Mistrz(yni). Czy transpłciowość i sport da się połączyć?

Sebastian Warzecha

16 października 2018, 12:07 • 5 min czytania

Mistrz(yni). Czy transpłciowość i sport da się połączyć?

Zapewne nigdy nie słyszeliście o Rachel McKinnon. To Kanadyjka, wykładowczyni filozofii na Uniwersytecie Charleston i nowa mistrzyni świata w kolarstwie torowym, w kategorii wiekowej 35-39 lat. W teorii nic, co zwróciłoby naszą uwagę. Jest tylko jedno „ale”: na świat przyszła jako facet.

Reklama

Swój wyścig wygrała w niedzielę w Los Angeles, stając się tym samym pierwszą w historii transpłciową mistrzynią świata, co ogłosiła na Twitterze. Wcześniej ustanowiła jeszcze rekord świata z czasem 11,92 s (na 200 metrów, pobity 10 minut później przez jedną z rywalek). W finale nie jechała tak szybko, a – jak sama twierdzi – wygrała dobrze przemyślaną strategią. Co zresztą by się zgadzało, bo do tej pory jej rezultaty nie należały do wybitnych, a na podium stawała bardzo rzadko.

Finał z Carolien Van Herrikhuyzen z Holandii wygrałam w dwóch wyścigach. W pierwszym to ona prowadziła i chciała przycisnąć mnie do poręczy, ale dobrze czuję się jadąc na czyimś kole. Na ostatnim zakręcie zdecydowałam się zaatakować pierwsza, objechałam ją i utrzymałam za sobą. W drugim wyścigu prowadziłam ja. To była fajna, ale trudna jazda. Bawiłyśmy się w kotka i myszkę. Dałam jej prowadzić do ostatniego zakrętu, a tam znów udało mi się wyskoczyć przed nią.

Reklama

Na najniższym stopniu podium stanęła Jennifer Wagner z USA. Co zabawne, o ile Holenderka cieszyła się z sukcesu Rachel i publicznie wsparła osoby transpłciowe w sporcie, o tyle Wagner na Twitterze napisała tylko, że to „zdecydowanie nie było fair”. A skoro podział nastąpił u dwóch rywalek, to chyba nie musimy pisać, co zaczęło dziać się w Internecie?

Przepisy w tym względzie ustalił Międzynarodowy Komitet Olimpijski przed kilkoma laty. Unia Kolarska – jako sport olimpijski – się do tego dopasowała. Mówią one, że transpłciowi mężczyźni mogą rywalizować z innymi facetami… bez ograniczeń. Transpłciowe kobiety z kolei muszą kontrolować swój poziom testosteronu. Jeśli przekroczy on założone normy to pozostaje tylko pożegnać się z zawodami. Sęk w tym, że nie wszystkich to przekonuje. I, żeby było zabawniej, dotyczy to obu stron sporu.

Rachel McKinnon dla VeloNews:

Wiele czytałam o mitach dotyczących testosteronu. […] Uśredniając: mężczyźni mają go więcej niż kobiety, a kobiety mają z kolei więcej estrogenu. Niedawno przebadano jednak 2000 lekkoatletów i odkryto, że 1/6 mężczyzn ma bardzo niski poziom testosteronu. Te badania pokazują, że nie ma absolutnie żadnego związku pomiędzy testosteronem, a wynikami facetów.

Rachel dodała też, że ludzie mylnie uważają testosteron za doping. Faktycznie może tak działać,  jeśli wstrzykujemy go sobie więcej i nie polegamy tylko na tym, który wytwarza nasze ciało. Nie ma on jednak większego wpływu na to, jak zaprezentujemy się na bieżni czy na rowerze. Z kolei jego sztuczne obniżanie (co, przypomnijmy, jest wymogiem MKOl-u) zaniża wyniki, bo ciało nie jest do tego przyzwyczajone.

Czego chciałaby więc Rachel? Możliwości wystartowania w zawodach bez żadnych ograniczeń:

Tu nie chodzi tylko o sport, ale o prawa człowieka. […] Skoro mówimy o rozszerzeniu praw dla mniejszości, czemu pytać większość? Założę się, że wielu białych ludzi było wkurzonych, gdy zakończyliśmy segregację rasową w sporcie i pozwoliliśmy czarnym sportowcom na występy. Ale musieli jakoś to przeżyć. […] Nie możemy mieć kobiet legalnie uznawanych za transpłciowe w społeczeństwie i traktować je inaczej w sporcie. Nie powinniśmy się martwić tym, że osoby transpłciowe „przejmą” igrzyska olimpijskie. Powinniśmy się martwić o prawa człowieka.

Musimy pisać, że mnóstwo osób się z tym nie zgadza? Dowody są wszędzie – założymy się, że wielu z was traktuje badania poziomu testosteronu jako minimum przyzwoitości. Zalew tweetów, z którymi mierzyła się w ostatnich dniach Rachel, jasno dowodzi też, jaka jest reakcja dużej części społeczeństwa. Mogła z nich wyczytać, że jest oszustką, nie powinna mieć możliwości startów i pozostałe zawodniczki mogą się czuć pokrzywdzone. A wspominamy tylko te łagodniejsze wypowiedzi.

Dodać do tego możemy choćby stanowisko Jillian Bearden, innej transpłciowej kolarki:

Udowodniłam, jak potężny jest testosteron, gdy rywalizowałam jako mężczyzna. To nie działa tak, że im więcej go masz, tym jesteś silniejszy, ale hormon zapewnia wytrzymałość, która później cię zasila. […] Czuję się dobrze, gdy mogę rywalizować z 50 innymi kobietami, które wiedzą, że obniżyłam swój poziom testosteronu i zaliczyłam potrzebne wymogi. To powstrzymuje pytania i nękanie. Gdy stoję na podium, czuję się z tym komfortowo.

Badania poziomu testosteronu (i jego opcjonalne obniżanie) to najprawdopodobniej najmniej inwazyjny sposób na – choćby teoretyczne – wyrównanie szans. Takie, by czepiało się tego jak najmniej osób, a by rywalizacja była możliwa. Bo przecież taka jest idea sportu olimpijskiego – każdy ma mieć możliwość się zaprezentować.

Kiedyś badania były znacznie prostsze: najpierw szukano jaj (dosłownie), potem trzeba było przechodzić przez stosunkowo skomplikowaną operację chirurgiczną, na co mało kto się decydował i przesadnie nas to nie dziwi. Dziś robi się to terapią hormonalną. z czym najprawdopodobniej wszyscy będą musieli się pogodzić. Nawet jeśli, jak McKinnon, uważają, że stoi to w opozycji do ich praw.

Ashland Johnson z Kampanii Praw Człowieka:

Wszyscy sportowcy, niezależnie od płci, powinni być obiektem takich samych standardów dotyczących testów. Ich polityka nie powinna wyróżniać osób transpłciowych. Z drugiej strony nie uważam, by wytyczne MKOl-u były anty-transpłciowe, ponieważ faktycznie istniała pewna niesprawiedliwa przewaga powiązana z testosteronem.

Jedni dostają możliwość startów, drudzy pewność, że dba się o ich interesy. Jak ujęła to Joanna Harper, prowadząca badania dot. poziomu testosteronu w sporcie: „Pozwalamy na osiąganie pewnej przewagi (np. wzrostu czy masy), ale nie takiej, która przytłoczyłaby innych sportowców. Można to zrobić bez deptania praw pozostałych osób”.

I to właśnie z tym musi się pogodzić cała rzesza krytyków Rachel McKinnon oraz… ona sama.

Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Polecane

Hejt, rozpacz i żenujące zdjęcia. Oto największe historie igrzysk

Jakub Radomski
0
Hejt, rozpacz i żenujące zdjęcia. Oto największe historie igrzysk
Ekstraklasa

Spór wokół Cracovii. Prezes Wisły stanął w obronie byłej szefowej klubu

Wojciech Piela
3
Spór wokół Cracovii. Prezes Wisły stanął w obronie byłej szefowej klubu
Reklama

Inne sporty

Inne sporty

92 kraje, 116 konkurencji. Pełna analiza występów na igrzyskach

AbsurDB
13
92 kraje, 116 konkurencji. Pełna analiza występów na igrzyskach
Reklama
Reklama