Valverde wreszcie na bruku, bałagan po nim posprząta Setien

redakcja

Autor:redakcja

13 stycznia 2020, 23:58 • 4 min czytania

Reklama
Valverde wreszcie na bruku, bałagan po nim posprząta Setien

Trzeba przyznać, że w Barcelonie powiedzenie „nowy rok, nowy ja”, wzięli sobie do serca. Po kolejnej szansie na trofeum, która wyślizgnęła się z rąk w ostatniej chwili, ścięcie głowy Ernesto Valverde było kwestią czasu. Dla 55-latka 13 stycznia okazał się niezwykle pechowy. Klub z Katalonii już oficjalnie potwierdził plotki o tym, że Valverde stracił pracę. Jego następcą został Quique Setien, który wiosną powalczy o… pierwsze trofeum w karierze.

Reklama

Ta historia musiała się tak skończyć. Ernesto Valverde, człowiek, który dwukrotnie roztrwonił trzy bramki przewagi w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, w końcu spadł z rowerka. Wielu kibiców dziwiło się, że w Barcelonie nie pokazano mu drzwi, kiedy z kwitkiem odprawiła go AS Roma. Wielu pytało, co on tu dalej robi, kiedy tę samą historię powtórzył Liverpool. A on przetrwał obydwie burze tylko po to, by wylecieć w swoim stylu.

Będąc o krok od sukcesu, a kończąc z pustymi rękoma.

Gdyby nie fakt, że w Hiszpanii wpadli na pomysł rozgrywania czegoś a’la Final Four o Superpuchar, Valverde być może wciąż byłby na stanowisku. Gdyby nie zawziętość ekipy Cholo Simeone, która nawet 10 minut przed końcem meczu nie zwątpiła w zwycięstwo, może by się jeszcze uratował. Ale wszechświat powiedział już dość. Były trener Athletic Bilbao zamknął pewien krąg, bo pracę w Barcelonie zaczynał od dwóch porażek w El Clasico, którego stawką był Superpuchar Hiszpanii, a teraz został z niej zwolniony po wpadce z Atletico w tych samych rozgrywkach. Do wypełnienia kontraktu zabrakło mu pół roku, jednak w Katalonii stwierdzili, że na taką wyrozumiałość nie zasłużył.

Co po sobie zostawił? Jedni powiedzą, że zgliszcza i że Blaugrana dzięki temu odetchnie. Inni, że w zasadzie cztery puchary do gabloty dołożył, w tym dwa mistrzostwa kraju. Punktował ze średnią 2,23 na mecz, za którą wielu trenerów dałoby się pokroić. Zostawia drużynę na pierwszym miejscu w lidze, w 1/8 finału Ligi Mistrzów i ciężko nie odnieść wrażenia, że zwolniły go demony z przeszłości. Czy włodarze Barcelony naprawdę aż tak przejęli się porażką z Atletico? Czy raczej przypomniało im się, jak obecny trener wypadł z europejskich pucharów i bali się, że czeka ich deja vu w – co by nie mówić – najważniejszych dla nich rozgrywkach?

Reklama

Dla fanów Barcy nie ma to już chyba większego znaczenia. Oni zwalniali Valverde średnio raz na miesiąc. Lista zarzutów do byłego już szkoleniowca z dnia na dzień stawała się dłuższa. Wreszcie zarząd przystał na prośby, które zalewały social media i kazali mu opróżnić szafkę w szatni.

No dobra, ale dość już o Valverde. Kto zajmie jego miejsce? Misję wstrząśnięcia drużyną otrzymał Quique Setien, który ostatnio pracował z Realem Betis. W pierwszym sezonie zajął szóste miejsce w La Liga, co biorąc pod uwagę fakt, że rok wcześniej Betis walczył o utrzymanie, było wynikiem robiącym wrażenie. Rok później było nieco gorzej – 10. pozycja, ale za to półfinał Pucharu Króla i 1/16 finału Ligi Europy. „Beticos” chwalono za styl, za pokonanie Realu i Barcelony, więc… dlaczego właściwie romans Setiena z klubem z Sevilii się zakończył?

Tomasz Ćwiąkała, eksperta od ligi hiszpańskiej, wprost wskazywał wady doświadczonego szkoleniowca. – Gdyby nie fakt, że drużyny po jakimś czasie zaczynają mu się rozłazić i że nie posiada planu B, można byłoby powiedzieć, że to świetny trener – pisał tuż po tym, jak Setien ogłosił rozstanie z klubem po sezonie.

Komentator Canal+ zaznaczył wtedy, że Quique zapewne szybko znajdzie pracę. Nie znalazł, a z Barceloną łączony był już latem. Ostatecznie, po półrocznym leżakowaniu, te przewidywania się potwierdziły. Ironią losu jest jednak fakt, że szkoleniowiec, który według Ćwiąkały nie miał planu rezerwowego… przychodzi do klubu w roli strażaka. I to nie pierwszego wyboru, jeśli wierzyć plotkom o zaawansowanych rozmowach z Xavim.

Reklama

Setien dostał jednak duży kredyt zaufania, bo podpisano z nim nie półroczny – jak pierwotnie informowały hiszpańskie media – a 2,5-letni kontrakt. Długi, jak na szkoleniowca, który dotychczas nie musiał nawet myśleć o odkurzaniu gabloty z trofeami, bo ta nie była mu jeszcze potrzebna. Setien w swojej karierze nie wygrał jeszcze nic, więc Barcelona sporo ryzykuje, skoro zatrudnia go m.in. po to, by uratować kolejny sezon w pucharach. Z drugiej strony, jeśli chodzi o podejście do piłki, mało który (żaden?) trener pasowałby teraz do Blaugrany bardziej niż on.

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Mikołaj Duda
11
Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Weszło

Reklama