post
Avatar

Opublikowane 01.07.2019 08:52 przez

Norbert Skorzewski

Miał wpaść do Polski na chwilę, a został obcokrajowcem z największą liczbą występów w historii Ruchu Chorzów. Mamia Dżikia trafił do naszego kraju w 1997 roku i – z wyjątkiem kilkuletniej przerywy na powrót do Gruzji – został w Chorzowie do dziś. Tu ma rodzinę, tu posiada – jak mówi – nawet więcej znajomych niż w Gruzji. Języka nauczył się w trzy miesiące, bez pomocy książek. Generalnie jest poliglotą i człowiekiem z bardzo ciekawą historią.

Co robić, gdy w kraju wybucha wojna, a dwadzieścia kilometrów dalej przebywają wojska wroga? W jaki sposób rosyjskie władze nie pozwalają Gruzinom normalnie żyć? Jak nauczyć się polskiego w trzy miesiące i niemieckiego w pół roku nie zaglądając do żadnej książki? Dlaczego, po pobycie w Austrii, straszył swój były klub pismami sądowymi? Jak bardzo zżył się z Ruchem i jak mocno bolało go, gdy włodarze zażądali, by rozwiązał kontrakt? Dlaczego w Ruchu nie ma odpowiednich ludzi, którzy dla tej drużyny zrobiliby dużo, co powoduje, iż klub jest w takiej sytuacji, w jakiej jest? Dlaczego Stefan Majewski nie lubił obcokrajowców, a jeden z prezesów był wściekły, gdy chorzowianie rzucili się na Inter Mediolan?

Zapraszamy!

*

Zacząłem grać w piłkę, gdy miałem sześć lat. Jednocześnie poszedłem do szkoły. Wkręciłem się, nie przestawałem biegać po boisku. Grałem w różnych turniejach, w tym – co ciekawe – w Lubinie. Miałem 12 lat, poznałem wówczas polską rodzinę, nazwisko Jasińscy. Mamy kontakt do dziś. Wtedy – pół żartem, pół serio – proponowali, żebym został w Polsce. Ale nie było takiej opcji, byłem zbyt młody. Po kilku latach kontakty się odnowiły. Zapytali co robię, gdzie gram, czy chciałbym trafić do Polski. I cóż – dzięki nim jestem tu, gdzie jestem.

Ale trochę trwało, nim przyjechałem do Polski. Dość powiedzieć, że w gruzińskiej ekstraklasie zadebiutowałem, gdy miałem 15 lat.

1991 rok, nieciekawe czasy. Gruzja z jednej strony opowiedziała się w referendum za niepodległością, z drugiej – popadła w wiele konfliktów. Specyficzny czas, który – mam wrażenie – odcisnął swoje piętno na waszym kraju.

Sytuacja była, jaka była. Ale nie odczuwałem tego wszystkiego. Gdy jesteś młody, patrzysz inaczej. Zwracasz uwagę na to, co kochasz. A ja kochałem piłkę. Grałem w nią, byłem na niej skupiony. Nawet po treningach – jako że nie było telefonów i komputerów – kopałem, dopóki miałem siły. Na boisku, na ulicy, generalnie gdziekolwiek.

Trudno było pana rodzinie finansowo? Konflikty, szczególnie w latach 90. – wojna w Osetii Południowej, wojna w Abchazji – rujnowały życie gospodarcze. Podobno nawet w Tbilisi brakowało wszystkiego.

Byli i biedni, i bogaci. Jak wszędzie. Mnie cieszyło przede wszystkim to, że choć byłem młody, to miałem swoje wynagrodzenie. Świetne uczucie. To nie były gigantyczne pieniądze, ale wystarczało na wszystko, czego potrzebowałem. Oprócz tego miałem komfort psychiczny, bo – jak wspomniałem – nie mieliśmy w rodzinie większych problemów, byliśmy szczęśliwi. Nic mnie nie rozpraszało, nic mi w graniu nie przeszkadzało. Więcej – bardzo wspierał mnie tata. Kiedyś grał w piłkę, nawet w reprezentacjach młodzieżowych, ale rodzice nie pozwolili mu dalej grać, bo miał się skupić na studiach. Bardzo chciał, żeby został piłkarzem i dokonał tego, co nie było mu dane.

Jakaś część pana rodziny było w terenie objętym konfliktami?

Na szczęście nie.

Inaczej niż w 2008 roku, gdy – po zakończeniu kariery i jedenastu latach w Polsce – wróciłem na osiem lat do Gruzji. Wraz z rodziną musiałem podjąć bardzo trudną decyzję. Wszyscy znajomi namawiali, żebyśmy zostali w Chorzowie. Ja nie wiedziałem, co robić. Spędziłem tutaj tyle lat i pojawiały się wątpliwości – zostać, skoro zapuściłem korzenie, czy wrócić do kraju, gdzie mam dom i rodzinę? Gruzja wydawała się dobrym miejscem do życia, dzieci poszły do szkoły, nie chcieliśmy później za wiele zmieniać, a i nie ukrywam, że przez dwa ostatnie lata w Polsce narastała u mnie frustracja. Dużo się działo, niekoniecznie dobrych rzeczy.

Tym sposobem zahaczyłem o wojnę. Generalnie konflikty i nieporozumienia z Rosją trwają cały czas, ale wtedy była prawdziwa wojna. Wybuchła, kiedy już tam byłem. Wróciliśmy w marcu czy w kwietniu, a wszystko zaczęło się kilka tygodni później. Pewnie gdyby zdarzyło się przed, to nasza decyzja o powrocie nie byłaby tak oczywista. No, ale stało się. Nie było przyjemnie, delikatnie mówiąc.

Siedzieliśmy w naszym domu w rodzinnej miejscowości, kiedy w telewizji zakomunikowano, że rosyjskie wojska wchodzą na nasze terytorium. A to było mniej więcej dwadzieścia kilometrów od nas! Zapakowałem całą rodzinę w samochód i wyjechaliśmy w stronę stolicy. Problem w tym, że z drugiej strony nastąpiło bombardowanie. W jakimś sensie, jako kraj, znaleźliśmy się w potrzasku. My schowaliśmy się w górach i czekaliśmy, jaka będzie sytuacja. Jechać? Nie jechać? Dojedziemy? Nie dojedziemy? Ten dzień był bardzo trudny, wyniszczający psychicznie. Ale udało się trafić do Tbilisi. Potem sytuacja się trochę uspokoiła, ale skutki tej wojny odczuwamy do dziś. Rosja cały czas nas trzyma i nie chce puścić. Dążymy do Europy, do NATO, a oni – ze względu na swoje interesy – na to nie pozwalają.

Kim są dziś dla Gruzinów Rosjanie?

Do normalnego, zwykłego Rosjanina Gruzini nigdy nic nie mieli i nigdy nic nie będą mieć. Człowiek jak człowiek. To nie jest brak chęci do Rosji jako narodu, lecz do władz kraju, który zabrał dwadzieścia procent naszych terenów. Cała tragedia bierze się stamtąd, z wyższych szczebli. Rok temu – biorąc pod uwagę obcokrajowców, którzy przyjeżdżali do Gruzji na wypoczynek – najwięcej było Rosjan. Więc co zrobiły tamtejsze władze? Prezydent Putin podjął decyzję, że od 8 lipca przestają latach samoloty z Rosji do najpopularniejszego gruzińskiego kurortu, licznie odwiedzanego przez Rosjan. Przykra sytuacja, niestety jedna z wielu. Traci i Gruzja, i Rosja. Szykują się jakieś zbieranie podpisów, żeby tego nie było, gdyż ludzie chcą przyjeżdżać, a w ten sposób są ograniczani. Widzisz – chcemy normalnie żyć, rozwijać się, nie mieć ze sobą jako Gruzini i Rosjanie żadnych problemów, a polityka działa mocno destrukcyjnie.

Jak to jest, że wy, jako naród, tak dobrze znacie pojęcia wojny i przemocy, a mimo to jesteście bardzo pozytywni? O Gruzinach mówi się jako o bardzo otwartych ludziach.

Lubimy gościć ludzi. To siedzi w genach, przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Pytam, bo Luka Zarandia opowiadał, że – jako naród – zawsze mieliście problemy, bo inne państwa chciały wam coś zabrać. Ale przez to jesteście dobrym krajem.

Coś w tym jest, jasne. Taka jest nasza natura. Ufamy. Jesteśmy narodem bardziej uśmiechniętym niż zmartwionym. Jak ktoś przyjeżdża, robimy wszystko, by poczuł się w naszym towarzystwie jak najlepiej. A czy jakoś zadziałała na to wojna, te wszystkie konflikty? Zostańmy przy tym, że tacy jesteśmy!

Jaką rolę w pana karierze odegrał tata, o którym pan wspominał?

Bardzo dużą. Jeździł na każde mecze, zawoził na treningi. Cały czas pomagał.

Nie wywierał presji? Często jest tak, że rodzice, którzy nie zostali piłkarzami, przenoszą ambicje na synów. Jak pan tak opowiada, to w sumie pana przypadek.

Czułem ją, ale nie deprymowała mnie. Ojciec miał swoje marzenia, wiadomo, ale nie dziwię się. Widział, że mam talent, nie chciał go zaprzepaścić. Dużo mnie uczył, teraz ja zrobię wszystko, żeby przekazać jego nauki synowi. Kiedy wyjechałem za granicę, to – nawet w młodym wieku – nie miałem momentu załamania. Że jest trudno, że brakuje rodziców. Zdarzają się momenty trochę gorsze, trochę lepsze, jak to w życiu, ale jak się poddasz, to jesteś stracony. Ja się nie poddałem. Nawet jak miałem problemy w Austrii i wracałem do Gruzji, to wiedziałem, że prędzej czy później znów wyjadę za granicę. Wychodziłem z założenia, że jestem młody, że wszystko przede mną. I wyjechałem.

Mówił pan, że rodzice pana ojca chcieli, by ten skupił się na studiach. Z panem było podobnie? Pytam, bo przyznał pan swego czasu, że myślał o pójściu w muzykę.

Uczęszczałem do szkoły muzycznej, fakt. Mama chciała, żebyśmy się rozwijali, bo mowa nie tylko o mnie, ale i o moich siostrach, dlatego chodziliśmy na muzykę, szachy czy tańce. No i, powiem szczerze, radziłem sobie w tej muzyce dość dobrze, szczególnie do pewnego momentu. Później, w końcowych latach, nadal to lubiłem, ale traciłem na te zajęcia zbyt dużo czasu. Miałem przecież i treningi, i studia. Ochota uleciała, ale siedmioletnią szkołę ostatecznie skończyłem. Mama namawiała nawet, żebym szedł dalej, ale postawiłem się i powiedziałem, że nie mam czasu. Po prostu.

Jak zareagowała?

Mama zawsze była nastawiona tak: studia, nauka, muzyka, gdzieś dalej dopiero piłka. A moje nastawienie, i nastawienie taty, było odwrotne. Choć szkoły nie odpuszczałem, jedynie pod koniec studiów zwróciłem się do uczelni, żeby dostać indywidualny grafik i – w miarę możliwości – chodzić na wykłady czy egzaminy. Jeździłem na mecze, w autokarze wyciągałem książki i chłonąłem wiedzę. Trzeba było jakoś sobie radzić.

Ciekawi mnie, jak w tym wszystkim – szkoła, kariera – znalazł pan czas, by tak regularnie uczyć się języków.

Nie znajdowałem czasu, języki przychodziły mi naturalnie! Ucząc się ich, nie korzystałem z książek. Nie sprawdzałem gramatyki, nie zwracałem uwagi na wymowę, tylko – po prostu – działał talent. Bardzo szybko łapię słówka, zwroty. Dlatego nie traciłem czasu, by nauczyć się języka, a chłonąłem wszystko przez rozmowy.

Polskiego nauczyłem się w trzy miesiące. Bez książki! I wszyscy byli w szoku. Ale trafiłem do chłopaków do drużyny i nie miałem możliwości, by rozmawiać po gruzińsku. Trzeba było szlifować polski. Cały czas. W klubie, poza klubem. Generalnie uważam, że przebywając w kraju, którego języka chcesz się nauczyć, wystarczy ci pół roku i będziesz miał lepsze efekty niż gdybyś studiował u siebie dwa czy trzy lata. Praktyka jest najważniejsza. W Austrii po pół roku rozmawiałem po niemiecku, nawet nie miałem problemów gramatycznych. I tak samo – bez książek, bez niczego. Pomogło mi, że była tam moja siostra, która studiowała ten język, ale w Polsce było jeszcze szybciej.

Czyli znam polski, niemiecki, angielski, rosyjski, którego uczyłem się w szkole, i oczywiście gruziński.

Uczenie się języków to dla pana kwestia szacunku do kraju, w którym pan przebywa?

Też. Miałem dużo znajomych, którzy przez pięć lat mieszkali w jednym kraju i nie nauczyli się języka, co na pewno im nie pomagało. Mnie języki przychodziły naturalnie. Może przez to – jak mówiłem – nie miałem żadnych kompleksów, gdy wyjechałem i dłużej przebywałem za granicą.

Często robił pan za tłumacza?

Wiele razy. Nawet ostatnio na lotnisku funkcjonariusze straży granicznej poprosili, żebym wyjaśnił jedną sprawę. Ale przede wszystkim pamiętam sytuację z obozu przygotowawczego Amiki Wronki. Siedzieliśmy w hotelu, na sali stał komputer – jeden dla wszystkich, każdy korzystał po kilka minut – i zobaczyłem, co wypisuje mój kolega.

Ej, to się pisze przez „ó” a nie „u”! – poinstruowałem go.

Później wszyscy żartowali, że dopiero kilka lat mieszkam w Polsce, a już poprawiam Polaków! (śmiech)

4

Wracając do piłki i pana debiutu w wieku 15 lat. Uchodził pan za duży talent?

Tak. Nie mieliśmy zbyt wielu młodych, utalentowanych zawodników. Wraz z kolegą, który potem grał w Lokomotiwie Moskwa, trafiliśmy z rodzinnego miasta Zugdidi do klubu ze stolicy, Szewardeni Tbilisi. Nie trwało zbyt długo, nim wywalczyliśmy sobie miejsce w podstawowym składzie. Jako 17-latkowie występowaliśmy regularnie. To był klub, który – w tamtym sezonie, 1993/94 – zajął drugie miejsce, za Dinamo Tbilisi. Byliśmy naszpikowani zawodnikami, którzy – w 70-80 procentach – grali w reprezentacji Gruzji. Mocny początek dla mnie, później miałem krótką przygodę z Austrią. Niefortunną, zresztą.

Patrząc z boku – dwie rundy, zero meczów w Linzer ASK.

Po dwóch-trzech miesiącach okresu przygotowawczego doznałem kontuzji. Kolano nie wytrzymało, potrzebna była artroskopia. Kilka miesięcy z głowy. Gdy wróciłem do treningów, pod koniec rundy zmienił się cały zarząd. Cały! Prezes, dyrektorzy, trener, nawet zawodnicy. Wówczas dostałem propozycję, że mogę sprawdzić się w sparingach, a klub – po dwóch-trzech tygodniach – zdecyduje o mojej przyszłości. Oczywiście się zgodziłem, a oni szybko się zdecydowali. Chcieli, żebym został, tylko że zaproponowali mi dwukrotną podwyżkę. A, powiem szczerze, wówczas nie zarabiałem zbyt wiele w porównaniu z kolegami z zespołu. No i jeszcze jedno – poprzedni zarząd zapewniał mnie, że jeżeli się sprawdzę i po pół roku zostanę, to otrzymam znaczną podwyżkę. Prawie pięciokrotną. Inny świat, nie ma co ukrywać. Tym bardziej że nie czułem się gorszy niż niektórzy zawodnicy, którzy zarabiali znacznie więcej. Tymczasem zaproponowali mi małą sumę i trzyletni kontrakt. Może i bym to przyjął, ale wie pan, jak to jest z menedżerami. Nie mogłem postąpić wbrew człowiekowi, który mnie prowadził i sporo pomógł. Nie mówimy o menedżerze z urzędu, tylko o znajomym. Nie chciałem odmawiać, rezygnować z jego rad.

Prosta sprawa – jeżeli pan zarabiałby mniej, to z nim byłoby tak samo.

Po prostu zapewniał mnie, że klubów jest mnóstwo, że możemy znaleźć coś innego. Posłuchałem go, ale pojawił się problemy. Masa problemów. Wówczas nie było prawa Bosmana i klub, który nie zapłacił za mnie nic – bo przyszedłem do Austrii za darmo – żądał trzystu tysięcy za moją kartę zawodniczą i jeszcze pięćdziesiąt procent z następnego transferu. Chciała mnie Austria Lustenau – zaplecze ekstraklasy, bardzo młoda drużyna, która była na drugim miejscu i chciała awansować – prezes był gotowy zapłacić pieniądze, ale nie chciał myśleć o tak wysokim procencie z następnego transferu. Nie będę omawiać każdego szczegółu po kolei, bo zeszłoby do rana, ale w skrócie – kiedy mój klub nie dostał tego, co chciał, to robił wszystko, by utrudnić mi życie. Nie miałem możliwości, by się od nich odczepić, więc wróciłem do Gruzji.

I stracił pan pół roku

Przez Gruziński Związek Piłki Nożnej wysyłałem do nich pisma z różnymi tekstami – że tracę cierpliwość, że zgłoszę sprawę do UEFA. Ale mówimy o czasach, w których bardzo trudno było cokolwiek wywalczyć. Takie były realia. Jeszcze na koniec zrobili mi na złość, bo na początku marca wysłali moją kartę do Gruzji, a okno transferowe kończyło się w lutym. Musiałem dograć pół roku u siebie i myśleć, co dalej.

Zawiódł się pan na ludziach?

Zdecydowanie.

Pana pierwszy zagraniczny wyjazd i już takie doświadczenie.

Może nie brałem wszystkiego bardzo mocno do siebie, bo byłem młody i wiedziałem, że w końcu przyjdą lepsze dni. Że nie jest tak, iż świat się zawalił. Ale fakt – to była nieprzyjemna sytuacja. Bardzo nieprzyjemna. Miałem szansę grać, rozwijać się… Po jakimś czasie zastanawiałem się, czy zrobiłem dobrze. Czy nie warto było zacisnąć zęby i zgodzić się na warunki, które proponowali.

I jakie wnioski?

Może wszystko potoczyłoby się inaczej, ale – po zmianach w gabinetach – to była dla mnie obca drużyna. Wcześniej poznałem prezesa, trenera, zawodników, a po pół roku większości z nich już nie było. Nie czułem komfortu, tym bardziej że na początku nie dostrzegłem, iż mi ufają, więc uznałem, że nie będę mógł na nich polegać. A chcieli podpisać długoterminowy kontrakt, więc nie wiadomo, co by zdarzyło się w przyszłości. Na roczny pewnie bym się zgodził.

Po pół roku w Gruzji dostałem telefon. Akurat byłem w Lubinie u wspomnianych wcześniej znajomych. Zadzwonił menedżer i zaproponował Ruch Chorzów. Luty 1997 roku. Nic nie wiedziałem ani o polskiej piłce, ani o polskich klubach, więc pierwsze co, to chwyciłem za telegazetę i sprawdziłem, jak ten mój klub sobie radzi. Cóż, siedemnaste miejsce. Było załamanie. (śmiech) „Co to za klub? Spadają z ligi, a ja mam tam grać” – łapałem się za głowę. Ale dostałem zapewnienie, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Że idę tam na pół roku, a jeśli drużyna spadnie, to odejdę. Pasowało mi, plus działało na wyobraźnię – o czym opowiadali ludzie wokół drużyny i o czym się krok po kroku przekonywałem – że mówimy o klubie z tradycjami, ważnym dla lokalnej społeczności. Przyjechałem na zagraniczny obóz – była zima, chłopaki podchodzili i dziwili się, jakim cudem w takim śniegu potrafię tak operować piłką! – trener Orest Lenczyk zaczął do mnie mówić po rosyjsku, nie mieliśmy problemów z porozumieniem się, więc pierwsze lody zostały przełamane.

Po kilku dniach zawołał mnie do siebie, gdzie czekał prezes Rogala, którego wcześniej nie miałem okazji poznać.

Słuchaj, chcesz zostać w tym klubie?

Tak

To nie możemy załatwić wszystkiego bez menedżerów?

W tamtym momencie nie miałem żadnych więzi i kontaktów z menedżerami, w sensie że mogłem wywierać na nich jakikolwiek nacisk. Ot, zostałem poinformowany, żeby przyjechać do Chorzowa i tyle. Dlatego powiedziałem prezesowi, że trzeba rozmawiać z nimi, innej opcji nie ma. Chwilę pogadaliśmy – „okej, okej, wszystko w porządku, zobaczymy co powie menedżer”, na takiej zasadzie – i wróciłem do pokoju. Minęło kilka dni, wróciliśmy ze zgrupowania do Chorzowa i zadzwonił menedżer.

Pakuj się. Nie dogadaliśmy się finansowo.

Nie miałem dużego wyboru i wpływu, więc tylko zapytałem, gdzie jedziemy. Okazało się, że do Poznania. Miałem grać w Lechu.

Ten sam odruch – włączam telegazetę. Lech na 10. miejscu, więc myślę sobie, że trochę lepiej. Nie miałem momentu rozczarowania, że szkoda, iż nie zostanę w Ruchu. Po prostu spakowałem się i czekałem na wyjazd.

Wieczorem znów dostałem telefon.

Jednak zostajesz. Wracaj rano do klubu, dogadaliśmy się z Ruchem.

Kontrakt – pół roku z opcją przedłużenia,– podpisałem już bez problemu. Utrzymaliśmy się w lidze, dosłownie w ostatniej kolejce, więc zostałem na dłużej. Jak się okazało – na znacznie dłużej.

Jakie jest pana najlepsze wspomnienie z czasów gry w Ruchu?

Najlepiej wspominam czasy, gdy graliśmy w Pucharze UEFA. Z Żalgirisem Wilno i – przede wszystkim – z Interem Mediolan. Pamiętam mecz z Włochami na Stadionie Śląskim. Tyle ludzi, taka adrenalina… Niezapomniane przeżycie! To jest fajne, że jak po czasie oglądasz te mecze w telewizji, to widzisz kilkadziesiąt tysięcy osób na trybunach. Całkiem inna atmosfera niż w lidze. Nie do opisana. Jak ktoś tego nie przeżył, to nie wie, o co chodzi. Dostajesz przypływu energii, walczysz. Wiadomo, że Inter był faworytem – i koniec końców wygrał – tylko że my nie mieliśmy nic do stracenia. Graliśmy, jak najlepiej potrafiliśmy. Do pierwszej straconej bramki – okolice 60. minuty – nie byliśmy gorsi niż oni. Oczywiście, mieli swoje sytuacje, ale my również je mieliśmy. I to całkiem sporo!

W rewanżu nawet strzeliliście gola.

Jest 0:2, końcówka meczu i szczęśliwie trafiamy do siatki. „Chłopaki, idziemy do przodu, może się uda zremisować!” – wykrzykiwaliśmy pełni wiary i nadziei. Naprawdę wierzyliśmy!

I dostaliśmy dwie kontry, skończyło się 1:4. (śmiech)

Prezes Rogala był taaak bardzo zły! Że mieliśmy dobry wynik, a wszystko zaprzepaściliśmy swoją brawurą. Ale wspomnienie bardzo fajne. Praktycznie w każdym klubie – w Ruchu, w Amice, w Wiśle – grałem w europejskich pucharach. Puchar UEFA, Puchar Intertoto. Pozytywna sprawa.

4

Jeszcze wspominany Żalgiris. Gol głową z dystansu.

Ile tam było? Z czterdzieści metrów, sytuacyjna piłka. Bramkarz ustawił się wysoko, trzeba było jak najmocniej uderzyć i wpadło. Zawsze dobrze grałem głową!

Jak Ruch stał wówczas finansowo?

W Ruchu były momenty trochę lepsze, były momenty trochę gorsze. Raz spóźniali się z wypłatami krócej, raz dłużej. Taka specyfika tego klubu. Jednak zawsze, gdy zdarzało się, że nie miałem wypłaty, spotykałem w klubie pomocnych ludzi. Prezes Rogala w takich sytuacjach zawodnikom pomagał. Nie pamiętam problemu, który – po rozmowie z prezesem – nie został rozwiązany. Zawsze pomógł, starał się. Albo sam pożyczał, albo załatwiał. Dobry człowiek. Były problemy w klubie, ale starał się je łagodzić.

Podsumowując – wyszło tak, że miał pan wpaść do Chorzowa na chwilę, a został pan obcokrajowcem z największą liczbą występów w historii Ruchu.

Zżyłem się z klubem. Ale nie mam w sobie czegoś takiego, że przykładam wagę do tego, ile tutaj grałem i ile występów zaliczyłem. Wystarczy mi świadomość tego, że wiem, iż bardzo dużo dla tego klubu zrobiłem. Wiele osób o wielu rzeczach nie wie, ja do dzisiaj nie zamierzam o tym mówić, bo to nie byłoby fair. Niech tak zostanie – nie chcę w kółko powtarzać o swoich zasługach, bo po prostu taki nie jestem.

Jedyny żal, jaki mam, to sposób mojego pożegnania. Sposób zachowania względem mnie. Mówię o drugim razie w Chorzowie, ale nie chodzi o Ruch jako klub, tylko ludzi, których na początku nie było, potem przyszli i zrobili swoje.

Było tak: doznałem kontuzji, naciągnąłem mięsień pachwiny. Pierwszy mecz, 20. minuta. Więc nie było tak, że rozegrałem kilka spotkań i nie przekonałem do siebie trenera czy prezesa. Nie! Zszedłem, a po kilku dniach oznajmiono mi, że prezes nie chce, żebym tutaj był. Że mam rozwiązać kontrakt.

Takie zachowanie jest dla mnie… ajjj…

Rozmawiał pan z prezesem?

W ogóle nie rozmawiałem, nie miałem nawet ochoty. Rozmawiałem przez pana Mirka Mosóra. Ze swojej strony nigdy nie chciałem w karierze wchodzić w sytuacje konfliktowe, starałem się wszystko rozwiązywać polubownie, ale kiedy poczułem w klubie, jak mnie traktują, to nie miałem skrupułów, żeby odpowiedzieć tak samo. Nie dałem sobą pomiatać.

Było panu smutno? Tyle lat w klubie, a tu takie pożegnanie.

Bardzo smutno!

Ta sytuacja boli, ale najważniejsze jest to, że nie mam do siebie żadnych pretensji. To tamte osoby powinny spojrzeć w lustro i zobaczyć, co narobiły. Uważam, że przez takich właśnie ludzi ten klub jest dzisiaj w tym miejscu, w którym jest. Spójrzmy – poza klubem są zasłużeni zawodnicy i wieloletni pracownicy, którzy przez lata swojej pracy zrobili wiele, dziś oddaliby za Ruch serce, a zostali wypchnięci na margines. W klubie z kolei znajdują się rządzący, którzy ani nie mają zasług, ani nic nie osiągnęli. Ktoś psuje relacje z ludźmi, którzy byli związani z klubem na dobre i na złe. Do dziś powtarzam znajomym, że w Ruchu nie ma odpowiednich ludzi, którzy dla tego zespołu zrobiliby dużo, dlatego klub jest w takiej sytuacji, w jakiej jest. A dlaczego? Niech szukają w środku.

Na pewno przykro panu patrzeć na to, co dziś dzieje się z Ruchem. Trzy spadki z rzędu, ostatnio brakowało wody na treningu.

Przykro. Jasne, że przykro. Bardzo przykro. Tak jak mówiłem: gdyby w Ruchu pracowali odpowiedni ludzie – związani z klubem, którzy coś dla niego zrobili – to byłoby lepiej. A tak pracują tam osoby, które tego nie czują, lecz mają jakieś tam swoje interesy. I pewnie wychodzą z założenia, że ci związani z Ruchem, kochający go, by im przeszkadzali.

Tak patrzę z pewnej perspektywy na ten klub i cóż – najważniejszy jest dobór ludzi. Jeżeli ludzie są pracowici, sumienni, odpowiedzialni, związani z zespołem, to można osiągać wyniki. A jeżeli pojawiają się niezdrowe relacje – ktoś ma z kimś jakieś układy, ktoś kogoś nie chce, bo mu będzie przeszkadzał w transferach – to nic z tego nie będzie.

Teraz szykują się jakieś zmiany, mam nadzieję, że klub odżyje, ale uważam, że trzeba było zrobić wszystko wcześniej. Zyskałby każdy, z samym Ruchem na czele.

Wracając do mojego pożegnania z Chorzowem. Dla mnie najważniejsze w życiu są dwie wartości: szczerość i sprawiedliwość. Jeżeli gdzieś tego nie widzę, tam mnie nie ma. I koniec. Ani nie przeszkadzam, ani nie staram się czegoś zmienić. Po prostu odchodzę w swoją stronę. Ale muszę przyznać, że ten brak szczerości i sprawiedliwości nie spotykał mnie na każdym kroku jeżeli chodzi o całą karierę. Bez przesady, mówimy o pojedynczych incydentach. W Polsce nie mam wrogów – wiadomo, że pojawiają się sprzeczki, nieporozumienie z kilkoma ludźmi, ale tak wszędzie jest, że jeden z drugim coś psują i nic nie zrobisz.

Po pobyciu w Wiśle Płock mówił pan, że zawiódł się na niektórych ludziach i chciał wracać do Gruzji.

W Płocku było tak, że zawiodłem się nie na ludziach z klubu, tylko na menedżerach, którzy obiecali, że załatwią mi zagraniczny transfer. Konkretnie do Freiburga. Wszystko było podobno dograne – ot, miałem tylko pojechać do Niemiec i złożyć podpis. Dlatego z własnej woli na początku sezonu rozwiązałem kontrakt z Wisłą, wcześniej poszedłem do wiceprezesa i powiedziałem wprost, że chcę odejść. Jasne, to nie było do końca przemyślane, bardziej zaufałem ludziom i cóż – zawiodłem się na nich. Z Freiburgiem nic nie wyszło, a mi zostały dwa dni do zamknięcia okienka transferowego. Strasznie mało czasu, straciłem nadzieję na cokolwiek. Spakowałem się, włożyłem rzeczy do samochodu i chciałem wyjechać do Gruzji. Jednak w tym momencie zadzwonił mój znajomy, Dragan Popović, który starał się zmienić moją decyzję.

Jestem w stanie w ciągu jednego dnia znaleźć ci jakiś klub. Chwilę pograsz, a zimą pomyślimy, co dalej.

Przekonał mnie, ale – z perspektywy czasu – mogłem utrzymać pierwotną decyzję i wracać, bo moja kariera już nie poszła do przodu. Straciłem zapał. Wiadomo, że dziś można tylko gdybać, ale cóż – może trafiłbym do innego kraju i na dobre wyszłaby mi zmiana otoczenia?

Później był ŁKS Łódź. Pana ostatni klub przed powrotem do Ruchu, o którym rozmawialiśmy wcześniej.

Miałem do wyboru albo Widzew, albo ŁKS. Widzew trenował Stefan Majewski, z którym współpracowałem w Amice – to był gość! Jednak zdecydowałem się coś zmienić, pójść do innego trenera, ale nim o ŁKS-ie, wrócę do czasów po Ruchu, gdy przyjechałem do Wronek. Zastałem tam – mówię szczerze – nieprawdopodobny profesjonalizm. Mieliśmy wszystko! Od A do Z. Całkowite przeciwieństwo tego, co było w innych klubach w Polsce. Europejski poziom, naprawdę. Nie myśleliśmy o niczym, tylko o jak najlepszej grze. Problem w tym, że zabrakło trofeów. Mieliśmy jeden sezon, gdzie naprawdę mogliśmy sięgnąć po mistrzostwo. Na sześć kolejek przed końcem przyjechaliśmy do Krakowa na mecz z Wisłą. Do 90. minuty prowadziliśmy i wyprzedzaliśmy ich w tabeli. Jestem przekonany, że gdybyśmy dowieźli korzystny rezultat do końca, to mielibyśmy ogromną szansę, by sięgnąć po tytuł. Ale straciliśmy dwie bramki i się załamaliśmy. W szatni pojawiły się łzy – połowa płakała, połowa rzucała jakimiś przedmiotami. Ogromna rozpacz, trudna chwila, ale takie jest życie. Niemniej mieliśmy ciekawą drużynę i świetne warunki, tego nie zapomnę. No, i trenera Majewskiego. Na początku, kiedy przyjechałem do klubu, wziął mnie i Veselina Djokovicia na bok, po czym powiedział wprost: – Mówię wam otwarcie: nie lubię obcokrajowców, ale jeżeli będziecie lepsi, to będziecie grać.

Nie odebrałem tego tak, że nas nie lubi. Ot, dał nam do zrozumienia, że musimy być lepsi niż Polacy. Normalne podejście. Wzięliśmy się do roboty, grałem u niego cały czas, czyli było w porządku. Generalnie miałem różnych trenerów w Polsce – każdy miał swój warsztat, swoje metody – ale jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, to u Majewskiego było zdecydowanie najlepiej.

Jak pan w ogóle wspomina trenerów w Polsce?

Zdarzały się pojedyncze tarcia, ale mogę powiedzieć wprost – ze wszystkimi szkoleniowcami miałem bardzo dobry kontakt. Z Orestem Lenczykiem, który był moim pierwszym trenerem w Polsce, z Bogusławem Pietrzakiem, z Mirosławem Jabłońskim, ze wspomnianym Stefanem Majewskim. Potem był Marek Chojnacki i inni – z każdym rozstawałem się w zgodzie.

Ale wracając. W ŁKS-ie wywalczyliśmy awans i wszystko układało się niby dobrze, jednak zaczęło się coś złego. Było inne podejście, niż nam obiecywano. Miałem dostać podwyżkę, ale jej nie dostałem. Mimo obietnic. Musiałem odejść. No i potem ten Ruch i niefortunne pożegnanie.

4

Co pan robił przez osiem lat w Gruzji?

Chciałem rozkręcić jakiś biznes, ustatkować się w kraju. W 2011 roku rozpocząłem pracę w urzędzie miasta w dziale sportowym, więc z piłkarza stałem się urzędnikiem. W końcu zdecydowaliśmy jednak, że warto wrócić do Polski. Bo kochamy ten kraj.

Czuje się pan Polakiem?

Jak najbardziej. Gdy po zakończeniu kariery wyjechałem na osiem lat, nie było tak, że uznałem, iż nic mnie już z Polską nie łączy. Tutaj mam nawet więcej znajomych niż w Gruzji. Posiadam podwójne obywatelstwo, więc jestem i Gruzinem, i Polakiem.

Zdarza się, że tęskni pan za Gruzją?

Zdarzały się takie momenty, szczególnie na początku. Jak chciałem wracać, to musiałem lecieć do Kijowa lub Mińska, przesiadać się do nowego samolotu, kombinować. A teraz? Bajka! Logistycznie wszystko zostało skomunikowane tak, że wsiadam na lotnisku w Katowicach w bezpośredni, trzygodzinny lot do Gruzji i po chwili jestem na miejscu. Często wracamy w rodzinne strony – szczególnie latem i w nowy rok – więc nawet nie mamy kiedy zatęsknić.

Chciało się panu, po tych ośmiu latach, jeszcze kopać w okręgówce? Do dziś jest pan grającym trenerem w A-klasie.

Z tą grą to tak, wie pan, średnio. (śmiech) Generalnie namówił mnie kolega, Marcin Molek, wówczas trener w okręgówce, w Unii Kosztowy, wcześniej były gracz Ruchu. Po powrocie nie miałem zamiaru grać, bo nawet jak pojechałem do Gruzji, to nie grałem w piłkę. Trochę poruszałem się na jakichś gierkach z kolegami, ale to sporadycznie.

Marcin, ja przez osiem lat w ogóle nie biegałem

No, ale masz umiejętności! Trochę potrenujesz, pograsz w środku pola i będzie dobrze.

Namówił mnie. Pomyślałem, że czemu nie. Poruszam się i zobaczymy – jak dam radę, to dam radę. Zacząłem powoli trenować, dochodzić do jakiejś tam formy. Grałem półtora roku, później zostałem grającym asystentem. Zrobiliśmy awans do czwartej ligi, ale tam już nie byłem w stanie grać.

Teraz jest pan grającym trenerem w Rozbarku Bytom.

Ciekawy projekt. Mam ambicje trenerskie, robię kurs UEFA A, który zacząłem w Katowicach. W lutym, mam nadzieję, zakończę naukę. Więc czemu nie spróbować? Tyle doświadczenia, tyle gry, tyle kontaktów z trenerami. To jest, moim zdaniem, bardzo dużo. Szkoda byłoby tego gdzieś nie przekazać.

Nie mam teraz wygórowanych ambicji, że za rok chcę być trenerem w Ekstraklasie. Wszystko powoli, spokojnie. Krok po kroku do celu. Teraz jestem w A-klasie i nie czuję rozczarowania, że muszę trenować w tak niskiej lidze, skoro grałem w najwyższej. Nie, to tak nie działa. Podchodzę do tego inaczej – jeżeli widzę w klubie strategię, przyszłościowe założenia, nacisk na szkolenie dzieci, to w to wchodzę. Dokładam cegiełkę. Wiadomo, to moje pierwsze kroki, ale gdzieś trzeba zacząć. Na początku byłem zawodnikiem, namówił mnie trener, z którym byłem na kursie. Żeby mu pomóc, żeby kilka spotkań rozegrać. I tak się zaczęło. Trener odszedł, ja przejąłem klub i co mnie tam trzyma? Zapał tych młodych przedsiębiorców, na czele z prezesem Maćkiem Stelmaszyński. Z ruiny finansowej i infrastrukturalnej – gdzie trzy lata temu nie było piłek do grania czy grup młodzieżowych – zrobiono klub, w którym jest stabilna sytuacja finansowa i który funkcjonuje bez żadnego zadłużenia. Jest około dwustu dzieciaków w różnych grupach. GKS Rozbark pełni dziś ważną i potrzebną funkcję społeczną– wychowawczo-edukacyjną dla dzieci i młodzieży.

Jaki jest pana pomysł na piłkę?

Uważam, że – z perspektywy piłki – najważniejsza w życiu jest sprawiedliwość. Dużo rzeczy widziałem – i sprawiedliwych, i niesprawiedliwych, co odczuwałem jako zawodnik. Dlatego będę się starał iść w tym kierunku, żeby być z zawodnikami sprawiedliwym. Nie może być tak, że ktoś się stara, trenuje, daje z siebie wszystko, a inny zawodnik jest faworyzowany, bo ma bardziej wpływowego menedżera czy coś w tym stylu. Nie można tak robić. Jeżeli mam ludzi, którzy dają z siebie wszystko – może są ciut słabi, ale pracują – to muszę dać im szansę. Jeżeli zawodnicy poczują, że nie ma sprawiedliwości, to trener traci w ich oczach. Miałem takie momenty w klubach – różne są sytuacje, może na wyższym poziomie jest nieco inaczej, ale ja widziałem trochę faworyzowania. I wyciągam z tego wnioski, bo to nie prowadziło do niczego dobrego. Trener musi trzymać dyscyplinę, ale i być sprawiedliwym. Tyle. A reszta to kwestia doświadczenia, taktyki, umiejętności prowadzenia zespołu.

Jak pan ocenia swoją karierę?

Na pewno mogłem osiągnąć więcej. Jestem o tym przekonany. Ale jeden ma mniej szczęścia, drugi więcej – taka jest piłka nożna. Są różne, decydujące w życiu piłkarza momenty. Jak ten Freiburg, jak ta decyzja o zostaniu w Polsce, kiedy miałem myśli, by wyjechać. Jednak nie narzekam, choć nie ukrywam, że przydałby się jakiś okazały tytuł, jak mistrzostwo Polski, które – w Amice – było bardzo blisko. Ale trudno, może syn będzie lepszy i zrealizuje marzenia ojca, tak jak ja zrealizowałem marzenia swojego taty!

Norbert Skórzewski

Fot. Newspix.pl/prywatne archiwum rozmówcy

Norbert Skorzewski

Opublikowane 01.07.2019 08:52 przez

Norbert Skorzewski

Fuksiarz
07.05.2021

Najwyższe wygrane w Fuksiarz.pl

Znacie to uczucie, kiedy nie wejdzie wam jeden mecz? Niestety, każdy je zna. Ale zdarzają się i tacy fuksiarze, którym kupony wchodzą rzutem na taśmę. W ostatniej akcji meczu. W doliczonym czasie gry. To coś, jak zdążyć z zakupami w sklepie minutę przed godziną dla seniorów. Wybraliśmy kilku szczęściarzy, do których los się uśmiechnął i […]
07.05.2021
Weszło
07.05.2021

Typuj zakłady na Galę Ekstraklasy w Fuksiarz.pl!

Starzyński z golem z rzutu wolnego po kursie 20.00? Makana Baku z dwoma golami do końca sezonu po kursie 15.00? Błażej Augustyn z żółtą kartką po kursie 4.00? Do tego możliwość obstawienia kto zgarnie nagrody Ekstraklasy? Fuksiarz.pl przygotował specjalnie dla was zakłady specjalne na Ekstraklasę. Nie mówcie, że nie ma okazji, bo byście zgrzeszyli. Czym […]
07.05.2021
Fuksiarz
07.05.2021

Puchar Fuksiarza. ROZPOCZĘŁA SIĘ WALKA O FINAŁ!

We wtorek i środę Liga Mistrzów. W czwartek Liga Europy. A dzisiaj my. Puchar Fuksiarza wchodzi w najbardziej bezwzględną fazę. Nadeszła pora na oddzielenie ziarna od plew, prawdziwych Kilerów od popierdółek. Nadszedł też czas pogardy dla przegranych, czas chwały dla zwycięzców. Półfinały naszego redakcyjnego pucharu rozpoczynają się już teraz. Pamiętajcie – całość nakręca Fuksiarz.pl, to […]
07.05.2021
Fuksiarz
01.05.2021

Valencia namiesza w walce o mistrzostwo Hiszpanii?

Czasy dla kibiców “Nietoperzy” są, jakie są. Valencia sama nie ma szans włączyć się do walki o tytuł, a w obecnym i poprzednim sezonie szczytem jej marzeń jest walka o miejsce w środku stawki. Ale nie oznacza to, że czołówka może traktować Los Murcielagos jak piniatę. Przekonał się o tym Real Madryt, który w Valencii przegrał 1:4, […]
01.05.2021
Fuksiarz
30.04.2021

Zakłady specjalne na Ekstraklasę! Kurs 15.00 na gola Świerczoka zza pola karnego

Jakub Świerczok z golem zza szesnastu metrów po kursie 15.00? Richmond Boakye z celnym strzałem – jakimkolwiek – po kursie 2.00? Legia wreszcie strzelająca z rzutu wolnego po kursie 20.00? Fuksiarz.pl przygotował specjalnie dla was zakłady specjalne na Ekstraklasę. Nie mówcie, że nie ma okazji, bo byście zgrzeszyli. Czym są zakłady specjalne na Ekstraklasę? To […]
30.04.2021
Weszło
28.04.2021

Czy Roma nawiąże walkę z Manchesterem United?

Włoskie zespoły poniosły w tym sezonie spektakularną klęskę w europejskich pucharach. Wyszła straszna bida z nędza. Na ich szczęście honoru tamtejszego futbolu klubowego dzielnie broni AS Roma. Rzymianie stoją przed szansą awansu do finału Ligi Europy, ale czeka ich bardzo trudne zadanie. Przeciwnikiem ekipy Paulo Fonseki będzie Manchester United, a pierwsze starcie tych drużyn odbędzie […]
28.04.2021
Weszło FM
10.05.2021

Wtorek w Weszło FM: Premier League, La Liga, Moto-poranek

Sezony we wszystkich europejskich ligach powoli dobiegają końca i nadal oczekujemy ostatecznych rozstrzygnięć. W Anglii wszystko jest jasne w kontekście zdobycia mistrzostwa, ale tego nie mogą powiedzieć choćby w Hiszpanii. Wtorek przyniesie trochę odpowiedzi na nurtujące nas pytania, a poza tym na antenie Weszło FM pojawią się ciekawe audycje tematyczne. Oto szczegóły ramówki: 7:00 – […]
10.05.2021
Weszło
10.05.2021

Raków ma wicemistrzostwo. Będą emocje w walce o czwarte miejsce

Raków Częstochowa ma na finiszu sezonu wszystko, co mógł mieć. Zdobył Puchar Polski, który był priorytetem, a jednocześnie nie poniósł żadnych strat w lidze. Piłkarze Marka Papszuna w ostatnich siedmiu kolejkach wywalczyli aż 19 punktów. W efekcie dziś po pokonaniu Piasta Gliwice zapewnili sobie wicemistrzostwo Polski. Jako postronni obserwatorzy lekko żałujemy, że Multiliga w niedzielę […]
10.05.2021
Anglia
10.05.2021

Strażak Sam nie pomógł. WBA i Kamil Grosicki zasłużenie opuszczają Premier League

Potrzebowali cudu. Do strefy spadkowej trafili już po szóstej kolejce i przez 29 kolejnych nie potrafili wyściubić za nią głowy. Wciąż jednak wierzyli, że uda się zagrać losowi na nosie, że Sam Allardyce znowu dokona czegoś niezwykłego. I faktycznie zrobił to, rozbijając Chelsea 5:2. Był to jednak jednorazowy wyskok. Wczoraj WBA oficjalnie dołączyło do Sheffield […]
10.05.2021
Weszło Extra
10.05.2021

Adam Topolski: Dla atmosfery można było wyolbrzymiać opowieści

Adam Topolski to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego futbolu na samym początku XXI wieku. Jego opowieści i anegdotki są wręcz legendarne. Piłkarze mówią o nim: potrafiłby sprzedać piasek na pustyni. Podkreślają to, że potrafi zbudować atmosferę w szatni, jadąc na picu. Niespełna 70-letni szkoleniowiec niedawno podjął się ostatniego wyzwania w swojej długiej przygodzie z ławką […]
10.05.2021
Ekstraklasa
10.05.2021

Trudne sprawy Legii Warszawa. Co zrobić z Wszołkiem i Vesoviciem?

Legia Warszawa bywa nazywana “polskim Bayernem”. Czasami prześmiewczo, ale ten tytuł zdecydowanie do niej pasuje. Nie tylko ze względu na liczbę sukcesów na krajowym podwórku w ostatnich katach. Także dlatego, że zespół z Bawarii to słynne “FC Hollywood”. A ostatnie “dramy” związane ze skrzydłowymi Legii – Marko Vesoviciem i Pawłem Wszołkiem – zdecydowanie pasują do […]
10.05.2021
Weszło
10.05.2021

„Nie po to przyszedłem do Podbeskidzia, żeby spaść z nim do I ligi”

– Uważam, że po zimowym okresie przygotowawczym panowała w drużynie większa wiara niż jest teraz. Każdy miał czystą kartę, każdy mógł zacząć od początku, wszystkie wydarzenia jesieni zeszły na dalszy plan, więc rodził się w zespole pozytywny duch. Potem przydarzyły się błędy. Teraz nie mamy nic do stracenia. Ostatni tydzień, ostatnia kolejka, ostatni mecz. Rzucamy […]
10.05.2021
Weszło Extra
10.05.2021

Adam Topolski: Dla atmosfery można było wyolbrzymiać opowieści

Adam Topolski to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego futbolu na samym początku XXI wieku. Jego opowieści i anegdotki są wręcz legendarne. Piłkarze mówią o nim: potrafiłby sprzedać piasek na pustyni. Podkreślają to, że potrafi zbudować atmosferę w szatni, jadąc na picu. Niespełna 70-letni szkoleniowiec niedawno podjął się ostatniego wyzwania w swojej długiej przygodzie z ławką […]
10.05.2021
Weszło
08.05.2021

“Nie znam zapachu skarpet w szatni, ale nie czuję się przez to mniej kompetentny”

Jest skautem Arsenalu. Pracował w West Bromwich czy Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej. Jako jeden z nielicznych Polaków ukończył studia FIFA Master. Tomasz Pasieczny opowiada o tym, dlaczego Arsenal go nie zwolnił przy masowych cięciach. Ale głównie rozmawiamy o tym, jak wyglądałby pion sportowy zarządzany przez niego. Bo Pasieczny nie ukrywa, że chciałby zostać dyrektorem sportowym w […]
08.05.2021
Weszło Extra
25.04.2021

Chcemy pozbyć się przypadkowości, błędów i transferów last minute

Jagiellonia Białystok utworzyła dział skautingu i analiz. To ważna chwila dla podlaskiego klubu, który do tej pory opierał transfery na „kuleszingu”. Na czele nowego działu stanie Gerard Juszczak – do tej pory asystent Bogdana Zająca i Rafała Grzyba, wcześniej reprezentacyjny analityk w sztabie Adama Nawałki, gdzie odpowiadał za monitoring piłkarzy i rozpracowanie rywali, pracujący później […]
25.04.2021
Weszło Extra
24.04.2021

“Kino sportowe nigdy nie mówi tylko o sporcie. Musi być coś jeszcze”

– W sporcie mamy do czynienia z ludźmi, którzy przekraczają własne limity, łamią ograniczenia ciała i umysłu w dążeniu do doskonałości. Nie bez powodu pewien kult sportu jest w naszej cywilizacji obecny od tysięcy lat. I twórcy filmowi wykorzystują tę mitologię, by pokazać nam miejsca, w których sportowa doskonałość styka się z jakąś ludzką niedoskonałością. […]
24.04.2021
Weszło Extra
22.04.2021

Frontu się nie wybiera. Jestem bardziej selekcjonerem niż trenerem

Dlaczego nazywa się wiernym żołnierzem PZPN i dlaczego najważniejsza jest dla niego lojalność pracodawcy? Czy miał w ostatnich latach propozycje pracy w Ekstraklasie? Jak odrzucił ofertę pracy jako asystent Czesława Michniewicza w Pogoni? Dlaczego przyrównuje się do doktora Judyma? Jak ocenia swoją pracę w żeńskiej reprezentacji Polski i dlaczego musiał uczyć się czujności? Czy z […]
22.04.2021
Weszło Extra
22.04.2021

Damian Szymański: Najpierw pełny sezon w AEK Ateny, potem reprezentacja

Damian Szymański, już jako czterokrotny reprezentant Polski, zimą 2019 roku zamienił Wisłę Płock na Achmat Grozny. Pobyt za wschodnią granicą okazał się jednak dla niego niezbyt udany – i sportowo, i życiowo. Polski pomocnik odżył po przenosinach do AEK-u Ateny. Na początku tego roku był wręcz w wybornej formie. Szymański w pełni odbudował się po […]
22.04.2021
Weszło
07.01.2020

Czy piłkarski Kołobrzeg to dziki kraj?

Wyobraź sobie trzecioligowy klub, który: – Zapewnia zawodnikom nawet pięciocyfrowe sumy w kontraktach, ale opóźnienia potrafią sięgnąć pół roku. – Przed ważnym meczem reguluje płatności jedynie tym graczom, którzy wychodzą w pierwszym składzie. – W momencie sporych poślizgów w wypłatach chce zmotywować pieniędzmi ligowego rywala tak, by ten spiął się przed meczem z drużyną walczącą […]
07.01.2020
Weszło Extra
24.07.2019

Sektor gości czy pułapka? Na stadionach istnieją escape roomy

Po tragedii w jednym z koszalińskich escape roomów całą Polską zatrzęsła fala kontroli. Politycy prześcigali się w pomysłach dotyczących specjalnych ustaw, mających na celu uniknięcie podobnych zdarzeń w przyszłości, głos zabierali dziennikarze, eksperci, publicyści i pracownicy wszystkich służb. Jak zwykle w takich sytuacjach okazało się, że zawiniły nie przepisy czy brak stosownych regulaminów, ale ich […]
24.07.2019
Weszło Extra
19.07.2019

“Chcę zrobić ze Stomilu sportowe serce Olsztyna”

– Nie jest tak, że z miejsca rozwiązaliśmy wszystkie problemy. Zrobimy wszystko, żeby stabilizacja nie była usypiająca. To wyzwanie, ale i wielka nadzieja. Gdy rozmawiałem z Grzegorzem Lechem, to powiedział mi, że podoba mu się, iż widzi wokół siebie ludzi – zarówno tych, którzy byli od dawna w klubie, jak i nowe jednostki – którzy […]
19.07.2019
Weszło
04.07.2019

Co z tego, że ktoś obieca ci pieniądze, jak ich nie dostaniesz?

Mateusz Wawryka spędził w Okocimskim Brzesko prawie całe życie. Gdy klub upadł, przez kilka dni nie mógł spać. Płakał, wstydził się wychodzić z domu, a po spadku z pierwszej ligi nie rozumiał, dlaczego to on musi się tłumaczyć przed kibicami, a nie zawodnicy, którzy przyszli na pół roku, zgarnęli dobre pieniądze i jak gdyby nigdy […]
04.07.2019
Weszło
01.07.2019

Jak się poddasz, jesteś stracony. Ja się nie poddałem

Miał wpaść do Polski na chwilę, a został obcokrajowcem z największą liczbą występów w historii Ruchu Chorzów. Mamia Dżikia trafił do naszego kraju w 1997 roku i – z wyjątkiem kilkuletniej przerywy na powrót do Gruzji – został w Chorzowie do dziś. Tu ma rodzinę, tu posiada – jak mówi – nawet więcej znajomych niż […]
01.07.2019
Weszło
20.06.2019

Worek pieniędzy czy przemyślana odbudowa? Skąd wziął się dublet Chemika Police

Czwarta liga, w której – mimo, że byli beniaminkiem – nie mieli sobie równych. Regionalny Puchar Polski, który – mimo, że mieli na drodze trzech trzecioligowców, w tym jednego krezusa finansowego tamtych rozgrywek – wzięli z marszu, siłą rozpędu, rozbijając rywali w mak. W ciągu całego sezonu nie pozostawili przeciwnikom złudzeń, grając całkiem efektowną, opierającą się na […]
20.06.2019
Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Suche Info
10.05.2021

Betis bliżej Europy!

Real Betis wykonał ogromny krok w stronę europejskich pucharów. W dzisiejszym meczu La Liga zespół z Sewilli pokonał 2:1 Granadę i przeskoczył w tabeli Villarreal, zbliżając się jednocześnie na odległość dwóch punktów do Realu Sociedad. Poza wyścigiem mistrzowskim to właśnie rywalizacja o Ligę Europy wydaje się w Hiszpanii najciekawsza – o dwa miejsca walczą trzy […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Fulham spada z Premier League (Bednarek się utrzymuje)

Nie będzie wybitnie zaciekłej walki o utrzymanie w Premier League. Na trzy kolejki przed końcem wszystko jest już jasne – z angielską elitą żegnają się Sheffield United, West Bromwich Albion oraz Fulham. Ci ostatni dzisiaj przegrali 0:2 z Burnley i utracili matematyczne szanse na obronę przed spadkiem.  Dysproporcja siły była ogromna – po dzisiejszym spotkaniu […]
10.05.2021
Weszło FM
10.05.2021

Wtorek w Weszło FM: Premier League, La Liga, Moto-poranek

Sezony we wszystkich europejskich ligach powoli dobiegają końca i nadal oczekujemy ostatecznych rozstrzygnięć. W Anglii wszystko jest jasne w kontekście zdobycia mistrzostwa, ale tego nie mogą powiedzieć choćby w Hiszpanii. Wtorek przyniesie trochę odpowiedzi na nurtujące nas pytania, a poza tym na antenie Weszło FM pojawią się ciekawe audycje tematyczne. Oto szczegóły ramówki: 7:00 – […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Konferencja po meczu Raków – Piast

Szampański nastrój w Rakowie, pełne skupienie w Piaście Gliwice. Tak najkrócej można podsumować konferencję prasową po spotkaniu obu klubów w dzisiejszym meczu Ekstraklasy. Raków zwyciężył 1:0, zapewnił sobie wicemistrzostwo i właściwie zakończył sezon. Piast wciąż jest faworytem do czwartego miejsca, ale europejskie puchary będzie musiał sobie zapewnić w ostatniej kolejce.  Materiał z konferencji przygotowały Sportowe […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Nianzou: zagraj 5 minut, zostań zawieszony na dwa mecze

O piłkarską nagrodę Darwina może się spokojnie ubiegać Tanguy Nianzou, 18-letni obrońca Bayernu Monachium. Przez cały sezon utalentowanego Francuza dręczyły kontuzje, przez które opuścił praktycznie całą jesień i dużą część wiosny. Gdy wreszcie uporał się z urazami, zaczął zdobywać minuty w rotacji Hansiego Flicka. W przegranym meczu z Mainz dostał 45 minut i był to […]
10.05.2021
Weszło
10.05.2021

Raków ma wicemistrzostwo. Będą emocje w walce o czwarte miejsce

Raków Częstochowa ma na finiszu sezonu wszystko, co mógł mieć. Zdobył Puchar Polski, który był priorytetem, a jednocześnie nie poniósł żadnych strat w lidze. Piłkarze Marka Papszuna w ostatnich siedmiu kolejkach wywalczyli aż 19 punktów. W efekcie dziś po pokonaniu Piasta Gliwice zapewnili sobie wicemistrzostwo Polski. Jako postronni obserwatorzy lekko żałujemy, że Multiliga w niedzielę […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Raków wicemistrzem, już tylko dwa znaki zapytania w lidze!

Znamy już kolejność drużyn na podium w Ekstraklasie. Po dzisiejszym zwycięstwie nad Piastem Gliwice jest już pewne, że wicemistrzem Polski po raz pierwszy w swojej 100-letniej historii zostanie Raków Częstochowa. Trudno sobie wyobrazić lepszy scenariusz na świętowanie – bo przecież do srebrnych medali częstochowianie dokładają w tym sezonie również triumf w Pucharze Polski. Co to […]
10.05.2021
Kanał Sportowy
10.05.2021

WESZŁOPOLSCY live od 20:00: Filip Starzyński i Szymon Matuszek

Jakub Białek, Paweł Paczul, Mateusz Rokuszewski, Szymon Janczyk i Samuel Szczygielski omawiają najważniejsze wydarzenia na boiskach Ekstraklasy i 1. ligi! Gośćmi Filip Starzyński i Szymon Matuszek. Zapraszamy! 
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Rosjanie: Słowacja i Szwecja z bazą w Petersburgu

Rosyjska agencja informacyjna Tass podała, że już wkrótce w Petersburgu swoją bazę na Euro 2020 potwierdzą Słowacy. W Rosji zagrają oni dwa mecze – w tym przeciwko reprezentacji Polski – donosi Onet.  Mecze z dwoma pierwszymi rywalami odbędą się właśnie w Rosji. “Lokalizacja reprezentacji Słowacji w Petersburgu podczas mistrzostw Europy zostanie ustalona w ciągu najbliższych […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Co z karami za Superligę? Trwa przeciąganie liny!

Choć projekt Superligi będzie bardzo trudno uratować, nie oznacza to wcale, że temat został definitywnie zamknięty. Nie trzeba być detektywem, by przewidzieć, że wobec ataku najmożniejszych na “uświęcone tradycją” interesy UEFA, ta sama UEFA spróbuje teraz kontrataków. Obecnie trwa zakulisowe przeciąganie liny, a o sytuacji opowiedział w Radio Rai Gabriele Gravina, szef włoskiego związku piłkarskiego. […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Robben: gra, asystuje, dba o środowisko

Wczoraj pisaliśmy o tym, że Arjen Robben zaliczył bardzo udany powrót do futbolu. 37-letni skrzydłowy wreszcie wyleczył wszystkie dręczące go od początku sezonu urazy i wyszedł w pierwszym składzie Groningen na mecz z Emmen. Na efekty nie trzeba było długo czekać – jego zespół wygrał 4:0, on sam zaliczył dwie asysty, a po końcowym gwizdku […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Ibrahimović wróci na Atalantę?

Nieprawdopodobną historię piszą w tym sezonie AC Milan oraz Zlatan Ibrahimović. W ostatni weekend Szwed wystąpił na własną odpowiedzialność, mimo bólu w lewym kolanie – zagrał ponad godzinę, jego zespół pokonał 3:0 Juventus w Turynie i zbliżył się do upragnionego celu, jakim jest awans do Ligi Mistrzów. Niestety, wszystko wskazuje na to, że Zlatan okupi […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Żelek Żyżyński opowiada o swojej drużynie – Dulla Boys

Żelek Żyżyński w roli dyrektora sportowego, Mateusz Cetnarski jako grający trener, ambitne plany awansu do elitarnej ekstraklasy Zanzibaru, z której da się nawiązać walkę nawet z drużynami z kontynentalnej Tanzanii. Dulla Boys Pili-Pili to klub, który szerzej mogliśmy poznać przy okazji wyjazdu popularnego dziennikarza Canal+ na Zanzibar. Opowiedział nam o swojej misji bardzo dokładnie w […]
10.05.2021
Anglia
10.05.2021

Strażak Sam nie pomógł. WBA i Kamil Grosicki zasłużenie opuszczają Premier League

Potrzebowali cudu. Do strefy spadkowej trafili już po szóstej kolejce i przez 29 kolejnych nie potrafili wyściubić za nią głowy. Wciąż jednak wierzyli, że uda się zagrać losowi na nosie, że Sam Allardyce znowu dokona czegoś niezwykłego. I faktycznie zrobił to, rozbijając Chelsea 5:2. Był to jednak jednorazowy wyskok. Wczoraj WBA oficjalnie dołączyło do Sheffield […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Nasi w Serie A! Wielki sukces Salernitany!

Kibicowsko ten klub zawsze był wysoko. Stoją za nim też piękne historie i tradycje, natomiast z polskiej perspektywy – stoi za nim obecność w składzie aż trzech Polaków. Trudno w tych okolicznościach nie uśmiechnąć się na wieść o wynikach dzisiejszych spotkań Serie B. W ostatniej, 38. kolejce, Salernitana wygrała 3:0 z Pescarą i przyklepała awans […]
10.05.2021
Weszło Extra
10.05.2021

Adam Topolski: Dla atmosfery można było wyolbrzymiać opowieści

Adam Topolski to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego futbolu na samym początku XXI wieku. Jego opowieści i anegdotki są wręcz legendarne. Piłkarze mówią o nim: potrafiłby sprzedać piasek na pustyni. Podkreślają to, że potrafi zbudować atmosferę w szatni, jadąc na picu. Niespełna 70-letni szkoleniowiec niedawno podjął się ostatniego wyzwania w swojej długiej przygodzie z ławką […]
10.05.2021
Suche Info
10.05.2021

Grosicki w pierwszym składzie. West Bromu U23

Wszyscy wiemy, jak się sprawy mają z Kamilem Grosickim – nie gra. Tak zdecydował, chciał zostać w Anglii i walczyć o swoje, nawet kosztem Euro. Cóż, wielu minut sobie nie wywalczył, ale teraz trochę pogra. W drużynie U23 West Bromu. Polak wyszedł w pierwszym składzie na trwający mecz z Norwich. To jego pierwszy występ od […]
10.05.2021
Ekstraklasa
10.05.2021

Trudne sprawy Legii Warszawa. Co zrobić z Wszołkiem i Vesoviciem?

Legia Warszawa bywa nazywana “polskim Bayernem”. Czasami prześmiewczo, ale ten tytuł zdecydowanie do niej pasuje. Nie tylko ze względu na liczbę sukcesów na krajowym podwórku w ostatnich katach. Także dlatego, że zespół z Bawarii to słynne “FC Hollywood”. A ostatnie “dramy” związane ze skrzydłowymi Legii – Marko Vesoviciem i Pawłem Wszołkiem – zdecydowanie pasują do […]
10.05.2021