Reklama

Czy dziś przegra piłka nożna? (13)

redakcja

Autor:redakcja

28 czerwca 2018, 11:19 • 4 min czytania 15 komentarzy

Belgia – Anglia, czyli starcie, w którym jednym i drugim opłaca się wyłapać w trąbę. Gdzie już wiadomo, że Belgowie zagrają bez połowy pierwszego składu.

Czy dziś przegra piłka nożna? (13)

Jak odpowiedzą Angole? Wystawią magazyniera na atak? A może zaskoczą rywala nowatorską taktyką bez bramkarza?

To piłkarski ekwiwalent 2+2=5, bo jak świat światem opłaca się wygrywać, ale raz na chiński rok gdzieś pojawiają się argumenty za strzeleniem ordynarnego samobója tyłkiem w 90 minucie.

To może być jeden z najważniejszych, najbardziej pamiętnych meczów tych mistrzostw. Oby nie był. Oby miał jak najwięcej wspólnego ze sportem, a jak najmniej z kunktatorstwem. 

Dgwe_dMW4AATbzz

Reklama

Przewidywany skład Belgów

 ***

27 stycznia 1994, Barbados gra z Grenadą w eliminacjach do Carribean Cup. Jakiś wybitny orzeł postanawia namieszać w zasadach i wpada na pomysł, by pozbyć się remisów.

Co więc zrobił? Seria jedenastek po ostatnim gwizdku? Konkurs pompowania piłek? Bieg z jajkiem na łyżce?

To by się jeszcze broniło, ale nasz ananas był pionierem znienawidzonej zasady Złotego Gola, a jeszcze w dogrywce liczył się on… podwójnie.

Barbados potrzebował w ostatnim meczu dwubramkowego zwycięstwa. Gdy zostały trzy minuty do końca, a wciąż prowadził wyłącznie 2:1, postanowił wbić sobie samobója. Co to dawało? 2:2 i całą dogrywkę by strzelić brakującego gola, który dzięki zasadzie rodem z Komisji Ligi dawałby 4:2.

Reklama

Grenadę dla odmiany urządzało zarówno 2:3 jak i 3:2. Wszystko sprawiło, że mecz wyglądał tak:

1998, Tiger Cup, w praktyce mistrzostwa Azji Południowo-Wschodniej, czyli dla krajów, które nie wygrywają nigdy nic, okazja żeby wygrać wreszcie coś, w dodatku po łbach sąsiadów.

W ostatniej kolejce grupy A mecz pomiędzy Indonezją i Tajlandią. Zwycięzca trafiał na gospodarza i faworyta turnieju, Wietnam. Remis urządzał Tajlandczyków, więc Indonezyjczycy nie patyczkowali się i przy stanie 2:2, w doliczonym czasie gry, zaatakowali własną bramkę, której dzielnie bronił rywal.

Kara? Po czterdzieści tysiaków, ale najlepszą napisali futbolowi bogowie. Singapur, na którego wszyscy chcieli trafić, wygrał cały turniej.

Takie mecze się zdarzają, ale sam fakt do jakich egzotycznych historii musimy się uciekać mówi sam za siebie. Oczywiście nie jest to pierwszy raz, gdy na wielkim turnieju ktoś może strzelać gole na własną zgubę, ale trzeba przyznać, że zbiegło się tu wyjątkowo wiele czynników.

Po pierwsze – Anglia i Belgia są już pewne awansu.

Po drugie – grają swoje mecze dzień po rywalach, dzięki czemu wiedzą na kogo trafią.

Po trzecie – dzięki temu obejrzeli jak Lineker mówi Niemcom „Auf wiedersehen”, a teraz rozumieją, że wicemistrz grupy trafi w ewentualnym ćwierćfinale na zwycięzcę meczu Szwajcaria – Szwecja, a wygrany na zwycięzcę meczu Brazylia – Meksyk. Oczywiście zawsze można dyskutować, opowiadać o chimeryczności Anglików, ale w wielkim uproszczeniu retoryka polega na tym, że przegrany będzie faworytem ćwierćfinału, a wygrany nie.

Po czwarte – idą łeb w łeb. Pal licho sześć punktów, oni mają nawet taki sam bilans bramkowy. W przypadku remisu zaczęlibyśmy liczyć żółte kartki (jest 2:3 dla Anglii).

Po piąte – nie wiem jak w Anglii (poza tym, że ma zacząć Harry Kane, czyli raczej szykuje się poważne granie) ale w Belgii – pozdrowienia dla doskonale zorientowanego Mariusza Mońskiego – prasa uderza w tony: przegrajmy. Nie róbmy jaj, tam Canarinhos, tu znacznie łatwiejsza droga do strefy medalowej. Roberto Martinez ma nad sobą parasol ochronny, w przypadku kompromitującej wpadki włos mu z głowy nie spadnie.

Innymi słowy, dominuje podejście: dajmy d..y za medal.

Usprawiedliwienie dla wystawienia rezerwowych napisało się samo. Awans jest, niech odpoczną. Tylko teraz co? Zmiennicy zagrają na maksa, załóżmy, że wygrywają. Belgia w żałobie? Martinez nakaże odpuścić defensorom w kluczowym momencie? A może będzie pogoń za remisem, a potem wyścig na to kto złapie jak najwięcej żółtych kartek?

Już widzieliśmy zalatujące zbukiem Francja – Dania. W 2004 Włosi oficjalnie oskarżyli Danię i Szwecję o ustawienie się na wynik 2:2, które dawało awans obu skandynawskim ekipom. Można wierzyć tej teorii spiskowej, można nie, ale każdy pamięta, że w ostatnich minutach nikt nie był zainteresowany strzeleniem gola.

Sam wczoraj żartowałem na Twitterze, że znając pokrętny los Anglików, zagrają jutro wspaniale, wygrają 3:0, ale potem odpadną z Brazylią i będą oglądać Belgię w strefie medalowej.

Tak, wiem, że mundial to turniej dla zespołów wyrachowanych, ale to nie byłoby wyrachowanie, tylko patologia. Ale jeśli Belgowie w mniej lub bardziej subtelny sposób się podłożą i na tym zyskają, to pies z nimi.

Lepiej honorowo przegrać niż wygrać tracąc honor.

Będą kolejne mecze, turnieje, ale reputacja? Ma się tylko jedną.

Haniebnej ustawki Austrii i Niemiec z 1982 nikt tym zespołom nie zapomniał. I nie zapomni nigdy.

Więc jak ktoś szuka meczu o honor, to nie w śmiesznym sparingu Polaków, tylko w wieczornym hicie.

Leszek Milewski

 

 

Najnowsze

Ekstraklasa

Do końca sezonu na tyle stać Lecha – na męczenie buły i ciułanie punktów

Paweł Paczul
19
Do końca sezonu na tyle stać Lecha – na męczenie buły i ciułanie punktów

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Trela: Przewagi i osłabienia. Jak czerwone kartki wpływają na losy drużyn Ekstraklasy?

Michał Trela
4
Trela: Przewagi i osłabienia. Jak czerwone kartki wpływają na losy drużyn Ekstraklasy?

Komentarze

15 komentarzy

Loading...