Reklama

Chińczycy mówią „dość” paleniu pieniędzmi w piecu

redakcja

Autor:redakcja

27 grudnia 2019, 14:29 • 3 min czytania 0 komentarzy

W chiński futbol w ostatnich latach wpompowano olbrzymią forsę, ale tak naprawdę niewiele to dało poza tym, że paru gości ze znanymi nazwiskami ustawiło się do końca życia. Tamtejszy związek w porozumieniu z klubami postanowił więc nieco zakręcić kurek ze swobodnie wypływającymi pieniędzmi, a przynajmniej takie jest założenie. W praktyce nie mamy pełnego przekonania, czy to będzie funkcjonowało jak należy.

Chińczycy mówią „dość” paleniu pieniędzmi w piecu

O co chodzi? Od sezonu 2020 maksymalne wynagrodzenie dla zawodnika zagranicznego w klubie z Państwa Środka może wynosić 3 mln euro netto.

To nadal kupa kasy, ale już nijak ma się do tego co w ostatnich latach zarabiali niektórzy gwiazdorzy. W rankingu najlepiej zarabiających piłkarzy świata (pensje podstawowe) za 2018 rok, aż czterech z czołowej dziesiątki grało wtedy w Chinach. Graziano Pelle w Shandong Luneng miał dostawać 12 mln funtów rocznie, Hulk w Shanghai PISG 17 mln, Ezequiel Lavezzi w Habei China 20 mln, a znany z Chelsea Brazylijczyk Oscar dołączając do Hulka w Shanghai PISG mógł liczyć na 21 baniek za sezon, co dawało 400 tys. funtów tygodniówki. A jeszcze lepszy był wcześniej Carlos Tevez, któremu w Shanghai Shenhua zapewniono 650 tys. brytyjskiej waluty tygodniowo, co w skali roku dałoby prawie 34 mln. Argentyńczyk odszedł stamtąd szybciej, w dwudziestu meczach strzelając zaledwie cztery gole i komentując później, że w gruncie rzeczy były to dla niego siedmiomiesięczne wakacje.

Teraz kolejnych Tevezów ma już nie być, bo 3 mln euro rocznie raczej by ich nie skusiło. Nowe obostrzenia dotyczą także wynagrodzeń dla zawodników krajowych (maksymalnie 1,3 mln euro brutto), ale to znacznie mniejszy problem. W zamian zwiększono limit obcokrajowców. Kluby mogą już zatrudnić pięciu zamiast czterech i jednocześnie wystawiać na boisku czterech zamiast trzech.

Przykręcenie kurka to wspólna decyzja federacji i właścicieli klubów, taki przynajmniej jest oficjalny przekaz. – Te ograniczenia mogą pomóc rozwijać się klubom w sposób bardziej zrównoważony. Wprowadzenie tych przepisów było konieczne. Chiński związek naprawdę ceni nasze opinie. Cały dzień spędzili z nami, dyskutując, jak uczynić nową regulację wykonalną. To był pierwszy raz, odkąd sześć lat temu zostałem dyrektorem klubu. Podoba mi się przyziemność ludzi z CFA – mówi dyrektor generalny Beijing Guoan FC, Li Ming.

Reklama

Pozostali działacze wypowiadali się w podobnym tonie: nie było żadnych nacisków, to dobra zmiana, nawet jeśli dla wydających najwięcej oznacza pewne trudności na początku. Kluby bowiem będą musiały się dostosować do jeszcze jednego wymogu: roczne wydatki nie mogą przekroczyć 150 mln dolarów, z czego maksymalnie 60 procent może iść na pensje.

Ten przepis powinien nieco utrudnić kombinowanie z kontraktami nowych gwiazd z zagranicy, choć naszym zdaniem i tak się ono pojawi. Dlaczego? Ano dlatego, że nowe prawo reguluje jedynie wysokość pensji podstawowej. Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że przykładowy Gareth Bale, którego Chińczycy ostatnio mocno kusili, ma w podstawie 3 mln euro, a oprócz tego różne dodatki. Skoro PSG potrafiło płacić bonusy za podejście do kibiców, dlaczego chińskie kluby nie mogłyby zawrzeć klauzul typu „250 tys. euro wyjściówki” czy „milion euro premii za gola”? No, chyba że z czasem i takie możliwości zostaną zablokowane.

Nowe ograniczenia są tak naprawdę już kolejnym krokiem mającym zakończyć palenie milionami w piłkarskim piecu made in China. W 2017 roku nałożono 100-procentowy podatek od transferów międzynarodowych powyżej 6 mln euro i transferów krajowych powyżej 4 mln euro. Kupowanie za wielką kasę ma być w Chinach coraz trudniejsze.

Rzecz jasna zmiany są inspirowane z samej góry, chińskim władzom nie uśmiecha się patrzenie, jak kolejne miliony idą na przemiał, a efektów dla tamtejszej piłki brak. Zawodnicy z Kraju Środka nadal nic nie znaczą w piłce klubowej na międzynarodowym poziomie, natomiast reprezentacja od 2002 roku nie brała udziału w mistrzostwach świata i na te katarskie również trudno będzie się jej zakwalifikować. Na razie trzeba znaleźć następcę dla Marcello Lippiego, który w listopadzie zrezygnował z posady selekcjonera po porażce z Syrią.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...