Reklama

O Hazardzie, co zabrał nas w piłkarski Eden (21)

redakcja

Autor:redakcja

07 lipca 2018, 11:15 • 4 min czytania 9 komentarzy

Miała być magia na meczach Canarinhos? Miała. I wczoraj była. Nie ich winą, że w rolę magika wcielił się Eden Hazard.

O Hazardzie, co zabrał nas w piłkarski Eden (21)

Słuchajcie, ja wiem, że Lukaku ostatecznie pozbawił Lewego miana najbardziej znanego RL9 świata. Facet jest wielki jak Hulk, powinien rozpędzać się w tempie czołgu T-34, a tymczasem zbiera się jak struś pędziwiatr. Mówili o nim, że to silne chłopisko do puszczenia korzeni w polu karnym, a tymczasem obejrzeliśmy kolejny mecz, w którym kontruje lepiej niż postacie z Tekkena.

Wiem, widziałem co grał De Bruyne, czyli belgijski Piotrek Zieliński. Podania – cytując klasyka – sztos. Belgijski tempomat, do tego decydujące dotknięcia piłki, pocisk na 2:0 – wszystko autorstwa Romka z „Rodziny zastępczej”. Courtois też wczoraj zatrzymał kanarkową nawałnicę, bo oddajmy Brazylii, że w drugiej połowie w zasadzie założyła Belgom hokejowy zamek.

Ale jakkolwiek ci wszyscy zawodnicy zagrali bardzo dobrze, może nawet świetnie, może nawet wybitnie, tak Hazard napisał historię. Nie wiem, czy ktokolwiek powtórzy jego wyczyn. Obstawiam, że nie, nigdy.

Dziesięć prób dryblingu, dziesięć udanych. Rekord mundiali. Rekord bity nie z reprezentacją Sri Lanki, której FIFA wręczyła dziką kartę, nie z drużyną Telewizji Śląsk czy inną Panamą B, tylko z Brazylią.

Reklama

Z Brazylią, która przystępowała do turnieju z mianem najrzetelniejszej defensywy turnieju, mianem popartym drobiazgowymi wyliczeniami statystycznymi.

Z Brazylią w ćwierćfinale, w meczu o strefę medalową, w meczu o przejście do historii belgijskiej piłki, nawiązanie do legend.

A jednak Hazard kiwał kiedy tylko chciał. Ostatnio coś takiego widziałem, gdy starszy brat kolegi, chodzący już do liceum, grał z nami drugoklasistami na boisku w lesie.

I nawet jemu czasem udało się wejść wślizgiem – moja specjalność po dziś dzień – i wybić go z rytmu. Nie miał nigdy stuprocentowej skuteczności. Hazarda nie udało się Brazylijczykom zatrzymać ani razu. Jedyny sposób – przewrócić go faulem, włożyć mu mop w szprychy. Ale bez przekroczenia regulaminu był nieuchwytny.

Powtórzę grafikę OPTA, którą macie na czołówce, bo kadr nie pokazuje wszystkiego.

Screen Shot 07-07-18 at 10.47 AM

Reklama

Kiwał gdzie mu się podobało. A przecież to może przerośnięta, może kilogramowa, ale wisienka na torcie jego popisu. Czekałem i się doczekałem – czysta futbolowa poezja, skrót zagrań Hazarda z meczu z Brazylią.

Niespotykane połączenie piłkarskiej mądrości, błyskotliwości i wytrzymałości. Belgowie oddychali w końcówce rękawami, a niezmordowany Hazard znowu gdzieś uciekał skrzydłem, wygrywając bezcenny czas.

Co dla mnie też kluczowe, ani razu nie naciągał arbitra na widmowy faul. Podczas gdy Neymar, który miał na tym turnieju spróbować przejąć schedę po CR7 i Messim (jak to śmiesznie z perspektywy brzmi!), skompromitował się doszczętnie, Hazard pokazał jak należy grać. Przy jego stylu gry, mógł lecieć jak długi co chwilę, a jednak nie tylko pokazywał, że tak nie trzeba robić, ale udowadniał, że leżakowanie po prostu się nie opłaca. Spowalniasz grę. Marnujesz okazję na strzał, na kontrę, na cokolwiek, a dodatkowo marnujesz czas.

Przykładowo zobaczcie w powyższym filmiku akcję z 3:26. Dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent współczesnych zawodników po wejściu Marcelo wyłożyłoby się na plecy. Belgia prowadzi przecież 2:0, opłaca się zawodnikowi leżakować, ukraść parę sekund. Co robi Hazard? Mimo wejścia w nogi nie przewraca się, tylko ucieka Brazylijczykowi z kontrą czterech na dwóch.

Screen Shot 07-07-18 at 11.00 AM

Hazardzie, wiem, że to czytasz, więc tym samym przepraszam, że cię lekceważyłem. Biorąc pod uwagę kontekst, stawkę, rywala i całą meczową dramaturgię, twój wczorajszy występ był lepszy, niż hat-trick Ronaldo z Hiszpanią.

***

Mam nadzieję, że wczorajszy mecz oglądał też Mbappe i dokładnie przyjrzał się, kto tu robił show. Nie powiem, że Kylian ma papiery na wielkie granie, bo już gra wielką piłkę. Ale nie dało się nie zaczerwienić z zażenowania po tej symulce.

Ja straciłem do niego w jednej sekundzie wszelką sympatię.

Eden, daj dzieciakowi szkołę.

***

Cavani wielkim nieobecnym, jak Boniek z Włochami w półfinale 1982. Nie będę się znów wydurniał mówiąc, że z nim Urugwaj by to wygrał.

Ale by to wygrał.

Albo i nie, tak cz siak moje wczorajsze typy jak na razie leżą i kwiczą. Ciekawostka – oglądam mecz Kolumbii z Anglią. Żona za Kolumbią. Ja początkowo za Angolami, potem za dogrywką.

W końcu przychodzi opieprz.

– Wiedziałam. Jak tylko zacząłeś im kibicować, musieli przegrać.

Leszek Milewski

Napisz autorowi, żeby zajął się hodowlą jedwabników

Najnowsze

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Trela: Przewagi i osłabienia. Jak czerwone kartki wpływają na losy drużyn Ekstraklasy?

Michał Trela
4
Trela: Przewagi i osłabienia. Jak czerwone kartki wpływają na losy drużyn Ekstraklasy?

Komentarze

9 komentarzy

Loading...