post Avatar

Opublikowane 19.03.2019 08:38 przez

redakcja

Za każdym razem, gdy do Polski trafia zawodnik z dużym nazwiskiem, zapala się lampka ostrzegawcza. Klubów zasilanych petrodolarami u nas nie uświadczysz, przyzwoitego poziomu sportowego też nie bardzo. Dlatego nic dziwnego, że przenosiny nad Wisłę rozpoznawanego na świecie piłkarza budzą często bardziej nieufność niż euforię, a dziennikarze rozpoczynają intensywne poszukiwania defektu takiego delikwenta. Bo przecież musi być  „to coś”, co nie pozwala mu już grać na wyższym poziomie.

W tym przypadku coś, co spowodowało, że do polskiej I ligi przyszedł gracz, za którego jeszcze niedawno zapłacono 8 milionów dolarów, który grał z reprezentacją Meksyku na mundialu w Brazylii czy Copa América, którego obserwowano pod kątem gry w Arsenalu czy Borussii Dortmund i który był uznawany za jednego z najciekawszych piłkarzy grających poza Europą.

Tym defektem u Carlosa „Gullita” Peñi jest alkoholizm. Poznajcie smutną historię zjazdu zawodnika, dla którego w wieku 28 lat GKS Tychy może być jedną z ostatnich okazji na utrzymanie się w profesjonalnej piłce.

AKT PIERWSZY – WZLOT

Styczeń 2014. 23-letni środkowy pomocnik Carlos Peña właśnie został wybrany najlepszym piłkarzem ligi meksykańskiej. Jako kluczowy piłkarz poprowadził swój klub León do niespodziewanego mistrzostwa Meksyku. W kraju tequili panuje zachwyt – prawdopodobnie pół roku przed mundialem w Brazylii objawiło się brakujące ogniwo, czyli zawodnik o charakterystyce, której reprezentacji Meksyku brakowało od dawna. Piłkarz, który potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność w środku pola, zmienić tempo gry, ruszyć do przodu i inteligentnie rozprowadzić akcję. I do tego bramkostrzelny.

Prawdziwa lokomotywa.

Meksykańska prasa nie szczędzi wyszukanych pochwał – z obecnej perspektywy groteskowo brzmią słowa o przyszłym rozgrywającym kadry czy porównywaniu jego gry do arcydzieła. Ale zrozumcie, jak byli wówczas zdesperowani Meksykanie, szukając kogoś, kto będzie napędzał akcje finalizowane przez Chicharito. Guardado zawodził w Valencii, Herrera dopiero przebijał się w Porto. Naturalizowano 33-letnich Argentyńczyków Lucasa Lobosa i Christiana Giméneza, nie tak dawno eksperymentowano z powołaniami dla 37-letniego Sinhi. W takich okolicznościach, w zdominowanej przez obcokrajowców lidze, zaczął błyszczeć swojski chłopak z Ciudad Victoria, z którego historią nietrudno było się Meksykanom utożsamić.

To bez wątpienia był szczyt kariery pomocnika, od dzieciństwa obdarzonego w Meksyku  przydomkiem „Gullit”, ze względu na charakterystyczną fryzurę, porównywalną do tej, jaką nosił słynny Holender. Dorastanie miał dokładnie takie, jakiego spodziewacie się po meksykańskim dziecku. Uboga, wielodzietna rodzina, w której nierzadko brakowało na jedzenie. Ojciec imał się różnych prac, ale po godzinach był trenerem… boksu. Dlatego mały Peña, zanim nauczył się dryblować i strzelać gole, zgłębiał techniki ciosów sierpowych i gardy. Później skoncentrował się jednak na piłce, a to szybko zaczęło przynosić efekty. Jego talent dostrzegł podczas jednego z turniejów znany skaut Angel Gonzalez (który wcześniej odkrył m.in. Cuauhtemoca Blanco czy Hirvinga Lozano) i sprowadził go do nowoczesnej, czołowej w kraju akademii klubu Pachuca, porównywanej czasem do La Masii.

Peña miał wtedy 13 lat. Przenosiny z rodzinnego Ciudad Victoria do oddalonego o 540 kilometrów internatu w Pachuce oznaczały przyspieszony kurs dorastania. Nauczenie się prasowania ubrań czy punktualnego wstawania na treningi było akurat najmniejszym problemem. „Musiałem stać się samodzielny w bardzo młodym wieku. Pilnowanie swoich rzeczy, żeby nie ukradł ci ich inny chłopak, widzenie się z rodziną raz do roku. Najbardziej uciążliwa była samotność” – wspominał po latach. Często pojawiały się myśli o rzuceniu piłki i znalezieniu pracy, żeby utrzymać wcześnie założoną rodzinę – w wieku 17 lat wziął ślub, rok później urodziła mu się córka. Do pozostania w klubie nakłoniła go podwyżka, którą u zarządu Pachuki wywalczył dla niego Angel Gonzalez.

Mając 20 lat Peña został włączony do pierwszej drużyny Pachuki. Raz grał w pierwszym składzie, raz jako rezerwowy, innym razem przesiedział mecz na ławce. Poleciał z drużyną na Klubowe Mistrzostwa Świata, gdzie zagrał z TP Mazembe. Na kolana jeszcze nikogo nie powalał, silnej pozycji w klubie też nie miał. Szybko oddano go do drugoligowego Leon, będącego partnerskim klubem Pachuki.

I to posunięcie okazało się strzałem w samą dziesiątkę. Leon zdominował rozgrywki i z Peñą na czele powrócił do pierwszej ligi po dekadzie przerwy. A tam tempa nie zwolnił – niedługo po awansie Leon zdobył dwa z rzędu mistrzostwa Meksyku (w jesiennym sezonie Apertura 2013 i wiosennym Clausura 2014). Obroną dyrygował wówczas nie kto inny, jak Rafa Márquez, a serce mistrzowskiego zespołu stanowił tercet środkowych pomocników: defensywny rzemieślnik José Juan Vázquez, kreatywny i ruchliwy Luis Montes oraz łącznik obrony z atakiem  – najmłodszy i najwartościowszy z całej trójki Gullit Peña.

Dziennik Record uzasadnił wybór Peñi na najlepszego piłkarza ligi krótko: „Gullit świecił własnym blaskiem, a u jego nóg zaczynały się wszystkie akcje Leonu. Świetny zawodnik łączący siłę fizyczną, technikę i waleczność”. Trener Gustavo Matosas rzucał wyzwanie dziennikarzom: „on powinien grać w Europie. Pokażcie mi inną »piątkę«, która przemieszcza się między pomocą a atakiem tak jak on. W Portugalii, w Anglii, gdzie chcecie. Nie ma takiego”. A wisienką na torcie były gole. Większość z nich wręcz kunsztowna.

Na mundial do Brazylii pojechał, chociaż ostatecznie musiał się zadowolić rolą rezerwowego. Zagrał 11 minut w fazie grupowej z Chorwacją (3:1), gdzie brutalnie sfaulował go Ante Rebić, za co Chorwat dostał czerwoną kartkę. Najlepszego okna wystawowego w świecie futbolu, jakim są mistrzostwa świata, nie udało się Gullitowi wykorzystać produktywnie. Liga meksykańska, choć bardzo mocna, bogata i obfitująca w talenty, wciąż jest dla większości Europejczyków ziemią nieznaną. W przypadku Peñi mówiło się w mediach o zainteresowaniu Arsenalu, PSG czy Borussii Dortmund. Nawet zakładając, że w tych plotkach nie było dużo prawdy, to na swój sposób świadczy to o klasie zawodnika. Albo o boomie, jaki panował wtedy w Meksyku na Peñę. A najprawdopodobniej o obydwu tych rzeczach naraz.

AKT DRUGI – UPADEK

Maj 2018. 28-letni Carlos Peña zapisuje się na terapię leczenia uzależnienia od alkoholu w ośrodku odwykowym założonym przez legendarnego meksykańskiego boksera Julio Cesara Chaveza. Sprawa jest szeroko opisywana w meksykańskich mediach. 19-krotny reprezentant Meksyku od dłuższego czasu pojawia się w nagłówkach już nie ze względu na swoją grę, lecz z powodu ekscesów pozaboiskowych. To, co od dawna było tajemnicą poliszynela, teraz otwarcie ujawnia sam zawodnik.

„Miałem kłopoty z alkoholem i mam je dalej. Nigdy nie brałem narkotyków, nie paliłem, chodziło tylko o alkohol. Zdarzyło mi się pić trzy dni z rzędu, a w międzyczasie iść na fiestę, zaczęło to wpływać na moją formę. Przyznanie się przed sobą, że ma się problem, to trudna rzecz. Ja już mam ten krok za sobą. Nie jestem pierwszą ani ostatnią osobą z tym problemem, jest pełno ludzi, do których można się w takiej sytuacji zwrócić o pomoc” – mówi Peña przed rozpoczęciem leczenia.

Kiedy to wszystko się zepsuło? Wszystko wskazuje na to, że po wymuszonym odejściu z Leonu. Peña spędził tam pięć lat. W styczniu 2016 sięgnął po niego jeden z najbardziej utytułowanych i najpopularniejszych klubów w Meksyku, Chivas Guadalajara, znany z polityki zatrudniania wyłącznie krajowych piłkarzy. Kwota transferu? Rekordowe w historii Chivas 8 milionów dolarów. Oczekiwania wobec gracza wzrosły tak na oko o połowę.

Peña z Leonu odchodzić wcale nie chciał. Na konferencji pożegnalnej nie potrafił powstrzymać łez. Podkreślał, że decyzję o transferze podjął nie on, lecz zarząd klubu. W Leonie zostawił przyjaźnie – Luis Montes jest ojcem chrzestnym jego młodszej córki. Sytuację najlepiej oddała w nagłówku jedna z meksykańskich gazet – Gullit nie odszedł. Gullita zabrano.

W Chivas miał pociągnąć drużynę do sukcesów, zamiast tego skupił się na życiu imprezowym. Tutaj przykłady można już mnożyć. Podczas obozu przygotowawczego w Cancun wymknął się z kolegą z drużyny do klubu nocnego Coco Bongo. Przy każdej okazji wracał do miasta Leon, gdzie spędzał czas w swoim barze. Pewnego razu, przyjeżdżając samochodem na imprezę, spowodował stłuczkę podczas parkowania. Został odsunięty na kilka dni od drużyny po przyjściu na trening w stanie wskazującym na wiadomo co.

Portale plotkarskie rozpisywały się o jego słabości do płci pięknej. Miał mieć dziecko z młodszą kochanką, z którą spotykał się przez kilka lat, specjalnie się z tym nie kryjąc. Jeszcze inna kobieta pozwała go o alimenty. Waliło się na całego, zawodowo również – w Chivas nigdy nie spełnił oczekiwań, zapamiętano go głównie z marnowania rzutów karnych w kluczowych meczach. Nawet jego ostatni mecz w reprezentacji Meksyku zakończył się katastrofalną porażką z Chile (0:7) w ćwierćfinale Copa America 2016.

Po roku wręcz wypchnięto go z Chivas na wypożyczenie z powrotem do Leonu. Tam zasłynął głównie brawurową ucieczką po wypadku drogowym, który spowodował. Drogówka znalazła w jego aucie kilka pustych butelek po piwie, zawodnik spędził 12 godzin na posterunku. Skończyło się na grzywnie – owszem, w jego organizmie wykryto alkohol, ale nie na tyle duże stężenie, żeby wyciągnąć poważniejsze konsekwencje.

I kiedy wydawało się, że teraz upadek ze szczytu będzie coraz bardziej przyspieszał, pojawiła się niespodziewana poduszka amortyzująca. W czerwcu 2017 Carlos Peña za 3 miliony euro trafił do szkockiego Rangers. Liga co prawda słabsza niż meksykańska, ale mimo wszystko poważna klubowa marka i wymarzona Europa. Jego przenosiny na Ibrox Stadium były od początku do końca autorskim pomysłem trenera Pedro Caixinhi, który doskonale znał możliwości piłkarza z czasów swojej pracy w Meksyku. W Rangers zainwestowano w Gullita naprawdę duże jak na realia klubu pieniądze. Był najdroższym transferem „The Gers” w ich najnowszej historii, tej liczonej od upadku klubu i awansów z czwartej do najwyższej ligi.

W Glasgow pobyt okazał się zdecydowanie bardziej gorzki niż słodki. Mimo iż same liczby nie wyglądały źle – 14 meczów (8 w pierwszym składzie) i 5 goli, to gorzej było ze wszystkim innym. Szybkie zwolnienie Caixinhi, inna kultura, bariera językowa, bardziej fizyczna piłka, problemy osobiste, a przede wszystkim wysoka pensja, która mocno ciążyła klubowi. To wszystko bardziej lub mniej nakładało się na siebie. Jeden powie – jak na głównie rezerwowego pomocnika było całkiem nieźle, nie dostał prawdziwej szansy na pokazanie talentu. Drugi powie – po tak kosztownym w utrzymaniu graczu z takim CV spodziewano się zdecydowanie więcej, a już na pewno wywalczenia sobie miejsca w wyjściowym składzie. I to raczej ten drugi będzie miał więcej racji.

Gdyby kilka lat temu powiedzieć dowolnemu Meksykaninowi, że Gullit Peña, nadzieja 130-milionowego kraju na mundialowy sukces, nie poradzi sobie w lidze szkockiej, prawdopodobnie zareagowałby jak ten bezzębny, śmiejący się wąsacz z internetowych przeróbek.

Przy pierwszej okazji Rangers wystawili Peñę na listę transferową. Znowu przygarnął go Caixinha, który w międzyczasie znalazł robotę w meksykańskim Cruz Azul. Tam Gullit na wypożyczeniu grał ogony, zmagał się z urazami, został przyłapany przez dziennikarzy na kupowaniu sześciopaka browaru zaraz po treningu. Meksykanie zastanawiali się, jakim cudem rezerwowy piłkarz z siedmiokilową nadwagą może zarabiać tyle pieniędzy (był piątym najlepiej opłacanym piłkarzem w lidze, za Andre-Pierre Gignakiem, Ennerem Valencią, Oribe Peraltą i Darwinem Quintero). Nawet Caixinha szybko stracił cierpliwość i nie miał problemu ze zrezygnowaniem z jego usług. „Nikt nie dał Gullitowi więcej szans niż ja. Ale jeśli łamiesz zasady panujące w klubie, trzeba podjąć zdecydowane ruchy, to oczywiste. Piłkarz nie zostanie w naszej drużynie” – mówił wtedy portugalski trener.

Już wtedy Peña cieszył się w ojczyźnie opinią podobną, jaką ma u nas Sławomir Peszko. Powstawały memy, ironizujące z jego zamiłowania do imprez i alkoholu, ale chyba nikt nie zdawał sobie sprawy, jak poważny jest jego przypadek. Po Cruz Azul był wspomniany odwyk, a następnie wypożyczenie do średniej Necaxy. Tam w kontrakcie zadbano o umieszczenie klauzuli pozwalającej na rozwiązanie umowy w przypadku problemów z Peñi z dyscypliną.

Zagrał parę razy, nie wytrzymał do końca sezonu. W listopadzie 2018 w klubie skorzystali z klauzuli. W środowisku mówiono, że nałóg wrócił, choć piłkarz i jego bliscy zaprzeczali.

AKT TRZECI – POLSKA

Ponad miesiąc temu Peña rozwiązał lukratywny kontrakt z Rangers. Oczywiste było, że w deszczowej Szkocji drugiej szansy nie dostanie. Menadżer „The Gers”, Steven Gerrard, w grudniu grzmiał: „To dla mnie frustrujące. Niektórzy z tych graczy, których nie mam teraz do dyspozycji, zarabiają duże, ale to naprawdę duże pieniądze w porównaniu do reszty drużyny. Te pieniądze można wykorzystać w inny sposób, żeby wzmocnić zespół”. Odnosił się do piłkarzy na wypożyczeniach, ale zakładano, że chodziło głównie o Peñę i innego Meksykanina Eduardo Herrerę, którzy zostali na Ibrox w spadku po rozrzutnym Caixinhi. Gullit miał zarabiać w Rangers 80 tysięcy funtów miesięcznie.

Trzeba sobie jasno powiedzieć – w najlepszym sportowo wieku Carlos Peña przylatuje do Polski jako wrak piłkarza, którym był kiedyś. Ale jego nazwisko wciąż dużo znaczy. Temat GKS-u Tychy pojawił się już w styczniu. W kraju Azteków wszystkie możliwe media trąbiły o jego negocjacjach z tyskim klubem. Gullit Peña en la segunda liga de Polonia – dla Meksykanina brzmi to równie nieprawdopodobnie, jak dla nas swego czasu testy Dawida Janczyka w drugiej lidze irlandzkiej. A może nawet mniej prawdopodobnie.

Zapytania o Peñę miały też przychodzić z Turcji i kilku klubów drugiej ligi meksykańskiej. On sam po rozmowie z rodziną zdecydował się odbić od dna właśnie w Europie, znacznie obniżając oczekiwania finansowe. W Polsce przebywa od trzech tygodni, bo w międzyczasie był jeszcze temat Wisły Kraków. Przeszkodą okazało się rzekomo fiasko negocjacji między Wisłą, a jedną z meksykańskich gmin, zainteresowaną sponsorowaniem klubu. W ramach tej umowy Peña miał dołączyć do drużyny Macieja Stolarczyka. Meksykanie nie zgodzili się jednak na warunki umowy, przewidujące najpierw uwiarygodnienie się poprzez zaliczkową umowę sponsorską. Rozmowy upadły, a w przypadku Peñi wrócono do pierwotnego planu tyskiego.

Ważną informacją w tym kontekście jest to, że GKS Tychy prowadzi od kilku miesięcy rozmowy dotyczące sponsoringu z przedstawicielami meksykańskiej gminy Puebla. Ofensywa meksykańskich jednostek samorządu terytorialnego w polskiej piłce zaczęła się jesienią od Arki Gdynia, a od pewnego czasu zdaje się nabierać tempa. Można spokojnie zaryzykować twierdzenie, że Peña jest tylko głośnym dodatkiem do biznesowej transakcji.

Zawodnik podpisał z GKS-em umowę do końca czerwca 2020. Grzegorz Bednarski, prezes tyskiego klubu przyznał, iż kontrakt skonstruowano tak, że ryzyko transferu zostało ograniczone do minimum. Znając najnowsze karty życiorysu piłkarza, nie trzeba być nawet bardzo spostrzegawczym, żeby domyślić się, o jakie ryzyko może chodzić.

Wyobraźcie sobie, co działoby się w Meksyku, gdyby dowiedzieli się, że kilkanaście minut od stadionu GKS-u znajduje się siedziba Tyskich Browarów Książęcych.

 „Nie żałuję niczego” – oznajmił Peña przed dwoma miesiącami – „Wszystko co zrobiłem, zrobiłem z własnej woli. Zostanie piłkarzem, założenie rodziny, wypicie piwa – nikt mnie do tego nie zmuszał. Mam 28 lat i chcę dalej grać w piłkę. Nieważne, czy w Rangers, Turcji czy Polsce”.

Carlos Peña przeszedł w życiu krętą drogę. Od dorastania w ubóstwie, przez bycie gwiazdą, która miała poprowadzić reprezentację Meksyku do sukcesów, wielomilionowy transfer, aż po chorobę alkoholową i bycie wyrzucanym z coraz słabszych klubów. Czy nam, obserwatorom polskiej piłki, nie przypomina to czegoś? Punktów wspólnych z przypadkiem wspomnianego Dawida Janczyka jest niebezpiecznie dużo.

Świetny piłkarz, który zmarnował karierę na własne życzenie przez imprezowanie i skandale? A może pogubiony i przytłoczony oczekiwaniami człowiek, wyrwany przedwcześnie z rodzinnego domu, a potem z ukochanego klubu? Jedno wiemy na pewno. To właśnie w Polsce Carlos Peña będzie się starał zerwać z demonami przeszłości i reanimować swoją karierę. Więcej szans prawdopodobnie nie dostanie.

Michał Matlak (@matlak_michal)

Fot. NewsPix

Opublikowane 19.03.2019 08:38 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
14.08.2020

Tęskniliśmy za tym: Jerzy Brzęczek ogłosił zagraniczne powołania!

Sytuacja jest wciąż dość trudna. Coraz częstsze odwoływanie spotkań, te które się odbywają cały czas rozgrywane są z bardzo ograniczoną publicznością, do tego co i rusz komunikaty zespołów medycznych, które informują o zakażeniach koronawirusem wśród piłkarzy. Tym większa jest radość, gdy docierają do nas okruchy dawnej normalności. Jednym z takich okruchów jest zapowiadany powrót futbolu […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

„Góry” w Warszawie, czyli nowoczesny trening, który pomoże biegaczom i triathlonistom poprawić wyniki

Chcesz zbudować odpowiednią formę na maraton albo inny, chociażby triathlonowy start, wyjedź w góry. Jeśli potrenujesz kilka tygodni na właściwej wysokości, efekty muszą przyjść. Te dwa zdania to oczywiście nadal prawda, ale… nie do końca. Albowiem świat biegów i triathlonu, podobnie jak chociażby ten piłkarski, ewoluuje. Dlatego wypracowanie wysokiej dyspozycji nie jest już połączone wyłącznie […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tekst czytelnika. Luis Suarez – osąd bohatera

Kwiecień 2015 roku. Pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów – Barcelona mierzy się na Parc des Princes z Paris Saint-Germain. Oglądam to spotkanie, spędzając Wielkanoc u swojej ówczesnej dziewczyny w Meksyku. Acapulco, żar leje się z nieba, nie pomaga ani leniwie kręcący się pod sufitem baru wiatrak, ani zimna Corona. Pierwszy gwizdek wybrzmiewa o godzinie 13:45 […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Stanowisko: świetne wieści dla polskiej piłki

Prezes dowolnego klubu powinien wejść do szatni i powiedzieć do zawodników: Panowie, nie umiemy grać w piłkę, prawda? No nie umiemy. Ale umiemy siedzieć na dupie? To akurat umiemy. No to najważniejsze zadanie dla nas – siedzimy na dupie. Dziś „Stanowisko” o szansie dla polskich klubów, jaką niesie za sobą… koronawirus.  
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Jóźwiak zaskakuje: do Wisły trafia doświadczony ligowiec z Legią w CV

To już prawdopodobnie ostatni letni transfer Wisły Płock. Zapytacie – skąd niby to wiemy? Jak się tego domyśliliśmy? Przecieki z klubu czy po prostu kadra jest już kompletna? Nie, odpowiedź jest prostsza. Skoro Marek Jóźwiak ściąga do klubu Damiana Zbozienia, oznacza to, że doszedł właśnie do literki „Z” w swoim telefonie. Dalej jest już tylko […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Quiz piłkarski. Kto podnosił z boiska wygraną w Lidze Mistrzów (część II)?

Kilka dni temu zaproponowaliśmy wam zabawę, która polegała na wymienianiu podstawowych jedenastek drużyn, które sięgnęły po Ligę Mistrzów. Poszło wam to na tyle dobrze (średnia 65% poprawnych odpowiedzi), że uznaliśmy, iż należy podnieść poprzeczkę. W tym celu cofnęliśmy się o jeszcze dziesięć edycji. Czy potraficie wymienić składy ekip, które sięgały po wspomniane trofeum w latach […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Plaża, okręgówka, stół rehabilitacyjny. Gdzie są ci, którzy nie znoszą Stokowca?

Wśród byłych piłkarzy Lechii panowała ostatnio narracja, że Piotr Stokowiec to zło wcielone. Idealny kandydat na czarny charakter w Bondzie, postać, którą powinno się straszyć niegrzeczne dzieci, no i oczywiście rasista, jak ktoś jest zły w XXI wieku, to musi być rasistą, nie ma rady. Można się więc zastanawiać, dlaczego plam na charakterze tego okrutnika […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Czas zostać rycerzem wiosny. O fazie pucharowej Lewego w Lidze Mistrzów

Robert Lewandowski osiągnął w karierze klubowej wiele, bardzo wiele. Kolekcjonowanie trofeów w Niemczech z zastraszającą regularnością, wszystko okraszone tytułem w najlepszej lidze świata, Ekstraklasie, nie wspominając o wygraniu III ligi ze Zniczem Pruszków. Ale ta galaktyczna kariera domaga się dopełnienia w Europie jak przystało na jednego z najlepszych napastników w historii tych rozgrywek. Przeanalizujmy jak […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koronawirus w Śląsku. Jak kończy się kuszenie losu? Właśnie tak

Nikomu tego nie życzyliśmy. Mieliśmy wręcz nadzieję, że skończy się tylko na obciachu związanym z przyłapaniem. No ale niestety. Śląsk Wrocław dołączył do grona klubów, w których pojawił się pozytywny wynik testu na koronawirusa. Komunikat na ten temat został wydany wczoraj wieczorem, a w nim przeczytać możemy zdanie: „od kilku dni [piłkarz] jest także odizolowany […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Mladenović: Lechia wszystko mi wypłaciła. Miałem dobre relacje z prezesem i trenerem

– Wiedziałem, na co się piszę, byłem przekonany, że nawet jeśli będą zaległości, to ostatecznie dostanę swoje pieniądze. Miałem rację. Podpisałem umowę z Legią, na koniec Lechia wszystko mi wypłaciła. Nie było sensu się obrażać, wykłócać – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Filip Mladenović, który bardzo dobrze wspomina Piotra Stokowca i Adama Mandziarę. Co poza tym w prasie? […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koniec Cruyffa, 7:0 Heynckesa i Pep kontra Luis Enrique. Nudy w meczach Barcy z Bayernem nie ma

Potrafimy sobie wyobrazić większe klasyki europejskiej piłki. Rywalizacji o większej historii też znajdziemy multum. Ale choć Barcelona z Bayernem pierwszy raz zmierzyły się dopiero w 1996, tak KAŻDY ich dwumecz był napakowany po brzegi intrygującymi kontekstami. To taka rywalizacja kończyła erę Cruyffa w Barcelonie. Była brzytwą, którą tonący Bayern złapał, a potem wykorzystał by dokonać […]
14.08.2020
Weszło Extra
14.08.2020

Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Śląsk to mój wybór

– Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Nie ma co ukrywać, nie jestem najmłodszym zawodnikiem, więc to nie były już topowe drużyny. Kluby, które grają w solidnych ligach europejskich, ale nie walczą o mistrza. Raczej druga połowa tabeli. Najbliżej było mi do Holandii. Gdy jeszcze nie podpisałem kontraktu, ale był już temat, dostawałem mnóstwo wiadomości od […]
14.08.2020
Weszło
13.08.2020

Padłeś, powstań, RB Lipsk. To nie ta firma, ale rezultat się zgadza!

Pierwsza z ekip w pewnym momencie łapie zadyszkę, nie jest już tak groźna, jak wcześniej, brakuje kontr, raczej zaczyna to wyglądać jak czekanie na nieuniknione. Druga z kolei wypracowuje sobie przewagę, można nawet powiedzieć, że ciśnie przeciwnika i chce rozstrzygnąć spotkanie przed zbliżającą się dogrywką. Brzmi jak scenariusz, w którym Atletico odgrywa rolę tego umęczonego, […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Jeśli to miał być przedsmak ligi, to cieszyć się mogą tylko w Zabrzu

Pamiętacie jeszcze kibica Liverpoolu śpiewającego o tercecie Mane, Salah, Firmino? Ta trójka sprawiała, że kibiców „The Reds” niezbyt ruszała strata Coutinho. Po dzisiejszym meczu kibice z Zabrza mogą zacząć układać przyśpiewkę w podobnym stylu, tyle że o Nowaku, Mannehu i Jimenezie, którzy pozwolą zapomnieć o Angulo. Dziś ten tercet, chociaż nie tylko on, bez problemu […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Samuel Mraz w Zagłębiu Lubin. Jest oferta za Bartosza Białka

Mraz w polskiej piłce to nie jest nazwisko anonimowe. Ale gdyby Zagłębie Lubin ściągnęło teraz Patrika, to bylibyśmy lekko skonfundowani. „Miedziowi” ściągają jednak Samuela Mraza – byłego króla strzelców ligi słowackiej, trzykrotnego reprezentanta Słowacji, ostatnio grającego w Broendby. Na papierze ten ruch wygląda obiecująco – mobilna „dziewiątka” do odbudowania, w umowie wypożyczenia go z Empoli […]
13.08.2020
Kanał Sportowy
13.08.2020

Robert Makłowicz w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 19:00

Wiemy, że wszyscy czekaliście na takiego gościa! Lepszej przystawki przed Ligą Mistrzów niż Robert Makłowicz w Hejt Parku nie można sobie wyobrazić. To musi być wyjątkowy odcinek! Zapraszamy od 19:00 widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM, prowadzi Michał Pol.  Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. 
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Özil najlepiej zarabiającym statystą na świecie?

Angielski Sky analizuje statystykę podań Mesuta Özila. Na bazie wyliczeń wysnuwa wniosek, że to najbardziej kreatywny gracz w historii Premier League. To okolice 2017 roku. Mniej więcej wtedy też Jose Mourinho komplementuje: „Özil nie ma swojej kopii, nawet tej nieudanej”. Wenger dodaje: „Jeśli nie kochasz Özila, nie kochasz piłki nożnej”. Mijają trzy lata. Dziś Özil… […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Lata lecą, niewiele się zmienia. Włoska piłka nadal nic nie znaczy w Europie

2020 – ćwierćfinał. 2019 – ćwierćfinał. 2018 – półfinał, ale dość bolesny. 2017 – finał, ale zakończony ostrym laniem. 2016 – 1/8 finału. Tak, Liga Mistrzów dla włoskich klubów to w ostatnich pięciu latach teren, na którym można się mocno sparzyć. Zresztą Liga Europy także, bo dopiero w tym sezonie udało się przełamać barierę ćwierćfinału. […]
13.08.2020