post
Avatar

Opublikowane 03.12.2019 20:48 przez

Sebastian Warzecha

Michał Przysiężny przez wiele lat był jednym z najlepszych polskich tenisistów. Nigdy jednak nie osiągnął takich sukcesów, jak Łukasz Kubot czy Jerzy Janowicz. W całej karierze wygrał jeden turniej ATP, ale w deblu, z którym – jak sam mówi – “raczej było mu nie po drodze”. Kilka miesięcy temu powiedział pas, a niedawno otworzył własną akademię.

Z Michałem rozmawiamy właśnie o zmianach w jego życiu. O współpracy z Caroline Woźniacki, w której sztabie pracował. O błędach, jakie popełnił w trakcie sportowej przygody. O najlepszych meczach w życiu i spotkaniu, po którym został oskarżony o korupcję. O Pucharze Davisa, który pozostaje jednym z najlepszych wspomnień, a którego teraz, po zmianach, w ogóle nie śledzi. I w końcu o tym, dlaczego nie osiągnął więcej, choć – jak twierdzi – było go na to stać. 

Życie tenisowego emeryta szybko się znudziło i stąd założenie własnej akademii?

Tak naprawdę pauzowałem od marca 2017 roku. Najpierw miałem operację, po niej 10 miesięcy przerwy, rehabilitację – wtedy cały czas siedziałem. Potem ledwie chwilę pograłem, to zacząłem jeździć z Caroline Woźniacką jako sparingpartner, więc znowu nie startowałem w turniejach. Kolejne cztery miesiące spędziłem w domu, wystąpiłem w kilku imprezach, ale ostatecznie zakończyłem karierę. Po ostatnim meczu znów miałem kilka miesięcy przerwy. A coś trzeba przecież robić. Tenisem zajmuję się od dwudziestu lat, kocham go. Stąd pomysł, żeby w nim pozostać.

Nie było propozycji, żeby zostać czyimś trenerem?

Propozycje były. Tyle że ja teraz w ogóle nie chcę nigdzie jeździć. Najeździłem się przez karierę, najbliższe parę lat chcę spędzić na miejscu. Zresztą będę tu prawdopodobnie prowadził jednego zawodnika.

Skąd pomysł, żeby pracować z dziećmi?

Bardzo lubię dzieci, chciałbym trenować je od podstaw. Bo jak dostajesz zawodnika piętnasto- czy szesnastoletniego, to on wielu rzeczy już się nauczył. Trudno wtedy zmienić nawyki, coś poprawić. Chciałbym wychować takiego zawodnika od zera, początku. Myślę, że jest to możliwe, bo wiem, co trzeba szkolić od najmłodszych lat. To dla mnie takie wyzwanie, żeby zrobić to według mojej wizji.

Jak bardzo zmieniła się Polska pod względem tenisowych możliwości czy infrastruktury w trakcie twojej kariery? Te dzieciaki, które teraz będziesz trenować. mają lepsze warunki?

Tak naprawdę to nie wiem, czy zmieniła się jakoś bardzo. Kiedy zaczynałem grać we Wrocławiu w wieku 12-13 lat, to mieliśmy już pierwszą halę. Wiadomo, że od tego czasu powstało trochę tych obiektów, ale wydaje mi się, że gdy miałem osiemnaście lat, to było podobnie. Na pewno za to zmieniła się mentalność wszystkich zawodników z Polski. Gdy miałem jakieś piętnaście lat i mówiłem, że „chcę być w setce”, to pukano się w głowę i mówiono, że „jak to chcesz w setce być, jak ostatni raz Polak był w setce 30 lat temu”. Trudno było to sobie wyobrazić. Teraz wszystkim jest dużo łatwiej, bo był Kubot, była Radwańska, byłem ja, byli Matkowski i Fyrstenberg… Jeździliśmy po dużych turniejach, pokazywaliśmy się w telewizji. Teraz te dzieciaki wiedzą, że Polak tam był i wcale nie jest gorszy od Niemca czy Francuza. Dlatego wydaje mi się, że w najbliższym czasie nadejdą dobre czasy dla polskiego tenisa. To musi być jednak poparte sponsorami, bo tenis to drogi sport. A nie może być tak, że jest dostępny tylko dla zamożniejszych osób.

Te dobre czasy chyba już się zaczęły? Choć jeszcze pod koniec poprzedniego sezonu – gdy karierę kończyła Agnieszka Radwańska – mówiło się, że możemy mieć chude lata, to nagle pojawili się Hubert Hurkacz, Iga Świątek, Kamil Majchrzak, a do nich dołączyła Magda Linette, która złapała formę życia. Wygląda to nieźle.

Tak, to bardzo fajna rzecz. O Hurkaczu wiedziałem w sumie dużo wcześniej, bo znam go od kiedy miał dwanaście lat. Super też, że Kamilowi udało się tak pograć na US Open, to pewnie był dla niego przełomowy turniej. Wygrywał tam przecież z dobrymi, znanymi zawodnikami. Iga Świątek, wiadomo, ma olbrzymi potencjał. Nie widziałem jej nigdy na żywo, ale w telewizji oglądałem. Stawiam, że za niedługo będzie w TOP 10 rankingu.

Hubert to chyba idealny przykład zawodnika do stawiania za wzór młodym tenisistom?

Na pewno, Hubert jest pod względem zaangażowania czy podejścia do treningów aż dziwnie dojrzały jak na swój wiek. Trudno będzie znaleźć drugiego tak podchodzącego do tenisa zawodnika. On jest naprawdę niezwykle profesjonalny i skoncentrowany tylko na sporcie. Ale nie mówiłbym, że to przykład dla zawodników, bo uważam, że każdy jest inny. Inni tenisiści, o większym talencie czy innej osobowości nie mogą zachowywać się, trenować i podchodzić do tego tak jak Hurkacz. Bo mają inną mentalność i, gdyby tak robili, nie będzie to z nią zgodne. Każdy musi znaleźć swoją drogą, odkryć to, co mu najlepiej służy. Hubertowi służy właśnie takie zaangażowanie, a innym zawodnikom godzinka treningu dziennie, bo jak pracują dłużej, to się źle czują.

A jak to była z tobą? Bo kilkukrotnie zdarzyło ci się mówić, że „trochę za późno do tego dorosłeś”.

To fakt, na pewno dorosłem później niż inni zawodnicy. Tak na poważnie uwierzyłem, że mogę wejść do setki, dopiero jak miałem 25 lat. Dwa lata wcześniej byłem nawet blisko – gdzieś na 180. miejscu – ale nie mogłem się przebić. Wielu zawodników wydawało mi się lepszych. Dopiero potem zacząłem dostrzegać, że spokojnie mogę wygrywać z zawodnikami z setki czy pięćdziesiątki.

Słyszałem, że i poza kortem było nieźle. Na przykład miałeś szybki samochód z napisem „DO DECHY” na tablicy rejestracyjnej.

Audi TT, tak. Pierwsze auto kupiłem od znajomego z Wrocławia, który miał rejestrację „DO JUTRA”. Podobała mi się, więc ją zostawiłem. Potem jednak w Głogowie, kiedy samochodem kierowała akurat moja siostra, jakiś gość wjechał na dość spore rondo pod prąd i czołowo się z nią zderzył. Auto poszło do kasacji. Kupiłem następne, dokładnie takie samo. Na nim też chciałem mieć fajną rejestrację, więc pojawiło się właśnie „DO DECHY”.

Mówisz, że dość późno uwierzyłeś w możliwość wejścia do setki. To o tyle dziwne, że stosunkowo szybko Wojciech Fibak ochrzcił cię „polskim Federerem”.

Pan Wojciech powiedział to przy okazji jakiegoś turnieju, gdy mnie oglądał. Wiadomo, używałem dużo slajsa, miałem niezły forehand, grałem widowiskowo, ofensywnie. Jeśli na to spojrzymy, to dało się mnie tak nazwać. Choć wyniki to, oczywiście, dwa różne światy.

Jak to odbierałeś? Bo wielu sportowców narzeka na takie porównania, mówią o tym, jak to ich stresuje, wywiera presję.

Podchodziłem do tego na luzie. Skoro mówił to pan Wojtek, to ja się tylko uśmiechałem. Nie czułem wstydu czy stresu.

Miałeś okazję trenować z Federerem. Ten temat wyszedł przy okazji?

W sumie nie pamiętam, wiesz, trochę czasu już minęło. Ale raczej o tym nie gadaliśmy. Nie jestem człowiekiem, który by podszedł do niego i chwalił się, że ktoś w Polsce mnie tak nazwał. (śmiech)

A jak wyglądały te treningi z Rogerem? Bo ostatnio okazję z nim poodbijać miał Hubert…

Ale on to robił w ramach jednego treningu na turnieju, prawda?

Tak.

To ze mną było zupełnie inaczej. Byłem zaproszony do Dubaju na jakieś osiem-dziesięć dni. Trenowaliśmy codziennie rano. Roger przyjeżdżał po mnie swoim autem i odbierał z hotelu. Mieliśmy jeden czterogodzinny trening, potem jedliśmy obiad chyba że gdzieś się śpieszył. Spędzaliśmy jednak sporo czasu razem.

Kontakt się potem utrzymał?

Wiadomo, widzieliśmy się potem na kilku turniejach, gdy już byłem w setce. Czasem ze sobą rozmawialiśmy. Jak na Roland Garros miałem grać z Gasquetem, to spotkałem Federera w szatni i przez pół godziny opowiadał mi o tym, jak Francuza pokonać. Ale przegrałem gładko, w trzech setach, więc nie na wiele się to przydało. (śmiech) Ale to, ile Roger miał o nim informacji… byłem po prostu w szoku.

To jest gość, który pamięta z kim grał i jaki był wynik meczu na mało znaczącym turnieju w 2001 roku. Widziałem sporo takich quizów z nim w roli głównej, niemal się nie mylił.

Tenisiści tak mają. Jakbyś mnie zapytał o spotkania sprzed dziesięciu lat, to pewnie wiele z nich bym pamiętał.

To może podnieśmy stopień trudności – pamiętasz wynik treningowego seta z Novakiem Djokoviciem?

Był jeden break, to na pewno. Przegrałem albo 4:6, albo 5:7. Stawiałbym na to drugie.

Niestety, 4:6.

Możliwe. Na pewno był tylko jeden break. Do 4:4 szliśmy równo i pan Fibak – który wtedy był w sztabie Djokovicia – mówił mi, żebym nie serwował tak dobrze, bo Djoko się wkurza, że nie ma gry. Ja mu na to odpowiedziałem: „to ja jestem tu słabszy, więc muszę grać to, co umiem najlepiej. Nie będę odpuszczać serwisu, żeby grać wymiany z Djokoviciem na treningu. Bez jaj”. (śmiech)

To musiał być niezły set. Jednak tylko treningowy. A jakie mecze uznajesz za najlepsze w swojej karierze?

Mecze? Wiadomo, że zdarzało mi się wygrać z bardzo dobrymi zawodnikami, ale to niekoniecznie wiązało się z najlepszą grą. Fajnie było wygrać takie spotkania, bo automatycznie robiły rozgłos, myślę jednak, że miałem wiele meczów na małych turniejach, w których grałem o wiele, wiele lepiej. Choć wiadomo, że jakbym miał wymieniać, to pewnie byłyby to zwycięstwa z Jo-Wilfriedem Tsongą czy Ivanem Ljubiciciem na Wimbledonie. Jednak takie spotkanie, w którym się mega dobrze czułem, to był mecz z Norbertem Gombosem w Pucharze Davisa. Ten decydujący o wejściu Polski do Grupy Światowej. Nieźle grałem też z Fabio Fogninim, ale nie był to jakiś kosmos, mimo że wygrałem.

Przywołałeś mecz z Gombosem. To jest jedno z najfajniejszych wspomnień z kariery?

Na pewno. Przez dziesięć lat graliśmy tego Davis Cupa z Janowiczem, Fyrstenbergiem, Matkowskim i Kubotem. Ten awans to cały czas był nasz cel. Przyszedł taki moment w tym meczu ze Słowacją, że Jurek zaczął przegrywać wcześniejsze spotkanie i Słowacy wyrównali na 2:2. Kiedy jeszcze grali, dochodziła do mnie powoli świadomość, że zaraz zagram najważniejszy mecz w swoim życiu. Wygrać byłoby super dobrze, ale przegrać – wielka szkoda. Wtedy Jurek jednak zdjął ze mnie trochę ciśnienia, a przynajmniej tak wkręciłem to sobie do głowy – że skoro on przegrał z Martinem Klizanem, a ludzie oczekiwali od niego zwycięstwa, to ja też mogę przegrać. Dzięki temu złapałem luz. Powiedziałem sobie, że będę walczyć na 200 procent, ale nie myślałem o tym, co to będzie, jakby się nie udało. Po prostu wyszedłem i robiłem swoje.

Wygrać się udało. Była potem jakaś feta?

Feta? Nieee. Wiesz co, mecz się skończył gdzieś o 20. Potem jeszcze szatnia, prysznice, konferencja, kolacja… Byliśmy tak wykończeni, że świętowaliśmy spokojnie. Na nic więcej nie mieliśmy sił.

Skoro o Pucharze Davisa – jak się zapatrujesz na ten jego nowy format?

Szczerze? W ogóle tego nie śledziłem. Widziałem tylko komentarze na Facebooku w stylu „Davis Cup by Pique” i jakieś śmiechy czy wkurzenie na to, że mało ludzi. Zawsze było tak, że grało się w jakimś kraju z jego reprezentacją, więc przyjeżdżało mnóstwo ludzi z niego. Wiadomo było, o co się gra. A teraz? Jakby Polacy grali, to do tego Madrytu przyjechałoby pewnie jakieś 200 osób od nas. Do tego, jakbyśmy grali na przykład z Serbami, dwustu od rywali, z tysiąc Hiszpanów i to tyle. I jaka z tego atmosfera? Żadna. Wiadomo jednak, że stoją za tym dużo większe pieniądze. Są plusy i minusy.

Sam w pewnym momencie zapomniałem, że to się w ogóle odbywa.

Ja też. Jak mówiłem – w ogóle tego nie śledzę. Kiedyś, jak rozgrywano normalne mecze, to wszystko obserwowałem. Wiedziałem kto, z kim i o co gra. A teraz nie wiem, kto właściwie tam występuje, a tym bardziej, jakie były wyniki.

Wygrać pół meczu nie mogli Polacy, bo trzy lata temu zostali zrzuceni kilka poziomów w dół, za przygotowanie zbyt szybkiej nawierzchni w jednym tylko meczu. Jak to oceniasz?

Szczerze powiem, że od kiedy nas cofnęli po tym meczu z Argentyną, to też nie za bardzo tę sprawę śledzę. To było niesprawiedliwe, nie potrafię tego zrozumieć. Skoro jeszcze przed meczem robi się testy kortu i wszyscy wiedzą, jaka jest nawierzchnia, znają prędkość, to czemu pozwalają na tym grać? To raz. Do tego my ten mecz i tak przegraliśmy, a oni wlepili nam tak potężną karę. Skoro jest za szybka nawierzchnia i wiedzą o tym, to niech od razu powiedzą: „nie gracie, chyba że zdążycie to zmienić”. Bo te testy robi się nie w piątek, a w poniedziałek czy wtorek. Do meczu jest wtedy kilka dni. Mogliby powiedzieć, że trzeba dokonać tej zmiany. A tak to i przegraliśmy mecz, i nas ukarano. Nie popisał się też związek, który wolał zapłacić mniej, a oddać wszystkie punkty, które gromadziliśmy przez kilka lat. To wszystko było naprawdę frustrujące.

Pytałem o mecze, które wspominasz najmilej, ale są też takie spotkania, które siedziały jak zadra i myślałeś sobie o nich, że „to można było wygrać”?

Są takie dwa spotkania, zresztą z Pucharu Davisa, z meczu Finlandią. To wręcz jakieś fatum. Pierwszy mecz przegrałem, mimo że miałem piłkę meczową, z Jarkko Nieminenem. A przy wyniku 2:2 w całym spotkaniu, przegrałem z Henrim Kontinenem. Tam już było 2:1 w setach i 4:1 w czwartym dla mnie. A przegrałem i tę partię, i cały mecz. Te mecze siedziały mi w głowie. Ale też nie jakoś długo, bo na drugi dzień pojechałem do Japonii i zrobiłem półfinał Challengera. Więc humor poprawiłem. (śmiech)

Wojciech Fibak kilka razy mówił, że u ciebie wszystko wygląda świetnie, ale masz za kruchą psychikę. Te mecze chyba to udowadniały.

Za dużo rzeczy zawsze mi przeszkadzało. Dla przykładu: prawie nigdy nie wygrałem meczu jak wiał wiatr. Bo zawsze chciałem grać perfekcyjnie, trafiać wszystko przy liniach. A przy wietrze nie da się tak grać. Trzeba odgrywać przez środek, walczyć. Zawsze byłem taki, że chciałem grać mega tenis. Jeżeli coś mi nie wychodziło, to szybko się zniechęcałem. W mojej naturze nie leżała walka, przebijanie i brzydka, ale zwycięska gra. Chciałem grać bardzo dobrze i frustrowało mnie, gdy mi to nie wychodziło. Stąd się brały moje humory i dlatego przegrywałem. Bo nie walczyłem do końca i przez to przegrywałem. Nie wierzyłem, że samą walką mogę wygrać spotkanie. Jak grałem słabo to w końcu pękałem.

A kontuzje zniechęcały?

Jasne. Jak się dowiadywałem, że nie będę grać kilka miesięcy czy pół roku, to musiało zniechęcać. Choć czasem wręcz cieszyłem się, że mam kontuzję, bo mogłem odpocząć w domu od tego wszystkiego. Ale bywało też, że byłem mega wkurzony i chciałem jak najszybciej wrócić.

Nawiązując do tego, że nie walczyłeś do końca – miałeś w swojej karierze jeden taki mecz, który w Polsce – a nawet na całym świecie – wzbudził dość spore emocje. Choć pewnie nie takie, jakbyś chciał. Chodzi mi o przegrane spotkanie z Marcelo Alevaro. Po ostatnim gemie – oddanym rywalowi – zostałeś oskarżony o podłożenie meczu.

To była komiczna sytuacja. Jeszcze przed wyjazdem do Meksyku pokłóciłem się ze swoją dziewczyną, przez co pojechałem tam na dość dużym ciśnieniu. Najpierw wystąpiłem na turnieju w Leon, 2000 metrów nad poziomem morza. Zagrałem słabo, przegrałem 3:6 3:6 z jakimś Kolumbijczykiem, który tam trenował i wszystko po prostu przebijał. Mi z kolei wszystko leciało pod płot. Bo w tenisa bardzo trudno gra się na wysokościach. Trzeba być cierpliwym, nie atakować, tylko trafiać w kort. Od razu  pojechałem do Stanów na kolejny turniej. Też dość łatwo przegrałem, bo w drugim secie odpuściłem przy wyniku 1:3. Nie miałem już głowy do grania.

Po tym turnieju zrezygnowałem, stwierdziłem, że wracam do domu. Dziewczyna – z którą się już godziłem – powiedziała mi, żebym zagrał jeszcze Guadalajarze, bo to duży turniej, a do tego jestem rozstawiony w czwórce i do półfinału będę grać z gorszymi zawodnikami. Ostatecznie pojechałem. W pierwszej rundzie złamałem dwie rakiety, zachowywałem się dramatycznie. Głowa w ogóle mi nie pracowała. Wygrałem 6:4 w III secie, a rywal to był jakiś gość z dziką kartą. W drugiej rundzie grałem z tym Arevalo. To mocno serwujący zawodnik, ale wtedy chyba w czwartej setce. Grałem z nim mecz na jakimś bocznym korcie. Nie wiedziałem nawet, że tam jest jakaś kamera. Pierwszego seta przegrałem 3:6. Wszystko psułem, a on bardzo dobrze serwował. Trudno mi się grało. Frustrowało mnie to, bo w ogóle nie grałem swojego tenisa.

Przed drugim setem wziąłem sobie przerwę i się zmotywowałem. Powiedziałem sobie, że będę walczyć. I zacząłem super, po chwili prowadziłem 3:0. Byłem już optymistycznie nastawiony, myślałem sobie, że jest super, prowadzę, dobrze idzie. Zrobiło się 3:1, a po chwili przegrałem swój serwis. To był taki gem, że co odbiłem, to piłka leciała w aut. Dramat. Wszedłem na takie ciśnienie, że trenerowi powiedziałem tylko, żeby szedł do szatni, za pół godziny się tam spotkamy i żeby w tym czasie bukował bilety do domu, bo nie zostanę tu ani minuty dłużej. W meczu po chwili zrobiło się 3:3 i wtedy znowu przegrałem swój serwis. A na tak szybkiej nawierzchni jedno przełamanie praktycznie kończy mecz. Jak było 5:3 dla niego, to chciałem po prostu zejść z kortu. Ostatni gem był taki, że on coś tam przebił, a ja wszystko psułem. Przy 0:40 zagrałem taki serwis, że trafiłem we własne pole serwisowe, po swojej stronie siatki. Dziękuję, do widzenia, cześć i czołem.

Dla mnie to było dość normalne. Nie mówię, że jeszcze wiele takich spotkań w życiu zagrałem, ale pewnie dwa czy trzy się przydarzyły, kiedy przy tak niekorzystnym wyniku już się po prostu piłki wyrzucało. Wielu zawodników tak miało. Nawet nie wiedziałem, że tam jest kamera, w ogóle o tym nie myślałem. A jak przyjechałem do Polski, to pojawił się jeden gość z telewizji, drugi, trzeci. Wszyscy pytali co tam się stało. Zobaczyłem też filmik zatytułowany „tank of the day” na YouTubie…

Ten filmik dalej tam jest.

No tak. Tam było z 200 tysięcy wyświetleń, więc sobie wisi. Wiadomo, że tego żałuję, bo to była głupota z mojej strony, że nie zapanowałem nad swoimi emocjami. Miałem wtedy słaby okres emocjonalnie, plus te warunki, wysokość… Zagrałem „pokazowego” gema i tyle. Taka historia.

Dla kontrastu: w 2014 roku wygrałeś jedyny turniej ATP w karierze. Tyle tylko, że w deblu, a twoim partnerem był Pierre Hugues-Herbert. Do drabinki weszliście w dodatku jako szczęśliwi przegrani. Jak to wyglądało?

To była śmieszna sytuacja. Szedłem akurat na mecz eliminacji do turnieju singla, a tu woła mnie Herbert i pyta: „Ty, gramy debla?”. Powiedziałem mu, że jak chce, to niech nas zapisuje, ja idę zagrać swój mecz. Debla generalnie rzadko grałem, bo było mi z nim trochę nie po drodze. On faktycznie zapisał, ja wygrałem swoje spotkanie. Schodzę z kortu, a sędzia mówi, że gramy od razu debla. Wygraliśmy. Na drugi dzień powtórka z rozrywki. Sam awansowałem do turnieju głównego w singlu, a Herbert grał jakiś trzygodzinny, superdługi mecz. Był po nim strasznie zmęczony, więc w deblu przegraliśmy. Ale nie zależało nam na tym jakoś bardzo, więc luzik.

Potem zagrałem swój mecz w głównym turnieju, to z Tsongą, który wygrałem. Jo po meczu przyszedł do szatni i mówi mi: „Today is your lucky day”. Pytam go czemu, a on mi tylko, że zobaczę. No i okazało się, że wycofał się z debla, przez co do turnieju weszliśmy my. W pierwszej rundzie graliśmy z Bryanami i jakoś udało nam się wygrać. Ten mecz trwał gdzieś do pierwszej w nocy, więc spać poszedłem o trzeciej. A na drugi dzień o jedenastej rano grałem swój mecz singlowy z Istominem. Oczywiście przegrałem. Po meczu kłóciłem się z organizatorami, bo to był skandal, chora sytuacja, że tak to zaplanowali. Tak naprawdę to nie chciałem już wtedy grać tego debla, miałem w planie jechać na eliminacje do Szanghaju. Bo wiedziałem, że jak awansujemy dalej, to już na nie nie zdążę. Marcin Matkowski powiedział mi jednak: „Ty, jak wy wygraliście z Bryanami, to już nie odpuszczaj, tylko graj na maksa, bo tam jest duża kasa i możecie wygrać ze wszystkimi”. No to stwierdziłem, że dobra – gramy. I tak się to poskładało, że faktycznie, wygraliśmy turniej.

Wiesz, że to był pierwszy tytuł deblowy Herberta?

Tak, on był wtedy gdzieś 130. w rankingu, mnie w ogóle nie było na liście – po tym zwycięstwie wskoczyłem w okolice pierwszej setki. Herbert wbił się wyżej, od razu mógł grać z kimś lepszy w Australian Open. Tam zrobił finał i podskoczył do czołówki.

Tak, stworzył wtedy parę z Nicolasem Mahut, razem grają zresztą do dziś. I po pięciu latach Herbert ma już na koncie wygrane we wszystkich deblowych Wielkich Szlemach.

Dokładnie. To jest superdobry deblista i bardzo fajny gość. Cieszę się, że mu tak idzie.

O tobie Radek Szymanik, kapitan reprezentacji w Pucharze Davisa, mówił, że też mógłbyś śmiało spróbować sił w deblu pod koniec kariery, idąc taką drogą jak Łukasz Kubot. Czemu nie posłuchałeś?

Bo teraz trudno jest wbić się gdzieś wyżej z zerowego rankingu. Myślałem o tym, nie będę tego ukrywać. Ale mniej więcej rok gry zajmuje dojście do pierwszej setki. Drugi rok to z kolei wyjście jeszcze wyżej. Więc te dwa lata trzeba poświęcić, żeby z tej gry dało się wyżyć. Bo w deblu trzeba do tego być w okolicach 50. miejsca na świecie. To jest takie minimum. Można więc sobie wyjąć dwa lata z życia, jeździć, trenować, a nie wiadomo, co z tego będzie. Wiadomo, mógłbym grać. Pewnie bym to zrobił, gdybym na start miał jakikolwiek ranking. Bo wiem, że spokojnie bym mógł w tym deblu rywalizować.

Dwa lata temu mówiłeś, że tego debla na pewno spróbujesz.

Tak, ale wtedy nie brałem pod uwagę, że nie wrócę po operacji Achillesa. Plany były takie, że rehabilitacja potrwa 2-3 miesiące. Liczyłem, że wrócę nawet do setki w singlu. Ale jak zobaczyłem te dwa różne, rozdzielone rankingi i kombinacje ze strony ATP, przez które musiałem grać Futuresy [trzeci poziom rozgrywkowy, po turniejach ATP i Challengerach – przyp. red.] w singlu…

ATP zresztą szybko od tego pomysłu odeszło.

Tak, ale jak ja grałem ostatnie turnieje, to akurat to było. Tak się niefortunnie złożyło. Gdybym miał normalny, zamrożony ranking, mógłbym spróbować bronić punktów w dziewięciu turniejach. W tej nowej sytuacji mogłem to zrobić tylko w czterech i to w miesięcznych odstępach. Więc jeździłem na nie zupełnie bez ogrania. Jakby tej zmiany nie było, to pewnie grałbym do dzisiaj. A tak to skończyłem, bo nie widziałem sensu w jeżdżeniu po jakimś Egipcie i jego okolicach. Bez tej zmiany miałbym ranking 290. na świecie i co tydzień próbowałbym swoich sił. Byłoby lepiej. Wiem to, bo widzę, jak gram na treningach. Nawet teraz, z wracającym do formy Jerzym Janowiczem, potrafię grać na nich jak równy z równym.

Z Jurkiem otwieraliście niedawno towarzyskim meczem twoją akademię. Jak oceniasz grę Janowicza? Może udać mu się powrót do tenisa?

Bez kontuzji? W przyszłym roku bez problemu wejdzie do setki. Pod koniec sezonu powinien być w okolicach 70. miejsca na świecie, a w 2021 roku będzie atakować pierwszą „20” rankingu. Widzę, jak gra na treningach i jakie ma uderzenia. Trenowałem z nim wiele razy. Teraz pojechał na Teneryfę na obóz i to samo mówili inni: „To jest niemożliwe, że ty nie grałeś dwa lata. Uderzasz tak samo, jak przed kontuzją”. Gość ma niesamowite predyspozycje. Dwa lata przesiedział w domu przed komputerem i odbija tak samo. (śmiech) Wiadomo, że motorycznie nie jest najlepiej, jeszcze nie biega tak, jak kiedyś, ale z upływem czasu będzie to pewnie polepszał.

Choć przy jego możliwościach i agresywnym tenisie, może nie musieć aż tyle biegać.

Dokładnie. On jest przecież wysoki i superdobrze serwuje. Na dziś, jakby odciąć mu dwie nogi, to w meczu z każdym zawodnikiem na świecie, byłby w stanie doprowadzić do tie-breaka. Nawet jak gra słabo, to trudno wygrać z nim mecz. Bo wyserwuje swoje i dojdzie do tego tie-breaka. A tam już jeden punkt może zadecydować – raz przywali z returnu i wygra seta. Wiadomo, że inna gra też się liczy, ale Jurek potrafi grać z głębi – dlatego był 14. na świecie. Challengery, gdzie teraz będzie grać, to zupełnie inny poziom, do którego on po prostu nie pasuje. Dlatego uważam, że szybko wróci.

A mentalnie? Bo to bywało problemem.

Wydaje się bardzo zmotywowany. Trochę dorósł, ma dziecko. Pewnie będzie miał przy sobie rodzinę, z którą będzie podróżować, to da mu spokój. Ma też trochę punktów motywacyjnych, chce paru osobom udowodnić, że jest coś jeszcze wart.

Myślę, że z jego temperamentem, to znalazłby i paręset.

Pewnie tak. Ma w każdym razie coś do udowodnienia. W przyszłym roku powinno być ciekawie.

Wspomniałeś o tym, że Jurek prawdopodobnie będzie jeździć z rodziną na turnieje. Ty sam często bywałeś na nich na przykład z dziewczyną, ale już nie z trenerem, bo – jak sam mówiłeś – „wolałeś jechać bez niego”. Dlaczego?

Przy trenerach często byłem rozkojarzony. Szczególnie przed tym 25. rokiem życia, o którym mówiliśmy. Jak coś mi nie wychodziło, to po prostu zaczynałem gadać z trenerem, a nie koncentrowałem się na grze. Jak jechałem sam, to nawet, gdy grałem źle, koncentrowałem się na tym, żeby się poprawić. Bo nie miałem z kim gadać.

A jak tobie pracowało się w roli może nie tyle trenera, co sparingpartnera, ale jednak z Caroline Woźniacki, jedną z najlepszych zawodniczek na świecie, i to niedługo po tym, jak wygrała turniej wielkoszlemowy?

Bardzo fajne doświadczenie. Dużo się nauczyłem i od niej, i od jej taty. Widziałem, jak podchodzą do meczów, jak trenują, jakie mają humory – wszystko. Czasem zdarzały się rzeczy, które były dla mnie dziwne, ale to też dało mi wizję tego, jak niektórzy zawodnicy mogą reagować na konkretne sytuacje…

Na przykład?

Na przykład to, że Caroline nie życzy sobie, by w ogóle dotykać jej rakiety. Znaczy, okej, dotknąć można, ale nie można nią grać. Raz przyszedłem na trening, miałem nie grać, ale Caroline miała przerwę. Więc chwyciłem jedną z jej rakiet i zacząłem odbijać. Ona już po chwili patrzyła na mnie dość wkurzona. W końcu podszedł jej tata i mówi:

Michał, słuchaj, nie możesz grać jej rakietą.

Bo co?

Bo odciskasz swoją dłoń na rączce.

Wiesz, ona ma takie czucie w ręce, że jakby ktoś dłużej pograł jej rakietą, to odbiłby na rączce swój uchwyt. I ona by to czuła, przez co rakieta by ją wkurzała. A rakieta to narzędzie. Jak najbardziej więc szanuję, że tego nie lubi. I po prostu nie grałem już jej rakietą. Każdy zawodnik ma takie swoje manie, ale trzeba to szanować i robić tak, jak chce zawodnik czy zawodniczka. Bo to oni są najważniejsi.

A poza kortem, jak to wyglądało?

Caroline poza kortem jest zupełnie inną osobą. To miła, serdeczna dziewczyna. Na korcie jest nieco inna, taka trochę „zadziora”. Ale poza nim to normalna osoba. Chodziliśmy razem na obiady czy kolacje i wszystko zawsze było w jak najlepszym porządku. Na treningu było inaczej. Nie chodzi o to, że byli niemili, ale Caro stara się podejść perfekcyjnie do każdego uderzenia. Potrafiła się denerwować nawet o to, że ja źle wrzucałem jej piłkę. Ale taka po prostu jest. Myślę, że to też doprowadziło ją na szczyt rankingu i do wygrania szlema. Jak mówiłem wcześniej – każdy jest inny, każdy musi patrzyć na to, czy mu to pomaga. A w jej przypadku widać było, że faktycznie czerpie z tego pomoc.

Znajdzie się w ogóle w tourze ktoś, kogo faktycznie trudno polubić?

Na pewno są zawodnicy mniej mili, ale nie będę tu wymieniać nazwisk. Jak w życiu – ludzie są różni: fajni, niefajni. Nie ma co się temu dziwić. To zbieranina osób z całego świata. To normalne, że znajdzie się paru oszołomów. Ale jakbyś poszedł do firmy, to na stu pracowników też znajdzie się ze czterech, z którymi się nie dogadasz.

Jednego chyba ujawnił Andy Murray, gdy przez siatkę krzyczał „Everybody hates you”.

Że Lukas Rosol? No tak, on jest trochę oszołomem. Mi też zawsze w trakcie meczów stukał rakietą o kort, próbując mnie rozproszyć. Taki już jest.

Tak z perspektywy czasu – masz sobie w trakcie tej kariery coś do zarzucenia?

Wiadomo, że wiele rzeczy można było zrobić inaczej. Na pewno nie jechałbym trenować do Hiszpanii, pewnie nie grałbym turniejów na ziemi. Wcześniej, oczywiście, starałbym się dojrzeć i przekonać do tego, że mogę grać dobrze i być w tej setce.

Skąd w ogóle ta niechęć do ziemi? To przecież nawierzchnia, na której w Polsce praktycznie każdy się wychowuje

Nie mam do niej cierpliwości. Moimi atutami była ofensywna gra i dobry serwis. A na ziemi one oba są wyłączone z gry.

Jak sobie to analizowałem, to wychodziło tak: dla Jerzego Janowicza mączka jest najgorsza…

Proste. On bardzo dobrze serwuje, ja zresztą też, więc nie będziemy grać na ziemi.

Łukasz Kubot, grający serve and volley, też na mączce nie mógł poszaleć.

Wiesz, to jest prawda, że wszyscy wychowywaliśmy się na mączce. Ale równocześnie na szybkich parkietach w różnych halach. Jurek też wychował się na superszybkiej nawierzchni. Charaktery również odgrywają tu pewną rolę. Janowicz to nerwus, oszołom, zero cierpliwości, gorąca krew. Im szybciej może uderzyć piłkę z całej siły, tym lepiej. A na szybkich nawierzchniach takie zagrania się nagradza.

Ale z drugiej strony na przykład Hubertowi ta mączka powinna odpowiadać. A mówił mi, że jej nie lubi. Agnieszka Radwańska też miała styl gry teoretycznie dopasowany pod mączkę, a prezentowała się na niej średnio. Ziemia jest u nas popularna, a grać na niej na wysokim poziomie nie umiemy.

Polska to… Polska. Trudno to tak zbiorczo oceniać, bo nie ma u nas czegoś takiego jak „polski tenis”. Jak powiesz „hiszpański tenis”, to wiadomo, że w grę wchodzi rzeźba, przygotowanie fizyczne. „Czeski tenis” to dobry backhand i serwis. A w Polsce każdy gra po swojemu i wszystko zależy od mentalności czy nastawienia konkretnego zawodnika.

Twoja mentalność i nastawienie doprowadziły cię na 57. miejsce w światowym rankingu. Wynik całkiem niezły wynik, ale wydaje się, że to nie był szczyt twoich możliwości?

Na pewno. W roku, który zaczynałem na tym 57. miejscu miałem pecha. Już na dzień dobry mecz z Florianem Mayerem po tie-breaku, w którym prowadziłem już 5:2. Potem w Australii przegrałem z lucky loserem, w meczu, który mogłem wygrać. Na Indian Wells na treningu złamałem lewą rękę w nadgarstku, nie grałem dwa tygodnie. Wróciłem na turniej główny w Miami, tam spotkanie grałem po jednym dniu treningu. Wygrałem pierwszego seta grając tylko slajsami z backhandu. W drugim secie był tie-break, też prowadziłem, ale przegrałem. W trzecim nie miałem już na nic siły. Potem skręciłem nogę, wygrywając mecz w Monachium. Na Roland Garros przegrałem w pięciu setach z Nieminenem, na Wimbledonie w czterech z Lleytonem Hewittem… Tak to wyglądało. Wydaje mi się, że jakbym był w cyklu meczowym i nie łapał urazów, to spokojnie mógłbym w tamtym sezonie awansować do najlepszej trzydziestki. Nie ma jednak co gdybać. Wyszło jak wyszło.

ROZMAWIAŁ SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Sebastian Warzecha

Opublikowane 03.12.2019 20:48 przez

Sebastian Warzecha

Weszło
16.05.2021

Wielki finał Pucharu Fuksiarza! Glazurek czy Smyk, Smyk czy Glazurek?

Wszystko co dobre – szybko się kończy. Niestety, dzisiaj dobiega końca sezon w najlepszej lidze świata – czyli w Ekstraklasie, ale i dzisiaj poznamy ostateczne rozstrzygnięcia w najbardziej prestiżowym konkursie typerskim na wschód od Chociebuża. Puchar Fuksiarza, Fuks-Cup, Copa de Fuksiarzores – wieczorem dowiemy się, kto podniesie go do góry, przejeżdżając odkrytym autokarem po Warszawie.  […]
16.05.2021
Weszło
14.05.2021

Zakłady na Multiligę. Kurs 11.00 na spadek Stali Mielec

Europejskie puchary dla Śląska Wrocław po kursie 7.50. Spadek Stali po kursie 12.00? Spodziewana asysta Szwocha po kursie 4.00? Większa liczba wygranych gości niż gospodarzy po kursie 11.00? Fuksiarz.pl przygotował specjalnie dla was zakłady specjalne na Multiligę. Nie mówcie, że nie ma okazji, bo byście zgrzeszyli. Czym są zakłady specjalne na Ekstraklasę? To zestaw zakładów, […]
14.05.2021
#WeszłoFuksem
13.05.2021

Krecz Hurkacza fuksem Gracza! Kolejne trafione kupony w Fuksiarz.pl

Najlepsze momenty spędzone na stronie bukmachera? Bez wątpienia każdy z was wskaże te, podczas których kolor statusu rozliczenia waszego kuponu zmienia się na zielony. Czasem to efekt umiejętności, czasem umiejętności z domieszką fuksa, a czasem… tylko fuksa. Chyba nic nie cieszy bardziej niż postawienie taśmy za dwa złote, która okazuje się zwycięska. I takie kupony […]
13.05.2021
Fuksiarz
07.05.2021

Najwyższe wygrane w Fuksiarz.pl

Znacie to uczucie, kiedy nie wejdzie wam jeden mecz? Niestety, każdy je zna. Ale zdarzają się i tacy fuksiarze, którym kupony wchodzą rzutem na taśmę. W ostatniej akcji meczu. W doliczonym czasie gry. To coś, jak zdążyć z zakupami w sklepie minutę przed godziną dla seniorów. Wybraliśmy kilku szczęściarzy, do których los się uśmiechnął i […]
07.05.2021
Weszło
07.05.2021

Typuj zakłady na Galę Ekstraklasy w Fuksiarz.pl!

Starzyński z golem z rzutu wolnego po kursie 20.00? Makana Baku z dwoma golami do końca sezonu po kursie 15.00? Błażej Augustyn z żółtą kartką po kursie 4.00? Do tego możliwość obstawienia kto zgarnie nagrody Ekstraklasy? Fuksiarz.pl przygotował specjalnie dla was zakłady specjalne na Ekstraklasę. Nie mówcie, że nie ma okazji, bo byście zgrzeszyli. Czym […]
07.05.2021
Fuksiarz
07.05.2021

Puchar Fuksiarza. ROZPOCZĘŁA SIĘ WALKA O FINAŁ!

We wtorek i środę Liga Mistrzów. W czwartek Liga Europy. A dzisiaj my. Puchar Fuksiarza wchodzi w najbardziej bezwzględną fazę. Nadeszła pora na oddzielenie ziarna od plew, prawdziwych Kilerów od popierdółek. Nadszedł też czas pogardy dla przegranych, czas chwały dla zwycięzców. Półfinały naszego redakcyjnego pucharu rozpoczynają się już teraz. Pamiętajcie – całość nakręca Fuksiarz.pl, to […]
07.05.2021
Inne sporty
16.05.2021

Nowa era kategorii lekkiej – Charles Oliveira doczekał się pasa UFC

Było pewne, że Bruce Buffer po walce wieczoru krzyknie dziś “and new…”. Pytanie było tylko takie – nowym mistrzem wagi lekkiej UFC zostanie Charles Oliveira czy Michael Chandler? Ostatecznie pas znalazł się na biodrach Brazylijczyka. “Do Bronx” wyszedł z dużych tarapatów w pierwszej rundzie i przez techniczny nokaut pokonał byłego mistrza Bellatora. Ależ to jest […]
16.05.2021
Inne sporty
11.05.2021

Walka Fury-Joshua 7 lub 14 sierpnia w Arabii Saudyjskiej

Wydawało się, że walka Tysona Fury’ego z Anthonym Joshuą musi odbyć się na Wembley. Cudownie byłoby zobaczyć dziewięćdziesiąt tysięcy fanów rozgrzanych do czerwoności, dopingujących swojego faworyta. A uwierzcie, brytyjscy fani boksu na największych galach potrafią zrobić atmosferę – zwłaszcza, kiedy walczy ze sobą ich dwóch reprezentantów. Ale nie tym razem. Dziś Eddie Hearn potwierdził, że […]
11.05.2021
Weszło
06.05.2021

Weszło Sport Tour – Kajakarstwo || Odcinek 5

Cykl #WeszłoSportTour​​​​ realizowany wraz z Totalizatorem Sportowym z okazji Jubileuszu 65-lecia spółki przedstawia sylwetki sportowców i tajniki ich dyscyplin sportowych. Zabierzemy Was także w podróż po obiektach sportowych, które są dofinansowane m. in. przez Totalizator Sportowy​​​​ ze środków przekazanych na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej.
06.05.2021
Inne sporty
01.05.2021

Finał Ligi Mistrzów: ZAKSA Kędzierzyn Koźle – Itas Trentino

Na ten mecz czekają wszyscy fani siatkówki nad Wisłą. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przez cały sezon rozjeżdżała krajowych rywali niczym walec. Aż tu nagle przyszło finałowe starcie PlusLigi z Jastrzębskim Węglem, w którym kędzierzynianie sensacyjnie polegli, przegrywając tytuł mistrza Polski. Na rozpacz nie ma jednak czasu. Dziś, niecałe dwa tygodnie po porażce na polskim podwórku, […]
01.05.2021
Weszło
25.04.2021

UFC 261. Usman znokautował Masvidala, Namajunas ponownie z pasem

Na nic zdał się pełen obóz przygotowawczy. Niewiele dał fakt, że mógł w spokoju zbijać wagę i przygotować wydolność na pięciorundowy bój. Nie pomogły również przygotowania zapaśnicze. Jorge Masvidal znów nie zrobił krzywdy Kamaru Usmanowi. I tym razem przegrał starcie o pas nie na punkty, a przed czasem. Pas mistrza wagi półśredniej UFC wciąż spoczywa […]
25.04.2021
Weszło
25.04.2021

KSW 60. De Fries znów dał Narkunowi lekcję pokory. Profesura Ziółkowskiego

Oj, sporo się działo na dzisiejszej gali KSW 60. Phil de Fries w rewanżu po raz drugi pokonał Tomasza Narkuna i obronił pas wagi ciężkiej. Tym razem Anglik zakończył to starcie przed czasem – totalnie zdominował obie rundy, aż wreszcie sędzia musiał przerwać pojedynek, bo Narkun nie był w stanie się aktywnie bronić. Ponadto pas […]
25.04.2021
Inne sporty
14.09.2020

Dominic Thiem, czyli cudotwórca. Austriak mistrzem wielkoszlemowym!

To był czwarty z rzędu finał wielkoszlemowy mężczyzn, w którym mistrz wyłoniony został po pięciu setach. Ale ten był szczególny – już przed nim wiadomo było, że wygra go ktoś, kto nigdy wcześniej nie osiągnął takiego sukcesu. I może to sprawiło, że poziomem ten mecz mocno odstawał od oczekiwań. Wynagrodziły to jednak emocje. A tych […]
14.09.2020
Inne sporty
13.09.2020

Osaka leżała na deskach, ale się podniosła. Japonka wygrywa US Open!

Początkowo finał US Open nie wyglądał dobrze dla Naomi Osaki. Jej rywalka – Wiktoria Azarenka – w pierwszym secie rozdawała karty. Świetnie rozpoczęła też drugiego i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to ona wyjdzie z tego starcia zwycięsko. Japonka odrodziła się jednak jak feniks z popiołów i po prostu przejęła kontrolę nad […]
13.09.2020
Inne sporty
12.09.2020

Pięć setów męki i trzy świetnej gry. Znamy finalistów US Open

Sascha Zverev i Dominic Thiem zagrają w finale US Open. Niemiec, który w tej fazie wielkoszlemowego turniej wystąpi po raz pierwszy, wyszedł ze stanu 0:2 w setach i odwrócił losy półfinału. Austriak nie stracił ani jednej partii, ale w dwóch setach musiał odrabiać straty przełamań. Obaj powalczą o swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Faworyt na ten […]
12.09.2020
Inne sporty
11.09.2020

Williams znów bez tytułu. Azarenka i Osaka zagrają w finale US Open

Zarywanie nocy by obejrzeć dwa półfinałowe mecze kobiecego singla w US Open nie brzmi może jak najlepszy pomysł pod słońcem, ale uwierzcie – było warto. Nawet jeśli następnego dnia, żeby jakoś przetrwać, będziemy musieli wkładać zapałki między powieki i zaparzać kawę wlewając wodę bezpośrednio do słoika, w którym ją trzymamy. To były po prostu dwa […]
11.09.2020
Inne sporty
06.09.2020

Novak Djoković zdyskwalifikowany. Będzie nowy mistrz wielkoszlemowy!

Novak Djoković nie przegrał jeszcze w tym roku oficjalnego meczu. Na US Open wybrał się między innymi dlatego – co sam przyznawał w wywiadach – żeby zbliżyć się w liczbie tytułów wielkoszlemowych do Rogera Federera. Chciał skorzystać na nieobecności Szwajcara i Rafy Nadala w Nowym Jorku. Był ogromnym faworytem do końcowego zwycięstwa. Ale wyeliminował się […]
06.09.2020
Bukmacherka
03.09.2020

Ranking US Open w TOTALbet. Do wygrania 10 000 PLN!

Tenisowe święto, czyli US Open, trwa w najlepsze. Z tej okazji TOTALbet przygotował dla miłośników tenisa ziemnego specjalną promocję. Obstawiając wspomniany turniej, wchodzimy do gry o 10 000 PLN! To wszystko w ramach promocji “Rankingi US OPEN”, która trwa do końca obecnego tygodnia. Czy warto z niej skorzystać? Skoro nagrody czekają aż na 30 graczy, […]
03.09.2020
Inne sporty
14.09.2020

Dominic Thiem, czyli cudotwórca. Austriak mistrzem wielkoszlemowym!

To był czwarty z rzędu finał wielkoszlemowy mężczyzn, w którym mistrz wyłoniony został po pięciu setach. Ale ten był szczególny – już przed nim wiadomo było, że wygra go ktoś, kto nigdy wcześniej nie osiągnął takiego sukcesu. I może to sprawiło, że poziomem ten mecz mocno odstawał od oczekiwań. Wynagrodziły to jednak emocje. A tych […]
14.09.2020
Inne sporty
12.09.2020

Pięć setów męki i trzy świetnej gry. Znamy finalistów US Open

Sascha Zverev i Dominic Thiem zagrają w finale US Open. Niemiec, który w tej fazie wielkoszlemowego turniej wystąpi po raz pierwszy, wyszedł ze stanu 0:2 w setach i odwrócił losy półfinału. Austriak nie stracił ani jednej partii, ale w dwóch setach musiał odrabiać straty przełamań. Obaj powalczą o swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Faworyt na ten […]
12.09.2020
Inne sporty
11.09.2020

Williams znów bez tytułu. Azarenka i Osaka zagrają w finale US Open

Zarywanie nocy by obejrzeć dwa półfinałowe mecze kobiecego singla w US Open nie brzmi może jak najlepszy pomysł pod słońcem, ale uwierzcie – było warto. Nawet jeśli następnego dnia, żeby jakoś przetrwać, będziemy musieli wkładać zapałki między powieki i zaparzać kawę wlewając wodę bezpośrednio do słoika, w którym ją trzymamy. To były po prostu dwa […]
11.09.2020
Inne sporty
06.09.2020

Novak Djoković zdyskwalifikowany. Będzie nowy mistrz wielkoszlemowy!

Novak Djoković nie przegrał jeszcze w tym roku oficjalnego meczu. Na US Open wybrał się między innymi dlatego – co sam przyznawał w wywiadach – żeby zbliżyć się w liczbie tytułów wielkoszlemowych do Rogera Federera. Chciał skorzystać na nieobecności Szwajcara i Rafy Nadala w Nowym Jorku. Był ogromnym faworytem do końcowego zwycięstwa. Ale wyeliminował się […]
06.09.2020
Inne sporty
23.06.2020

Djoković przegrał z wirusem. Tenisiści zakażeni, Adria Tour odwołany

Tęsknimy za prawdziwymi tenisowymi turniejami. Za ich niepowtarzalną atmosferą, świetnymi meczami, rywalizacją, napięciem. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że w dobie pandemii trudno o ich organizację. Novak Djoković postanowił spróbować, choć wiele osób powtarzało mu, że to może się nie udać. Serb zaryzykował, skoczył do wody, nie wiedząc, jak jest głęboka. I o ile […]
23.06.2020
Inne sporty
14.06.2020

Djoković koronawirusem się nie przejmuje. Zorganizował pokazówkę z kibicami na trybunach

Niemal wszystko jak na “pełnoprawnym” turnieju ATP. Zawodnicy ze światowego topu. Sędziowie liniowi, ustawieni wszędzie, gdzie tylko byli potrzebni. Dzieciaki odpowiedzialne za podawanie piłek. Atmosfera tenisowego święta, bo na trybunach obecni byli fani. Jest w tym wszystkim tylko jeden problem – koronawirus. A raczej to, że jakby o nim zapomniano.  Novak Djoković, Dominic Thiem, Grigor […]
14.06.2020
Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Suche Info
16.05.2021

Kompromitacja Evertonu. Przegrali ze spadkowiczem

To była prawdziwa żenada. Everton mógł dzisiaj – przy baaaardzo pomyślnych wiatrach – przeskoczyć West Ham united w ligowej tabeli. Kibice liczyli jednak na to, że The Toffees po prostu zniwelują stratę do londyńczyków. Rzeczywistość sprowadziła ich na ziemię.  Podopieczni Carlo Ancelottiego walczą o europejskie puchary. A przynajmniej tak mogło wydawać się do meczu z […]
16.05.2021
Ligue 1
16.05.2021

Hat-trick Milika, potknięcie Lille. Działo się we Francji

Przedostatnia kolejka francuskiej ekstraklasy obfitowała w ciekawe wydarzenia. Hat-trickiem popisał się Arkadiusz Milik, potknęło się marzące o mistrzostwie Lille, a Monaco i Lyon wygrały swoje mecze, a więc wciąż toczą korespondencyjny bój o udział w Lidze Mistrzów. Zapraszamy na szybkie podsumowanie sytuacji. 37. kolejka Ligue 1 – komplet wyników Bordeaux 3:0 Lens Dijon 0:4 Nantes […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Niebywałe – ŁKS wygrał mecz!

Niby ostatnie zwycięstwo ŁKS nie miało miejsca aż tak dawno temu, a można było odnieść wrażenie, że minęło sto lat. Od czasu wygranej nad Koroną Kielce zdołali zgubić punkty z Chrobrym Głogów, Radomiakiem Radom i GKS-em Jastrzębie. Teraz jednak nadeszło przełamanie.  Łatwo nie było, mimo tego, że Puszcza Niepołomice właściwie nie musi się niczym przejmować. […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Michał Brański opuszcza Stomil Olsztyn

Od kilku dni trwały rozmowy zarządu Stomilu Olsztyn z olsztyńskim Ratuszem na temat finansowania klubu. Nie udało się jednak osiągnąć konsensusu, co przekonało Michała Brańskiego do opuszczenia Dumy Warmii. W przygotowanym przez niego oświadczeniu możemy przeczytać: “Niestety, rozmowy z olsztyńskim Ratuszem, mimo wystosowanej oferty, zakończyły się niepowodzeniem. Brak na tym etapie gwarancji wsparcia koniecznego dla […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Arkadiusz Milik z kolejnym golem. Marsylia coraz bliżej Ligi Europy

W obliczu kontuzji Krzysztofa Piątka dobrze mieć świadomość, że przynajmniej Arkadiusz Milik jest zdrowy i skuteczny. Jego Marsylia gra obecnie z Angers, stawką może być awans do Ligi Europy, a Polak ma już na koncie jedno trafienie.  Klub z Lazurowego Wybrzeża objął prowadzenie już w dziewiątej minucie. Akcja bramkowa była efektem działania Liroli, Milika oraz […]
16.05.2021
Hiszpania
16.05.2021

Luis Suarez bohaterem Atletico! LaLiga coraz bardziej szalona

Atletico wciąż jest liderem. Wciąż, bo jeszcze kilkanaście minut przed końcem meczu Los Rojiblancos wydawało się, że nim nie pozostanie. Gdy Ante Budimir wpakował piłkę do bramki Jana Oblaka położenie podopiecznych Diego Simeone było beznadziejne. Wyszli jednak z tego i na kolejkę przed końcem nadal mają wszystko w swoich rękach. A za rywala już jedynie Real […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Błaszczykowski: To ja zadecyduję kiedy skończę grać, nie Boniek

Wiele ostatnio powiedziano o Jakubie Błaszczykowskim. Jeden z właścicieli i piłkarzy Białej Gwiazdy wszedł w konflikt z Peterem Hyballą. Wszystko zakończyło się zwolnieniem Niemca i małą medialną burzą. Wziął w niej udział nawet Zbigniew Boniek. W minionej kolejce Ekstraklasy, Wisła Kraków przegrała z Lechem Poznań 1:2. Poznaniacy prowadzili już dwoma bramkami, co jednak nie przeszkodziło […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Sandecja zatrzymana! Radomiak przerywa passę Dudka, kuriozalne błędy bramkarza

Nic nie może wiecznie trwać, wszyscy znamy te słowa i pewnie czytając je, automatycznie nucimy pod nosem. Ale na pewno nie zanuci ich dziś Dariusz Dudek, którego passa 17 meczów bez porażki została brutalnie przerwana w Radomiu. 3:0 w papę, wynik dość bolesny. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, że prezenty Radomiakowi rozdawał dziś bramkarz […]
16.05.2021
Weszło
16.05.2021

Legia fetowała odchodzących, Podbeskidzie spadło z ligi

Legia wykonała plan na mecz z Podbeskidziem, czyli pokonała je w całkiem przyzwoitym stylu – choć w najniższych możliwych rozmiarach – i nie popsuła sobie humorów przed fetą. Przy okazji pożegnała kilku odchodzących zawodników, którzy mogli po raz ostatni zagrać przy Łazienkowskiej. Goście? Aby myśleć o utrzymaniu, musieli w Warszawie wygrać. Dopiero wtedy interesowałby ich […]
16.05.2021
Ekstraklasa
16.05.2021

Prawie wymarzone pożegnanie Adama Frączczaka

Mecz w Szczecinie był spotkaniem o pietruszkę. Ale z racji otwarcia dwóch nowych trybun i pożegnania Adam Frączczaka rywalizacja z Rakowem stanowiło wielkie święto dla szczecińskich fanów. No i kapitan w najlepszy możliwy sposób podziękował im za te dziesięć lat wsparcia. Chwilę po wejściu na boisku strzelił swoją 70. bramkę w granatowo-bordowych barwach. Czy można […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Mecz słabiutki, ale Baku i Trałka TOP

To był chyba najsłabszy mecz ostatniej kolejki Ekstraklasy. Nawet w starciu Legii Warszawa z Podbeskidziem działo się więcej, nie mówiąc już o pozostałych spotkaniach. A tutaj? Tutaj nas prawie sen zmiótł z planszy i tylko coś mocnego mogło nas wyrwać z otępienia.  Jako, że rywalem Warty Poznań była dzisiaj Cracovia, liczyliśmy przede wszystkim na gości. […]
16.05.2021
Weszło
16.05.2021

Ależ to był szalony finał… Śląsk w europejskich pucharach!

Stal grała o przypieczętowanie utrzymania w Ekstraklasie, a Śląsk z niewielką, ale jednak nadzieją na puchary. To był mecz o coś, jeden z najważniejszych w ostatniej kolejce tego sezonu. Piast musiał przegrać, Lechia maksymalnie zremisować, a Śląsk wygrać. No i przez większość spotkania wszystko układało się pod dyktando wrocławian. To oni od 10. minuty meczu […]
16.05.2021
Ekstraklasa
16.05.2021

Piast wyłożył się na ostatniej prostej, Wisła wygrywa w Gliwicach

Piast Gliwice nie zagra w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy. Podopieczni Waldemara Fornalika mieli wszystko w swoich rękach – wystarczyło pokonać na własnym stadionie Wisłę Kraków i czwarte miejsce w tabeli należałoby do nich. Ale gliwiczanie polegli 2:3 w starciu z “Białą Gwiazdą”, niesioną swoistą euforią po rozstaniu z Peterem Hyballą. Gdybyśmy mieli wymienić trzy […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Kompromitacja Zagłębia Lubin. Przyjąć cztery bramki od Wisły Płock? Osiągnięcie

Przed meczem z Zagłębiem Lubin Maciej Bartoszek mówił, że w Płocku czuje się znakomicie. Jednocześnie nie rozwiał wątpliwości, co do jego dalszej pracy w Wiśle. Dzisiejszym starciem pokazał, że ewentualne pozostanie nie musi być głupim pomysłem.  Zagłębie istniało tylko teoretycznie. To samo Zagłębie, które przecież miało nielichą szansę na puchary i powinno bić się o […]
16.05.2021
Weszło
16.05.2021

Mecz taki, jak cały sezon Lecha i Górnika

Lepszej puenty dla tego sezonu w wykonaniu Lecha Poznań byśmy nie wymyślili. No dobra, porażka ze Stalą po dwóch wrzutach z autu byłaby jeszcze trafniejsza, ale ten remis z Górnikiem też jest wymowny. Lech prowadził, miał dwie okazje do zamknięcia meczu, a ostatecznie podzielił się punktami z zabrzanami. A niewiele brakowało, żeby jeszcze przegrał to […]
16.05.2021
Ekstraklasa
16.05.2021

Zdjęcia poprzedzające brak Lechii Gdańsk w pucharach

Lechia Gdańsk miała dziś proste zadanie. Wygrać. Owszem, nie było tak, że jeśli tylko by się z niego wywiązała, już na pewno grałaby w europejskich pucharach. Wciąż pewne sprawy musiały ułożyć się akurat po myśli ekipy Piotra Stokowca. Natomiast faktem jest, że tak prosta rzecz znacząco ułatwiłaby walkę o czwartą pozycję. Tymczasem zespół z Trójmiasta […]
16.05.2021
Weszło
16.05.2021

ŚLĄSK W PUCHARACH, PODBESKIDZIE W I LIDZE!

Przed dzisiejszą multiligą obawialiśmy się tylko jednego scenariusza: takiego, w którym Legia bardzo szybko kasuje Podbeskidzie, a Piast Gliwice rozbija Wisłę Kraków. Ani jedno, ani drugie nie nastąpiło, a bohaterami dnia stali się młodzi zawodnicy Wisły Kraków, dzięki którym zaliczyliśmy fantastyczną 100-minutową podróż z Ekstraklasą. I mamy tu na myśli naprawdę FANTASTYCZNĄ podróż i faktycznie […]
16.05.2021
Suche Info
16.05.2021

Nieprawdopodobna historia! Alisson zapewnia Liverpoolowi wygraną! [WIDEO]

Takie rzeczy się nawet fizjologom nie śniły. Doliczone minuty drugiej połowy. Rzut rożny, wynik remisowy. Niektórzy bramkarze decydują się wówczas na wejście w pole karne, rzadko jednak kończy się to dobrze. Tutaj jednak było zupełnie inaczej. Byliśmy na The Hawthorns świadkami czegoś nieprawdopodobnego.  Liverpool męczył się z WBA okrutnie. Przegrywał z beniaminkiem, który jest już […]
16.05.2021