Mecz, który nie przyniósł nam nic nowego. Obowiązek spełniony

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2019, 22:52 • 2 min czytania

Reklama
Mecz, który nie przyniósł nam nic nowego. Obowiązek spełniony

Gol Roberta Lewandowskiego na 3:0 to była metafora meczu z Łotwą. Strzał Kamila Grosickiego, rykoszet, piłka spadła pod nogi doskonale ustawionego „Lewego” i cyk, brameczka. Kapitan kadry robił dzisiaj wszystko, jak powinien, a gole wpadały po prostu siłą nacisku. Nawet nie wiemy jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego meczu. No bo co? Że Lewandowski to zajebisty piłkarz? Że Łotysze to półka polskiej I ligi? No, super, wiedzieliśmy to pięć lat temu.

Reklama

Klasyczny piątek w robocie. Odbębnić osiem godzin i wyczekiwać aż mała wskazówka wskaże na trójkę. Biało-czerwoni po szybkim dwupaku Lewandowskiego mogli poczuć się właśnie jak przeciętny Kowalski już po roboczej przerwie na obiad. Czyli – byle dotrwać.

Te 3:0 nie przynosi żadnej historii, ale przynosi trzy punkty. Czy jesteśmy o cokolwiek po tych 90 minutach mądrzejsi? Cóż, no niezbyt. Lewandowski nadal jest przekozakiem, który potrafi strzelać gola z dosłownie każdej kępki na boisku. Grosicki wciąż jest iloczynem szybkości i chaosu, z którego czasami coś pozytywnego wyjdzie. Bednarek i Glik raczej nigdy w przeszłości i nigdy w przyszłości nie będą mieli problemów z napastnikiem pokroju Gutkovskisa.

Polacy strzelili trzy gole, zdobyli trzy punkty i… właściwie tak powinna wyglądać ta relacja:

Łotwa – Polska 0:3

Reklama

Lewandowski x3

fot. FotoPyk

Gdyby wyciąć z tego meczu bramki, to tak po prawdzie oglądaliśmy średnio-kiepskie zawody. Bywały momenty, gdy dominowaliśmy Łotyszy na ich połowie, ale i bywały momenty, gdy mieliśmy problemy by z jakąś konstruktywną akcją wyjść spod wcale nie tak agresywnego pressingu. Mało było w tym starciu Zielińskiego, niewiele więcej Klicha, Krychowiakowi zapamiętamy na pewno ten strzał z dystansu. Gdyby ten mecz był piosenką, to byłby najsmętniejszym balladami Comy.

Reklama

Na siłę moglibyśmy podkreślić niezły występ Sebastiana Szymańskiego, który zaliczył przytomną asystę, próbował coś pourywać, pokazywał się do grania, poszarpał. Z tym, że takiego Szymańskiego widzieliśmy też w Legii, a Łotysze grali nawet gorzej od rywali, z którymi wtedy mierzyli się legioniści w Ekstraklasie. I obawiamy się, że na tle lepszego rywala Sebastian może wyglądać tak jak w Rosji. Czyli jest ruch, jest jakaś energia, ale nie ma konkretów. I znów wracamy do myśli, że ten mecz nie odpowiedział nam nawet na pół pytania. Oglądaliśmy go z przeświadczeniem, że czekamy tylko na dopisanie trzech punktów, spełnienie obowiązku i skupienie się na niedzieli. Jedyne o co jesteśmy bogatsi, to o piłkę, którą Lewy zabrał do meczu do domu.

Nie przedłużamy. Każdy kolejny akapit poświęcony temu spotkaniu byłby marnowaniem klawiatury. Najlepiej ten mecz oglądało się zapewne na livescorze.

Łotwa – Polska 0:3 (0:2)

Robert Lewandowski (9′ 13′ 76′)

Reklama

fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama