno wierzył w potencjał chłopaka, już w 2015 roku ostrzegał, że jeśli Jack się prędko nie zdyscyplinuje, to może roztrwonić swój talent. Podobnego zdania był Harry Redknapp.

Pierwszy ze szkoleniowców sugerował, że Grealish powinien brać przykład z Joe Cole’a, na którego również nałożono przedwcześnie ogromny ciężar oczekiwań. Cole nie zrobił ostatecznie aż tak wielkiej kariery, jak się spodziewano, ale generalnie zapisał bardzo ładną kartę w historii angielskiej piłki. – Nie przypominam sobie, by gazety rozpisywały się na pierwszych stronach o skandalach z jego udziałem – zauważył Sherwood, odnosząc się do kolejnych afer z udziałem Grealisha.

Punktem zwrotnym w karierze Anglika miała się stać z pozoru niegroźna, a w istocie bardzo poważna kontuzja.

22-letni wówczas Grealish podczas meczu towarzyskiego otrzymał kopniaka w nerkę, która… pękła. Zawodnik w ostatniej chwili trafił na stół operacyjny. Otarł się wówczas o śmierć, krwawienie wewnętrzne z trudnością udało się już opanować. – Wierzę, że wszystko co dzieje się w naszym życiu ma swoją głęboką przyczynę. Do zdrowia wróciłem jako inny człowiek – opowiadał Grealish. – Myślałem o wszystkim co mogłem stracić i to tak nagle. Bardzo ciężko pracowałem, żeby wrócić do formy, bo bardzo tęskniłem za futbolem. Teraz chcę stać się najlepszą wersją siebie. W siłowni jestem codziennie. Koncentruję całą moją energię na rozwoju. Stałem się silniejszy, zdrowszy.

Trzymanie się twardego postanowienia poprawy szło mu całkiem nieźle. W zeszłym sezonie Grealish poprowadził Aston Villę do zwycięstwa w play-offach i awansu do Premier League. W bieżących rozgrywkach Anglik jest natomiast najjaśniejszym punktem swojego zespołu.

Coraz więcej ekspertów zaczęło postulować powołanie go do kadry. – Grealish to przedstawiciel starej szkoły. Z getrami opuszczonymi do kostek, odważnym dryblingiem, opaską kapitańską w swoim pierwszym klubie – chwalił piłkarza Michael Cox, zastanawiając się, czy Grealish może rozwiązać problemy selekcjonera reprezentacji Anglii.

Ponoć działacze Manchesteru United byli już zdecydowani, żeby zapłacić za ofensywnego pomocnika nawet 60 milionów funtów.

„Wokół niego w Aston Villi wszystko się kręci. Ma w drużynie najwięcej goli i asyst. Najczęściej strzela na bramkę i kreuje okazje kolegom. Nikogo z AV nie faulują częściej i nawet żółtych kartek nikt nie ma więcej. Jack Grealish to na Villa Park piłkarz-instytucja, kandydat do wzięcia udziału w przyszłorocznych mistrzostwach Europy i z pewnością bohater letniego transferu do któregoś z czołowych klubów Premier League” – pisał kilka dni temu Jarosław Koliński z „Przeglądu Sportowego”.

A tu znowu wpadka.

Na razie skończyło się na kolejnej karze ze strony Aston Villi i olbrzymim kryzysie wizerunkowym. Co innego zabalować po meczu albo zrobić sobie zdjęcie z prostytutką, a co innego zadrwić sobie z pandemii, podczas gdy lekarze pracują w pocie czoła od rana do nocy, żeby tylko powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby. Brytyjskie tabloidy tak łatwo piłkarzowi nie odpuszczą. Tym bardziej, że w świecie piłkarskim niewiele się właściwie dzieje, więc każdy skandal będzie rozdrapywany do krwi. Grealish pięknie wystawił się na strzał. W jego obronie stanęło już kilku eks-piłkarzy, ale na razie ich głos utonął gdzieś wśród fali krytyki, jaka wylała się na głowę gwiazdora Aston Villi.

„Grealish musi dorosnąć. Na boisku bierze odpowiedzialność za drużynę, często dźwiga zespół na swoich barkach. Poza boiskiem musi natomiast wrócić do tego, co robił w ostatnich miesiącach. Ma zbyt wiele do stracenia” – pisał Gregg Evans z The Athletic.

Pytanie, czy dla urodzonego w 1995 roku zawodnika nie jest aby za późno na dorastanie? Grealish jest chyba niereformowalny.

fot. NewsPix.pl

Kozacy i badziewiacy. Bartosz Śpiączka, mistrz ligowej autodestrukcji

Jakub Białek

Terzić: Pewnego dnia zostaniemy nagrodzeni

redakcja

Co dalej z prywatnym właścicielem Miedzi Legnica? Znamy szczegóły

Kamil Warzocha

Rewolucja się oddala? Głosowanie nad podziałem kasy odroczone

Szymon Janczyk

Media: Jules Kounde może trafić do Liverpoolu

redakcja

Keane: Pozbyłbym się De Gei

redakcja

Na przekór losowi i… właścicielowi. Sheffield United wraca na salony

Patryk Fabisiak
2

Rudzki: Czy sezon Arsenalu będzie udany, jeśli przegrają tytuł z City?

Przemysław Rudzki
24

Vincent Kompany zna się na robocie. Burnley wraca na salony

Patryk Fabisiak
6

Słuchajcie, sensacyjna sprawa! Chelsea zremisowała z Liverpoolem 0:0!

Paweł Paczul
7

Rudzki: – Włoski lament w stylu Conte. Co kryje się za szalonym monologiem menedżera Tottenhamu?

Przemysław Rudzki
16

Kręcidło: Nie Salah, nie van Dijk, nie Alisson, a Bajcetić. Kim jest najlepszy piłkarz Liverpoolu?

Jakub Kręcidło
13