Polska piłka rok w rok chce nas wyleczyć z naiwności, pokazuje nam cierpliwie, że nie można jej ufać, że lepiej pójść z najgorszym wrogiem na spacer do lasu w noc i w deszcz, niż jej uwierzyć, bo w pierwszym przypadku możemy wdepnąć w jakieś dorodnego koźlaka, a w drugim tylko się rozczarować. My, dziennikarze, my, kibice, nic sobie jednak z tego nie robimy. Często jesteśmy właśnie naiwni. Na przykład teraz wierzyliśmy, że spotkanie z Austrią będzie tylko troszkę ważniejsze niż jakiś sparing, ponieważ taką przewagę punktową uzbieraliśmy sobie po pięciu meczach. I przyszło 90 minut ze Słowenią. Jak z mokrej ściery w mordę. Żaden sparing – w przypadku porażki może być gorąco.
Dlatego też dzisiaj podejdźmy do tego wszystkiego bez tej naiwności i lekkości, która w przypadku zwycięstwa, kazałaby nam zapomnieć o wielu grzechach kadry Jerzego Brzęczka. Nawet jeśli wygramy 4:0, Lewandowski strzeli dwie, Piątek też, Zieliński będzie kręcił rulety w środku, Klich zaliczy asystę piętką, a Pazdan zamieni się w Cannavaro, nie otworzymy szampanów. To byłoby tylko 90 minut dobrej gry. Z Izraelem też wyglądaliśmy nieźle, ale to okazało się wypadkiem przy pracy. Nie spotkania z Macedonią i Łotwą. Nie – reprezentacja pod wodzą selekcjonera pracuje właśnie na poziomie tych dwóch gier, a Izrael się napatoczył, bo się napatoczył.
Lepszy dzień w kalendarzu złych.
ZWYCIĘSTWO POLSKI? KURS 2,25 W ETOTO
Czas od dzisiejszego meczu z Austrią trzeba potraktować jako moment, w którym ta ekipa naprawdę zaczyna walczyć o siebie. Zaczyna mieć styl, wie, co chce grać. Ponieważ na razie poszczególne indywidualności to wiedzą, natomiast jakby zamknąć je osobno w pustych salach i o ten plan spytać, stawiamy sporo kasy, że odpowiedzi byłyby różne. Tak jak w tej przypowiastce, gdy studenci wykpili się z egzaminu kapciem w samochodzie. Profesor na osobności zadawał im jedno pytanie: które koło? No i tutaj Lewandowski powiedziałby, że prawe tylne, Bednarek lewe przednie, Bereszyński stwierdziłby, że nie koło, tylko awaria trakcji i nie jechali samochodem, a tramwajem.
Naprawdę: jeśli nie chcemy przeżywać kolejnego turnieju wstydu, jak na mundialu w Rosji, musimy przestać wymagać od tych piłkarzy tępych zwycięstw po 1:0 wyproszonych w błagalnym tonie. Z całym szacunkiem dla naszej grupy, ale Europa widzi ją jako zestawianie śmiechu. Pewnie pojedziemy na to Euro, jednak nawet w momencie, gdy zaprasza się tam pół kontynentu, to trzech takich gagatków nie otrzymamy (limit szczęścia wykorzystaliśmy siedem lat temu). I Austrii też nie można traktować jako cholernie miarodajnego rywala. Przecież ta kadra na dziewięć turniejów w XXI wieku zaliczyła dwa. Z tym że jeden sama sobie współorganizowała.
Oczywiście: chcemy zwycięstwa, ale chcemy też zobaczyć, że coś się rusza. Dziś pierwszy krok, potem drugi, trzeci. Brzęczek nie pracuje przecież od wczoraj, jest odpowiedzialny za budowę już dłuższy czas. Niestety na razie wygląda na to, że wysypał klocki na dywan, ale potem go coś rozproszyło i te klocki tak leżą. Przykładowy Roberto Mancini zaczynał w Italii w tym samym czasie, zresztą zaczynał od kompromitacji w meczu z nami, ale teraz – jak słyszymy i widzimy – wszystko gra i buczy, bo kadra nie dość, że wygrywa, to jeszcze ma swój styl.
A MOŻE „JEDEN JEDYNY BŁĄD” I AUSTRIA WYWOZI 1:0? KURS NA TEN WYNIK 10,25 W ETOTO
My wygrywaliśmy, ale bez stylu, a w końcu obnażyła nas Słowenia z Bezjakiem w ataku.
I przykro się słucha Lewandowskiego, który mówi, że Austria będzie faworytem. Jasne: w ostatnim czasie Austriacy złapali rytm, wbili 10 bramek w dwóch meczach, stracili jedną, ale cholera jasna, żadne to tuzy. Jak wspomnieliśmy: na wielkie imprezy zapraszani są incydentalnie. Dysponują solidnymi piłkarzami, natomiast przeciętny europejski kibic więcej nazwisk rozpozna jednak u nas. A potem ta Austria przyjeżdża na ten piękny Narodowy, gdzie przegrywamy od święta, i żywa legenda Bundesligi stawia swój zespół w roli pretendenta.
Jednak ważna rzecz: czy winimy Lewandowskiego za te słowa? Nie, absolutnie. One jednak pokazują, w jaką stronę idzie ta drużyna. Nie w stronę pewności siebie, świadomości swoich umiejętności, przekonaniu o własnej wartości. Wyniki tego nie mogły zbudować, bo też ci goście nie są głupi: widzieli, że się ślizgają. Słowenia ich w tym wniosku utwierdziła.
Dziś jest okazja zacząć się wybudzać. Ewentualne Euro za mniej niż rok. Jak mamy jechać po niski pressing, to nie jedźmy w ogóle.
Fot. FotoPyk
